A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 57

Tym razem wspólnie odbędziemy podróż do modelu, czyli takiego zespołu pojęć, założeń i zależności pomiędzy nimi, jaki pozwala w przybliżeniu opisać wybrany aspekt rzeczywistości. Mówiąc prościej, mowa będzie o tym jak otaczający świat prezentuje się w umyśle człowieka.

Taka reprezentacja to zawsze wybór. A wybór oznacza, że coś przyjmujemy, a coś odrzucamy. Na ogół do wiadomości przyjmujemy to czego pragniemy, to co dla nas przyjemne i coś co przynosi nam profity. Tym samym upiększamy i gloryfikujemy nasze wybory, sami niejako wierząc, że dzięki nim coś zmienimy, coś naprawimy, że ogólnie czynimy postęp. Tak też prezes Mioduski epatuje nas modelem funkcjonowania Legii w przyszłości. Jednym z fundamentów tego gmachu ma być wielofunkcyjny kompleks badawczo-rozwojowy z ośrodkiem treningowo-szkolnym. Nie będę rozpisywał się o samym projekcie architektonicznym, nie tylko dlatego, że go już na stronie opisałem, ale zwrócę uwagę szanownych czytelników na kilka, być może nieistotnych, szczegółów.

Nie krytykuję prezesa, że chce spełnić swoje marzenie i nawet dla mediów polecił stworzyć model wizualny ośrodka, wyglądający zresztą przepięknie. Tylko, że pokazuje on różniste obiekty. I one martwe są. Model komputerowy ukazuje je z każdej strony, ale przecież ich nie ożywia. To dopiero w tych obiektach, budynkach, na boiskach i w halach ma toczyć się życie. A to życie nadadzą im ludzie. I to o ich dobór należy zadbać. W pierwszej kolejności. Bowiem kiedy popatrzymy, niekoniecznie krytycznie, na tych młodych piłkarzy, którzy kończą wiek juniora i powinni trafić do dorosłej piłki, to widzimy, że oni wszyscy są jacyś niedoszkoleni, niedorobieni. Przede wszystkim nie są w stanie rywalizować ze starszymi kolegami ani pod względem fizycznym, ani techniczno- taktycznym.

Mówiąc wprost, przez lata marnowano talenty młodych ludzi i duże pieniądze przeznaczone na szkolenie wyrzucano w błoto. To tak jak w filmie „Potwór” pokazano faceta uczącego się, w jego przekonaniu, chińskiego, który poszedł na egzamin u Chińczyków i nie zrozumiał ani jednego słowa – co skomentował: „Oni nie umieją chińskiego”. Podobnie Jacek Zieliński w niedawnym wywiadzie dla PS zapytał gdzie są ci rzekomo utalentowani wychowankowie akademii, który z nich zrobił karierę. Nie miejsce tu na charakterystykę każdego z nich, ale żaden z nich nie miał tego co powinien dostać w procesie szkolenia, czego natura na ogół nie daje, a więc wytrzymałości i siły. Z takim podejściem, że winni są uczniowie, a nie ich nauczyciele to zawsze będziemy jechali na wstecznym biegu. To ten kierunek jazdy musi ulec zmianie. I to model funkcjonalny musi w pierwszej kolejności uwzględniać.

Nie odkryję Ameryki jeżeli zacznę od tego od czego powinno rozpoczynać się kształtowanie piłkarza. Od przygotowania fizycznego. Wywody mogę oprzeć na wywiadzie jaki „Weszło” udzielił trener Edward Kowalczuk, od 30 lat pracujący w Hannower 96. Powiada on, że w Polsce dyskutuje się o rzeczach absolutnie podstawowych, o których w krajach zachodnich w ogóle się nie rozmawia, gdyż dawno ustalono tam oczywiste prawdy szkoleniowe. One lepiej lub gorzej są po prostu wdrażane. Podstawą wyszkolenia musi być określenie profilu technicznego, taktycznego i motorycznego na bazie ściśle ukierunkowanych testów, przeprowadzanych systematycznie co najmniej 2 razy w roku. Profil motoryczny, a więc siłę, wytrzymałość i szybkość określa się bardzo precyzyjnie. W piłce nie chodzi o wypuszczanie na boiska gladiatorów, ale o pracę nad siłą  eksplozywną, czyli zdolnością rozwijania siły w jak najkrótszym czasie, a w dalszej kolejności – hipertrofię, czyli powiększanie przekroju mięśnia. Nowoczesny trening nie może obyć się bez przygotowania atletycznego. Żeby poprawić siłę mięśni, potrzebne jest również wysokobiałkowe odżywianie i aminokwasy poprawiające efektywność treningu. Nie powinno być zawodnika, który przy właściwym treningu nie poprawia parametrów, do czego potrzeba też motywacji. Najważniejsza jednak jest konsekwencja, systematyczność i logika. Trening siłowy musi być odpowiednio sterowany, tak aby nie zatracić koordynacji mięśniowej i dynamiki ruchu. Górna granica gotowości fizycznej zawodnika do gry to 21 lat, jeżeli do tego czasu jej nie uzyska, to jego prognoza na wielkie granie jest marna. Koordynację i motorykę ulepsza się od 12 roku życia, tak że 17-letni piłkarz ma już określony potencjał sprawnościowy. Ale zawodnik najlepiej się rozwija kiedy cykl treningowy połączony jest z regularną grą. Bez niej nie ma szans na osiągnięcie wysokiego poziomu. Oczywiście w tym graniu nie chodzi o zdobywanie punktów, ale o wszechstronny rozwój, co pozwalają też dopełnić sporty dodatkowe jak koszykówka, piłka ręczna, pływanie itp. Kowalczuk przyznał, że zawodnicy polscy są utalentowani, ale przygotowaniem fizycznym drastycznie odstają od swoich rówieśników np. w Niemczech. W Polsce dominuje obawa, że wcześnie podjęty trening wytrzymałościowy i siłowy może zadusić dynamikę i szybkość. Żartobliwie napiszę, że w Legii nie kształtuje się niczego, ani siły, ani wytrzymałości, ani szybkości. Więc co oni trenują i kto ich szkoli? Moja rada to nie szukać recept w swoich głowach, bo tam jest jak  w alegorii Kubusia Puchatka, który im bardziej zaglądał do pustego pokoju tym ten pokój był bardziej pusty, lecz pędem do Kowalczuka po nauki, póki jeszcze żyje.

Drugim elementem składowym modelu powinno być wyszkolenie techniczne. Kiedy oglądamy mecze juniorów to widzimy, że nasi młodzi piłkarze umieją stosować różne sztuczki techniczne podbijające później internet. I wielu kibiców powiada, ależ mamy wyśmienicie wyszkolonych technicznie zawodników. Otóż nie mamy. We współczesnej piłce w ogóle nie o to chodzi. Kiedy Jan Urban został po raz pierwszy trenerem Legii przed 10 laty /ależ ten czas zasuwa/ to na jednym z pierwszych treningów nakazał zawodnikom, aby dośrodkowywali ze stojącej piłki i w biegu z rejonu bocznej linii boiska w pole karne i trafiali w koło o średnicy ok. 1 metra. Wyniki były zatrważająca. A sam trener radził sobie doskonale. Oczywiście chciał on zaimponować zawodnikom. Tylko, że oni bardziej oczekiwali dobrego trenera, którym wówczas nie był. Więc konflikt oczekiwań był nieunikniony. Ten przykład unaocznia to co dokładnie widoczne jest na boisku. Nasi zawodnicy nie potrafią przyjąć piłki tak, aby móc ją maksymalnie szybko zagrać, nie umieją celnie podać piłki na większą lub mniejszą odległość, na odpowiedniej wysokości, z odpowiednią siłą. Więc jeżeli nawet dysponują jakimiś umiejętnościami technicznymi to one w meczu na poziomie chociażby Esy są nieprzydatne. I nie należy się temu dziwić. Jeżeli trening młodego chłopca trwa maksimum 90 minut to nauczenie go techniki ogólnej i tej użytkowej jest niemożliwe. Najlepiej wyszkoleni nasi piłkarze przed laty ćwiczyli na tzw. podwórkach po kilka godzin dziennie. Nikt nie ględził o potencjale energetycznym, o dozowaniu wysiłku fizycznego, o przemęczeniu. Dla mnie te współczesne polskie teorie są usprawiedliwieniem dla zwykłego lenistwa. Nie tyle młodych chłopaków, ile szkółek, do których uczęszczają. To one wyznają zasadę: nie narobić się, a zarobić. To co kiedyś robiło się na podwórkach, łąkach, hałdach, dziś musi być robione na boiskach. I tu czas powinien być mierzony poziomem wyszkolenia, a nie w minutach. Bo stare przysłowie powiada: „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”. Więc uczmy się póki na to czas.

Przed ponad 10 laty pracował w polskich klubach czeski szkoleniowiec Werner Liczka, który potem przez 9 lat był szefem wyszkolenia Czeskiego ZPN. Udzielił on obszernego wywiadu tygodnikowi „Piłka nożna”, w  którym chwalił talent młodych polskich piłkarzy, uznając że zwłaszcza psychicznymi predyspozycjami do piłki przewyższają Czechów, Słowaków czy Niemców. Na pytanie, więc czemu nie osiągają sukcesów odparł, że to wynik braku wyszkolenia taktycznego. Wymienił kilka  największych braków. Jego zdaniem wszystko zaczyna się od ekonomiki biegu. Zawodnicy w innych krajach od najmłodszych lat uczeni są poruszania się po boisku po trajektoriach lotu piłki. Nie jest bowiem tak, że piłka w meczu podawana, zagrywana jest przypadkowo w sposób nieprzewidywalny. Każdy zawodnik gra na określonej pozycji i porusza się w określony sposób zależny od fazy meczu. Piłka krąży pomiędzy tak poruszającymi się zawodnikami, ich rywale powinni znajdować się na linii lotu piłki. Natomiast nasi zawodnicy biegają bardzo dużo, lecz biegają obok. Ich wysiłek fizyczny jest marnotrawiony. Dalej twierdził on, że trudno nauczyć jest naszych piłkarzy taktyki zespołowej, kiedy nie mają oni nawyków zachowań taktycznych wymaganych na ich pozycji czy taktyk formacji. Mówił, że np. środkowi obrońcy nie atakują rywala natychmiast, gdy tylko znajdzie się z piłką w świetle bramki, tylko go blokują, czego należy z kolei oczekiwać od bocznych obrońców. Że środkowy napastnik zamiast absorbować swoją obecnością obronę rywali, szuka gry gdzie indziej, że przechodzenie z fazy obrony po przechwycie piłki do fazy ataku jest zbyt wolne. Właściwie nie znalazł on żadnego pozytywu świadczącego o tym, że ktoś szkolił taktycznie naszych młodych piłkarzy.

Z kolei były trener Wisły Robert Maaskant w jednej ze swoich prac zauważał, że polscy piłkarze psychikę mają silną, ale są nieprzygotowani mentalnie. Również i jego zdaniem przyczyną tego stanu był brak ukształtowanych nawyków taktycznych. Mentalność piłkarza nie jest tworem samoistnym oderwanym od wydarzeń na boisku. Zawodnik czuje się pewny siebie kiedy wie jak zachować się w określonej sytuacji boiskowej i co w niej robić. Podawał zwykłe przykłady, np. stałych fragmentów gry, gdy dopiero niejako w trakcie tej czynności zawodnicy szukają miejsca na boisku i ustawiają się. To chyba ten brak powoduje, że nasi piłkarze tracą tyle bramek po rogach. Pytanie dlaczego w Legii tego co mówili i pisali m. innymi Liczka, Maaskant nie zrozumiano i nie zastosowano? Nie oddawajmy więcej diamentów do obróbki kamieniarzom.

Nazbierało się tego materiału do dyskusji o modelu przyszłościowym Legii Warszawa jako klubu nastawionego na szkolenie i promocję młodzieży. Osobiście uważam ten kierunek nie tylko za słuszny, ale za po prostu jedyny. Musimy tylko przywyknąć do tego, że młodzi zawodnicy, oby tylko dobrze wyszkoleni, będą trafiać do I zespołu na rok, góra dwa i będą odchodzić do bogatszych klubów, oby za przyzwoite pieniądze. Nie będzie to żadną stratą pod warunkiem, że ich miejsce zajmą jeszcze lepsi, jeszcze lepiej przygotowani. Bo to nie mury kształcą człowieka, ale inni ludzie. Niech to oni zapewnią Legii lepszą przyszłość.

I to by było na tyle.

Dyskusja (1)
1sobota, 28, października 2017 07:11
Zbyszek
Na Legia.net jest ciekawy wywiad z Dyrektorem Jackiem Zielińskim o problemach tyczących ogólnie mówiąc szkolenia młodzieży w Legii., o czym piszę w moim felietoniku.Uderz w stół a nożyce się odezwą. Smile.
Jacek starannie odróżnia tzw. teorię od praktyki i powiada,że nawet najlepsze pomysły trzeba wdrożyć.Ja też tak mówię, tylko ja powiadam,że same obiekty nowej Akademii tego nie spowodują , więc trzeba dobrać lepiej przygotowaną pod każdym względem kadrę szkoleniową.
Nie zgadzam się natomiast z taką oto uwagą,że publiczne ujawnianie błędów co czynię i czynił będę jest naznaczone szkodliwością. Szkodliwe Jacku jest ich ukrywanie.A poza tym wszystkiego najlepszego i powodzenia.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1