A+ A A-

Zezem: I have a dream

dariusz mioduskiWywiad jakiego udzielił Pan Dariusz Mioduski „Gazecie Stołecznej" jest tylko z pozoru ogólnikowy. Bowiem tak naprawdę, czego dowodzi historia, największe ludzkie dokonania - te złe i te dobre - miały swoje źródło w ideach. A właściwie w przemożnej chęci ich realizacji. Nigdy na odwrót.

Kiedy Pan Mioduski porusza kwestie swej filozofii funkcjonowania wobec klubu i w klubie, to ma za sobą wiedzę wyniesioną ze studiów w Harvardzie, ale też tę, którą niesie sam pobyt w Ameryce, z jej mitami i inspiracjami o tym, jak zbudowano potęgę tego kraju. Co ważne, przy czytaniu wywiadu należy pamiętać o niskim poziomie intelektualnym ludzi naszej piłki, również komentatorów. Pan Mioduski wyrasta ponad ten poziom podobnie jak Pan Leśnodorski. Będę ich wspierał i tępił poziomy naczynia nocnego, niestety obecne w mediach.

A teraz ad rem. Pan Mioduski mówi, że zakup Legii to jego spełnienie marzeń. Wierzy, że ze wszech miar będzie to inwestycja dająca satysfakcję. Podaje przykład siatkówki, w której odniesiono duży sukces. I rzeczywiście, ze sportu niszowego w naszym kraju dzięki Polsatowi pokazano, że wszystko, byle dobrze opakowane, można publice wcisnąć. Więc piłka nożna, jak będzie miała oprawę, sprzeda się jeszcze lepiej. Pan Mioduski widzi też Legię jako taran rozbijający tę małość, zwłaszcza finansową, płynącą z dotychczasowych praw medialnych.

Ta część wywiadu mogłaby być inspirowana postacią Martina Luthera Kinga, który 28.08.1963 rozpoczął "Marsz na Waszyngton" słynnym przemówieniem zaczynającym się od słów "I Have a Dream" /Mam marzenie/. Już po 2 latach od tego marszu prezydent Lyndon Johnson faktycznie zrównał w prawach ludność czarnoskórą z resztą społeczeństwa, przyznając jej prawa wyborcze i możliwość służenia w armii. Sam pastor King nie był w stanie przewidzieć dalszych tego skutków. Na przykład w filmie z 1970 roku o ataku na Pearl Harbor "Tora, Tora, Tora" zgodnie z prawdą historyczną walczą tylko biali obywatele Ameryki, ale już w jego remake z 2001 roku pod nazwą "Pearl Harbor" wojują i czarnoskórzy. Innej inspiracji tego fragmentu wywiadu można by doszukać się w książce Maksymiliana Berezowskiego "Bóg kocha Amerykę": "W konstytucji USA zapisano, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi i obdarzeni pewnymi niezbywalnymi prawami, wśród których znajdują się Życie, Wolność i dążenie do Szczęścia. Od jej uchwalenia naniesiono 86 poprawek, ale Szczęścia nikt nie odważył się tknąć". Berezowski przytacza także anegdotkę o czarnoskórym niewolniku zmarłego prezydenta Jacksona, którego spytano czy generał po śmierci pójdzie do nieba. Na co ten z pełnym przekonaniem odparł: "Jeżeli zechce to pójdzie”. Podaje też przykład, jak to w Oklahomie 22.04.1889 roku na sygnał szeryfa 50 tys. mężczyzn rzuciło się do biegu o podział ziemi. Wygrali ci co byli pierwsi, szybsi, przemyślniejsi. W Ameryce wszystko jest możliwe i Pan Mioduski ma to we krwi. Podobnie jak słynne "I am fine, I am great".

Pan Mioduski powiada, że lubi robić rzeczy pozornie szalone, lubi zmiany i wyzwania. Kieruje się przy tym bardziej intuicją i potrzebą serca, niż premedytacją. Ciekawie o tym w odniesieniu do Ameryki pisze Niall Ferguson w książce: "Potęga Ameryki, czyli historia imperializmu amerykańskiego". Lansuje on koncepcję "dobrego imperium", które dba nie tylko o swój interes, ale też o otoczenie, oferując innym opiekę, pomoc i chęć współpracy, zaś odrzucając agresję. Stało się tym czym jest dzięki atrybutom w postaci republikańskiej konstytucji, demokracji, ideom liberalizmu i przede wszystkim dzięki obywatelom, którym się chciało chcieć. Co pięknie w 1960 roku wyraził ówczesny kandydat na prezydenta John F. Kennedy, mówiąc: "Nie mów co Ameryka może zrobić dla ciebie. Powiedz co ty możesz zrobić dla Ameryki".

Pan Mioduski wiele uwagi poświęcił kibicom oświadczając, że dla  niego nieakceptowalne jest chamstwo, przemoc i wulgaryzm. Wezwał do uświadomienia sobie, że zachowania kibiców świadczą o całym klubie. W książę Ericha Fromma z 1941 roku "Ucieczka od wolności" mamy dwa pojęcia wolności. Pierwszą pozytywną oznaczającą wzięcie odpowiedzialność na siebie za swój i innych los, którą Fromm nazywa "wolnością do". Druga jest "wolnością od". Tę postawę cechuje lęk rodzący agresję. W konsekwencji ten agresywny, ale tchórzliwy, bo mocny tylko w tłumie człowiek chce "wodza", aby go uwolnił od lewaków, Żydów, gejów i innych odmieńców. Stąd są oni naprawdę wrogami wolności i dla nich stworzono faszyzm i komunizm. To widzimy u nas również na stadionach, ten strach, tę agresję i tę wiarę, że "przyjdzie walec i wyrówna". Jak pisze prof. Mikołejko najpierw należy "zrobić porządek" z tymi, którzy się tego domagają. Bo my naiwnie zakładamy, że ludzie są dobrzy i na tym przegrywamy. W utrwalonych demokracjach założono, że ludzie są źli więc ustalono, że aby współistnieć muszą część swego ja przekazać na rzecz wspólnoty i zrobić na swojej ławce miejsce dla innych.

Pan Mioduski wierzy także w to, że te zasady, które dały sukces Ameryce muszą się sprawdzić i w naszych warunkach, a więc wolny rynek i konkurencja. Wierzy w sens pracy zespołowej. Chce wybrać właściwą drogę, aby być kojarzony ze zmianami na lepsze. Prof. Hansa Kung, autor słynnych /niestety nieprzełożonych na język polski i znanych tylko w wyimkach z "Tygodnika Powszechnego"/ "20 Thesen zum Christein" stawia tezę, że cel jest do osiągnięcia przez każdego, tylko trzeba podążać zawsze tą samą, dobrą drogą. Przy czym każda droga jest dobra. Bo cel jest skryty po drugiej stronie wielkiej piłki i my go nie widzimy, my tylko intuicyjnie wiemy, że jest i wiemy czego chcemy i do niego idziemy.

Na zakończenie przestroga od prof. Mikołejki: "Dopiero sukces może nas podnieść. W Polsce jest gigantyczny głód sukcesu często połączony z różnymi urojeniami Polaków. Potrzeba nam kogoś, kto ten sukces wyraża. Kiedy się nie uda, mamy straszny żal do tego kto tego nie udźwignął. To dziwne, bo powinniśmy wszyscy walczyć, tymczasem Polacy szukają ucieleśnienia, reprezentanta ich sukcesu, a oni sami mogą "odpuścić". To jest wyuczona przez stulecia nasza bierność".

I jeszcze dowcip, żeby za poważnie nie było: "Kierownik poucza budowlańców: słuchajcie, jutro przychodzi komisja odbiorcza. Cokolwiek by się nie działo, udawajcie że tak miało być. Następnego dnia Komisja ogląda budynek, a tu jedna ze ścian się wali z hukiem. Inspektorzy odskakują przerażeni, a majster spokojnie mówi: 10:43. Wszystko zgodnie z harmonogramem".

Dyskusja (1)
1poniedziałek, 27, stycznia 2014 10:43
Senator
Z opcji rozpatrywanych przez nas tu na c-L ta wyartykułowana przez JE Zbyszka wydaje się być najlepsza. Marzenia się spełniają pod warunkiem ciężkiej pracy, jasnej wizji i dążenia do celu. Te czynniki powinny gwarantować normalność i rozwój klubu, a jeśli dołączymy do tego dream team który chce stworzyć Mioduski wydaje się, że to opcja optymalna.
Słupy, odsprzedaż z zyskiem czy zarabianie na sprzedaży młodych to wizje daleko słabsze od tej marzycielskiej.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1