A+ A A-

Pomóc szczęściu

Różnie można oceniać futbol w wymiarze reprezentacyjnym i różne można mieć nastawienie do rozpoczynających się lada dzień mistrzostw świata w Rosji. Ja jednak tej ambiwalentności w sobie nie mam i nie staram się tego faktu ukryć. Doświadczanie piłki nożnej to doświadczanie emocji w sposób szczery i niewymuszony, i w taki właśnie sposób przyznaję, że wobec magii futbolowego święta wciąż jestem równie bezradny co dziesięcioletni chłopiec, który 32 lata temu nie mógł zasnąć w noc poprzedzającą inaugurację mistrzostw świata w Meksyku.

Oczywiście świadom jestem, że zbliża się święto tyleż futbolu, co i pieniądza, a polityczny cień rzucany na rosyjski turniej może wywoływać absmak, ale wiadomo, że najciężej oszukać samego siebie. Mistrzostwa świata to jednak przede wszystkim… mistrzostwa świata. Jedyny taki miesiąc spośród czterdziestu ośmiu kolejnych. O swoich wrażeniach z minionych turniejów zwięźle wypowiedziałem się cztery lata temu więc powtarzać się nie będę, bo oceny i wspomnienia pozostały takie same. Nie ulega jednak wątpliwości, że mistrzostwa świata w Rosji będą zupełnie inne od tych w Brazylii - na tamtych brakowało przecież Polski.

Wypowiadanie się na temat tzw. ‘szans’ naszej reprezentacji to zadanie karkołomne. Polska znajduje się wśród licznego grona drużyn, które mogą być pchnięte daleko przez formę zespołu, dyspozycję dnia i zwykły podmuch futbolowego szczęścia. Jednocześnie nieznaczne odwrócenie tych czynników w niepożądanym dla nas kierunku może doprowadzić do trzech porażek w fazie grupowej, błyskawicznego powrotu do Polski i ogólnokrajowego lamentu. Rzecz jasna analiza ‘albo będzie tak albo tak’ ma mizerną wartość merytoryczną, ale, skoro już odwołuję się do wewnętrznej szczerości, być może właśnie tak właśnie trzeba powiedzieć, by być w pełni uczciwym wobec siebie i czytelników. Nie mam bladego pojęcia co pokaże w Rosji reprezentacja Polski.

Nie ma też większej nadziei, by najbliższą przyszłość kadry Nawałki zdolni byli przewidzieć eksperci i dziennikarze, którzy obserwują przygotowania Polaków z bliska. Ot, na przykład przeczytałem niedawno ‘Krótką Piłkę’ autorstwa Mateusza Borka i Cezarego Kowalskiego, którą, nawiasem mówiąc, polecam, lektura to bowiem lekka i przyjemna. Z książki dowiedziałem się między innymi, że w 2006 roku z Ekwadorem przegraliśmy już dawno przed meczem, a dziennikarze obserwujący przygotowania obu drużyn, wyraźnie wyczuwali pismo nosem. No cóż, ja jako kibic nie czułem wtedy nic takiego, uważając Ekwador za przeciętnego rywala absolutnie w zasięgu reprezentacji prowadzonej przez Pawła Janasa. Niespecjalnie przypominam sobie, by dziennikarska brać zgodnie biła na alarm przed pierwszym gwizdkiem tamtego niesławnego meczu, donosząc o ekwadorskim luzie i zestawiając go z pętającą nogi presją w polskim obozie. Tak to już jest, że ci, którzy teoretycznie ‘wiedzą więcej’, nie mogą narazić na szwank swoich relacji ze sztabem kadry, z piłkarzami i nie chcą pójść pod prąd fali ogólnokrajowego entuzjazmu w przededniu najważniejszego meczu czterolecia. Taka specyfika zawodu, czy może ogólna właściwość ludzkiego charakteru. W końcu wszyscy bardzo przecież chcemy, żeby się udało, niekiedy nawet wbrew faktom.

Poza dyskusją jest, że Polska posiada znacznie lepszych piłkarzy i znacznie silniejszy zespół niż w 2002 i 2006 roku. Została zachowana ciągłość pracy po udanych mistrzostwach Europy, mamy drużynę już doświadczoną, ale jeszcze głodną sukcesu. W kadrze jest niekwestionowany lider, będący najprawdziwszą gwiazdą światowego futbolu, w każdej formacji dysponujemy piłkarzami o potwierdzonej jakości. Nie było kontrowersyjnych powołań ani zaskakujących pominięć. Aż chce się powiedzieć, że od czasu ‘klątwy Bońka’ nie mieliśmy drużyny tak bardzo gotowej na sukces.

Tyle że w piłce nie gra się z samym sobą, nie gra się też z reprezentacjami Polski z przeszłości. Gra się z żywym przeciwnikiem, również mającym swoje ambicje. Futbol reprezentacyjny to nie zmerkantylizowana piłka klubowa, tu decydują zaskakujące niuanse, które potrafią sprawić, że Walia ogrywa naszpikowaną gwiazdami Belgię, Islandia wyrzuca za burtę wielkiego turnieju Anglię, Włosi potrafią pokonać Anglików tylko po to, by następnie przegrać z Kostaryką i Urugwajem, a rzeczona Kostaryka odbija się od fazy medalowej mundialu dopiero po rzutach karnych przegranych z Holandią.

Jak będzie, jak rzekłem, pojęcia nie mam. Wewnętrznie zawsze jest się jednak odrobinę bardziej optymistą lub pesymistą - we mnie wygrywa optymista. Być może głównie dlatego, że ekscytacja zbliżającym się wielkim piłkarskim wydarzeniem zwykle rodzi pozytywne nastawienie do niego, chcę jednak wierzyć, że nie tylko dlatego. Ogólnie rzecz biorąc, uważam wprawdzie, że nasza reprezentacja nie grała w eliminacjach do mistrzostwa świata szczególnie dobrze, ale np. dwa wyjazdowe mecze Polaków – z Rumunią i Armenią – dowiodły, że ten zespół, kiedy jest maksymalnie zmobilizowany i skoncentrowany, umie dosłownie wybić rywalowi piłkę z głowy. Do tego, byśmy dobrze wspominali mistrzostwa świata w Rosji, nie trzeba zaklinania rzeczywistości ani cudu. Szczęście to jeden z tych czynników, których nie da się przewidzieć - ale ważne, by w razie potrzeby być gotowym do tego, by temu szczęściu pomóc. Wierzę, że kadra Nawałki jest w stanie tego dokonać.

Dyskusja (3)
1czwartek, 14, czerwca 2018 00:33
Senator
Jestem z Tobą sir Gawinie Smile co by nie mówić jest to piłkarskie święto i naprawdę cieszę się z ogolnonarodowego podekscytowania. Dla mnie to fajna sprawa jeśli pan, pani na codzień nie interesujaca się futbolem zostaje porwana przez zbliżające się emocje. Moim zdaniem jest to szczere i prawdziwe.
Sam oczywiście również się nakręcam, a że mając dobrze w pamięci
rok 74 i tamte mistrzostwa w Niemczech to marzy mi się powtórka z rozrywki. Dobrze że raz na cztery lata zachodzą na dalszy plan właśnie, spory i stajemy się w zdecydowanej większości kibicami drużyny narodowej. Taka jedność mnie cieszy może dlatego że jest tak rzadko spotykana.
2czwartek, 14, czerwca 2018 15:10
iocosus
No mnie przyznaję jednak trochę irytuje czasem to całe jarmarczenie mundialem, zda się otworzysz lodówkę a i ta nadaje o mistrzostwach z zadęciem i nadęciem, każdy fachowca udaje i plecie trzy po trzy. Jakakolwiek międzynarodowa impreza sportowa w Rosji to w tej chwili kpina i granda, zresztą Katar za cztery lata to dla mnie też dowód przehandlowania okazji przez piłkarskich notabli, dowód cynizmu, czegoś więcej też. To wszystko gdzieś tam mam z tyłu głowy, ale i o tym zapominam lub nawet nie chcę pamiętać, gdy mecze w końcu ruszają. A jak my jeszcze jesteśmy w stawce to już zupełnie uważam że tego małego chłopca wspomnianego przez Gawina, a ekscytującego się grą i Biało-czerwonymi to trzeba w sobie pielęgnować do późnej starości. Może właśnie po to żeby nie stać się zrzędą.
Zatem fajnie w tym święcie uczestniczyć, czerpać z niego esencję, czyli sportowe emocje. Lubię ten czas przed pierwszym mundialowym gwizdkiem, stan niepewności, zarówno nadziei jak i obawy. Jeszcze wczesną wiosną byłem sceptykiem, Błaszykowski kontuzjowany, Milik rehabilitowany, Krycha z problemami, Grosik w klubie tak sobie i w kratkę powodów do optymizmu nie widziałem zbyt wielu. Teraz mam to przekonanie, że jest grupa piłkarzy, która „tu i teraz” może coś fajnego zrobić, że od 1986 roku aż takiego potencjału to my nie mieliśmy wybierając się na dużą dorosłą imprezę. Ranking przekłamuje, ten nowy układany według innych zasad, w którym jesteśmy na 19 miejscu w światowej stawce bardziej wydaje się racjonalny. Mimo wszystko mamy swoje atuty, zda się większe niż kiedyś, tyle tylko że jest też świadomość, że to i tak może się skończyć jak w 2002 i w 2006 roku. Bo to tylko piłka i turniej w którym wszystko może się zdarzyć. No i przez to może ten dreszczyk emocji też jest większy. Fajnie, drażni mnie ta niepewność ale i to właśnie lubię.
3niedziela, 17, czerwca 2018 14:20
Zbyszek
Pozwolę sobie i ja dać głos w tak ważnej sprawie. Gawin poruszył wiele problemów i ja tylko do paru się odniosę.
Jeżeli idzie o polityczne konotacje to przyznam,że tę taniochę w wykonaniu różnych kurdupli z zażenowaniem odrzucam. Kiedy czytam np .w "Polityce" jakiegoś pismaka, który wyraża swoją wrogość wobec Rosji i Putina to ja bezsilnie pytam :a co to ma wspólnego z Mundialem?.
Nikt przytomny nie zaprzeczy,że świat dręczą rozliczne nierozwiązane problemy polityczne, ekonomiczne, społeczne, religijne itd. Tylko,że one powinny być rozwiązywane metodami politycznymi, ekonomicznymi ,socjalnymi itd. Przy pomocy sportu ich się nie tylko nie rozwiąże,ale wręcz się je pogłębi. Sport służy zbliżaniu i poznawaniu ludzi, pokojowej rywalizacji . Jeżeli i tej płaszczyzny współpracy zabraknie to ludzkość czeka kolejny kataklizm.
A ilustracją tej tezy może być prosty test,a mianowicie można dowolnego pismaka zapytać czy wie kto był ministrem sportu, ministrem finansów, premierem w czasach kiedy w piłkę w Santosie grał Pele. Nie będą wiedzieli. Ale kto to był Pele wiedzą. I to jest ta różnica pomiędzy politykami i pismakami,że tyle znaczą ile poględzą za życia , bo jak odejdą to nikt o nich nie chce pamiętać, w odróżnieniu od gwiazd sportu. Czyli : chamstwo łapy precz od sportu .

Oczywiście jakie wyniki nasza drużyna osiągnie to tego nie wiemy,ale trafiliśmy do dobrej grupy z której awans powinien być dość łatwy.
Zgodnie ze starymi piłkarskimi zasadami,że liczy się najbliższy mecz,a drużyna jest tyle warta ile jej ostatni mecz kilka zdań popełnię o meczu z Senegalem. Obejrzałem ich 3 ostatnie mecze z Luksemburgiem 0:0, z Chorwacją 1;2 i Koreą Płd 2;0 i napiszę od razu,że aby z nimi przegrać to trzeba by bardzo się postarać. Ja rozumiem dlaczego Nawałka i członkowie jego sztabu mówią,że to może być najtrudniejszy rywal. Niestety mamy w drużynie bardzo dużo zapaleńców,a z profesjonalistów ,a więc takich, którzy w każdym meczu grają na maksimum aktualnych możliwości tylko Lewandowskiego,Błaszczykowskiego , Bereszyńskiego i Glika. Reszta jak wykazały meczy eliminacyjne i towarzyskie gra dobrze jak jest ogromnie zmobilizowana i skoncentrowana. Każde zmniejszenie mobilizacji i koncentracji kończyło się stratą bramek, często seryjną.
Zakładając,że nasi piłkarze podejdą do meczu poważnie to z Senegalem powinni pewnie wygrać. Piłkarze Senegalu w każdym meczu o których pisałem grali innym ustawieniem ,a więc 4-2-3-1, 4-4-2 i 4-3-3. Ale organizacja gry była w każdym meczu taka sama. W defensywie grają średnim pressingiem,ale dość niekonsekwentnym, bo linię pressingu ustalają na środku boiska,ale nie wszyscy ich piłkarze wracają na własną połowę. W obronie grają kryciem indywidualnym z pojedyńczą asekuracją.
Strzelić im bramkę nie jest łatwo, bo są szybcy i grają w defensywie bardzo twardo,ale w sytuacjach naporu rywali większymi siłami gubią się i popełniają proste błędy. W ofensywie grają systemem mieszanym przeplatając szybki atak w którym czują się dobrze z atakiem pozycyjnym. Piłkę z własnej strefy obrony wyprowadza ich jedyny klasowy obrońca Koulibaly z Napoli. Z reguły zagrywa ją do środka, gdzie trzech ich zawodników wprowadza ją na połowę przeciwnika,aby zagrać na skrzydło. Bardzo szybcy skrzydłowi przenoszą akcje w pobliże pola karnego skąd dośrodkowują piłkę w pole karne na rosłych i skocznych atakujących, z których Mane z Liverpoolu jest najgroźniejszy.. Na podkreślenie zasługuje bardzo szybkie przechodzenie z fazy ataku do fazy obrony. Ale jest to granie przewidywalne i nie ma w nim prawie żadnego zaskoczenia.
Przewidywany skład z naszą drużyną : Ndlaye - Wagne,Koulibaly, Sane, Sabaly - Kouyate, Sarr - Ndlaye,Sakho,Niang - Mane.
Nasza drużyna musi ograniczyć swobodę poczynań Kolulibalyego, nie pozwalać na swobodne rozgrywanie piłki w środkowej strefie boiska oraz bardzo dobrze grać głowami w polu karnym,a w ataku wykorzystywać ich nieuchronne błędy w obronie.

A co do ciekawostek w zaszłości to nie trzeba słuchać dziennikarzy, bowiem wystarczyły wypowiedzi znakomitego fizjologa prof. Jastrzębskiego, który przed MŚ w 2002 i 2006 roku wskazywał,że poza paroma to na zgrupowanie przyjechali zawodnicy nadający się nie do treningu,ale do reanimacji . Podobnie było przed EURO w 2008 roku, kiedy to fizjolog holenderski po badaniach zrezygnował z pracy nad przygotowaniem fizycznym kadry. Więc nasi zawodnicy jeżeli byli w okowach to okowity,a nie spętani psychicznie. Znający prawdziwe powody tamtych klęsk Nawałka po ligach nie dał zawodnikom szans na chlanie tylko od razu wziął ich pod swoje opiekuńcze skrzydła. Smile. Przynajmniej jeden który opowiada,że każdy jest dorosły ,ale robi to co do niego należy. Czy to wystarczy na sukcesy? . W każdym razie fizycznie nie padną przed wyjściem na boisko.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1