A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że Wrocław to miasto trzech kultur. Wrocław wedle kroniki Galla Anonima z XII wieku był jednym z najważniejszych miast ówczesnego Królestwa Polskiego,obok Krakowa i Sandomierza.Pierwsza wzmianka o Wrocławiu pochodzi ze zjazdu gnieźnieńskiego z 1000 roku zorganizowanego prze Bolesława Chrobrego, na którym Wrocław stał się biskupstwem.Badania archeologiczne wykazały,że gród na Ostrowie Tumskim został założony w 985 roku przez pierwszego historycznego władcę Mieszka I.Piastowie władali nim do śmierci Henryka VI Dobrego w 1335 roku. Potem miasto przeszło pod panowanie króla Czech.Po śmierci ostatniego władcy Czech Ludwika II Jagiellończyka w 1526 roku Wrocław wraz z królestwem Czech został włączony do monarchii Habsburgów.Z kolei po wygaśnięciu głównej linii Habsburgów w 1740 roku i rocznych wojnach śląskich miasto zostało zdobyte przez Fryderyka II i włączone do Prus. Odtąd, aż do 1945 roku nazywało się Breslau. Przed zakończeniem II wojny światowej hitlerowski komendant miasta Karl Hanke w styczniu 1945 roku zarządził ewakuację mieszkańców, a pozostałych oddziały radzieckie przesiedliły do swojej strefy okupacyjnej, późniejszej NRD.Miasto było zniszczone w ponad 70%. Do Wrocławia z kolei zaczęli przybywać wysiedleni i dobrowolni uciekinierzy z kresów wschodnich , głównie ze Lwowa oraz okolic i Wileńszczyzny. W takich warunkach zaczęło tworzyć się nowe życie społeczne Wrocławia jako głównego ośrodka Ziem Odzyskanych.Sport nie pozostał w tyle i już w początkach 1946 roku powstawać zaczęły kluby piłkarskie , z których Pionier w rok później przerodził się w Wojskowy Klub Sportowy Śląsk. Śląsk do tej pory był dwa razy Mistrzem Polski,w 1977 i 2012 roku.W tym pierwszym sukcesie swój duży udział miał dzisiejszy trener zespołu Tadeusz Pawłowski.Obok niego w Śląsku grali tak znani piłkarze jak bramkarz Kalinowski, Władysław Żmuda, Roman Faber,Zygmunt Garłowski i Janusz Sybis.Do 2012 roku Śląsk swoje mecze rozgrywał na Stadionie Olimpijskim , który został zbudowany na podstawie projektu śląskiego architekta Ryszarda Kozniarza w latach 1926-28 oraz rozbudowany w latach 1935-39. Niektórzy twierdzą,że nazwę zawdzięcza temu, iż miał być areną kilku dyscyplin podczas Olimpiady w 1936 roku,ale to nieprawda. Nazwę Olimpijski stadion zyskał , gdyż jego projekt podczas Olimpiady w 1932 roku w Los Angeles zdobył III nagrodę w konkursie sztuki. Ciekawostką jest,że w 1935 roku w Breslau reprezentacja Polski przegrał tylko 1:0 z silną drużyną III Rzeszy. Starsi kibice pamiętają,że tylko na dwóch stadionach klubowych frekwencja przekraczała 50 tys. widzów, na Warcie i na Śląsku. I przed tak liczną widownią grał Pawłowski. Dziś stadion olimpijski to domena żużla i Sparty. Natomiast na nowym obiekcie o pojemności prawie 43 tys. średnia frekwencja niewiele przekracza 10 tys.. a więc ok.25% pojemności. Gdyby nie mecze z Legią to byłby jeszcze niższa.Sam trener Pawłowski , najstarszy w ESie, bo 65 -letni mimo,że mówi,iż Śląsk i Wrocław to jego życie, karierę zaczynał w Wałbrzychu, a większą część dorosłego życia spędził w Austrii, a więc w kolebce dynastii Habsburgów. Dyrektorem sportowym Śląska jest mało znany na arenie ogólnopolskiej,ale przez lata idol tamtejszych kibiców i wieloletni kapitan drużyny, w której grał przez 11 lat , Dariusz Sztylka. To o nim późniejszy kapitan zespołu Sebastian Mila powiedział : "Ja po nim przejąłem tylko opaskę, bo prawdziwym kapitanem pozostał on".Natomiast Śląsk nie ma szczęścia do prezesów, bo w ciągu 2 lat miał ich 4 : Hołuba.Żelema i Bobrowca,a ostatnim z nich od stycznia 2018 roku jest Marcin Przychodny.Uznawany jako prezes The World Games za jednego z głównych twórców tej największej na świecie imprezy sportów nieolimpijskich. Po kliku nieudanych próbach sprzedaży Miasto pozostaje jego głównym akcjonariuszem wraz ze spółką zależną Wrocławskim Konsorcjum Sportowym.Budżet klub jest stabilny i od wielu lat wynosi 30 mln złotych. Ponieważ jednak wielki fan klubu prezydent Dutkiewicz w nadchodzących wyborach nie startuje przed budżetem trudne dni i wielkie znaki zapytania. A sama drużyna jak wiele zespołów w Polsce z roku na rok staje się coraz słabsza. Prezes i dyrektor sportowy jak wielu ich kolegów z innych klubów opowiadają dyrdymały o rozwoju Akademii, o wprowadzaniu młodzieży do drużyny itp. A podstawowymi graczami Ślaska są : Augusto l.31,Celeban l.33,Tarasovs l.30,Broź l. 34,Pich l.30, Piech l.33 i Robak l.36. Widocznie staruszkowie trener i zawodnicy znaleźli wspólny język , bo ostatnio zespól grał jak z nut. Aż trafiła kryska na matyska. A z bardziej znanych osób do urodzonych we Wrocławiu należą mój wnuczek i moja wnuczka Smile. O tym,że rywalizacja wewnątrz jest zbędna. Ostrzegam,że poniższy tekst będzie trudny w odbiorze. Przyzwyczailiśmy się do takiej pustej gadki,że rywalizacja sportowa jest zdrowa i i przestaliśmy rozumieć,że konkurowanie zewnętrznych podmiotów jest czymś zasadniczo różnym od konkurowania ludzi wewnątrz grupy.To pierwsze ma więcej zalet , niż wad,a to drugie prawie same wady.Jak podaje popularny słownik psychologiczny współzawodnictwo stymuluje najlepszych ,ale wywołuje zahamowania u innych.Inny psycholog R. May uważa,że rywalizacja jest jedną z przyczyn nerwicy kulturowej powodującej ,że ludzie dzielą się na konformistów i buntowników. Natomiast M.Sherif przeprowadzając doświadczenia na grupie uczniów uczestniczących przez kilka dni w zawodach zaobserwował szybkie pojawianie się postaw wrogich oraz agresywnych pomimo wspólnych posiłków i imprez.Wielu trenerów nie ma tej wiedzy i ględzą,że rywalizacja prowadzi do rozwoju.Do postępu prowadzi selekcja,a to jest coś zgoła odmiennego. Selekcja to "walka" o coś,a nie walka z kimś.Selekcja dokonuje się niejako sama kiedy np.aby dalej być w grupie trenującej np. skok wzwyż należy skoczyć 2 metry, kto nie skoczy odpada.Podobnie było w piłce nożnej kiedy ja zaczynałem treningi, kto nie był w stanie opanować jakiegoś elementu technicznego np. zgaszenia piłki nogą odpadał. Dziś jednym z takich głównych elementów selekcyjnych jest odporność na wysiłek.Kto w określonym czasie nie jest w stanie przebiec określonego dystansu,albo szybko zregenerować się po wysiłku ten wysiada. W tym sensie selekcja tak jak dobór naturalny wyłania najsilniejszych i najlepszych.Natomiast czymś sztucznym i wydumanym jest tworzenie atmosfery rywalizacji o miejsce w składzie opartej na niejasnych kryteriach jak słynne rotowanie przypominające tasowanie, albo mieszanie oraz niepasowanie do koncepcji.Najwięcej o tej metodzie bredzili ci którzy żadnych konceptów nie mieli, oprócz przetrwalnictwa , ba nawet nie wiedzieli,że jakąś koncepcję gry mieć wypada. W ten kontekst wpisują się relacje pomiędzy trenerem a zawodnikami oraz samymi graczami oparte o to co nazywamy atmosferą, w tym również o szatnię.W Legii przez ostanie kilka lat mieliśmy do czynienia z sytuacją w której spora część zawodników uzurpowała sobie prawo do decydowania o zakresie kompetencji trenera i doborze zawodników do gry. Wyrazicielem sposoby myślenia tej grupy stał się niestety Malarz, który tuż po wyborze Sa Pinto powiedział ; "Jak trener dogada się z nami to będzie dobrze". Nie dodał, mianowicie z kim trener ma się dogadywać, bo interesy wielu zawodników Legii były rozbieżne.Część z nich miała u poprzednich trenerów pewne miejsce w składzie , bowiem wygrywali oni z innymi rywalizację o to kto rządzi szatnią, a to od jej fanaberii zależał los trenerów. Klasycznym przykładem tej patologii stał się trener Hasi.To fałszywe pozaboiskowe , pozatreningowe współzawodnictwo spowodowało wzajemną wrogość przy której nie istniała żadna integracja,żadne wspólne dążenie do osiągnięcia celu.Trenerzy zmagając się z tą ciężką chorobą uciekali się do rotowania zawodnikami, aby każdego z nich dopieścić,ale to tylko wzmagało negatywne skutki konkurowania pomiędzy członkami jednej społeczności.Wielu trenerów czyniło zabiegi integrujące zespół, osłabiające wzajemne animozje,poprzez wspólne posiłki, uczestnictwo w imprezach w tym charytatywnych,aż do wspólnych popijaw jak Wójcik. Jednak podstawową metodą powinno być jasne i czytelne ustalenie kryteriów jakie powinien wypełnić ten, kto ma grać w I składzie. I nie chodzi tu tylko o formę fizyczna,ale i o to co nazywamy charakterem.Jak to się powiada, jeden to ma dobry charakter, a inny to czarny charakter. Za dużo w Legii było tego "Legia to ja",albo "Legia to my". Rozdęte ego zostało odspawane, teraz pora na "gwiazdorów" i daj Boże - przyjdzie stosowny czas i na kibolstwo.To tak jak rzeka, czasem wylewa i czyni szkody,ale wcześniej lub później wraca do swego koryta i płynie jak czas dupy nikomu nie zawracając. O tym,że zawodnicy Legii stają się drużyną. Nie jest łatwo zespolić zawodników pochodzących z wielu krajów, o odmiennych kulturach , sposobach bycia i mówiących różnymi językami. Nie do końca jest prawdą,że język piłki nożnej jest wszędzie taki sam.Sama bezkonfliktowość i wzajemna tolerancja nie są dostateczną przesłanką,żeby mówić,iż określona grupa osób stanowi jedną drużynę. Ja z dużą przyjemnością obserwuję,że starania Sa Pinto o udrożynowienie zawodników Legii zaczynają przynosić efekty.Podstawą jest szacunek wobec kolegów na boisku, a więc pomocniczość wobec ich wysiłków.Obserwujemy,że zaczyna grać cały zespół ,a nie tylko ten, który ma piłkę. Nasi zawodnicy przestają stać na boisku i obserwować czy innemu uda się zagranie, drybling itd czy też nie.Do tego widoczna jest wzajemna asekuracja, pokazywanie się do gry i brak gry na tzw. alibi. Ale również o duchu drużyny świadczy postawa zawodników pozostawionych na ławce. Wczoraj widzieliśmy,że ławka żyje, że wspiera grających,że autentycznie cieszy się z gola czy z dobrego zagrania,że identyfikuje się z faulowanymi zawodnikami. Moim zdaniem duży wpływ na szybkie tworzenie drużyny ma osobowość Sa Pinto,a zwłaszcza jego spontaniczność. Wczoraj Legia pokazała się jako zespół wyrównany i jeżeli kogoś można pozytywnie wyróżnić to Sebastiana Szymańskiego, który przy dobrze grających i świetnych technicznie Cafu i Martinsie czuje się pewniej. Natomiast lekko poniżej wysokiego poziomu reszty zagrali Kante i Kucharczyk. Ten pierwszy powiela błędy Carlitosa i zamiast walczyć z obrońcami w polu karnym i być dla nich utrapieniem ucieka gdzieś w pole , gdzie jest zbędny, Natomiast Kucharczyk owszem robi dużo szumu na boisku,ale niecelnie podaje i nie strzela "setek". Co nie zmienia faktu,że zawodnicy byli świadomi celu i że cel wspólnie zrealizowali. O tym,że arytmia gry okazała się skuteczna. Tak tylko z grubsza analizując grę Śląska chociażby w meczu z Jagą można było zauważyć,że pobili oni przeciwników znacznie szybszym przechodzeniem z obrony do ataku i odwrotnie.Zespól Jagi zamiast uspokoić grę po stracie bramki poszedł na odbijanego i w tym chaosie pogubił się i tracił kolejne gole.Nie znają chyba starego powiedzenia, ze ojciec nie dlatego łajał syna,że przegrał w pokera,ale dlatego,że chciał się odegrać. Trener Pawłowski w jednym z wywiadów mówił,że dla niego miernikiem dobrej organizacji gry jest szybkość powrotu napastników w strefę własnej obrony. Można się z tym zgodzić ,ale tylko odnośnie drużyn słabych, grających z założenia defensywnie i preferujących obronę. Napastnicy dobrych drużyn wracają wraz z rytmem gry i pod naporem rywali prowadząc działania opóźniające i utrudniające. Jednocześnie dobre drużyny takie jak wczoraj Legia nie pozwalają sobie na przyjęcie warunków gry narzucanych przez rywali i same przeprowadzają własne pomysły, których podstawą staje się dobre przygotowanie motoryczne. To ono pozwalało naszym zawodnikom na stosowanie arytmii gry, a więc spowalnianie jej i przyśpieszanie w miarę zbliżania się do pola karnego rywali. Takie granie powoduje,że sami zyskujemy przestrzeń do przeprowadzania akcji, równocześnie ograniczając ją rywalom. To był ten klucz, który zadecydował o przebiegu gry i jej wyniku. O tym,że nie musi być piękne, ważne, żeby było zwycięskie. Wczoraj nasza drużyna zaprezentowała taktyczne czyli rozumne podejście do meczu. Ono było takie jak w podręcznikach taktyki, a mianowicie celu grania nie można oderwać od warunków.Jeżeli gramy na trudnym terenie z dobrze dysponowanym rywalem to powinniśmy starać się grać spokojnie i wykorzystywać błąd przeciwnika do zdobycia bramki, aby następnie konsekwentnie bronić zdobyczy. I tak nasz zespół zagrał.Nie pozwoliliśmy rywalom na rozwinięcie skrzydeł, konsekwentnie w strefach odgradzaliśmy ich najlepszych strzelców od piłek, wybijaliśmy ich z rytmu gry, samym utrzymując się przy piłce. Zmuszało to graczy Ślaska do biegania za naszymi zawodnikami i za piłką niwelując ich zapędy konstrukcyjne. Po zdobyciu bramki w zasadzie zamknęliśmy przed rywalami nasze przedpole kontrolując grę i poczynania przeciwnika. realizując konsekwentnie zasadę pełnego bezpieczeństwa. Osobiście dla własnej higieny psychicznej wolałbym, aby było 2:0,bo byłoby mnie nerwów w końcówce.Ale jak się gra na utrzymanie wyniku to nie można narzekać na kunktatorstwo.Bo najważniejsza była wygrana,a jej rozmiary miały znaczenie drugorzędne. Tak trzymać.