A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 46

Nie dotyka mnie myślenie stadne, nie posiadam zobowiązań osobistych, ani towarzyskich, mogę więc chłodnym okiem, w sposób niezależny i obiektywny, korzystając ze zgromadzonej wiedzy i doświadczenia życiowego coś rozjaśnić i coś napisać na temat zmian na szczytach władzy w Legii Warszawa.

 

Pierwszy tekst jaki popełniłem o Dariuszu Mioduskim nosił tytuł: ”I have a dream” i powstał w styczniu 2014 roku. Wspominam o nim nie tyle z próżności, ile z faktu, że okazał on się poniekąd proroczy. Jeżeli bowiem pan Mioduski wraz z panem Leśnodorskim odkupując Legię od ITI za ok. 60 mln złotych płatne w 5 ratach nie miał od razu na celu takiego rozwiązania jakie ostatecznie nastąpiło, to z całą pewnością brał je poważnie pod uwagę. Prezes Mioduski był i jest ideowym pasjonatem, który ma w sobie ryt tradycji amerykanizmu nacechowanych republikanizmem, liberalizmem i korporacjonizmem. Dopóki więc władze klubu realizowały jego zamysły to je wspierał, ale od kiedy zaczęły mieć zgoła odmienne koncepcje, tę ich radosną twórczość brutalnie przerwał. Uznał, że Legia jak okręt, który utracił sterowność, nie tyle kieruje się w złą stronę, ile dryfuje i może osiąść na mieliźnie. Miałem na ten temat napisać tekst ‘krwisty’, ale byłby on naznaczony krytyką poczynań dotychczasowego prezesa, co w świetle słusznej wypowiedzi nowego prezesa rozdrapywałoby świeże rany i nie pozwoliłoby im się zagoić, więc odpuściłem.

Bogusław Leśnodorski to porządny i godny szacunku, obdarzony wysokiej próby etycznością człowiek. Więc tym bardziej niezrozumiały jest ten fragment jego oświadczenia po opuszczeniu fotela prezesa  w którym odżegnuje się od tego, że był „korpoprezesem”. Ja już pomijam fakt, że kiedy obejmował te funkcję to zapowiadał zaprowadzenie w Legii ładu tego właśnie rodzaju i dopóki to czynił można było uważać, że w klubie jest plan nadrzędny i perspektywiczny, do którego się dąży. Dopiero gdy tego zaprzestał, dostrzec można było archaiczność myślenia, akcyjność i doraźność  oraz intuicyjność decyzyjną, które nie pozwalały na gwarancję spokojnej przyszłości. Z kontekstu w jakim tego sformułowania prezes użył, wynika że była to zarzut, że jego następca prawdopodobnie takim będzie, tymczasem obiektywnie jest to komplement. Nie będę się silił na pochwałę korporacjonizmu, bo ten ład sam się znakomicie broni, wskażę tylko na jego pozytywne atrybuty. Korporacja jest najwyższym wytworem naszej industrialno-modernizacyjnej cywilizacji,  bowiem ona jest tym organizmem, który może najpełniej realizować założone przez jej członków /corpore/ cele. Każda ona istnieje jako część łańcucha pokarmowego, w którym każdy kto potrafi, znajduje swoje miejsce. I jest w niej miejsce na naukę, na doskonalenie się i tak np. karygodny błąd tyczący blamażu w 2014 roku skutkujący niewejściem Legii do LM potraktowany został jako część procesu uczenia się. Nie są tolerowane tylko te błędy, które są powtarzane, albo które mogą zagrozić przyszłości projektu. A dbanie o stabilny i spokojny byt to stałe inwestowanie. Nie wydawanie pieniędzy, bo to potrafi każdy głupiec, który je ma, ale właśnie inwestowanie w celu stworzenia podwalin pod przyszłe sukcesy. Taka korporacyjność daje szansę na rozwój, redukuje możliwość upadku. Jest mało kosztowna, za to wielce zyskowna. Wielu młodych ludzi  pragnie pracować w korporacjach, bo tam widzi sprawiedliwe i obiektywne zasady, a nie nepotyzm, protekcjonizm i klikowość. Zresztą z wzajemnością, gdyż młodzi ludzie łatwiej się uczą i lepiej się adaptują. Podobne procesy zachodzą i w piłce. Kluby ściągają młodych piłkarzy, którzy mają mniej złych nawyków od starszych. Korporacje za złe uważają tylko ci, którym się nie udało. Tylko że gdybyśmy kierowali się w wyborach życiowych lamentami nieudaczników, to bliżej bylibyśmy dna niż pójścia wzwyż.

W każdym organizmie społecznym następują zmiany, następuje wymiana kadr, która ma nie tylko demograficzny wymiar. Mają one charakter niejako obiektywny w tym sensie, że choć każda jest efektem działalności człowieka to mają on swoje strukturalne przyczyny, ale nie każda z nich jest zawiniona. Dlatego kiedy nawet pobieżnie prześledzimy zdarzenia, które doprowadziły do jednowładztwa Dariusza Mioduskiego to przyznamy, iż miały one wymiar nieuchronności. Wymienię je przykładowo, bez silenia się na komplementarność, ale jednocześnie w taki sposób , aby uwypuklić jaką wizję funkcjonowania Legii Warszawa lansował będzie jej jedyny właściciel.

Podstawą funkcjonowania klubu są finanse, zaplecze kadrowe i organizacyjne, a w wymiarze sportowym odpowiedni trener i właściwej klasy zawodnicy. Te pierwsze elementy są wstanie tworzenia, więc na ich ocenę za wcześnie, a te, które były, można skwitować starym „było, minęło”.

Pomiędzy współwłaścicielami trwał spór o kryteria doboru trenerów, a mianowicie czy ma to być szkoleniowiec, który ma niejako wyłącznie gwarantować bieżące sukcesy czy też taki, który potrafi je łączyć z preferowaną polityką kadrową wprowadzania i promowania młodych piłkarzy. Biorąc pod uwagę to ostatnie kryterium, wszystkie decyzje tyczące zatrudniania trenerów w Legii na przestrzeni ostatnich  kilku lat były błędne. I niestety, poza trenerem Czerczesowem, bardzo kosztowne. Trenerom dawano za dużo swobody w pracy z drużyną, z doborem do niej kadr, nie wymagając realizowania choćby w szczątkowym zakresie perspektywicznej polityki klubu. Nie należy w niej widzieć stawiania na młodych kosztem wyniku sportowego. Legia z wielu względów nie może sobie pozwolić na odpuszczenie osiągania mistrzostwa Polski i udziału w europejskich pucharach. Nie można więc bezmyślnie darować miejsca w składzie zawodnikowi tylko dlatego, że jest młodszy od drugiego, ale nie można również stawiać poprzeczki w ten sposób, że młodszy zawodnik ma być wyraźnie lepszy od starszego. Jest to zadnie z gruntu karkołomne, ale są trenerzy, którzy to potrafią, tyle że mają oni robotę i z łapanki ich się nie wynajdzie. Teoretycznie te kryteria spełnia Jacek Magiera, ale dopiero czas pokaże czy ma na tyle umiejętności fachowych, aby je w praktyce zrealizować.

Tym co ostatecznie poróżniło współwłaścicieli był spór o kształt i rolę Akademii w rozwoju i przyszłości klubu. Dariusz Mioduski zawsze prezentował stanowisko, że podstawę zawodniczą ma stanowić własne zaplecze szkoleniowe. Początkowo Zarząd klubu wspierał działania utworzenia Akademii na terenach miasta Sulejówka, ale w końcowej fazie negocjacji zastosowano ich sabotaż, co doprowadziło do zerwania rozmów. Po tej nauczce pan Mioduski poprzez „swoich” ludzi doprowadził do bardzo korzystnego kupna terenu w Urszulinie koło Grodziska Maz., zmiany planu przestrzennego zagospodarowania terenu oraz uzyskania pozwolenia na budowę wielofunkcyjnego kompleksu. W dyskusjach pomiędzy współwłaścicielami pojawiał się zarzut gigantyzmu, co pan Mioduski kwitował stwierdzeniem, że to on patrzy perspektywicznie i że taka będzie przyszłość. Nie spodziewał się, że władze klubu będą aż tak zdeterminowane w udaremnieniu tego projektu, że będą dążyć do tego, by nadwyżkę środków finansowych przeznaczyć na wcześniejszą spłatę zadłużenia wobec ITI. Jeżeli liczono na zniechęcenie pana Mioduskiego do jego projektu Legii to się przeliczono, gdyż wzmogło to tylko jego determinację i w efekcie doprowadziło do „rozwodu”. Niestety to i inne zobowiązania finansowe podjęte przez poprzedni Zarząd prawdopodobnie przesuną rozpoczęcie budowy w Urszulinie na 2018 rok.

Truizmem jest stwierdzenie, że to drużyna piłkarska i jej jakość jest wyznacznikiem poziomu klubu sportowego. A drużyna to tworzący ją zawodnicy. Chodzi tu nie tylko o ich wymiar sportowy, ale i finansowy. A więc o to mówiąc kolokwialnie ile kosztuje pozyskanie piłkarzy, ich utrzymanie i czy klub na te wydatki na dziś i na przyszłość stać. I tu również drogi współwłaścicieli się rozchodziły, gdyż prezes ulegał potrzebom, a często i zachciankom trenerów, zatrudniając piłkarzy, delikatnie to nazywając, nieperspektywicznych. Na szczęście były to decyzje incydentalne, aczkolwiek w ostatnim czasie narastające. Wiadomo, że prezes Mioduski był stanowczo przeciwny zakupom piłkarzy za pożyczone pieniądze, a zwłaszcza z firmy „Skarbiec”. Nie aprobował też wielu transferów, z których można wymienić zakup z Lechii Borysiuka za 1,3 mln euro, zakup Jędrzejczyka za 1 mln euro, zakup Dąbrowskiego z Zagłębia za 300 tys. euro czy kosztownych wypożyczeń Kazaiszwilego oraz Necida. Nie akceptował również stałego podnoszenia apanaży piłkarzy bez istotnych powodów, ani absurdalnego ustalenia wysokości premii za zdobycie mistrzostwa w 2017 roku. Bowiem polityka płacowa i transferowa musi mieć zdrowe podstawy oparte o własne zasoby pozwalające na bycie wypłacalnym i nie zagrażające podstawom finansowego funkcjonowania klubu.

Dla Dariusza Mioduskiego kibice nie są żadnym problemem, ale bardzo ważnym uczestnikiem meczu piłkarskiego oraz zapleczem marketingowym klubu. Tym samym dopóki kibice wspierają  klub i zawodników są również poważnie traktowani. Natomiast kiedy wychodzą poza te pozytywne role i demonstrują swoją wrogość wobec klubu poprzez naganne z każdego punktu widzenia postawy i zachowania, władze klubu tego tolerować nie będą. Jednocześnie prezes Mioduski pamiętając o haniebnych i bandyckich zachowaniach kibiców w kilku meczach, w tym z Borussią Dortmund, prezentuje postawę ograniczonego zaufania do zapewnień przedstawicieli środowisk kibicowskich, deklarując ich równoprawne traktowanie. Jest to postawa godna wparcia, gdyż dotychczas największy posłuch mieli ci, którzy są niezbyt liczni, ale najgłośniejsi. W tej mierze symptomatyczne jest odejście z pracy Seweryna Dmowskiego i zastąpienie go nie doradcą, ale członkiem Zarządu, panem Jankowskim. Równocześnie musimy mieć świadomość trudności w odbiorze zmian przez dużą część kibiców, dla których pan Leśnodorski był niejako ‘ich’ człowiekiem. Z panem Mioduskim dla takiej fraternizacji miejsca nie będzie.

Aby sprawnie realizować sportowe i biznesowe cele każdy podmiot gospodarczy i społeczny działając w warunkach konkurencji jednocześnie wie, że znacznie łatwiej je osiągać w przyjaznym otoczeniu zewnętrznym. Dlatego niech nikt nie liczy na powtórki zatargów z Wojewodą Mazowieckim, Prezydent Warszawy i Komisją Sportu Rady Miasta, ani na wojnę przedstawiciela Legii z prezesem PZPN, a przez to z całym Związkiem. Jeżeli pojawią się problemy wymagające ich rozwiązania to nie będzie się to odbywało  w świetle jupiterów, ale w zaciszu gabinetów.

I wreszcie kontakty z mediami. Niektórzy ich przedstawiciele brali udział w niewybrednej kampanii oczerniania pana Mioduskiego. Nie wiadomo, kierując się jakimi kryteriami, stawiali na odejście większościowego udziałowca z klubu. Przeliczyli się i powinni z tego faktu wyciągnąć wnioski. Ale niech nie liczą, że nowe władze będą ich wciągały w swoje nie zawsze czyste gierki i że przy ich pomocy będą dokonywały kontrolowanych przecieków. Wierzę, że nowe kierownictwo liczy na ich obiektywizm i niezależność w ocenie funkcjonowania klubu i jego dokonań.

Zmiany właścicielskie w Legii Warszawa już się dokonały. Spektakl został zamknięty, kurz po boju opadł, kurtyna zapadła. Zwycięzcy pozostaje plac posprzątać i ustanowić swoje porządki. W tym nowym rozdaniu każdy kto pracował w klubie i  potrafi zaadaptować się do ustalonych reguł znajdzie swoje miejsce. Takie są bowiem zasady ładu korporacyjnego. Ludzie przychodzą i odchodzą, awansują i odpadają i nikt nikogo na siłę trzymał nie będzie, bo nie ma ludzi niezastąpionych.

I na zakończenie pozwolę sobie na swoje zupełnie prywatne zdanie, ale dla mnie większym wygranym niż pan Mioduski jest pan Wandzel. Wszystko wskazuje na to, że włożył on w klub, a właściwie odkupił od pana Mioduskiego akcje klubu za 1,6 mln zł, a dziś nie siał, nie orał, a zbiera 15-krotnie większy plon. Doprawdy niezwykła musiała być determinacja pana Mioduskiego, skoro zdecydował się na  podjęcie tak radykalnych kroków. Pozostaje pytanie czy warto było?

Dyskusja (2)
1środa, 05, kwietnia 2017 19:05
sektor212
Zbyszek

Pozostaje pytanie czy warto było?

Mnie się wydaje, że Pan Miodulski dokładnie przeanalizował swoje i klubu położenie i nie wahał się podjąć trudnej decyzji i spłacić obu Panów. Lubi wyzwania. Przez ostatnie cztery lata poznał jak funkcjonuje podmiot pod nazwą klub piłkarski. Jakie czekają go trudności też zapewne mocno przeanalizował i wie jakie w przyszłości podejmować decyzje.

Dla mnie najistotniejszy jest fakt, że w klubie niema już delikwenta Pandzla którego uważam za odpowiedzialnego za całe zamieszanie. Zresztą jego przyjście do Legii miało jeden cel. Zarobić jak najwięcej. Rozwój klubu - mało go interesował. Jak zauważyłeś Legię drogo to kosztowało. Brak tych środków na pewno opóźni start budowy akademii.

Również zadowolony jestem, że Leśnodorski pozostał w strukturach klubu jako Przewodniczący Rady Nadzorczej Legii Warszawa. Może kiedyś obaj Panowie powrócą do bliższej współpracy.

Nowy Prezes Pan Miodulski gwarantuje płynność finansową Legii i pewność, że nie podzielimy losu takich klubów jak Widzew Łódź, ŁKS Łódź, GKS Katowice, Polonii Warszawa. Może kadra będzie musiała być uboższa kosztem budowy akademii pod Grodziskiem. Trudno ale ten kompleks musi powstać. Jest niezbędny dla dalszego rozwoju klubu. Pierwsze ruchy Prezesa wydają się być dobrymi. Zatrudnienie Jacka Zielińskiego duży plus. Utrzymanie Żewłakowa na stanowisku również. Wbrew wielu krytykantów ja uważam, że jest to odpowiedni człowiek. W letnim oknie transferowym wielkich ruchów się nie spodziewam do klubu. Chciałbym by obecna kadra utrzymała się na kolejny sezon plus trzy przemyślane transfery. Zwolnią się miejsca po wypożyczonych zawodnikach którzy w klubie będą do czerwca 2017r. Więc źle nie powinno być.

I ostatnia kwestia dotyczy części kibiców. Jak zachowają się podczas pierwszego zgrzytu na linii prezes - sklw. Czy wymyślą sobie kolejnego wroga w postaci Pana Miodulskiego i zaczną ostentacyjnie szkodzić Legii? Na to ich stać nie patrząc na dobro klubu tylko własne.
2środa, 05, kwietnia 2017 21:15
Zbyszek
@Sektor 212.
Napisałem powyższy tekst, aby przede wszystkim wykazać,że decyzja pana Mioduskiego nie była jego kaprysem ,lecz głęboko przemyślanym i to od dawna planem i wynikała z obiektywnych przesłanek.Oczywiście każdy ma prawo do do swojej oceny,ale widocznie tak musiało się stać i być może wejście do klubu pana Wandzela przyśpieszyło i ułatwiło to co nieuchronne. I wykupienie tego pana świadczy o determinacji pana Mioduskiego. Chciał on przejąć klub z jak najmniejszymi stratami wizerunkowymi i przez to jak najszybciej zakończyć to pajacowanie tandemu MW i BL. Bowiem możliwe było wykupienie udziałów panów MW i BL po cenach nominalnych akcji, ale wymagało by to przejścia najpierw przez proces karny , a po ustaleniu,że nadużyli oni zaufania większościowego udziałowca zakończyć procedurę w sądzie cywilnym.Stąd też tak szybka i ochocza zgoda zwłaszcza pana Wandzela na propozycję pozasądowej ugody.
Natomiast pan Leśnodorski miał wejść tylko do Rady Nadzorczej, której przewodniczącą miała być małżonka pana Mioduskiego,ale dał do zrozumienia,że może być pomocny, gdyż dobrze zna problematykę klubu. Na pewno korzystnym dla niego było to,że bez jego udziału pan Mioduski klubu by nie przejął od ITI. To pan Leśnodorski był tym który miał dojście do osoby decydującej o powodzeniu całego przedsięwzięcia.

Pan Mioduski nie zwolnił z klubu ani jednej osoby. Wszyscy ci którzy odeszli uczynili to na własną prośbę. Prośby te zostały przyjęte z dniem 31.03.2017 roku. Pan Michał Żewłakow takiej prośby nie złożył, więc w klubie na zajmowanym dotychczas stanowisku pozostał.Z całą pewnością do końca sezonu żadnych ruchów kadrowych nie będzie. Ale cała nieubłagana logika ładu korporacyjnego opiera się na stałych zasadach,a mianowicie,że nie ma ludzi niezastąpionych,że lojalność jest cechą wiodącą i że liczy się efekt pracy, a nie jej wkład. Pan Żewłakow musi zrewidować swoje pojęcie lojalności, gdyż dotychczas miał z jej zdefiniowaniem problem. To zaczęło być widoczne od konfliktu z trenerem reprezentacji Smudą, a w Legii od stania po stronie zawodników Vrdoljaka i Nikolicza w trakcie nieporozumień z trenerami.Jednolite stanowisko wobec podstawowych problemów kierownictwo klubu do którego wchodzą wszyscy decydenci, w tym trener jest niezbędne. To od Żewłakowa zależy jak ten dany mu czas spożytkuje.
O kibiców natomiast bym się nie kłopotał. Na za dużo części z nich pozwalano. To jest tak,że jak się nie ukazuje granicy to ludziom małej wiary wydaje się,że wszystko im wolno,ale jak te granice się wyznaczy to nauczą się je respektować. Z oporami i niechętnie,ale też zrozumieją,że wyjścia innego nie mają.Zresztą ja od lat byłem przeciwny, moim zdaniem nadmiernemu przydawaniu znaczenia bandyckim zachowaniom części kibiców. Było to złe, nagłaśniane ,ale jednak marginalne.Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1