A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 48

Pani w jakiś czas po wizycie u lekarza ginekologa zastanawia się: „Siedziałam wygodnie w fotelu, a lekarz podłożył mi prawą dłoń pod lewy pośladek, lewą dłoń pod prawy pośladek... To czym on mnie badał?”. To było łatwe zadanie. Ale jak zbadać kto i dlaczego jest prawdziwym Legionistą to dopiero zagadka.

 

Miniony sezon był całkiem znośny, ale wbrew prognozom najprawdziwszych kibiców Legii, dla nich samych nie okazał się specjalnie korzystny. Różnym gwiazdom teatru, telewizji i estrady poświęcono wiele tekstów i dużo uwagi, zaś najwspanialszych kibiców Legii nikt nie pochwalił za podjęcie heroicznego boju z Niemcami oraz walk na różnych frontach z Żydami, Czarnymi, Arabami i innymi odmieńcami. Jedynie PZPN poświęcił im nieco uwagi, a UEFA ograniczyła swoje zainteresowanie do zamknięcia stadionu i zebrania haraczu. Ludzie, o których można by rzec, że udają poważnych, wręcz zaangażowanych prawdziwków, byli w przestrzeni publicznej ignorowani. Na to kwiat kibicowskiej Legii wszystkich innych ocenił, że są oni marnymi patriotami, o ile w ogóle są Polakami. To ostanie trudne jest do oceny, bo Polak to powołanie, żeby nie dodać, misja mesjanistyczna. Jednakowoż nie wiąże się z żadną wymierną produkcją, więc trudno to wartościować. Z kibicowskich enuncjacji można z dużą trudnością zrozumieć, że oni to Legia, a że Legia jest ogromna to inni, poza nimi, są przy niej tyci. To prawda. Polska ma ponad 1000 lat, a Legia już ponad 100, więc najstarsi kibice mają jednak mniej. Ale oni przynajmniej tak na oko jeszcze mniej. I sądząc po tym, że starszawych tam się nie uświadczy, do sędziwego wieku przy Legii nie dociągną. Zauroczenie Legią jest rodzajem młodzieńczej miłostki ze wszystkimi jej atrybutami, z których głupota jest najmniejszą. To pozwala na konstatację, że argument o wielkości jest przeciwskuteczny.  Oni na to, że wszystkim despektom, jakie ich spotykają na drodze służby majestatowi Polski i Legii, winni inni, np. Żydzi. Oczywiście nie wszyscy. Bo oni ich dzielą na tych dobrych i tych złych. Dobrym na ten przykład Tuwim, a złym Michnik. Tuwim zapewne ich ujął tymi słowy:
”... Lecz nade wszystko słowom naszym
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
 A sprawiedliwość – sprawiedliwość”
Pewnikiem mniej by go lubili, gdyby byli doczytali do końca rozdział II „Kwiatów polskich”, który rozbrzmiewa tak:
„Niech więcej Twego brzmi imienia
W uczynkach ludzi niż w ich pieśni,
Głupcom odejmij dar marzenia.
 A sny szlachetnych ucieleśnij”.
Oni nadal walczą z komuną, mimo (a może właśnie dlatego?) że jej już od pokolenia jej nie ma. Może właśnie dlatego? Bo teraz można, bo teraz nic za to nie grozi, a nawet towarzysko wzmacnia. I tu nie mogę się powstrzymać, aby słowami poety się posłużyć /Czesława Miłosza/:
”Strzeż się wariatów. Ci są mili,
Póki w zakładach ich więzili,
Albo trzymali w zwykłej stajni
Są wśród nich wariaci m i a r o d a j n i,
I każdy macha swą pałeczką
I patrzy z góry, moje dziecko,
Zaiste wariat na swobodzie
Największą klęską jest w przyrodzie”.

Kibicowscy patrioci na dowód, że są dobrymi Polakami przytaczają swoje przekonanie, że Wilno i Lwów powinny należeć do Polski. Widocznie uważają, że dobry Polak powinien być mocarstwowy, taki od stawu do grobli. Ja bym na ich miejscu poszedł do fryzjera i te miary patriotyzmu kazał sobie mocno przyciąć. Lepiej bowiem, aby każdy Polak jako człowiek miał syfilis, niż Polska jako kraj Wilno i Lwów jeszcze do wszystkich swoich kłopotów. Dalej oni powiadają,że oni są Polakami z Polaków, podczas gdy inni rdzenni nie są. W ten skomplikowany sposób chcą wykazać,że są patriotami, a nie rasistami. Również dlatego, że posiedli patent na Polskość i Legijność. Ale czy to dowód na to, że inni to swołocz? Owszem dowód, ale niewystarczający. Jeżeli chce się wykazać,że inni są obcoplemienni i nie są wystarczającymi patriotami, wystarczy przytoczyć odpowiednie zdania, zachowania, a nie męczyć przodków, Żołnierzy Wyklętych lub nieszczęsnego Dmowskiego.

Gdy zaś chce się wykazać, że Polacy to nadzwyczaj tolerancyjna nacja, lepiej tę tolerancję okazać, niż wydzierać się, że ktoś tam obraża naród polski, pisząc prawdę o naszych przewinach i przywarach. I do tego nie wszystkiego są prawie przekonani, że ich popierają prawie wszyscy, z czego wynikałoby, że udało im się stworzyć zjednoczenie narodowo patriotyczne, o którym tak wielu marzyło. Jednak z całym uznaniem to przed nimi tak zjednoczyć naród polski udało się wyłącznie Adolfowi Hitlerowi. Lecz jakaż tu dysproporcja sił i wysiłku.

Nie można im odmówić jakiejś cząstki racji. Gdyż wielu z tych „inżynierów dusz ludzkich” wraz z zakończeniem ich misji przestało być Polakami i stało się członkami innych narodów. Tylko jakim cudem oni wszystkim innym sugerują, że są tamtych pobratymcami i spadkobiercami. Z tego gadania im też nic nie przybywa. A już osobliwie nie da się wywieść, że Polacy są na czele ras i zdetronizować w tym bezsensie Germańców. Bo ta paranoja rasistowska zaczęła się od tego, że przed ponad 200 laty dostrzeżono różnice w wyglądzie ludzi i zaczęto je badać i opisywać. Wreszcie jakiś psychopata napisał, że jedne rasy są lepsze, a inne gorsze. A że był on Niemcem to doszedł do wniosku, że to rasa Germańska jest najświetniejsza i że to ona nabyła przez tę swoją przypadłość prawo do rządzenia innymi. Jak się skończyły te omamy o wielkości wiemy i warto o tym pamiętać, żeby się nie wpier... i żeby się nie wypier.... Oni oczywiście jak oznajmiają Adolfa nie lubią, ale symboliką morderców swoich pradziadków, prababć, dziadków i babć, ochoczo się posługują.

Ale najśmieszniejsze jest to,że przy tych wszystkich bezeceństwach, traktując wrogość i nienawiść wobec innych jako swoje paliwo i spoiwo, uważają siebie za pokrzywdzonych. Do tej z gruntu wymyślonej i fałszywej sytuacji dorabiają ideologie, które opisałem powyżej, gdyż one przypominają mi jako żywo znane powiedzenie jednego z bohaterów farsy Majakowskiego, że „Lepiej umrzeć pod czerwonym sztandarem , niż pod płotem”. Ich zdaniem jest to dowód na to, że wszyscy oprócz nich są złymi Polakami i takimiż legionistami, ponieważ nam nie podobają się dzieła, fakty, postacie, wypowiedzi, hasła, symbole, które dobrego Polaka powinny zachwycać. Nie podejmuje się tylko próby udowodnienia, że to my nie mamy racji. A przecież zły Polak może mieć rację. Może. Gdyby zaś tę tezę odrzucić to każdy musi zgodzić się z twierdzeniem, że dobry Polak może racji nie mieć. Radzę uznać te logiczne zasady i je stosować, choćby wobec tej stadionowej większości, a wtedy polemiki nabrałyby sensu. Bowiem kura to polskie zwierzę, jak najbardziej, ale tranu nie daje, a taki wieloryb odstaje od pejzażu wsi polskiej, ale gdyby go przeciąć to i owszem.

Po tym co powyżej napisałem nabrałem takiej ochoty, aby ich wszystkich posadzić sobie na kolankach, łebki ogolone pogłaskać, noski wysmarkać, oczęta obetrzeć i buźki ucałować  - taka mnie ogarnęła czułostkowość. Wstrzymują mnie tylko panujące rygory obyczajowe. Karesy takie byłyby przez plotkarstwo opacznie zinterpretowane. Ja też za ich guru byłem gotów nosić teczkę. Cóż, kiedy teczki nie miał. Zło to może i wyszło mi na dobre, bo albo Mistrz stracił aromat, albo ja przypadkiem zacząłem się rozwijać umysłowo.

Jednak ujmują mnie najprawdziwsi kibice za serce tym, że uważają, iż w Polsce rządzi silna koteria, która uczyniła straszne spustoszenie, po czym jej członkowie przekabacili się na liberałów i odnowicieli. Gdyby tę mafię udało się pogonić, nic by nie burzyło świetlanej przyszłości. Ani doskonałego własnego samopoczucia. Nic to, że klub nasz i jego wierni kibice postrzegani są w Europie jako rodzaj zarazy, od której im dalej tym lepiej, nic to, że te hasełka i symbole stanowią już ramotę, o których znaczeniu nikt nie pamięta, tak, że nawet prokuratura nie stawia nikomu zarzutów, bo wie, że nie rozumieją znaczenia tego za czym gardłują.

Ale jest coś za coś. Zwykli mieszkańcy Warszawy, nie tylko ci, których dotknęło nieszczęście wracania po ciężkim dniu pracy do domu środkami komunikacji miejskiej w dniu meczu domagają się  ukrócenia swawoli. Bo to jest hańba dla Warszawy, że jej klub i jego mieszkańcy postrzegani są w tak niesmacznym kontekście. A dla nich istnienie zagrożenia i jego absolutyzowanie stanowi łatwe wytłumaczenie własnych klęsk. Gdybym więc im zaproponował, aby wytykając niepatriotyzm innym, spojrzeli na siebie tak dla odmiany bardziej obiektywnie, byłaby to propozycja naiwnie nierealna i chyba niehumanitarna.

Ktoś i słusznie może  zapytać, a czemu ja taki subtelny wobec nich jestem. Otóż ja nie mogę wyznać co o nich szczerze myślę, gdyż wyrażenie najdelikatniejszej z tych myśli ściągnęłoby na  mnie wyrok skazujący za obrazę kwalifikowaną i to w trybie bezamnestyjnym i bezwarunkowym.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1