A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 59

Poprzedni felieton rozpoczął się od stwierdzenia banalnego faktu, że widzimy to co chcemy widzieć. W tym tekście wzrok zostanie wystawiony na jeszcze jedną próbę.

 

Jasno określona idea jest absolutnie niezbędna dla wolności. Bo skoro ludzie są i powinni być różni, muszą znaleźć jakąś wspólną płaszczyznę porozumienia jeśli mają czerpać przyjemność ze swojej różnorodności. Formuła intelektualna to jedyne, co zapewnia taką płaszczyznę, niezależną od więzów krwi, klasy społecznej czy kaprysów sympatii. Jeśli założymy, że księżyc i słońce naprawdę istnieją, będziemy mogli mówić o odmiennych wizjach słońca i księżyca. Człowiek bystrooki będzie się szczycił, że widzi słońce jako idealny krąg. Krótkowidz powie, że widzi księżyc jako srebrzystą, rozmytą plamę. Daltonista będzie się radował życiem pod zielonym słońcem i błękitnym księżycem. Ale jeśli uznamy, że istnieje tylko srebrna plama w oczach jednego człowieka i jasny krąg w oczach innego, wówczas nikt nie będzie wolny, bo każdy zostanie zatrzaśnięty w osobnej celi. Ba, kiedy zostaje zanegowana ta wspólna płaszczyzna porozumienia, praktyczne skutki wyglądać mogą jeszcze gorzej. Nie dość, że pojedynczy człowiek popada w ciasnotę umysłową, to w dodatku szerzy swoją ciemnotę po świecie jakby snuł mgłę, albo pajęczynę. Oto bowiem co dzieje się dalej. Wszyscy krótkowidze łączą się i budują coś na kształt miasta zwanego Miopia, gdzie maluje się rozmyte obrazy i prowadzi nader krótkowzroczną politykę. W tym samym czasie dalekowidze gromadzą się we wspólnocie gapienia się na słońce. Wszyscy astygmatycy uznają wygięty kształt księżyca za jedyny jego obraz. Innymi słowy, zamiast niewielkiej, różnorodnej grupy, doświadczamy wielkich jednorodnych grup. Zamiast wolności dogmatu, otrzymujemy tyranię upodobań.

Zbawców naszej piłki było wielu i jeszcze ich się doczekamy, bo widzieć to jedno, a rozumieć to drugie. W ostatnich wyborach do Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA jej szefem został Karol Klimczak, prezes poznańskiego Lecha. W kliku wywiadach opowiedział się za ewentualną możliwością poszerzenia ligi do 18 zespołów oraz za obowiązkiem wystawiania w meczach jednego gracza w wieku do 23 lat. Jest to typowy punkt widzenia dla klubu, który ma aspiracje gry w rozgrywkach europejskich i prowadzi dobrze funkcjonującą akademię. Bowiem jego zdaniem zmniejszenie liczby meczów zapewni dłuższą przerwę w rozgrywkach na odpoczynek, a terminarz ich będzie bardziej elastyczny. Zaś najzdolniejsi młodzi będą mieli szanse na rozwój. Dla odmiany Młody adept pismactwa na Weszło wywodził, że poszerzenia ESy do 18 klubów to pomysł na ich upadek, a wprowadzenie młodych spowoduje wzrost ich ceny i wielu klubów nie będzie stać na ich zakup.

Zanim przejdę do polemiki to kilka zdań o tolerancji. Kiedy o niej słyszę to zastanawia mnie co tak naprawdę ludzie rozumieją pod tym pojęciem. Rozumiem, że trzeba szanować innych ludzi. Istota ludzka jako taka posiada zdolności czy aspekty, które same w sobie są szlachetne i których nie da się wykorzenić. Odróżniam np. przestępstwo od przestępcy, jedno potępiam a drugiemu daję szansę na poprawę. Mógłbym w gniewie zdzielić jakiegoś łobuza po łbie, ale nie mógłbym go uwiązać jak psa przy budzie. A to dlatego, że znieważyłbym go jako człowieka, nie jako łotra. A tym samym znieważyłbym siebie. Toteż jestem w stanie przyswoić sobie ideę, że powinniśmy okazywać tolerancję wobec innych osób. Od biedy rozumiem postulat, by nie palić nikogo na stosie i nikogo nie pozbawiać praw obywatelskich. Nie rozumiem jednak, z jakiego powodu miałbym przyznawać tę ludzką świętość poglądom jako takim, ani czemu miałbym szanować jakiś paskudny pogląd tylko dlatego, że zagnieździł się w czyjeś głowie. Moim zdaniem okazuję całkowicie wystarczający humanizm, jeśli opieram się pokusie, by czyjąś głowę rozbić i wytrząsnąć z niej to paskudztwo.

Pogląd jeżeli ma mieć sens to musi mieć walor racjonalności, a pewne polemiki tej wartości nie posiadają. Potoczny ogląd rzeczywistości piłkarskiej pozwala stwierdzić, że nasza piłka się stacza po równi pochyłej, sięgając dna w postaci przegranych klubów z drużynami tak egzotycznymi, że jeszcze niedawno wydawało się to absolutnie niemożliwe. Wykazywanie więc, że niczego zmieniać nie należy, bo fajnie jest, świadczy o całkowitej umysłowej aberracji.  Z kolei twierdzenie, że mają grać najlepsi oznacza, że jest jakiś arbiter elegantiarum, który decyduje kto jest tym lepszym. Otóż rozmija się to z rzeczywistością, że podam tylko 3 przykłady.

W latach 1966-1968 w Legii, której trenerem był  Jaroslav Vejvoda, zmieniono ponad połowę zespołu. Podstawowym kryterium był wiek. Czech zamieniał starszych na młodszych. Ci starsi tzw. lepsi niczego nie osiągnęli i uznał on,ż e tylko zmiana pokoleniowa może coś zmienić, czytaj poprawić. Nie mylił się. Pan Kazimierz Górski poszedł w reprezentacji identyczną drogą. Od czasu kiedy na początku 1971 roku został jej trenerem w drużynie zostawił tylko 2 zawodników, którzy wcześniej w niej grali. Resztę wymienił. Nie można bowiem wchodzić po kilka razy do tej samej rzeki. Ci, którzy byli według wszelkich klasyfikacji i ocen byli nadal najlepsi, ustąpili pola następcom, którzy zdaniem trenera mieli większe możliwości rozwoju. I również dało to efekty. Ale wielki trener sam wpadł w pułapkę i w końcu ustąpił ze stanowiska, bo zaniechał zmian i grali ci, których przed laty uczynił najlepszymi. W zeszłym roku Górnik Zabrze na sześc kolejek do końca rozgrywek I ligi był na 9. miejscu w tabeli i trener Brosz odsunął od składu 8 podstawowych zawodników, dając szansę młodzieży. Poprzednicy byli znowu uznawania za najlepszych, ale przegrywali. Kryterium znowu był młodszy wiek. I ci młodzi wywalczyli awans. Niech tylko te 3 przykłady uświadomią, że w piłce kryterium „lepszości” jest osiągany wynik, nie głupca szkiełko i oko.

W tym kontekście spojrzyjmy i my krytycznie na legijne w tym względzie „dokonania”. Tym, który z różnych względów promował i stawiał na młodych, był trener Urban. I jak pamiętamy zespół nie miał gorszych wyników w Europie od dzisiejszych, a w lidze był bezkonkurencyjny. Zamiast opierzyć pisklęta to je rozsprzedano. Ambitną politykę kontynuował Berg. Pamiętam dwóch graczy, którzy zrobili na mnie duże wrażenie, a mianowicie Kalinkowskiego i Makowskiego. Pierwszy 3 lata temu zagrał w meczu z Górnikiem i wypadł doskonale, pokazując, że umie odbierać czysto piłki rywalom. Został wypożyczony, bo zgredy były rzekomo lepsze i słuch o nim zaginął. Makowskiego zobaczyłem po 2 latach wypożyczeń i... nie poznałem. Kiedyś obiecujący, potem bodaj najsłabszy. Mam tylko nadzieję, że podobnie nie będzie z Michalakiem i Wieteską. Tu znowu mamy do czynienia z dyktatem starszych tzw. lepszych zawodników, którym poprzedni trenerzy ulegali. Bo oczywiście można uzasadniać wypożyczenia tym, że tzw. młodzi nie będą grać i że grać powinni, aby się rozwijać. Tylko nikt nie zapyta, a to dlaczego mają nie grać w Legii i w niej się rozwijać. Co albo kto zabrania? Tu ostatni przykład Górnika jest tym dowodem przesądzającym. Można przyjąć, że gdyby trener Brosz dokonywał zmian kosmetycznych i wprowadzał do I drużyny pojedynczych graczy to żadnego pozytywnego i odczuwalnego efektu by to nie przyniosło. Młodzi gracze, będący w mniejszości, nadal byliby tymi, których starszyzna plemienna uznaje za gorszych, kogoś w rodzaju chłopców na posyłki, a nie tymi, którzy mogą decydować o obliczu, grze drużyny i jej wyniku. Dopiero radykalna zmiana pokoleniowa, wręcz rewolucyjna wyzwoliła pokłady umiejętności, odpowiedzialności i poświęcenia, co przy dobrym przygotowaniu motorycznym opartym na szybkości przyniosło prowadzenie w tabeli.

Między innymi z tego względu popierać należy postulat, aby obowiązkowo w każdej drużynie grał chociaż jeden młodzian, tak jak to już się dzieje w I lidze. Wyrażane obawy, że takie rozwiązanie podroży wartość młodych graczy są humorystyczne. To właśnie o to również chodzi. Nasi młodzi zawodnicy są za tani i aby ich było więcej to muszą więcej kosztować. Zwykła wiedza niekoniecznie ekonomiczna uczy, że jak coś jest za tanie to nie opłaca się tego produkować. Dopiero opłacalność  produktu zwiększa jego podaż i w konsekwencji obniża koszty. A w takiej  Legii prowadzi się politykę destrukcji płacąc za Kulenovicia czy Nagya setki tysięcy euro i czyhając, aby polskiego młodego pozyskać najchętniej za darmo, albo najwyżej za 100 tys. zł.

Tym wszystkim przesiąkniętym hasełkami anarchizmu nazwanego neoliberalizmem, a który z liberalizmem nie ma nic wspólnego, wypada przypomnieć, że gospodarka funkcjonuje w ramach prawnych i organizacyjnych państw, zaś w piłce za jej kształt odpowiadają demokratycznie wybrane władze. Sama idea jest przeniesieniem znanego z ekonomii prawa Saya, które w skrócie głosi, że wymuszona podaż tworzy samoistny popyt. Chociaż oczywiście wolałbym, aby przyczyną zmiany nieefektywnej polityki kadrowej w takiej akurat Legii stały się względy empiryczne i racjonalne, a nie zewnętrzny przymus, ale jak mus to mus. Tym bardziej, że przecież pan Mioduski wielokrotnie opowiadał się za prorozwojowym modelem Legii, ale jakoś skutecznej egzekucji i determinacji brakuje.

Zakończę dowcipem, który mnie dość dobrze charakteryzuje jako optymistycznego sceptyka. Byle tak nie było jak z młodym molem, który po raz pierwszy wyleciał samodzielnie z szafy, zrobił rundkę i wrócił pod płaszczyk. Starszy mól pyta: jak poszło? Młody: wybornie, wszyscy klaskali.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1