A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że w Jagiellonii robią swoje. Jagiellonia Białystok osiąga znacznie lepsze wyniki niż by to wynikało chociażby z wielkości klubowego budżetu.Jak dowodzą na licznych przykładach autorzy "Futbonomii" to budżety determinują pozycje klubów w tabelach.Wypada zadać sobie pytanie : dlaczego Jaga jest wyjątkiem ?.Idzie nie o jednostkowy wyskok.ale o walkę od 2 lat o Tytuł ,a i w bieżącym będzie pewno podobnie.Nie jestem zwolennikiem tezy,że "ryba psuje się od głowy", bo jest ona tyle chwytliwa ile nielogiczna i mająca niewielki związek z rzeczywistością .Jest natomiast dość oczywiste,że "jaki pan taki kram", czyli,że jakość przywództwa przekłada się na poziom prezentowany przez kierowany podmiot.Wystarczająco dużo napisałem felietonów o zarządzaniu,aby powtarzać zawarte w nich tezy,ale widać,że Cezary Kulesza wyrósł na prawdziwego wodza Jagi.Cechuje go niespotykany spokój, brak parcia na media, roztropność, rozsądek i umiar.Nie daje się podpuszczać zawodnikom chcącym coraz więcej zarabiać i nie ulega naciskom menedżerów żądających wydumanych kwot za przedłużenie kontraktów lub za transfery.On doskonale wie,że w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z rynkiem klubów co oznacza,że istnieje na nim relatywny nadmiar zawodników i że nawet ci o niezłym poziomie mają problemy ze znalezieniem klubów . Wielkie kwoty płacone za wybitnych zawodników są wyjątkiem w tej regule.Prezes Kulesza doświadczył tej prawdy , gdy chciał sprzedać Sheridana do Rosji i Frankowskiego gdziekolwiek i nic z tego nie wyszło.Tak więc tak do końca nie wiemy czy wieloletnia stabilizacja składu Jagi jest wynikiem przemyślanej strategii czy braku realnego zainteresowania jej zawodnikami.W każdym razie to stabilny od lat skład drużyny jest głównym powodem jej znaczących sukcesów. Od 2 lat jej bramkarzem nr 1 jest Kelemen l.39, rezerwowym był Pawełek l.37,a jest Sandomierski l.29. W obronie żelaznymi punktami są: Burliga l.30. ew.Wójcicki l.30,Runje l.28, Mitrovicz l.26 i Guilherme l.28. W pomocy jako defensywni grają : Kwiecień l.24,Romańczuk l.27, doszedł Poljetanovicz l.25,a jest Grzyb l.35 ; trójkę pomocników stanowią środkowy Pospiszil l.27 i skrzydłowi Frankowski l.23 i Novikovas l.28 uzupełniani przez Machaja l.29 i Wlazło l.29. Atak stanowi Sheridan l.29 i w dalszej kolejności Świderski l.21, Bezjak l.29 i Kilmala l.20. W ciągu 2 lat z zawodników grających pierwsze skrzypce odeszli Czernych, Chomczenowski,Vassiljew i Tomasik. Kolejną wartością dodaną jest uznany warsztatowiec trener Ireneusz Mamrot, który tak jak prezes gadatliwością nie grzeszy,ale za to robi dobrze to co do niego należy.Chwalę tego trenera przede wszystkim dlatego,że stara się wyciągać wnioski z analizy gry swojej drużyny i rywali.Co łatwe nie jest.Wielu uznanych trenerów nie jest w stanie zmieniać skutecznie taktyki, organizacji i stylu gry prowadzonych drużyn co prowadzi je od sukcesów do porażek,że wskażę tylko Lewa i reprezentację Niemiec oraz Nawałkę i reprezentację Polski.Dzisiejsi programiści komputerowi są w stanie w krótkim czasie rozłożyć na czynniki pierwsze każdy sposób gry. Zachowując wszelkie proporcje to Mamrot po wygranym meczu z Legią 2:0 w lutym br, przy Ł3 kontynuował w dalszych meczach ten sam pomysł na grę,ale jak sam przyznał po sezonie rywale poprawnie zanalizowali grę Jagi i wytrącili jej atuty. Dlatego w przerwie letniej nauczał zawodników grania 2-3 systemami tak, aby płynnie przechodzić od jednego do drugiego.Jego zdaniem dzięki temu będzie w stanie zaskakiwać rywali.I te zmiany są widoczne na boisku choć nie zawsze przynoszą pozytywne efekty jak chociażby w meczu ze Śląskiem przegranym 0:4.Nadal podstawowym jest ustawienie 4-2-3-1. Głównym atutem Jagi jest szybkie przechodzenie z obrony do ataku i odwrotnie.Zawodnicy Jagi grają piłką od środka do boków i odwrotnie szukając luk w defensywie rywali. Rzadko stosują długie podania.Z reguły wyprowadzają piłkę od obrony najpierw środkiem, potem przez bocznych obrońców asekurowanych przez defensywnych pomocników, a następnie przez skrzydłowych.To skrzydłowi,a zwłaszcza Novikovas robią grę Jagi w ataku. W grze pod bramką rywali grają dość schematycznie , głownie dośrodkowaniami w pole karne, bądź też indywidualnymi dryblingami Novikovasa i Pospiszila starają się zdezorganizować obronę przeciwnika.W defensywie grają strefą,a więc kryją w strefie i kryją strefę.Jednak taki system gry powoduje,że nie zawsze są oni w stanie nadążyć z powrotem większej ilości zawodników w strefę obrony ,zwłaszcza kiedy przeciwnik przechwyci piłkę w środkowym rejonie boiska i natychmiast zagrywa nią przed ich pole karne. Wczoraj rzadko popełniali ten błąd.a to z tego powodu,że ruszyli od początku z impetem do przodu,aby zdobyć bramkę co im się udało. Po tym kontrolowali mecz i w ryzykowne akcje się nie wdawali. Na nasze szczęście ten minimalizm im się nie opłacił. O tym,że trzeba umieć się dostosować. Każdy kto wsiada na rower wiosną po przerwie zimowej narzeka,że go tyłek boli.Na to jest jedna rada,albo się dupa dostosuje do siodełka,albo siodełko do dupy - innej możliwości nie ma Smile.W piłce nożnej kiedy jakiś zawodnik trafia do nowego klubu powiada się,że musi on mieć czas na adaptację inaczej zwaną aklimatyzacją.Jest to rodzaj fetyszu będący dość nieudolnym usprawiedliwieniem dla błędnej decyzji transferowej Gdyż albo mamy do czynienia z zawodnikiem odpowiednio przygotowanym i umiejącym grać,albo z takim który tych przymiotów nie posiada. Jak wykazują badania znacznie łatwiej dokonać akomodacji i asymilacji w nowym środowisku osobnikowi inteligentnemu. Bowiem w tym ujęciu inteligencja to posiadanie zdolności adaptacyjnych, zdolności uczenia się, zdolności rozwiązywania problemów i zdolność przetwarzania informacji. Tylko,że jakby na zjawisko adaptacji nie patrzeć to trzeba mieć się do czego przystosowywać.Kiedy nowy zawodnik ma do czynienia z chaosem taktycznym, bałaganem , zamiast organizacji gry , stałymi zmianami składu to trudno go obwiniać że się nie asymiluje.Bo nie ma do czego.Każdy zawodnik ma swoje cechy charakterystyczne gry, wyszkolenie na danej pozycji oraz określone predyspozycje fizyczne i psychiczne. I dopiero ich zsumowanie tworzy jakość gry zespołu. A teraz pora na parę przykładów. Zacznijmy od Jędrzejczyka.Trafił do Legii z Dębicy jako środkowy obrońca,ale się w Legii do składu nie przebił, więc został wypożyczony. Po powrocie przekwalifikowano go na prawego obrońcę,a w reprezentacji nawet na lewego. A on z uwagi na zdecydowanie, bardzo dobrą grę głową ma wszelkie predyspozycje ,aby być bardzo dobrym środkowym obrońcą.On się adaptował do nowych pozycji co dobrze o nim świadczy,ale teraz pokazuje na swojej pozycji ile naprawdę jest wart. Tylko,że moim zdaniem nadal lepszym środkowym obrońcą od niego jest Pazdan i uważam,ze brak tego duetu na boisku szkodzi Legii. Kolejny przykład to Szymański. Ustawiany był gdzieś na skrzydłach, kazano też mu grać agresywnie w obronie co przy jego budowie zakrawało na ponury żart.A to urodzony ofensywny pomocnik. Lecz gra na tej pozycji wymaga zgrania z partnerami, gdyż ma on do wykonania zadania usługowe i zdolności do kreowania gry muszą być bardzo konkretne ,ażeby nie służyły pustym popisom pod publiczkę i graniem piłek do nikogo. To z kolei wymaga grania meczów ze stałymi partnerami. Nie każdy jest Kaziem Deyną, który już w drugim meczu meczu w Legii przed 52 laty stał się organizatorem gry drużyny , regulującym tempo oraz rozprowadzającym piłkę pomiędzy partnerami.Tylko,że Szymański najlepiej pasuje do gry w ustawieniu 4-2-3-1 ew. 4-5-1,a nie do 4-3-3.Trener Vejvoda ustawiał grę Legii pod Deynę, z Szymańskim jest inaczej. On dostaje zadania taktyczne, które ograniczają jego potencjał.On się dostosowywuje, moim zdaniem ze szkodą dla siebie i bez należytego pożytku dla drużyny . Nieco inna sytuacja tyczy Carlitosa, który z pozycji gwiazdy w Wiśle na którą wszyscy pracowali przeszedł do Legii w której stał się jednym z wielu dobrych graczy. Nadto trener Sa Pinto dba pilnie,aby gwiazdą była cała drużyna,a nie pojedynczy zawodnik. Carlitosowi z trudem przychodzi akceptacja nowego statusu. Moim zdaniem to nie jego wina , bowiem oczekiwania wobec niego były znacznie większe niż jego piłkarskie umiejętności. Jakość gry zależy głównie od jakości zawodnika,a nie od długości jego adaptacji w nowym klubie. O tym,że zmiana ustawienia bywa bezowocna. Wszyscy wiedzą,że trener Sa Pinto preferował w poprzednich klubach ustawienie 4-3-3 , którego do wczoraj w Legii nie praktykował.Tym bardziej można było być zaskoczonym,że w meczu z trudnym rywalem na jego boisku zagrał tym systemem. Trójka w pomocy Antolicz, Cafu i Martins miała utrzymywać się przy piłce i zaskakiwać przeciwnika kombinacjami granymi na małej przestrzeni. Teoretycznie miało to sens, tylko,że po stracie bramki zmuszeni zostaliśmy do gry atakiem pozycyjnym . Z kolei w takim ataku przydatność słabych fizycznie Szymańskiego i Nagyego była mocno wątpliwa. Naszym atutem miała być gra środkiem boiska,aby wykorzystać systemową słabość rywali grających wzmocnieniem bocznych rejonów boiska.Tylko,że to gracze Jagi zdominowali środek boiska nie zostawiając nam miejsca na ich połowie. Można więc stwierdzić,ze eksperyment systemowy nie wypalił i był nie zaskoczeniem dla rywali,ale bardziej dla naszych zawodników, którzy przez całą I połowę nie bardzo wiedzieli co jest grane. Dopiero powrót do sprawdzonego systemu pozwolił nam w II połowie na jaki taki powrót do gry. O tym,że nie bardzo było wiadomo po co nasza drużyna wyszła na boisko. Bałamutnie można powiedzieć,że bramka dla Jagi ustawiła mecz, zwłaszcza w I połowie. Tylko,że to nawet nie połowa prawdy.Trener Sa Pinto chwalił Jagę,że gra zbalansowany futbol.W meczu z nami tej równowagi pomiędzy ofensywą a defensywą widać za bardzo nie było.Piłkarze j Jagi zostawiali nam całą naszą połowę boiska do grania, co nie miało żadnego znaczenia dla obrazu meczu.Natomiast nie pozwalali nam grać tam gdzie moglibyśmy stanowić dla nich zagrożenie.Nasza gra odbywała się pod dyktando rywali. Ja nie bardzo rozumiem jak można było nie założyć zaistnienia takiego scenariusza w którym to rywale jako pierwsi zdobywają gola i nie przygotować zespołu na taką możliwość..Byliśmy od przeciwnika słabsi w każdym elemencie gry, w obronie dopuszczaliśmy do groźnych sytuacji,a w ataku nie stanowiliśmy zagrożenia.Można grać defensywnie, albo ofensywnie,albo w sposób zrównoważony,a nasza drużyna nie grała ani tak, ani siak, ani owak.Graliśmy dla samego grania,a nie dla efektów grania. O tym,że nasza drużyna udowadnia,że pieniądze nie grają. Wszystkie opracowania tyczące zależności pomiędzy budżetami a wynikami wykazują,że kto ma więcej pieniędzy ten góruje. Kłam tej tezie zadaje Legia. Sam budżet płacowy Legii jest zdecydowanie wyższy niż całe budżety innych klubów.Na wynagrodzenia piłkarzy w Legii przeznacza się 80 mln zł, a np. w Jadze 15 mln.Konia z rzędem temu, kto nie wiedząc kto jest tym krezusem potrafiłby na boisku odróżnić jednych od drugich. Po grze obserwator byłby bardziej skłonny do bogaczy zaliczyć tych żółto - czerwonych. W naszym klubie tak jakoś się działo,że pęd na wydawanie całych zarobionych pieniędzy na płace był niepowstrzymany.Ja nikomu do kieszeni nie zaglądam, nie oceniam kto ile jest wart,ale przecież wystarczy mieć choć odrobinę rozsądku,aby ewidentnie nie przepłacać. To tak jak by np. za Fiata Punto zapłacić np.1 mln zł. Niby można - jak się ma nie po kolei w głowie. O tym,że zbyt wolno poprawiamy organizację gry. Dyletanci mylą taktykę,ustawienie, styl gry z jej organizacją. Są to zbliżone,ale też zasadniczo różne pojęcia.Przez bardzo wiele lat to co nazywamy taktyką było tożsame z ustawieniem.Każdy zawodnik wykonywał zadania wynikające wprost z zajmowanej na boisku pozycji.Suma z wykonania zadań składała się na wynik drużyny. Gigantyczny postęp w przygotowaniu fizycznym spowodował,że na plan pierwszy wysunęła się właściwa organizacja gry , której celem stało się wykonanie celu gry . Wczorajszy mecz i wiele innych wykazało ,że nasi zawodnicy indywidualnie potrafią wiele i operują piłką lepiej od rywali.Natomiast to rywale jako drużyna prezentowali się korzystniej.Nie można za ten stan rzeczy do końca obwiniać Sa Pinto, gdyż jego poprzednicy mieli bardzo umiarkowane pojęcie jak sprawić,aby zawodnicy byli zespołem, grającym w jednym systemie, w określony sposób i realizującym jeden cel.Dobrze pamiętam niedawny chaos i totalny bałagan w naszej grze, więc postęp jest niewątpliwy.Niemniej moim zdaniem jest on zbyt powolny.Odbyty tydzień temu mecz z Wisłą i wczorajszy z Jagą były bardzo do siebie podobne jeżeli chodzi o zachowania boiskowe naszych graczy.Niestety dobrze się czujemy w tych rejonach boiska . które w aspekcie wyniku gry odgrywają minimalną rolę, natomiast gorzej to wygląda zarówno pod naszą, jak i wrażą bramką ,a więc tam ,gdzie rozstrzygają się losy meczu.Piłkarze Jagi po zdobyciu bramki co prawda nie dążyli za wszelką cenę do zdobycia kolejnych goli,ale każdy ich atak wywoływał alarm w naszych szykach obronnych. Nie potrafiliśmy przeszkodzić im w dochodzeniu z piłką pod nasze pole karne. Z kolei w ataku nie umieliśmy zdobyć przewagi pozycyjnej w żadnej części boiska na ich połowie i tym samym zmusić ich do błędu, wyjść na swobodną pozycję i oddać skuteczny strzał.Nasze ataki były nieporadne, pozbawione dynamiki i elementu zaskoczenia. W dzisiejszej piłce prawie wszyscy są dobrze przygotowani fizycznie i to nie ono decyduje o powodzeniu w meczu. Tym czynnikiem jest organizacja gry. Na jej zdecydowaną poprawę czekam i czekam i nie mogę się doczekać. Bo bez niej duże umiejętności większości naszych piłkarzy pozostają niewykorzystane.W tej sytuacji remis należy potraktować wręcz jako sukces.