A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 66

Mecze reprezentacji narodowej w piłce nożnej w obliczu zbliżających się mistrzostw świata w Rosji budzą silne  emocje, choć są one w znacznym stopniu wydumane i sztuczne.

 

Rozmawiałem ostatnio z jednym z prominentnych działaczy PZPN i on powiedział, będąc o te kilka lat młodszy ode mnie, że przed mistrzostwami w 1974 roku gra ówczesnej drużyny także nie była przekonywująca, a w RFN było wspaniale. Powiedziałem ‘szczawikowi’, że porównania bywają zawodne. Bowiem sytuacja faktyczna jest zasadniczo odmienna. W tamtym okresie wszyscy zawodnicy kadry grali w kraju, a drużyny nasze liczyły się w rozgrywkach europejskich, zwłaszcza Legia i Górnik. Nie wiedzieliśmy tylko jaki poziom nasi gracze reprezentacyjni prezentują na tle zawodników z innych krajów. Dziś większość reprezentantów jest w innych krajach i poza Lewandowskim, Piszczkiem czy Glikiem znaczącej roli w nich nie odgrywają, a ci wywodzący się z krajowych drużyn sukcesami w Europie pochwalić się nie mogą. Dlatego przed 44 laty mogliśmy realnie marzyć o dobrym wyniku, a teraz mamy do czynienia z oczekiwaniami na wyrost, ponad rzeczywista miarę.

To co robi Nawałka jako żywo przypomina wnioski jakimi publicznie, po roku pracy z reprezentacją podzielił się selekcjoner Kazimierz Górski. A były one następujące:
- nie należy bać się eksperymentowania, zwłaszcza wobec braku wyraźnego postępu w grze zespołu,
- stawiać trzeba nie na nazwiska, ale na aktualną formę poszczególnych zawodników,
- nie można budować zespołu tylko na teoretycznych wyliczeniach, ale nieustannie sprawdzać w grach kontrolnych,
- należy zwracać uwagę na takie czynniki jak samopoczucie piłkarzy, ich stosunki rodzinne. Trzeba wytworzyć atmosferę wzajemnego zaufania pomiędzy trenerem i zawodnikami,
- dobry zespół nie może być wypadkową różnych dążeń i tendencji. Potrzebny jest jasno określony cel.

Trenerowi Górskiemu i jego drużynie udało się odnieść sukces. Jego poprzednicy nie mieli gorszych zawodników, w porywach chyba nawet lepszych, ale tak jak rasowy wierzchowiec pod jednym dżokejem wygrywa, a pod innym nie liczy się w stawce tak od trenera kadry zależy czy wyciśnie z graczy maksimum czy minimum.

Po meczu z Nigerią liczni komentatorzy twierdzili zgodnie, że drużyna ma przyszłość i że nowe ustawienie może być przydatne, lecz pod warunkiem, że piłkarze będą wiedzieli co jest grane, że będą lepsi wykonawcy założeń, że obrońcy będą wprowadzać piłkę do gry, a nie ją wykopywać, że defensywni pomocnicy nie będą chaotyczni i bezproduktywni, że skrzydłowi będą wygrywali pojedynki jeden na jednego, że Zieliński będzie podawał piłki kolegom, a nie je oddawał rywalom, że będziemy mieli pomysł na grę w ataku itp. Po meczu z Koreą Południową uwagi były podobne, poza tym, że chwalono Zielińskiego i ganiono Jędrzejczyka.

Natomiast ustawienia taktyczne  z obu meczów uznano na tożsame. Otóż były one zasadniczo różne. W meczu z Nigerią nasza drużyna zagrała w ustawieniu: bramkarz, trzej obrońcy (jeden środkowy i dwaj boczni), dwaj defensywni pomocnicy, trzej pomocnicy, jeden środkowy i dwaj skrzydłowi, dwaj napastnicy. Takie ustawienie trąci starzyzną, bowiem przed laty było znane jako 3-5-2. Takim ustawieniem grała Legia kiedy jej trenerem był Dragomir Okuka. Trener Nawałka jako zawodnik grał w ustawieniu 4–4-2  i jako trener zaczął praktykować na tym fundamencie. Ustawienie 4-4-2 z uwagi na wzrost wydolności zawodników przestało być optymalne i przeszło w bardziej funkcjonalne 4-2-3-1, ale nim to się stało to grano właśnie 3-5-2, a nawet 3-6-1 . Takie ustawienie zastosował np. Janusz Wójcik w meczu z Anglikami w 1999 roku.  Walory ustawienia 3-5-2 były na tyle marne, że od niego odstąpiono. Przede wszystkim jego wadą było nadmierne wzmocnienie środkowej linii kosztem osłabienia formacji obronnej. Nadto przy coraz doskonalszym przygotowaniu fizycznym, zwłaszcza szybkościowym zawodników, można było grać piłką do napastników z pominięciem tej linii rywali. Jednak dziś nabiera ono nowego wyrazu. Zaczyna się doceniać jego funkcjonalność. Bowiem przy wysokim zdyscyplinowaniu taktycznym drużyny, może posiadać ona w każdym miejscu na boisku w którym znajduje się piłka 5 zawodników i tak, gdy piłka jest pod własną bramką, ustawienie wygląda  5-3-2, gdy jest w środkowej strefie 3-5-2, a gdy w pobliżu pola karnego rywali 3-2-5. Nasza drużyna w meczu w Nigerią wykorzystała możliwości defensywne tkwiące w tym ustawieniu, ale znacznie gorzej było z atakiem. Natomiast w meczu z Koreą Płd . Zagraliśmy ustawieniem wyjściowym: bramkarz, trzej środkowi obrońcy, dwaj boczni obrońcy zwani wahadłowymi, czterej pomocnicy (jeden środkowy, dwaj defensywno-ofensywni i jeden skrzydłowy) i jeden napastnik. W tym ustawieniu kluczowa rola przypada zawodnikom wahadłowym, którzy grając w  obronie powodują, że ta formacja liczy 5 zawodników, a ustawienie zespołu to 5-4-1, gdy są w drugiej linii to ona liczy 6 zawodników, a gdy znajdują się w linii ataku to ten składa się z 4 graczy. O ile mecz z Nigerią pozwala na kilka wniosków, to mecz z Koreą był niemiarodajny, bowiem ujawnił on z całą ostrością to co wiemy do dawna, a mianowicie, że jakość gry naszej reprezentacji jest uzależniona od obecności na boisku Roberta Lewandowskiego. Pierwsza połowa, w której on uczestniczył, toczyła się pod nasze dyktando, jego zejście było sygnałem do podjęcia ataku przez rywali i nasz zespół zupełnie się pogubił. Zrzucanie winy na będącego bez formy Jędrzejczyka jest nędznym szukaniem usprawiedliwienia dla kiepskich umiejętności piłkarskich większości naszych zawodników.

Trener Nawałka ma chyba świadomość, że musi przede wszystkim zabezpieczyć nasz zespół przed łatwym zdobywaniem bramek przez rywali. A ta wiedza wynika z faktu, że Lewandowski jest w stanie zawsze strzelić bramkę dowolnemu przeciwnikowi, a poza tym sama jego obecność paraliżuje ich możliwość osłabienia liczebnego obrony na rzecz ataku. Więc wynik zależy najbardziej od tego czy i ile stracimy bramek, albo czy się przed ich utratą obronimy.

W moim przekonaniu oba sprawdziany były nieudane. I o ile można zrozumieć organizację gry wynikająca z ustawienia taktycznego w meczu z Nigerią, to w w meczu z Koreą widać było wyraźnie, że trener Nawałka wszedł na ziemię sobie nieznaną i się w krętym terenie zagubił. Moim zdaniem nie ma czasu, aby trener na żywym organizmie uczył się w kilka dni tego czego się przez całe swoje trenerskie życie nie nauczył. Albo co gorsza uwierzył, że jest wybitnym trenerem, o co trudno nie było przy wazeliniarstwie mediów. Podobnie miał w Legii Magiera. Obaj ci trenerzy powinni wiedzieć, że ich sukcesy zależały nie od nich, ale od piłkarzy. Przy czym nie umniejszam zasług Nawałki, z których kto wie czy nie największą było uczynienie Lewandowskiego kapitanem drużyny.

Dla mnie najwłaściwszym podsumowaniem tych meczów była wypowiedz jednego ze znanych dziennikarzy, którzy z kamienną twarzą, a więc chyba na poważnie, powiedział, że nasi przeciwnicy na MŚ nie będą wiedzieli jaka taktykę my zastosujemy. Ja bym z się o naszych rywali nie martwił, ja bym chciał wiedzieć czy my wiemy jakim ustawieniem będziemy grali. Ba, czy jesteśmy w stanie przyswoić sobie zachowania boiskowe wynikające z gry w takim, a nie innym ustawieniu taktycznym. Bowiem przecież żaden z naszych zawodników w klubach nie ma do czynienia ani z jednym, ani z drugim wariantem gry trzema obrońcami.

Wspomniałem o ustawieniu taktycznym 3-5-2, jakie zastosował Okuka, gdy zdobywał z Legią tytuł w 2002 roku. Było ono w swej istocie zwodnicze, bowiem 8 zawodników naszej drużyny w ten czy inny sposób brało udział w poczynaniach defensywnych, a Svitlica nie było tymi zadaniami obarczony wcale. To na nim spoczywał ciężar odpowiedzialności za strzelanie bramek, przy wsparciu podaniami Vukovicia. Było to na wskroś pragmatyczne, ale jakże skuteczne. Namawiam do zastosowania wariantu Okuki w dzisiejszej reprezentacji. Mamy jednego z najlepszych piłkarzy świata w osobie Lewandowskiego, ale nie mamy odpowiednika Vukovicia. Pochwały pod adresem Zielińskiego mocno śmieszą, bowiem on w reprezentacji mecze słabe przeplata z bardzo słabymi. Powiada się, że ma on wielki talent. Czas, aby przestał go mieć, a zaczął grać na jego miarę, jeżeli go ma. Gdyż na razie to wygląda tak jak w znanym wierszu Świętopełka Karpińskiego „Życiorys”:
”Gdy robiąc swe wieczorne siusiu
na nocnik jeszcze pupką siadał
o krok był od geniuszu
bardzo się dobrze zapowiadał”
A ten Zieliński ma już 24 lata, a więc jest już w poważnym wieku i nie wypada cały czas grać tak niefrasobliwie i tracić tylu piłek. Bo wówczas będzie pasował do niego dalszy fragment tego samego wiersza:
„Posiwiał, zmarszczył się, zestarzał
i zęby wszystkie już postradał
A jeszcze wszystkim się odgrażał
jeszcze się dobrze zapowiadał”.
Rola Zielińskiego w reprezentacji powinna być jasno określona i sprowadzać się nie do kierowania grą kolegów, bo w żadnym ustawieniu w jakim grała nasza drużyna, takie roli nie ma, ale powinien on zajmować się wyłącznie obsługą podaniami Roberta Lewandowskiego. W naszej drużynie jest miejsce tylko dla jednej gwiazdy, bo dwa grzybki w barszczu to o jednego za dużo. Ktoś powie, a co będzie jak zabraknie Roberta? To co w drugiej połowie meczu z Koreą,1:2 czyli w plecy z prawie każdym i brutalny powrót do realności

Na pytanie co po tych sprawdzianach wiemy, odpowiedz jest banalna i dziecinnie prosta. Wiemy, że nic nie wiemy, a więc wiemy bardzo dużo.

A nasza reprezentacja nie będzie osamotniona na mistrzostwach, bo FIFA zakwalifikowała do nich również naszego sędziego Marciniaka z jego dwoma asystentami. A to oznacza, że różnym szujom nie udało się zniszczyć reputacji tego sędziego, mimo że bardzo się o to starali.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1