A+ A A-
  • Kategoria: Krótka Piłka
  • iocosus

Diabeł w wizjonerskim szczególe

Wyszkolenie młodych piłkarzy, wypromowanie ich z korzyścią dla wyników sportowych, dzięki czemu na wartości zyskają i indywidualnie zawodnicy i klub inwestując uzyskane z transferów środki w swój dalszy rozwój, oto w największym uproszczeniu wizja, cel Dariusza Mioduskiego.

 

Zamysł szlachetny, który zamiast wyśmiewać należałoby wspomagać, innej drogi w pogoni za nie tylko europejską klubową czołówką ale i za peletonem stabilnych średniaków raczej nie  widać, tyle tylko, że jak zawsze, choć idea piękna, to diabeł tkwi w szczegółach i żeby zamysł nie został zniweczony to z takimi „szczegółami” należy się mierzyć, zawczasu szukając rozwiązań.

Dziś o „szczególe”, za którym diabeł jest ukryty, najczęściej w postaci „troskliwego” menago lub w innych „dobrych doradcach” młodego piłkarza stojącego u wrót kariery. Szatan wodzący na pokuszenie może się też zagnieździć bezpośrednio w głowie nastoletniego gołowąsa, który gotów stwierdzić, że świat leży przed nim na kolanach i wszystko mu się odeń należy.

Oto mała kwerenda doniesień medialnych o dwóch młodych piłkarzach, jeden z Warszawy, drugi z Poznania, obaj z tzw. potencjałem i obaj rokują. Diamenciki ciągle do oszlifowania, ale jaki brylant z tego szlifu ostatecznie wyjdzie ciągle nie wiadomo. Zestawmy co ich łączy i oby w pewnym „szczególe” różniło.

Wpierw kilka tegorocznych odgrzewanych „newsów” odnośnie warszawskiej nadziei.

Artykuł z 23 lutego 2017.
„Sebastian Szymański - talent z Legii zachwycił Bońka i Manchester City. (...)
… Nie każdy bowiem dowiaduje się, że w departamencie skautingu Manchesteru City jest gruba teczka z jego imieniem i nazwiskiem.
- Coś tam słyszałem, ale nie od takich "pewnych" osób. Nie przywiązuję się do tego za bardzo. Oczywiście gdy po raz pierwszy o tym usłyszałem, pomyślałem: "Wow, City, taki klub", czujesz taki przypływ zadowolenia, że ktoś taki wie, gdzie grasz, jak grasz. (...) Zbigniew Boniek, napisał: "Dla mnie to znakomity materiał, trochę więcej powinien być pod grą. Ma wszystko". ”

sportowefakty.wp.pl

Info z 24 lipca 2017.
"The Sun" twierdzi, że Szymański jest pod lupą Liverpoolu i samego Kloppa, który szuka talentów do środka pomocy.
gol24.pl

Artykuł z 25 lipca 2017.
„Szymański od kilkunastu miesięcy przykuwa uwagę wielkich - m.in. Interu Mediolan czy Manchesteru City. Ale można też wymienić innych - w zasadzie wszystkie topowe kluby na kontynencie, bo Szymański jest w notesach większości skautów na Europę Centralną.
Interesują się nim też wielkie agencje menedżerskie - choćby Stellar Group, która na co dzień współpracuje z takimi piłkarzami jak Gareth Bale czy Adam Lallana.”

sport.pl

A teraz medialny „gorący kartofel”, a raczej „pyra” o drugim z interesujących nas nastolatków. Dziennikarze na piątkowej konferencji prasowej w Poznaniu zapytali z kolei Nenada Bjelicę o młodą nadzieję Lecha.      
- Kamil Jóźwiak? Bardzo dobry zawodnik, ale chciałbym stawiać na piłkarzy, którzy wiążą z Lechem swoją przyszłość. A on i jego agent nie wiem, czy wiążą - wypalił Bjelica.
I dalej wyjaśniał: - Jóźwiak nie gra, bo negocjuje kontrakt i póki co nie chce go przedłużyć (obecny wygasa w czerwcu 2018 r., a nie jak dotychczas podawano w czerwcu 2019 r. - taką informację podał w piątek na Twitterze dziennikarz "Przeglądu Sportowego" Maciej Henszel). Ale to zdolny chłopak, dlatego chciałbym, żeby z nami został, był przyszłością Lecha. Młodzi piłkarze nie mogą jednak mieć takich samych wymagań jak starsi zawodnicy. My chcemy stawiać na młodzież, ale przede wszystkim na taką młodzież, która chce grać w Lechu.

sport.pl

No i kto tu jest tym wszetecznym Borutą z rogami i kopytami? Klub i jego trener, którzy „szantażują” chłopaka, podpisz, przedłuż z nami kontrakt bo inaczej trawy podczas meczu nie powąchasz, czy też młody piłkarz ze swoimi „opiekunami”, dopominający się „godnych” nowych apanaży na rok  przed wygaśnięciem aktualnej umowy? Co powinien zrobić klub, zgodzić się na finansowe zachcianki młokosa, ryzykując że w innym przypadku diamencik za pół roku znajdzie się oficjalnie na transferowym rynku, a za dwanaście miesięcy wyfrunie z Kolejorza w zasadzie za friko? Czy też klub w takiej sytuacji powinien zrezygnować z promowania delikwenta w jedynce, mając świadomość że znalazł się z ręką w nocniku i w zasadzie pozostaje mu już  tylko szukanie sposobu żeby w przyszłości analogiczne przypadki się nie powtarzały?

A jaka jest analogia z Sebastianem Szymańskim? Otóż naszemu chłopakowi kontrakt wygasa 30 czerwca 2019 roku. Obyśmy następnego lata nie mieli podobnych dylematów do obecnych Kolejorza!?

Pytanie strategiczne w strategicznej wizji? Jak takie „szczegóły” systemowo przezwyciężać?

                                                                                                     

Dyskusja (9)
1wtorek, 03, października 2017 02:59
a-c10
Coś Ci niezbyt tajming z tym tekstem usiadł, IocosusieWink

Zacznę od tego, że moim zdaniem jeśli piłkarz wnosi do drużyny jakość, to powinien grać. Bez względu na to, czy ma lat 18, czy 37 i czy jego kontrakt gaśnie pojutrze, czy za pięć sezonów. Przyznam szczerze, że z niemałym zażenowaniem patrzę na popularne w naszym futbolu gierki polegające na odsyłaniu do rezerw graczy, którzy z tego, bądź innego powodu ośmielają się nie przedłużać umów. Coś to komuś daje? Ktoś na tym zyskuje? Piłkarz przecież i tak w przeważającej większości przypadków koniec końców żegna się z klubem, a przez przynajmniej pół roku trzeba sobie radzić bez niego.

Bliżej tematu: jakąś tam receptą na diabelski szczególik mógłby chyba być lobbing we władzach UEFA'y za podniesieniem kwot tzw. ekwiwalentów. Tak aby klub nie zostawał z ręką w gaciach nawet wtedy, gdy nie uda się uzyskać za zawodnika wynegocjowanej sumy odstępnego. Przede wszystkim jednak należałoby, jak sądzę, stwarzać (młodym) piłkarzom takie warunki, aby po prostu chcieli te umowy przedłużać. "Słuchaj, chłopaku, zostań u nas na jeszcze dwa, trzy, może cztery lata. OK, to, co ci dajemy, to nie jest jakaś gwiazdorska pensja. Ale możesz się przebić do składu. Wypromować. Wtedy puścimy cię za jakieś rozsądne pieniądze, a ty będziesz mógł wyjechać już jako ukształtowany piłkarz. Po to, żeby grać. A nie z naszych rezerw przeskoczyć do ich rezerw". Przy czym, rzecz jasna, mam pełną świadomość, że zawsze znajdzie się paru takich, co nie posłuchają, bo ich menago albo chciwy tatuś omami Manchesterem.

A, jeszcze jedno: śmieszy mnie ogólna podnieta na wieść, że ktoś tam się polskim piłkarzem "interesuje". Sieci skautingowe poważnych klubów mają pękate dossier setek, jeśli nie tysięcy piłkarzy. Od znalezienia się w tym gronie do rzeczywistego transferu droga wciąż bardzo daleka. A Sebastianowi Szymańskiemu z czystej sympatii radziłbym - tak a propos niegdysiejszych "pancernych" dysputWink - najpierw nieco zmężnieć, a dopiero potem przemyśliwać o podboju Europy.
2czwartek, 05, października 2017 01:28
Senator
Pan Ćwiąkała napisał że Guardian podał listę największych talentów z rocznika 2000 i nie ma tam żadnego Polaka. W prawdzie obaj nieco starsi ale moim zdaniem jednak jedni z wielu uzgodnionych ale nie wybitnych. Jest szereg czynników które mogą wpływać na te sprawy. Np u nas może się okazać że finanse klubu są w tak słabej formie i będziemy wprost sami szukać chętnego na tego dobrze rokującego chłopaka. Przy biedzie właściwie wszystkich polskich klubów nie jest to wszytko takie proste.
3czwartek, 05, października 2017 16:53
czarnuch
Jakiś system w Legii działa ale zapewne im wcześniej zostanie wdrożony, tym łatwiej się ustrzec przed zapędami menadżerów Smile Wszakże w jakimś z wywiadów była mowa o tym,że i pod tym kątem starają się ustrzec młode głowy zawodników i przeambitnych rodziców..

Inna sprawa,że klub w stosunku do piłkarza zawsze będzie "przegrywał" z argumentem pt dobro zawodnika. Bjelica, podobnie jak Jozak, trochę się zapędził w słowach ze swą szczerością,co zapewne nie było po myśli PRu chłopców z Poznania. No chyba,że inni, potencjalni adepci akademii bądź ściągane perełki nie mają nic przeciwko takim "newsom" - w co akurat wątpię Wink

Natomiast co do konkretnie przykładów ala Szymański.. Wg mnie ktoś w klubie powinien dostrzec i przede wszystkim ocenić m.in potencjał młodego zawodnika. Zwłaszcza,że korzystają z możliwości wypożyczeń czy też sprawdzenia ich w 3 lidze. Jeśli natomiast takowych nie ma to niestety, zawsze będzie to na zasadzie chybił, trafił Wink Z jeden strony ryzyko,bo nowy kontrakt, podwyżka (zapewne ze względu na kwoty,które gdzie indziej są śmieszne) a z drugiej spokój,że nie ucieknie za byle grosz etc etc itp itd.

System zatem to nie tylko dbanie o edukacje zarówno zawodników jak i opiekunów ale i przede wszystkim ludzie i ich doświadczenie ku temu właśnie służące. Np w Ajaksie trenerzy nie mają sumienia okłamywać,że dany zawodnik dobrze rokuje i po prostu.. żegnają życząc powodzenia na słabszym poziomie. U nas niekiedy wygląda to z goła inaczej.. Ciągniemy za uszy, na wypożyczenia etc a i tak potem stawiamy na Aleksandrowa czy innych Chukwuw....
4czwartek, 05, października 2017 20:21
CTP
"Ciągniemy za uszy, na wypożyczenia etc a i tak potem stawiamy na Aleksandrowa czy innych Chukwuw"
Bo wypożyczanie do klubów z niższych polskich lig kompletnie mija się z celem. Raz, że tacy młodzi trafiają do III świata pod względem zaplecza (treningi, odnowa, odżywki), dwa, że najczęściej grają na kartofliskach, gdzie trudno o rozwijanie techniki, trzy, że najczęściej grają w taktyce kompletnie bezużytecznej w kontekście Legii. Czego taki Niezgoda nauczył się w Ruchu? Wykańczać kontrataki. Tyle, że my rzadko gramy z kontry.
Jeśli już mamy wypożyczać, to może do niższych lig hiszpańskich czy francuskich. Frankowski nie byłby tym Frankowskim, gdyby nie 3 lata w RC Strasbourg.
5czwartek, 05, października 2017 21:59
czarnuch
@CTP
Kwestii wypożyczeń nie podniosłem ze względu na intensywny rozwój a ze względu na ocenę potencjału, umiejętności, przydatności na boisku seniorów. To raz.
Dwa jeśli już mowa o wypożyczeniach mających na celu głównie rozwój to jeśli mowa o 3 ligowych boiskach (nawet jeśli to kartofliska) to głównie dotyczą zawodników stosunkowo młodych lub stricte tych,których to pierwsze kontakty z czymś więcej niż juniorzy. Ci, powiedzmy,że "aspirujący" do gry w "jedynce" grają głównie w 1 lidze a także w esa.
Trzy.. Niezgoda.. Nie wiem o ile procent się podniósł dzięki grze w Ruchu ale na pewno nabrał sporo doświadczenia.
Cztery.. pojadę hitem.. Jeśli Lewandowski dał radę to inni też mogą bez Francji czy Hiszpanii. Bez przesady.

Ponadto.. U nas panuje przekonanie,że taka 3 liga to bagno, 1 liga to nawet nawet komedia ale za to esa to totalny kosmos finezji piłkarskiej. Potem wchodzi taki Górnik i szok. Tanio, młodo i ambitnie.
6czwartek, 05, października 2017 23:19
CTP
Lewandowski nauczył się grać dopiero w Borussii. W Lechu jedynym jego zagraniem było przyjęcie piłki i wypięcie dupy, żeby przeciwnik nie był w stanie mu jej odebrać. A obecnej techniki, to nauczył się dopiero w Bayernie - te swoje precyzyjne SFG wykonuje stosunkowo od niedawna. Sprawa druga, choć wcale nie mniej kluczowa, to mentalność. Nie znam drugiego takiego piłkarza z takim podejściem do swojego zawodu jak Lewy. To jest absolutny wyjątek i nawet nie ma sensu przywoływać go jako przykład.
Dzisiaj w II połowie na boisko wszedł piłkarz, który w momencie, gdy wchodził do dorosłej piłki był nawet bardziej utalentowany niż w swoim czasie Lewy. Mam na myśli Wolskiego. Gdzie jest jeden a gdzie drugi?
Te dwa przykłady pokazują, że aby zrobić karierę, to oprócz odpowiedniej mentalności, jest cholernie ważne, aby w tej swojej wspinaczce wybierać odpowiednie kluby. Młody junior Legii trafiając do II czy III ligi szybciej nauczy się jak się wyłgać z treningu po ostrym melanżu, niż zrobi karierę.
7piątek, 06, października 2017 20:43
czarnuch
@CTP powtórzę - mi nie chodzi o to gdzie "nauczył" się grać a gdzie można ocenić jego potencjał,bo finalnie - nawet jeśli mówimy o topowych warunkach w kraju - wszystko zależy od samego zawodnika.
Iocosus poruszył temat m.in interesu klubu wobec interesu zawodnika oraz jego menago a ja jedynie podaje wypożyczenie jako przykład narzędzia,która ma na celu ustrzec klub przed błędem jakim m.in może być np kontrakt ala Masło. Przykład Lewandowskiego potwierdza,że warto obserwować choćby grę w takim Zniczu,bo dzięki temu nie musimy szukać Arrumbareny po niższych ligach np hiszpańskich..
Temat "nauki" gry zaś to już zupełnie inna kwestia. Wg mnie na dziś Legia to nie miejsce dla młodych. Legia to miejsce gdzie na siłę wykorzystujemy Hamalainena a na ławce siedzi młody,ambitny i łakomy doświadczenia chłopak z ponoć talentem.
8sobota, 07, października 2017 14:55
iocosus
„Coś Ci niezbyt tajming z tym tekstem usiadł” - no fakt, pisałem go po przeczytaniu relacji z konferencji Bjelicy w Poznaniu przed meczem z Legią. Tekst ukazał się w dniu meczu, ale po nim to już głowy kibicowskie kompletnie były czym innym zajęte.

Ad rem.
Skonkretyzuję kwestię, Szymanskiemu kończy się kontrakt za dwa lata, za 1,5 może jego menago oficjalnie negocjować i podpisywać umowę z innym klubem.
Jeżeli chłopak jest wartością dodaną, czyli już teraz formą i dyspozycją wyraźnie dystansuje Nagyego, Kuchego, Guilherme, Chukwu, Hamalinena, Pasquato to Jozak by go wystawiał w jedenastce wyjściowej i na czas trwania kontraktu się nie oglądał. Ale jeżeli przydatność młokosa jest porównywalna z wyżej wymienionymi i klub bez niego w składzie mógłby sobie radzić równie dobrze to czy „ogrywamy” małolata w nadziei że zdobyte doświadczenie (i muskuły) za rok lub półtora zaczną znacząco procentować, tylko że akurat za niewiele dłużej niż te 1,5 roku akurat chłopak wyfrunie i w tej swojej najwyższej dyspozycji za długo u nas nie pogra, przy tym o kasie za niego będziemy mogli jedynie pomarzyć, bo finansowe frukty będzie zbierał menago, czy też „inwestujemy” w kogoś innego, jeżeli nie w doświadczonych to choćby w Monetę lub w Michalaka?

Albo inaczej, skoro kołdra krótka co wybrać komu dać podwyżkę żeby kontrakt przedłużył? Guilherme czy Szymańskiemu? Czego spodziewać się po Gui już mniej więcej wiemy, aczkolwiek czy i kiedy formę ustabilizuje to cały czas znak zapytania, ale gdyby Szymański żądał za przedłużenie swojego kontraktu jakichś niewiele mniejszych pieniędzy niż Brazylijczyk, to na kogo się zdecydować?
A gdyby Brazylijczyk kontrakt przedłużył a Szymański nie i ich forma by była porównywalna to na którego trener powinien stawiać? Jestem zwolennikiem stawiania na młodzież i to zdecydowanym, ale gdyby młokos przedłużonego kontraktu u nas nie miał, to wybierałbym tego który z klubem się związał na dłużej.

Albiceleste, Hubert Adamczyk odpali w Olimpii Grudziadz, wróci do Krakowa przedłuży kontrakt, ale będzie rywalizował o pozycje z równie dobrze prezentującym się Mateuszem Wdowiakiem który swojej umowy nie prolonguje. W którego chłopaka „zainwestujesz” i będziesz wystawiał?

Jeszcze à propos Kamila Jóźwiaka Tomasz Smokowski w Misji Futbolu sugerował jakieś rozgrywki Lecha z agencjami menadżerskimi. Poznańscy dziennikarze przyznają że sprawa moralnie czysta nie jest, Rutkowski już prostuje niefortunną wypowiedź Bjelicy, ale … jak się wydaje Kolejorz będzie chciał postawić na swoim, czyli wyegzekwować swoje warunki i specjalnie nie można mu się chyba za bardzo dziwić. To znaczy, chyba też bym nie był moralistą, a zadbał o klubową kasę i zamiast spełniać żądania Jóźwiaka i jego menadżerów, to gdy osiągnie pełnoletniość zaproponowałbym Tymoteuszowi Klupsiowi dwuletni kontrakt z możliwością prolongaty przez Klub na kolejne dwa, trzy lata wówczas z podwyżką na z góry ustalonym procentowym wzrostowym poziomie. Poniżej poznańska perspektywa – sprawy Joźwiaka.

„Negocjacje między przedstawicielami klubu a Przemysławem Pantakiem, agentem piłkarza, zostały zawieszone po ich wrześniowym spotkaniu. Przy stole spotkali się wtedy twardzi negocjatorzy – wspomniany Pantak i wiceprezes Lecha Piotr Rutkowski. Szef agencji Football Managment Group przedstawił propozycje nowej umowy – zawierała ona m.in. gwarantowaną liczbę meczów, które miałby rozegrać Jóźwiak. W kontrakcie miałaby zostać zapisana też klauzula odstępnego. Nie byłaby ona niska – Jóźwiak mógłby zmienić klub za kwotę zbliżoną do tej, za którą odchodził m.in. Dawid Kownacki do Sampdorii Genua. Czyli na poziomie około 3 mln euro.
Lech na takie warunki nie przystał. – Trzeba pamiętać, że rozmawiamy o kontrakcie seniorskim, w klubie z wielkimi aspiracjami, w którym w pierwszej kolejności liczy się wynik sportowy, a nie wynegocjowane prawa pojedynczych zawodników, niekoniecznie zależne od sportowej postawy. Dlatego w kontraktach z Lechem piłkarze nie mogą sobie zagwarantować minimalnej liczby występów. To muszą wywalczyć sobie na treningach i tylko w ten sposób – mówi „Wyborczej” Piotr Rutkowski. (...)
Rozmowy nie są kontynuowane. Piotr Rutkowski przebywa bowiem za granicą. Wcześniej jednak przedstawiciele klubu spotkali się ze Sławomirem Jóźwiakiem, ojcem Kamila. Rozmowa ta przebiegła w dobrej atmosferze, a Lech wyłożył tacie piłkarza swoje racje. Sam piłkarz nie brał jednak udziału ani w tym spotkaniu, ani w żadnym z poprzednich etapów negocjacji.
– Sami jesteśmy ciekawi, czy zawodnik w ogóle miał świadomość tego wszystkiego, co działo się w gabinetach – przyznaje wiceprezes Kolejorza. (...)

Stanowisko Lecha jest jasne – chce stawiać na wychowanków, ma na nich plan, ale są pewne warunki. – Rzadko kiedy wychowanek wchodzący do zespołu będzie lepszy od doświadczonego kolegi, z którym rywalizuje o miejsce w wyjściowej jedenastce. Ale też dlatego dla każdego wychowanka przygotowujemy osobne ścieżki rozwoju, które dają im szansę zaistnieć – wyjaśnia wiceprezes. (...)

W obecnej umowie piłkarza znajduje się bowiem zapis o tym, że jeśli 19-latek rozegra w tym sezonie 15 meczów w wymiarze przynajmniej 45 minut, wtedy jego kontrakt automatycznie przedłuży się o rok. Niewiele jednak wskazuje na to, by Lech chciał skorzystać z tej klauzuli. (...)

– Kamil nie może mieć oczekiwań na poziomie 25-letniego zawodnika – stwierdził Bjelica. – Każdy nasz wychowanek dostaje na starcie tak samo dobre i uczciwe warunki kontraktowe, startuje z tego samego poziomu. Umowy te mają jednak charakter progresywny i w zależności od liczby występów i roli w drużynie, co jest jasno określone w zapisach kontraktu – tłumaczy Rutkowski. Takie kontrakty obowiązywały w przeszłości m.in. Jana Bednarka czy Karola Linettego.”

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36013,22480135,lech-poznan-wiceprezes-piotr-rutkowski-o-sprawie-kamila-jozwiaka.html
9poniedziałek, 09, października 2017 02:09
a-c10
@ Iocosus:

Słyszałem niegdyś od znajomego księdza taką oto historyjkę: otóż pewna para organizowała swoje wesele. Ludzie niebiedni, w świecie bywali i - no cóż - oboje niemiłosierni gadżeciarze. Taki kościół, taki lokal, taka suknia przed ołtarz, taka do tańców (i smoking/garnitur nie inaczej), taki podkład, taki puder, taka karoca (dosłownie: karoca!), taka kapela, takie dania, takie przystawki, takie alkohole, taki wzorek zaproszeń dla gości starszych, a taki dla młodszych... Słowem: wszystko mieli zaplanowane na tip-top. No, prawie wszystko. Wiesz, Iocosusie, o czym zapomnieli? O... ślubie. Jakoś pośród tego całego zamieszania umknęło dwojgu rozentuzjazmowanych planistów, że wypadałoby przecież zaklepać sobie sakrament w tym wyśnionym, klimatycznym kościółku. Znaczy chyba jakoś tam wstępnie dzwonili. Potem jednak jedno myślało, że drugie potwierdziło, drugie że pierwsze, tymczasem ksiądz proboszcz wobec braku kontaktu z ich strony wpisał w upatrzone miejsce zupełnie innych narzeczonych. Happy endu nie było, ślub się nie odbył. Czy nastąpił w jakimś innym terminie (i czy w ruch poszła karoca) - tego już znajomy ksiądz nie wiedział.

A nie, zupełnie nie zwariowałem. Przynajmniej nie bardziej, niż dotychczasWink Zanim wyjaśnię, o co mi szło z powyższą historyjką (jak bardzo autentyczną - nie wiem, za ile kupiłem, za tyle sprzedaję), poproszę Cię, Iocosusie, abyś przypomniał sobie, jak to w latach dziewięćdziesiątych cały polski (pół)światek piłkarski zażarcie debatował, czy w reprezentacji powinni występować gracze "krajowi", czy jednak "zagraniczni". Za pierwszymi miał świadczyć głód sukcesu. Za drugimi większe obycie i ogranie w poważnych spotkaniach. Internetu jeszcze nie było, na pewno nie w dzisiejszej postaci, toteż rąbanka toczyła się na łamach prasy. Paru co bardziej chodliwych publicystów okopało się po obu stronach frontu i naparzało w siebie nawzajem co bardziej wymyślnymi fintami retorycznymi. Aż tu nagle któryś tam kandydat na kolejnego selekcjonera (zabij, nie pamiętam kto) wypalił, że jego to w zasadzie interesowaliby po prostu najlepsi.

Tak sobie myślę, że my (znaczy nie my dwaj, cały ten nasz nieszczęsny (pół)światekWink) jesteśmy i trochę jak ci narzeczeni, i nieco jak tamci publicyści. Pracujemy nad Wizją i Koncepcją. Snujemy niezwykle dalekosiężne plany. Niektórzy z nas (dobry wieczór, panie prezesie!) chcieliby już za parę lat śmiało patrzeć w twarz wielkim, a przynajmniej wyżej średnim Europy. I jakoś tak dziwnie pośród tych wszystkich W., K., P. i reszty ginie nam z oczu ów prosty fakt, że w tej całej ganianinie za piłką przede wszystkim chodzi o wygrywanie. O wepchnięcie jej do bramki przynajmniej ten raz więcej, niż uczyni to przeciwnik. Bez tego wszystkie nasze wizje, koncepcje, szczegóły i ogóły mogą być jedynie karocą na odwołanym weselu.

Tymczasem jak mamy wygrywać, skoro pozwalamy, aby o doborze naszych składów decydowały kryteria w najlepszym wypadku drugorzędne? W moim skromnym mniemaniu tym pierwszym i absolutnie podstawowym pozostaje - powtórzę - to, czy i ile dany zawodnik wnosi do drużyny. Gdyby więc hipotetyczny Mateusz Wdowiak miał hulać po skrzydle jak opętany, do dwudziestu asyst w sezonie dorzucić naście bramek i pociągnąć Pasy na szczyt tabeli - niech gra. Nawet jeśli miałby oświadczyć, że i 49,99% akcji ComArchu nie skłoni go do pozostania w klubie na kolejny sezon. Gdyby hipotetyczny (oj, mocno hipotetyczny...) Sebastian Szymański miał sprawić, że Vadis Odjidja-Ofoe stanie się dla Was jedynie mglistym wspomnieniem - niech gra. Gdyby Kamil Jóźwiak miał spowodować, że Robert Lewandowski zacznie drżeć o swe strzeleckie rekordy - niech gra. A potem niech cała trójka idzie, choćby i za frytki, do Barcelony, Bayernu i Man City (a nawet do Betisu, Eintrachtu i West Hamu). Bo wtedy i w/w, i inne kluby wrócą po kolejnych. A jak się ich zrobi więcej, to na wszelki wypadek nie będą chciały czekać na koniec kontraktu, tylko zapłacą. A nawet jeśli nie zapłacą, to i tak wpływy z nagród zrekompensują mniejsze zyski z transferów.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1