A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 58

Każdy gdy patrzy, widzieć powinien, lecz nie zawsze takie następstwo czasowe ma miejsce, a to z tej przyczyny, że procesy widzenia otaczającej nas rzeczywistości są najlepiej naukowo rozpoznaną czynnością mózgu i wiemy, iż obrazy przekształcane w sygnały nerwowe są obrabiane w naszym umyśle. Dlatego każdy widzi ten sam obraz, ale nie tak samo.

I nie mówimy tu o takich zaburzeniach procesu postrzegania jak zachodzące przykładowo u piszącego te słowa, który ma 3 pary okularów, do czytania, do chodzenia i kiedy wnunio się pyta: a na co ci dziadku te trzecie, odpowiadam - żebym mógł znaleźć te pierwsze lub te drugie. Gdy więc piszę, że widzę, dostrzegam lub temu podobne rzeczy, oznacza to tylko, że wydaję mi się, że tak jest. A tym razem będzie o tym, że widać jak Jozak robi to co trener robić powinien.

Już nie tylko autor z uporem powtarza, że nasi zawodnicy zostali przetrenowani, ale do tego chóru dołączyli tacy trenerzy jak Strejlau, ”Bobo” Kaczmarek i Kasperczak, a i sami  gracze zaczynają przebąkiwać, że brakuje im świeżości. Oby jej nie odzyskali dopiero w połowie grudnia. Nie należy sądzić, że trener Jozak, otoczony fachowym gronem doradczym, nie ma tej świadomości i wierzył w cudowne ozdrowienie z dnia na dzień. Inteligencja adaptacyjna, u tego kto ją ma, podpowiada iż jak się nie ma co się lubi, to trzeba polubić co się ma, czyli nolens volens trzeba jakoś sobie z tym co się w spadku dostało radzić i pogodzić z faktem, że fizycznie od prawie każdego rywala odstajemy. Inaczej mówiąc, trzeba ratować to co się da. Jak w pożarze. Tu Jozak występuje jako straszy sikawkowy, co jest o tyle dobranym przykładem, że aby gasić pożar, strażak nie musi brać wcześniej udziału w podpalaniu i gaszeniu, bo wystarcza mu praca wykonana koncepcyjnie, na sali wykładowej. Tam nauczyli go w jakiej kolejności, czym, przy użyciu czego doprowadzić do tego, aby pożar opanować, a następnie wygaszać, tak aby to co się da przed zniszczeniem uratować. I kiedy siłą się nie da to trzeba próbować sposobem, a w piłce jest nim taktyka. I Jozak zmienił styl gry Legii z takiego nijakiego, niby ofensywnego, na konsekwentnie defensywny, a grę w ofensywie z nieporadnego ataku pozycyjnego na kontratak. Ta wiedza jest dostępna każdemu kto chce widzieć rzeczy takimi jakimi one są i nie jest to żadną wiedza tajemną. W ostatnich latach wyśmienicie takie granie prezentował np. Śląsk Wrocław pod wodzą Oresta Lenczyka. Polega ono z grubsza na tym, że w środku pola przy ataku rywali zaczaja się zawodnik, który potrafi przyjąć dłuższe podanie, utrzymać się przy piłce i celnie ją podać na dalszą odległość do wchodzących po dwóch skrzydłach szybkich napastników. W Legii drugiego Mili nie ma, więc z konieczności tę rolę pełni Guilherme i trzeba przyznać, że wywiązuje się a niej coraz piękniej, a dwoma ostrzami są Kucharczyk i Niezgoda. Ich zadaniem jest zdobyć chociaż jedną bramkę, a reszty drużyny, przewagę dowieźć do końca. Niby proste, ale dla co poniektórych i tak było za trudne.

Oczywiście sam pomysł na grę to przymało. Trener Jozak zastał on zawodników zdruzgotanych, pozbawionych pewności siebie i niezdolnych do podjęcia walki. Im potrzebny był nie byle impuls taktyczny, ale wstrząs wręcz anafilaktyczny. A do niego potrzeba równie potężnego powodu. I taki się znalazł, co w sytuacji pogłębiającego się kryzysu musiało nastąpić. Był nim mecz z Lechem. Trener publicznie w ostrych słowach potępił zawodników, przecież nie po to, aby ich poniżyć, ale aby ich obudzić. Aby wstrząs anafilaktyczny dał efekty, nastąpić musi w dwóch fazach. I na jej drugą odsłonę długo nie trzeba było czekać. A było nią pokazowe odsunięcie niezadowolonego zawodnika od składu pierwszej drużyny, dodajmy jakiegokolwiek, pod jakimkolwiek pretekstem. Oczywiście każdy pretekst jest w takiej sytuacji prawdziwy. Nie jest to znowu pomysł Jozaka, ale tak uczy wiedza, naukowo ją nazywając, socjotechniczna, a prosto - manipulacja. Pamiętamy odsunięcie od zespołu przez Skorżę Iwańskiego, Wawrzyniaka i Gizy czy przez Czerczesowa Vrdoljaka, Furmana i Prijovicia. W obu przypadkach były pozytywne efekty, bo taka technika socjologiczna ma na celu tylko pośrednie oddziaływanie w kierunku poprawy usuniętego członka zespołu, ale ma uzdrowić morale tych, którzy zostają, poprzez zrzucenie odium winy na nieobecnych. Jozak dokonał publicznej egzekucji Nagya, który świetnie się do odegrania tej roli nadawał. Wcześniej nikomu nie przeszkadzało, że narzekał na trenera, że kwestionował polecenia, że trenował na pół gwizdka, że obwiniał wszystkich tylko nie siebie, że balował po nocach i że wreszcie za dużo mówił, nie wykazując entuzjazmu. A że „Boh trojcu ljubit”, cichaczem Jozak wywalił dwóch dalszych leniów Berto i Moulina. Oczywiście każdy może do drużyny dołączyć, ale to w nikłym procencie zależy od każdego z nich, ale od tego czy pozostali zostali uzdrowieni psychicznie i wtedy kiedy wyniki są takie jakie trzeba.

Powyższe zadziałania zaświadczają o tym, że Jozak dużo wie nie tylko o samej piłce, ale i o tym, że gra i wyniki mają charakter przyczynowo-skutkowy, czyli aby osiągnąć efekt, trzeba robić w określonej sytuacji to co czynić się powinno. I to na razie wystarcza, ale aby rozwój stale postępował, trzeba o niego dbać tak jak ogrodnik dba o swoje rośliny, podlewać, pielęgnować, odcinać złe pędy, znowu pielęgnować i dopiero po tak wykonanych zabiegach, zbierać obfity plon. I o tym będzie w dalszej części felietoniku.

Kiedy obserwujemy z pewną dozą wnikliwości współczesne przemiany w futbolu to tym co najpierwej rzuca się w oczy jest ogromna przemiana w sztabach szkoleniowych. Pamiętam te czasy, gdy jeden trener wystarczał, a dziś w najlepszych drużynach ma on nawet kilkudziesięciu współpracowników. Ta przemiana ma nie tylko skutek ilościowy, ale przede wszystkim jakościowy. Trener w istocie przeistacza się w zarządcę skomplikowanej machiny nakierowanej na osiąganie wyniku sportowego. Tym samym o wyniku decyduje samo zarządzanie i ten, który to efektywniej potrafi robić, góruje nad tymi, którzy to czynią gorzej. Tu klasycznym już przykładem jest SAF.

O samym zarządzaniu wiemy sporo i znamy jego tzw. klasyczne funkcje, których jest pięć i takież zasady, których jest 14. Nie zamierzam zanudzać czytelników omawianiem każdej z nich i ograniczę się do ich wymienienia.

Naczelną funkcją zarządzania jest planowanie. Oznacza ona w praktyce określenie celu działania i sposobów na skuteczne jego osiągnięcie. W niedawnym wywiadzie Józef Wojciechowski mówił, że od piłki odstręczyła go m. innymi jej nieprzewidywalność. Otóż takie twierdzenie jest fałszywe, bowiem piłka jest przewidywalna, o czym świadczy prosty fakt, że w każdej lidze w czołówce są drużyny, które mają najwyższe budżety. A więc nakłady planowane i rzeczywiste przekładają się na efekty. Tyle tylko, że tym, który to tworzy musi być trener, który wie jak to robić, bo albo tego już doświadczył, albo posiadł wiedzę i potrafi ją spożytkować. Jeżeli przekaże się nawet największe środki finansowe i ludzkie laikom to ile by tego nie było, oni i tak wszystko zmarnotrawią. A przy planowaniu muszą być przestrzegane następujące zasady: realności, konkretności, kompletności, hierarchii zadań, elastyczności, mobilizacji i perspektywy.
Drugą funkcją zarządzania jest organizowanie. Obejmuje ona działania, czynności i środki niezbędne do wykonania ustalonych zadań, odpowiednie ich grupowanie i powiązanie, tak aby powstała spójna całość zapewniająca optymalną możliwość realizacji celu. We współczesnej piłce sprowadza się ona do koordynowania pracy fizjologów, analityków taktycznych, medyków, dietetyka, fizjoterapeutów i ewentualnie psychologa. Jest to temat rzeka i np. w Legii mieliśmy do czynienia z jej brakiem nagminnie, że podam tylko jeden przykład: za Urbana fizjologiem był spec od  metody eksplozywnej polegającej na wzmaganiu dynamiki mięśni, a dietetyk zamiast pełnowartościowego białka będącego budulcem mięśni ordynował zawodnikom jogurt z miodem. Kontuzji było co niemiara, tyle że było to wynikiem nieumiejętności organizatorskich trenera. Trzecią funkcją jest decydowanie. Ma ono zastosowanie kiedy mamy co najmniej dwie alternatywne drogi do celu i trzeba wybrać jedną z nich. Np. w sprawach taktycznych analitycy podpowiadają, a trener wybiera co drużyna ma grać. Doskonale widać było niedomagania decyzyjne późnego Berga czy Magiery w pierwszym meczu z Astaną i np. dobry wybór Jozaka na mecz z Wisłą. Ale oczywiście alembik decyzji jest znacznie szerszy. Kolejną funkcją jest motywowanie. Podstawą motywowania jest skłanianie ludzi do jak najlepszej  realizacji ustalonego celu. Przy nim koniecznym musi być uwzględnianie: interesu pobudzanego, przedmiotów i czynników jakie pragnie uzyskać, warunków jakie musi spełnić, aby uzyskać to co pragnie. Błędnym jest sprowadzanie funkcji motywacyjnej wyłącznie do bodźcowania materialnego, głównie pieniężnego. Poważne badania naukowe dowodzą, że równie ważne są takie czynniki jak: poczucie bezpieczeństwa /pewność pracy/, społeczne /potrzeba przynależności do grupy/, szacunek i uznanie oraz samorealizacja czyli zadowolenie z tego co się robi. Ta funkcja obrosła bogatą literaturą do tego stopnia, że chyba poświęcę jej omówieniu oddzielny felietonik. Ostatnią funkcją jest kontrolowanie. Jest to mówiąc najogólniej panowanie nad sytuacją, a jej głównym celem jest nie tylko zapewnienie zgodności działania z planem, ale i podejmowanie natychmiastowych działań korygujących, gdy to co jest czynione jest nieskuteczne i nieefektywne.

Powyżej wymienione funkcje zarządzania sprężone są z uniwersalnymi zasadami, do których należą:  
- podział pracy /zasada powiada, że w wyniku specjalizacji otrzymujemy sprawniej wykonane zadania i w takim kierunku zmierza organizacja pionów sportowych klubów piłkarskich/,
- autorytetu /jest to umiejętność przekonania  podwładnych, że ciężka praca ma sens/,
- dyscypliny /polega na dostosowaniu się do ustalonych reguł/,
- jedności rozkazodawstwa /jedna osoba jedna decyzja/,
- jedności kierownictwa /jeden cel, jeden plan, jeden ich kierownik/,
- podporządkowania interesu osobistego  interesowi zespołu,
- wynagradzania adekwatnego do przydatności dla realizacji celu,
- centralizacji /plan pracy nakreślany jest na szczycie hierarchii/,
- ładu /każdy ma i zna swoje miejsce w zespole/,
- sprawiedliwości /a więc dania każdemu tego co mu się słusznie należy/,
- stabilizacji personalnej /rotacja zawodnikami ograniczona do tego co konieczne i niezbędne/,
- inicjatywy /przyznanie nie tylko w teorii, ale w praktyce prawa do błędu/,
- harmonii /sprowadza się ona do identyfikacji jednostki z zespołem/.
Gdyby ktoś sobie zażyczył dodatkowych objaśnień to chętnie je wyłożę.

Nie chcę być złym prorokiem, ale w Legii na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat występowała stała tendencja do zawierania długoletnich kontraktów z trenerami, którzy nie mieli dokonań i krótkoterminowych z tymi, którzy byli fachowcami. W tę niedobrą tradycję wpisał się w moim przekonaniu i prezes Miodsuki, który wielce zadowolony oznajmił, że z Jozakiem zawarł umowę do czerwca 2018 i w razie czego nie będzie trzeba mu płacić wysokiego odszkodowania jak innym. Otóż moim zdaniem ryzyko niepowodzenia w przypadku Jozaka i jego kompetentnego sztabu było minimalne, natomiast szansa sukcesu duża. Obyśmy więc  znowu po sezonie nie przeżywali kolejny raz opery mydlanej zatytułowanej: odejdzie czy zostanie, ufundowanej sobie na własne życzenie. Zupełnie niepotrzebnie.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1