A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 52

Słabość naszej cywilizacji można najlepiej wyrazić, mówiąc że bardziej troszczy się ona o naukę niż o prawdę. Chlubi się bardziej swymi metodami niż skutkami. Zadowala się precyzją, dyscypliną i dobrym systemem przekazywania informacji, niespecjalnie dbając o kontakt z rzeczywistością.

Kłopot w tym, że istnieją przekłamania równie precyzyjne jak fakty. Dyscyplina może oznaczać, że stu ludzi w tej samej chwili robi ten sam błąd, a dobry system przekazywania informacji może w praktyce niewiele różnić się od, dajmy na to, szerzenia pedofilii. Najogólniej mówiąc, żyjemy w czasach nauki pragnącej wiedzieć, o której godzinie samolot przylatuje na lotnisko według rozkładu lotów, ale nietroszczącej się zbytnio, czy w ogóle jakiś samolot gdziekolwiek leci. A za najmądrzejszych i lepszych od innych uchodzić chcą ci, którzy mają więcej zer na koncie, pomimo że zero zawsze pozostanie zerem i kolekcjonowanie zer jest kolekcjonowaniem nicości. I w ten oto prosty sposób przechodzimy do krótkiej analizy mitów szkodzących Legii w prawdziwym oglądzie rzeczywistości.

Pieniądze.
Czytam różniste wypowiedzi, w których znawcy wszelkiego typu podkreślają, że Legia nie ma budżetu np. Bayernu, tylko wiele mniejszy. Co ja przeczytawszy stwierdzam z przerażeniem, że nie rozumiem. Bo co z tego niby ma wynikać, że jeden jest biedniejszy a drugi bogatszy, albo że gdyby Legia miała pieniądze Bayernu to zawojowałaby świat. Żeby mieć to trzeba zarobić, a jak się nie zarabia to się nie ma. Tylko że samo porównanie nie ma żadnego sensu, bo Legia póki co z Bayernem nie rywalizuje, więc jeżeli chcemy cokolwiek porównywać to z tym z czym da się porównanie zrobić. Spróbujmy jednak porównać różnice w przychodach klubów kilku lig, w tym polskiej oraz różnice pomiędzy klubami rywalizującymi w rozgrywkach europejskich. Otóż przychody Bayernu Monachium są około 2-3 razy większe od kolejnych drużyn w tabeli. W takiej lidze Kazachstanu Astana ma przewagę wielokrotnie większą nad resztą stawki, podobnie jak Szeryf w lidze mołdawskiej. Jak na tym tle wypada Legia? Według danych za ostatni sezon Legia osiągnęła przychód wielokrotnie wyższy od wicemistrza (281 milionów w stosunku do niespełna 35 milionów). To porównanie zaświadcza o tym, że przewaga w przychodach przekłada się w innych klubach na przewagę wynikową. A w Legii niekoniecznie. Co prawda zdobywamy tytuły, ale z ogromnym trudem i z niewielką przewagą, i gdzie nam pod tym względem do Bayernu czy nawet Astany i Szeryfa. W eliminacjach rozgrywek europejskich oddaliśmy pole zespołom finansowo od nas słabszym. Mówiąc uczenie, efektywność wydatkowania kapitału w Legii jest w porównaniu z wieloma innymi klubami w tej samej sytuacji faktycznej jest niska, a mówiąc wprost marnujemy środki pieniężne i im więcej byśmy ich mieli tym więcej byśmy marnowali. Pisałem już o tym, ale powtórzę, że tylko biedacy wydają pieniądze bez przyglądania się im, bogaty nim wyda obejrzy każdą złotówkę kilka razy. Zacznijmy być jak ci bogacze.

Zarządzanie klubem.
Właściciel nie musi znać się na piłce nożnej i w naszej piłce to jest norma. I jeżeli tak jest to jak staje się prezesem klubu to musi mieć kogoś kto tę wiedzę o funkcjonowaniu klubu piłkarskiego posiada. W Polsce przyjęło się, że kimś takim jest fachowy dyrektor sportowy. Ale właściciel nie musi być prezesem i wówczas wynajmuje na to stanowisko fachowca. Co to znaczy fachowca? Nie jest nim tak jak to się w większości naszych klubów dzieje były piłkarz, bo nie ma ku temu kwalifikacji. To tak jak pacjent po wielu wizytach u lekarzy i paru pobytach w szpitalu uznałby się raptem za doktora. Taki człowiek powinien mieć albo studia z dziedziny zarządzania i kurs trenerski, albo studia wychowania fizycznego i podyplomowe studium zarządzania. Natomiast w Legii od wielu lat mieliśmy do czynienia z chorym układem zarządzania, gdyż żaden z prezesów z ITI nie miał pojęcia o piłce, podobnie jak panowie Leśnodorski i Mioduski. A tymi, którzy mieli być podporami części sportowej klubu byli b. zawodnicy Marek Jóźwiak i Michał Żewłakow. Oprócz bycia niezłymi piłkarzami o innych ich kwalifikacjach nie było śladu. Ponieważ na metodyce zarządzania piłką się nie znali to swoją rolę sprowadzili do tej części, która obejmuje transfery i to nie ponosząc za te wybitnie nieudane żadnej odpowiedzialności. Wynik tej amatorszczyzny był łatwy do przewidzenia.

Przy czym nie jest to jedyny model zarządzania klubem piłkarskim. Na Wyspach Brytyjskich przyjął się model menedżerski, w którym nie ma kogoś takiego jak dyrektor sportowy, ale trener organizuje i odpowiada za wszystko. Jak to opisał SAF, on sam zajmował się wszystkim, od koloru ścian szatni, poprzez nadzór nad procesem treningowym, ustalanie indywidualnych programów rozwoju, wyznaczanie kadry meczowej i transfery. Miał do pomocy w szczytowym okresie 46 osób, którym przydzielał zadania do wykonania i z nich ich rozliczał. Ponieważ w Polsce tak naprawdę nie ma wykwalifikowanych dyrektorów sportowych to celowym wydaje się spróbowanie zastosowania modelu brytyjskiego. I zmiany w Legii tyczą nie tylko personaliów, ale i zmiany modelu zarządzania klubem.

Kadra szkoleniowa.
Nie sięgając wstecz, od 10 lat w Legii było tylko dwóch trenerów, którzy powinni pracować w tym klubie, a mianowicie Maciej Skorża i Stanisław Czerczesow. Pozostali to były fanaberie właścicieli, którzy nie znając się na piłce uważali chyba, że ten fach to coś takiego jak umiejętność wbijania gwoździ, wystarczą chęci, bo robota jest czysta i prosta. W te zdania wpisuje się i postać Jacka Magiery. Został on zatrudniony w charakterze strażaka na czas gaszenia pożaru, do czasu znalezienia „prawdziwego” trenera dla Legii. Tak się szczęśliwie złożyło, że kiedy nastał, zawodnicy odzyskali świeżość,a  VOO pokazał się jako gracz decydujący o obliczu drużyny. Tę przemianę przypisano Magierze, ba, zaczęto kreować trenera na bohatera. Ja mam ogromną pretensję do Magiery, że nie przyznał, iż jesienne sukcesy były w znacznej części zasługą poprzednika, który dobrze przygotował zespół i sprowadził VOO i Moulina. Zupełnie jakby był jakimś przeambicjonowanym małolatem, który tromtadractwem zastępuje brak kwalifikacji. Magiera powinien zostać zwolniony po zakończeniu rundy w grudniu zeszłego roku. Można spytać, jak zwolnić bohatera mediów? Ano tak jak to zrobił właściciel Korony, zwalniając trenera Bartoszka. Media poszalały, ale dziś już nikt o Bartoszku nie wspomni. Tylko że w Legii w rozkwicie konfliktu właścicielskiego nie miał kto tego zrobić i wziąć na swoje barki ataku medialnego. Tak to Magiera trwał i jak to bywa z prowizorkami wydawało się, że będzie trwał. Najpierw jak zaczął kolejną rundę jako trener to powinien go dokończyć, jak zdobędzie tytuł to powinien zostać, a ponieważ Legia go wywalczyła, to powinien prowadzić klub w eliminacjach europejskich. A przecież gołym okiem było widać, że zadanie go przerosło, że zawodnicy Legii grają z każdym meczem gorzej nie lepiej, że trener miota się personalnie i taktycznie, ze nie ma pojęcia co się dzieje i próbuje szukać rozwiązań metodą prób i błędów.

Trzymając Magierę na funkcji, do której nie miał ani kwalifikacji, ani  wiedzy, ani doświadczenia, uczyniono mu krzywdę. Inna rzecz, że nie miał  wykwalifikowanego trenera przygotowania fizycznego z prawdziwego zdarzenia i ten brak był aż za bardzo widoczny. Zmiany które zaszły w sztabie szkoleniowym są niezbędne, ale przyszły o wiele miesięcy i o wiele milionów straty za późno.

Zawodnicy.
Po meczu ze Śląskiem wyczytałem wiele mądrości, jak na przykład ta, że Legia nie ma jakości w ataku. Jest to nieudana i nieudolna próba bronienia tego czego obronić się nie da. Stare powiedzenie głosi, że: ”Krawiec kraje jak mu materii staje”. W tym miejscu pokreślmy słowo krawiec, bo oznacza ono fachowca od czegoś tam. Jak ktoś się przyucza się do zawodu to i z diamentu zrobi ledwo ociosany kamyk węgielny, któremu do brylantu bardzo daleko. Powiadanie,że o braku strzelanych bramek i wygrywania meczów przesądza brak 3 kontuzjowanych zawodników jest w świetle faktów nonsensowne. Złośliwie napiszę, że nie mamy też Lewandowskiego, Ronaldo czy Ibrahimovicia i nic z tej wiedzy nie wynika. Bo gołe i widoczne w meczu ze Śląskiem fakty były takie, że rzekomą jakość w ataku Śląska zapewniali niechciany w Legii i wywalony z niej Piech oraz Robak, o sprowadzeniu którego w Legii nawet nie pomyślano. W ten sposób jako wzorzec do jakości gry w ataku stawia się zawodników, którzy grają ledwie poprawnie. Chociaż znowu złośliwie można rzec, że dla Legii byli za słabi, a na Legię okazali się za mocni. Tylko że tacy zawodnicy jak Pasquato i Sadiku byli absolutnie poza finansowym zasięgiem Śląska> W związku z czym albo byli oni przeszacowani w stosunku do umiejętności, albo inne przyczyny sprawiają, że nie są w stanie wykazać się umiejętnościami. Lecz przecież nie o takie porównania chodzi. Całą nasza drużyna była słabsza, na każdej pozycji i w każdej formacji. I to jest podstawowy problem, że nasza drużyna popadła w przeciętność, mając wielu nieprzeciętnych zawodników. Ten stan rzeczy może być zmieniony tylko metodą rewolucyjną i dobrze, że do takiego trzęsienia ziemi wreszcie doszło.

I będą dwa zakończenia felietonu.
Jedno to fragment pięknego wiersza Wisławy Szymborskiej:
„...Był klucz i nagle nie ma klucza
     Jak dostaniemy się do domu?
Może ktoś znajdzie klucz zgubiony
Obejrzy go – i cóż mu po nim?
Idzie i w ręce go podrzuca
Jak bryłkę żelaznego złomu..”

I drugie to refleksja osobista po przeczytaniu powyżej napisanego tekstu. Stałem przed lustrem i mówiłem: jestem stary, łysy i brzydki. Żono! powiedz mi jakiś komplement. A żona: masz dobry wzrok.

I to by było na tyle.

Dyskusja (7)
1czwartek, 14, września 2017 22:46
Dzynek
Dyrektor sportowy
Po prostu nie mogę się nie zgodzić. Dla mnie zawsze zadziwiające było naiwne myślenie działaczy, że najlepszą osobą do zarządzania pionem sportowym będzie były piłkarz. Właśnie nie zastanawiano się nad kwalifikacjami, nad doświadczeniem jak to się normalnie robi w innych dziedzinach. Myślano, że skoro grał to wie wszystko. Ba, nawet granie za granicą zostało wzniesione na piedestał kompetencji jako tzw. kontakty w świecie. I o dziwo nie idzie tego myślenia wyplenić z głów wydawałoby się inteligentnych osób. Ja nawet byłbym zadowolony gdyby taki Żewłakow zechciał nadrobić braki w edukacji. Ale skoro nikt tego od niego nie wymaga (niezrozumiałe skoro trąbiliśmy, że chcemy sobie wychować fachowców) to i on jako przecież były piłkarz nie czuje się zobligowany. Widzi swoją rolę tylko jako poszukiwacz diamentów. Ale nie taki wyszkolony lecz szuka na tzw. czuja. I przez tak ułomne pojęcie ww. funkcji w naszych klubach przestano rozwijać piłkarzy. Ja się wcale nie dziwę, że trenerzy cały czas oczekują wzmocnień bo wzmocnienia za poprzedniego trenera oczywiście nie okazały się wzmocnieniami. Sami trenerzy idą na łatwiznę skoro dyrektor sportowy nie przedstawia innej możliwości rozwoju sportowego drużyny jak tylko poprzez transfery. Nie dziwi mnie więc dlaczego nasze kluby nie są w stanie wychowywać pokolenia dobrych piłkarzy skoro optyka skierowana jest tylko na transfery.
Skoro więc oczekujemy od trenerów posiadania licencji trenerskich to tym bardziej dyrektorzy sportowi powinni stosownym dokumentem potwierdzającym kwalifikacje dysponować. Czy doczekam się u nas takiego odpowiednika Fifa Master nie wiem, jednak jeśli dało się z lekarzami to tym bardziej da się z byłymi piłkarzami. Dla mnie jest to jeden z głównych powodów zapaści ligowej piłki. Bez wyszkolonych dyrektorów sportowych nie będziemy w stanie dobrej infrastruktury i licznych szkółek piłkarskich przekuć w wyniki.

Najwidoczniej wdrożyliśmy menadżerski model zarządzania klubem. Tylko zauważ, że do tego modelu także potrzeba osób wykwalifikowanych. Możemy i tu uznać, że osób mogących sprawować taką funkcję także w Polsce nie znajdziemy. Poza tym uważam, że nie przeszliśmy na ten model tylko dlatego, że uznaliśmy, że on będzie dla nas bardziej odpowiedni. Wydaje mi się, że zostaliśmy do tego zmuszeni. To Romeo Jozak tak sobie ustawił kompetencje, że faktycznie nie ma nad sobą nadzoru i ściągnął ludzi, którzy będą stricte od czarnej roboty.
Tak komfortowa pozycja nie zostałaby stworzona dla jakiegokolwiek trenera krajowego choćby dysponował odpowiednimi dyplomami. To wygląda na warunek przyjścia do Legii. I patrząc na dotychczasową praktykę w zarządzaniu pionem sportowym nagle dostrzegam, że ten model zarządzania, z ludźmi z zewnątrz jest wręcz nam niezbędny do zorganizowania struktur i narzędzi do prowadzenia polityki sportowej klubu, co u nas funkcjonowało na zasadzie uda. Choć uważam ten ruch za objaw szaleństwa to o dziwo w rej materii może się powieść. Warto też zauważyć, że ten ruch jest także wynikiem konstatacji, że nie jesteśmy w stanie sami sobie wychować odpowiednich specjalistów. Nie w ten sposób jak chciała Legia. Rzekłbym: uff. w końcu poszliśmy po rozum do głowy.

Z ocenami trenerów jednak się nie zgodzę. Nie bardzo wiem dlaczego cenisz Macieja Skorżę. Z sukcesami on mi się kojarzy w Wiśle a nie w Legii. Powiedzmy, że później sukcesów już nie miał. Nawet to mistrzostwo z Lechem przypisuje się słabości Legii a nie sile Lecha. Czas pokazuje, że był dobry w okresie jednej mody taktycznej i poprzestał na tej wiedzy, co widać po Pogoni Szczecin.
Natomiast uważam, że zbyt surowo obszedłeś się z Jackiem Magierą. Nawet rzekłbym, że to umyślna prowokacja. Co do edukacji nie widzę problemu. Uprawnienia najwyższe w tym kraju zdobył, czyli wiedzę ma większą niż przysłowiowy młotkowy. Doświadczenia jednak mało, ale systematycznie gromadził. Wiele lat jako obserwator, wiele lat jako uczeń Skorży, Urbana. Trenował także przez rok rezerwy i zaczął ciut wyżej w Zagłębiu. I był chwalony za robotę. A ż wstyd mi ci to przypominać. Nawet jeśli uznamy go za strażaka to jednak nie najgorzej przygotowanego. Nie idealnie, ale rokująco. Zgodzę się, że nagła zmiana gry Legii mogła być spowodowana wejściem w odpowiednią fazę makrocyklu treningowego, ale też trudno nam nie dostrzegać zmian wewnętrznych zasad, w komunikacji, w rolach zawodników, które pomogły uwolnić moc w drużynie. Absolutnie nie godzę się aby jesienną LM zawdzięczać tylko sztabowi Besnika Hasiego, a Magierę uważać za rentiera przygotowań.

Może i powinno się Magierę w grudniu zwolnić tylko musiałby pójść sygnał od dyrektora sportowego poparty analizą.
Dochodzimy jednak do przekonania, że Michał Żewłakow zupełnie nie był w stanie analizować z powodu ułomności edukacyjnych. Jednak jeśli nawet wniosek o odwołanie Magiery by powstał to argumentów na jego obalenie byłaby miażdżąca większość. Bo jak byśmy taki wniosek uzasadniali? Szczerze to byłoby bardzo karkołomne w tamtym czasie.
Choć dostrzegaliśmy problemy to w owym czasie trenera broniły wyniki na wszystkich frontach i w tak medialnym klubie oszołomstwem byłoby szukanie innego trenera. Legia to nie Korona. Tu tak łatwo by nie przeszło. Naturalnie więc Magiera pracował dalej.
Oczywiście zgodzę się z twoją oceną skutków pracy w kolejnych miesiącach. Tylko mało kto się spodziewał w grudniu, że już samodzielne przygotowywanie drużyny i zawodników nie będzie dobre. Z perspektywy czasu możemy teraz gdybać. Ale też warto sobie wyobrazić co by było gdyby miał Jozaka za dyrektora sportowego, Panikova za trenera przygotowania fizycznego i Sokołowskiego od indywidualnych treningów.
Na sukcesy i porażki jednak składa się kilka osób i moim zdaniem Magierze brakło takiego wsparcia. Ono jest nieodzowne w trudnych momentach. Zmiany w sztabie dałoby się wprowadzić, ale jednak zdecydowano się użyć gilotyny.
Wątpię, żeby Jacek Magiera czuł się pokrzywdzony. Doskonale zdawał sobie sprawę co warunkuje jego sytuację i cały czas próbował coś robić aby odwrócić trend. Rzeczywiście brakło też doświadczenia, ale one zaprocentują w następnej pracy. Jestem pewien, że chętnych na jego usługi nie braknie.

Widzę, że i Ciebie dopadło odurzenie rewolucją. Wielu rewolucjonistów cieszył sam fakt obalenia starego porządku wierząc, że tylko zmiana władzy doprowadzi do sanacji. Wygląda na to, że my jesteśmy właśnie w takim punkcie. Wierzymy, że nowy system, nowi ludzie wyprowadzą nas z marazmu. Pozostało więc wierzyć, choć sam przyznasz, że nie wiemy co dokładnie będzie wdrażane. Z pewnością w krótkim okresie czasu zawodnicy wzniosą się na wyżyny swoich umiejętności jednak ten bodziec szybko zniknie. I co wtedy? Nowa rewolucja? Chyba nie tędy droga.
Jednak osobiście nie jestem zwolennikiem przewrotów i cenię ewolucję poprzez wyciąganie wniosków. Jeśli dzisiaj dostrzegamy tylko słabości, marazm i apatię to jednak wolałbym empirycznie dojść do źródeł tego stanu. To przecież powtarza się cyklicznie co rok, półtora i dziwię się, że nie analizuje się tego zjawiska. Może rozwiązanie tej zagadki uchroniło by nas od permanentnych zmian trenerskich, od ciągłych potrzeb rewolucji? To przecież nie jest dobry sposób na naprawianie błędów. Da się efektowniej i mniej boleśnie. I bodajże to jest standardem.

Dziekuję za asumpt do podzielenia się spostrzeżeniami.
2sobota, 16, września 2017 01:10
a-c10
@ Zbyszek:

celowym wydaje się spróbowanie zastosowania modelu brytyjskiego

Doprawdy? Po pierwsze, zgadzam się z Dzynkiem. Do roli menedżera również potrzebna kwalifikacji. Doświadczenia. Zanim wspominany przez Ciebie z lubością Ferguson trafił na Old Trafford, z niemałymi sukcesami piastował tę funkcję w kilku innych klubach. Nie był więc królikiem z kapelusza, totalną świeżynką, tylko już jakoś tam uznanym fachowcem. A mimo to - wiem, za każdym razem to podkreślam - początki miał bardzo trudne i tylko niezwykłej cierpliwości ówczesnych władz Man Utd zawdzięcza, że nie został szybko wylany.

Ale to w sumie mniejszy problem. Znacznie większy jest taki, że model brytyjski tak naprawdę nigdy nie sprawdził się nigdy poza Wyspami. A i tam w ostatnich latach coraz żwawszym krokiem maszeruje do lamusa. Co zresztą ma swoje bardzo konkretne powody. Futbol się zmienił. Tradycyjny brytyjski menedżer transferów dokonywał niemal wyłącznie wewnątrz swej federacji, a talentów poszukiwał w niedużym promieniu od siedziby klubu. Dziś to nie przejdzie. Najgenialniejszy nawet fachura nie jest w stanie jednocześnie pilotować transferu doświadczonego fińskiego internacjonała; negocjować kwoty odstępnego za młody talent z Bośni; pilotować skautingu na Mazowszu i w Ameryce Środkowej; prowadzić pertraktacji z agentami obecnego personelu kopiącego w sprawie przedłużenia/skrócenia umów; etc., etc., dopisz sobie co tam jeszcze; a na koniec doglądać treningów (o osobistym prowadzeniu tychże sza); analizować mocnych i słabych stron najbliższego rywala oraz ustalać skład i taktykę na mecz z w/w. Owszem, może cedować poszczególne zadania na podwładnych. Tyle że wtedy z menedżera staje się de facto dyrektorem sportowym przebranym w kostium szkoleniowca.

@ Dzynek:

Dla mnie zawsze zadziwiające było naiwne myślenie działaczy, że najlepszą osobą do zarządzania pionem sportowym będzie były piłkarz.

Mam silne wrażenie, że taki stan rzeczy jest pochodną ogólnego niezrozumienia o co w ogóle chodzi z tym dyrektorem sportowym. Pomijając bardzo nieliczne wyjątki, w polskich klubach ta funkcja ma wymiar niemal wyłącznie fasadowy. Ot, modnie jest mieć dyrektora sportowego, więc sobie jakiegoś znajdźmy. Najlepiej właśnie byłego piłkarza, jeszcze lepiej eks-reprezentanta, a już w ogóle super by było, gdyby miał za sobą parę lat grania zagranicą i umiał ze dwa słowa wydukać w jakimś obcym języku. Wtedy będzie udawał mundrego. Że to tylko ściema, a do faktycznej roboty chłop się nadaje jak - nie przymierzając - piszący te słowa do baletu? Oj tam, oj tam, panie kochany, kto by sobie głowę łamał. Przecież i tak za wszystkie sznurki naprawdę pociąga prezesuńcio.
3sobota, 16, września 2017 13:23
Zgred
@Dzynek i a-c10

Jak ja to Lubię Wink - doskonałe teksty, dotykające weryfikacji "systemu" sposobem robota przeprowadzającego operację skalpelem. Brawo!

Nasza przynależność do tzw. piłki europejskiej jest od przytaczanego tu - "uda"...to piękny nadwiślański przekaz rozumiany w szerokim pojęciu wartości sportowych. I owszem, czego właśnie mogliśmy jedynie liznąć, raz na 21 lat -dodam.
Jak pokazało życie to zacne liźnięcie przyniosło nam więcej kłopotów niż ( co zasadne powinno być) przywilejów...
Ajjj - za duze słowo - przywilejów...UEFA na skutek tam różnych losowań, drabinek czy tam innych układów wpuściła nas na salony.
Zagościliśmy - pełni chwały "w imię ojca, i ducha i wszystkich świętych" . Posmakowaliśmy wysublimowanych dań, zamieniliśmy w kuluarach pewien pakiet zwrotów i ...i wróciliśmy na z góry upatrzone pozycje. Pozycje te nasze - od wielu lat powielane.
Czytam tu niejednokrotnie teksty nawołujące do Albionu, czy Niemiec , Włoch itd w tzw. odniesieniu...te pisane próby "przewalutowania" sentencji z lig krajów Europy bardziej ogarniętej piłkarsko - zawsze wprawia mnie w szelmoski uśmiech. No tak -bo zwyczajnie śmieję się z pewnych rozdań, które powielamy od zarania dziejów.
Był taki moment - kiedy Cupiał chciał bardzo wejść na szczyt. To nie są aż tak bardzo odległe czasy, proszę sobie to przypomnieć...
Zgromadził na boiskach Wisły ( w taki czy inny sposób) to akurat przemawia za nim ponieważ potrafił. Wiem, wiem kasa. A kto, komuś zabroni? Wielkie marzenie jego życia wisiało w drugim podejściu na 8 -minutach...tyle mu zabrakło i "Bańka" pękła.
Już się nie wydźwigał a marzenie swojego życia musiał zamknąć na stałe. Ale marzenia Warszawiaków spełniło się po 20 latach (Legia). W tym miejscu chyba trzeba zastosować przewrotną figurę tzw. zysków/ strat. Zyski- medialność na przykładzie Realu z Madrytu ( stadion zamknięty), czy Lizbony - takSmile oczywiście, ale...
No właśnie druga strona pieniążka czyli straty. Istnieje jakiś klucz, aby to wyliczyć? Nie ma...ale są właścicielskie mariaże.
Kiedyś takie BATE Borysów było elementem dziwnym, ale kilka sezonów kopali w tej LM. Dziwnym trafem kiedy rączki wyciągnięte po pieniążek nie znalazły drogi do przybicia wszystko się rozsypało.
Ech...te EURO i przelicznik!

Drodzy Panowie my możemy sobie dywagować o tym lepszym spojrzeniu na futbol, tym z wartością dodaną. Dodaną w tym przypadku bardzo zasadną. Czy ktoś myślący poważnie i zdrowy na umyśle chcąc osiągnąć jakieś cele - będzie osłabiał OSŁABIAŁ swoje poczynania sprzedając za "frytki" najlepszych graczy. Gdzie są te punkty odniesienia do klubów z wysp, czy tam z pólwyspu apenińskiego - nie ma ponieważ nie istnieją!

WITAJCIE LEGIA WARSZAWA
4niedziela, 17, września 2017 09:32
Zbyszek
Panowie.
Nie będzie polemik, gdyż materia sprawy jest zbyt złożona i obarczona zbyt dużą ilością niewiadomych,aby ktokolwiek próbował mieć patent na rację.
Przedstawię tylko moje przemyślenia wynikające z prawie 50-letniego doświadczenia zawodowego i nie tylko,a które zastosowałem w powyższym tekście. Tekst napisałem po przyjściu z pracy do domu, jak tylko dowiedziałem się o zmianach w Legii, więc literacko nie jest on dopracowany.
Na stare lata odszedłem od romantyzmu i porywów duszy, na rzecz racjonalizmu i pragmatyzmu. Zwłaszcza ten ostatni polecam jako specialite de la maison.
Najprostsza i najstarsza definicja prawdy przypisywana Arystotelesowi głosi,że prawdziwy jest ten osąd, który jest zgodny z rzeczywistością.Pragmatyzm w tym ujęciu jest taką postawą, która polega na realnej ocenie tej rzeczywistości jako danej obiektywnie i uzależniającej nasze decyzje od ich praktycznych skutków w obszarze tejże rzeczywistości.
To na tych dwóch podstawach oparłem swoje dalsze wywody.
Ten o pieniądzach sprowadza się do tego,że ktoś mówiąc o Legii jako biedaku nie wie o czym mówi. Bo kto powie,że ma za dużo pieniędzy ?, nikt, każdy ma z mało.Tylko,że jest to taki kalambur słowny, który niczego nie wyjaśnia,a ma zasłonić gorzką prawdę,że Legia jest za bogata.Stać ją na wyrzucanie ogromnych pieniędzy w błoto, chociażby zatrudniając za duże pieniądze na długie kontrakty niesprawdzonych w dużej piłce trenerów i zawodników.A pieniądz od bardzo wielu lat zmienił swoje funkcje i stał się prawie normalnym środkiem produkcji, który mówiąc wprost musi pracować i musi na siebie też zarabiać.W ekonomii nazywa się to stopą efektywności inwestycji. Inaczej mówiąc powinno być tak,że im więcej wydamy /zainwestujemy/ pieniędzy tym efekty powinny być większe. I dopiero na tle innych drużyn z którymi realnie toczymy boje możemy porównać efektywność przychodów klubów. Według skąpych danych Astana ma przychody od 20 do 40 mln USD rocznie, a Szeryf ok 10 mln USD. Jak by nie patrzeć to Legia miała te wskaźniki od Astany 4 do 2,5 raza wyższe ,a od Szeryfa 7 razy wyższy. Tylko,że tego na boisku nie było widać,a więc efektywność wydawania pieniędzy w Legii w porównaniu z tamtymi klubami była skandalicznie niska.
I dalej niejako wychodząc z tego założenia zanalizowałem niektóre parametry, które prowadziły do tak niskiej efektywności wydatkowanych środków.A to prowadziło w kierunku zarządzania klubem , sztabu szkoleniowego i zawodników.
W klubie funkcję dyrektora sportowego można porównać do stanowiska szefa produkcji w firmie przemysłowej.Aby ktoś mógł być szefem produkcji to musi mieć kwalifikacje merytoryczne, najlepiej wykształcenie kierunkowe i zdolności organizacyjne. Żaden właściciel Firmy nie odrzuci od razu kandydata na to stanowisko, który pracuje w tej firmie,ale jego kwalifikacje nie mogą sprowadzać się wyłącznie do kilku lat włączania i wyłączania maszyny i odbierania jej wyrobów. Gdyż taki szef produkcji odpowiada za cały przebieg procesu produkcyjnego oraz udział w nim pracowników. Taki właściciel nie podejmie ryzyka zatrudnienia osoby fachowo nieprzygotowanej, bo to byłoby nadmierne i niepotrzebne ryzyko. Znam kilku, którzy takie ryzyko podjęli ,ale po kilku dniach rezygnowali z takiego rozwiązania. W piłce przyjęło się,że każdy się na niej zna, więc każdy może pełnić dowolne funkcje. I w Legii właściciel boleśnie przekonał się,że nie może. Że dyrektor sportowy nie mając żadnych narzędzi w postaci wiedzy, wykształcenia ,doświadczenia zawodowego,nie jest w stanie nadzorować i wpływać korygująco na proces szkoleniowy.
Co dotyczy nie tylko Legii.bowiem w Polsce nie ma osób przygotowanych merytorycznie do pełnienia tej funkcji. Więc tworzenie takich stanowisk jest fikcją i iluzją.
Jeżeli więc nie ma nikogo kto by kierował niejako procesami rozwoju sportowego w jego wielu aspektach, wynikowym przede wszystkim to trzeba szukać innych rozwiązań i stąd sięgnięcie do rozwiązań brytyjskich .
A-C 10 twierdzi,że one na kontynencie się nie sprawdziły.Przyznam,że tym mnie dosłownie zmiażdżył. Bo ja bidula wiem,że istniał świat w piłce i w Europie i w Polsce, w którym takiej fuchy jak dyrektor sportowy nie było.To coraz bardziej złożone procesy transferów zawodników i ogromne z tym związane pieniądze doprowadziły do powstania tej funkcji do której przypisano dbanie o rozwój sportowy klubu poprzez podnoszenie na wyższy poziom jego poszczególnych ogniw. A drugim elementem tego ogniwa jest fakt odmiennej tradycji i kultury stosunków międzyludzkich w krajach anglosaskich i na kontynencie. Mówiąc najogólniej tam nie ma tradycji regulowania wszystkiego ustawami i ustna umowa ma tę samą moc co i pisana. Stąd poziom odpowiedzialności za czyny i uczciwość są znacznie wyższe. U nas i nie tylko podejrzliwość wobec uczciwości doprowadziła do paradoksalnej sytuacji,że uważa się,że im więcej osób podejmuje decyzje, tym lepiej.Moim zdaniem to tylko podraża koszty i rozmywa odpowiedzialność.
I w stosunku do doboru trenera czy szerzej menedżera- trenera nie wolno bujać w obłokach i popuszczać wodzy fantazji.Nas nie stać na trenera z wysokiej półki, nas nie stać na topowych zawodników, więc musimy brać ze średniaków tych co są wśród nich najlepsi.
Jozak przynajmniej ma poważne wykształcenie kierunkowe, kilka lat pracy jako dyrektor techniczny reprezentacji A Chorwacji, kilka lat pracy jako trener kadry juniorów. Czy to wystarczy ?.Nie wiemy.Ale ma kompetencje na stracie wielokrotnie wyższe niż Magiera i Żewłakow razem wzięci.
Co do zawodników to jest temat rzeka i nie było moim zadaniem dobijanie Magiery, którego życie dostatecznie mocno kopnęło. Niemniej jego rola w odejściach kilku kluczowych zawodników była niezaprzeczalnie negatywna. Podobnie jak rozmijanie się w praktyce z dawaniem szans młodym graczom.Jednym z najlepszych graczy Górnika jest Wieteska, a najlepszym na boisku w Wiśle Płock w meczu z Zagłębiem był Michalak. A Zagłębie i Górnik są wyżej w tabeli od nas.
Zakończyłem fragmentem wiersza o kluczu jako symbolu skutecznego rozwiązywania problemów. Nie mogę oprzeć się wrażeniu,że w Legii władze nie wiedzą,że takowy jest w ogóle potrzebny i nawet jak go posiadają to uważają go za kawałek złomu,a nie klucz do drzwi domu.
Pozdrawiam.
5wtorek, 19, września 2017 00:55
a-c10
@ Zbyszek:

wiem,że istniał świat w piłce i w Europie i w Polsce, w którym takiej fuchy jak dyrektor sportowy nie było.To coraz bardziej złożone procesy transferów zawodników i ogromne z tym związane pieniądze doprowadziły do powstania tej funkcji

Skoro wiesz, to wiesz też dwie inne rzeczy:

1) jak wyglądał cały futbol i rynek transferowy przed wspomnianą, lawinowo postępującą komplikacją rzeczonych procesów;

2) że tych procesów nijak nie da się zatrzymać.

A skoro wiesz te dwie rzeczy, to faktycznie szans na polemikę nie ma tym razem żadnychWink
6wtorek, 19, września 2017 20:25
Zbyszek
@A-c10.
Tylko powstaje małe pytanko,a mianowicie czy do tego procederu musi być tak wysoko w hierarchii ustawiona funkcja ? I następne, czy jeżeli już, to taka persona ma się tylko tym zajmować?. I w odpowiedziach na te pytania mieści się wola właściciela/-li. Jeżeli jak za ITI i za czasów prezesa Leśnodorskiego uważali oni,że taka była potrzeba,aby był to facet od transferów to mnie nic do tego. Natomiast pan Mioduski doszedł, moim zdaniem, do słusznego wniosku,że oczekuje od osoby pełniącej tę funkcję bycia niejako animatorem pionu sportowego klubu. A do tego trzeba kompetencji, których Michał Żewłakow nie posiadał. Inaczej mówiąc, musimy przywyknąć do tego,że to właściciel określa co zatrudnieni przez niego i opłacani ludzie mają robić i czego od nich oczekuje i wymaga.Wszystkim,którzy to prawo kwestionują proponuję,aby założyli jakikolwiek biznes za własne pieniądze i wówczas zapytałbym ich czy by pozwolili,aby kibic z dala im się wp.... Pozdrawiam.
7środa, 20, września 2017 00:55
a-c10
@ Zbyszek:

czy do tego procederu musi być tak wysoko w hierarchii ustawiona funkcja ?

Nie wiem. Wydaje mi się, że położenie w hierarchii, nazewnictwo i inne takie to mimo wszystko mniej istotne kwestie. W końcu jakkolwiek by tego nie nazywać, koniec końców...

trzeba kompetencji, których Michał Żewłakow nie posiadał

Jasna sprawa. Jestem ostatnim, który by za dyrektora Żewłakowa umierał. Wciąż jednak nurtuje mnie pytanie: skąd pewność, że Romeo Jozak posiada kompetencje potrzebne do pełnienia funkcji, którą obecnie piastuje?

Wszystkim,którzy to prawo kwestionują proponuję,aby założyli jakikolwiek biznes za własne pieniądze i wówczas zapytałbym ich czy by pozwolili,aby kibic z dala im się wp...

Śliczny rymSmile Co do reszty, mam pewne zastrzeżenia. Nie, nie, skądże znowu. W żadnym wypadku nie zamierzam odmawiać właścicielom klubu prawa do podejmowania decyzji. Takie pomysły to chyba tylko w głowie Grzesia Mielcarskiego mogłyby wykiełkować. Chciałbym tylko przypomnieć, że futbol to wyjątkowo specyficzny biznes, a prawo własności ma w nim wiele warstw i aspektów. Gdy właściciel restauracji zwolni cenionego szefa kuchni, to oczywiście jego prawo. Dokładnie tak samo prawem klientów jest przenieść się do innego lokalu (najpewniej tego, w którym wylądował lubiany chef). Gdy właściciel klubu zwalnia cenionego trenera, to też jego prawo. Warto by jednak było, by pamiętał, że kibice się na inny stadion nie przeniosą.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1