A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 51

Namnożyło się zbawców Legii co niemiara. Jeden wietrzy spiski i siłę sprawczą przypisuje dziurze, tyle że budżetowej, inny wolałby, aby wydawano pieniądze, a nie żeby je rozdawano, kolejny pragnie, aby wszyscy spijali sobie miodzik z dzióbków i wołali: kochajmy się, a jeszcze inny, żeby ukarać, rozliczyć, a najlepiej rozpędzić na cztery strony świata.

Pomniejszych proroków pomijam, gdyż mówią mętnie, np. że przegrała cała nasza piłka,  odnoszenie się do ich wypocin jest poniżej poziomu. Najśmieszniejsze i paradoksalne jest to, że wszyscy mają rację. Bo to wszystko czysta prawda. Rozdawanie pieniędzy, głównie na chybione zakupy i przedwczesne spłaty zobowiązań nie pozwoliło dokonać wartościowych transferów i obiektywnie osłabiło drużynę, a dziura w budżecie nie pozwala na tworzenie bazy infrastrukturalnej dla rozwoju. Drużyna nie stanowiła monolitu i nie widać w jej poczynaniach jednolitości i determinacji w dążeniu do celu. I przy tej okazji ktoś odkurzył stare przysłowie, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje, tylko że sam zaczął polowanie na czarownice. Gorzej, że to wszystko zasłona dymna mająca ukryć walkę o fuchy ukrytą pod pozorem rozliczeń. Zapewne odmienne byłyby nastroje, gdyby zawodnicy byli w lepszej dyspozycji fizycznej, a taktyka drużyny dostosowana do rywali i możliwości wykonawczych. I rzeczywiście przy współczesnych metodach badania procesów fizjologicznych nietrafienie z formą na czas kiedy jest ona najbardziej potrzebna jest trudne do zrozumienia i wytłumaczenia. Chyba, że mamy do czynienia z ludźmi permanentnie uczącymi się tzw. wiecznymi studentami. Opowiadania o słabości naszej piłki, o przemęczeniu należy włożyć pomiędzy bujdy, chociażby po ich konfrontacji z grą takiego Kuby Rzeźniczaka w barwach Karabachu. Rzeźniczak niechciany w Legii sprawdził się w drużynie, która awansowała do LM, imponując wysoką intensywności gry, do jakiej zawodnicy Legii nawet się nie zbliżyli. Tylko że to wszystko, mówiąc potocznie, stanowi musztardę po obiedzie. Zbawcy doznali olśnienia po klęsce, stali się najmądrzejsi kiedy już niczemu nie można było zaradzić. Co się stało to się nie odstanie. Do idiotyzmów należy zaliczyć głosy mówiące, że należy wyciągnąć wnioski, żeby się nie powtórzyło. Bo to oznaczało totalną tak zwaną rozpierduchę, rewolucję w najgorszym jakobińskim wydaniu, zburzenie bez planu odbudowy. Można te teksty skwitować stwierdzeniem, że krytykom łatwiej, bo obiektywnie mają co krytykować, a to, że przedmiot krytyki istnieje realnie to już nie ich wina.

Na tle tych wydarzeń, co w historii Legii nie nowe, a nawet rzekłbym, że dla starszych kibiców notoryczne - nieśmiało przebija się kwestia pieniędzy i poważniejszy temat autorytetu. Dalszy ciąg felietonu będzie pochwałą oszczędzania i autorytetu.

Chyba żadna konwencjonalna cnota nie jest traktowana z większą pogardą niż oszczędność. Oszczędność uchodzi za najmniej wzniosłą z ludzkich cnót, za cechę cenioną przez tchórzy i dorobkiewiczów, która nawet jako zaleta jest płaska, a jako wada jest nudna. A przecież nie istnieje zaleta posiadająca więcej romantyzmu. Oszczędność rodzi się z wyobraźni, bo rodzi się wówczas, gdy zdajemy sobie sprawę z wartości rozmaitych rzeczy. Np. każde morderstwo jest nieoszczędne. Zmarnowanie całego człowieka dla uzyskania chwilowej emocji, w dodatku często rozczarowującej to działanie ekonomicznie nieracjonalne. Wiem oczywiście, że słowo ekonomicznie jest tu nieodpowiednie, ale chciałem gdzieś zapisać to wszechmodne słowo i popatrzeć na nie przez chwilę, bez lubości. Zaś każde marnotrawstwo jest z natury podobne do morderstwa. Jest zaprzeczeniem, destrukcją i wymazaniem czegoś, czego nie umiemy ani docenić, ani zrozumieć.

Wyrzucamy złotówkę w błoto, bo nie zdajemy sobie sprawy z jej dalekosiężnych perspektyw. Ja sam zamordowałem w życiu wiele złotówek, a nawet ich tysięcy. Wcale bowiem nie twierdzę - powiedzmy to jasno - że ktokolwiek zdoła bez trudu pielęgnować w sobie ową poezję oszczędzania. Jesteśmy skłonni zapominać o wzniosłości złotówek, po prostu dlatego, że są dla nas chlebem powszednim. Bardzo trudno w praktyce być człowiekiem oszczędnym. Pewien ksiądz, wielki przeciwnik picia alkoholu, udzielając wywiadu gazecie powiedział, że przez wiele lat próbował nauczyć pijaków pić z umiarem, lecz ani razu mu się to nie udało. Dziennikarz z mimowolną życzliwością notując te słowa pomylił się i w gazecie ukazała się informacja, że to ksiądz próbował pić z umiarem, ale ani razu mu się to nie udało. To samo dotyczy wielkiej idei oszczędzania. Piszący te słowa, bardzo długo próbował żyć oszczędnie wedle roztropnych zasad ekonomii i też mu nie wyszło. Myślę jednak, że wyrosło to z moich rozlicznych wad i braków, wśród których rozrzutność należy do tych pomniejszych. Ktoś kto odbiera resztę w sklepie i bez patrzenia wrzuca ją do portfela należy do tego samego gatunku. Tylko ten docenia to co posiada, kto mając dużo z pietyzmem ogląda każdy wydany grosz i doskonale wie na co go wyda. Tacy Francuzi, naród wybitny, są narodem wybitnie skąpym. Taki Polak, ze swoim solidnym zdrowym chłopskim rozsądkiem, wyrzuca każdy skrawek jedzenia, który na pierwszy rzut oka wydaje mu się nieprzydatny,albo przeterminowany. Francuzi z tych skrawków potrafią robić wykwintne, cywilizowane potrawy zwane doskonałą kuchnią francuską. Bo oszczędności to inna nazwa uniwersalizmu. Autentyczny, rozważny człowiek postrzega każdy przedmiot na tej ziemi jako coś, co posiada wartość i tajemną przydatność, z wyjątkiem może pojazdu do wywozu śmieci. W dawnych czasach uważano, że wykwint wyraża się w kosztownościach i innych temu podobnych ekstrawagancjach. Współczesna cywilizacja powinna wyrażać się w taniości. Bo przecież nie jest rzeczą normalną, aby ta sam woda na pustyni była wiele razy droższa od tej wodociągowej. Ona na pustyni ratuje czasem życie, które jest bezcenne, czyli nie mające ceny, a więc najtańsze. W naszych nowoczesnych czasach dokonaliśmy takiego mylnego stopniowania, które dotyczy dwóch rzeczy nieporównywalnych i wręcz sprzecznych jaką jest relacja pomiędzy skąpstwem a oszczędzaniem. Również i w tym wypadku jednostka może przejść od jednego stadium do drugiego, ale zawsze odbędzie się to przez pogwałcenie oszczędności, a nie przez ich rozrost. Skąpstwo jest przeciwieństwem oszczędzania, bo tak już w życiu bywa, że nawet zbożna idea może wytworzyć swoje przeciwieństwo. Miłość też może przemienić się w nienawiść, zdarza się, że przyjaciele najpierw by poszli za sobą w ogień, nie mówię o rządach w Legii, a potem chętnie by się pomordowali. Nie zmienia to jednak faktu, że miłość jest przeciwieństwem nienawiści, a przyjaźń i morderstwo nie są tym samym i nie utożsamiają ich nawet najbardziej postępowi myśliciele. Człowiek, który w młodości był np. rozpustny, może do tego stopnia zatruć się rozpustą, że na stare lata zrobi się z niego surowy i dogmatyczny purytanin. Na tej samej zasadzie z człowieka oszczędnego może zrobić się skąpiec. Skąpiec to osobnik, który w poszukiwaniu oszczędności zszedł na złą drogę i zaczął szukać już nie oszczędności, ale pieniędzy. Ten rodzaj obłędu zawsze nawiedza człowieka jako pokusa i zwyrodnienie. Więc obyśmy tylko oszczędni byli. Chyba to tylko nam w naszej kochanej Legii pozostało. Jak przyoszczędzimy to będziemy mieli, a  jak wydajemy to nie mamy i nie mamy na co mieć.
A teraz zdań kilka o autorytecie, o którym to wiele osób słysząc, odczuwa szczerą i niekłamaną irytację. Albo zakładają, że autorytet to pompatyczna nazwa dla narzucania innym swojej woli, albo w najlepszym razie myślą, że takie narzucanie jest nadużyciem władzy, jaką daje autorytet. Tymczasem „narzucanie” i „autorytet” to pojęcia wzajemnie sprzeczne. Tyrania stanowi odwrotność autorytetu. Bo przecież autorytet osoby mierzony jest jej wiedzą, kompetencją i siłą moralną, a autorytet instytucji to prawomocność jej nakazów. Teoretycy mogą przedstawiać wiele definicji autorytetu, ale dla moich rozważań  wystarczy nazwanie tego co postrzegamy naszymi zmysłami, a mianowicie, że autorytet może być ujarzmiający albo wyzwalający. Ten ujarzmiający rządny jest podporządkowania sobie podwładnych poprzez system zakazów i nakazów. Znany dobrze w pedagogice, a wynikający z naśladownictwa władzy rodzicielskiej, państwowej czy kościelnej.

Autorytet wyzwalający inspiruje i konstruktywnie wpływa na postępowanie osób, mobilizuje do inicjatywy, stymuluje zapał, wyobraźnię i intelekt. Wynika on zawsze z prestiżu opartego o w miarę powszechne wartości. Takie osoby uważa się za godne zaufania dla ich profesjonalizmu, prawdomówności, bezstronności i skuteczności efektów działania. Słusznie wiązany jest z cechami przywódczymi, którym osoby podwładne skłonne są ulegać, podporządkowywać się i wykonywać polecenia, a nawet tylko sugestie. Tym samym władza mająca autorytet jest władzą opartą na słuszności. Autorytatywne rozstrzygnięcie opiera się na słuszności i dlatego jest słuszne i dla zasady niekwestionowalne. Owszem, zdarza się na tym niedoskonałym świecie, że ktoś ma słuszność, a nie ma władzy. Lecz jeśli ma władzę, za którą nie stoi słuszność, to nie ma za grosz autorytetu. Skoro więc jeżeli ktoś uważa, że każda forma kierowania innym człowiekiem jest niesprawiedliwa, to nie musi mówić, że nie lubi autorytetów, wystarczy powiedzieć, że nie cierpi niesprawiedliwości. Niesprawiedliwość bowiem z samej swej diabelskiej natury autorytetu nie posiada i raczej go nie potrzebuje. Człowiek może zdobyć autorytet, gdy oprze się na czymś lepszym i doskonalszym niż on sam. Lecz ktoś kto zastrasza innych i wymusza na nich posłuszeństwo opiera swe roszczenie do autorytetu na sobie samym. Nie jest więc tak, że najpierw istnieje autorytet, potem władza, a na końcu tyrania, będąca zaprzeczeniem władzy i autorytetu. Tylko, że ciągoty autorytarne istnieją u każdej władzy, w każdej instytucji, pomimo że to urąga zasadzie, że źródłem ich legitymizacji jest słuszność.

I tu ponownie wracamy do początkowych zdań felietonu. To, że wielu napada tak beztrosko i poucza tak bezczelnie wynika wprost z tego, że tego autorytetu i tych autorytetów jest w Legii stanowczo za mało i stąd tego respektu i tego szacunku też jest za mało. Sprowadzanie problemów Legii do ilości pieniędzy, które niby mają być lekiem na całe zło, jest wszak despektem dla intelektu.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1