A+ A A-

Pancernik Kieszonkowy

Co ma wspólnego okręt wojenny z futbolem? Czarnej-eLki w blog marynistyczny nie zamieniamy, rzecz będzie o piłkarzach, ale o takich, których można kategoryzować właśnie pod określeniem  zaczerpniętym z historii marynarki wojennej, czyli którym nadamy po uzurpatorsku miano „Pancernika Kieszonkowego”!

 

Był czas, gdy okręty liniowe zwane też pancernikami królowały na morzach i oceanach. Były dumą narodowych flotylli, świadectwem jej siły, prestiżu, mocy. Zawsze były to ogromne pływające kolosy, robiące wrażenie i kalibrem artyleryjskim  dział, ale i swą wypornością – czyli podstawowym parametrem określającym wielkość okrętów. Od francuskiego „Richelieu” (wyporność: 47,5 tys. ton) angielskiego „Vanguarda” (48,5 tys.) niemieckiego „Bismarcka” (53 tys.) amerykańskich liniowców klasy „Iowa” (58 tys.) aż po japońskie „Yamato” i „Musachi” (72 tys.) zawsze ich tonaż imponował. Ale była też klasa okrętów,  które ze względu na swą  posiadaną artylerię winny być klasyfikowane jako „pancerniki”, ale ich wyporność wynosiła 11,5 tys. ton, zatem w zestawieniu z powyższymi  o parametrach  wypornościowych przeciętnych, żeby nie wypowiedzieć się dosadniej. Wynikało to z ograniczeń traktatowych narzuconych Niemcom po I wojnie światowej, w każdym razie takie okręty w stoczniach powstały, a angielska prasa prześmiewczo i ironicznie nazwała je „pocket battleship” czyli „okręty (pancerniki) kieszonkowe”.

(pod względem wyporności Iowa jest przeszło cztery razy większy od AGS)

W sporcie doby obecnej, szczególnie w grach drużynowych, czy to w koszykówce, czy siatkówce, ale i w szczypiorniaku prym obecnie wiodą wielkoludy. Kolosy z reguły ponad metr dziewięćdziesiąt, ale silni, a przy tym sprawni, dynamiczni, pod względem muskulatury mocno i proporcjonalnie zbudowani, o koordynacji ruchowej analogicznej jak u zawodników z niższym wzrostem.  Przez to ci ostatni już nie niwelują przewagi wzrostu i siły dryblasów własną większą sprawnością fizyczną, sprytem, w każdym razie nie w takim stopniu jak to było w poprzednich dekadach, w ubiegłym stuleciu.

W piłce nożnej przygotowanie fizyczne odgrywa ogromną rolę, dynamika i intensywność  gry się zwiększyły, parametrów fizycznych nie wolno lekceważyć, dziś w oparciu o samą „technikę”, bez wyrobionej siły, wydolności, szybkości  nie ma czego szukać w profesji  piłkarza. Ale też w futbolu nie zawsze większy znaczy lepszy, ze sportów zespołowych w piłce nożnej cały czas może obowiązywać hasło „mały może więcej”. Ba, w XXI wieku rozgrywki europejskie zdominowała drużyna, którą wręcz możemy nazwać  „kieszonkowym pancernikiem” o wielkiej sile ognia, ale niekoniecznie imponująca parametrami fizycznymi swoich graczy. Sprawdźmy!

Oto wybrani  „mali-wielcy”  główni  bohaterowie i twórcy barcelońskiej tiki-taki:  środkowi obrońcy: Carles Puyol (178 cm wzrostu), Javier Mascherano (174 cm), boczni  obrońcy: Dani Alves (172 cm) Jordi Alba (174 cm), pomocnicy: Xavi (170 cm), Iniesta (170 cm), skrzydłowy Pedro (169 cm),  napastnicy:  David Villa (175 cm) Alexis Sanches (169 cm), „pchła” Messi (169 cm). Współtriumfator  Champions League z 2015 roku Neymar (174 cm). Oczywiście Barca była i jest wspomagana „wieżowcami” powyżej 180 cm, ale przecież nie na darmo się śmiano, że rzuty rożne wykonuje przeważnie  „krótko” i „płasko”, a to i tak nie przeszkodziło jej czterokrotnie w XXI wieku triumfować  w  Lidze Mistrzów.

Odkrycia Ameryki żadnego w tym nie ma, w styczniu 2012 odnotowano:  „Wielka mała drużyna – tak można określić Barcelonę Pepa Guardioli. Badania demograficzne przeprowadzone przez Obserwatorium Futbolu (CISE Football Observatory) wykazały, że drużyna z Camp Nou ma najniższą średnią wzrostu w całej Europie. Centrum badań działające w ramach CISE (Centre international d'etude du sport, Międzynarodowe Centrum Studiów nad Sportem – przyp. autor) ujawniło, że średnia wzrostu graczy FC Barcelony wynosi 1,7748 m. Co ciekawe, Barça nieznacznie „pokonała” w klasyfikacji inny hiszpański klub, Betis Sewilla, którego średnia wzrostu to 1,7779 m. Trzecie miejsce w zestawieniu zajmuje rumuńska Concordia Chiajna ze średnią 1,7825 m, a tuż za nią plasuje się portugalski Sporting Lizbona (1,7826 m). Na przeciwległym biegunie znajduje się ukraińska ekipa Wołynia Łuck, którego średnia wzrostu to aż 187,26 m. Kolejne miejsca na podium najwyższych drużyn Europy zajmują angielski Stoke City oraz austriacki Mattersburg.” (fcbarca.com)

Chwała wielkich małych piłkarzy Blaugrany powoli nieuchronnie przechodzi  do legendy, czas biegnie nieubłaganie, „pancernik kieszonkowy” właśnie został skutecznie trafiony salwą z francuskiego liniowca PSG i na paryskich wodach bardziej przypominał  dryfującą barkę niż groźną Barcę.  Ale inni „mali-wielcy” piłkarze – „pancerniki kieszonkowe” – mimo niskiego wzrostu o wielkim piłkarskim potencjale, ciągle sobie dobrze dają radę na różnych europejskich akwenach. SSC Napoli wzbudza respekt szarżującymi  Driesem Mertensem (169 cm) i Lorenzo Insigne (163 cm.). Na Wyspach Raheem Sterling (170 cm) rozgrzał kibiców przejściem z Liverpoolu do „Obywateli” z Manchesteru, gdzie nadal rządzą  Sergio Aguero (173 cm) i Dawid Silva (170 cm), choć Jesus Navas (170 cm) wydaje się już być, podobnie jak  Mathieu Valbuena (167 cm), Philip Lahm (170 cm) oraz Franck Ribery (170 cm), prawie „na drugim brzegu rzeki”. Ale Kevin Gameiro (172 cm) w Atletico jeszcze daje radę, nie mówiąc o Modriciu (174 cm), który napędza Real. Wśród młodych utalentowanych, którym przewiduje się świetlaną przyszłość znajdują się Alen Halilović (170 cm), najmłodszy debiutant w historii reprezentacji Chorwacji, Portugalczyk Bernardo Silva (173 cm), kolega Glika wyceniany na 25 mln €, Andrija Živković (170 cm) wyróżniający się serbski mistrz świata U-20, czy też dający się we znaki szczególnie naszemu Broziowi i dobrze przez nas właśnie  poznany Amin Younes (168 cm).

Jeżeli stwierdzimy że „bogowie futbolu” z Brazylii (Pele - 173 cm) oraz z Argentyny (Maradona – 165 cm) to klasyczne „pancerniki kieszonkowe” , to mamy prawo dojść do wniosku, że ta nasza marynistyczno-futbolowa kategoria  była, jest i będzie obecna w piłce. Mali, wielcy ludzie kopiący już nie skórzaną, a syntetyczną nadmuchaną kulę cały czas doskonale sobie radzą!

Czemu służy ta rozprawka? Otóż w naszej stoczni  na Ł3 próbowaliśmy zbudować  „pancerniki kieszonkowe” niestety zamiast nich udało nam się skonstruować jeden „kuter torpedowy” (Jakub Kosecki – 168 cm) oraz dwie śródlądowe kanonierki  (Radosław Mikołajczak -173 cm wyrzucony onegdaj na mieliznę w Sanoku i Aleksander Jagiełło – 165 cm obecnie w Zniczu Pruszków). Ale próby wodowania  nowych  jednostek cały czas są podejmowane. I słusznie, nie zrażajmy się! Owszem naszej stoczni  wiele brakuje, nie jest w stanie wyposażyć  nowe okręty w odpowiedni  pancerz, uzyskiwana moc z montowanych silników również nie jest wystarczająca, ale próby trzeba ponawiać, pływające już jednostki doposażyć, dbać  żeby opacznie nie utknęły na mieliźnie, a gdy nawet tak się stanie to je z nich ściągać, remontować  i cierpliwie rozbudowywać. Miłosz Szczepański (166 cm), Bartłomiej Urbański (174 cm), Sebastian Szymański (174 cm) to są potencjalne „pancerniki kieszonkowe” oby wzorem poprzedników nie przeistoczyły się jedynie w łodzie patrolowe. Żeby tak się nie stało, niezbędna jest jak powtarza rezolutnie jeden z nich: „praca, praca, jeszcze raz praca”. Jako kibice trzymajmy za to kciuki!

Michał Wołodyjowski :
- Miało się trocha przyrodzonych zdolności - odrzekł pan Michał - i ojciec od małego wkładał, któren nieraz mi mówił: "Dał ci Bóg nikczemną postać, jeśli się ludzie nie będą ciebie bali, to się będą z ciebie śmiali." (Potop, rozdz.IX. Henryk Sienkiewicz)

Kategoria pancerników kieszonkowych lub małych dzielnych  rycerzy  jak kto woli:
Alain Giresse (02.08.1952) - 162 cm
Alessandro Del Piero (09.11.1974) – 175 cm
Allan Simonsen (15.12.1952) – 165 cm
Antonio Cassano (12.07.1982) – 175 cm
Bixente Lizarazu (09.12.1969) – 169 cm
Claude Makelele (18.02.1973) – 170 cm
Carlos Valderrama (02.09.1961) – 175 cm
Carlos Tevez (05.02.1984) – 173 cm
Didier  Deschamps (15.10.1968) – 169 cm
Edgar Davids (13.03.1973) – 169 cm
Emilio Butragueno (22.07.1963) – 168 cm
Enrique Omar Sivori (02.10.1935) – 163 cm
Fabio Cannavaro (13.09.1973) – 175 cm
Ferenc Puszkas (01.04.1927)  - 166 cm
Hugo Sanchez (11.07.1958) – 175 cm
Igor Biełanow (25.09.1960) – 174 cm
Jean Tigana (23.06.1955) – 168 cm
Javier  Saviola (11.12.1981) – 168 cm
Kevin Keegan (14.02.1951) – 173 cm
"Kopa" Raymond Kopaczewski (13.10.1931) – 169 cm
Lothar Matthaus (21.03.1961) – 174 cm
Osvaldo Ardiles (03.08.1952) – 169 cm
Paul Scholes (16.11.1974) – 173 cm
Roberto Baggio (18.02.1967) – 174 cm
Romario (29.01.1966) – 169 cm
Simon Tahamata (26.05.1956) – 164 cm
Sylvain Wiltord (10.05.1974) – 174 cm
Thomas Hasler  (30.05.1966) – 166 cm

Polskie pancerniki kieszonkowe:
Lucjan Brychczy  (13.06.1934) – 166 cm
Andrzej Buncol (21.09.1959) – 174 cm
Grzegorz Lato (08.04.1950) – 175 cm
Janusz Sybis (10.10.1952) – 164 cm
Leszek Pisz (18.12.1966) – 167 cm
Robert Gadocha (10.01.1946) - 170 cm
Włodzimierz  Smolarek (16.07.1957) – 171 cm
Zygfryd Szołtysik (24.10.1942) – 162 cm

Crème de la crème  - subiektywna  „kieszonkowa”  jedenastka wszechczasów z youtubową prezentacją:
Jorge Campos (ur.1966, wzrost 168 cm)  https://www.youtube.com/watch?v=vCIoVkRguhw
Philipp Lahm (ur.1983, wzrost 170 cm) https://www.youtube.com/watch?v=suNCeKMHtPk
Daniel  Passarella (ur.1953, wzrost 173 cm) https://www.youtube.com/watch?v=h-jkSNlhiJA
Javier Mascherano (ur.1984, wzrost 174 cm) https://www.youtube.com/watch?v=OzTMAxQmWKg
Roberto Carlos (ur.1973. wzrost 168 cm)  https://www.youtube.com/watch?v=1MOZ0sroz_E
Andres Iniesta (ur. 1984, wzrost 171 cm) https://www.youtube.com/watch?v=GF4ttMwu71U
Diego Maradona (ur.1960, wzrost 165 cm) https://www.youtube.com/watch?v=nKZLNcMI3C0
Xavi (ur. 1980, wzrost 170 cm) https://www.youtube.com/watch?v=l9KxpxQl6GU
Garincha (1933 -1983 wzrost  169cm) https://www.youtube.com/watch?v=JeYyx87NWrU
Pele (ur.1940, wzrost  173 cm) https://www.youtube.com/watch?v=9jzlc4KVlw0
Lionel Messi  (ur.1987, wzrost 169 cm) https://www.youtube.com/watch?v=lGm2kBg1tGE

Dyskusja (20)
1środa, 08, marca 2017 11:38
kibic50
Świetne zestawienie.
Szkoda, że nie można podać parametrów tych piłkarzy w wieku 17 lat.
Może niektórzy w tym swoim mentorskim krytykanctwie, porzucając własne rozdmuchane ego poszli po rozum do głowy.
Czytając jednak ich dotychczasową twórczość, jest to raczej pobożne życzenie.
2środa, 08, marca 2017 16:50
dalkub
Iocosus

sorry, ale o czym to jest?, że mały jest słabszy? czy że mały jest lepszy? czy wszyscy muszą mieć 190 cm? czy raczej nikt?
Podajesz różne przykłady - Maradona? on miał taką siłę w nogach że spodenki mu na 4 głowę mięśnie ledwo wchodziły i brał na plecy zawodników o 20-30 cm wyższych - kibic a ty wiesz co to znaczy wziąć na plecy? - mój ty znafco
Messi, Aguero - podobnie - ich siła wynika z przygotowania fizycznego, siły nóg, nisko zawieszonego środka ciężkości, szybkości itd. Podobnie Mascerano
Nie chodzi o to by zawodnik miał dwa metry, a był przygotowany fizycznie - Lewandowski jak pojechał do Niemiec to nie urósł a stał się napakowanym gladiatorem.
Zawodnikom z akademii brakuje przygotowania fizycznego, a nie wzrostu - oni nie są przygotowani fizycznie do gry w eklapie, gdzie dodatkowo gra się kontaktowo i fizycznie, czasami przy sporym pressingu.
Kilkanaście lat temu Klinsmann po powrocie z USA wprowadził u Niemców zasadę że trzeba się podciągnąć 10 razy - byli tacy repr. Niemiec co nie zrobili 2. Jak to się różni u nas i u Niemców podsumował kiedyś trener przygotowania fizycznego Hanoweru - że Polak jak idzie do Bundesligi to potrzebuje rok aby złapać odpowiedni poziom fizyki - dlatego jak Hlousek przyszedł z Niemiec to on i Jędza po rosyjskiej szkole mogli wytrzymać treningi u Staszka. Ta różnica bierze się i narasta od szkolenia dzieciaków - kuleje trening ogólnorozwojowy, wf w szkole itd. wygminastykowanie, rozciągnięcie, siła mięśni, muskulatura.
3środa, 08, marca 2017 18:26
Zgred
Generalnie niżsi i o średnim wzroście mają lepsze parametry do gry w piłkę. Są oczywiście wyjątki w jedną ( Ibrahimović, Koller) i w drugą ( Messi, Brychczy). Zdecydowanie wyżsi i bardzo wysocy ( prócz bramkarzy) mają gorsze wyniki szybkościowe ( Bolt jest ewenementem światowym) , start i dynamikę gdyż do wzrostu dochodzi masa ciała.
U nas w Legii np: Necida, Dąbrowskiego czy Prijovića także to charakteryzuje / charakteryzowało. Ci lepsi nadrabiają umiejętnościami technicznymi i ewentualnym talentem.

Natomiast z tym:
"Ta różnica bierze się i narasta od szkolenia dzieciaków - kuleje trening ogólnorozwojowy, wf w szkole itd. wygminastykowanie, rozciągnięcie, siła mięśni, muskulatura." - zgadzam się w 100%

Gdzie te czasy, kiedy po szkole obijało się do nocy piłą garaże, szkolne SKS -y które ukierunkowywały młodzież...nasz czas czynnego spędzania wtedy wolnego czasu zastąpiły konsole i gry wirtualne a młodzi ludzie wychodząc ze szkół miast rzucić klipy i pokopać gałę - idą wpatrując się w swoje coraz większe smartfony licytując się fb, czatami itd itp...
Oczywiście chodzi mi o wszystko co związane z ogólnorozwojowymi i okołosportowymi zajęciami.
4środa, 08, marca 2017 21:05
Zbyszek
Akurat wróciłem z Placu Konstytucji to chwilkę poprzynudzam.
Jestem pełen niekłamanego podziwu dla Iococusa,że odnalazł jeden z gabarytów piłkarzy i się znaleziskiem podzielił.Ja też co prawda na wzrost piłkarzy uwagę zwracałem, ale w innym kontekście niejako odwrotnym, bo bardzo byłem zawsze ciekaw jak te maluchy te slalomy robiły pomiędzy rozkraczonymi nogami tych wielkoludów. Lecz przyjmowałem to jako coś całkiem naturalnego,że jeden jest taki a drugi owaki, że jeden jest niższy ,a drugi wyższy. Iocosus mi wykazał,że się okrutnie myliłem.bo to są odmieńce Smile.

I nawet analogię do okrętów bojowych zastosował co to co prawda już odeszły do lamusa.Ale kiedyś dumną nazwę pancernika nosiły tylko okręty silnie uzbrojone, odporne na ciosy, niezatapialne, przynajmniej w teorii , mocne i szybkie.Większość piłkarzy wymienionych przez Iocosusa te cechy miała, niektórzy nawet w nadmiarze Smile. Lecz o kilku z nich potem.

Po tych pochwałach pora na leciutki wtręcik natury rzecz by można statystyczno - demograficznej.Trudno wrzucić wszystkich, którzy mieli w historii poniżej dajmy na to 175 do jednego woreczka,żeby nie wiem jak był pojemny.Bowiem taki Pele, dziś byłby w reprezentacji Brazylii jednym z najniższych ,ale w czasach kiedy on grał w piłkę na poziomie światowym.a więc w latach 1958-1970 był to wysoki , barczysty mężczyzna.Albowiem mężczyźni stają się coraz wyższymi. Jak porównano to w ciągu 100 lat pomiędzy 1914 a 2014 średni wzrost mężczyzn wzrósł , od 12 centymetrów Holendra do 20 cm Koreańczyka, a w Polsce o 14 cm. I tempo to ulega przyśpieszeniu , gdyż w ciągu 20 lat /dane z lat 1994-2014/ średni wzrost mężczyzny podnosi się o 2 mm rocznie.Oznacza to,że dzieci są znacznie wyższe niż rodzice i że ten proces jest widoczny i na boiskach. Kiedyś dziś uznawani za małych byli duzi, tak i dzisiejsi wysocy będą za 20 parę lat uważani za niedużych.

Te statystyki mają to do siebie,że oddają tendencję.Przecież nie tylko w piłce nożnej, ale i w innych dziedzinach sportu też. Lecz w sportach zespołowych tylko piłka nożna i hokeje na lodzie i na trawie pozwalają zaistnieć chłopcom i mężczyznom niepokaźnego wzrostu.Przede wszystkim piłka z uwagi na jej popularność i zasięg populacyjny.To w piłce mniej liczy się wzrost,a bardziej umiejętności, przygotowanie fizyczne i bojowość.I kiedy tu dokonamy porównania to z łatwością dostrzeżemy,że maluchy w piłce jak by szybciej dojrzewały.Taki niewysoki gracz często w wieku 16-17 lat zadziwia techniką, swobodą poruszania się, dynamiką , koordynacją ruchów i niestety równie często nie potwierdza tych cech jak staje się dojrzałym, a główną przeszkodą staje się to,że urósł.Iluż było okrzykniętych za talenty wielkie zawodników w wieku juniorskim ,którzy jak podrośli jeszcze te 10 cm to ich nie potwierdzili,a jak nie urośli to gdzieś się zatracili. Więc jak by nie patrzeć mikrusowatość nie jest patentem na piłkarską wielkość.A może być dla niej zawadą.

Lecz ma ona swoje dobre strony, bowiem takie wnioski wyciągnęli dwaj profesorowie socjologii sportu z Uniwersytetu w Rotterdamie, którzy przebadali kilkaset tysięcy fauli popełnionych w czasie meczów w ciągu kilku lat w Bundeslidze i na Mistrzostwach Europy i Świata. I wyszło im ,że sędziowie proporcjonalnie do ilości ponad dwukrotnie częściej uznawali za winnych fauli zawodników wyższych niż niższych. Podobnie kibice również w starciu dużego z małym zdecydowanie stoją po stronie mniejszego.Ba jak patrzymy na nasze boiska to widzimy,że kurduple robią za wańki wstańki i zawsze jak przegrają walkę o piłkę z tym wyższym i silniejszym to padają i domagają się odgwizdania faulu jak choćby niedawno Kosecki a obecnie Guilherme.I sędziowie często tym sugestiom ulegają Smile. Znowu statystyka górą.

W zestawieniu Iocosusa w sposób wydaje się naturalny przewagę ilościową mają zawodnicy ofensywni. i tu chyba widzimy,że jednak mikry wzrost jest jakąś przeszkodą dla tego, aby być dobrym obrońcą, natomiast dla bycia ofensywnym pomocnikiem, rozgrywającym , skrzydłowym jest zaletą.
Nie jestem w stanie pisać bardziej szczegółowo o zawodnikach zagranicznych wymienionych przez Iocosusa, gdyż bodaj 3 widziałem na boisku na własne oczy,ale Polaków widziałem wszystkich. Wszyscy oni mieli podobne cechy budowy i zachowania boiskowe. Czy byli mocno zbudowani jak Brychczy,Gadocha,Smolarek, Buncol czy raczej szczupli jak Szołtysik, Sybis i Pisz to bardzo dobrze trzymali się na nogach, biegali na całych stopach na lekko ugiętych nogach tak że mieli stosunkowo nisko opuszczony środek ciężkości dzięki czemu niełatwo było ich przewrócić.Pozornie nie byli, poza Sybisem zbyt szybcy,ale za to dysponowali znakomitym przyśpieszeniem potrafiąc wygrać pojedynek biegowy na krótkim dystansie. Do tego każdy z nich był wybitnym technikiem, któremu piłka nie przeszkadzała w jej przyjęciu i celnym podaniu.Nie będę ukrywał,że z tej grupy moimi ulubionymi byli Brychczy i Gadocha. Pan Lucjan, któremu poświeciłem felieton p.t. "Mistrz" był najbardziej znany ze swoich "oxfordów" , a mianowicie naciskany przez rywali nie wybierał łatwych wyjść z sytuacji,ale wybierał zawsze te najtrudniejsze i najbardziej zaskakujące.Dziś chwilami poczyna Go w wejściach pomiędzy rywali przypominać Odjidja,ale musi poprawić repertuar podań omijających blokującego je przeciwnika. Natomiast Gadocha miał zagranie po którym nawet uznawany za najlepszego prawego obrońcę świata Berti Vogts o mało nie padł na zawał, a mianowicie piłeczka pod stopą i albo Robert z przodu rywal za nim ,a piłeczka z tyłu poza zasięgiem wroga,albo Robert z tyłu rywal przy nim ,a piłeczka z przodu. Tak czy siak Gadocha z piłką wolny, a przeciwnik bez piłki ograny i bezradny. Przy czym Pan Lucjan miał piękną sylwetkę, bo grał wyprostowany i przez to wydawał się jak by wyższy niż był, a Gadocha był mocno pochylony i przez to jak by był jeszcze niższy. W przypadku obu po takich ich zagraniach publika wstawała i brawami dziękowała za pokaz iście cyrkowego piłkarskiego geniuszu.
I napiszę to otwarcie,ale takie granie, z zagranicznych piłkarzy też Maradony, Pelego,Garinchy i Messiego jest niedostępne dla graczy wysokich. Mają oni inne walory,ale tej bajeczności w grze nie.
Dzięki Iocosusie żeś mi znowu przywrócił tę piękniejszą twarz moich wspomnień. Pozdrawiam.
5czwartek, 09, marca 2017 03:17
a-c10
@ Zbyszek:

w sportach zespołowych tylko piłka nożna i hokeje na lodzie i na trawie pozwalają zaistnieć chłopcom i mężczyznom niepokaźnego wzrostu

??? Steffon Armitage (175cm), powszechnie uznawany za jednego z najlepszych rugbistów świata pierwszej połowy lat nastych, trzykrotny zdobywca Pucharu Europy. Shane Williams (170cm), 87-krotny reprezentant Walii (rekord kraju), czwarty na liście rekordzistów liczby przyłożeń w testach. Ledwie o trzy centymetry wyżej odrósł od ziemi rekordzista Australii w tym względzie, George Gregan (139 gier dla Wallabies!). Rosjanin Alieksandr Janiuszkin (165cm) przy w/w tuzach raczej by sobie nie pohasał, ale mimo iście kieszonkowych gabarytów zdołał zagrać na Pucharze Świata. Ja sobie rzucam tymi rugbowymi mikrusami ot, tak sobie, z głowy, bez szukania jakichś specjalistycznych zestawień. Pewnie gdyby pogrzebać, dałoby się ich znaleźć znacznie więcej. A przecież niewiele wyższe (178cm) są takie legendy, jak Brian O'Driscoll, czy Matt Giteau...
6czwartek, 09, marca 2017 09:43
sektor212
dalkub

Przychylam się do twojej wypowiedzi. Tylko mam jedno ale. WF w szkołach to tragedia. W dużym stopniu odpowiedzialni są za to rodzice. Pierwszy zapamiętany przykład.
Ćwiczenie banalne przewrót w przód. Po zajęciach na drugi dzień troje dzieci przychodzi do szkoły w gorsetach z rodzicem. Matka czy ojciec mają straszne pretensje do wuefisty. Dyrektorka wzywa go na dywanik i opierdziela co o na tych wf wymyśla. Sprawa kończy się tak, że Pan od wf już nie prowadzi zajęć ogólno-rozwojowych. Ma święty spokój. Tak nie powinno być!
7czwartek, 09, marca 2017 19:47
Zbyszek
@A-c10.
Masz rację. Częściowo zapomniałem o lubianym również przez mnie rugby.
Tylko,że to iż ktoś jest stosunkowo niski w rugby nie jest tym samym,że jest niski w ogóle.
Iocosus przyjął próg ilości centymetrów świadczących jego zdaniem,że jakiegoś zawodnika można uznać za niskiego za 175 cm. Moim zdaniem trochę woluntarystycznie. Znane jest bowiem kilka klasyfikacji wzrostu i nie sięgając zbyt daleko w przeszłość można powiedzieć,że w dowodach osobistych jeszcze kilkanaście lat temu wpisywano hasłowo wzrost jako wysoki, średni i niski według klasyfikacji Michalskiego co oznaczało niski do 164 cm, średni od 165 do 169, a wysoki od 170 cm. Obecnie dość powszechnie przyjmuje się klasyfikację Vandervala według której wzrost niski to do 161 cm, średni od 168 do 174 i wysoki powyżej 175 cm. Ale ja rozumiałem intencje i w piłce zaliczanie do "kieszonkowych" zarówno tych klasyfikowanych jako niskich i jako średnich uznać można za dopuszczalne.
Ale już nie co najmniej 175 cm i o tych zawodnikach słowa nie napisałem.
Natomiast Ty rozszerzasz na zawodników jeszcze wyższych , bo 178 cm. Nie przesadzajmy. Może za dwadzieścia kilka lat oni będą niscy.Smile.
Przy czym ja jednak bym pewnej różnicy pomiędzy piłką a rugby się dopatrywał,. W piłce kopanej poza właściwie bramkarzem, nikczemnego wzrostu piłkarze mogą występować i odnosić sukcesy grając na każdej pozycji, natomiast w rugby już tak nie jest. Właściwie tylko pozycja młynarza niejako przypisana jest do zawodnika niskiego wzrostu,ale i tak najlepsi na tej pozycji w historii jak Rory Best czy Dany Coles mieli odpowiednio 180 i 185 cm wzrostu. Spośród tych, których wymieniasz ,a spełniających kryteria "niskości" a więc Shane Williams grał na pozycji nr 11 lub 14 czyli był skrzydłowym ataku, a Januszkin grał na pozycji nr 9 czyli wrzucającego.
Do tych pozycji na których może grać niższy od reszty zawodnik można dodać jeszcze łącznika ataku nr 10. Czyli w rugby na pozycjach oznaczonych numerami 2,10, 11 i 14 mogą grać zawodnicy niżsi ,ale tacy, których łatwiej przeskoczyć niż obejść.Na pozostałych pozycjach, a więc 1 lewy filar, 3 prawy filar,4 i 5 wspieracze młyna,6 i 8 lewy i prawy rwacz, 7 wiązacz, 12 - 13 środkowi ataku i 15 obrońca muszą być zawodnicy słusznego wzrostu.
Ale tak jak i w piłce tak i w rugby rozwój nowoczesnych metod szkoleniowych powoduje,że zawodnicy wysocy są na tyle sprawni,że w tej dziedzinie nie odstają od sporo niższych,a mając przewagę wzrostu i siły wypierają tych mniejszych.W piłce ten proces moim zdaniem jest jeszcze na wstępnym etapie,ale w rugby zachodzi szybko i daleko.
Dlatego w moim przekonaniu w piłce nożnej niscy gracze są czymś naturalnym a w rugby jednak ewenementem.Pozdrawiam.
8piątek, 10, marca 2017 02:31
a-c10
Zbyszek:

Tylko,że to iż ktoś jest stosunkowo niski w rugby nie jest tym samym,że jest niski w ogóle.

Co racja, to racja. Trochę, przyznaję, poszedłem za iocosusowym woluntaryzmem. Skoro Smolarek był "kieszonkowy", to Armitage nie inaczej, prawda? Trochę też, powiem szczerze, zmierzyłem świat swoją miarą. Mój metr osiemdziesiąt jeden nie wyróżnia mnie z tłumu ani w te, ani wewte, wygląda więc na to, że jestem - w bardzo dosłownym znaczeniu - średniego wzrostu. Przede wszystkim zaś zagrała we mnie awersja do szerzonego jeszcze parę(naście) lat wstecz, głównie w Europie, poglądu jakoby rugby było grą dla wielkoludów, a ludzie choćby przeciętnych gabarytów nie mieli w niej czego szukać. Otóż, jak widać, mają.

Co do konkretnych pozycji: owszem, nie wyobrażam sobie niskiej ósemki. Filarzy, rwacze i środkowi też raczej powinni mieć swoje centymetry. Przy czym tak samo przecież przedstawia się sprawa z piłkarskimi stoperami. Cannavaro, Puyol, czy Pazdan to mimo wszystko wyjątki. No i w ogóle zestawienie futbolowej dziesiątki z pola wyłącznie z zawodników poniżej 180cm byłoby wysoce (sic) ryzykowne. Piękno obu dyscyplin dostrzegam m.in. w tym, że w futbolu na jednej pozycji mogą/mogli występować Sebastian Giovinco (162cm) i Zlatan Ibrahimović (195cm), a w rugby choćby wspomniany Shane Williams i śp. Jonah Lomu (196cm).

Nie zgodzę się natomiast zupełnie z tym, że rozwój rugby preferuje zawodników wysokich. Rugby, zwłaszcza to na najwyższym poziomie, coraz wyraźniej odchodzi od tępej, brutalnej siły na rzecz szybkości, zwinności i ogólnego przygotowania atletyczno-gimnastycznego. Wzrost, jak sądzę, odgrywać będzie coraz mniejszą rolę.

I tu warto wrócić do tego, o czym pisał Dalkub. Coraz mniej istotne staje się, czy dany sportowiec ma metr osiemdziesiąt, czy może dziesięć centymetrów więcej/mniej. Liczy się to, co robi ze swym ciałem, jak je kształtuje, jakim jest (właśnie!) sportowcem, w takim bardzo podstawowym znaczeniu. Stąd się zaczyna, z coraz mniejszym względem na konkretną dyscyplinę, czy zgoła pozycję.
9piątek, 10, marca 2017 14:16
iocosus
@ Zbyszek & Albiceleste
Odnośnie mojego woluntarystycznego rozgraniczenia to dzięki że tak wyrozumiale i elegancko je ochrzciliście, ja bym samemu je nazwał oportunistycznym lub konformistycznym bo po prostu przyjąłem rozgraniczenie na które napatoczyłem się w sieci, a ponieważ powtórzyło się jeszcze raz czy drugi i zaadaptowałem screeny z tych miejsc na potrzeby własnych dywagacji to i te „175 cm” jako „limes” przyjąłem z dobrodziejstwem inwentarza. Oczywiście granica jest umowna i tylko w ten sposób należy ją traktować.
Dziś w siatce Michała Kubiaka mierzącego 191 cm „przezywają” Małym zatem Zbyszkowe uwagi: „mężczyźni stają się coraz wyższymi. Jak porównano to w ciągu 100 lat pomiędzy 1914 a 2014 średni wzrost mężczyzn wzrósł , od 12 centymetrów Holendra do 20 cm Koreańczyka, a w Polsce o 14 cm. I tempo to ulega przyśpieszeniu , gdyż w ciągu 20 lat /dane z lat 1994-2014/ średni wzrost mężczyzny podnosi się o 2 mm rocznie. Oznacza to, że dzieci są znacznie wyższe niż rodzice i że ten proces jest widoczny i na boiskach.” uznaję za niezbędne i ważne w obecnych rozważaniach. To mnie właśnie zastanowiło, „idziemy w górę” i są sporty w których jest to bardzo widoczne, wyniki wydają się być od tego uzależnione, a są i takie jak piłka, gdzie parametr wzrostu cały czas nie musi determinować jakości gry.
O rugby nie będę się wypowiadał, bo specem nie jestem, powrócę za to jeszcze do wzmiankowanej siatki. W latach ’60 i ’70 ubiegłego wieku bardzo dobrze radzili sobie w niej Japończycy nacja jak wiadomo niezbyt rosła, za to waleczna, pracowita, metodyczna i słabsze parametry fizyczne nie przeszkodziły im w 1972 roku w zdobyciu olimpijskiego wawrzynu. Jeszcze z ekipą „Kata” Wagnera toczyli zażarte pojedynki, ale już od lat ’80 przewagi wzrostu ekip z Europy i z obu Ameryk już nie byli w stanie zniwelować. Kochają siatkówkę, finansują ją, organizują kluczowe imprezy, ale sukcesy odeszły do przeszłości. W szczypiorniaku średnia wzrostu też jak mi się zdaje poszła zdecydowanie w górę, za czasów naszego Kibica50 chyba właśnie następował przełom, po którym bez centymetrów trudno było sobie radzić na parkiecie szczególnie z Rosjanami, którzy jakoś tak się składa że w różnych sportach właśnie poprzez dominację fizyczną chcą stłamsić rywala. „Wschodnie niedźwiedzie” wyznaczyły trend, a za nimi, żeby im sprostać, już poszli Skandynawowie, Francuzi, Niemcy, Chorwaci i my również razem z nimi.
Ten trend w selekcji i w trenowaniu czyli w budowaniu „sportowych wieżowców” spowodował nawet jakieś rozważania w rodzaju wprowadzenia na wzór kategorii wagowych również kategorii wzrostowych, tylko że to poza obręb luźnych pomysłów nigdy nie wyszło no, ale i w zasadzie w wielu dyscyplinach „mali” są ‘dyskryminowani’. Dobrze że przynajmniej jest pozycja libero w siatce, a w koszu pozostaje się ekscytować czymś takim: http://www.wykop.pl/link/145015/175-cm-wzrostu-i-wygral-tegoroczny-slum-dunk-contest-nba-vid/

Na całe szczęście, futbol polega w dużej mierze na toczeniu piłki po ziemi, czyli trzeba skupiać uwagę na tym co w dole a nie tylko w górze i dzięki temu jest dyscypliną ‘równoprawną’ , w zasadzie jeżeli młody chłopak chce grać w polu, a nie być bramkarzem, to nie ma żadnych przeciwwskazań jeżeli jest niski w swojej grupie rówieśniczej, ba są szanse o ile ma talent piłkarski i będzie ciężko pracował nad tym co Albiceleste określił przygotowaniem ‘atletyczno-gimnastycznym’ że stanie się kolejnym Maradoną lub Messim.

PS
Rzecz jasna wzrost będzie determinował pozycję na boisku, w tym względzie te graniczne 175 cm ma sens. Pełna zgoda że zaliczanie ofensywnych Pele lub naszego Grzegorza Lato do kategorii tych najniższych to w jakiejś mierze nadużycie, ale już środkowy obrońca mierzący co najwyżej 175 cm to jednak już wyjątek potwierdzający regułę i tacy jak Mascherano, Cannavaro, Passarella w pełni przynależą do tej mojej wymyślonej kategorii „pancerników kieszonkowych”.
10piątek, 10, marca 2017 14:43
iocosus
@ Dalkub: „ale o czym to jest?” – o kategorii piłkarzy, która w futbolu była, jest i wiele czynników wskazuje że nadal będzie obecna, która charakteryzuje się determinantą niskiego wzrostu, ale równocześnie zawiera następujące niezbędne parametry: „on miał taką siłę w nogach że spodenki mu na 4 głowę mięśnie ledwo wchodziły”, „ich siła wynika z przygotowania fizycznego, siły nóg, nisko zawieszonego środka ciężkości, szybkości itd.” Czyli o piłkarzach niepozornego wzrostu, ale o dużej sile ognia i odporności na ciosy przeciwnika uzyskanej dzięki wielkiej manewrowości, zwrotności, dynamice, również dzięki posiadanemu opancerzeniu (masie mięśniowej), czyli takich którzy skojarzyli mi się z mianem „pancernika kieszonkowego” mogącego w pełni rywalizować, a nawet przewyższać dzięki swoim atutom ogromne okręty liniowe, czyli naszych futbolowych dryblasów. Ponieważ „Nie chodzi o to by zawodnik miał dwa metry, a był przygotowany fizycznie” dokładnie o tym jest ten tekst, jeżeli ktoś jest przygotowany fizycznie a oprócz tego dysponuje walorami czysto piłkarskimi to wzrost przestaje być determinantą sukcesu. W futbolu taki mały, może więcej od dużego.
Przy tym Dalkubie dla mnie nie każdy piłkarz niskiego wzrostu zasługuje na miano „pancernika kieszonkowego”. Pisałem o naszych legijnych „kieszonkowych” których jednak klasyfikowałem jako jedynie „kutry”. Zatem nie z każdego uda się stworzyć „pocket battleship”, nie każdemu dane być Wołodyjowskim, ba wręcz podawałem przykłady że my „zwodować” takich jednostek przy Ł3 nie potrafimy, to co mnie jednak nurtuje, to chęć żebyśmy takich prób nie zaprzestawali. Owszem teraz nie mamy ani odpowiedniej stoczni, bazy, infrastruktury, ani chyba też systemu, planu w którym nasi „inżynierowie-stoczniowcy” już wiedzą jak z posiadanego materiału „pancernik kieszonkowy” zbudować. Ba, my nie potrafimy zbudować „normalnych” liniowców, krążowników, korwet, niszczycieli a „pancernik kieszonkowy” wymaga jeszcze większego nakładu pracy, wiedzy. Tego się obawiam, że w takim razie postawimy w selekcji na materiał z którego potencjalnie mogą powstać korwety i niszczyciele, a jakimiś konusami – potencjalnymi „pancernikami kieszonkowymi” głowy sobie już zawracać nie będziemy. Z założenia zrezygnujemy z ich produkcji jako dla nas zbyt trudnej.
Dalkubie Kibic50 chyba cię podpuścił, a ty traktujesz ten mój tekst jako c.d. sporu o wdrażanie do gry w Ekstraklasie Sebastiana Szymańskiego. To trochę nie tak, to znaczy spór zapewne między nami istnieje w tym względzie, ale na ten „pancernikowy” tekst proszę spójrz trochę inaczej, szerzej. Kiedyś w młodej ekstraklasie brylowali Kuba Kosecki, Jagiełło, Romachow, a mnie najbardziej wpadł w oko Mikołajczak któremu wycięcie w pucharze z Stalą Sanok zatrzymało karierę. Teraz potencjał na „pancernika kieszonkowego” uważam że ma przede wszystkim Miłosz Szczepański (jego fotkę zestawiłem z Grafem) i też we mnie jest ogromna obawa że jego losy potoczą się jak wymienionych poprzedników. Pół biedy gdyby to było jeszcze na wzór Kuby Koseckiego, ten w Ekstraklasie przynajmniej zaistniał do zdobycia mistrza wydajnie swego czasu się przyczynił, ale pozostali prawie całkiem przepadli. Bynajmniej nie mam wiedzy jak wdrażać do dorosłej piłki takich konusów, powiedzieć że trzeba dbać o ich rozwój fizyczny to oczywista oczywistość. Tylko Dalkubie gdy położymy nacisk na przygotowanie fizyczne w futbolu pod tym względem zaczniemy selekcjonować tych naszych futbolowych adeptów, to obyśmy opacznie nie przedobrzyli i nie stali się „szkołą enerdowską”! Z chłopaka mającego smykałkę do kopania, powinno się udać zrobić jeżeli nie gladiatora to przynajmniej sportowca charakteryzującego się tężyzną fizyczną wyższą od przeciętnej, natomiast z „kulturysty” mimo lat treningu wirtuoz futbolowy nie powstanie co najwyżej wyszkolimy „przecinaka”. Mnie się marzą polskie odpowiedniki Driesa Mertensa. W tej chwili mamy młodego fizycznie już wyglądającego na gladiatora Kulenovica, tylko że mnie bardziej frapuje lepiej piłkarsko prezentujący się Szczepański. Nie chciałbym żebyśmy wzorem dawnego enerdówka stawiali ponad wszystko na parametry fizyczne choć i tam ichni „pancernik kieszonkowy” Joachim Streich brał rywali na plecy mimo swoich 173 cm wzrostu.
11piątek, 10, marca 2017 15:17
iocosus
@ casus Szymańskiego
Dalkub potraktujmy to na zasadzie dygresji odejścia od tematu wątku, ale żebyś nie myślał że od sporu o Szymańskiego uciekam. Wink Spieranie się jest ciekawsze od wzajemnego sobie potakiwania. W zasadzie nie można wykluczyć że Szymański jeszcze dwa lub trzy centymetry podrośnie a wtedy rozważania o nim w prezentowanym ujęciu stracą w ogóle rację bytu (w sensie kategoryzowania go jako potencjalnego „pancernika kieszonkowego”). To jest kwestia jednak bardziej uniwersalna jak wdrażać takiego młokosa (utalentowanego ale jeszcze fizycznie nie ukształtowanego) do gry seniorskiej. Tak zdefiniujmy naszą dygresję.
Dalkubie do spółki z CTP uważacie że puszczanie go w Ekstraklasie jest przedwczesne. Sądzę że wielu trenerów by było z Wami poglądowo zbieżnymi. Ha, jako przykład podam że szanuję Skorżę ale on narzekał na stratę Borysiuka, gdy miał w zanadrzu młokosów Furmana z Łukasikiem na których postawił Urban i co prawda obaj wymienieni kariery przez duże „K” nie zrobili, mają swoje wady, ale Jasiowi do zdobycia tytułu wtedy dopomogli. Sądzę że Skorży w pogoni za tytułem ręka by zadrżała przy wprowadzaniu Sebastiana Szymańskiego. Ja się cieszę, że Magiera na młokosa stawia, chociaż to niczego nie przesądza, o niczym jeszcze nie świadczy i diabli wiedzą jakiego rodzaju to będzie łajba ten Szymański i po jakich morzach będzie pływał. Natomiast nic Wam nie ujmując mam nadzieję że pan Jacek jako trener wie co robi również przez pryzmat uwarunkowań fizycznych jakimi obecnie Sebastian dysponuje. Być może Sebastiana wykoszą jak kiedyś Mikołajczaka a ja będę pluł sobie w brodę, że faktycznie to było w takim razie za wcześnie, ale z drugiej strony jeżeli Szymański ma talent i na treningach „daje radę” to dla piłkarskiego rozwoju może jest słusznym żeby próbował pogrywać z najlepszymi, a nie z „drwalami” w niższych ligach na wypożyczeniu?
Sebastian na spalonym – Dalkubie czepiasz się! Wink Linii spalonego nie trzymają lub nie pilnowali i pędziwiatr Kuchy i taki stary wyjadacz jak Ljuboja, zatem że młokos się znalazł krok za obrońcami to ja mu tego za złe absolutnie nie mam, Odjidja pewnie masz rację intencjonalnie sobie samemu wypuszczał piłkę, tylko moim zdaniem gdyby Szymański jej nie przejął to Ofoe już by do niej nie doszedł, była zbyt mocna, ale to subiektywne wrażenie, w każdym razie, młokos pokazał że na połowie rywala, a nawet w jego polu karnym czuje się lepiej niż jako defensywny pomocnik odpowiedzialny za asekurację kolegów. Choć to cały czas o niczym nie przesądza i pozostaje nadal w sferach wróżenia z fusów.
12piątek, 10, marca 2017 16:20
iocosus
Sektor: „ WF w szkołach to tragedia.” - dodajmy ‘podwórka’ w tym znaczeniu co kiedyś też już nie ma, dlatego tak wielkie znaczenie ma obecnie kierunkowe sportowe wychowywanie dzieciaków już w sposób zorganizowany, czyli oparty o intencje dorosłych zarówno rodziców kierujących swoje pociechy na różne zajęcia w tym i na przykład do „przedszkoli piłkarskich” a następnie szkółek aż po akademie dla tych najbardziej wśród rówieśników się wybijających, oraz oprócz rodziców tych którzy takie miejsca potrafią stworzyć oraz wiedzą jak te nasze szkraby kształtować. Bez tego, bez systemu – od szkraba w przedszkolu po juniora w CLJ – nie będziemy mieli polskiej piłki na 12 miejscu w rankingu FIFA.

Teraz w konkrecie, mały przykład, mówimy, pitolimy tu wszyscy o potrzebie wszechstronnego rozwoju fizycznego, otóż, jeżeli nie ganianie po podwórku i nie wf z sks-em w szkole, to pływanie jest taką „sztuczką” która doskonale potrafi rozwinąć ogólną tężyznę fizyczną. Gdyby Dominik Furman jako nastolatek cztery razy w tygodniu przepływał ileś tam basenów w 45 minut na zakończenie lub otwarcie dnia, to idę o zakład żeby nie wyglądał tak chuderlawo jak to na niektórych fotkach było widoczne.
13piątek, 10, marca 2017 16:45
dalkub
Iocosus

Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek kwestionował zawodników z wzrostem mikrym, nie jestem też zwolennikiem trenowania kulturystów. Mówię tylko że zawodnik przechodzący z wieku juniora powinien miec ukształtowane cechy techniczno taktyczne na odpowiednim poziomie oraz powinien miec odpowiednią podbudowę fizyczno motoryczną - zawodnik musi być przygotowany do wysiłku na takim poziomie oraz musi sprostać walce ze starszym i być może silniejszym, albo wyższym przeciwnikiem. Czyli wilk musi być syty i owca cała. U nas jest tak, że albo idzie w jedno zaniedbując drugie, albo odwrotnie - czegoś zawsze brakuje - jak jest silny to z reguły drewniak, jak techniczny to słabizna.
Problem ten nie dotyczy tylko piłki nożnej czy Legii Warszawa, a sportu jako takiego - widzę to na co dzień, bo moje córki trenują siatkówkę i widzę że mimo grania w jednym z najlepszych klubów i osiąganiu fajnych wyników, podstawowe rzeczy nie są robione, od rozgrzewki począwszy na rozciąganiu po zajęciach skończywszy.
Słabe mięśnie brzuch i grzbietu, słabe ręce - no przecież piłkarz rękami nie gra Smile - i potem mamy zrobić przewrót w przód, w tył, mostek, stanąć na rękach - i rany mamy problem.
Zawodnik sprawny może mieć i pod 2 metry, ale mały może być zupełnie niesprawny.
Teraz chwila o selekcji - bardzo ważny element i tu nalezy poszukiwać młodziaków o pewnych predyspozycjach ruchowych - Smuda powiedział pewną rzecz i wielu się z niego śmiało, ale faktem jest że patrząc jak dany człowiek się porusza po przysłowiowych już dzisiaj schodach, można spokojnie stwierdzić czy ma predyspozycje czy nie ma. Ten co je ma będzie miał łatwiej, choć to nie znaczy że on zrobi karierę. Byłoby dziwne gdyby akurat w Legii wybierano samych małych uzdolnionych technicznie czy motorycznie. Warto mieć zróżnicowaną młodzież w kwestii warunków fizycznych (wzrostu), ale mimo wszystko każdy powinien mieć predyspozycje ruchowe powyżej przeciętnej lub wręcz bardzo dobre.

Teraz o Szymańskim:

1. Napisałem o nim, że ma niewątpliwy talent
2. Napisałem o nim że jest nieprzygotowany fizycznie - nie że jest za mały, a zwyczajnie za słaby fizycznie na grę w eklapie, szczególnie na pozycji rozbijającego ataki przeciwnika - gdyby zagrał na 10 i tam szukał gry w mniejszym kontakcie na przestrzeni byłoby to strawniejsze.
3. Ależ dawałbym mu szansę, podobnie jak Klopp dawał szanse Lewemu w pierwszym sezonie, ale z umiarem, by go nie spalić, by miał pozycję która będzie od niego mniej wymagała fizycznie.
4. Kiedy pisałem swój wpis po meczu z Lubinem, wcale na niego nie zwróciłem uwagi - dlatego że nie było na co - fakt strzelił bramkę i ?
5. Moja reakcja na jego występ spowodowały wpisy o jego doskonałym występie, utarciu nosa krytykantom itd. - opisałem wtedy dokładnie sytuację w jakiej się znalazł.
6. Następnie przeczytałem jak to Szymański jest już prawie drugim Niko bo łapie linię spalonego - stąd opisałem jak to z tą linię było i jak on się tam znalazł. I tak i Kuchy i Ljubo byli łapani i są na spalony - ale to nijak porównać się nie da bo oni świadomie tej linii szukali a Szymański niczego nie szukał - on nie wyszedł za akcją, nie zdążył? zapomniał? nie wiem.
Ocenianie go przez pryzmat zdobycia przypadkowej bramki po błędzie sędziego i de facto przejęciu piłki w dryblingu kolegi jest oceną infantylną i powierzchowną. Ocena może przyjść po rozegraniu kilkunastu meczów o stawkę i to będzie miało sens.
14piątek, 10, marca 2017 17:27
iocosus
Dalkub niedobrze, teraz w wiekszości rzeczy się zgadzamy. Smile
„Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek kwestionował zawodników z wzrostem mikrym” – ależ ja tobie tego kiedykolwiek nie zarzucałem. Ten tekst o „pancernikach kieszonkowych” nie jest polemiką z Tobą. Dlatego napisałem że „nasz spór” jest dygresyjny w odniesieniu do tematu „pancerników kieszonkowych”. Nasz spór dotyczył metody wprowadzania w dorosłą piłkę kogoś takiego jak Szymański i ja nie zarzucałem tobie że Ty krytykujesz moment wprowadzenia młkosa do gry w Legii dlatego że „jest za mały”, nigdy tego nie napisałeś – potwierdzam, natomiast spieraliśmy się faktycznie czy jako „nieprzygotowany fizycznie” powinien wybiegać na boiska ekstraklasy.
„dawałbym mu szansę, podobnie jak Klopp dawał szanse Lewemu w pierwszym sezonie, ale z umiarem, by go nie spalić, by miał pozycję która będzie od niego mniej wymagała fizycznie” – no to i nie mamy już się o co spierać. Tu jesteśmy zbieżni.
Na ocenę Szymańskiego trzeba poczekać – pełna zgoda.
„Byłoby dziwne gdyby akurat w Legii wybierano samych małych uzdolnionych technicznie czy motorycznie.” – to by nie było dziwne a według mnie rażąco szkodliwe, absurdalne i błędne.
„Warto mieć zróżnicowaną młodzież w kwestii warunków fizycznych (wzrostu), ale mimo wszystko każdy powinien mieć predyspozycje ruchowe powyżej przeciętnej lub wręcz bardzo dobre.” – absolutnie tak.
15piątek, 10, marca 2017 17:55
dalkub
iocosus

tylko do jednego - „Byłoby dziwne gdyby akurat w Legii wybierano samych małych uzdolnionych technicznie czy motorycznie.” – to by nie było dziwne a według mnie rażąco szkodliwe, absurdalne i błędne
dlaczego uważasz że byłoby to dziwne? wiesz coś na ten temat - ja przyznam się że nie śledzę wyczynów młodzieży z jakimś namaszczeniem bo niestety wiem że zdobyć mistrzostwo Polski juniorów a grać w 2 lidze to jest niestety przeskok a o wyższych klasach rozgrywkowych nie wspomnę
Mam wrażenie że kilku młodzieńców obijajacych się o skład pierwszej drużyny to raczej nie ułomki - chociażby Wieteska, czy jeszcze do niedawna grający u Berga środkowy pomocnik, który miał kontuzje kolana - nie pamiętam nazwiska
16piątek, 10, marca 2017 18:13
iocosus
Dalkub => sama teza, założenie by była absurdalna chyba że coś źle zrozumiałem.

W selekcji „gdyby akurat w Legii wybierano samych małych” bo np. uznano że tylko i wyłącznie mały piłkarz nabędzie odpowiednią technikę użytkową, toż to byłby absurd w czystej postaci.
U nas w Akademi szkolili się i Cichocki (sprawdzam -187 cm) i Wieteska (187 cm) i Makowski (190 cm) i Kalinkowski (182cm) i ci ‘mali’ których już wymieniłem w tekście. Dziwne by było gdybyśmy od tego próbowali odejść preferując w selekcji albo dryblasów albo konusów.
17niedziela, 12, marca 2017 02:41
a-c10
@ Iocosus:

A propos Szymańskiego: warto by, moim zdaniem, pamiętać że użyta przez Ciebie metafora jest dwuczłonowa. Niechże więc sobie będzie kieszonkowy, ale, do cholery, pancernik. Tymczasem trzymając się marynistycznego obrazowania, Szymański póki co wygląda mniej więcej tak.
18niedziela, 12, marca 2017 08:45
iocosus
Albiceleste => twoja fotka w zestawieniu z tymi moimi zdjęciami okrętów umieszczonymi w tekście oddaje metaforycznie jak ogromna jest potrzeba posiadania zdolnych i fachowych „inżynierów-stoczniowców” w Polsce, którzy będą w stanie poprzerabiać te nasze „optymistyczne łajby” w oceaniczne pancerniki.
Czas podwórkowych ‘samorodków’ mija, ośmielę się postawić tezę, że nawet w Brazylii gdzie dzieciarnia kopała gałę zawsze i wszędzie i dzięki temu była zdawało się niewyczerpalnym rezerwuarem futbolowych talentów o brylantowej technice nabywanej dzięki ganianiu za piłką po plażach czy jakichś placach, uliczkach w fawelach, to i tam to chyba odchodzi do przeszłości. W każdym razie tych brazylijskich samorodków tak jakby mniej, a i reprezentacja tak jakby już nie ta.
Tak przy okazji Albiceleste Mateusz Wdowiak faktycznie jest w tej chwili za słaby na Ekstraklasę? A co tam słychać u Huberta Adamczyka, bo o byłym wielkim talencie onegdaj wyeksportowanym do Chelsea tak jakby słuch właśnie zaginął? Jaroszyński też z jakimiś chyba swoimi kłopotami, mhm, zaczynam się tak trochę zastanawiać czy trenerowi Zielińskiemu bliżej do Skorży i Czerczesowa, czy do Urbana i Magiery?
19niedziela, 12, marca 2017 09:55
kibic50
Zdumiewające ile emocji może wzbudzić młodziutki, bo zaledwie 17 letni i niezwykle utalentowany w ocenie Magiery i nie tylko piłkarz warszawskiej Legii Szymański.
Jedni już oczekują od niego gabarytów "pancernika" i na siłownie zamiast boisko odsyłają.
Inni stoją murem i słusznie za decyzjami trenera, który odważnie wystawia młokosa w pierwszej drużynie, bo od kogo jak nie od Rado, Guilhermr czy w końcu Vadisa ma się junior uczyć.
Jak dużo daje regularna gra w meczach ekstraklasy pokazują niechciani z różnych powodów w Legii piłkarze Ruchu, którzy właśnie z kwitkiem odprawili kolejnego z wielkich faworytów do mistrzowskiego tytułu.
Żaden trening, w siłowni czy nawet na boisku nie zastąpi tych kilku minut w meczu ligowym. Tej radości po strzelonym golu w ramionach VOO. Wiem co mówię, bo wiem z autopsji Smile
20niedziela, 12, marca 2017 11:28
CTP
Dyskusja nie jest o Szymańskim, tylko o całym systemie szkolenia w legijnej Akademii, którego Szymański jest efektem. Jego nazwisko pada tutaj tylko dlatego, że on jako jedyny dostał prawdziwą szansę od Magiery w meczach o stawkę. Gdyby to był np. Urbański, to pewnie dyskutowalibyśmy o Urbańskim.
A teza jest taka, że Akademia od czasów trenera Banasika nie dostarczyła do "jedynki" praktycznie żadnego piłkarza, który choć w podstawowych elementach byłby przygotowany do gry na tym poziomie. Pies drapał motorykę ale ci piłkarze, przede wszystkim, są pod względem taktycznym zieloni jak szczypiorek na wiosnę. Polecam obejrzeć skrót ostatniego meczu rezerw i sytuacje jakie sobie stworzyli piłkarze z Morąga.
Nie ma żadnego przypadku w tym, że rezerwy nie są w stanie wygrzebać się z 4 poziomu rozgrywek i nie ma żadnego przypadku w tym, że, mimo posuchy na naszej lewej obronie, Magiera nawet nie myśli, żeby wstawić tam np. Hołownię.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1