A+ A A-

Z repry refleksy

W kalendarzu wiosna, za oknami zda się ‘prawie maj’, sezon piłkarski  już w pełni. Reprezentacja seniorska w skowronkach po wygranej z Czarnogórą, reprezentacja młodzieżowa strapiona przegranymi z Włochami i Czechami.

 

Nawałka dumnie pierś pręży, ale i przestrzega przed entuzjazmem bo i na autostradzie do Rosji na prostej drodze niespodziewaną gumę można złapać, a Dorna zastanawia się czy będzie mu dane skorzystać w czerwcu z usług Milika i Zielińskiego? O tym i nie tylko w subiektywnych ‘reprezentacyjnych refleksjach’.

I. Borubarze, czy ci nie żal?

Zanim gwizdek na reprezentacyjnych murawach rozbrzmiał, sezon ‘rozpoczęła’ deklaracja  ‘kończąca’ Artura Boruca, że z kadrą Biało-czerwonych daje już sobie spokój. Dobrze to, czy źle? Według mnie decyzję należy uznać za autonomiczną „Holy Goalie” i ją uszanować. Jeżeli ostatni z poważnych, eliminacyjnych meczów repry ‘król Artur’ rozegrał w październiku 2016 roku (z Ukrainą na wyjeździe 0:1) to ‘giermkować’ młodszym Fabianowi ze Szczęsnym może i faktycznie trzydziestosiedmiolatkowi  już nie wypadało. Osobowość, charyzma to niewątpliwe atuty naszego 'enfant terrible', ale czy przypisane mu miejsce ‘tego trzeciego’ to miarodajne faktycznie ukoronowanie kariery?

Łyżeczkę dziegciu w całej sprawie próbował wlać Dariusz Tuzimek, dowodząc:

„ ...Kilka okrągłych zdań pożegnania, bez podania przyczyn, skąd akurat tu i teraz taka dramatyczna decyzja. A że 37-letni Artur Boruc nie jest stary, najlepiej się przekonali o tym piłkarze Manchesteru United. (...) Dlaczego więc zrezygnował? Może trochę będziemy mądrzejsi, gdy zobaczymy, jak na deklarację Boruca zareagowali prezes PZPN Zbigniew Boniek i Adam Nawałka? Żaden z nich nie rozdzierał szat. Nie nakłaniał bramkarza do zmiany decyzji, którą znali już kilka dni wcześniej. Powiedzieli coś w stylu: rozumiemy, dziękujemy, kwiaty i mecz pożegnalny się zrobi. (swoją drogą to kuriozalne żeby faceta żegnać pół roku po ogłoszeniu decyzji). Fajno. Wszyscy zadowoleni. Żadnych zgrzytów i nieporozumień. Jakby ten scenariusz był napisany wcześniej. Kilka miesięcy wcześniej. Bo te kilka miesięcy wcześniej, w październiku 2016 roku, w reprezentacji wybuchła afera alkoholowa (nazywana czasem aferą dywanową, bo podczas libacji jeden z piłkarzy zanieczyścił dywan).
Jak donosił wówczas "Przegląd Sportowy", który Boruca wymienił z imienia i nazwiska, nasz bramkarz był w nią mocno zamieszany. Gazeta przewidywała wówczas, że Artur nie dostanie powołania już na listopadowe mecze kadry z Rumunią i Słowenią. Boniek i Nawałka byli zirytowani na tyle, że ich gniew wydawał się być nieprzejednany. (...) Piłkarze przekonali związek i sztab kadry, by wówczas nikogo nie piętnować publicznie, wszystkich powołać na kolejne zgrupowanie, bo brak powołania w listopadzie będzie dowodem, że dany zawodnik uczestniczył w hotelowej balandze pomiędzy meczami kadry.
 Ale było jasne, że pewnych nazwisk już na wiosnę w reprezentacji nie zobaczymy. (...) Kadrę trzeba było znowu wziąć w karby. Boruc w tym planie się nie mieścił, bo też był trochę niesterowalny. Jego środowa rezygnacja jest pokłosiem tamtej afery alkoholowej - nie mam co do tego wątpliwości. Bo skąd taka nagłość tej decyzji? Rzuconej ot tak, w środku tygodnia, tylko w mediach społecznościowych? Bez żadnej konferencji prasowej, nie na zgrupowaniu kadry, gdzie można by Borucowi podziękować, albo przy meczu Biało-Czerwonych, gdy mogłaby mu podziękować publiczność owacją na stojąco. (...) Boruc napisał oświadczenie w środę, bo lada chwila Nawałka będzie ogłaszał powołania na mecz z Czarnogórą. Artur wiedział, że nie znajdzie wśród powołanych swojego nazwiska. Pozwolono mu uprzedzić fakty i samemu ogłosić decyzję o zakończeniu kariery w reprezentacji. (...) Rola Boruca w październikowej aferze nie została przez PZPN upubliczniona. Jaki był koszt tamtego milczenia, nie trudno zgadnąć. Nawałka miał takie same kłopoty z Borucem jak wszyscy poprzedni selekcjonerzy. Boruc jest facetem z krwi i kości. Nie jest tajemnicą, że kiedy chciał się rozluźnić, to się rozluźniał. (...) U Nawałki Boruc był tylko trzecim bramkarzem. Wiedział, że w meczu o punkty zagrać może tylko w przypadku jakiegoś kataklizmu. Taka świadomość nie ułatwiała mu trzymania samodyscypliny. Tym bardziej że "Arci" nie jest typem sportowca jak Robert Lewandowski, który uważa na wszystko, co je i pije. Można było z Boruca zrezygnować lub wziąć takim, jakim jest, bo na zmienianie mu charakteru to już zbyt późno. Ale jeśli rezygnować, to tuż po Euro 2016, kiedy kończył się pewien etap. To był najlepszy moment. Później już trzeba było robić jakieś dziwne medialne wygibasy - tak jak to środowe oświadczenie o samodzielnej, autonomicznej rezygnacji z kadry.

Według mnie to pan redaktor teatralnie dramatyzuje, potęguje napięcie troszkę na zasadzie „z igły zrobię widły”. Skoro Artur był tylko tym „trzecim”, skoro mógłby zagrać „tylko w przypadku jakiegoś kataklizmu” to  dlaczego jego decyzję o zakończeniu kariery uznawać za „dramatyczną”? Nawet jeżeli  w założeniach Dariusza Tuzimka tkwi ziarno prawdy, nawet gdy samemu mu przyznam rację, że najlepszym momentem do ogłoszenia zakończenia  reprezentacyjnej kariery przez Artura Boruca był koniec Euro 2016, to jeżeli tak się nie stało, to w tej chwili nie widzę sensu podważania decyzji  jako autonomicznej. Obojętnie kto „latał na dywanie” to Borubar już i tak przestał panować między słupkami Biało-czerwonych. Nie chciał być tylko tym „trzecim”, zatem zaakceptujmy to, zróbmy mu pożegnanie i pozwólmy godnie z reprą się pożegnać, nie szyjąc zbędnych nikomu niepotrzebnych skandali.

II. Ciemne chmury

Wszyscy się cieszymy z wygranej z Czarnogórą, wszyscy się już widzimy na autostradzie do Rosji, wszyscy też zgrzytamy aż zęby bolą na wspomnienie gry Biało-czerwonych. Ponieważ też wszyscy bardzo nie lubimy gdy się nas standaryzuje w kategorii „wszyscy” i wszyscy próbujemy się z niej wybić na oryginalność, szukając indywidualnego wyróżnika, to w imię tego ostatniego napiszę, że na podstawie meczu w Podgoricy należy stwierdzić, że ten mecz potwierdził, że mamy klasową, top level reprezentację. Grając ‘piach’, w zasadzie bardzo przeciętnie, potrafiliśmy jednak mimo własnej niemocy zwyciężyć. To cecha „wielkich”! W piłce wszystko jest możliwe, ale marna drużyna grając marnie raczej meczu nie wygra, a nam coś takiego właśnie się udało. Kiedyś w podobnych meczach choćby i z Czarnogórą lub z jakąś na przykład Słowenią to gdy nam nie szło, w „najlepszym” przypadku remisowaliśmy, zajmowaliśmy wówczas ente któreś miejsce w rankingu FIFA, teraz jesteśmy na 12. pozycji z widokami na jeszcze wyższe miejsce i takie mecze jak ten ostatni, o ważne eliminacyjne punkty, mimo nienajlepszej gry, jednak wygrywamy. Ranking nie kłamie! Dzięki takim zwycięstwom z gatunku ‘tylko wynik satysfakcjonujący’ i zainkasowanym trzem punktom, być może do Rosji na Mundial 2018 również zawitamy!

Skoro jest tak dobrze, jesteśmy „wielcy” i z „top level”, to dlaczego jest tak źle? Bo moim zdaniem mimo roztaczanej świetlanej przyszłości, nad reprezentacją Polski  gromadzą się ‘czarne chmury’. Oby tylko burza była krótkotrwała, a po niej wyjrzało ponownie słońce. Skąd ten minorowy nastrój? Otóż dla mnie jako drużyna w odniesieniu do 2016 roku notujemy regres, a wynik jak choćby ten z Czarnogórą może tylko uśpić czujność, która w tej chwili powinna być wzmożona, bo i sytuacja może być zwodnicza. Piszę o regresie nie tylko przez pryzmat jakości gry w ostatnim meczu, według mnie o tym, że sytuacja kadry jest trudniejsza świadczą losy Krychowiaka i Kapustki, o których można powiedzieć że sezon jesienno-wiosenny mają stracony. Pozycja Grosickiego w Hull nie jest aż tak bardzo pewna, w ostatnim meczu z Evertonem zagrał tylko 26 minut a z perspektywy formy którą zaprezentował w Podgoricy raczej nie powinno to dziwić. Błaszczykowski przeobraża się w Wolfsburgu w obrońcę, tylko że po prawej stronie my już mamy świetnego  defensora (Piszczka – faktyczny top level), natomiast ewidentnie brakuje nam  błyskotliwego  pomocnika na flance, takiego jakim był Błaszczykowski kilka lat temu wstecz. Zdumiałem się, gdy Jan Tomaszewski ocenił grę Kuby na „9”, byłem zdezorientowany, na szczęście (albo raczej nieszczęście) moje wrażenie pokrywa się z ocenami Marcina Żewłakowa i Mateusza Borka, którzy nie zaklinali rzeczywistości i surowo potraktowali  dyspozycję Błaszczykowskiego. Powrót Milka do zeszłorocznej formy to także jeden wielki znak zapytania? Zieliński jest pupilem Maurizio Sarriego, ale w trzech ostatnich meczach  Napoli w Serie A zanotował łącznie 51 minut. Cały czas jest jeszcze w kategoriach zawodnika perspektywicznego (i to bardzo) ale jeszcze nie wiodącego.

Jako drużyna nie byliśmy w stanie wywrzeć na  Czarnogórcach takiej presji  jak na Rumunach. Szwankowało  zgranie, wzajemne zrozumienie, dokładność, w obronie prokurator należy się nie za straconego  gola, ale  za zostawienie przy rzucie rożnym rożnym nieobstawionego gracza rywali  na piątym metrze, który z sobie tylko wiadomych powodów posłał piłkę obok słupka.  Mecz wygraliśmy dzięki  zagraniom z top level Lewandowskiego, Zielińskiego i Piszczka. Super że mamy tych asiorów, ale ‘ciemne chmury’ pojawiają się na horyzoncie i nie wolno ich lekceważyć.

III. Zieliński = Iniesta

Jeszcze gdy grał w Empoli, niektóre zagrania Zielińskiego przyrównywano do maestrii Iniesty. Oczywiście nikt nie jest szalony, żeby zrównywać obu piłkarzy, jeden, ten nasz, to jedynie nadzieja na coś ponadprzeciętnego, natomiast ten drugi to potwierdzona, ugruntowana najwyższa klasa. Ale już  samo zestawienie Polaka dążącego poziomem gry do hiszpańskiego ideału, wyznaczanie przed nim takiego celu, należy uznać  za nobilitujące dla potencjału piłkarskiego Zielińskiego. Co z tego wyniknie, o tym dopiero się przekonamy, gwoli przestrogi możemy stwierdzić, że nie takie futbolowe nadzieje okazywały się złudnymi niewypałami, tego  Piotrkowi oczywiście nie życzymy, natomiast wierząc że potencjału nie zaprzepaści, nurtuje mnie taka pewna rzecz. Ustawienie, optymalna pozycja na boisku Zielińskiego? U nas  widzimy go jako playmakera, jeżeli nie na klasycznej „10” za napastnikiem, to cofniętego na „8”. No dobra, tylko że wzmiankowany Iniesta nie grał ani tam, ani tu, to znaczy wypełniał zadania z obu pozycji, ale po pierwsze miał partnera wirtuoza Xaviego w linii, który też nie był ani jednym ani drugim, ale spełniał funkcję identyczną jak Iniesta, oraz po drugie, ich obu w środku  linii pomocy asekurował Busquets, którego  już łatwiej możemy zdefiniować  jako klasyczną „6”. Zieliński w Napoli jest ustawiany nieco podobnie, analogicznie, nie jest ani  „10” ani „8”. Być może z czasem  Piotrek zamieni się w Piotra i dojrzeje do gry na „10”, w tej chwili uważam że robienie z niego na siłę centralnej postaci zespołu, playmakera jest zbyt wczesne. Na „8” stara się grać odpowiedzialnie, bez błędów, czyli zachowawczo i też mamy o to do niego pretensje, przy tym skupiając się na defensywie, która i tak  co najwyżej średnio mu wychodzi, traci walory ofensywne. I tak źle i tak niedobrze. Według mnie wniosek jest jeden. Na dziś  ani „10” ani „8” to nie są pozycje dla Zielińskiego.

(Przy okazji, jeśli Zieliński to polski Iniesta, to jako Xavi  znad Wisły już mi się jawił w wyobraźni Kapustka, Krycha byłby  Busquetsem i z taką pomocą klepiemy  swojską  tikitakę, czyli rywalowi piłki nie dajemy wąchać. Co z tych marzeń na dziś wynika?… Lepiej nie mówić, tyle warte są nadzieje i marzenia kibica!)

IV.  Spalony

Chodziło i mi po głowie to stwierdzenie z naszych pomeczowych komentarzy: „W momencie podania dwóch piłkarzy gospodarzy było na spalonym i absorbowali Fabiańskiego, skorzystał ten trzeci, dla mnie bramka powinna być nie uznana.” – kwestia jest w stwierdzeniu „absorbował”. Zaraz po utracie gola byłem pewny że ten pierwszy z Czarnogórców na ewidentnym spalonym właśnie absorbował, brał aktywny udział w grze, zatem bramka nie powinna być uznana, ale po powtórkach już jestem skłonny przyznać rację sędziemu.

Ten Czarnogórzec na pozycji spalonej nawet wyskoczył do centry, co można właśnie uznać za „absorbowanie” Fabiańskiego, tylko że jak tej akcji się przyglądam, to po pierwsze do piłki i tak nie miał żadnych szans doskoczyć i Fabiański raczej to uwzględnił, a po drugie, ważniejsze, nasza defensywa chyba właśnie na tego Czarnogórca z premedytacją  pułapkę ofsajdową zastawiała i się przeliczyła, bo dośrodkowanie nie było kierowane do niego, ale do tego wchodzącego centralnie, a ten w momencie podania miał przed sobą dwóch naszych obrońców. „Absorbowanie” przy spalonym podlega sędziowskiej  interpretacji, a ponieważ mecz jednak wygraliśmy to byłbym skłonny przyznać słuszność sędziemu.

V. Lewy adwokat

Młodzieżówka przegrała najpierw z Włochami, a następnie z Czechami. Atmosfera nad under-21 nieco zgęstniała, ponieważ twarda rzeczywistość sprowadza nas na ziemię i uświadamia nam że nawet w roli gospodarza faworytem młodzieżowych mistrzostw Europy to raczej nie będziemy. Oliwy do ognia dolał  Robert Lewandowski stwierdzając:

"Po sezonie są mistrzostwa Europy U-21. Dziwię się, że piłkarz, który znajduje się w reprezentacji A jest brany pod uwagę w kontekście tych mistrzostw. To byłoby trochę mydlenie oczu, bo nawet jeśli jakiś sukces osiągnęłaby kadra Marcina Dorny z zawodnikami z pierwszej reprezentacji to nic nam to nie da.

Czyli uważasz, że tych kilku piłkarzy z pierwszej reprezentacji nie powinno grać w drużynie młodzieżowej?

Nie ma szans. Zrobiliby sukces i co dalej? Nie zobaczymy czy mamy pokolenie kolejnych piłkarzy, którzy potrafią grać w piłkę, i którzy nadają się do tej najważniejszej reprezentacji A. Nic nam nie da, jeśli ci zawodnicy zablokują miejsce innym, pokażą się z dobrej, lub co gorsza słabszej strony. Drugi rok z rzędu nie będą mieli odpoczynku. Moim zdaniem nie powinni być brani pod uwagę w kontekście Euro U-21.

Mówisz to na podstawie rozmów z tymi zawodnikami, czy taka jest Twoja teza, jako kapitana?

To moje zdanie, ale też rozmawiałem z chłopakami. Mistrzostwa Europy U-21 to miejsce dla kolejnych zawodników, mniej znanych. Oni będą mogli się tam pokazać i być może wkrótce pojawią się w pierwszej reprezentacji.” (polsatsport.pl)

No i powstaje pytanie czy pan Robert, kapitan seniorskiej reprezentacji, biorący w jakiejś mierze za nią odpowiedzialność w tej  sytuacji  zachował się jako „prawy” czy „lewy” adwokat, a może jest advocatusem diaboli?

Kapustka wyleciał z seniorskiej kadry, jemu ogrywanie się może być potrzebne, Linetty zadeklarował  swój udział, zatem sprawa wydaje się dotyczyć  Milika z Zielińskim. Teoretycznie Milik jest w analogicznej sytuacji jak Kapustka, jeżeli  nie zacznie grać w Serie A nie będzie mógł narzekać na przemęczenie, ale jeżeli  udział w młodzieżowym Euro miałby skutkować jakimiś problemami w klubie, to w pełni popieram adwokata młodych w osobie Lewandowskiego. 

W młodzieżówce na pozycji napastnika mamy Stępińskiego, Kownackiego i Niezgodę niech się wykazują latem, a Milik niech się podporządkuje Maurizio Sarriemu. Dla Zielińskiego ważniejsze od MME jest przeistoczenie się z piłkarza perspektywicznego w wiodącego w Napoli, tym który powinien go skutecznie zastąpić w młodzieżówce jest Kapustka.

Dobrze, że Lewy ze swoim autorytetem ujął się za młodymi, dzięki temu być może nie będą odsądzani  od czci i wiary, że się 'wypinają' na barwy narodowe.

Dyskusja (17)
1czwartek, 30, marca 2017 19:38
Zbyszek
Dorzucę swoje kilka groszy do Iocosusowego koszyka, który choć przeładowany to może i te parę refleksji co nie nowe podźwignie.

Dla mnie temat Artura Boruca w kadrze powinien się zakończyć wraz z Euro 2012. Nie oceniam Artura ,ani jego zachowań. Po prostu w pewnym momencie kariery przestał nadawać się do reprezentacji. Więc ten moment musiał kiedyś nadejść.Nie widzę również dostatecznego powodu,aby brać poważnie akurat tę jego deklarację ,że on rezygnuje. W pewnym momencie i tak przestał by być powoływany.W reprezentacji grali wybitniejsi zawodnicy i kiedyś z powodów różnych przestawali i nikt z tego powodu krokodylich łez nie wylewał,ani nie tworzył bzdurnych teoryjek, które pasują do sytuacji jak pięść do oka.
Jest kwestia czy i jak pożegnać Artura.Moim zdaniem,jeżeli już to jak najskromniej.Był to swego rodzaju enfent terrible polskiej piłki i pomimo,że Smudy jako trenera nie cenię to jako człowieka owszem. I przed laty napisałem,że Boruc zrobił wszystko,a nawet więcej , aby nigdy reprezentacyjnej ławki nie powąchać. Powoływanie go uznawałem za brak szacunku trenerów wobec siebie.

Wybacz,ale ja kompletnie nie rozumiem tego sformułowania,że nasza drużyna w Podgoricy grała piach. Nasza reprezentacja tam pojechała, aby mecz wygrać i tego z trudnym rywalem dokonała.W twardym boju , w którym rywal zagrał jedno ze swoich, moim zdaniem najlepszych meczów od lat. Przed poprzednimi MŚ dwukrotnie z Czarnogórcami szczęśliwie zremisowaliśmy, podobnie jak Anglicy.Pytam co dziś się zmieniło w postrzeganiu naszej drużyny. Jedno. Wówczas było w nas więcej pokory, mniej buńczuczności i więcej szacunku wobec przeciwnika.Dziś nie wiadomo z jakich powodów ktoś sobie wymyślił,że jesteśmy tacy mocarze, że tę Czarną Górę mamy zmieść co najmniej 10:0 . Wygraliśmy tylko 2:1. Klęska, po prostu kompromitacja. Jak by było 10:0 to byłby zarzut, a dlaczego nie 20:0, a jak by było 20:0 to czemu nie 100 :0 . Czy nie widzisz Iocosusie absurdu tej sytuacji, tej Gombrowiczowskiej gęby, tego Mrożkowego tanga bez muzyki.W piłce to trener ustala co i jak drużyna czyli zawodnicy mają grać,aby cel zrealizować.I oni zagrali to czego od nich trener wymagał. Zapytam inaczej, który z nich zagrał źle czyli nie wykonał założeń taktycznych ?.W takich meczach, w których jeden z zespołów ma jakościowo lepszych graczy, a drugi próbuje niwelować to ambicją, agresją , zaangażowaniem i wybieganiem podstawową czynnością jest spokój i cierpliwość. Nie wdawanie się w potyczki,ale cierpliwe wyczekiwanie na błąd, który ci gorsi kiedyś muszą popełnić. Jak nie popełnią to mecz remisujemy. Tak gra dojrzała, klasowa drużyna. Podwórkowe zabawy są dobre w pojedyńczych meczach,ale nie w eliminacjach w których do rozegrania jest ich wiele i każdy zdobyty punkt się w ostatecznym rachunku liczy.A piękno to niech każdy sam na swój użytek zechce określić. Ja mam już taki gust wypaczony,że lubię grę skuteczną i to jest dla mnie miara urody.

I tu zgrabnie przechodzimy do Zielińskiego.Na boisku w Podgoricy był jeden i ten sam Zieliński, nie było ich dwóch, jeden do którejś tam minuty i potem drugi niby lepszy.Czy tak trudno dostrzec, że Zieliński miał inne zadania taktyczne kiedy nasza drużyna grała ustawieniem 4-2-3-1, a inne kiedy po zejściu Linettego i wprowadzeniu Teodorczyka graliśmy 4-4-2.Z obu wywiązał się bardzo poprawnie.Moim zdaniem zagrał on na miarę swoich możliwości. I tu pełna zgoda z Iocosusem,że ktoś na siłę robi z niego gwiazdę.Ja sobie obejrzałem mecze Napoli z Realem i on w nich nie zaistniał. Czy się rozwinie,aby być podporą reprezentacji to tego ja nie wiem,ale dla mnie reprezentacja to nie jest najlepsze miejsce,aby szukać pozycji dla zawodnika. Chyba,że jest się tym super wybitnym.

O reprezentacji U-21 zrobiło się głośno za sprawą wypowiedzi Lewandowskiego. Bo o imprezie jaką są organizowane w Polsce ME w tej kategorii wiekowej poza bezpośrednio zainteresowanymi raczej nikt by nie wiedział.Jedyną bowiem jej ważnością jest to ,że odbywa się w Polsce. Ktoś tam zaczął dąć w balonik, wręcz porównywać tę imprezkę z EURO 2012 ,że znowu sukces,że znowu jesteśmy na czele i kiedy prezes Napoli zapowiedział,że Zielińskiego i Milika na zawody niedorostków nie puści to jeden z pismaków wezwał samego Prezesa,aby makaroniarzowi wyjaśnił jakie to dla naszej dumy narodowej ważne.Na głupotę nie wynaleziono lekarstwa i się niestety nie zanosi.Na szczęście sam Prezes się opamiętał i zadał sam sobie pytanie czy cofanie się z Liceum do 8 klasy jest potrzebne i czy jest korzystne.?. Raczej pytanie retoryczne.
I teraz na poważnie. Niezależnie jakiej rangi jest ta imprezka to nasza drużyna jest do niej kompletnie nieprzygotowana.Pod każdym względem, a przede wszystkim nie ma swojego stylu gry.I tu nie chodzi o tych czy innych zawodników,ale o to,aby tę słabość przykryć takim listkiem figowym w postaci wzmocnienia kilkoma ogranymi zawodnikami w dobrych klubach i w I reprezentacji.Żeby kompromitacji nie było. To o to ta cała walka.Aby nie krytykowano samego Prezesa. Bo on na krytykę jest mało odporny. I na razie z wezyrem polskiej piłki na polemiki gotowy nie jest.

I na zakończenie o tzw.spalonym.Od lat przypominam odpowiedni przepis i jego oficjalną interpretację,że jeżeli sędzia nie jest absolutnie pewien,że był spalony to nie wolno mu przerywać gry.Więc twierdzenie ,że był spalony kiedy sędzia go nie odgwizdał jest nielogiczne i niedorzeczne. I tu na marginesie kilka słów o naszym eksportowym czyli Szymonie Marciniaku.Staje się on powoli nie tylko jednym z najlepszych arbitrów świata,ale i najlepszym obrońcą roli sędziego w piłce nożnej.Obejrzałem go sobie w akcji w meczach Portugalczyków z Węgrami oraz Rosjan z Belgami. Nie waham się użyć tego sformułowania : fenomenalny. To on ustala na boisku co jest przewinieniem ,a co nie jest, za co musi być kara,a za co jej nie ma.Dla niego gra jest najważniejsza i ma tę rzadką wśród kibiców w kapciach , którzy nigdy sportu i piłki nie kopali, świadomość,że w piłkę grają młodzi ,zdrowi mężczyźni dla których bezpośrednia walka o piłkę jest rzeczą całkiem normalną i naturalną. I to w niej rozładowują swoją agresję.Nie zawraca sobie głowy jakimiś wydumanymi spalonymi,że była różnica kilku milimetrów,albo,że ktoś mógł przeszkadzać,ale nie przeszkadzał. I zdobywa taki autorytet,że już się go szanuje i niedługo wszyscy będą chcieli,aby to on im mecze sędziował. Przed laty sędzia z Węgier,który naszym w Podgoricy sędziował był podobny,ale podupadł jak bramki nie uznał, a powinien. On też wraca na dobre tory.Gdyby odgwizdał tego spalonego to znowu poszedł by w odstawkę.Bo to gole są solą piłki. Gole. Nie martwe litery na kartkach papieru.
2czwartek, 30, marca 2017 19:41
a-c10
I. Tuzimek ewidentnie próbował naśladować Zarzecznego. Oby nie poszedł w tym za daleko.

Boruc aniołkiem nigdy nie był. Jeśli komuś w kadrze zdarzało się zbyt mocno poluzować krawat, śmiało można było obstawiać, że właśnie jemu. Tyle tylko, że jakoś wcale mu to nie przeszkadzało przez lata bywać naprawdę silnym punktem Biało-Czerwonych. Pewnie nawet mógłby być nim nadal, jednak selekcjoner postawił na kogo innego i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości miał zmieniać zdanie. A skoro tak, pozycja bramkarz nr 3 to dla faceta w wieku A.B. żadna gratka. I naprawdę trudno mu się dziwić.

II. W lipcu zeszłego roku, po rewanżowym meczu Legii ze Zrinjskim, Walles pisał tak: Wczoraj zdałem sobie sprawę, że jakis czas temu bylismy w sytuacji Bosniaków. Zastanawialismy sie po meczu dlaczego odpadlismy w tym czy tamtymi skoro przeciwnik nic nie grał a jednak to my wracalismy na tarczy. Teraz coraz częściej sytuacja jest odwrotna i to jest niewątpliwy plus w ostatnich latach

Myślę, że te słowa można śmiało zastosować do obecnej reprezentacji Polski. Przypuszczam, iż wielu Czarnogórców utyskuje po niedzieli na straconą szansę urwania choćby punktu faworyzowanym Biało-Czerwonym. Bo niby byli blisko, niby wcale nie grali aż tak znowu gorzej, a i tak nic z tego nie mają. Przez lata podobne dywagacje toczyły się po meczach naszych orłów. Dziś, na szczęście, możemy je zostawić rywalom. Także tym z Danii, czy Armenii. Chwilo trwaj.

III. Spożytkowanie talentu Piotra Zielińskiego dla dobra kadry to zadanie, którego jakoś trudno mi trenerowi Nawałce zazdrościć. Chłopak nijak nie pasuje do tego, co z powodzeniem graliśmy i w el.ME'16, i na samym Euro. Z drugiej strony, rezygnować zeń niepodobna. Oby się selekcjonerowi udało.

IV. Na siłę można by się czepiać. Wolałbym jednak, aby nasza obrona nie dostarczała pożywki dla podobnych dysput. Całej sytuacji śmiało można było uniknąć.

V. Tu już się wypowiedziałem Na Aucie. Ciągnięcie na siłę Milika i Zielińskiego na młodzieżowe Euro uważam za gruby nonsens.
3piątek, 31, marca 2017 11:39
dalkub
Ja tylko do jednego - i to stanę po stronie Iocosusa - reprezentacja Polski grała w Podgoricy piach i to jest fakt, to że wygrała oznacza i to w pewnym sensie napisał AC że stała się drużyną dojrzałą - wielu dobrych trenerów mówiło że siłę drużyny poznaje się wtedy kiedy nic nie gra a wygrywa, bo to jest sztuka.
I teraz to że drużyna pojechała tam wygrać nie ma nic do rzeczy z tym że grała kiepsko. Wygrała, 3 punkty fajnie i jedziemy dalej - to jest fakt, grała przeciętnie lub słabo i to tez jest fakt. Moim zdaniem tu nie chodzi o pokorę, a o to że gramy mecz w Bukareszcie z lepszą drużyną niż Czarnogórcy i gram jak profesorowie, kontrolujemy zawody i punktujemy rywala, tu wpadamy w jakąś dziwną gonitwę i drżymy o wynik do końca, bo nie potrafimy sobie tego przeciwnika ułożyć, będąc od niego lepszym. Wiemy że ci sami zawodnicy potrafią grać dużo lepiej, co nie umniejsza ich sukcesu i zwycięstwa.
4piątek, 31, marca 2017 12:15
Zbyszek
@dalkub .
Wybacz ale ja zadam z pozoru niedorzeczne pytanie, a to na jakiej podstawie twierdzisz,że Rumuni są lepsi w piłce od Czarnogórców.Tabela tego nie potwierdza. Nie chcę uogólniać,ale twierdzenie to kto jest mocny w piłce reprezentacyjnej, w odróżnieniu od klubowej, szybko się zmienia.I o tym kto jest lepszy nie decyduje przedwieczne myślenie ,lecz konkret czyli mecz.
W powtórkach telewizyjnych zobaczyć można jak nie tak dawno grano. Wedle mnie przepięknie i mogę to uzasadnić. Dziś gra przypomina obłapianie się,lecz dla tych co ją zaczęli postrzegać to ona jest wyznacznikiem jej urody.
Ale rzadko zdarza się, aby snuć opowieści ,że drużyna , która wygrała do niczego się nie nadawała, bo to absurd. Ja wiem,że dziś każdemu wydaje się ,że można o każdej głupocie napisać cokolwiek.. Tylko,że to nie świadczy źle o odbiorcy,ale o autorze.Więc proszę racz napisać chociaż to czy jesteś za czy przeciw czy może , za niczym.
5piątek, 31, marca 2017 12:37
a-c10
@ Dalkub:

Odnośnie meczu w Bukareszcie: nie co dzień jest niedziela. Gdyby taki występ stanowił dla Biało-Czerwonych normę, a nie pozytywny wyskok, śmiało moglibyśmy mierzyć w medale dowolnie wybranej imprezy.

A co się jeszcze tyczy zmian na lepsze, nasunęło mi się takie coś: otóż w nowożytnej historii naszej kadry eliminacyjne zwycięstwa zawdzięczaliśmy niemal wyłącznie temu, że jakiś zawodnik z pola (Olisadebe, Żurawski, Smolarek jr, Krzynówek) ni z gruchy, ni z pietruchy łapał formę życia. Do tego trzeba było dołożyć co najmniej bardzo dobrą postawę bramkarza i wtedy jakoś szło. Niestety, gdy tylko forma życia się kończyła, kończyło się też wygrywanie.

Teraz jest inaczej. Oczywiście, absolutnie wiodącą postacią reprezentacji pozostaje Lewandowski (i chwała mu za to), niemniej spośród reszty w każdym meczu ktoś tam stara się dotrzymywać kroku. I nawet jeśli wypadają inne ważne ogniwa (w Podgoricy nieobecni Milik i Krychowiak, słabi Błaszczykowski i Grosicki), kto inny wskakuje w ich miejsce. A o tym, że "bramkarz wybronił nam mecz" nie słychać od domowego spotkania z Niemcami (gdzie przecież też byli inni bohaterowie poza Szczęsnym).
6sobota, 01, kwietnia 2017 08:06
Zbyszek
A ja tak po swojemu coś tam brzdęknę na klawiaturze, bo na gitarze nie umiem. Więc niech każdy stara się pisać do rzeczy.A będzie to krótka tyrada.

Łatwiej jest pisać o tym dlaczego przegraliśmy, niż uzasadnić dlaczego wygraliśmy.Ale żeby pisać o wygranych tak jak o przegranych to już gruba przesada.Więc ci którzy się z tym widzeniem rzeczywistości identyfikujecie odpowiedzcie sobie na proste pytanie : co się takiego wydarzyło,że nasz zespół wygrał ? i spróbujcie się z tym faktem intelektualnie zmierzyć.

Bo tak to prawie wszyscy się radują, a niektórzy puszczają bąki i tylko psują tę zdrową atmosferę.
7sobota, 01, kwietnia 2017 17:13
dalkub
Zbyszek

czy Legia jest słabsza od Jagielloni - bo tabela to potwierdza, mimo że ostatnio Legia ich zlała na maksa. To jest żadne argument, choć o ile się nie mylę punktów mają tyle samo. Możemy się nie zgadzać ale reprezentacja rumuńska jest od Czarnogórskiej silniejsza - moim zdaniem, a jeżeli nie jest silniejsza, to co najmniej na tym samy poziomie. Jeżeli porównamy grę z tych dwóch meczów to Polacy grali super w Bukareszcie i przeciętnie w Podgoricy - policz błędy w wyprowadzeniu piłki niedokładności, niewykorzystane sytuacje a do tego wskaz proszę zawodnika z Czarnogóry, który dobrze grał w piłkę, nawet Savić z dobrego klubu jest mistrzem w przeszkadzaniu a nie graniu. Nie chcę powiedzieć że byliśmy słabsi bo tak nie było, ale ja bym oczekiwał od zawodników na takim poziomie jak Lewandowski Glik Błaszczu Piszczek Zieliński, Linetty, Grosicki, że będą potrafić panować nad meczem gdzie przeciwnik w każdym aspekcie jest od nich słabszy. To jest mój główny zarzut, że dostosowaliśmy się do sposobu gry przeciwnika, kopaniny, było mało porządku na boisku i płynnych akcji.
AC - oczywiście że nie zawsze jest niedziela, co nie zmienia, że jak w miarę obiektywnie oceniamy mecz to piszemy - graliśmy tak sobie, przeciętnie, wygraliśmy i do zapomnienia. A to że takie mecze wygrywamy to moim zdaniem suma doświadczenia zawodników w tej reprezentacji grających. Nasz jakość jest większa, nawet jak forma jest średnia.
Przypominam Panom że nasza reprezentacja jest 11 w rankingu, nie 31 czy 63, a 11, czyli pewnie jakaś 7-8 w Europie - zwyczajnie czas wymagać lepszej gry.
8wtorek, 04, kwietnia 2017 11:22
iocosus
No i wreszcie mam trochę wolnego! Meczyk legijny sobie obejrzałem z odtworzenia w poniedziałek przez całą niedzielę trudząc się żeby nie ulec pokusie poznania wyniku, a teraz w wtorkowy poranek mogę się w końcu już bezkarnie skusić na czarnoelkowe piłkarskie dywagacje.

Zbyszek: „…nie rozumiem tego sformułowania, że nasza drużyna w Podgoricy grała piach.(…) piękno to niech każdy sam na swój użytek zechce określić. Ja mam już taki gust wypaczony, że lubię grę skuteczną i to jest dla mnie miara urody.”
Z faktami gentlemani nie dyskutują, a w piłce takowym jest wynik i to jest obiektywny, główny i podstawowy statystyczny miernik wywołujący w nas kibicach albo radochę, skoki do nieba, albo frasunek, zgryzotę i smutek. I to jest naturalny stan, któremu podlegamy i zgodnie z którym trzy punkty wywiezione z Podgoricy, gole Lewego i Piszczka cholernie, przeogromnie mnie cieszą. Czym innym jest jednak euforia, satysfakcja po zwycięstwie lub frustracja, zawód, złość po przegranej, a czym innym merytoryczna ocena gry zawodników i całego zespołu. Żeby rozdzielić te dwie rzeczy i razem ze sobą nie mieszać dopominam się na czarnej eLce od jej zarania bo jest to pomieszanie z poplątaniem, a w afekcie czy to pozytywnym, czy negatywnym to różne rzeczy można wygadywać lub wypisywać, ale przeważnie niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością i z próbą jej racjonalnego, rzetelnego opisu.
Gdyby tylko wynik miał służyć za miarę do ocen i przy jego pozytywnym wymiarze jakiekolwiek krytyczne uwagi mielibyśmy uznawać za bezpodstawne, to jak ocenić na przykład bramkarza który popełnia w meczu trzy ewidentne błędy, puszcza farfocle z gatunku ‘ wielbłądowatych’ jest w swojej grze niepewny i nerwowy, ‘elektryczny’ ale jego drużyna ten meczyk i tak wygrywa 4:3 mimo jego dyspozycji, a w zasadzie niedyspozycji. Czy w takiej sytuacji w obliczu wygranej, to takiego bramkarza nie mamy prawa skrytykować, ba powinniśmy go chwalić i udawać, że wszystko jest w porządku, no bo przecież odnieśliśmy victorię, jesteśmy szczęśliwi, radośni i niech nic nam nie burzy tego miłego nastroju!? Pozycja bramkarza jest szczególna, bo jego błędy, niedyspozycja są najłatwiejsze do wychwycenia, skutkują najczęściej bezpośrednią utratą gola, ale przecież goalkeeper to tylko jeden z jedenastu zawodników, inni na innych pozycjach, też popełniają błędy, są niedysponowani, a mimo to zespoły w których grają wygrywają. Przy naszych próbach analiz, merytorycznych ocen mamy przymykać na to oko, bo wygrana jest jedyną "miarą urody"?
Burzę się na to, przeciwstawiam się radykalnie i z całą stanowczością bo nazywam to ignorancją, pół biedy gdy po wygranych radosny nastrój i potrzeba jego ‘pielęgnowania’ odrzuca próby krytycznych analiz, gorzej a w zasadzie to już tragedia gdy po przegranych doświadczywszy zawodu wynikiem w kibicowskim rozczarowaniu, w budzącej się frustracji wystawiamy emocjonalnie nasze ‘merytoryczne’ oceny w których tych noszonych na rękach po zwycięstwach mieszamy po porażkach z błotem, odsądzamy od czci i wiary, wyzywamy od ‘drewna’ i pozbawionych krztyny ambicji hańbiących klub lub reprę darmozjadów.

W eliminacjach do Euro wygraliśmy na Narodowym z Niemcami 2:0 co wzbudziło naszą euforię, entuzjazm i to trzeba było fetować, po kibicowsku przeżywać, cieszyć się jak dzieci. Paweł Zarzeczny jak i wielu z nas miał łzy w oczach, Stefan Szczepłek „może umierać” choć niech żyje 100 lat i więcej czego mu mocno życzę. W eliminacyjnym rewanżu ulegliśmy 3:1 ale o dziwo znaleźli się tacy, którzy uważali że w tym meczu graliśmy lepiej niż w tym pierwszym wygranym. W Warszawie mistrzowie świata nas zdominowali, prowadzili grę, kreowali sytuacje, jedynym problemem dla nich było ich skuteczne wykończenie, coś co nam się dwukrotnie udało. W Frankfurcie natomiast gra była bardziej wyrównana, napędziliśmy gospodarzom sporego strachu, nasze ataki były dynamiczne, konstruowane z rozmachem, nie ograniczyliśmy się do ‘obrony Częstochowy’. Stąd i pozytywne opinie po tym meczu i według mnie to „wrażenie artystyczne” było ważne, istotne bo w kolejnym z tryptyku z Niemcami już „wiedzieliśmy” jak z nimi grać i co ważniejsze dzięki posiadanym umiejętnościom potrafiliśmy taktyczne założenia dobrze realizować. Niemcy na Euro nie generowali takiego zagrożenia pod naszą bramką jak w pierwszym z wymienionych meczów, nam niestety zabrakło skuteczności z Narodowego i dlatego ten trzeci mecz zakończył się wynikiem 0:0. Trzy mecze, trzy różne wyniki i oceny gry w analizie nie muszą być zbieżne z końcowym rezultatem. Skakałem do góry po wygranej z Niemcami, to było wspaniałe przeżycie, ale w analitycznym podejściu jeśli chodzi o jakość gry to mimo braku skuteczności wyżej cenię ostatni remis.

Dziś wygrana z Czarnogórą mnie cieszy i to bardzo, przybliża faktycznie do Rosji, nie uważam żebyśmy nie zasłużyli na zwycięstwo, owszem wygrała drużyna lepsza z piłkarzami o większych indywidualnych umiejętnościach niż gospodarze, ale z gry nie jestem usatysfakcjonowany. Przyznaję że irytowało mnie gdy przed meczem pojawiały się opinie, że jeśli tylko Polska zagra „swoje” to ogra Czarnogórę. Moim zdaniem nie zagraliśmy „swojego”, w pewnym momencie zamiast wypunktować rywala to straciliśmy kontrolę nad przebiegiem wydarzeń na boisku, a wygraną zawdzięczamy indywidualnym umiejętnościom naszych asów.
„… piękno to niech każdy sam na swój użytek zechce określić” – tu pełna zgoda, każda nasza ocena będzie subiektywną wypadkową naszych wrażeń, spostrzeżeń, przefiltrowanych przez posiadany autonomiczny zasób poznawczy. Ekspert Jan Tomaszewski ocenił grę Błaszczykowskiego na dziewiątkę, a inny ekspert Marcin Żewłakow na piątkę w dziesięciopunktowej skali. Każdy ma prawo do własnych ocen, mnie akurat w tym zestawieniu zdecydowanie bliżej do opinii byłego napastnika, aniżeli bramkarza. Zresztą w „Misji futbolu” Smokowski wyjawił że rozmawiał z Kubą w drodze powrotnej po meczu i ten przyznał że w Podgoricy wypadł słabo i nawet zanalizował przyczyny tego stanu rzeczy. Po prostu poprzedni trener w Wolfsburgu położył duży nacisk na ‘siłę’ i Błaszczykowski stał się ‘kwadratowy’ nabity mięśniami, ale przez to stracił na dynamice i przestał być tak błyskotliwy w ofensywie jak poprzednio. Obecny trener ‘Wilków’ powrócił do ‘normalnego’ nastawienia w treningach i jest nadzieja wyrażona przez Kubę że dynamika również tym samym powróci, czego zwiastunem i potwierdzeniem mógłby być nawet ostatni mecz w Bundeslidze. Oby! Ale w Podgoricy wyglądało to jeszcze słabo i jeżeli Zbyszku pytasz się „który z nich (piłkarzy) zagrał źle czyli nie wykonał założeń taktycznych?” – to nie wiem jakie miał konkretne założenia taktyczne ale Kuba wyglądał przeciętnie i to bardzo, nasze skrzydła nam nie chodziły, bo jeżeli Błaszczykowski w mojej skali zasłużył na „czwórkę” to Grosicki co najwyżej na „piątkę”. Jak rozumiem Zbyszku Ty raczej podzielasz zdanie Jana Tomaszewskiego, pozwolę sobie mieć odmienną opinię i Gombrowicza lub Mrożka w to nie mieszajmy. Ja nie krzyczę operetkowo w kontekście repry „nagość, nagość widzę”! Wink wręcz sądzę że mamy potencjał na duże granie i wyniki, kwestia żeby tego nie zaprzepaścić.

Moim zdaniem, oprócz naszych skrzydłowych poniżej „swojego” zagrali Linetty i Jędza, Glik który dla mnie w reprze to ‘skała’, opoka, tym razem miał kilka zagrań dziwnie nerwowych. „Swoje” odnotowali Fabiański, Pazdan, Mączyński z tym że ten ostatni nigdy w odbiorze nie będzie np. Krychowiakiem (oczywiście Krychą w formie), wyróżnili się strzelcy goli Lewy z Piszczkeim oraz Zieliński, tylko że gdyby nie świetna asysta to i wobec tego ostatniego ton komentarzy mógłby być odmienny.

Zbyszku w tejże skali dziesięciostopniowej jak ocenisz pressing w wykonaniu naszej drużyny w Podgoricy. O ile pod tym względem w Bukareszcie nie miałem zastrzeżeń, lub nawet byłem pod wrażeniem i byłbym gotów bez wahania przyznać co najmniej ósemkę, o tyle teraz wahałbym się nad szóstką. W organizacji gry, w jej prowadzeniu, były ewidentne braki, niedokładności, przecież nie można powiedzieć że ustawicznie generowaliśmy zagrożenie, wręcz kontrolę utraciliśmy w drugiej połowie. W obronie o pomstę do nieba woła ta sytuacja w której po rzucie rożnym (!!!) na piątym metrze zostaje swobodny, zupełnie nieobstawiony Czarnogórzec do którego zmierza piłka. Jeśli perfekcjonista Nawałka w tamtym momencie nie klął, po meczu nie wytknął albo jeszcze nie wytknie tej sytuacji na odprawach, to nie zasługuje na miano nie tylko „perfekcjonisty” ale i "zwyczajnego" trenera.

Wygrana cieszy, ale to nie znaczy że w analizach należy przymykać oczy na to co szwankowało, wręcz bez tego w którymś momencie otrzymamy kubeł zimnej wody na rozgrzaną głowę. Wtedy będzie płacz, lament, zawodzenie, wielka frustracja, trener „do dupy”, a piłkarze to „dziady”. Jak ja nie lubię doraźnego wznoszenia pomników, a następnie raptownego strącania z nich, od wygranej do przegranej, w jednym i w drugim tylko przez pryzmat zaślepiających emocji.
9wtorek, 04, kwietnia 2017 12:47
a-c10
@ Dalkub:

nasza reprezentacja jest 11 w rankingu, nie 31 czy 63, a 11, czyli pewnie jakaś 7-8 w Europie - zwyczajnie czas wymagać lepszej gry

Chciałbym nieśmiało zauważyć, że ów ranking ustalany jest na podstawie wyników, nie estetyki. Zajmujemy w nim taką, nie inną lokatę, bo strzelamy bramki i - chyba jednak przede wszystkim - nie pozwalamy, aby rywale strzelali je nam. Sposób, w jaki to osiągamy, nie ma tu żadnego znaczenia.

W drugą stronę to też nie działa. No powiedz sam: czy od tej jedenastej pozycji nasi stoperzy nabawili się umiejętności wyprowadzania piłki? Czy którykolwiek z pomocników, bądź skrzydłowych niespodziewanie odkrył w sobie pokłady kreatywności? Czy dorobiliśmy się kogokolwiek, kto choć częściowo odciążyłby Lewandowskiego i sprawił, że rywale nie mogliby go potrajać, albo nawet (eee... jak to się pisze?) poczwarzać? Niekoniecznie, prawda?

Sam doskonale wiesz, że przez całe dekady ulu... eee... jedynym sposobem gry naszej kadry była kontra. Przyczaić się, pomodlić o dobry dzień bramkarza, a w razie okazji pręga do przodu i a nuż się uda. Już jesienią rozmawialiśmy o tym, że z uwagi na rosnącą renomę polskich reprezentantów (ale też i ten cały ranking), to już nie przejdzie. Teraz to nas chcą kontrować, a remis w meczu z nami biorą w ciemno. Wszyscy. W sensie: wszyscy nasi grupowi przeciwnicy. Tymczasem, jako się rzekło, zdolności konstruktorskich nie przybyło nam ani ciut. Dlatego dla mnie osobiście taki, nie inny obraz gry Biało-Czerwonych nie jest żadną niespodzianką. Cieszę się, że mimo momentami koszmarnych męczarni w pięciu meczach zgubiliśmy jedynie dwa punkty. A że nieładnie? No nieładnie. Obawiam się, że na ładnie musimy jeszcze zdrowo poczekać.

A nawet, gdybyśmy mieli się nie doczekać, to ja estetyczny scenariusz a la Grecja A.D. 2004 biorę z pocałowaniem w rąsięSmile
10wtorek, 04, kwietnia 2017 18:34
Zbyszek
@Iocosus.@dalkub
Cieszy mnie,że w dużym stopniu wyręczył mnie A-c10. Nasze miejsce w rankingu nie jest efektem Waszych gustów i upodobań ,albo nie ,ale konkretnych wyników naszej reprezentacji.W piłce nie ma żadnego arbitra elegantiarum , który by przydzielał punkty za wygląd i wrażenie artystyczne.
Zupełnie niepotrzebnie upieracie się przy rozróżnieniu wyniku oraz czegoś co można by nazwać kunsztem. Tu można przywołać nieodżałowanego Janusza Chomontka, który by z całą pewnością Wasze gusta zadowolił.

I tu do Ciebie Iocosusie mała dygresyjka i możesz ją sobie wziąć do serca lub nie,ale popadasz w taką manierę opierania się na opiniach innych tak jak by to były jakieś autorytety.Nie chcę być złośliwy,ale dla mnie nie są.
W jednym z ostatnich wywiadów Paweł Zarzeczny określił nie tylko Stanowskiego jako ignoranta i nieuka i ma całkowitą rację. Wiedza większości pismactwa nie przekroczyła progu szkoły podstawowej, a o piłce pojęcie maja na ogół jeszcze mniejsze.
Podobnie jest z byłymi i aktualnymi piłkarzami. Już kiedyś pisałem,że to,iż ktoś kopał piłkę czyli był jak pacjent nie oznacza,że z wtorku na środę staje się mądrym lekarzem.
A w Polsce narzekanie to nasz sport narodowy i w nim jesteśmy niepobici. I ja tego sportu nie uprawiam. I nikt mnie do zawodów w obsrywaniu wszystkiego nie namówi.
I ten przykład wybacz,w którym podajesz,że mecz przegrany był w naszym wykonani lepszy od tego wygranego wpisuje się w ten nasz chocholi taniec, w to o czym pisał Stanisław Brzozowski :" Gdy tylko Polak uwierzy,że ma prawo wybierać to wybiera bohaterstwo" i dodaje "Nad Wisłą nie stawia się pomników za inteligencję.Stawia się za opór,za idee,za ofiarę krwi" Stąd chyba tam gdzie inni wstydzą się klęsk to my się nimi szczycimy za to poniewieramy zwycięzcami i wygranymi.
Przepraszam za może zbyt wielkie słowa,ale powtórzę, nie jestem wstanie pojąc jak można pisać o wygranym meczu tak jak po klęsce,a po przegranym jak o Victorii.To nie chodzi o jakieś panegiryki ,ale można się chyba powstrzymać się od przesadnej i nieuzasadnionej krytyki. Tylko tyle.

A zamysł taktyczny w meczu z Czarnogórcami był widoczny jak na dłoni. Naszym zadaniem było udaremnienie im gry taką jaką preferują i wykorzystanie ich słabości, które pokazali np. w meczu z Armenią, szczególnie brak cierpliwości w grze.Bo tak oni grają od wielu lat. Stosują klasyczne ustawienie wyjściowe 4-2-3-1, z tym,że w ataku skrzydłowi jak w Legii za Berga schodzą do środka przed linię pola karnego ,a nawet i w pole karne. Ich miejsce zajmują boczni obrońcy. Defensywni pomocnicy w ataku grają szeroko,a w defensywie w środku pola tworząc rodzaj zasieków przed polem karnym.W obronie stosują krótkie krycie z często je podwajając i natychmiast po odzyskaniu piłki przechodzą do kontrataku starając się grać szybko przy małej precyzji.Stawiało to przed naszymi zawodnikami określone wymagania. A więc obaj defensywni pomocnicy nie tylko musieli wyprowadzać piłkę z własnej strefy obronnej do II linii, ale asekurować środkowych i bocznych obrońców, a przede wszystkim pilnować ich skrzydłowych przed naszym polem karnym. Dopóki mieli siły to z zadania wywiązywali się bezbłędnie, ale najpierw Linetty ,a potem i Mączyński z nich opadli. I zostali zmienieni, nie dlatego,że grali źle,ale już więcej z siebie dać nie byli wstanie.Podobnie obaj skrzydłowi mieli podstawowe swoje zadanie maksymalnie ograniczyć poczynania ofensywne ich bocznych obrońców i na tym się głównie skupili. Można teoretycznie było wymagać od nich aktywniejszej postawy w atakach naszej drużyny,ale ja nie wiem czy nie było by to kosztem zadań defensywnych i czy ten koszt nie byłby za wysoki. Boczni nasi obrońcy , podobnie jak środkowi skupieni byli głównie na zadaniach obronnych i rzeczywiście do zadań ofensywnych , poza kilkoma wejściami Piszczka się nie kwapili. Ja jednak zakładam,że takie nastawienie i takie zadania dostali od trenera, bo znając Jędrzejczyka wiemy,że należy on do bardziej zdyscyplinowanych taktycznie zawodników i gdyby trener mu kazał podłączać się pod każdy atak to dopóki by nie padł to by parł do przodu.Zaś zadaniem Zielińskiego dopóki nie zszedł Linetty było pilnowanie jednego z włączających się do ataków ich defensywnego pomocnika i lubiącego wycieczki do przodu jednego z ich środkowych obrońców. A przy tym wszystkim grają oni niebywale agresywnie i temu też trzeba było się przeciwstawić.Było to mądre ustawienie taktyczne naszej drużyny i skuteczna jego realizacja o czym świadczy wynik.
Ja nie wyobrażam sobie,aby zawodnicy celowo i świadomie nie wykonywali nałożonych na nich zadań taktycznych przez trenera. Więc z premedytacją powtarzam pytanie czy dobrze jest jak je wykonywali czy źle. Inaczej mówiąc czy Waszym zdaniem było by lepiej , gdyby oleli taktykę i dali trochę radości boiskowymi wygibasami.
Był to poważny mecz o punkty w eliminacjach do MŚ ,a nie zabawa u cioci na imieninach. I ja tak na to co się wydarzyło patrzyłem i miałem swoje radości.To,że Panom sprawiły one przykrość to wyrażam ubolewanie, bo na tyle mnie stać. Pozdrawiam.
11wtorek, 04, kwietnia 2017 19:01
Zgred
No tak
Ale, ale czy oby @iocosus racji nie ma ...?
Bo z jednej strony podkreśla ( jak wszyscy) zdobycz punktową, którą Naród się cieszy ale z drugiej strony krytyką w polemikę ze @Zbyszkiem wchodzi. To, że lepszy wygrywa nie zawsze staje się prawdą p.Zbigniewie i to właśnie sport a piłka nożna w szczególności pokazuje. Zatem sięgając w historię stadionu Wembley jeszcze przed remontem - to tam w meczu z nami lepsi ...hmm zremisowali czym bardzo przegrali...ale rozumiem, że to inna tzw. semantyka zdarzeń. Ok Wink
Wchodząc w Panów polemikę nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że "ścierają się" dwie szkoły myślenia. Otóż @dalkub z czym się zgadzam opisał różnicę w grze naszego zespołu w meczu z Rumunią i Czarnogórą. Dwa inne mecze, a styl gry naszych piłkarzy był aż nad to widoczny, dlatego wcale nie dziwi taki strategiczny pogląd lansowany iż główną wykładnią rzeczywistości w jakiej dane jest nam się poruszać jest jedynie tabela punktowa.
Nazwijmy to wreszcie należycie, że mamy grupę - no...nie mocną Wink ale i tak nawet w grze z Armenią na własnym stadionie raczej dosięgła nas "ręka Boga" znaczy "głowa Boga" - okrzyknięta cudem w Warszawie. We wszystkich przekazach medialnych namaszczeni cudem i euforią tabeli "prowizją" pojechali do Rumunii... Może cudami natchnieni wreszcie siebie pokazali w Bukareszcie narzucając swoje warunki gry i dominację. Trudno się zatem dziwić krytyce za Montenegro - ponownie oddając się w ramina cudu tym razem Piszczkowego...
Mam wrażenie, że ilość cudów mamy już w nadmiarze, a w związku z tym z nadchodzącymi meczami eliminacji bardzo nie chciałbym ponownie oczekiwać na ...kolejny, tłukąc w klawiaturę jak to tabelka kreuje wszystko... Chciałbym poczytać i popitolić jak to naszej grze nie sposób się przeciwstawić Wink to dla wszystkich będzie - zaręczam - lepsze
I dla tych, dla których - wygrywają lepsi
I dla tych, którym tabela stanowi

ps: własnie przeczytałem tekst @ Zbyszka, który wszedł pierwszy i jest wyżej...
Otóż drogi Panie Zbigniewie z szacunkiem całym do pańskiej wiedzy tej historycznej, tej literackiej i każdej, każdej dziedziny - pozwolę sobie na taki skrót myślowy : otóż
teoria jest cenna i wszystko co w około niej się dzieje, tzn te założenia, które Pan z wielkim znawstwem tu podkreśla owszem istnieje do pewnego jednak momentu...to jest wykładnia przypuszczalna - podkreślam przypuszczalna przed rozpoczęciem gry. Tu mały cytat :
"A w Polsce narzekanie to nasz sport narodowy i w nim jesteśmy niepobici. I ja tego sportu nie uprawiam"...pójdę dalej, Pan żadnego sportu nie uprawiał - może niestety, ponieważ wiedziałby Pan, że kiedy wynik upada - nie rzuca się teorią...Wink tylko idzie się na żywioł, na nawet w obliczu popełnienia błędu - impuls, impuls zwycięstwa. To jest wykładnia sportowa, która stanowi wtedy sens, kto - kogo Wink i to jest przełożeniem wszystkich dyscyplin drużynowych.
No oczywiście prócz tych co to interesują się ułożonym, wyłożonym, wydedukowanym remisem...taka jest prawda. Jak i taka, że właśnie kosztem wielkiej teorii - nie zawsze zwycięstwo jest dane - niestety!
12wtorek, 04, kwietnia 2017 20:49
Zbyszek
@Zgred.
To jest oczywista oczywistość,że zacytuję klasyka-polityka,że w piłce nie zawsze wygrywa tzw. lepszy. Tylko,że w tej naszej rozmowie o kondycji Polskiej reprezentacji przewija się wątek niejako odwrotny,a mianowicie wygrywa w Czarnogórze zespół grający źle czyli piach cokolwiek to znaczy. Porównywanie gry z jednego meczu z innym przeciwnikiem w tej sytuacji jest bezpłodne,bo na czym to porównanie ma polegać i czego ma dowodzić ?. Że lepiej zagraliśmy z Rumunią ?.Tylko,że ,aby logicznie coś porównać to musimy najpierw ustalić ten wzór tego co jest dobrze,aby odnieść do niego to nasze stopniowanie. Gdyż można zejść na manowce, bo np. dziecko stopniuje tak : chory, chorszy, trup. Tyz piknie.
Lecz to w ogóle nie o to chodzi.Podstawowe pytanie to kryterium dokonywania ocen i nie idzie tu wyłącznie o wynik. Przywołujesz mecz z Angolami na Wembley z 17.10.1973 roku, który chyba spośród tu piszących oglądałem jako jedyny na żywo w TVP. Był to dla mnie z meczów reprezentacji jaki widziałem bezsprzecznie najgorszy. Mieliśmy w nim niewiarygodne szczęście i co trzeba przyznać zagraliśmy z przeogromną ambicją.Był to mecz gorszy w naszym wykonaniu od niesławnego lania z Francuzami na Stadionie X lecia 17.09.1967 roku 1:4. W obu meczach byliśmy wstydliwym tłem dla przeciwników i na tym ta nasza gorszość polegała. Więc z tego punktu widzenia to każdy mecz reprezentacji po tamtych był lepszy.
Również przywołałem mecze z Czarnogórą z eliminacji do ostatniego Mundialu o których nikt już chyba nie pamięta pytając co się zmieniło.?. I sam nieskromnie udzieliłem odpowiedzi , a mianowicie zagraliśmy w marcu 2017 roku dużo lepiej, pewniej osiągając korzystny wynik, ale równocześnie wzrosły oczekiwania kibiców. I dziś ocena jest w bardzo małym stopniu wyrazem jakiegoś trwałego wzorca, jakoś zakorzenienia w poziomie gry - ona jest wprost uzależniona od stopnia oczekiwań. I to także jest moim doświadczeniem ,bo byłem świadkiem identycznego zjawiska jakiegoś oszołomienia, braku pokory , jakiegoś poczucia wielkości, mocarstwowości kiedy po sukcesie na MŚ w Niemczech w 1974 roku flekowano naszą drużynę i jej trenera pana Kazia Górskiego za to tylko,że nie zdobyła złota olimpijskiego w Montrealu w 1976 roku jeno srebro. Podobnie miał Jacek Gmoch jak tylko w Argentynie uzyskał dzielone 5-6 miejsce na MŚ.A wtedy w MŚ grało 16 reprezentacji,a nie tak jak dziś w EURO 24 na 51 Federacji.I Górski i Gmoch po atakach nie mieli szans na pracę w Polsce i uciekli do Grecji.
Dlatego Drogi Zgredzie ja to znam, ja to już widziałem , ja to już przeżyłem.
To zjawisko nie ma nic wspólnego z obiektywizmem i jest wyrazem wyłącznie frustracji spowodowanej nadmiarem własnego ego. To ono nie pozwala dostrzec,że oprócz nas jest jeszcze na boisku jakiś przeciwnik i on też ma jakieś ambicje, też chciałby wygrać i ma ambitnych zawodników, którzy przed nami na kolana paść nie zamierzają i że wygraną trzeba wyszarpać w twardym boju o każdy metr boiska. I kiedy nasi zawodnicy mecz wygrywają to nagle okazuje się,że najwięcej do powiedzenia mają nie kibice, ba nawet nie znawcy piłki ,ale fachowcy. A fachowcem w polskim futbolu może być nazwany ten tylko,który gani, ośmiesza i wyszydza błędy. Ten,który ośmieli się coś dobrego powiedzieć o grze drużyny staje się ignorantem, bo nie śpiewa w chórze tych zgorzknialców. Bo dla niego ten chór tych "fachowców' brzmi fałszywie. Gdyż ja dysponuje podstawowym słuchem muzycznym ,odróżniam jak grają i jak nie grają. Ale mam słuch wyczulony na każdy fałsz. I po wygranym meczu jak chwalą to ja to rozumiem, a jak ganią to znaczy,że ktoś gra, ale nie tę melodię co trzeba.
A po przegranych również nadmiernie nie krytykuję, nie dlatego,że trafia do mnie hasło "Polacy, nic się nie stało", bo nie trafia, ale wczuwam się w ich odczucia. Przecież ich ta porażka boli, przecież to życie ich bije, więc dokładanie do tego jeszcze własnej ręki byłoby czystym sadyzmem.
Chyba,że panowie piłkarzyki z jakiegoś powodu postanowiły zrobić ze mnie wała. A tego bardzo nie lubię i tylko wtedy walę na odlew.Tak jak w moich czasach czyniono na każdym przyzwoitym podwórku. Oddać co należne wygranemu, pokonanego nie kopać, chyba,że walczył nieczysto. Pozdrawiam.
13wtorek, 04, kwietnia 2017 23:05
Zgred
@Zbyszku

Jak mnie cieszy ta szybka, żeby nie powiedzieć ekspresowa odpowiedzWink nawet nie wiesz...cieszy to, że pewnych słów nie zostawiasz bez echa. Więc jak sam przyznajesz nie zawsze okrzyknięty lepszym wygrywa i choć ( przyznaję) przykład Ci zadałem bardzo trudny, acz naszą historią no cóż powiem - ten po Olimpiadzie wprowadzający nas MŚ na piedestał. No, ale był.
Teraz tak - Zbyszku zostawiając wszystkie teorie na boku -powiem tak...Problem w porównaniu tych dwóch meczów polegał na niczym innym jak w podejściu do tematu naszych piłkarzy ( nie wszystkich) dodam. Rumunia co podkreśla @dalkub grała na Euro, więc z założenia i w rzeczywistości była lepszą reprezentacją niż Czarnogóra. Teraz uważaj rzecz następna, która to ( czemu się dziwię) nie jest podkreślana, ba nawet zauważona. Otóż to było jesienią Wink a więc czasem w którym my gramy zawsze lepiej. Dwa - niektórzy reprezentanci chcieli vide Grosicki się wypromować...zdobyć swoje "Mont Góry" kariery, a wtedy - wierz mi - turbina to mało. Do tego dokładam cały "poczet trenerów polskich" w których to Nawałka jest w czepku rodzony. Poważnie.
Nasz Kazio Górski też taki był, mając co by nie mówić dużo lepszych piłkarzy, nawet geniuszy grania w 1974 roku gdzie ośmielę się powiedzieć, że w normalnych warunkach bylibyśmy Mistrzami Świata. Natomiast zupełnie zgodzić się nie potrafię w Twoich teoriach z MŚ 1978, bośmy je za przeproszeniem przejebali tylko nam znanymi cechami polskiej zawziętości kłócenia się o zarobione pieniądze, kto ile i za ile itd itp...a niestety w obliczu tej naszej kultury pieniężnej Pani Margaret Thatcher rozwiązując sprawy Albionu upokorzyła Falklandy...dość historii - i dlatego co by się nie działo Argentyna te Mistrzostwa wygrać musiała. Notabene tylko im się niejaki Rob Rensenbrink chciał wyłamać i (jedynie) w finale strzelił w słupek zostawiając tym samym w przegranym polu Holandię, bo w dogrywce zwycięzca mógł być tylko jeden...
Hmmm...nie tylko Ty Zbyszku to Wembley oglądałeś, jeszcze pewnie kilku by się znalazło, również takich, którzy mieli także swoje spojrzenie na rzeczywistość jej realności i w tym wszystkim co się w kadrze (kadrach) działo po 1972-74-78...

Twoje słowa:
"Dlatego Drogi Zgredzie ja to znam, ja to już widziałem , ja to już przeżyłem.
To zjawisko nie ma nic wspólnego z obiektywizmem i jest wyrazem wyłącznie frustracji spowodowanej nadmiarem własnego ego."

Zbyszku - rozumiejąc to jako metaforę - jestem bardzo daleki od sensu, że przeciwnik grający z nami zwyczajnie nie chce się przeciwstawić, wygrać, wyszarpać, nie wiem co jeszcze - graćWink no po to się gra...no proszę Cię nie dopisuj teorii do myśli czy słów, w których mam wrażenie wchodzisz niejako sam ze sobą w polemikę własnych słów...( ?) Nikt, jak czytam nawet najmniejszym słowem nie umniejszył ambicji, chęci grania, ciągłego biegania Czarnogórcom.
Natomiast ( co ważne) bardzo podkreślony został fakt, widoczny notabene, że daliśmy się wciągnąć pewnie taktyką obraną przez trenera, w taki plus minus "boxing" mało piłkarski. Ty to nazywasz wyrafinowaną taktyczną grą, rozpisaną na wszelkie zadania tych co wchodzą w linię, tych co z linii wychodzą, tych, którzy po ewentualnym przechwycie rozegrać powinni ( Linetty) - wszystkie podania dramatycznie nie celne i ( Zieliński) niewidoczny, który ( !) kiedy po zmianach na 4-4-2 ( Teodorczyk) -wreszcie zagrał jak ofensywny pomocnik - jedną (!) należytą piłkę. O cudach pisałem wyżej Wink dobrze, że Piszczek kiedyś podnosił nauki napastnika...
Fachowcem nie jest ten, który gani, za przeproszeniem wywala wszystko w czambuł , nie, absolutnie nie.
Daleko mi do fachowca, w szranki nigdy nie stanę, ale nawet poddając się hegemonii tabeli staram się przekazać to co widzę, bez dodatkowych przełożeń.

"Chyba,że panowie piłkarzyki z jakiegoś powodu postanowiły zrobić ze mnie wała. A tego bardzo nie lubię i tylko wtedy walę na odlew.Tak jak w moich czasach czyniono na każdym przyzwoitym podwórku. Oddać co należne wygranemu, pokonanego nie kopać, chyba,że walczył nieczysto. "

No tak Smile Praga podwórkowa pozdrawia

A i jeszcze a propos słuchu muzycznego...Panie Zbigniewie - ja słuchu absolutnego nie posiadam, ale, że od lat niejako w pracy mam do czynienia z tzw. muzyką w każdej postaci zatem - proszę się ze mną na słuch muzyczny za bary nie brać. Bo każdy fałsz na mikrofonie bez względu na wielkość sceny i widowni oraz Wink wykonawcy ( można by wiele) - jest uchwycony
14środa, 05, kwietnia 2017 09:36
iocosus
@ Zbyszek
„Nasze miejsce w rankingu nie jest efektem Waszych gustów i upodobań ,albo nie ,ale konkretnych wyników naszej reprezentacji.W piłce nie ma żadnego arbitra elegantiarum , który by przydzielał punkty za wygląd i wrażenie artystyczne.” – Zbyszku bardzo bym prosił żeby wchodząc w polemikę z moimi tezami przynajmniej je uważniej poznać i zapamiętać, odnośnie rankingu i naszego aktualnego w niej miejsca napisałem wyraźnie: „Grając ‘piach’, w zasadzie bardzo przeciętnie, potrafiliśmy jednak mimo własnej niemocy zwyciężyć. To cecha „wielkich”! W piłce wszystko jest możliwe, ale marna drużyna grając marnie raczej meczu nie wygra, a nam coś takiego właśnie się udało. Kiedyś w podobnych meczach choćby i z Czarnogórą lub z jakąś na przykład Słowenią to gdy nam nie szło, w „najlepszym” przypadku remisowaliśmy, zajmowaliśmy wówczas ente któreś miejsce w rankingu FIFA, teraz jesteśmy na 12. pozycji z widokami na jeszcze wyższe miejsce i takie mecze jak ten ostatni, o ważne eliminacyjne punkty, mimo nienajlepszej gry, jednak wygrywamy. Ranking nie kłamie!”
Czy ja tymi słowami naszą reprę deprecjonuję lub uzależniam miejsce Polski w rankingu od „wrażenia artystycznego” które Biało-czerwoni swoją grą wywierają? Śmiem twierdzić, że napisałem wyraźnie że jest odwrotnie! Nasz spór dotyczy tego że subiektywnie podnoszę że w tym konkretnym naszym meczu zagraliśmy słabo, przeciętnie, a mimo to wygraliśmy według mnie dzięki indywidualnym wysokim umiejętnościom poszczególnych piłkarzy, natomiast Ty Zbyszku również subiektywnie dowodzisz że zagraliśmy dobrze, sumiennie realizując założenia taktyczne i wynik jest tego oczywistą niepodważalną wypadkową.
Jako kibic repry bardzo bym chciał żebyś to Ty miał rację, bynajmniej nie mam zamiaru zawzięcie udowadniać Tobie że jest inaczej jak sądzisz, ale też nie będę siebie samego oszukiwał że moje wrażenia były jednak nieco odmienne, Zagraliśmy na poziomie porównywalnym do meczów z Kazachstanem i Armenią, odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo, bo po prostu mamy piłkarzy o większej jakości, którzy w odpowiednim momencie ją potwierdzili, ale dowodzić że to był dobry mecz w naszym wykonaniu nie będę.

„popadasz w taką manierę opierania się na opiniach innych tak jak by to były jakieś autorytety.” – Zbyszku uległem wpływowi autorytetu Marcina Żewłakowa w takim samym stopniu jak Ty Jana Tomaszewskiego. Z dwójki publicystów Stanowski vs Zarzeczny w ostatnich latach wywody tego drugiego traktowałem wzruszeniem ramion, niestety, natomiast tego pierwszego czytuję gdy mam sposobność, czasem jego pogląd podzielam, a czasem to co napisze mnie dogłębnie irytuje i wkurza, czemu dawałem wyraz i na czarnej eLce, czy to choćby w przypadku pozyskania przez Legię Masłowskiego lub gdy Stan dryfuje w odmęty polityki i coś w tym przykładzie bredzi że w obronie przed islamem byłby gotów przystać na Polskę jako państwo teokratyczne. Co sobie o Stanowskim gdy to obwieszczał myślałem nie nadaje się do publikacji. Jednak Zbyszku zważ też, że ten „ignorant i nieuk”, gdy inni już tylko wzruszali ramionami to on podał rękę właśnie Zarzecznemu, bez tego ś.p. Paweł Zarzeczny być może stoczyłby się na samo dno, szybciej i boleśniej.

Zbyszku o taktyce z Czarnogórcami piszesz: „Naszym zadaniem było udaremnienie im gry taką jaką preferują (…) obaj defensywni pomocnicy nie tylko musieli wyprowadzać piłkę z własnej strefy obronnej do II linii, ale asekurować środkowych i bocznych obrońców, a przede wszystkim pilnować ich skrzydłowych przed naszym polem karnym (…) obaj skrzydłowi mieli podstawowe swoje zadanie maksymalnie ograniczyć poczynania ofensywne ich bocznych obrońców i na tym się głównie skupili (… ) Boczni nasi obrońcy , podobnie jak środkowi skupieni byli głównie na zadaniach obronnych i rzeczywiście do zadań ofensywnych , poza kilkoma wejściami Piszczka się nie kwapili (…) zadaniem Zielińskiego dopóki nie zszedł Linetty było pilnowanie jednego z włączających się do ataków ich defensywnego pomocnika i lubiącego wycieczki do przodu jednego z ich środkowych obrońców” – otóż ja nie neguję że Nawałka przywiązuje dużą uwagę do gry w defensywie i do zadań w niej wyznaczonych, również między innymi to co napisałeś o zadaniach defensywnych pomocników to oczywista oczywistość, ale jeżeli faktycznie główny taktyczny nacisk był położony na to co wypunktowałeś i obraz meczu z naszej strony był warunkowany własnie takich elementów realizacją to … to by znaczyło że my na mecz z Czarnogórą wyszliśmy niesamowicie obsrani, bojący się tych bałkańców bardziej nie tylko od Rumunów czy Duńczyków, ale i np. od Szwajcarów lub Portugalczyków ponieważ na wszystkie mecze z tymi reprezentacjami wychodziliśmy dbając o defensywę, ale też przywiązując należytą wagę do zadań ofensywnych. Jednym z kluczowych słów dla Nawałki jest słówko „balans” zachowanie odpowiedniej równowagi między grą w destrukcji i w ofensywie. W spotkaniach z wymienionymi reprezentacjami były fazy meczów w których dobrze, a niekiedy nawet bardzo dobrze nam to wychodziło, właśnie w fazach naszych ataków. Czarnogórcy taktycznie grają bardzo prosto, na swojej połowie ustawiają strefy zasieków i kontratakują, my z atakiem pozycyjnym od zawsze mamy problemy, ale też i w ofensywie my naprawdę w tym meczu „swojego” nie graliśmy, a przynajmniej tego co pokazywaliśmy w 2016 roku.

Gdy Kuba Błaszczykowski stwierdza: „tak w tym meczu zagrałem słabo”, to Zbyszek zda się peroruje: „stop chłopie co to za „chocholi taniec” narzekactwa uprawiasz, jak śmiesz!? Ty nie zagrałeś słabo, a tylko wykonywałeś należycie zadania taktyczne, jakbyś nie wiedział, dzięki temu zwyciężyliśmy, nie powinieneś zatem mówić że zagrałeś „słabo”, wygraliśmy, wszystko w porządku!" Przepraszam za tą ironiczną parafrazę, ale to rewanż ponieważ przypisałeś mi coś czego nigdy nie wyraziłem, „ubolewasz” bo domniemywasz że oglądanie reprezentacji Polski w meczu z Czarnogórą sprawiło mi „przykrość” otóż Panie Zbigniewie ja nigdy do takiego stwierdzenia się nie posunąłem. Słabsza gra niektórych piłkarzy i zespołu w niektórych elementach sprawiła jedynie moją refleksyjną troskę którą wyraziłem, ale nie „przykrość”, to zasadnicza różnica, z której jak sadzę Zbyszku zdajesz sobie doskonale sprawę.

„Wszyscy się cieszymy z wygranej z Czarnogórą, (…) Dzięki takim zwycięstwom z gatunku ‘tylko wynik satysfakcjonujący’ i zainkasowanym trzem punktom, być może do Rosji na Mundial 2018 również zawitamy! (…)Z faktami gentlemani nie dyskutują, a w piłce takowym jest wynik i to jest obiektywny, główny i podstawowy statystyczny miernik wywołujący w nas kibicach albo radochę, skoki do nieba, albo frasunek, zgryzotę i smutek. I to jest naturalny stan, któremu podlegamy i zgodnie z którym trzy punkty wywiezione z Podgoricy, gole Lewego i Piszczka cholernie, przeogromnie mnie cieszą. (…) Dziś wygrana z Czarnogórą mnie cieszy i to bardzo, przybliża faktycznie do Rosji, nie uważam żebyśmy nie zasłużyli na zwycięstwo, owszem wygrała drużyna lepsza z piłkarzami o większych indywidualnych umiejętnościach niż gospodarze (…) sądzę że mamy potencjał na duże granie i wyniki, kwestia żeby tego nie zaprzepaścić.” – tylko w tej ostatniej intencji podzieliłem się swoimi krytycznymi uwagami. Zbyszku że nasze wrażenia z meczu są rozbieżne, to tak bywa wielokrotnie i między piłkarzami i trenerami nie mówiąc o dziennikarzach lub o nas kibicach. Ty uważasz ze wygraliśmy dzięki dobrej grze i realizacji planów taktycznych, moim zdaniem mimo słabszej postawy zespołu a dzięki indywidualnym zagraniom, jeżeli nie wyciągniemy wniosków, przymkniemy oko na braki w imię czerpania satysfakcji z wygranej w przyszłości mogą pojawić się problemy.
15środa, 05, kwietnia 2017 19:44
Zbyszek
@Iocosus.
Wychodząc Tobie naprzeciw, pewno nieudolnie, starałem się wskazać na zasadnicze różnice w formule wartości na jakich opiera się ocena pomeczowa.
Kategorycznie nie zgadzam się na używanie słów dobrze,źle w ocenie gry piłkarzy w konkretnym meczu w oderwaniu od zadań taktycznych jakie mieli oni nałożone przez trenera.Chodzi tu o precyzję w używaniu języka ojczystego. Bowiem słowa dobrze,źle mają walor obiektywny. Natomiast to o czym Ty i Dalkub piszecie ma walor osobistego odczucia i jest wyrazem subiektywnego nastawienia. Gdybyś więc użył słów "moim zdaniem" , " w moim odczuciu /przekonaniu" lub "nie podobał mi się " ,to w ogóle bym na takie sformułowanie nie zareagował. Natomiast pisząc kategorycznie "grali piach" sugerujesz,że ma to walor niepodważalnej prawdziwości i niejako te słowa piszesz również w moim imieniu. Wkraczasz tym samym na moje wyłączne pole wolności sądzenia co mnie się podobało,a co nie. I używasz różnych przykładów,że mnie też miało się nie podobać.Wybacz,ale to czysty Gombrowicz.

A ja ani jednym słowem nie napisałem czy mnie się gra naszej drużyny podobała czy też nie. Szczerze powiem,że czułem niedosyt. Tylko,że ja podzieliłem się opinią,że sensowny był plan taktyczny trenera Nawałki i poprawne jego wykonanie. Pochwaliłem nie jakość gry naszej drużyny,ale jej efekt. Bo w piłce liczy się skuteczność. Po to podaję przykład sławetnego meczu na Wembley, aby uzmysłowić,że dla milionów kibiców w Polsce był to mecz, który nam otworzył wrota na MŚ , gdzie odnieśliśmy ogromny sukces.
A to w jakim stylu to się odbyło nie miało i nie ma żadnego znaczenia.

I ta nasza polemika jest tak trochę obok, gdyż na tej stronie i poprzednio na BzK,( ileż to już lat? ,nie wiem?) nie ukrywałem,że moją fascynacją jest piłka techniczna i poza naszą reprezentacją do moich ulubieńców należą Urugwaj, Argentyna i Hiszpania oraz ociupinkę Włosi, którym nie mogę darować nadmiernego obciążenia taktyką defensywną , którą podstępnie zaszczepił im "Mag" Helenio Herrera.Tym samym wolę patrzeć na grę otwartą, niż zamkniętą. Ale również nie mogę zamknąć oczu na dokonania drużyn, bo sympatia to jednak coś odmiennego od szacunku i uznania za wynik.Bo bokser, tenisista, piłkarz wychodzi na arenę sportową,aby wygrać, aby pokonać przeciwnika. Czynią to dla siebie, swojej drużyny, ale i dla kibiców. I oni wszyscy oceniają go po wyniku jaki osiągnął. Sposób w jaki to osiągnął jest co najwyżej pięciorzędowy. Stylem np. gry można usprawiedliwiać wyłącznie porażki, w rodzaju " lepsza gra niż wynik", "nie zasłużyli na przegraną " itd. Tylko,że to istoty i celu sportowej rywalizacji nie zmienia.On pozostaje stale od wieków taki sam.

Odnośnie innych kwestii to od dłuższego czasu mam w zanadrzu kilka pomysłów na felietoniki i tuszę ,iż znajdę trochę czasu,aby je napisać. Jednym z nich będzie zwrócenie uwagi na zupełny rozbrat z wiedzą o piłce naszych komentatorów, kolejnym to z czego wynikają dole i niedole trenerów oraz dalej upadek fair play. Ale powiadam,że muszę znaleźć te ok. 4 godzin,aby się skupić i napisać czyli wydobyć z zainspirowanej głowy treść zapisu. Ponieważ nie piszę na "brudno" to taki tekst stanowi jednorazówkę.
A odnośnie Stanowskiego to nie moje słowa,ale Pawła Zarzecznego z wywiadu dla studentów jednej z uczelni Wrocławia.Dalej w ten temat nie brnę. Również ze Stanowskim nie polemizuję. I tyle. Pozdrawiam.
16środa, 05, kwietnia 2017 23:57
iocosus
Zbyszek => no to teraz jesteśmy w domu Wink to znaczy jeżeli potraktowałeś moje uwagi jako próbę narzucenia jedynie słusznej "zobiektywizowanej" narracji która ma obowiązywać wszystkich czytających iocosusowy tekst, to wiedz że przedstawienie przez kogokolwiek w jakiejkolwiek sprawie własnego punktu widzenia jako prawdy objawionej i niepodważalnej działa i na mnie niczym czerwona płachta na byka.

Zatem spoko, zrozumiałem Twoje nastawienie, też bym je podzielał, natomiast jednak Zbyszku zwrócę nieśmiało uwagę, że w swoim tekście w wstępie do niego anonsującym zawartość napisałem wyraźnie, expresssis verbis: „O tym i nie tylko w subiektywnych ‘reprezentacyjnych refleksjach’". Zapewniam że tego post factum nie dopisałem! Smile Używałem w treści też zwrotów ‘moim zdaniem’ i ‘dla mnie’ jak widać niewystarczająco, ale teraz mam nadzieję że kwestia zostanie już ostatecznie wyjaśniona.

Masz Zbyszku absolutną rację twierdząc że: „to o czym Ty i Dalkub piszecie ma walor osobistego odczucia i jest wyrazem subiektywnego nastawienia” – ależ absolutnie tak, z takiego pierwotnego założenia wyszedłem i tego nie kryłem, a to podkreśliłem. Dla mnie ‘obiektywne’ mające w założeniu oddać faktyczny przebieg wydarzeń na boisku są na czarnej eLce tylko relacje meczowe Gawina, z racji swojej specyfiki, cała reszta, nasze spisane poglądy, uwagi, refleksje, oceny, czyli cała nasza ‘publicystyka’ są subiektywnym wyrazem naszych indywidualnych spostrzeżeń przefiltrowanych przez nasz autonomiczny zasób poznawczy oparty na zdobytej wiedzy, doświadczeniu. Pisałem o tym już na czarnej eLce, jesteśmy stroną publicystyczną, a zatem i subiektywną w wyrażanych treściach i ja tak traktuje własne wypociny to są moje przemyślenia oczywiście dążące do zbliżenia, odkrycia prawdziwego „sensu” (polecę szanownym Zgredem) ale obojętnie czy się do niego zbliżają czy od niego oddalają pozostaną subiektywnymi. Tak też traktuję teksty, wpisy, komentarze każdego z nas, jedne według mnie odkrywają „sens” (trafnie diagnozują rzeczywistość) inne błądzą to znaczy na własny użytek (we własnej głowie) tak je klasyfikuję. W tej klasyfikacji mogę się też jednak mylić, nikt z nas nie ma patentu na nieomylność. I na tym to nasze pitolenie polega żeby tego „sensu” poszukiwać poznając co każdy z nas w danym prezentowanym temacie ma do powiedzenia.

Aha, Zbyszek wedle tego co powyżej nie zgodzę się że gdybyś miał przekonanie że wyrażamy z Dalkubem jedynie subiektywne nasze wrażenie to byś nie zareagował? A dlaczego? Według mnie właśnie bardzo dobrze się dzieje gdy w jednym temacie możemy poznać różne subiektywne punkty widzenia. Dzięki temu własne zdanie można korygować, na podstawie wymiany argumentów albo je zmieniać albo w nim się utwierdzać. To może czynić zarówno aktywny jak i bierny świadek dyskusji. Przecież temu służy ta nasza ‘publicystyka’.

Czekam na zapowiadane felietony. O dziennikarzach też mi chodzi jeden tekst po głowie z gatunku że „nie taki diabeł straszny jak go malują” zatem nasze punkty widzenia ponownie być może będą nieco odmienne … i bardzo dobrze.

Nie piszę tego, ale Zbyszku cały czas pozdrawiam.
17piątek, 07, kwietnia 2017 14:43
kibic50
"Kategorycznie nie zgadzam się na używanie słów dobrze, źle w ocenie gry piłkarzy w konkretnym meczu w oderwaniu od zadań taktycznych jakie mieli oni nałożone przez trenera.Chodzi tu o precyzję w używaniu języka ojczystego. Bowiem słowa dobrze,źle mają walor obiektywny. Natomiast to o czym Ty i Dalkub piszecie ma walor osobistego odczucia i jest wyrazem subiektywnego nastawienia"

Dołączam się do Zbyszka szczególnie odnośnie drugiego z wymienionych. Sposób w jaki krytykuje drużynę jak piłkarzy Legii jest delikatnie mówiąc groteskowy.
Miałem nie zabierać głosu w temacie ale nie mogłem się powstrzymać po artykule nt Kucharczyka, jednego z bardziej krytykowanych przez niego piłkarzy.
Jak się mają osobiste odczucia do faktów ?

" Dziś ma na koncie pięć Pucharów Polski i trzy mistrzostwa. Do każdego trofeum dokładał cegłę – cegiełka brzmiałoby zbyt skromnie. Od debiutu z Bełchatowem w sierpniu 2010 roku, uzbierał 266 występów (19. miejsce w klubowej klasyfikacji wszech czasów), zdobył 53 bramki (22. lokata). W europejskich pucharach skuteczniejsi są tylko Kazimierz Deyna i Miroslav Radović (po 17 trafień) oraz Jan Pieszko (16). Janusz Żmijewski ustrzelił w Europie tyle samo bramek – 12. Te liczby muszą budzić respekt i szacunek, choć pewnie, gdyby głowa Kucharczyka czasem nie rozpalała się do czerwoności, bilans byłby okazalszy"

Z dedykacją dla tetryka Very Happy

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1