A+ A A-

Gdzie dwóch się bije

Czyli o tym trzecim! Do wczoraj w sporze właścicielskim  na Ł3 Maciej Wandzel pozostawał trochę w cieniu,  na medialnej arenie boksowali się przede wszystkim Leśny z Miodziem. Po wywiadzie Dariusza Mioduskiego dla „Rzeczpospolitej” sytuacja ulega zmianie -  tego trzeciego w rozważaniach  pomijać nie wolno, został właśnie ‘zaproszony’ na ring. Zatem przynajmniej  mały i szybki reaserch u wujka Guglusia, gwoli przypomnienia kto zacz.

 

Grzegorz Wieczerzak w wywiadzie z  2006 roku z  swoją „genezą” wypłynięcia biznesmena  Macieja Wandzla na szerokie wody.

I ten układ nadal funkcjonuje pomimo rządów prawicy?
Ten układ sobie doskonale radził z rządem AWS-owskim. Znam bardzo dobrze ludzi z otoczenia Marcinkiewicza, np. Jana Łuczaka. Mogę wprost powiedzieć, że jeżeli chodzi o prezesa Stypułkowskiego, to zrobiony został pewien interes, opisany wcześniej w gazecie Parkiet. PZU oddało praktycznie za frajer trzy fundusze inwestycyjne do CAIB-u, a faktycznie do kieszeni prywatnych inwestorów, którzy zarobią na tym, powiedzmy ze 400 mln zł. I znowu wracamy do starych układów: sprzedaje Stypułkowski, a kupuje CAIB. Wypływają takie osoby jak Maciej Wandzel związany z Marcinkiewiczem, kancelarią Weil Gotshal&Manges i minister Mikosz. Oczywiście to wszystko z minister Kornasiewicz w tle.
Kancelaria prawna Weil Gotshal&Manges? Mikosz?
Jest to towarzystwo związane z grupą poznańską, pewne stronnictwo w PiS-ie. Wystarczy sprawdzić rady nadzorcze Funduszy: NFI II, III i IX, które zostały wyjęte z PZU. Tam się roi od ludzi bardzo dobrze znanych Marcinkiewiczowi i nie traktuję tego jako przypadek.
(Bankier.pl)

Money.pl w 2006 roku o największych inwestorach.

Pod względem dynamiki - czyli procentowej zmiany posiadanego pod kontrolą portfela akcji najwyższe wzrosty odnotowali trzej debiutanci na naszej liście. Z dynamiką 265% pierwsze miejsce zajął Wojciech Rybka, którego pakiet akcji Drozapolu wzrósł z niecałych 40 mln PLN do ponad 140 mln PLN. Kolejne dwa miejsca zajęli partnerzy biznesowi, kontrolujący firmę Supernowa Capital S.A., która posiada udziały w m.in. w Drugim NFI i NFI Progres (warto dodać, że we wrześniu Supernowa zbyła kontrolny pakiet akcji NFI im. Kwiatkowskiego Romanowi Karkosikowi). ,,Lepszy" okazał się Maciej Wandzel, który uzyskał dynamikę 112,52%. Jego wspólnik - Maciej Zientara może pochwalić się wzrostem równym 105,51%. (money.pl)

Puls Biznesu w 2008 roku o spółce Macieja Wandzla z Maciejem Zientarą.

Nie dzielimy grupy, tylko ją rozbudowujemy - twierdzą wspólnicy. Ich znajomi mówią zupełnie co innego.
Środowisko giełdowe zelektryzowała informacja o rozstaniu dwóch znanych graczy na rynku kapitałowym - Macieja Zientary i Macieja Wandzla. Osoby, które ich znają, twierdzą że dzielą majątek Supernovej Capital. Sami zainteresowani stanowczo zaprzeczają, że biorą rozwód, choć przyznają , że ich współpraca nie jest usłana różami.
Maciej Zientara i Maciej Wandzel założyli razem fundusz private equity Supernova Capital. To dawny CA IB Fund Management, który obaj inwestorzy kupili od CA IB Polska. Do funduszu należał wtedy Drugi NFI, NFI Progress oraz NFI im. E. Kwiatkowskiego. Transakcja była lewarowana przez BZ WBK. Od tamtej pory Supernova pozbyła się NFI Kwiatkowskiego (obecnie to Midas Romana Karkosika). Do grupy należą m.in. dwa fundusze inwestycyjne - NFI Progress i NFI Zachodni oraz giełdowa PPWK. Aktywa netto Progressu na koniec ubiegłego roku wynosiły ponad 275 mln zł, a Zachodniego - prawie 243 mln zł.
(...) Nasze relacje są trudne, ale nie mowy o rozstaniu - podkreślają Maciej Zientara i Maciej Wandzel. Z naszych informacji wynika jednak, że wynajęli już kancelarię prawną, która ma przeprowadzić podział ich majątku. Rynek również wie swoje i jest pewien, że jeżeli do rozstania dojdzie, nie będzie to sielanka. - Obaj panowie są twardymi graczami i żaden nie popuści. Dochodzi też wątek prestiżowy, jeśli któryś z nich na podziale wyszedłby wyraźnie gorzej, popsułby sobie opinię na rynku. Myślę, że będzie ostra walka o każdą spółkę - twierdzi nasz informator.
(...) Maciej Wandzel jest prezesem Supernova Capital. Był m.in. członkiem zarządu BMT Domu Maklerskiego, EQS i prezesem CA IB IPO oraz Drugiego NFI. Był członkiem kilku rad nadzorczych. Kilka lat temu zabłysnął przeprowadzoną fuzją Vistuli i Wólczanki (w obu spółkach miał udziały, zmniejszył zaangażowanie poniżej 5 proc. na początku 2007 r.). Podobnie jak Maciej Zientara, ma zarejestrowaną na Cyprze spółkę zależną - Novakonstelacja Limited.
Dorobek dwóch Maciejów
NFI Progress
Notowany na GPW fundusz private equity. Ma zmienić nazwę na Supernova Fund, a duet Zientara & Wandzel mają wejść w skład zarządu. Supernova Capital ma w nim prawie 65 proc. udziałów.
NFI Zachodni
Jest na GPW, zajmuje się deweloperką, jego główne aktywa to nieruchomości na Pradze. W grupie są m.in. West i Mińska Development. Pozostałe spółki są likwidowane. Maciej Wandzel przez podmioty zależne ma w Zachodnim 24 proc., a Maciej Zientara - 12,6 proc.
PPWK
Prawie 17 proc. udziałów ma w niej NFI Progress. Firma przekształca się w holding nowych technologii. Poza kartografią i GPS jej spółki zależne (RedLab, El2, DR SA i Neotel) zajmują się przede wszystkim działalnością w różnych sektorach telekomunikacji.
Scanmed
Sieć klinik i przychodni zajmuje ważne miejsce w strategii funduszu. Ma stać się perełką w koronie Supernovej. W 100 proc. zależna od NFI Progress.
Barista
Spółka, do której należy marka Hard Rock Cafe. W 2007 r. Progress kupił w niej blisko 70 proc. udziałów za 11,8 mln zł. W 2008 r. spółka zamierza otworzyć dwie kolejne restauracje: w Krakowie i Budapeszcie.
Emalia Olkusz
Spółka portfelowa NFI Progress (ma w niej 35 proc. udziałów). Zapłacił za nie 21,5 mln zł. Zajmuje się produkcją naczyń emaliowanych. Na przełomie lat 2008/09 może trafić na GPW.
(pb.pl)

Forbes  w 2009 roku  „o wzlatujących  kapitalistach”

W podobnej sytuacji jest Maciej Radziwiłł, który sprzedał swoje udziały w PPWK i większość w Trakcji Polskiej, Maciej Wandzel, który dwa i pół roku temu wyszedł z dużym zyskiem z Vistuli & Wólczanki, i wreszcie Janusz Tchórzewski, który w 2006 r. sprzedał firmę windykacyjną Ultimo.
Wyszli ze swoich biznesów na szczycie hossy, bo od początku przyjęli taką strategię: swoich firm nie budowali, tylko w nie inwestowali. W Polsce taki typ inwestorów to dopiero raczkująca grupa, która narodziła się wraz z ostatnią hossą. (...)
Jeszcze szybciej do pieniędzy doszedł Maciej Wandzel. W 2005 r. nadarzyła się okazja odkupienia od CA IB funduszu NFI Progress, którym zarządzał z Maciejem Zientarą. Austriacki CA IB żył już wtedy swoim przejęciem przez włoski UniCredit i był skłonny do wystawienia go na sprzedaż.
-Zrobiliśmy wykup menedżerski, finansowanie zorganizował BZ WBK, kredyt został w całości zabezpieczony na aktywach funduszu i poręczyliśmy go osobiście - mówi Wandzel. Spłacili go ze sprzedaży aktywów należących do funduszu, a gotówkę zwrócili akcjonariuszom, umarzając akcje. - Największym naszym sprzymierzeńcem okazał się rynek, ceny akcji gwałtownie podrożały - dodaje.
Na pierwszy ogień poszły akcje PZU, potem Śrubex, wreszcie Vistula & Wól-czanka. Sprzedali ją na początku 2007 roku, łącznie za około 150 mln złotych. Kupujące Vistulę fundusze mogły być zadowolone, kupowały po 8, 10 zł, a w maju mogły je odsprzedać po 15 złotych. Dziś kosztują 1,28 złotych.
(forbes.pl)

Biogram z 2013 roku

Maciej Wandzel  studiował prawo na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu oraz ukończył Program Zaawansowanego Zarządzania (AMP) na IESE Business School (Universytet Nawarry). Jest członkiem Stowarzyszenia Absolwentów IESE.
W przeszłości pełnił funkcję w organach następujących spółek:
W latach 2006 – 2008 - Prezes Zarządu Supernova Capital S.A.,
w latach 2005 – 2007 - Prezes Zarządu Supernova Management Sp. z o.o.
w latach 2006-2007 – Prezes Zarządu II NFI S.A.
w latach 2003-2004 - Prezes Zarządu CA IB Pre IPO Management Sp. z o.o.,
od 1999 r. - Prezes Zarządu BTW Investment Services SA.,
w latach 1999-2001 był Wiceprzewodniczącym Rady Giełdy Papierów Wartościowych S.A.
w latach 1995-1999 pełnił funkcję Członka Zarządu, a następnie Wiceprezesa Zarządu w Domu Maklerskim BMT S.A., w 1999r. był jednocześnie członkiem zarządu funduszu BB Investment S.A.
Pan Maciej Wandzel uprzednio zasiadał również m. in. w Radach Nadzorczych spółek : Vistula & Wólczanka, Amica Wronki S.A., Śrubex SA.
Obecnie Pan Maciej Wandzel pełni funkcję Prezesa Zarządu Black Lion Fund S.A. oraz zasiada w Radach Nadzorczych Spółek: Scanmed S.A., Kolejowa Invest sp. z o.o. S.K.A, Next Media sp. z o.o. oraz Radach Nadzorczych spółek Bazar Poznański SA. Marcelin Management sp. z o.o., Ekstraklasa Spółka Akcyjna,  Jest członkiem Polskiej Rady Biznesu.
(bankier.pl)

O szantażu i sugerowanych  przy tym związkach  z Januszem  Lazarowiczem

Postać Janusza Lazarowicza wypłynęła znów na światło dzienne przy okazji doniesienia Macieja Wandzela. Prezes znanego funduszu NFI Black Lion zwrócił się do prokuratury w związku z szantażem ze strony gangstera, który wyszedł w ubiegłym roku z więzienia.
Według informacji "Dziennika Gazety Prawnej" szantażującym ma być Janusz G., pseudonim „Graf”, który żąda 12 mln zł jako rekompensaty za stracone udziały w spółce, której majątek trafił do NFI Zachodni. W 2006 r. ten fundusz został przejęty przez Black Lion. Wandzel zapewnił, że nigdy wcześniej nie znał się z „Grafem”.Gangster jednak utrzymuje, że prezes NFI Black Lion jest przedstawicielem w Polsce Janusza Lazarowicza, byłego właściciela NFI Zachodni.
(biztok.pl)

Autoprezentacja Macieja Wandzla w momencie wchodzenia do Legii

-Mam duże doświadczenie we współpracy z administracją państwową, jestem człowiekiem ze środowiska biznesowego, potrafię poruszać się w strukturach organizacji piłkarskich. Te wszystkie atrybuty zamierzam przekuć na korzyść dla klubu - powiedział Wandzel w rozmowie z serwisem legia.com.
45-letni biznesmen jest prezesem Black Lion Fund, do którego należy m.in. słynne warszawskie Soho Factory. Radzie nadzorczej funduszu przewodniczy Leśnodorski, który jest bliskim przyjacielem Wandzla.
(forbes.pl)

Kwestie  futbolowe  uznaję za  wiadome,  jedynie przypomnienie  fragmentów  wywiadu  dla eurosport.onet.pl

Jest pan człowiekiem futbolu?
- Tak oczywiście, jestem człowiekiem futbolu. Pytanie jest o tyle zabawne, że ludzie od lat związani z polską piłką, na przykład publicysta Stefan Szczepłek, czy Zbigniew Koźmiński, w przeszłości zarządzający kilkoma klubami, a obydwu z różnych względów cenię, opowiadają, że wraz z Bogusławami Biszofem i Leśnodorskim nie jesteśmy ludźmi piłki. Tylko marketingowcami, finansistami. A to nieprawda. Bo futbol, który emocjonalnie wciąga, mną zawładnął już bardzo dawno temu. (...) moje zainteresowanie silnie się jeszcze zwiększyło, gdy zacząłem dzielić pasję z moim synem. Olek zaczynał w szkółce Kosy Konstancin, gdzie zresztą mieszkamy, dokąd na nabór zawiozła go żona. Na meczu Legii z Kosą skauci z Łazienkowskiej zwrócili na niego uwagę i przez następne pięć lat występował w kolejnych drużynach juniorskich, był kapitanem, wygrał z rocznikiem 1995 mistrzostwo Polski dla Legii. Od pewnego momentu towarzyszyłem mu w wyprawach po Mazowszu. Wkręciło mnie to, a obserwowanie piłki juniorskiej na prowincji dało mi inne spojrzenie na polski futbol.
Tyle że już wcześniej mówiło się, iż zostanie pan mniejszościowym udziałowcem w Lechu Poznań. Kiedy padła oficjalna propozycja – w połowie poprzedniej dekady?
- Nigdy w takich sprawach nie ma czegoś takiego jak oficjalne oferty, ale rozmowy z Jackiem Rutkowski rzeczywiście prowadziliśmy ponad sześć lat temu. Na ich podstawie miałem kupić jakąś porcję akcji, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, iż to nie jest dobry deal. Przynajmniej dla mnie. Bo firma pod nazwą Lech ma jednego głównego akcjonariusza, bardzo charyzmatycznego, u boku którego niekoniecznie ktokolwiek mógłby się odnaleźć w charakterze mniejszościowego udziałowca. Tajemnicy kuchni nie będę oczywiście zdradzał. Powiem tylko, że dobrze się znamy, ponieważ wcześniej wprowadzałem firmę Amica na giełdę. Znamy się też prywatnie, rodzinnie.
A po co panu ta Legia? To kwestia biznesowa?
- Ja nie traktuję tak tego projektu, który dla mnie ma dwa podstawowe aspekty. Od początku miałem świadomość, że esencja piłki jest w klubach, a nie w działalności quasi urzędniczej w ekstraklasie. Tu kumulują się emocje, i następuje zmienność sytuacji, która przyciąga tysiące ludzi na stadiony. Tyle że jeszcze ważniejsze okazały się związki koleżeńskie. Z Bogusiem Leśnodorskim przyjaźnimy się, z Darkiem Mioduskim jesteśmy bliskimi kolegami, dobrze dogadujemy się we trójkę. Gdy Bogusław dostał propozycję od ITI, żeby zostać prezesem Legii, radził się mnie praktycznie we wszystkim, a ja nie uciekałem od udzielania wsparcia. Szybko mnie jednak prześcignął. A wszystko zaczęło się od tego, że zaprosiłem go jako gościa na wyborczy zjazd PZPN. Uważam, że we trzech tworzymy fajny team. Wszyscy jesteśmy po przejściach, ale każdy udowodnił już, że coś może dołożyć od siebie do projektu pod nazwą Legia Warszawa.
Dołączył pan do kumpli, bo we dwóch nie udźwignęli finansowania?
- Nie, absolutnie nie było takiej podstawy. Oderwijmy się zupełnie od kasy. Moja, powiedzmy umownie, kontrybucja nie była w żaden sposób istotnym elementem finansowym całej układanki. Kupiłem akcje od Darka Mioduskiego w spółce Legia Holding na takich samych warunkach jak on od ITI. Darek chce wraz z Bogusławem tworzyć wielką Legię. A obaj doszli do wniosku, że w jakimś kawałku im się przydam. Nikomu w Polsce nie udało się zarobić na piłce i nasze ambicje także są inne. W sensie finansowym wolelibyśmy nie dokładać. O wypłacaniu sobie dywidendy nie ma mowy. Chcemy podnosić wartość klubu, a nie zarabiać przy Łazienkowskiej na chleb.Projekt uznamy za udany, jeśli ludzie, którzy identyfikują się z Legią, będą szczęśliwi.
Większościowy udziałowiec, czyli Mioduski nie zdominuje duetu Leśnodorski – Wandzel? Nie ma pan takich obaw?
- Na forum Ekstraklasy SA jest takie modne określenie: jesteśmy dobrze skalibrowani. Zajęło trochę czasu, aby wszystko dobrze poukładać, ale mamy wrażenie, że to się udało. Każdy z naszej trójki ma duże doświadczenie w transakcjach i duży background prawniczy. Darek jest człowiekiem korporacyjnym, w pozytywnym sensie, przyzwyczajonym do pracy w teamie, więc nie widzę najmniejszego ryzyka. Poza tym mamy dość dokładną umowę, która reguluje kwestie relacji wspólniczych.
(eurosport.onet.pl)

EPILOG

Dariusz Mioduski  dla Rzeczpospolitej 06.02.2017

„Problemy zaczęły się pojawiać nawet nie tyle z Bogusiem, co przede wszystkim z drugim członkiem zarządu, Jakubem Szumielewiczem, który przejął odpowiedzialność za wszystkie komercyjnych obszary w klubie. Drugim powodem było uaktywnienie się Macieja Wandzla. W pewnym momencie jego ambicją stało się budowanie swojej pozycji w klubie i poza nim. No i miał coraz większy wpływ na Leśnodorskiego.
Pan mówi o pierwszych 18 miesiącach, czyli tym czasie, gdy Wandzla formalnie nie było w klubie. Tajemnicą poliszynela jest, że on od początku był w tym dealu.
Od początku wiedzieliśmy, że do nas dołączy, to prawda. Dałem się Leśnodorskiemu przekonać. To pasowało do mojej filozofii budowania zespołu ludzi, z których każdy jest inny, ale się wzajemnie uzupełniają. Legia nigdy nie była dla mnie projektem do zarabiania pieniędzy. Moim celem było stworzenie wielkiego klubu. Dałem się więc przekonać, że Wandzel będzie pomocny w poruszaniu się w strukturach Ekstraklasy SA i PZPN. Boguś miał zajmować się sportem i codziennym zarządzaniem, a moją rolą była budowa marki i pozycji Legii za granicą oraz koncentracja na akademii. Oraz oczywiście strategiczny nadzór nad rozwojem całości. Bardzo mi pasowało, że prezesem Legii został człowiek świetny medialnie, który umiał znaleźć wspólny język z kibicami. Moją ambicją nigdy nie było zostać gwiazdą medialną. W pewnym momencie jednak Wandzel zrozumiał, że jego ambicje związane z pozycją w polskiej piłce nie zostaną zrealizowane.
Czyli że nie zostanie prezesem PZPN.
I wtedy skupił się na budowie swojej pozycji poprzez Legię... Zresztą dziś uważam, że plan aby przejąć kontrolę nad Legią miał od początku.
Co to znaczy?
W umowie, którą podpisaliśmy, zawarte są mechanizmy, które doprowadziły do obecnego pata, a głównym konstruktorem tej umowy był Wandzel. Ja się na to zgodziłem, bo dla mnie najważniejsze były ogólne pryncypia naszej współpracy i podszedłem do tego na zasadach pełnego zaufania.
(...)
Wandzlowi bardzo ta odpowiedzialność własnym majątkiem nie pasowała, więc finalnie doprowadził do pożyczki od Skarbca. Chodziło o to by nie doszło do rozwodnienia moich wspólników.
Rozwodnienia?
Strona która wpłaca pieniądze i podwyższa kapitał, dostaje dodatkowe akcje i zwiększa swój udział procentowy kosztem tych, którzy tego nie zrobili. Dlatego nigdy nie zgodzili się na podwyższenie kapitału przeze mnie, ponieważ traciliby procent w udziałach. I dlatego mieliśmy awanturę przy ostatniej racie spłaty ITI. Bo ja chciałem żeby zapis, że odpowiadamy własnymi majątkami za dług wobec ITI, przeszedł na tę pożyczkę od Skarbca.
(...) Moja Legia wiele się nie zmieni. Oczywiście dosłownie kilka osób będzie musiało odejść, zgłaszają się one zresztą same. Odejście Jakuba Szumielewicza jest jednym z warunków naszej rozgrywki kopertowej. Ale rewolucja może być tylko wtedy, gdy Wandzel przyprowadzi inwestora.
Dlaczego?
Żeby mnie wykupić Wandzel z Leśnodorskim muszą zdobyć pieniądze na zewnątrz. Nie pozwolę na to, by mogli wziąć finanse z klubu. Wzięcie pieniędzy z klubu oznacza powiększenie długów. Poziom kosztów w Legii drastycznie urósł, a widoków na równie drastyczne zwiększenie przychodów nie ma wielkich w najbliższych latach. Niedługo zmienią się zasady kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Prawdopodobieństwo gry w fazie grupowej LM spada. Dlatego realną opcją jest inwestor. Jeśli przyjdzie poważna firma i wyłoży dużą kwotę, gwarantuje, że będzie chciała mieć wpływ na to się dzieje. (...)
I trwa pan na stanowisku, że bez zapisu o niewykorzystaniu środków z klubu nie będzie umowy?
Nie będzie. Nie podpiszę jej. I nie będzie też ich zapisu domagającego się zwolnienia zarządu z odpowiedzialności.
I co wtedy?
Wracamy do punktu wyjścia i do pata. Rozwiązanie tego konfliktu potrwa, będzie fatalne dla klubu, ale na koniec oni stracą możliwość by mnie wykupić. Oni tego prawa nie mają, ale ja chcę im je dać, żeby ten konflikt rozwiązać teraz. Połóżmy cenę.
Jakie jest optymalne rozwiązanie tej sytuacji?
Ja chce kontynuować realizację mojej wizji Legii i wiem jak to robić. Pewnie najlepiej by było, gdybyśmy mogli to robić razem z Leśnodorskim. W założeniu to był optymalny układ. Dwie różne osobowości, ale jedna wizja. Ale on dziś jest tak zmanipulowany przez Wandzla, że aż mi żal patrzeć. Jeśli bylibyśmy się w stanie pozbyć Wandzla z jednej strony, a z drugiej dogadalibyśmy się, że on usiądzie ze mną w jednym rzędzie w Radzie Nadzorczej i będzie wspierał klub z pozycji właścicielskiej , to mogłoby zadziałać. Na takie rozwiązanie byłbym gotowy.
(rp.pl)

Dyskusja (10)
1wtorek, 07, lutego 2017 20:05
iocosus
W mediacjach są problemy obiektywne! Twitterowa "dramaturgia"! Wink

B(L)1916
‏Darku, Macku stoje jeszcze w korku. Niech ktos zamowi pizze i Cole . Będę za 15 minut

B(L)1916 ‏ 13 min.13 minut temu
Masakra na drogach !! ludzie powariowali od tej pogody. Darek może podjedziecie do klubu ? Mam bliżej

edit:
Jest "odpowiedź" Miodzia! Problemy pokonane!

(L) podał/a dalej
Dariusz Mioduski ‏@DariuszMioduski
Wymarzony poczatek. Jest pięknie

Jednak lubię ttego ćwierkacza. Wink Very Happy
2wtorek, 07, lutego 2017 21:53
CTP
"Jednak lubię ttego ćwierkacza"
A ja powoli przestaję. Już od jakiegoś czasu świerzbi mnie ręka, żeby Lorda Koksa zgłosić do zablokowania konta za te podszywki.
3wtorek, 07, lutego 2017 23:32
iocosus
Na poważnie Leśny na tt:
B(L)1916 ‏
„Zbliżyliśmy się stanowiskami, Planowane podpisanie w przyszłym tygodniu, rozstrzygnięcie w marcu
Druga połowa marca”

No i dobrze, bo szczerze mówiąc obstawiałbym, że będzie kontynuowany pat .... i pralnia.

edit.
Mateusz Święcicki ‏na tt:
Zapraszam serdecznie na Stana Futbolu w sobotę o godzinie 11:00. Naszym gościem będzie Dariusz Mioduski.
4środa, 08, lutego 2017 00:03
Zgred
@iocosus

nic nie zostało podpisane, strony się jak to mawiają - "przybliżyły"...
tu podsumowanie red. Kubiaka:

http://www.legia.sport.pl/legia/1,139320,21345449,jest-przelom-w-mediacjach-shoot-out-w-legii-blizej-niz-dalej.html#indeks_news

oby obrotka po sobotnim -stanie futbolu- nie nastąpiła Wink
5środa, 08, lutego 2017 00:21
iocosus
Zgredzie redaktor Kubiak zaliczył wierszówkę jak zakładam na podstawie dwóch twittów Leśnego, bo w nic więcej oprócz tego co w nich było, to w zasadzie nie zapodał.

Jak 'tenorzy' będą śpiewać to ręki sobie nie dam uciąć, czy bez fałszowania, ale może mimo wszystko trochę się opamiętają. Leśny w Stanie Futbolu to była "żenada 2016" mam nadzieję że Miodzio swój punkt widzenia obecnie przedstawi bez targających nim emocji.
6środa, 08, lutego 2017 01:30
a-c10
Hmmm... Z wywiadu dla Rzepy wynika mniej więcej to, o czym od ładnych paru dni pisze Zbyszek - wszystkie karty trzyma w ręku pan Mioduski. Bo tak:

a) Leśnodorskiego i Wandzela (Wandzla? jak go się odmienia?) najzwyczajniej w świecie nie stać na spłatę Mioduskiego. W sensie: nie dysponują w chwili obecnej odpowiednią gotówką;

b) Mioduski nie chce się zgodzić na to, by L. & W. spłacili go pieniędzmi Legii. Oczywiście, mimo deklaracji w żaden sposób nie wyklucza to, że w razie kopertowej wygranej on sam spłaci ich pieniędzmi Legii. Ale może im zagrodzić drogę do takiego rozwiązania nie godząc się na spłatę ratalną;

c) Leśnodorski i Wandzel jako osoby fizyczne takiego kredytu nie dostaną. No chyba, że od tego Grafa, czy kogoś innego podobnego pokroju, ale nie jestem pewien, czy aby na pewno by się to im opłacało. Pozostaje zewnętrzny inwestor, a ten musowo zażąda dla siebie wpływu na losy klubu odpowiadającego wielkości udziałów. Co, rzecz jasna, nijak panom L. i W. nie pasuje.

Nie bardzo rozumiem co w takiej sytuacji mogłoby oznaczać "zbliżanie się stron". Leśnodorski i Wandzel wygrali w totka? Kurczę, może nie starczyć. Mioduski zmiękł w punkcie (b)? To w takim razie po co ten wywiad? Nie kojarzę również, o co może chodzić w zdaniu Odejście Jakuba Szumielewicza jest jednym z warunków naszej rozgrywki kopertowej. Tzn. co? L. i W. mają pokazowo tego Szumielewicza wypieprzyć, żeby M. się zgodził na koperty? Paradne. Wiadomo przecież, że jeśli wygrają, natychmiast zatrudnią go z powrotem. Albo i nie, ale zdecydują podług własnego rozeznania, nie pytając o zdanie ekswspólnika. Jeśli z kolei wygra M., wypieprzy Szumielewicza własnoręcznie. O co się zatem rozchodzi?

No chyba, żeby... Ale nie, to już by było w ogóle zabawne. Chyba żeby Mioduski serio brał pod uwagę powrót do współpracy z samym tylko Leśnodorskim, bez Wandz(e)la. Dodajmy, że - jak w wywiadzie stoi - B(L) miałby się wycofać z pozycji prezesa do roli jedynie współwłaściciela. Może to całe zbliżenie następuje na takiej linii? E, nie wierzę.

Chciałbym jeszcze, Iocosusie, słówko o poruszonym przez Ciebie Na Aucie wizerunku. Otóż moim zdaniem ten wywiad z Rz to pierwszy podczas całej tej chryi przypadek, gdzie wizerunek któregokolwiek z tenorów wyraźnie się poprawia. Pan Mioduski jawi się przecież w tej wypowiedzi jako ten dorosły. Ten rozsądny i spolegliwy. Ten ufny aż do naiwności, zatroskany o dobro klubu, gotów ręczyć zań własnym (niemałym przecież) majątkiem i niezainteresowany dywidendami. Kto nie chce mu wierzyć, nie uwierzy. Ale płaszczyk ładny.
7środa, 08, lutego 2017 08:12
CTP
"B(L) miałby się wycofać z pozycji prezesa do roli jedynie współwłaściciela"
W to, to ja kompletnie nie wierzę. Żeby być współwłaścicielem, to trzeba jednak wyłożyć jakąś gotówkę a Leśny nie wygląda mi na kogoś, kto ma miliony na lokatach. Raczej na takiego, kto permanentnie żyje na kredycie.
Już prędzej uwierzyłbym, że Mioduski jako ewentualny jedyny właściciel, za plecami Wandzela zaproponował Bogusiowi dożywotnią prezesurę i stąd ten przełom w negocjacjach.
8środa, 08, lutego 2017 15:20
Senator
Tak czytam i nic nie rozumiem. To inny świat nie dla takich roboli jak ja. Gość ma łeb do robienia kasiorki natomiast Legia i emocjonalny z nią związek moim skromnym zdaniem jest prawie równy zeru.
W czynach i słowach panów Lesnodorskirgo i Mioduskskiego da się nasze DNA wyczuć w przypadku pana Macieja ja tego nie widzę.
Tak jeszcze z innej beczki. Wczoraj można powiedzieć ukazały się dwa teksty. Jeden anonimowy na Weszło to zwykły paszkwil, zdjęty szybko ze strony ale tak jak to w internecie nic nie ginie i każdy mógł, może przeczytać. Myślę zresztą że to celowe zagranie. Wypuścić zdjąć że niby a cel osiągnięty. Drugi to wywiad pana Zelaznego. W zaden sposób porównać się tego nie da. Aż takiej różnicy w kulturze między właścicielami przecież nie ma.
9czwartek, 09, lutego 2017 19:20
iocosus
@ Senator
„W czynach i słowach panów Lesnodorskirgo i Mioduskiego da się nasze DNA wyczuć w przypadku pana Macieja ja tego nie widzę.” - pójdę dalej i zacytuję Wandzla (nie podejmuję się rozstrzygać poprawnej deklinacji nazwiska) z wywiadu dla Przeglądu Sportowego z stycznia 2013 roku, zatem gdy był związany jeszcze z Lechem Poznań:
„Czy nosi się pan z zamiarem definitywnego zakończenia współpracy z Lechem Poznań, w którym zasiada pan już od kilku lat w radzie nadzorczej?
Maciej Wandzel: Z Lechem Poznań jestem związany emocjonalnie, o czym wszyscy wiedzą i zamierzam nadal wspierać ten klub swoją wiedzą i doświadczeniem, oczywiście dopóki jest wola z obu stron i wspólne cele.
Kiedyś głośno było o możliwości zainwestowania przez pana w udziały Lecha Poznań. Czy ten temat jest aktualny?
Maciej Wandzel: Temat ten zamknęliśmy z panem prezesem Jackiem Rutkowskim jakiś czas temu i nie będziemy do tego wracać.”

Tu są dwie kwestie pan Maciej wypowiadał te słowa choć już wtedy doradzał Leśnemu. „Tajemnicą poliszynela jest, że on (czyt. Wandzel) od początku był w tym dealu”? Odpowiedź Mioduskiego: „Od początku wiedzieliśmy, że do nas dołączy, to prawda. Dałem się Leśnodorskiemu przekonać.” – czyli Wandzel pierwotnie i reprezentował Lecha i doradzał prezesowi Legii czego się w zasadzie nie wypiera i ja jakoś nawet specjalnej pretensji o to nie mam, mieliśmy wielu świetnych najemników, piłkarzy, trenerów możemy mieć i najemnika finansistę w zarządzaniu klubowym z DNA leszkowym, o ile będzie profesjonalnie i wydajnie działał na korzyść Legii. Natomiast troszkę męczy mnie druga kwestia. Otóż z medialnych doniesień wynika że równie dobrym kolegą Wandzla jak Leśny był i Jacek Rutkowski. Wandzel był emocjonalnie związany z Lechem, rozważał wykupienie udziałów, ale nie zdecydował się na to bo jak sam tłumaczy: „rozmowy z Jackiem Rutkowskim rzeczywiście prowadziliśmy ponad sześć lat temu. Na ich podstawie miałem kupić jakąś porcję akcji, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, iż to nie jest dobry deal. Przynajmniej dla mnie. Bo firma pod nazwą Lech ma jednego głównego akcjonariusza, bardzo charyzmatycznego, u boku którego niekoniecznie ktokolwiek mógłby się odnaleźć w charakterze mniejszościowego udziałowca.” Jako mniejszościowy udziałowiec Wandzel w Legię już jednak zainwestował, czyli Mioduski mu nie przeszkadzał jako większościowy udziałowiec, doszedł do wniosku że przy nim może się w klubie piłkarskim realizować, można złośliwie dodać że na tyle skutecznie że właściwie jako ten mniejszościowy tego większościowego "ubezwłasnowolnił".

Jeżeli Leśny liczy na przyjaźń z Wandzlem w prowadzeniu klubu, niech wspomni, że jego kolega Maciek jak samemu przyznał u boku kogoś charyzmatycznego niekoniecznie się odnajduje. Dopóki cele dla Leśnego i Wandzla będą wspólne będzie ok. biznesowa wieloletnia przyjaźń będzie cementowana, oby z korzyścią dla Legii, (o ile staną się jej głównymi właścicielami) gorzej gdy w jakimś momencie cele dwóch panów staną się rozbieżne.

„Stare, dobre małżeństwo. Próba wbicia klina między nich jest z góry skazana na porażkę, ale może działać na kibiców, którzy historii tej pary nie znają.” – dowodzi Stanowski, może ma rację, przekonamy się o tym jednak nie teraz, a za kilka lat gdy duet przeobrażony z trójkąta przetrwa legijną próbę czasu.
.
@ CTP
Również nie wierzę w sprowadzenie Leśnego do roli jakiegoś mniejszościowego współwłaściciela pierdzącego w stołek w radzie nadzorczej. Wątpię żeby Miodzio też to tak pojmował. Nie wykluczam „kosmicznych” scenariuszy.

@ Albiceleste
„moim zdaniem ten wywiad z Rz to pierwszy podczas całej tej chryi przypadek, gdzie wizerunek któregokolwiek z tenorów wyraźnie się poprawia. Pan Mioduski jawi się przecież w tej wypowiedzi jako ten dorosły. Ten rozsądny i spolegliwy.” - taaaaa, powiedz to Krzyśkowi Stanowskiemu, po wywiadzie dla Rzepy on tak jakby twoich przekonań nie podziela. Wink

Ale zostawmy Stana, czy gdy Walter z Wejchertem się pokłócili to była jakakolwiek między nimi publiczna „pralnia”. Na te same imprezy ponoć wchodzili „oddzielnymi drzwiami”, ale spór załatwiali między sobą. Gdy Kulczykowie się rozwodzili, a była to kwestia stricte i dosłowna i biznesowa to też w tym wszystkim raczej zachowali klasę. Dobrze nam znany Zibi ciągle powtarza „pieniądze lubią ciszę” a nasi biznesmeni klubowi obecnie tak jakby w pewnym momencie rozumy potracili. Dalej wywlekać wzajemne rozwodowe żale. Z tym że, mędrkować jest łatwo, natomiast gdybym to ja na miejscu Mioduskiego doszedł do wniosku że na ten przykład artykuł Kołtonia był inspirowany przez Wandzla, to bym tak się wściekł, taka cholera by mnie dopadła, że zachowałbym się sto razy gorzej jak Leśny w Stanie Futbolu, a wywiad Miodzia dla Rzepy byłby niedościgłym przykładem wyważenia i rozsądku w zestawieniu z tym jak mnie by nosiło i czemu dałbym upust.

Dlatego "zbliżanie się stron" interpretuję jako zgodę na przeprowadzenie sprawy rozwodowej w marcu i zakończenie tego wszystkiego już teraz wiosną, w jedną lub w drugą stronę. I wolę to chyba niż ciągnącą się „separację”. Diabli wiedzą co im jeszcze do łbów strzeli. Bardzo chciałbym rzeczowego, konkretnego tonu Mioduskiego w sobotę w 11.
10piątek, 10, lutego 2017 00:55
a-c10
@ Iocosus:

O wypocinach redaktora Krzysia wypowiedziałem się przed chwilą Na Aucie. I już zaczynam się zastanawiać po jaką cholerę ja sobie w ogóle nimi głowę zawracam. To wszystko przez DzynkaWink

Bez urazy dla "tenorów", Kulczykowie, Walterowie, czy Wejchertowie to cokolwiek inna liga. I - być może przede wszystkim - inne pokolenie. Tak, czy inaczej, moim zdaniem Mioduski (póki co?) mocniej zamieszał w szambie tylko raz. Oj, ale za to jak mocniej! Tu na pewno trzeba przyznać rację Stanowskiemu (niech ma) - tamto oświadczenie zakończone wyrazami troski o bezpieczeństwo rodziny było wyjątkowo niesmaczne. Teraz D.M. przynajmniej próbuje zatrzeć złe wrażenie. Że Krzysiowi to nie w smak? Kurczę, jakoś wcale mnie to nie dziwi.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1