A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 54

O tym, że im bardziej wzburzy się fale, tym więcej oleju trzeba wylać, aby je uspokoić.
Gdy tak dumałem nad tym, czego wokół i w Legii niedawno byliśmy świadkami to doszedłem do wniosku, że przysłowia będące mądrością narodów, jak choćby to, że „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”, są u nas nieznane.

 

Legia w kompromitującym stylu odpadła z gry w europejskich pucharach. Rzecz przykra i wstydliwa i wymagająca wyciągnięcia wniosków. Wydawało się, że najpierw zostanie cała sprawa zdiagnozowana, być może przy udziale osób z zewnątrz, a potem zostanie wdrożony plan naprawczy. A na to trzeba czasu i spokoju. I w żadnym razie się tego nie dokona sensownie na oczach gawiedzi i mediów. Natomiast prezes natychmiast wykonał dwa ruchy stojące ze sobą w sprzeczności i co paradoksalne, do obu miał pełne prawo. Nie można kwestionować zamrożenia wypłaty ”wyjściówek’, chyba że stoi w sprzeczności z zapisami kontraktowymi, ale dokonane publiczne uzasadnienie tego ruchu było kuriozalne, jątrzące i niepotrzebne. Tym bardziej,że następnym ruchem było wyrażenie pełnej aprobaty dla trenera. Wywołany został w ten sposób pewny konflikt pomiędzy sztabem trenerskim i osobiście Magierą, a zawodnikami. Na ich reakcję nie trzeba było długo czekać. Delegaci udali się do prezesa i przedstawili swój punkt widzenia, co spowodowało pałacową rewolucję w pionie sportowym. Niestety w kolejnym wywiadzie dla PS prezes powiedział znowu o jedno zdanie za dużo, ale też tym zdaniem wykazał, że nie rozumie na czym zasadza się ta cała piłka kopana. Jest to współpraca, często szorstka, pomiędzy zawodnikami i trenerem, i ma charakter dwustronnie zobowiązujący. W niej nikt nikomu łaski nie robi, bowiem obie strony są na współdziałanie ze sobą skazane. Tylko jak to udowodniono w pedagogice, aby uczeń chciał się nauczyć to musi akceptować samą szkołę i nauczyciela jako kompetentnego fachowca i człowieka. W innym układzie nic dobrego z tego nie wyjdzie. Na przykład bajdurzeniem egzaltowanych paniuś jest wiara, że w więzieniu więźniowie się zresocjalizują. A oni tego nie chcą i już. W ten oto sposób doszło do układu zero-jedynkowego, albo – albo. Prezes wybrał  jak wybrał i zrobił jak zrobił. Moim zdaniem uczynił słusznie. Następnie prezes w mediach wykonał kilka ruchów świadczących o chęci ucieczki do przodu, a mianowicie prawił o modelu funkcjonowania klubu oraz ujawnił, że Państwo dofinansuje budowę Akademii. Ale wówczas nie dał o sobie zapomnieć sfrustrowany i rozżalony Michał Żewłakow, który nie odszedł z klubu razem z Leśnodorskim, bo jak mówił, był lojalny wobec Legii. Znaczy, nie chciał zrezygnować z brania co miesiąc z kasy niezłych pieniędzy. On to twierdził, że zawodnicy stali murem za Magierą i ze go przeprosili. Chyba za to, że za niego nie umarli i że jeszcze żyją. I to pomiędzy kiepskie żarty należy włożyć, lecz inne jego stwierdzenia zasługują na poważny odpór. Przyczyn swego zwolnienia upatruje on w tym, że po przejęciu klubu przez pana Mioduskiego podczas jednej z narad namawiał prezesa do podjęcia ryzyka finansowego, z czego ten nie był zadowolony. Nie to było przyczyną zwolnienia, bo prezes ceni sobie szczerość, gdyż to ona tak naprawdę świadczy o lojalności. Ale egocentryk, lawirant i intrygant tego nigdy nie zrozumie. On uważa, że przełożony najbardziej lubi pochlebstwa. Na takim myśleniu daleko nie zajedzie. A Żewłakow nie spełniał kryterium fachowości i przez ponad 4 lata niczego w sobie nie poprawił, poza wagą. Dziś byłby w innym miejscu, gdyby chociaż ukończył kurs trenerski. Ale to jego pchły i to one niech go gryzą. Prezes Mioduski nie poszedł za radą Żewłakowa, gdyż doskonale odróżnia uzasadnione ryzyko od hazardu. To hazardzista stale wierzy, że jak włoży 50 zł to wygra 100 tys. zł i nawet jak przegra 200 tys.zł to nadal jego wiara nie zostaje zachwiana i wkłada kolejne 50 zł, aby wygrać 100 tys,zł. Zastanówmy się obiektywnie jakie korzyści przyniósł Legii ubiegłoroczny awans do LM. Powiadam obiektywnie. Zadowolenie kibiców, cokolwiek masochistyczne pomijam. Czy Legia sportowo poszła do przodu dzięki grze z klasowymi drużynami, czy dodatkowe , duże pieniądze przyniosły pożytek? Na te pytania odpowiedz jest negatywna. Drużyna w bieżącym roku gra źle, albo bardzo źle, a po zawodnikach nie widać, aby gra przeciw rywalom z najwyższej półki ich rozwinęła. A stan klubowej kasy wydaje się być nawet gorszy niż przed awansem. Rozrastająca się dziura w budżecie to nie tylko problem finansowy, ale tez ograniczenie poczynań klubu na każdym polu. Ponadto europejska marka Legii po meczu z Borussią kolejny raz ucierpiała. Więc realnie oceniając trzeba się zastanowić po co nam tak naprawdę ta LM i czy dla wejścia do tego mitycznego raju warto stać się hazardzistą?

O tym, że mitomania przeszkadza rozumowi.
Będzie tylko o dwóch mitach, a mianowicie micie legijności i  micie o  wszechmocy pieniądza. W ostatnim swoim felietonie cz. 53  cytuję wybitnego intelektualistę i wielkiego erudytę Chrisophera Lascha, który realnie  i prawdziwie, na podstawie badań interdyscyplinarnych /psychologia, psychoanaliza, socjologia/ pisze o rzeczywistych motywacjach wyczynowych sportowców.  Z drugiej strony mamy do czynienia z pytaniami w rodzaju, a ilu jest w Legii prawdziwych legionistów? I odpowiedziami, w rodzaju, że może dwóch (czyli ja i mój brat). Jakimi kryteriami rozmówcy się kierują, nie wiemy. Dla nich ważne, że oni wiedzą. Ja z kolei nie wiem jak można wiedzieć, nie wiedząc. Dla odbiorcy takiego przekazu jest istotne, kto ma rację w tym pozornym sporze. A ten ma rację, kto jest większym autorytetem. Takie bowiem mamy czasy,że to co jest prawdą staje się relatywne, gdyż prawdziwym staje się to co jest wiarygodne. Bardziej zaczyna liczyć się wiara w gusła niż wiedza. Dla mnie mit o legijności jest szkodliwą bzdurą. Ja nie twierdzę, że on nie ma swego źródła. Bo ma. Tylko że to źródło już dawno wyschło. U początków wszystkich klubów sportowych, ale i innych organizmów leży swoisty mit założycielski, gdyż to ludzie powiązani więzami przyjaźni lub koleżeństwa, sąsiedztwa je zakładali. Jednak dość szybko przyjaźń, koleżeństwo, bezinteresowność zostały zastąpione interesami i zobowiązaniami prawnymi i finansowymi. Więzy o charakterze emocjonalnym zostały przemianowane na więzy instytucjonalne, a dążenie do osiągnięcia sukcesu zastąpiło samo uczestnictwo. Sport od dawna przestał polegać na współzawodnictwie, a stał się przemysłem rozrywkowym dla widzów. Ze wszystkim tego stanu konsekwencjami. Więc każdego, który powiada, że zawodnik Ekstraklasy będzie „oddawał życie” dla idei, warto wysłać do lekarza wiadomej specjalności. I proszę mi nie wmawiać, że ktoś zna, albo chociaż widział tego mitycznego prawdziwego legionistę, bo tacy jeśli byli to już pomarli. Dlatego, aby rozebrać to co się wydarza z zawodnikami warto zastosować wiedzę Lascha, a nie myślenie życzeniowe. Lasch pisze, że jednym z motywów wyczynowego uprawiania sportu jest rozgłos i sława, w skrócie popularność wynikająca z bycia na scenie czyli na boisku. I w tym kontekście dopiero możliwa jest właściwa ocena słów Nikolicia, który powiedział, że głównym powodem odejścia z Legii było niewystawianie go w I składzie w meczach LM. Diagnoza Lascha jest również właściwa w przypadku VOO jako połączenie wartości sportowej z ceną sprzedaży. W jego przypadku zadziałały dwa czynniki wzajemnie powiązane. On i jego agenci wiedzieli, że mogą za niego uzyskać korzystną cenę dziś, ale kiedy się rozwinie to jego wartość jeszcze wzrośnie. Uznali, że Legia takich gwarancji nie daje. Powiedzmy otwarcie, że VOO nie wierzył, że tego rozwoju i wzrostu wartości dokona w Legii przy Magierze. Można każdy taki przypadek oddzielnie analizować, jak choćby Radovicia czy Prijovicia, ale zawsze metoda Lascha jest przydatna. I nie chodzi tu o to, aby mu bezrefleksyjnie przyznawać rację, ale o to, aby przy kierowaniu klubem kierować się racjonalna analizą motywacji zachowań i wyborów ludzi, a nie wiarą w jakieś mity czy inne cudaczne recepty.

O ile pieniądz stanowi, o czym wiadomo od zawsze, jeden z najważniejszych motywów ludzkich zachowań w tym sensie, że każdy chciałby mieć go więcej i każdy chciałby więcej zarabiać to przekładanie tej oczywistości na wzrost wartości sportowej piłkarza jest zawodne i bezpłodne. A temu złudzeniu od wielu lat ulega kierownictwo Legii. Jeszcze nie tak dawno dobre zarobki w Legii to było 10-15 tys. euro miesięcznie, dziś jest to 3-4 razy więcej. Młodzi gracze wchodzący do I drużyny mieli kontrakty młodzieżowe, dziś maja seniorskie. Przed kilku laty zawodnik pozyskiwany z innego klubu dostawał kontrakt o 50%, góra 100% wyższy od poprzedniego, dziś bywa wielokrotnością. I ja w sensie teoretycznym nie mam żadnego prawa mieć o to to od kogokolwiek pretensji. Jak właściciela stać to niech płaci jeszcze więcej. Pytanie tylko czy aby na pewno stać i czy przynosi taka polityka placowa pozytywne i pożądane efekty w postaci poprawy wyników drużyny lub podniesienia klasy samego zawodnika? Odpowiedz nasuwa się sama. Dzieje się dokładnie odwrotnie. A do tego okazuje się, że klubu nie stać na tak wysokie koszty płacowe i pochodne. Wiele razy powtarzałem słowa Janusza Wójcika, że jak kto za 1000 zł nie skoczy wzwyż 2 metrów to i za milion tego nie skoczy. Więc wypada zerwać z tą urawniłowką, z tymi podwyżkami dla miernot i ustalić wreszcie jasną  gradację zarobków uzależnioną od klasy zawodnika  w postaci np. 1 do 10 /najlepszy dostaje 10 razy tyle co najsłabszy/ oraz oczywiście od możliwości płacowych klubu. Więc kiedy prezes mówi o wytwarzaniu modelu funkcjonowania klubu to powinien widzieć to zagadnienie w wielu jego aspektach, a nie tylko jako utworzenie Akademii będącej podstawą sukcesów klubu w przyszłości. Bo przyszłość buduje się dziś, nie jutro. Jest zupełnie pewne, że to zróżnicowanie wielu zawodnikom się nie spodoba. Lecz trzeba wreszcie zaprzestać ulegać żądaniom graczy, którzy do gry niewiele wnoszą, ot są, bo na boisko trzeba wystawić 11 zawodników. I dopiero ustawienie właściwych priorytetów pozwoli na utrzymanie w Legii zawodników dla których podstawowym motywem jest wysokość zarobków. W tym kontekście przeraziło to co ujawnił Żewłakow, że nie zgodzono się płacić np. Prijoviciowi tyle co miał dostać w greckim klubie, bo co by inni powiedzieli. To ja się na koniec zapytam: kto w tym klubie rządzi, koń czy woźnica?...

I to by było na tyle.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1