A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 55

Nie chcieliśmy, nie pragnęliśmy, nie dążyliśmy do niego, a go mamy. Co, kogo? Kryzys. Nie stan kataralny, nie przejściowe osłabienie, ale ogólny uwiąd organizmu. Do tego doszło. A jak do tego doszło, o tym w dalszej części felietoniku.

 

Zewnętrznym przejawem kryzysu jest brak wyników. Tych odpowiadających możliwościom, ale również aspiracjom  i oczekiwaniom. Czy te aspiracje i te oczekiwania nie są zbyt wygórowane, czy są przejawem realizmu, czy też mrzonek to temat na inne opowiadanie. Jak zwał, tak zwał, ale przyznać trzeba, że panu Mioduskiemu materia rozłazi się w palcach, czego nie tknie, to się sypie.

Biorąc się za osobiste zarządzanie klubem, nie docenił złożoności problematyki. A chyba przede wszystkim wydawało mu się, że sport, w szczególności piłka nożna, to taka odmiana, takie proste odbicie stosunków i rozwiązań funkcjonujących w innych organizmach, w których jedni ludzie wykonują pracę pod kierunkiem innych. Boleśnie przekonuje się, samemu nie będąc bez winy, że gdzie indziej wypracowane metody postępowania zawodzą w świecie piłkarskim. Dążenie do sukcesu w piłce nożnej, niejako oczywiste od wielu lat w takim klubie jak Legia Warszawa, jest jednocześnie samo w sobie czynnikiem stresującym. Literatura przedmiotu pełna jest opisów przyczyn zewnętrznych, czynników wewnętrznych oraz uwarunkowań fizjologicznych, które wywołują stres, a więc reakcję obronną organizmu na zagrożenia. Tym samym ma on charakter naturalny i gdy jest jednorazowy i krótkotrwały, potrafi być korzystny. Ale ta sama literatura opisuje wręcz zabójcze skutki długotrwałego napięcia nerwowego, kiedy nie ma wystarczającego czasu na odreagowanie. Nasi zawodnicy od wielu lat poddawani są presji wyniku przez władze klubu, trenerów, media i kibiców. Ktoś powiedział, że dobry zawodnik musi sobie z takim naciskiem radzić, musi się do niego dostosować. Jest to pewnikiem możliwe jako, że sam przed wielu laty sobie z bólem nie radziłem i kiedy już w poradni przeciwbólowej też byli bezradni, jeden mądry ortopeda powiedział do mnie, albo się popełni samobójstwo, albo się trzeba przyzwyczaić. Jak czytacie, jeszcze żyję, ale sportu nie uprawiam. Więc teoretycznie jest to możliwe, lecz trzeba sobie uświadomić swój stan i otoczenie musi tego stanu swymi wypowiedziami i działaniami nie pogarszać. Mówiąc kolokwialnie, gasić pożar, a nie dolewać benzyny do ognia. Tymczasem od przejęcia klubu przez pana Mioduskiego mamy do czynienia z medialną nagonką na zawodników, bowiem prezes zapowiedział między innymi na przykład, że Legia musi być oparta na własnych wychowankach i ma promować młodych. Wobec takiej zapowiedzi nie bez kozery padło pytanie Malarza jeszcze przed wakacjami czy po nich piłkarze po ‘trzydziestce’ mają jeszcze po co wracać do klubu. Być może chodziło o to, by starsi piłkarze brali większy udział w procesie adaptacji młodych i ich boiskowa aktywność powinna stopniowo wygasać. Tylko że mówimy to takim zawodnikom jak Malarz, Cierzniak, Hlousek, Dąbrowski. Broź, Hamalainen, Jodłowiec, Radović czy Pazdan. Zawodnicy zaczęli myśleć jaka ich czeka przyszłość, gdzie pójdą, gdzie zarobią takie pieniądze jak w Legii. W ten sposób odebrano im poczucie pewności i stabilizacji, narażono na obawy o byt. Mądrzy ludzie sportu powiadają, że aby wszystkie siły jemu poświęcić to trzeba mieć uporządkowane sprawy wokół. Następnym niedawno podjętym krokiem stało się ‘zamrożenie’ części wypłaty, co postawiło piłkarzy pod pręgierzem kibiców i mediów i ukazało ich jako jedynych winnych niepowodzeń w eliminacjach do europejskich pucharów. Być może nie byli oni bez winy, ale te niepowodzenia to cały splot niekorzystnych czynników, w których nieprzygotowanie fizyczne odegrało niepoślednią rolę. Jakby tego było mało, ktoś z klubu dokonał przecieku do dziennikarza GW, który po nazwisku wymienił czterech zawodników jako tych, którzy oświecili prezesa co do braków warsztatowych trenera. Sam prezes, usprawiedliwiając się z niedotrzymania danego trenerowi słowa, ponownie skrytykował piłkarzy, zarzucając im brak ambicji. Wreszcie kibice dokonali samosądu na piłkarzach w przekonaniu, że to oni są wszystkiemu złemu winni. Ja powiem, że najtrudniej przyznać się do błędu, a najłatwiej wskazać, to on winny, nie ja. Więc kiedy sobie tak na spokojnie porównamy te opisy stresorów, to w Legii w ostatnim czasie było ich w nadmiarze tak, że i słoń by tego nie wytrzymał. A gdzie: ”Jeden drugiego ciężary noście”?

I to co opisałem powyżej byłoby wystarczające do opisu źródeł kryzysu. Ale jakby tego było mało, wiele objawów wskazuje, że zawodnicy Legii zostali przetrenowani. Definicja tego stanu jest zwięzła: jest to przejściowe zmniejszenie zdolności do wysiłku w wyniku zbytniego obciążenia treningowego. Profesor Jan Chmura z wrocławskiej AWF przeprowadził szereg badań i eksperymentów, dochodząc do wniosku, że w naszych klubach obciążenia piłkarzy nie są kontrolowane i indywidualizowane, co prowadzi do przeciążenia, a nawet do przetrenowania. Przyznam, że w przerwie zimowej z konsternacją słuchałem wypowiedzi  trenera Magiery, który z pełnym przekonaniem wypowiadał się o metodzie Czerczesowa, że tak się dziś nie trenuje oraz pana Krzepoty, który objaśniał co przy pomocy specjalnych ćwiczeń zamierza osiągnąć. Zadawałem sobie bowiem pytanie, a skąd u nich taka wiedza, gdyż patrząc na ich CV to samodzielnie nigdy nie przygotowywali zawodników do sezonu. Ba, z tego co mówił Krzepota wynikało, że ma on średnie pojęcie o podstawowym czynniku determinującym skuteczność treningu jakim jest potencjał biologiczny człowieka. Być może przeczytali oni jak się trenuje na zachodzie i uznali, że tym sposobem posiedli wszystkie rozumy. Lecz jak pisze prof. Chmura nasi zawodnicy z różnych powodów mają ten potencjał znacznie niższy i przenoszenie obciążeń z innych lig jest niszczące. Czytałem również materiały na legia.net z okresu przygotowań letnich i najgorsze obawy znalazły potwierdzenie, gdyż w dość luźne i mało wyczerpujące treningi został wpleciony trening wysoko wysiłkowy z użyciem ciężarków oraz biegu na elektrycznej bieżni. Być może pozwoliło to na zbadanie maksymalnego progu wysiłkowego, ale organizmy zawodników widocznie nie były na takie eksperymenty przygotowane i zareagowały buntem. Jak poucza prof. Chmura przetrenowanie sprowadza się do tego, że komórki mięśniowe i system nerwowy są przyblokowane przez zmęczenie z którym organizm nie może sobie poradzić. Zewnętrzne objawy, które mogą trwać nawet kilka miesięcy, są takie jakie widzimy w meczach, brak szybkości, ruchliwości, apatia i bierność. Zdaniem prof. Chmury, aby do przetrenowania nie dochodziło proces treningowy musi być kontrolowany przez doświadczonego fizjologa i musi polegać na intensywności zajęć, po to aby organizm tolerował coraz większy zakres zmęczenia. Krótko mówiąc, jak tu grać, jak szybko biegać i wygrywać, kiedy nogi nie niosą?

Najłatwiej jest komuś zarzucić, że nie chce tego czy owego, trudniej zastanowić się, że może on i  chce, ale z jakiegoś powodu nie może. Nie namawiam do usprawiedliwiania wszystkiego, ale do próby zrozumienia, że zawodnik też człowiek. Być może nawet taki sam jak ja.

Ostatnio dość często rozmawiam z ludźmi, którzy są bliżej i dalej Legii i powoli dochodzę do wniosku, że ta Legia to niczyja jest. W tym sensie, że nikt o nią nie dba tak jak powinno się dbać o kogoś bliskiego, albo chociaż jak o swoją własność. Nie mogę wymagać od kolejnych właścicieli, prezesów, aby ją darzyli miłością, chociaż bywa i tak, ale wypadałoby chociaż rzetelnie wykonywać obowiązki właściciela i zarządcy. Zamiast tego mamy do czynienia jeżeli nie z nieodpowiedzialnością, to co najmniej z niefrasobliwością. I aż wstyd wspominać, że nie jest to tylko nakaz etyczny i społeczny, ale i prawny. Traktuje o nadzorze właścicielskim kodeks cywilny, a kodeks spółek prawa handlowego zabrania narażania własnego mienia na szkodę. Właściciele oddawali majątek, markę, firmę w ręce ludzi nieprzygotowanych. Na co liczyli? Że raptownie, cudownie spadnie na nich wiedza, umiejętności i doświadczenie i z dyletantów przepoczwarzą się w fachowców? W tym miejscu nieco krotochwilnie zapytam: czy właściciel np. subaru oddałby do udziału w rajdzie takie auto w ręce człowieka, który owszem uprzednio jeździł, ale rowerkiem dziecinnym? Dziwię się wielu wyborom dokonywanym na kluczowe funkcje w klubie. Osobiście oczekiwałem od pana Mioduskiego, że będąc absolwentem Harvardu, będzie korzystał z dorobku wielu wybitnych znawców, którzy tę uczelnię ukończyli. Nie mówię tylko o doborze kadr, które są bardzo istotne, ale i o metodzie zarządzania. Klub sportowy niezależnie od swego podobieństwa strukturalnego do innych korporacji jest w swej istocie jeszcze bardzie podobny do rodziny, w której roli ojca nie można nie doceniać. Tylko, że musi być on jej członkiem, być jednym ze swoich, musi dzielić z innymi po równo radość wygranej i gorycz porażki. Nie może się wyobcowywać i stać się w konsekwencji zewnętrznym tworem. Jeden z wybitnych prakseologów Douglas McGregor przed ponad 60 laty kładł podwaliny pod nowoczesne metody zarządzania ludźmi, twierdząc na podstawie wielu doświadczeń, że nieprawdą jest jakoby „zadowolenie pracownika” prowadziło do zwiększonej wydajności lub że „higiena pracy jest automatycznym rezultatem wyeliminowania konfliktu”. Pracownik jego zdaniem wciąż potrzebuje  przygotowania i nadzoru, ale powinno się zachęcać podwładnych do uczestnictwa w dyskusji, przekazywania swoich potrzeb i sugestii kierownictwu, nawet do konstruktywnej krytyki. Podobnie jak w małżeństwie i rodzinie konflikt jest normalną częścią życia domowego, tak też powinno być w pracy. Pisał, że kierownicy popełniają błąd, uważając interesy jednostki za niezgodne z interesem grupy. Badania na małych grupach pokazały, że grupy te najlepiej funkcjonują, kiedy każdy jej członek swobodnie wyraża swoje myśli, kiedy ludzie zarówno słuchają, jak i mówią, kiedy niezgoda staje się jawna, nie powodując utajonych napięć i kiedy „lider” nie próbuje zdominować podwładnych, a swoje decyzje opierają się na konsensusie. Chodzi z grubsza o to, aby podwładnych traktować podmiotowo. Po prostu jak ludzi, z założenia nie gorszych od nas.

I to by było na tyle.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1