A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 43

Przed wiekami moja żona i ja wraz z dziećmi bawiliśmy na wczasach. Jednej niedzieli w jadalni w porze spożywania obiadu, któren rozpoczynać miała kalafiorowa, moja ślubna, jako że lubi wiedzieć co je, po nalaniu zupy z wazy do talerza zajrzała doń i zakrzyknęła na cały głos, którego jej nigdy nie brakowało „O, robak!”.

 

Następnie triumfalnie poszła, niosąc przez całą salę talerz z bożym stworzeniem do kuchni. I jak słychać było do wystąpienia na scenę mojej małżonki radosne odgłosy nabieranej łyżkami zupy, tudzież siorbania i mlaskania, tak nagle wszystko zamilkło. Zrobiło się cichutko, nikt już kalafiorowej nie spożywał. A przecież jeżeli robak był to wyłącznie w jednym talerzu. Solidarność lub dopadła ich psychoza sytuacyjna. Albo co gorsze upadli na głowy.

Tak to wprowadzam w temat dzisiejszej pogadanki, a będzie o głowie, tylko że po łebkach. Posiadam w domu oprócz „Encyklopedii medycyny” dwie klasyczne pozycje, a mianowicie ”Atlas anatomii. Budowa człowieka i funkcjonowanie” opracowany przez Petera Abrahamsa oraz „Tajemnice mózgu” Susan Greenfield, też z ‘obrazkami’. Generalnie uczeni uważają, że emocje wynikają z wzajemnych zależności jakie tworzą się nieustannie między reakcjami fizjologicznymi a świadomym odczuwaniem. Ciało i mózg są wzbudzane przez określone bodźce np. groźną sytuację, ale na poziom wzbudzenia mają wpływ podstawowe popędy, które razem wywołują określone skojarzenia. Ale nie daje to odpowiedzi na dylemat: w jaki sposób materia /cząsteczki/ i zjawiska elektryczne mogą wytwarzać coś co ma świadomość samego siebie? Przecież nie tylko reagujemy na bodźce, ale także rozumiemy co oznaczają nasze reakcje. I tu uczeni przyznają, że obecna wiedza jest bezradna. Więc kiedy za wieloma trenerami, począwszy od Jacka Gmocha powtarzamy, że głowa w piłce jest najważniejsza to musimy zadać pytanie: głowa czyli co?

Podstawową zatem konstatacją jest nasze przekonanie, że w naszym marnym ciele jest jakiś duch, który je ożywia i nim kieruje. I pewnikiem tak jest. To tylko współczesny racjonalizm chce wszystko zrozumieć, wszystko przeliczyć, wszystko opisać. I tu mamy do czynienia z dwoma odmiennymi poglądami, a mianowicie doktryny religijne głoszą, że to duch jest ochoczy, ale cielsko słabe, zaś materialiści uważają, że duch jest oporny, bo ciało jest za silne. Ciało staje się tyranem, który dyktuje warunki. Każda przyjemność staje się irracjonalna. Wszystko jest skutkiem procesów fizjologicznych. Są tacy, i dziś jest ich chyba większość, którzy odrzucają pogląd, że większość duchowych przyjemności ma materialne źródło i takiż charakter. To co wydaje się materialne tak naprawdę jest duchowe i wywodzą to przekonanie mniej od doznawania rzeczy przyjemnych, ale jeszcze bardziej od nieprzyjemnych. Najbardziej ponurym i wyrazistym przykładem takiego nastawienia ducha jest strach. Niemal każdy ma coś przed czym uciekłby z krzykiem, lecz nie dałby rady, bo nogi by się pod nim ugięły, ciało osłabło z lęku i zostałaby tylko siła ducha. Wszyscy znamy ludzi, którzy boja się zwierząt, szybkiej jazdy samochodem, ciemności, ciasnych pomieszczeń lub ‘tylko’ porażki. Ja sam nie boję się zwierząt /choć nie dałbym gwarancji przy rekinach/, ale okropnie boję się wielkich wysokości, tego zawrotu głowy przed bezmiarem, a także dentysty. Dwie istotne prawdy musimy powiedzieć o tych oczywistościach. W codziennym bytowaniu boimy się czegoś zanim jeszcze się ucieleśni. Mój znajomy wie tak dobrze, jakby doznał objawienia, że jeśli piesek skieruję się w jego stronę, to on z całą pewnością skieruje się w stronę najdalszą od psa. Więc fobie tkwią głęboko w nas samych. Druga z prawd głosi, że lęk, który w nas tkwi nie jest lękiem fizycznym. Ma on więc tło psychiczne. Ktoś kto boi się ciemności, to nie  z obawy, że ona mu coś zrobi, ale raczej przed nieznanym. Strach pochodzi może i z ciała, lecz przerażenie rodzi się w umyśle. Pod wpływem strachu ciało chce uciec od wszystkiego. To co je zatrzymuje to dusza. Ona też zmusza je do działania. W książce„Alchemia futbolu” Jacek Gmoch napisał, że w futbolu najważniejsza jest psychika, której przyznał 50% /motoryce 10%, technice 20% i taktyce 20%/. Psychika czyli co?

Nauka w miejscu nie stoi i stale coś odkrywa i wynajduje inne tłumaczenia sukcesów i porażek. Opinię publiczną zbulwersowała klęska naszego młociarza Pawła Fajdka poniesiona w tym samym stylu podczas dwóch kolejnych igrzysk olimpijskich. Skwitowano to stwierdzeniem, że nie poradził sobie ze stresem. Ze stresem, czyli z czym? Według klasycznych definicji stres jest swoistą reakcją organizmu na potencjalne lub faktyczne zagrożenie i tym samym jest zjawiskiem pozytywnym pozwalającym organizmowi przetrwać i w skrajnych sytuacjach przeżyć. Za „Encyklopedią medycyny” wyróżniamy  trzy wyodrębnione rodzaje stresu. Pierwszy to stan napięcia wywołany czynnikami zewnętrznymi mającymi wpływ na przeżycia wewnętrzne występujący w procesach deprywacji, frustracji, a więc wiążących się z koniecznością wyboru czy przedłużenia wysiłku. Taki stres może być wywołany przez każdy czynnik niezależnie czy jest on jako taki postrzegany przez podmiot. Sposób jego oddziaływania zależy od indywidualnej tolerancji na sytuacje stresowe. Drugi to stan wewnętrzny organizmu wywołany przez czynniki uniemożliwiające zaspokojenie potrzeb zwane stresorami. Tu stan pobudzenia przebiega w trzech fazach: mobilizacji, tj. wzmożonej efektywności działania kosztem zwiększonego wysiłku całego organizmu, rozstrojenia tj. pogorszenia funkcjonowania powodującego zmniejszenie zdolności dostosowawczych i uruchomienie mechanizmów obronnych psychologicznych oraz destrukcji tj. zaburzenia czynności działania. Trzeci rodzaj ma charakter fizjologiczny i według twórcy tego pojęcia H. Selyego stanowi całokształt zmian, którymi organizm odpowiada na czynniki uszkadzające. Po powrocie do kraju Fajdek mówił, że stracił siły, że odcięło mu prąd i że głowa go nie słuchała. Mając jakąś  wiedzę o stresie, możemy stwierdzić, że powiedział on prawdę, bo tak to się odbyło. Podczas konkursu rzutu młotem był on w fazie destrukcji. Jego organizm podjął czynności obronne. Ponieważ faza pobudzenia polega m. innymi na gwałtownym zwiększeniu dostarczania glukozy do komórek oraz ogromnym wzroście przepływu neuronów, co może w razie długotrwałego działania zniszczyć organizm, on się zaczyna przed tym bronić. Najpierw zmniejsza ilość glukozy w mięśniach, stąd brak siły jest rzeczywisty, następnie następuje spadek procesów pobudzenia układu nerwowego, co zawodnik czuł jako brak ‘prądu’ i wreszcie mózg zostaje w dużej części pozbawiony odżywania i neurony popadają w chwilowy stan uśpienia, co powoduje odczucie,że głowa nie słucha woli. Obarczanie winą zawodnika, jak to miało miejsce, było pozbawione sensu. To co się przydarzyło Fajdkowi nie jest w rozumieniu medycznym chorobą. Odwrotnie, to długotrwałe poddanie się fazie destrukcyjnej stresu może prowadzić do chorób zwanych psychosomatycznymi. Świadczy to natomiast o tym, że jego tolerancja na stres jest bardzo niska. Ale czy ją poprawiać, oddziałując na procesy psychiczne czy fizjologiczne tego nie wiemy, tak jak nie wiemy czy skutek takich oddziaływań byłby pozytywny.

Tu dochodzimy do problemu, od którego zaczęliśmy nasze rozważania. Z grubsza chodzi o to jaka jest struktura naszego myślenia, odczuwania i reakcji, czy bliżej nieznana, nazwana duchowością, czy możliwa do poznania, ustalenia przyczyn i ewentualnej poprawy funkcjonowania. Jeżeli priorytet przyznamy duchowi to pozostaje chyba tylko modlitwa, ale jeżeli dopuścimy naukę to nie redukując ducha, damy mu realną możliwość zadziałania. Najlepiej te słowa obrazuje rozwój wiedzy o depresji. Według dostępnych źródeł depresja mająca formy: fizjologicznej /np. po stracie bliskiej osoby/, nerwicowej /w wyniku nieuświadomionych konfliktów emocjonalnych/ i psychotycznej /lękowej/ wymagającej leczenia psychologicznego lub psychiatrycznego, często wspomaganego farmakologicznie. W  każdym razie była precyzyjniej definiowana jako stan lub choroba psychiczna charakteryzująca się zespołem zmian subiektywnych, które osoba przeżywająca może lepiej lub gorzej opisać oraz zespołem zmian zachowania dostrzegalnym przez otoczenie. Czyli wiedzieliśmy, że jest to coś nieznane, coś co dzieje się w głowie człowieka rozumianej jako tworzywo świadomości. Aż tu kilka tygodni temu na łamach „Science” ukazał się artykuł, w którym naukowcy oznajmiają, że depresja związana jest z aktywnością neuronów w przyśrodkowej i bocznej korze okołoczołowej mózgu. W przypadku depresji stwierdzono zwiększoną aktywność neuronów w korze przyśrodkowej okołoczołowej i pomniejszoną w  bocznej korze okołoczołowej. Jednocześnie wykryto, że silne połączenia neuronowe pomiędzy boczną korą okołoczołową a tzw. przedklinkiem są odpowiedzialne za poczucie pewności siebie i własnej wartości.

Jeżeli te badania zostaną klinicznie potwierdzone to może oznaczać, że termin głowa nabierze materialnego charakteru. Ze wszystkimi tego jeszcze nie do końca rozeznanymi skutkami. Gdyż dotychczasowe doświadczenia wykazywały, iż postęp medycyny np. w dziedzinie wykrycia i ustalenia funkcji hormonów mający ogromne znaczenie prozdrowotne w sporcie oznaczał niedozwolony doping. Tak i teraz można sobie wyobrazić, że w walce z depresją zdoła się skonstruować urządzenia, które będą stymulowały aktywność tzw. dobrych neuronów i powstrzymywały te złe i da to skutek w postaci wyleczalności depresji. Tylko że w sporcie, a już w piłce nożnej w szczególności możemy mieć do czynienia z samymi gladiatorami przekonanymi o swoim mistrzostwie. Nie trzeba już będzie motywować metodami różnymi, wystarczy podłączyć do maszyny. Pewno doczekamy czasów, że gracze nie będą musieli trenować w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, bowiem postęp nauki jest niepowstrzymany. Tylko... co wtedy będą robili trenerzy?

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1