A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że obecne pokolenia źle znoszą krytykę. Znamy objawy braku podatności na krytykę w życiu codziennym,ale w tym piłkarskim te fochy zostają ustokrotnione. Każde najprostsze stwierdzenie faktu,że np. zdarzył się kiks jest powodem do obrażania się na cały świat.Piłkarz się obrażają , trener się obraża, pismaki się obrażają.A przecież krytyka powinna im pomagać,w ten sposób,że powinna dawać do myślenia ,że nie wszystko jest w porządku i niejako wymuszać zmiany.Tak się jednak nie dzieje. Decydenci postępują tak jak z zepsutym telewizorem czy innym dotkniętym awarią sprzętem, nie naprawiają tylko wyrzucają i wymieniają na nowy.W ten sposób wytwarzany jest psychiczny rozdział na układ zero jedynkowy,inaczej mówiąc ,abo coś jest białe albo od razu czarne. Świat tak nie wygląda, on ma wiele barw i jeszcze więcej odcieni. Po ostatnich słabych meczach Legii znaleźli się jej zagorzali obrońcy, którzy jednak jakoś nie bronią ani zawodników, ani trenera tylko atakują adwersarzy ustawiając ich niejako pod ścianą twierdzeniem,że najpierw ci postawili trenera i piłkarzy na piedestale,a teraz ich strącają. Kto postawił ten postawił. a kto strąca ten strąca.Tylko,że te ich argumenty podobne są do strzelania z armaty odwróconej we własnym kierunku i gdybym był mniej litościwy to bym wywołał komendę "Pal". Bowiem wyciągają pewno z sieci jakieś oderwane hasełka w rodzaju,że " Magiera musi odejść" ,a co do innych "przykładów" hejtu to ja nie wiem czy sami ich nie wymyślają. Taki brak tolerancji do prawa wypowiadania własnego zdania na ogół przecież krytycznego jest przejawem mówiąc uczenie populizmu / polecam wydaną w lipcu napisaną błyskotliwie książkę Jana - Wernera Miilera prof.Uniwersytetu Princeton "Co to jest populizm"/,a potocznie buractwa. gdyż istotą systemu demokratycznego jest pluralizm interesów, poglądów i ocen.Tylko,że zdaje się w jednym ci obrońcy rzekomo uciśnionych mają sporo racji,a mianowicie w tym,że prezesi naszych klubów,a w Legii również do niedawna sami byli jak ci krytycy żądający nie tyle wywalenia ile liczący,że jak przyjdzie nowy to wszystko odmieni na lepsze.Kiedy prezes zamienia się w kibola to przestaje myśleć. A wynika to również z naszego nieprzejrzystego słownictwa, które na tego kto jest aktualnie szkoleniowcem drużyny zna tylko jedno słowo ; trener.W jednym z ostatnich felietonów napisałem kiedy możemy mówić o trenerze,a kiedy jest on niejako w trakcie stawania się. Nie powtarzając tamtych myśli wypada podkreślić,że tym głównym czynnikiem odróżniającym kandydata na kandydata od tego który się stał jest umiejętność wychodzenia z kryzysu.Tego akurat nie da się nauczyć ani na studiach ani na kursach niektórych ,tego trzeba samemu doświadczyć. Niestety właśnie w takich sytuacjach właściciele, prezesi zwalniają szkoleniowców nie dając im tej szansy.Stąd w naszej piłce mamy tylu niedorobionych quasitrenerów jak choćby Skorża, Zieliński. I nie przechwalając , popatrzmy kim stali się ci którzy dostali taką możliwość jak Brosz i Probierz. Dla mnie więc na razie tematu zwolnienia Magiery nie ma, nie dlatego,że byłoby to zrzucenie z piedestału ,ale dlatego,że powinno się w jego naukę zainwestować to co niewiele kosztuje, a mianowicie czas. O tym,że chcemy,ale nie możemy. Robi się przykro kiedy patrzy się na grę naszej drużyny. Robi się smutno kiedy czyta się wypowiedzi naszych zawodników po kolejnym nieudanym meczu. Ileż na boisku i w wypowiedziach frustracji,ile nagromadzonego żalu i jakiejś pretensji. I kiedy patrzę i słucham to dochodzę do przekonania,że oni wszyscy by chcieli abyśmy ich oceniali za chcenie,a nie za efekty. Oni uważają,że wystarczy jak chcą. Otóż do dobrej oceny nie wystarczy. Nie możemy zamykać oczu na zupełnie oczywisty fakt,że wczoraj wszystkie atuty były po naszej stronie. Umiejętności techniczne, ogranie, doświadczenie, taktyka, gdyż typowym ustawieniem jest 4--2-3-1, były po naszej stronie.Nie było widać aby nasi piłkarze byli gorzej przygotowani fizycznie,graliśmy od 20 minuty z przewagą, a mimo to wynik przyszedł wyjątkowo ciężko. Prostej odpowiedzi na te Tantalowe męki nie ma. Złośliwie napiszę,że są drużyny które wybierają pomiędzy grą szybką, a dokładną. Najkorzystniej jest jak jest dwa w jednym. A nasza drużyna gra wolno i niedokładnie. Też wybraliśmy dwa w jednym. Tylko czy to o to na pewno chodziło?. O tym,że sztandarowe transfery na razie wzmocnieniami nie są. Trener Magiera daje szansę nowo zakupionym zawodnikom uznając,że kiedy ma ich sprawdzić jak nie w takim jak wczoraj meczu z wystraszonym beniaminkiem.Kiedyś po "truskawkowym zaciągu" Skorża obwiniał siebie za słabe wyniki tym,że za bardzo chciał sprawdzić nowo sprowadzonych graczy.Wczoraj Magiera dokonując dwóch zmian uciekł spod topora.Oczywiście oni mogą się jeszcze okazać tuzami, bo na razie są blotkami. Ale po kolei. Mączyński. Miał prawie wejście smoka. Kiedy go oglądałem w telewizji to nie robił dużego wrażenia i dopiero syn, który był na meczu reprezentacji wskazał ,że na obrazie tego nie widać,ale on znakomicie gra bez piłki, jest blisko akcji, stale pod grą i w pełnej gotowości do pomocy,asekuracji i ataku na wroga. I w pierwszych meczach te pochwały znalazły w dużym stopniu potwierdzenie. Ale już w Astanie i wczoraj coraz bardziej uwidoczniła się jego dużo słabsza gra, tak jak by nie był przygotowany na taką intensywność gry w Legii i opadał z sił.Legia miała ogromną przewagę pozycyjna wynikającą z faktu,że piłkarze Sandecji oddawali nam naszą połowę bez walki , zaś walkę podejmowali w zasadzie ok 40 metrów od własnej bramki i to tam defensywno ofensywny pomocnik powinien pokazywać swą przydatność dla drużyny. A Mączyński wybierał łatwiznę czyli grę bez ataku rywali głównie w środkowych rejonach boiska. Z tego też powodu nie był w stanie próbować odbierać im piłek na ich połowie,aby po ich odzyskaniu natychmiast ponawiać ataki na ich bramkę. Pasquato. Widać,że jest to zawodnik bardzo dobrze wyszkolony technicznie. Tylko,że technika ma pomagać w grze, a nie ją zastępować.Przed kilkunastu laty w Legii i reprezentacji był zawodnik Citko, o którym Kowalczyk miał kiepskie zdanie, a który też będąc bardzo dobrze wyszkolony jak tylko dostał piłkę to nie mógł się z nią rozstać i holował ją ,a to do przodu, a to do tyłu,a to na boki,a przecież zawodnicy powinni biegać,a piłka powinna pomiędzy nimi chodzić. Do tego chyba gra zbyt wolno i ma słaby zmysł antycypacji. Citko był ulubieńcem Smudy i Piechniczka, ja mam nadzieję ,że Włoch dopóki się nie poprawi nie stanie się hołubionym przez Magierę.Bo słabo wyszkoleni technicznie byli zawodnicy jak staja się trenerami to mają do techników słabość. Sadiku. Zagrał trochę lepiej niż w poprzednich meczach. Pokazał pewne walory jak pazerność na gole,widać,że ma szybką i dobrze ułożoną nogę, ale nie lubi grać w tłoku, nie potrafi walczyć o pozycję do strzału. Wycofuje się w głąb pola gry, gdzie jest mało przydatny, bo ani nie potrafi dobrze przyjąć piłki,ani utrzymać się przy niej, ani rozegrać. Ja nie wiem czy brak naprawdę laku,że kit zaczyna być dobry ?Smile. O tym,że na wygraną trzeba zapracować. Ja nie twierdzę,że każdy rywal wymaga maksymalnego wysiłku,aby go pokonać. Ja jestem zwolennikiem ekonomizacji wysiłku uważając,że siły,a w piłce moc zawodnika nie są nieograniczone i trzeba nimi umiejętnie gospodarować .Ale chociaż to minimum trzeba z siebie wydobyć,aby wygrać nawet z tym teoretycznie znacznie słabszym. Ja już doprawdy nie wiem z czego to wynika,że do większości naszych zawodników wkrada się takie przekonanie,że mecz sam się wygra.Wczoraj było to wręcz klinicznie widoczne.Przede wszystkim nasi zawodnicy zapomnieli o pressingu. Nie chodzi o pressing totalny,ale o jego chociaż szczątkową część,a mianowicie o atak na najbliższego rywala po stracie piłki,aby uniemożliwić,albo chociaż utrudnić wyprowadzenie jej lub utrzymanie się przy niej.A nasi zawodnicy biernie wyczekują na błąd rywali. On z reguły następuje, bo technikami świetnymi to oni nie są , i przechwytujemy piłkę,ale daleko od ich bramki i oni mają sporo czasu aby ustawić szyki obronne. W ten sposób dajemy im i miejsce i czas. Co z tego,że mamy ogromną % przewagę w posiadaniu piłki jak z niej niewiele dobrego wynika.Dziś w futbolu nie ona decyduje,ale zdobywanie terenu i zmuszanie rywali do coraz bardziej chaotycznej obrony. Niestety przez większość wczorajszego meczu Sandecja broniła się skutecznie, bo taki sposób gry wybrała,a nie dlatego,że my na nich takie granie wymusiliśmy. O tym,że mecz wygrała rezerwa. Ja rozumiem trenera Magierę,że dał możliwość pokazania się na boisku nowo zakupionym zawodnikom.Tylko ,że ich wystawienie od pierwszej minuty ograniczyło pole manewru tego samego trenera. Istniała możliwość i tak się stało,że z różnych względów nie będą oni wzmocnieniem i nie wniosą dodatkowej wartości do gry zespołu. Podejrzewam,że trener wiedział o tym przed meczem,ale jest poddany pewnej,nawet jeżeli wprost nie wyrażonej presji,że ktoś sprowadził, napracował się przy transferze, zapłacił niemały grosz, a sabotażysta trener nie chce sprawdzić, dać szansy. Jak by nie było był to obiektywny błąd, gdyż przy niekorzystnym wyniku,a takim był remis trener staje przed wyzwaniem uratowania meczu i wówczas szalenie trudno jest podejmować jakiekolwiek ryzyko i z konieczności trzeba stawiać na to co znane i w miarę pewne. I Hamalainen i Gulherme zrobili co do nich należało. Odmienili oblicze meczu.Ja złośliwie napisałem,że oni to rezerwa, bowiem bardziej był akceptował wybory trenera , gdyby od początku zagrał sprawdzonymi zawodnikami i przy korzystnym wyniku eksperymentował,a nie odwrotnie. Ale to co się wydarzyło dowodzi słuszności tezy,że należy do Legi sprowadzać mniej, ale naprawdę dobrych zawodników, bowiem kupowanie średniaków zabiera przestrzeń do wprowadzania do składu własnych graczy młodego pokolenia. O tym,że w Legii brak lidera. O tym nie będę pisał zbyt wiele,ani odwoływał się do historii. Zauważę tylko,że tradycją Legii było posiadanie boiskowego lidera, który decydował o obliczu drużyny,a w trudnych momentach brał ciężar gry na siebie i niejako wymuszał danie wszystkich sił przez wszystkich członków zespołu. Widać ten zbawienny wpływ na reprezentacji od kiedy jej kapitanem i liderem został Robert Lewandowski. Stwierdzę tylko,że słabsza gra i gorsze wyniki Legii w obecnym sezonie są pochodną tego braku. O tym,że piłkarze się nie rozmnażają na boisku. Niezależnie od różnic w oglądzie i ocenie gry zawodników i drużyny to aż rzuca się w oczy ,iż nasi zawodnicy z różnych formacji i grający na różnych pozycjach mają w trakcie meczu tendencję do takiego grupowania się w jakimś miejscu boiska co ja nazywam grą w kupie,. Można zgrabniej powiedzieć,ze jest to gra w dziada bez dziada,albo poszukiwaniem swego miejsca na boisku. W każdym razie ja nie wiem,czy trener tak ustawia zawodników. Normalnie to każdy zawodnik ma określona pozycję na boisku. określone na nim miejsce i określone zadania jakie z tej pozycji z tego miejsca wynikają. Można to określić jako strefy działania i rozrysować w postaci prostokątów, kwadratów lub kółek, albo też wyrysować w postaci wektorowej , gdzie strzałkami zaznaczyć można jego pola aktywności. Niezależnie od tego czy trener tak nakazuje grać po to aby np zdobyć przewagę w określonym rejonie boiska to trzeba stwierdzić zupełnie oczywisty fakt,że ten sam zawodnik nie może być w dwóch miejscach naraz.A więc jeżeli jest w jednym miejscu to brak go w innym.I jest kwestią wyboru w którym jest bardziej przydatny i bardziej potrzebny. Ja w każdym razie traktuję taką komasację jako zbędne dziwadło niczego pozytywnego do gry nie wnoszące. O tym,że mecz Legii w Warszawie sędziował sędzia z Warszawy. Przyznam,że spodziewałem się znacznie większego oburzenia,że sędzia z Warszawy sędziuje mecz Legii. Mamy przecież dyżurnych oburzaczy , którzy obwiniają sędziów nie tyle o błędy ile o nieobiektywizm a i nawet oni zamilkli.W książeczce "Moja przygoda z gwizdkiem " pan Grzegorz Aleksandrowicz opisuje jak , głównie działacze doprowadzili do tego,że przedwojenny i do 1953 roku zwyczaj,że mecze drużyn miejscowych sędziują sędziowie miejscowi został zarzucony. Zderzyły się dwa typy myślenia : rozumne i opętańcze.To drugie traktuje każdego innego jak co najmniej oszusta i złodzieja.To Polska w pigułce, w której piekle nie trzeba do pilnowania żadnego diabła, bo sami siebie w smole utrzymamy.Nie ma żadnego powodu,aby poddawać się presji oszołomstwa, które nie powie otwarcie,że ten czy ten sędzia jest nieobiektywny,ale będzie kluczyć i mówić,że jak podejmie złą decyzję to co ktoś powie,że gdzieś tam w podświadomości może sprzyjać "swoim", albo odwrotnie może nie chcąc być posądzonym o sprzyjanie będzie sędziował korzystnie dla "obcych".Dlatego chwalę PZPN,że wznosi się ponad tę opętańczą podejrzliwość i ,że dzięki temu słowo normalność chociaż na tym malutkim poletku w mojej ojczyźnie odzyskuje swój sens.
This is a comment on "Legia-Sandecja 2:0"