A+ A A-

Legia w poszukiwaniu równowagi

Przed startem sezonu 2016/17 pewne jest, że Legia, jak co roku, ma walczyć o kolejny tytuł mistrzowski i osiągnięcie jak najlepszego wyniku w europejskich pucharach, czyli w najgorszym razie o fazę grupową Ligi Europy. Nie ma natomiast pewności co do tego czy drużyna w obecnym kształcie jest w stanie sprostać tym oczekiwaniom.

 

Wyjściowe założenie traktuję jak pewnik, bo determinuje je presja kibicowskich oczekiwań, odzwierciedlana następnie przez wszelkie dostępne media. Legia może szukać pełnej niezależności finansowej, może marzyć o powielaniu zdrowych belgijskich lub czeskich wzorów w organizacji klubu, może krok po kroku dążyć do stworzenia wymarzonej akademii, deklarować wolę stawiania na wychowanków – w ogóle w klubowych gabinetach można wymyślić cały szereg nadzwyczaj interesujących koncepcji i nawet uzbroić je w precyzyjny program wprowadzania w życie. Ale one nigdy nie powinny być ważniejsze niż aspekt sportowy. Jeżeli są, mamy do czynienia z błędem, bo mało kto jest w stanie bez mrugnięcia okiem wytrzymać ciężar sportowych niepowodzeń. W ślad za klęską na boisku, rychło posypać się może cała starannie obmyślona reszta, czy to z zupełnie prozaicznej przyczyny w postaci braku środków na jej realizację, czy z powodu nerwowej reakcji osób decyzyjnych na nieuniknioną i nasilającą się krytykę. Mogą pojawić się nowi wykonawcy nowych koncepcji (rzecz prosta równie interesujących co poprzednie), a kroki rzekomo do przodu niepostrzeżenie okażą się krokami wstecz. Sportowego aspektu funkcjonowania klubu nie można lekceważyć nigdy.

Oczywiście sukces sportowy inaczej będzie definiowany w Monachium, inaczej w Warszawie, inaczej w Niecieczy. Ale w każdym przypadku jest jeden wspólny mianownik. Otóż nieporozumieniem jest przeświadczenie, że kibic zadowoli się odniesionymi sukcesami, że doceni je na tyle, by zrozumieć i zaakceptować przyszłe porażki. W naszym konkretnie przypadku niedorzeczna byłaby wiara, że można było sobie ‘kupić’ wdzięczność, cierpliwość i zrozumienie kibica Legii Warszawa dubletem wywalczonym na stulecie klubu. W sporcie, owszem, docenia się, szanuje, wspomina to co było wczoraj - ale żyje się, pasjonuje i ekscytuje tym co jest dziś i tym co będzie jutro.

Zresztą, czy to tylko i wyłącznie kwestia z definicji rozdmuchanych kibicowskich pragnień? W poprzednich sezonach Legia sama sobie wysoko podniosła poprzeczkę. Mówimy o klubie, który trzykrotnie w ostatnich czterech latach zdobył mistrzostwo Polski, pięciokrotnie w ostatnich sześciu latach triumfował w pucharze Polski i w czterech z ostatnich pięciu sezonów wywalczył prawo gry w fazie grupowej Ligi Europy, wygrywając po drodze aż dwanaście (wliczając Celtic) z czternastu pucharowych dwumeczów rozgrywanych w lipcu i sierpniu. To nie jest przypadek - to regularnie potwierdzana klasa. Między innymi na tej podstawie możemy, wręcz musimy, nadal wymagać od Legii zwycięstw, zwłaszcza że z ust właścicieli klubu wielokrotnie padały stwierdzenia podkreślające znaczenie dla klubowego budżetu regularnej gry przynajmniej w fazie grupowej Ligi Europy. Nie da się tam dotrzeć, nie wygrywając najpierw w lidze, a potem w rozgrywanych w lecie rundach kwalifikacyjnych europejskich pucharów. Nie ma żadnej drogi na skróty.

Skoro zatem jasne są cele i równie jasne jest, że możemy domagać się ich realizacji, nasuwa się pytanie: gdzie jest haczyk? Odpowiedź jest prosta - w obszarze sportowym stale największym wyzwaniem dla Legii jest znalezienie równowagi między kontynuacją a zmianą, między podtrzymaniem tego co było dobre, a wyszukaniem tego, co potencjalnie może być jeszcze lepsze. Niepewność przed rozpoczynającym się nowym sezonem wynika z wątpliwości co do tego czy ten delikatny balans nie został w Legii zachwiany.

Czy przypadkiem w naszej kadrze nie zostało zbyt wielu piłkarzy, którzy w Legii doszli już do ściany, którzy przestali robić postępy, którym coraz trudniej o odpowiednią motywację i którzy będą coraz łatwiejsi do pokonania przez konkurencję zmotywowaną nieśmiertelnym hasłem ‘bij mistrza’?

Czy aby nie zostaliśmy z zawodnikami, którzy wprawdzie, biorąc pod uwagę piłkarskie umiejętności, są naturalnymi liderami tej drużyny, ale marzą o jej jak najszybszym opuszczeniu, co sprawia, że opieranie na nich gry jest myśleniem ryzykownym i krótkowzrocznym?

Czy na pewno możemy spać spokojnie, skoro świadomie zrezygnowaliśmy z trenera, który poprowadził Legię do mistrzostwa i krótko po zakończonym sezonie wycofaliśmy się z dalszego wdrażania modelu, który, biorąc pod uwagę czysto wymierne osiągnięcia, sprawdził się doskonale, w zamian zaś sprowadziliśmy szkoleniowca, który swoją drużynę będzie poznawał w warunkach bojowych, nie mając żadnego doświadczenia w prowadzeniu klubu w rundach kwalifikacyjnych europejskich pucharów i którego deklarowane pomysły na prowadzenie zespołu wydają się w umiarkowanym stopniu przystawać do umiejętności piłkarzy tworzących obecną kadrę Legii?

Moim zdaniem powyższe wątpliwości brzmią poważnie i wyjściowa sytuacja Legii przed startem sezonu 2016/17 jest wyraźnie trudniejsza niż można było sądzić po zakończeniu sezonu 2015/16. Na szczęście w kibicowską naturę wpisana jest nie tylko nieuleczalna roszczeniowość. Wpisany w nią jest także wieczny optymizm.

Dyskusja (6)
1wtorek, 12, lipca 2016 15:08
Trzeci
Było kilka udanych sezonów Legii w europejskich pucharach, które często zaczynały się blamażami jak np. szczęśliwy remis z jakimiś irlandzkimi ogórkami, a potem były wielkie mecze np. z Celtikiem czy później po degradacji do LE z Trabzonsporem...

W związku z tym nie warto od razu rzucać mięsem na piłkarzy Legii, jeśli dziś nie przywiozą z Mostaru chociaż bramkowego remisu..
A co do Stanisława... Naprawdę ktoś uważa, że do walki w europejskich pucharach wystarczyłby tylko pressing i wybieganie (bo to jest zdaje się wszystko co on oferował) ?
2wtorek, 12, lipca 2016 21:31
CTP
"Naprawdę ktoś uważa, że do walki w europejskich pucharach wystarczyłby tylko pressing i wybieganie?"

Ekhem... Zdaje się, że sam Stanisław tak nie uważał i dlatego dzisiaj go z nami już nie ma, bo to "nie uważanie" było nie po klubowej linii.
3środa, 13, lipca 2016 00:13
gawin76
@ Trzeci

Trudno powiedzieć czy do gry w europejskich pucharach wystarczyłby 'tylko pressing i wybieganie', za to z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że bez pressingu i wybiegania w ogóle nie ma tam czego szukać.

Oczywiście wszelkie dyskusje o Czerczesowie są teraz już tylko czczymi spekulacjami z gatunku 'co by było gdyby', a ja absolutnie jestem w stanie zrozumieć tych, którzy powątpiewają w sens długofalowej współpracy z tym szkoleniowcem, widząc w niej więcej zagrożeń niż korzyści. Natomiast w tekście chodziło mi o prosty fakt - raptowne odejście od pomysłu, który się sprawdził, w stronę pomysłu, który jest niewiadomą.
4środa, 13, lipca 2016 02:03
Senator
Bardzo dobre pytania sir Gawine, bardzo dobre. Biorąc Twoje uwagi sir pod uwagę stawiam tezę że co sezon jesteśmy słabsi właśnie choćby z tych powodów które wymieniłeś. Czy dziś będzie ktoś na tyle odważny że da sobie lepek uciąć za tezę francuz lepszy od Borysiuka? Ja łba bym nie położył pod topór za takie twierdzenie.
Przewielebny Monrooe może sobie pisać jak to zarząd prze do przodu, jak to pięknie buduje klub itp itd ale jak zaczniemy zbierać becki od Arek itp, odpadniemy z jakimś iksem z pucharów to święty Boże nie pomoże. Frekwencja spadnie na łeb, kasy udędzie , sponsorów trudniej będzie znaleźć etc etc. Wymiana zużytych ogniw, wypalonych to clu działań pionu sportowego a tu jakoś szału nie ma.
Staszek na 100% by sobie nie pozwolił aby zaczynać przygotowania do sezonu bez połowy drużyny. I miałby rację bo normalne to nie jest.
5środa, 13, lipca 2016 02:51
Senator
Tu jeszcze kamyczek do ogródka PZPN.
Przez kretynska reformę i trwanie w niej właściwie przystępujemy do rozgrywek bezpośrednio po Euro. Normalne ligi startują albo na koniec lipca albo w sierpniu.
Choćby psychiczny odpoczynek zawodników ma tu znaczenie. Wcale się nie zdziwię jeśli taki Jodlowiec będzie za chwile rzygał piłką i zgłosi albo co nie daj Boże złapie kontuzję.
6środa, 13, lipca 2016 14:44
corazstarszy
Ja się zgadzam oczywiście z tym, że są takie oczekiwania, jak Gawin przedstawił. Ale wydaje mi się, że może być ciężko o powtórną mobilizację. Bo sądzę, że wiosną Legia była niesamowicie zmobilizowana: 100-lecie klubu, oczekiwania, aby doścignąć słabnącego wiosną Piasta, tu i ówdzie głosy, że brak MP to będzie 'koniec świata', a że jeszcze po PP warto sięgnąć w ten rok jubileuszowy. To było dodatkowo męczące i psychicznie, i fizycznie.
I o powtórkę będzie dosyć ciężko. Nie każdy piłkarz też znajdzie w sobie hart ducha, aby znowu umierać na boisku za Legię, zwłaszcza w lidze. Już przecież jeden z drugim udowodnili, że potrafią wygrywać i że nawet jak na Euro pojadą, to sobie poradzą. A kadrowo tak dobrze nie stoimy, żeby 'samymi umiejętnościami' wygrywać. Liga jest długa, monotonna i 'samymi umiejętnościami' się nie da. Tu i trener ma pole do popisu, i siły potrzebne i długa ławka, i wola samych zawodników i umiejętne podejście do możliwości i zagrożeń oferowanych przez zreformowany system rozgrywek.
Nie wiem, jak w pucharach, ale w lidze to czuję, że dużo goryczy zaznamy.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1