A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 63

Od lat co najmniej sześciu pośród ludzi sympatyzujących z Legią tkwi przekonanie, że Legia może przegrać sama ze sobą, bo rywale owszem są, ale po to, aby ich ogrywać. Zwykle było to przekonanie tyleż buńczuczne, ile prawdziwe.

 

W ostatnim półroczu kibice Legii doznali jednak mocy starego powiedzenia, że kto nie idzie naprzód, ten stoi w miejscu, a kto stoi w miejscu, ten się cofa. Ruch do tyłu nie jest widoczny na pierwszy rzut oka, tak jak starzenie się. Co oznacza, że patrzeć to jedno, a widzieć to drugie. Bo tak działa nasz mózg, że to przez niego filtrujemy nasze postrzeganie rzeczywistości. Kiedyś, chodząc na koncerty muzyki przedziwnej w rodzaju Jazz Jamboree, wstawałem, bijąc brawo, przekonany że to koniec potwora, a okazywało się, że muzykusy jeszcze grały. Wreszcie chadzać przestałem, bo znajomi byli przekonani, że ja tak z czystej złośliwości. Po latach okazało, że miałem prawie 50% ubytku słuchu od wysokich tonów i naprawdę tych diapazonów nie słyszałem. Te przykłady dowodzą, że wierzymy w to co chcemy wierzyć, a czy tak jest rzeczywiście, ma znaczenie wtórne. Stąd też i nasza podatność na propagandę. Przed laty modne było powiedzenie o propagandzie sukcesu. Piewcy tego stylu powiadali: jaki sukces taka propaganda. Więc kiedy nie ma sukcesów, zostaje ona sama. I wtedy okazuje się, że propaganda jest wówczas kiedy ktoś chce, abyśmy wierzyli w to, w co on sam nie wierzy. Jak bym nie patrzył, czego bym nie słyszał, to się na propagandzistę nie nadaję.

Od lat o Legii można powiedzieć, że jest ona na szczytach władzy, że jest stała, tylko rywale się zmieniają. Bo to oni cierpią na uwiąd i mając wielkie ambicje, tym więcej cierpią im bardziej nie są w stanie ich zrealizować. Mogliby się pomodlić tymi słowy: Panie zabrałeś możliwości to zabierz i chęci. Ale żeby było jasne, nie mam zamiaru im współczuć. Jak już zdołaliście zauważyć tym razem będzie o naszych rywalach do tytułu.

Zacząć wypada od naszego rywala, którego nowy prezes zagrzewa do pokonania klubu ze stolicy. I  niestety po latach znowu poznański Lech ma argumenty. W sposób niedostrzegalny, ale konsekwentnie drużyna Lecha wzbogacała się o nowych graczy, wyzbywając  się tych, którzy obniżali jej poziom. Jesienią Lech grał ustawieniem 1-4-2-3-1, ale w meczach sparingowych próbuje ustawienia 4-3-3. Ponadto zaczyna grać wysokim pressingiem, który to sposób może być trudniejszy dla rywali od przeszkadzania na ich połowie  i ścisłego krycia dopiero od 35-40 metra od swojej bramki. Zespołowi przewodzi Chorwat Nenad Bjelica, który trenował już taki klub jak Austria Wiedeń. Z tego co można wyczytać o sposobie przygotowań piłkarzy Lecha do sezonu to Bjelica zamierza wejść w sezon z wysokiego C. Wie on dobrze, że tzw. szatnia nie ma samoistnego wpływu na oblicze drużyny. Jest niejako odwrotnie, to wyniki kształtują atmosferę w szatni. Jeżeli zespół wygrywa to te nastroje są lepsze i sprzyjają korzystnym wynikom, więc Bjelica chce od początku stworzyć dobry klimat. To jest dobrze przygotowany do zawodu trener, ale jest nieco niestabilny emocjonalnie i często podejmował decyzje nieprzemyślane i dla wyników drużyny szkodliwe. Nie tylko dlatego Lech jesienią osiągnął wyniki dalekie od oczekiwań, niestety z wyjątkiem meczu z nami. Słabo prezentował się Majewski, Jevtić w większości meczów grał egoistycznie to i efekty były jakie były. Aby jednak grać pressingiem to niestety trzeba wybiegać tyle ile zawodnicy Legii za kadencji Czerczesowa, a o takich obciążeniach lechitów nie wyczytałem. Być może znaleźli inny tajemniczy sposób jak posiąść wytrzymałość szybkościową innymi metodami.  Reasumując, jeżeli trener Bjelica przestanie robić za szaleńca, a zawodników nie dopadnie zadyszka to Lech nie tylko będzie głównym konkurentem Legii, ale i głównym faworytem do tytułu.

W czołówce tabeli po jesieni jest Jagiellonia. Nie ma wokół niej tyle szumu medialnego co nieco wcześniej, bo zakapiora Probierza zastąpił człowiek sumiennej pracy Ireneusz Mamrot, trener już 48-letni, pierwszy raz prowadzący klub w ESie i to on stał się największym atutem klubu z Białegostoku. Trener Mamrot pracując przez wiele lat w Chrobrym Głogów, zdobył to o czym większość trenerów marzy, a mianowicie trenerski warsztat, a więc tę umiejętność, która pozwala prowadzić tak piłkarzy, aby systematycznie rozwijali swe umiejętności, a drużyna osiągała zakładane cele. Drużyna Jagiellonii gra inaczej niż za poprzednika. Tamten koncentrował się na dostosowaniu taktyki drużyny do rywala, aby osiągać korzystny wynik poprzez przeszkodzenie w realizacji jego celu. Trener Mamrot kształtuje własny styl gry oparty o wybieganie i oszczędne ,ale skuteczne gospodarowanie siłami i piłką. To rywale muszą starać się zneutralizować silne strony Jagi. Pomimo, że zespół systematycznie jest osłabiany to Mamrot nadal dysponuje niezłymi zawodnikami. Oczywiście drużyna Jagiellonii nie ma tej siły gry co Lech i Legia, ale jej siłą jest ustabilizowany, wysoki poziom wytrenowania i wykonywania założeń taktycznych.

Największą sensacje w rozgrywkach jesienią sprawił zespół Górnika Zabrze. Media podkreślają zasługi 45-letniego szkoleniowca Marcina Brosza, ale biorąc pod uwagę sposób gry Górnika to prawdziwym twórcą wyników jest młody, dobrze wykształcony trener przygotowania fizycznego Wojciech Mroszczyk. Analizując grę Górnika jesienią, łatwo zauważyć można, że posiadał on w każdym meczu mniejszy procent posiadania piłki i mniejszą liczbę wykonanych podań od przeciwnika, ale jednocześnie, poza meczem z Legią, w którym grali w 10-tkę, drużyna ta wybiegała co najmniej 5% kilometrów więcej od rywali. Oznacza to, że zawodnicy z Zabrza wykonują ogromną pracę bez piłki, zarówno w obronie, przeszkadzając rywalom, kryjąc ich, ale i wzajemnie się asekurując, jak i w ataku, w którym ten zawodnik Górnika, który posiada piłkę, ma możliwość jej zagrania do kilku wychodzących na pozycje partnerów. Szczególnie dobrze gracze z Zabrza opanowali sztukę szybkiego przechodzenia z obrony po odzyskaniu piłki do ataku na połowę rywali. Poświęcam sporo uwagi pochwałom organizacji gry drużyny, bo moim zdaniem to ona w głównej mierze decyduje o wynikach zespołu, bowiem na poziomie czołówki Esy Górnik ma tylko 3 graczy: Kurzawę, Suareza i Angulo. Tym samym siła Górnika, a więc wybieganie, zaangażowanie i poświęcenie, jest potencjalnie jego słabością. Jeżeli zawodnicy Górnika nadal będą tak waleczni jak byli to zespół będzie w czołówce. Ale jeżeli uwierzą, że są dobrymi piłkarzami i mogą wygrywać umiejętnościami to zespół zacznie robić za batyskaf. Co w naszej lidze jest nagminne, że wspomnę o Cracovii, która pd wodzą Zielińskiego była w czubie tabeli, ale po tym jak gracze uznali się za gwiazdy, o mało nie spadła. W takiej sytuacji trener niewiele może, chyba że prezes pozwoli mu na wymianę leni na pracusiów, co czyni Probierz, którego w tym dziele wspieram.

Niejako z kronikarskiego obowiązku wspomnieć wypada o trzech drużynach z ambicjami, niektórych z budżetami, a które mogą namieszać w tabeli i życia faworytom nie umilą, czyli o Wiśle Kraków, Zagłębiu Lubin i Lechii Gdańsk.

O Wiśle wypada pamiętać nie tylko ze względu na tradycję, której żywymi świadkami są grający do tej pory Arkadiusz Głowacki, Marcin Wasilewski i Paweł Brożek, ale przede wszystkim z uwagi na jej nowego trenera, 50-letniego Hiszpana Joana Corillo.W swym dorobku ma on tytuł mistrza Węgier zdobyty z Videotonem, po którym w La Liga się nie sprawdził, ale podniósł z kryzysu Hajduk Split i zdobył z nim 3. miejsce w lidze chorwackiej. Więc patrząc  na CV można rzec, że facet wie jak to się robi. Dodatkowo bardzo pochlebnie wypowiadał się o nim Nikolić, którego opinie jako mądrego i dojrzałego człowieka bardzo cenię. Twierdzi on, że Corillo jest zwolennikiem futbolu proaktywnego opartego na wywieraniu presji na obronie rywali i wymuszaniu popełniania przez nich błędów. Zobaczymy jak szybko zmieni taktykę drużyny, która za poprzednika Kiko Ramireza bazowała na defensywie. A przyznać trzeba, że Wisła ma kilku zawodników wysokiej klasy, którzy są wstanie tę nową taktykę realizować.

Dwie pozostałe drużyny umieszczam w zestawie z uwagi na ich wysokie, jak na naszą ligę, budżety, po 40 mln złotych, które zgodnie z teoriami statystycznymi autorów „Futbonomii” powinny przełożyć się wysokie miejsca w tabeli. Obecnie wyżej od Lechii jest Zagłębie Lubin co jest despektem dla  drużyny z Gdańska i jej byłego trenera Piotra Nowaka. Mając do dyspozycji takich zawodników trzeba być wyjątkowo nieudolnym, aby nie być przynajmniej na pudle. A jeszcze do klubu powraca Borysiuk. W Gdańsku postawiono na młodego 38-letniego doktora nauk medycznych z Wali, który był asystentem w kilku niezłych klubach, ale Lechia jest pierwszym przez niego prowadzonym samodzielnie. Moim zdaniem gorzej niż było, być w tym klubie nie może.

I na końcu wymieniam Zagłębie Lubin, w którym wymieniono doświadczonego, bardzo dużo umiejącego Piotra Stokowca na trenera, dla którego jest to w ogóle start do zawodu, bo żadnego klubu na żadnym szczeblu nie prowadził – wielokrotnego reprezentanta Polski Mariusza Lewandowskiego. Wadą Stokowca było zbyt pochopne godzenie się ze słabymi wynikami drużyny, jak by mu bardziej zależało na rozwoju indywidualnym zawodników niż na sukcesach klubu. Natomiast Lewandowski ma z kolei ogromne parcie na sukces i jeżeli zawodnicy podzielą jego ambicje to Zagłębie może być wysoko, pomimo że się systematycznie osłabia, jak tej zimy Jachem i Świerczokiem. Dopóki jednak w Zagłębiu nie zmieni się polityka niskich płac dla zawodników, o dużych sukcesach mogą zapomnieć.

Na zakończenie napiszę,że trudno być prorokiem we własnym kraju. Kiedyś brałem udział w międzynarodowym turnieju brydża sportowego na układane karty i przyszło rozdanie, w którym najwyżej punktowany był szlem w bez atu, do którego doszła tylko jedna para i to polska na kilkadziesiąt startujących i został on wygrany. Na pytanie jak to się stało rozgrywający odparł: ściągnąłem wszystkie asy i króle i musiało coś spaść i rzeczywiście przymus krzyżowy sam się ustawił. Rywale tylko zgrzytali zębami ze złości. Dlatego tak trudno było na tym naszym polskim podwórku przytulić parę złotych. Oby i nam było bardziej do śmiechu niż do łez.

Dyskusja (1)
1środa, 07, lutego 2018 20:49
sektor212
Zbyszek

Mam dość spore obawy czy Górnik nie zagra na nosie Legii i Lechowi. Co by nie napisać to mam duży szacunek do Marcina Brosza jego warsztatu i prowadzenia zespołu. Już wcześniej w Gliwicach pokazał, że potrafi zbudować drużynę za nie duże środki finansowe. Swoje dzieło udanie kontynuuje na Śląsku. Mimo zadyszki na finiszu rozgrywek i wysokiej porażki z Cracovią piłkarzy Zabrza cenie za konsekwencje taktyczną w grze oraz sam pomysł Brosza jak wykorzystać potencjał młodych zawodników. Olbrzymi plus obecnego okna transferowego to utrzymanie stanu osobowego w szatni Zabrzan. To nie ma rewolucyjnych zmian tylko dalsze doskonalenie schematów gry co czyni Górnik jeszcze groźniejszy niż był jesienią. Zadowolony jestem że mecz rewanżowy mamy już z nimi za sobą. Kiedy w rundzie finałowej dojdzie do bezpośredniej konfrontacji z Górnikiem Legia powinna już być w szczytowej formie i dzielnie stawić czoło dobrze grającej ekipie ze Śląska.

Lech też nie próżnował i dokonał kilku transferów. Oby żaden jakoś specjalnie im nie wypalił. Jednak Poznaniacy zdają sobie sprawę z przebudowy jaka się obecnie odbywa Ł3 i mogą wykorzystać nadarzającą się okazje. Dość szybko (4 marca Legia - Lech) poznamy odpowiedź który Chorwacki trener lepiej poukładał klocki na boisku i w szatni.

Wydaje się że kwestia medali rozstrzygnie się pomiędzy wyżej wymienionymi zespołami. Jakoś specjalnie nie wierzę w Jagiellonię. To jak koncertowo zawaliła ostatni sezon pokazuje że jeszcze nie ich czas. Sprzedasz najlepszego zawodnika również im nie pomoże w walce o medale.

Wisła i Zagłębie mocno by mię zadziwiły poważną walką o medale.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1