A+ A A-

Projekt 100% Żewłakow - start

Michał Żewłakow jako piłkarz zadebiutował w Legii 28 lipca 2011 roku. Grał w zespole z Łazienkowskiej dwa sezony. Po zakończeniu pięknej kariery piłkarskiej w lipcu 2013 roku pozostał w Legii i objął stanowisko dyrektora do spraw skautingu.

 

Szybko budował swoją pozycję. Na początku 2015 roku był już tak silny, że wszedł w otwarty konflikt z ówczesnym trenerem drużyny Henningiem Bergiem. Przypomnę chodziło o sprowadzonego przez Żewłakowa Orlando Sa. Trener widząc nieprofesjonalnie podejście zawodnika do treningów, nie wystawiał go w podstawowej jedenastce.  Żewłakow publicznie podważał decyzję trenera. Obu panom po drodze nie było.

Od tamtego okresu pozycja Żewłakowa była już tak mocna, że de facto pełnił również obowiązki dyrektora sportowego. Na margines został zepchnięty pan Mazurek. Klub we wrześniu 2015 roku tę sytuację zalegalizował, mianując Zewłakowa już oficjalnie dyrektorem sportowym Legii. Na początku października trener Berg po raz ostatni prowadził drużynę Legii. Drogi obu panów się rozeszły. Ile było w tym niechęci Żewłakowa do Berga, a w jakim stopniu do decyzji przyczyniły się słabe wyniki Legii w lidze, nie wiem. Zapewne i jedno i drugie miało wpływ na pierwsze decyzje nowego dyrektora.

Zarząd szybko znalazł następcę, którym był Stanisław Czerczesow. Trener, który dobrze pamiętał współpracę z kilkoma zawodnikami Legii. Czy można już wtedy powiedzieć, że Michał Żewłakow wprowadził samodzielnie w życie swój pierwszy autonomiczny projekt? Nie, bo ‘ratownikiem’ w tej sytuacji był Mariusz Piekarski, to on ‘wymyślił’ Czerczesowa i pomógł w jego szybkim sprowadzeniu. Myślę że obie strony doskonale zdawały sobie sprawę z sytuacji. To była wyłącznie misja ratunkowa. Ani klub, ani Czerczesow nie zakładali długoletniej współpracy. Stąd też pewne zapisy w kontakcie pozwalające zarówno klubowi jak i trenerowi na polubowne rozwiązanie umowy polubownie, bez krzywdy dla którejś ze stron. Klub zdawał sobie sprawę, że na dłuższą metę nie stać nas było na tego trenera i jego pomysły na drużynę, a i pan Stanisław miał dużo wyższe ambicje, co zresztą szybko się potwierdziło.

Marcin  Żewłakow po raz pierwszy mógł w całości przystąpić do realizacji własnego, autorskiego pomysłu na Legię.  Sprowadził wiec z Anderlechtu swojego znajomego z boiska, trenera Besnika Hasiego. Wszystkie transfery do pierwszej drużyny zostały tym razem przeprowadzone dokładnie i zgodnie z zapotrzebowaniem trenera. Kogo trener wskazał, tego dostał.

Ostatnie wydarzenia wskazują na bardzo mocną pozycję trenera. Wszedł bardzo ostro w drużynę, nie patyczkuje się. Kiedy Jakub Rzeźniczak miał ślub, uzgodniony przecież wcześniej z zarządem, zaprosił trzech kolegów z drużyny. Nowy trener nie zezwolił im na zabawę, tzn. ślub owszem, ale po ślubie powrót, a nie przyjęcie. Mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy? Nie ma meczu, jest trening. Tymi decyzjami aplauzu nie wzbudził. A sobotnie wydarzenia wokół meczu z Arką dobitnie dowodzą, na kogo postawił Żewłakow i władze Legii. Osobiście uważam, że prędzej czy później nastąpi jeszcze mocniejsze wietrzenie kadry. Praca bez zaufania obu stron (trener i drużyna) na dłuższą metę możliwa nie jest.

Start projektu Żewłakow & Hasi jest piękny, Legia właśnie awansowała do Ligi Mistrzów. Nie można jednak tego sukcesu przypisać w całości trenerowi Hasiemu. Pracowali na niego poprzedni trenerzy Legii, poczynając od Macieja Skorży.

Legia pod wodzą Hasiego rozegrała już dwanaście meczów i trudno o którymś powiedzieć, że ‘to było to’. Kiedy więc można będzie ocenić pracę trenera Hasiego i pomysł dyrektora Żewłakowa na Legię?  Moim zdaniem nie wcześniej niż na wiosnę, po pełnym przepracowaniu miejmy nadzieję normalnego okresu przygotowawczego. Tylko czy kibicom starczy cierpliwości w razie bardzo słabej gry Legii w lidze?  Czy zarząd nie podda się presji i tej oceny nie dokona wcześniej, oczywiście również przy założeniu, że nie wszystko będzie szło po myśli, czyli osiągane rezultaty będą poniżej oczekiwań.

Dlaczego o tym piszę? Otóż jakoś w  dyskusjach na forach, ale i w poważnych serwisach pomijany jest obecny dyrektor sportowy Legii, a to przecież błąd. Pan Mioduski otwarcie mówi, że aspekt sportowy to nie jego działka. Prezes Lesnodorski próbuje się znać, uczy się, ale moim zdaniem za obecnym pomysłem stoi w 100% pan Żewłakow, pamiętajmy o tym przy rozdawaniu ewentualnych laurów lub nie daj Boże krytyce.

Krzysztof Kaliszewski – „Senator”

Dyskusja (38)
1środa, 24, sierpnia 2016 10:00
gawin76
Jeżeli chodzi o Michała Żewłakowa to moim zdaniem wszystko odbywa się wręcz modelowo:

1. Dyrektor sportowy nie może być figurantem. Musi mieć swoją wizję i musi mieć możliwości jej realizacji. Jeżeli to Żewłakow wymyślił Hasiego, podpisał się pod transferami Moulina, Langila i Odjidji-Ofoe - super. To wszystko jest spójne i sensowne.

2. Zatrudniając kogoś takiego jak Żewłakow, liczysz między innymi na to, że ten ktoś będzie wykorzystywał wiedzę i znajomości nawiązane podczas wielu lat kariery. Nie mam żadnego problemu z tym, że nadszedł moment skorzystania przez Żewłakowa z tych atutów.

3. Jeżeli na takim etapie budowy drużyny pojawiają się jakieś nieporozumienia między piłkarzami a trenerem, dla mnie jasne jest, że to trener powinien mieć poparcie w klubie. Drużyna nie może sama sobą rządzić, sama się trenować i sama decydować jak ma grać. Skoro Żewłakow stoi murem za Hasim - doskonale.

Wszystko się zatem zgadza, jest tylko jeden ogromny znak zapytania - czy Żewłakow postawił na właściwe konie? Czy Hasi odnajdzie się w legijnej rzeczywistości, czy Moulin, Langil i Odjidja zaczną grać tak, żeby zaczęli szanować ich kibice, żeby szatnia zaakceptowała ich i... różnicę w poborach?

Żewłakow poszedł 'na raz', jak obrońca wślizgiem. Oby czysto trafił w piłkę.
2środa, 24, sierpnia 2016 10:52
Senator
@Sir Gawin
Pełna zgoda, tak być powinno i rzeczywiście wszytko układa się modelowo.
Pamiętajmy jednak właśnie o tym, to projekt dyrektora sportowego i to jego musimy oceniać w pierwszej kolejności.
3środa, 24, sierpnia 2016 11:19
sektor212
Ja również uważam, że obecna sytuacja jest modelowa i tak musi być zawsze. Pełna współpraca dyrektora sportowego i sztabu trenerskiego. Ja odnoszę wrażenie, że będziemy światkami olbrzymich zmian jeżeli chodzi o funkcjonowanie jedynki i rezerw. Wietrzenie szatni też będzie większe niż się spodziewamy. Legia sportowo stoi w miejscu więc zmiany są nieuniknione. Jednak obecne i przyszłe działania będziemy mogli ocenić na koniec sezonu.

Inna sprawa to obecna gra naszej Legii. Jeszcze staram się bronić trenera prosząc o rozwagę. Jednak zaczynam pomalutku pękać. Patrzę na naszą grę i twierdzę, że z meczu na mecz wygląda to coraz słabiej. O ile na początku sezonu można było dostrzec zalążki systemu gry czy kilka rozwiązań taktycznych jakie Hasi zaczął wprowadzać w Legii to obecnie jest straszliwy chaos. Nawet nie gramy początkowych wypracowanych schematów. Burdel w ustawieniach w linii, przesuwanie, skracanie gry poszczególnych formacji wygląda blado. Pressing można powiedzieć, że w ogóle go niema. Jednak najbardziej mnie razi to, że legioniści poruszają się po boisku bez ładu i składu. Nie potrafimy grać nawet najprostszej piłki. Podałem wychodzę na pozycję. Kuchy, Jadła czy Langil klepną i stoją. Mamy olbrzymi problem wymienić w tempo trzy podania do przodu. Zazwyczaj to trzeci przejmuje rywal i po akcji. Nie ma automatyzmu podzczas wymiany podań.
Inny przykład to rzuty rożne (wczorajszy mecz). Zawodnicy (choć nie mam pojęcia dlaczego tylko 4) wbiegają na pierwszy słupek a piłka bita z narożnika boiska ląduje za drugim słupkiem. Totalne nieporozumienie.
Kolejny przykład to wprowadzanie piłki do gry z aut. Zawodnik z piłką w rękach ma problem ze wznowienie gdyż nasi piłkarze wykonują pozorowany ruch. Tu również nie widzę wytrenowanych schematów.
To są elementy za które odpowiada trener i które już powinny w jakimś stopniu funkcjonować.

Liczę, że w 13 dni przerwy sztab szkoleniowy bardziej się przyłoży i większym stopniu poukłada naszą grę. Jeżeli nie to będę miał spore wątpliwości w powodzenie wizji Żewłakowa.
4środa, 24, sierpnia 2016 13:35
Bolek
Senatorze, a ja uważam, że dawanie czasu Hasiemu to najzwyczajniej strata owego czasu.

W pełni zgadzam się z Sektorem, co do tego że gra Legii jest tak naprawdę coraz gorsza. Nie kupuję już argumentu o przygotowaniach zakłóconych przez Euro - od początku grania minęły już dwa miesiące, w tym czasie rozegrano kilkanaście spotkań. Coś powinno ruszyć do przodu. Nic nie rusza.

A już zupełnie przeraziło mnie wczorajsze zachowanie trenera - najpierw euforyczna radość, a potem pretensje do dziennikarzy, że nie są podekscytowani awansem do LM. W połączeniu ze słowami, że forma przyszła na sierpień, jak zakładano, co pokazał mecz w Irlandii, mam obraz człowieka kompletnie oderwanego od rzeczywistości. A nie wydaje mi się, żeby taka osoba była w stanie tu coś zbudować.

Wietrzenie szatni, nawet jeśli faktycznie będzie miało miejsce, też nie pomoże, gdyż za chwilę będą na niego wk...ni nowi piłkarze. I tak w kółko.

A na koniec - napisałeś, że nie można całej zasługi za awans przypisać Hasiemu. Ja pójdę dalej - uważam, że awans (psim swędem) został wywalczony pomimo Hasiego.

Może się mylę, nie mi płacą za ocenianie potencjału trenerów, ale ja po prostu nie chcę oglądać takiej Legii jak w to lato. A uważam, że z nim będziemy na to skazani.
5środa, 24, sierpnia 2016 13:50
sektor212
Bolek

Całkiem możliwe, że trener Hasi nic nie zdziała. Jednak poczekajmy. Najlepsi trenerzy zazwyczaj rozpoczynali bardzo przeciętnie by później ich drużyny grały dobry futbol. Ja liczę, że po tej dwutygodniowej przerwie wieśćcie zobaczę pewną powtarzalność, różną arytmię gry, podania w tempo czy grę w trójkącie na jeden kontakt. Opadną negatywne emocje, pompowane przez media. Wróci spokój to gra również się poprawi. Wypowiedz Kucharczyka zaraz po meczu utwierdziła mnie, że sami zawodnicy rzygali całą tą otoczką.
6środa, 24, sierpnia 2016 13:52
Senator
@Bolek
Napiszę tak.
Obie kwestie które podniosłeś wynikają z faktu że zastosowałem dużą poprawność polityczną Smile tak więc rozumiem się prawda Smile
7środa, 24, sierpnia 2016 18:41
dalkub
a ja Wam powiem tak - jeżeli Hasi dotrwa do końca roku kalendarzowego to będzie cud. Razem z nim odejdą nasi frankofońscy gwiazdorzy a zaraz po nich nastąpią zmiany w pionie sportowym - prezes mimo moje niechęci do niego nie jest ślepy.
O Żewłaku ani słowa.
8środa, 24, sierpnia 2016 18:42
iocosus
Ponieważ jestem wkurzony na wszystko i na wszystkich, to w takim swoim zgubnym afekcie coś takiego obwieszczę.

Ocenianie pracy trenera po dwóch miesiącach jest dowodem … braku rozsądku. Gdy jeszcze ten trener musi się mierzyć z czynnikami dosyć wyjątkowymi, których wcześniej nie spotykał, to tym bardziej na efekty jego pracy trzeba patrzeć w dłuższym wymiarze czasowym, a nie krótkowzrocznie.
Zwalnianie trenera po dwóch miesiącach przez Klub byłoby dowodem braku profesjonalizmu tegoż klubu. Wypłacanie kasy z dwuletniego kontraktu przy jego zerwaniu stanowiłoby czyste marnotrawstwo mamony.

To wszystko co powyżej uznaję za sprawy oczywiste na dodatek widzę jak choćby na jednym z popularniejszych futbolowych portali jest propagowana w najlepsze akcja dyskredytująca Besnika Hasiego, a krytykowanie aktualnego trenera Legii staje się w kibicowskich szeregach bardzo modne. Wolałbym w czymś takim, w takiej nagonce nie uczestniczyć. Roztropnie by było przynajmniej siedzieć cicho.

Ale ponieważ dziś wszystko mnie irytuje i złości to wyznam … nie wiem, jakim trenerem jest Besnik Hasi, nie wiem jakie rezultaty z Legią osiągnie, ale ja go z pewnością nie polubię i mojej sympatii to on raczej nie zyska. Niech wygra Ligę Mistrzów z Legią to go może docenię. Lubić nie muszę, żeby szanować za osiągane wyniki, ale polubić typa to na to szans raczej brak. Na dziś mam go za faceta który chce budować swój autorytet przez dyskredytowanie innych. Nie pasuje mi coś takiego. Być może Hasi chciał „przewietrzyć” zespół, stworzyć w nim swoją hierarchię według własnego trenerskiego uznania, miał do tego prawo, tyle tylko że on rozpieprzył grupę i jak na razie skleić na nowo kompletnie nie potrafi. Po prawdzie nie wiem czy podoła, jak nie zrewiduje swojego postępowania to jestem sceptyczny. Na tym chyba zakończę bo jeszcze na czoło nagonki się wysforuję.

Pamiętam jak niektórzy przeklinali Skorżę, innym nie pasował Urban, a jeszcze innym Berg. Czerczesowa cenię na swój sposób, ale za zbawcę Legii absolutnie nie uważam, natomiast do Besnika Hasiego na dziś jestem uprzedzony prawie skrajnie. „Prawie” bo uważam że trener w Legii na rotacje piłkarzami jest skazany i za to pretensji do Albańczyka nie mam.

Paradoksalnie do tej Ligi Mistrzów się dostaliśmy, a jeden z głównych paradoksów polega na tym że z najsłabszym trenerem od lat. Tak sadzę po dwóch miesiącach jego pracy, oby mi było dane zmienić zdanie za dwa lata, na dziś przepędziłbym Besnika Hasiego gdzie pieprz rośnie.
9środa, 24, sierpnia 2016 19:26
Bolek
Z tego co dziś wypisuje Stanowski na twitterze (można, a może powinno, się typa nie lubić ale info z Legii ma zawsze dobre) to pozycja Hasiego jest bardzo mocna i nie ma w tym momencie najmniejszej szansy na szybką zmianę trenera.

No nic, przyjdzie nam zobaczyć, jakie są efekty jego dłuższego trenowania. Oby były dobre, czego i Wam i sobie życzę Wink

Aha, mam podobnie jak iocosus - raczej dużo musiałoby się zmienić, abym go polubił.
10środa, 24, sierpnia 2016 20:47
Zgred
@iocosus

Ja natomiast przywołałem z pamięci niejakiego Bakero...
też kiedyś piłkarz zapewne lepszy i z lepszej ligi niż belgijska. Miał być twórcą potęgi Lecha wprowadzając go na wyższy poziom europejski.
Podobnie "latał" przy liniach bocznych w geście triumfu po zwycięstwie nad Manchesterem City. Realizował swoje metody treningowe, co dało taki efekt, że w chwili zwolnienia ( wersja light)...zostawił za sobą spaloną ziemię.
Być może ten przywołany pamięcią przykład nie powinien licować z sukcesem Legii jakim jest awans do LM. Jednak styl gry a raczej jego brak udzielił się wszystkim na forum a przykre zajście dotyczące naszego kolegi po klawiaturze niejako zamyka klamrą dzień. Dzień który dla nas powinien być ogromnym świętem.
Zostawiając na boku sposoby treningu, czy prowadzenie zespołu za Czerczesowem jak cień podążała jego osobowość. Można było ją lubić lub nie, ale była nam z całą pewnością bliższa. Miał swoją siłę, siłę przekazu co w połączeniu z humorem, pewnością siebie stanowiło autorytet. Pisząc to mam na myśli jedynie jak funkcjonował z grupą piłkarzy z którymi pracował, zupełnie nie wnikając w jego korelacje z prezesami.
Przy panu Hasim tego nie dostrzegam, bywają ludzie którzy myślą o sobie, że są bardzo dobrzy w tym co robią. Nic nie ujmując specyficznej pewności siebie...rzecz w tym, że tylko oni tak myślą.

Cholera, jaki dziwnie ciężki ten dzień po wydarzeniu dwudziestolecia w klubowej piłce...
11środa, 24, sierpnia 2016 21:05
dalkub
Panowie

Może jestem monotematyczny, ale Legia nie potrzebuje trenerów o doświadczeniu Berga czy Hasiego a nawet Czerczesowa. Legia potrzebuje doświadczenia, trenera, który potrafi drużynę przygotować, zbudować i natchnąć do gry, a co ważniejsze będzie potrafił wyciągnąć drużynę z kryzysu jak w niego wpadnie, co wcześniej lub później następuje. Powinno być nas stać na dużo lepszego trenera niz mamy, stać Legię aby taki wydatek ponosić, bo trener ma wnieść faktyczne know how, a nie tylko o tym know how opowiadać.
12środa, 24, sierpnia 2016 21:26
Senator
@Zgred
Tak cholernie ciężki dzień. Powinien być bardzo radosny a zupełnie taki nie jest.

Jeśli po przerwie na reprezentację nie zobaczymy nic co dawało by podstawy do optymizmu w gabinetach przy Ł3 temperatura wzrośnie, o trybunach i forach nawet nie ma co pisać..
13środa, 24, sierpnia 2016 21:55
sektor212
dalkub

Masz swojego faworyta na trenera Legii? Komu byś dał większy kredyt zaufania? Pytam poważnie.
14środa, 24, sierpnia 2016 22:23
dalkub
Sektor - mówisz o konkretnych nazwiskach? - takowych nie mam ale można się i z tym uporać. Ja ci powiem kogo bym szukał - jaki profil - najchętniej brałbym z ligi włoskiej lub francuskiej, z trenerów którzy prowadzili średniaków ligowych i którzy preferowali solidny futbol bez fajerwerków, sporo biegania, sporo taktyki, mało finezji - oczywiście z odpowiednim doświadczeniem.
Te całe wprowadzanie młodzieży i te wszystkie farmazony są fajne dla kibiców i dla Mioduskiego - jak młody będzie dobry, to będzie grał a trener mu da szansę, a jak będą słabi to nie będą.
15środa, 24, sierpnia 2016 23:09
sektor212
dalkub

To ja z ligi niemieckiej lub francuskiej. Nie lubię oglądać ligi włoskiej choć ją cenie. Wolałbym by preferował bardziej ofensywny styl gry z wysokim pressingiem.
Wprowadzanie młodzieży w Legii na dzień dzisiejszy nie istnieje. Choć dziwię się, że dwa lata rzędu wygrywamy ligę juniorów i nikt z tych drużyn nie nadaje się do gry w jedynce. To straszne. Popieram - dobry młody sam się przebije bez niańczenia trenera.
16środa, 24, sierpnia 2016 23:29
dalkub
sektor

to jest kwestia pewnej filozofii, możliwości i podejścia. Legia ma szansę być drużyną, która będzie w wielu sezonach łączyła grę w lidze polskiej i Europie. Pewnie będzie tak że w rozgrywkach ligowych może dominować, w Europie nie. I teraz zawodnicy jacy u nas będą zawsze piłkarsko będą słabsi od tych z Europy i my musimy się nastawić na to aby tamtym umiejętnie przeszkadzać, grać dobrze taktycznie, być na maksa przygotowani fizycznie. Dlatego mi taktyka Staszka pasowała choć była siermiężna - z taktyką i grając z kontry po odbiorze Legia mogłaby zagrażać różnym klubom lepszym od niej.
Dlatego mi pasuje Włoch, taktyka i fizyka oraz konterka, tak jak grali Polacy na Euro - pięknie? nie skutecznie? tak nawet do bólu? posiadanie? nie wiele bramek? nie, ale z sukcesem.
I jeszcze jedno - uważam że mrzonką jest granie w lidze ofensywnie, atakiem pozycyjnym a w środę czy czwartek zagrają defensywnie - za słabi są to piłkarze aby się przestawić. Muszą się nauczyć schematów, poruszania, pressingu wysokiego średniego niskiego, skracania pola gry - Włoch pasuje najlepiej do mojej koncepcji Smile
17czwartek, 25, sierpnia 2016 01:18
a-c10
@ Senator, Gawin:

Nie no, jasne. Z wierzchu wygląda to faktycznie modelowo. Doświadczony, obyty w świecie, niegłupi zawodnik odwiesił buty na kołku. Całkiem logiczne, że postarano się, aby został w klubie. Jak najbardziej należy przyklaskiwać próbom korzystania przez polskie kluby z doświadczeń takich ludzi, jak Michał Żewłakow.

Jedno mi w tym wszystkim zgrzyta: stanowisko. Dyrektor sportowy to jedna z najistotniejszych postaci profesjonalnego klubu piłkarskiego. Bez cienia przesady można stwierdzić, że esencjonalnie ważniejsza, niż trener, o poszczególnych piłkarzach nie wspominając. Można się chyba zatem spodziewać, że pragnący swego rozwoju klub posadzi na takim stołku najlepszego fachurę, na jakiego go stać.

Czy Michał Żewłakow jest najlepszym fachurą, na jakiego stać Legię? Eee... słucham? Wolne żarty. Jakie on ma doświadczenie? OK, reprezentacja, Mundial, Belgia, Grecja, Liga Mistrzów, wsio w pariadkie, pełen szac. To wszystko jednak doświadczenia piłkarskie, boiskowe. A te związane z obecnie wykonywanym zawodem? O, patrzcie państwo, żadne.

Żeby nie było: ja nie twierdzę, że Żewłak nie jest materiałem na świetnego dyrektora sportowego. Uważam jednak, że wsadzanie go od razu na tak wysokiego konia jest zbyt ryzykowne, czy też, nazwijmy rzecz po imieniu, błędne. Moim zdaniem znacznie lepiej by było, gdyby facet mógł się trochę pouczyć, poterminować na jakimś mniej eksponowanym stanowisku u kogoś z nieporównywalnie większym stażem. I właśnie kogoś takiego szukałbym w pierwszej kolejności w Niemczech, Francji, czy Włoszech.
18czwartek, 25, sierpnia 2016 02:34
Senator
@a-c10
Osoby bliżej związane z klubem w sensie środka twierdzą że właściwie kiedy zaczął dyrektorować po raz pierwszy od razu stał się nieformalnym dyrektorem sportowym. Jasne musiało to się dziać za przyzwoleniem góry.
Czy to właściwy człowiek? Zobaczymy. Podreslilem fakt że to on powinien odpowiadać za ew wpadkę. Tu na miejscu jego osoba jest zupełnie pomijana , nie za bardzo rozumiem dlaczego. Ten tekst jest właśnie po to aby uszeregowac odpowiedzialność.
Prezes a i owszem odpowiada za całość ale projekt jest Żewłakowa i pamiętajmy o tym.
19czwartek, 25, sierpnia 2016 12:21
świrekwampirek
Panowie pytanie do Was, mamy sytuację w której dyr. Żewłakow ma pełną autonomię przez co mógł wprowadzić swój projekt (jakoś nie lubię tego nazewnictwa) pt "Hasi+Belgowie" czy w przypadku jego klapy powinna polecieć głowa trenera czy też Pana Dyrektora?

P.S. Jak wszystkich albo prawie wszystkich Hasi nie powala mnie na kolana ale chciałbym cudu dla dobra Legii i nagłej odmiany na plus.
20czwartek, 25, sierpnia 2016 14:21
mort
Senatorze - "Tu na miejscu jego osoba jest zupełnie pomijana , nie za bardzo rozumiem dlaczego. "
O przepraszam, ja go uważam za spirytus movens całego sportowego zła jeżeli chodzi o pierwszą drużynę (nie zapominając rzecz jasna o winnych w nadzorze) od dawna.

Wspomnicie moje słowa gdy kiedyś skończy on wreszcie jak kilku niesławnych przed nim, którym mieszały się role klubowe z pseudomenadżerką.
21czwartek, 25, sierpnia 2016 14:52
Senator
@mort
Co fakt o fakt. Rzeczywiście gnebisz obu równo Smile
Natomiast sam przyznaj dziennikarze poważne tytuły czy duże serwisy jego roli nie pokazują wcale lub prawie wcale.
22czwartek, 25, sierpnia 2016 15:27
Zgred
@pytanie

Po pierwsze trzeba by ocenić jak wielka ta klapa będzie...czy kompromitacja, czy niezadowolenie, czy jedno i drugie - czyli farsa.
Po drugie trzeba by ocenić koszty zakontraktowania nowego, zarządzającego pionu dyrektorskiego + jego ( jak sądzę) zespół ludzi pomocnych.
Po trzecie, jeżeli nawet takowy pion z liderem byłby na rynku dostępny, a mówimy tu o 100% profesjonalizmie ( czego domaga się cały czas kolega - dalkub) - to jeszcze dodatkowe pytanie, czy wyrazi chęć.
Czwarte, może wyrazić chęć uwarunkowaną np: zatrudnieniem konkretnej osoby jako trenera - tu powrót do punktu drugiego.
I wreszcie po piąte - zasadna byłaby wiedza jak bardzo prezes przywiązany jest do M. Żewłakowa.
Za dożo zmiennych Smile (... z wypowiedzi BL)

Co do trenera Hasiego...
Generalnie, facet ma wszystkie trenerskie karty w swoich rękach. Nikt z nas nie wie jak wielki "trzos" dostał zapewnieniami dyrektora Żewłakowa, na wzmocnienia, na wprowadzanie systemów ( od juniora do seniora) itd. I rzecz najważniejsza, jaki czasookres - zapewnieniami uzyskał...
Domyślam się jedynie, że przychodząc z "wielkiego" Anderlechtu jako guru ( w swoim mniemaniu) nie docenił jaką rolę odgrywa Legia nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce.
Niech trzyma karty przy orderach Smile bo z każdej rozgrywki - rozliczany będzie...
Pojadę iocosusem, ja go nie polubię, jest coś - co mi w nim nie pasuje, nie odpowiada osobowościowo lub zwyczajnie ludzko...
Wyniki ( oby) szanować będę.
23czwartek, 25, sierpnia 2016 16:14
kibic50
"Po owocach go poznacie"

Nie mam bladego pojęcia jakim trenerem jest Hasi, a będąc rozsądnym "Oceniać pracy trenera po dwóch miesiącach" nie zamierzam. "Gdy jeszcze ten trener musi się mierzyć z czynnikami dosyć wyjątkowymi, których wcześniej nie spotykał, to tym bardziej na efekty jego pracy trzeba patrzeć w dłuższym wymiarze czasowym, a nie krótkowzrocznie" (plus 1)

Faktem jest, że przy historycznym już awansie do LM po 21 latach posuchy, to jego nazwisko widnieć będzie we wszystkich dostępnych materiałach. Czy to samo udałoby się z innym trenerem pozostanie już tylko w sferze przypuszczeń...

Czy jestem w stanie go polubić ?
Nie wiem. Pożyjemy zobaczymy. Przestrzegam tylko przed ocenianiem trenera za nader ekspresyjne zachowanie podczas meczu.
Całkiem niedawno mieliśmy trenera, którego krytykowano za brak ekspresji Smile

Jeśli Hasi zdobędzie MP i jakimś cudem ponownie awansuje do LM zasłuży u mnie na dozgonną miłość. Za MP i LE miłość zastąpię szacunkiem Smile
24czwartek, 25, sierpnia 2016 16:22
iocosus
„Te całe wprowadzanie młodzieży i te wszystkie farmazony są fajne dla kibiców i dla Mioduskiego - jak młody będzie dobry, to będzie grał a trener mu da szansę, …”

Mhm, na początku lat 90’ trener Strejlau dał reprezentacyjną seniorską szansę ‘młodemu, dobremu’ Jurkowi Brzęczkowi. Tyle tylko, że nieco wcześniej po igrzyskach w Barcelonie inny młodzian wypalił ‘zmieniamy szyld i jedziemy dalej’. Takie credo natomiast nie spodobało się za bardzo ówczesnej starszyźnie reprezentacyjnej co po latach w wywiadach szczerze przyznał Jacek Ziober. Jakie były skutki? W jednym z meczów repry młody Brzęczek traci piłkę w środkowej strefie goni za rywalem żeby swój błąd naprawić, ale bezskutecznie, a rywal ma autostradę do pola karnego bo nikt ze starszych reprezentacyjnych kolegów jakoś się nie kwapił żeby młodszemu partnerowi pomóc. Piłkarz Brzeczek jakoś sobie w karierze piłkarskiej poradził, ale z kadrą dorosłą nic nie osiągnął, a i ona też niczym w latach 90’ poszczycić się nie mogła.

Zatem wprowadzanie młodych czy też nowych piłkarzy do drużyny to nie jest taka idylla, ma swoje uwarunkowania, mniej lub bardziej skrywane.

Napisałem ‘nowych piłkarzy’ i wspomniałem sytuację z wujkiem Błaszczykowskiego bo tez skojarzyła mi się z czymś co niedawno widziałem na boisku, co prawda nie dotyczyło młodego zawodnika, a doświadczonego tyle że też wchodzącego do składu. Jest nowy trener i jest nowy piłkarz, dopiero co do klubu sprowadzony, najlepiej w nim opłacany, trener go wystawia choć nie da się ukryć że piłkarz ma zaległości treningowe, ale zapewne szkoleniowiec liczy że odbuduje jego formę metodą startową. Tyle tylko że dla piłkarzy których zastał w drużynie nowy trener taryfy ulgowej już nie ma, wręcz ich umiejętności podważa, dezawuuje . Skutek, który widziałem niedawno, nowy piłkarz – pupil nowego trenera traci piłkę w środkowej strefie, nie jest wstanie dogonić rywala, nikt z drużyny mu nie pomaga, wszystko kończy się faulem ‘pupila z nadwagą’ na przeciwniku przed polem karnym.
Skojarzenia jeśli ktoś posiada, nie będą przypadkowe.

Drużyna to grupa ludzi i rządzą nią mechanizmy uniwersalne, okoliczności, uczestnicy mogą się zmieniać, ale zasady interakcji personalnych w grupie pozostają. Pozytywne i negatywne. Grupa ma swoją strukturę, hierarchię, ktoś obejmuje w niej konkretne role, zabiega o nie, to są procesy mniej lub bardziej rozwojowe, albo dynamiczne.
Grupa nowego w niej członka jest w stanie wspomóc jeśli uzna że jest to w jej interesie, ale jeżeli większości decyzyjnej grupy wyda się że „nowy” stanowi jakieś zagrożenie dla ich dotychczasowej pozycji, to swojego zysku w tym nie zobaczy, a w takim przypadku nie będzie idylli. Nie każdy jest Bońkiem który starszyźnie potrafił się przeciwstawić i skorzystał na tym.

Dalkub z Sektorem zamiast banału że młody o ile zdolny to sobie poradzi lepiej wyjawcie albo na podstawie autopsji albo obserwacji jakie pułapki czyhają na ‘młodych zdolnych’ wchodzących do seniorskiego zespołu. Co w tym względzie pamiętacie z własnej przeszłości, jakieś niuanse z piłkarskiego waszego młodego życia. Coś co może weźmie pod uwagę dzisiejszy nastolatek trenujący gałę? Zaskoczcie nas czymś z czego kibic nie trenujący zawodowo piłki być może do tej pory nie zdawał sobie sprawy?

Aha, rola trenera w integrowaniu drużyny z nowymi czy to młodzieżowcami czy to z doświadczonymi wygami z transferów jest nie do przecenienia. Trenerowi , który się ‘nie wpierdziela’ pozostaje jedynie selekcja, u takiego ‘integracją’ zajmie się starszyzna i od tego kto ją stanowi, czym się kieruje może zależeć ‘rola’ w grupie która ‘nowemu’ będzie przypisana. Trener ‘przewodnik stada’ rozpisuje i przydziela role w grupie. Jeśli jest jej naturalnym liderem, posiada autorytet i zaufanie, to nikt mu nie podskoczy. ‘Nowych’ będzie wprowadzał a ci jeżeli spełnią jego wymagania będą ‘zintegrowani’ bo to ‘przewodnik stada’ o tym decyduje. Gorzej gdy trener chce być liderem, zmierza do tego, ale grupa go w tej roli nie akceptuje, nie ma u niej autorytetu, respektu, jeśli go nie uzyska … to taki układ (z nowymi, czy bez) nie będzie sprawnie funkcjonował.

@ Senator & Żewłak
Na dziś, z Besnikiem Hasim człowiekiem Żewłaka weszliśmy do LM, możemy mieć odczucia i wrażenia takie lub inne, ale dopóki obecny trener jest na swoim stanowisku to i Żewłak może spać spokojnie. Gdy okaże się że Albańczyk jako trener jest jednak nieskuteczny, to wówczas i nad tym który go protegował przyjdzie czas się pochylić.

Mamy największy sukces od 21 lat – zamiast gratulacji to „wnioskujemy” o klubowe dymisje, jak ten Mioduski & s-ka mają na nas kibiców poważnie patrzeć! Wink
25czwartek, 25, sierpnia 2016 16:31
sektor212
Nasze wątpliwości w pewnym sensie rozwiewa Miodulski mówiąc
"Trener Besnik Hasi zastał zespół w specyficznym, trudnym momencie - część piłkarzy nie wiedziała, czy w nim zostanie. Długo też nie było wiadomo, kto przyjdzie. Kupowaliśmy dopiero, gdy byliśmy pewni, że sprzedamy Ondreja Dudę. Tego typu ograniczeń ma więcej niż w Anderlechcie, w którym wcześniej pracował. Do tego nowy kraj, mentalność. Kilku piłkarzy przez Euro nie miało porządnych przygotowań. W Anderlechcie miał ugruntowaną pozycję, dostęp do dużych zasobów talentu w pierwszym zespole i akademii"

Teraz najważniejsze dwa zdania!!!
"Hasi w Legii ma wdrożyć inny, trudniejszy i bardziej widowiskowy styl gry, niż proponował poprzedni trener. Dzisiaj tego nie widać, ale taki jest cel"

Dla mnie sytuacja jest jasna. Miodulski był i jest zwolennikiem tego projektu. Dalej Pan Darek mówi!!!
"Za próbę zrobienia z Legią czegoś więcej, grania innej, nowocześniejszej i bardziej inteligentnej piłki, trzeba niestety zapłacić cenę"
Ta wypowiedz jest dla mnie bardzo czytelna. Miodulski jest wstanie zaakceptować nawet brak MP w tym sezonie kosztem rozwoju wewnętrznych struktur szkolenia od akademii po pierwszy zespół. To z Hasim chce budować akademię i wdrożyć system szkolenia od najmłodszych roczników po juniora. Jest zafascynowany belgijskim szkoleniem. Tak więc nie nastawiał bym się na szybkie zwolnienie trenera. Miodulski dla Hasiego przewidział trochę większą rolę w Legii. Czerczesow nie był tym zainteresowany więc ich drogi się rozeszły.
Tak więc Panowie to nie jest wyłącznie autorski projekt Żewłakowa.
26czwartek, 25, sierpnia 2016 17:34
mort
Oczywiście,że projekt nie jest wyłącznie jego ale o ile Hasi ma aktualnie u władz parasol ochronny to Żewłaka chroni istny schron przeciwatomowy Wink
27czwartek, 25, sierpnia 2016 17:47
sektor212
iocosus

"zamiast banału że młody o ile zdolny to sobie poradzi lepiej wyjawcie albo na podstawie autopsji albo obserwacji jakie pułapki czyhają na ‘młodych zdolnych’ wchodzących do seniorskiego zespołu"

Ale to nie jest żadna tajemnica. Przede wszystkim młody obiecujący zawodnik musi zyskać zaufanie trenera który na niego postawi. Jeżeli jest wyróżniający musi trenować ze starszymi bo w swoim roczniku przestanie się rozwijać. Musi mieć dobrą technikę tzn. piłka nie może młodemu przeszkadzać w czasie gry. Musi mieć odporną bańkę czyli nie może pękać. Ostatnia najważniejsza rzecz tu musi posiadać umiejętność czytania gry. Jeżeli trener dostrzeże w/w umiejętności to młody bez większego problemu poradzi sobie w seniorskiej piłce.
Problem leży gdzie indziej. Obecnie młodzi mają za mało kontaktów z piłką. Ja na pierwszych treningach (miałem 10-11 lata) uczyłem się ustawienia 4-3-3, jak się poruszać po boisku. Piłkę już umiałem dobrze kopnąć, przyjąć czy chociażby podstawowe zwody. Po za tym miałem 3 treningi tygodniowo. Do tego przez 7 dniu w tygodniu na boisku spędzałem średnio 4-6 godzin. Ilość moich kontaktów z piłką była przygniatająca do młodego zawodnika w obecnych czasach. Częściej grają na konsolach niż na boisku.
Dodatkowo w mojej teorii utwierdził mnie Linetty kupiony do Napoli. Czytam wywiad w tygodniku piłka nożna i na pytanie redaktora jak sobie radzi z nową taktyką to Karol mówi że różni się od tej na konsoli FIFA 2016. No kurwa reprezentant kraju porównuje treningi do gry wideo. Masakra. Dziś młodym przede wszystkim brakuje ogrania. Meczy o stawkę typu klasa na klasę, podwórko na podwórko, osiedle na osiedle. Ja takich rozegrałem setki. Dziś nawet nie wiem czy takie mecze się odbywają. Ale skoro boiska stoją puste to raczej nie. Z moich najbliższych roczników z klubu wybił się Kowalczyk i Rocki. A uwierz mi nie byli najlepsi. Tamtych powiedzmy pochłonęło podwórko, koledzy i alkohol. Przykładowo Rocki trenował zemną (seniorem) kiedy był o trzy lata młodszy. Ja tylko otarłam się o powiedzmy wielki futbol. Dalej moje Achillesy powiedziały nie i było po ptakach. Dalkub o ile dobrze czytam grę (klub) grał dłużej i na wyższym poziomie więc na pewno wiele ciekawego wniesie do dyskusji.
28czwartek, 25, sierpnia 2016 18:20
Histerix
Projekt Żewłakow
Uważam że stwierdzenie jakoby Żewłakow był całkowicie autonomiczny w doborze trenera i co za tym idzie całkowicie odpowiedzialny jest błędne.
Tak nie zapadają strategiczne decyzje w dużych firmach a Legia jest dużą firmą operującą sporymi sumami.
Dyrektor sportowy to jest bardzo ważna funkcja w klubie (jeśli jest właściwie rozumiana), to jest ktoś jak dyrektor rozwoju, czyli człowiek który wyznacza kierunki rozwoju firmy i nadzoruje ich wdrażanie. Obrany kierunek pociąga za sobą bardzo szerokie konsekwencje od budżetowania pierwszej drużyny do korekty systemu szkolenia w akademii.
Tak więc nie ma możliwości żeby taki dyrektor coś sobie sam wymyślił i zaczął wdrażać. To musi być decyzja wspólna zarządu i ludzi odpowiedzialnych za piony sportowe i finansowe.

Ja sobie to wyobrażam w następujący sposób.
Na samym początku właściciele wybrali model funkcjonowania klubu do którego chcą dążyć. Tym modelem jest łączenie szkolenia własnych zawodników ze sprowadzaniem zawodników z rynku.
Jakich zawodników szkolić i jak ich szkolić? Sądząc po licznych wypowiedziach właścicieli, to chcemy grać ofensywny i widowiskowy futbol.
W momencie kiedy podjęto decyzję że Czerczesow spełnił swoje zadanie ale jego profil nie pasuje do założeń strategicznych, dyrektor sportowy dostał zadanie znalezienia takiego trenera który będzie odpowiadał wymaganiom w jak największym stopniu i mieścił się w budżecie klubu, nie tylko w sensie wynagrodzenia ale również oczekiwań transferowych.

Tak więc Żewłakow ruszył na poszukiwania i zaproponował Hasiego.
Jestem przekonany że taka kandydatura która ma strategiczne znaczenie dla klubu, bo od tego człowieka w dużej mierze zależą wyniki sportowe a więc i budżet klubu a dodatkowo on ma swoje oczekiwania finansowe i transferowe, była głęboko analizowana przez ludzi decyzyjnych, konsultowana w gronie ludzi z działu sportowego i finansowego po to żeby ograniczyć ryzyko do minimum. Potem były na pewno rozmowy z trenerem jak on widzi zespół, jakie zmiany chciałby przeprowadzić, jaki budżet na to potrzebuje i po znalezieniu kompromisu, podpisano z nim kontrakt.
Bo w tym wszystkim nie chodzi o to żeby komuś potem głowę odcinać ale żeby osiągnąć zamierzony cel. Tak więc nie jest to z pewnością autorski program Żewłaka tylko sprawy przemyślane i zaakceptowane w szerszym gronie.

Co do wyboru Żewłaka na dyrektora sportowego, to kilku kolegów miało wątpliwości czy ma wystarczające doświadczenie. Nie wiem o jakim doświadczeniu może być mowa, jak powinien wyglądać zawodowy klub? Johan Cruyff nie potrzebował wielu lat pracy u boku jakiegoś gościa żeby wyrazić pogląd idący pod prąd a mianowicie że jego nie interesuje futbol pragmatyczny, on uważa że piłkarz gra po to żeby zrobić spektakl dla widza a sobie dać przyjemność z gry. I najpierw w Barcelonie wdrożył swoją ideologię futbolu, od szkółki po pierwszy zespół a potem zrobił to w Ajaxie. Nikt go tego nie mógł nauczyć, tak jak nikt odkrywcy nie może nauczyć robienia odkryć.
Chcę przez to powiedzieć że inteligencja, charakter i kreatywność nie potrzebują wielu pomagierów.
Ja myślę że człowiek inteligentny i grający w piłkę na wysokim poziomie, w dobrze poukładanych klubach i w różnych krajach jest świetnym kandydatem. Potrafi myśleć i wyciągać wnioski a do tego ma jeszcze charakter lidera i umie sobie „poustawiać” otoczenie. Czego więcej trzeba? Jest z Warszawy, z tym miastem i klubem wiąże swoją przyszłość a więc nie jest w jego interesie kręcić jakieś wałki. Dlaczego jakiś zamorski „Valkx” miałby być lepszy.
Nierozsądne a wręcz głupie by było wyrzucanie Żewłaka w przypadku fiaska z Hasim. Dlaczego? Bo przygotowanie człowieka do takiej funkcji jak dyrektor sportowy jest długotrwałe, bardzo kosztowne i wymaga poznania go jako człowieka. Jak sobie radzi ze stresem, jak reaguje w sytuacjach kryzysowych, jak reaguje w sytuacji sukcesu. To jest cały proces i nie ma ludzi idealnych którzy są dobrzy we wszystkim. Ja myślę że Żewłak jest cenionym pracownikiem i wiążą z nim spore nadzieje.
A poza tym wszystko się może zdarzyć. Mioduski mówił że uczą się na błędach i chyba innej drogi nie ma.
29czwartek, 25, sierpnia 2016 20:55
iocosus
Sektorze spostrzeżenia odnośnie dawnej podwórkowej piłki mamy zbieżne. Z tamtego czasu na moim podwórku z okresu podstawówki ten którego rodzice wozili na treningi do klubu wcale nie był najlepszy na betonie, cegle, klepisku czasem trawie, dlatego że inni grali jeszcze więcej od niego, spędzali z piłką przy nodze jeszcze więcej czasu. Niektórzy byli też bardziej ruchowo utalentowani. Nasz ‘podwórkowy klubowicz’ był jednym z wielu, zresztą w szkole średniej z treningów już zrezygnował. Za to na tym poziomie chodziłem do klasy z chłopakami którzy trenowali, jeden doczekał się debiutu na Ł3, kilka meczów ligowych ma zaliczonych, na ofensywnej pozycji zatem ‘przecinakiem’ z defensywy nie był, ale no właśnie śmiem twierdzić że grałem z większymi talenciakami tylko jak piszesz gdy dorastali coś innego niż piłka ich pochłonęło.

Teraz dygresyjnie od tematu ale niech leci.
Mam Sektorze konkretne pytanko, bo z jednej strony byłeś podwórkowo ograny sądzę że nie na pozycji bramkarza? Natomiast jednak z tamtych „podwórkowych czasów” to ówcześni bramkarze ligowi grą nogami aż tak bardzo nie imponowali, obrońcy wybijali im piłkę z piątki. Z jednej strony to tak sobie to tłumaczę że bramkarz to najczęściej dryblas gdy rósł to z koordynacją miewał problemy, zatem i na podwórku w dryblingach nie brylował, ale jak trener kogoś z warunkami spostrzegł i dostrzegł predyspozycje to stawiał takiego miedzy słupkami i już tylko specjalistyczny bramkarski trening ordynował. Jeżeli dryblas w polu na podwórku nie chciał być ogrywany to skupiał się tylko na swoich treningach. Co ty na taką szybką teorię dotyczącą kolegów powyżej metr dziewięćdziesiąt? (liliputów bramkarskich świetnie grających w polu Higuitę, Camposa, Quirogę pamiętam)

Później zmiana przepisów i zakaz łapania podanej piłki wymusiło też zmianę samego treningu bramkarskiego, gra nogami okazała się istotnym elementem, a przy ewolucji taktycznej goalkeaper stawał się wręcz nowoczesnym libero no i mamy Neuera (i Szczesnego z właśnie pustym przebiegiem w Romie poza pole karne, ale przypuszczam że jakby Wandzikowi kazano uderzać piłkę krzyżakiem co Wojtek potrafi, to starszy Józek by się połamał przy takiej próbie nawet mając dwadzieścia kilka lat)
30czwartek, 25, sierpnia 2016 22:12
sektor212
Ja w klubie zaczynałem na prawej obronie. Jednak jak dobrze zauważyłeś na podwórku grałem na środku i dyrygowałem naszymi poczynaniami (lepiej podawałem niż strzelałem). Jednak w klubie na środku w moim roczniku był zajebisty gościu. Aż nie lubiłem wąchać ławki rezerwowej to znalazłem słabszego na prawej stronie i szybko go wygryzłem ze składu. Jednak strasznie ciągnęło mnie do przodu i trochę (no może więcej niż trochę) trener musiał mnie prostować i przypominać gdzie jest moja pozycja. Nie wiem jak by było dalej ale przypadek sprawił że na treningu nie było bramkarza. Więc stanąłem między słupki i tak już zostało.
A skąd u mnie były takie umiejętności? Właśnie z podwórka. Na pewno pamiętasz czasy że jak przyszli starsi to grzecznie boisko trzeba było opuścić. A że miałem o cztery lata starszego brata więc do gry łatwiej miałem się załapać u starszych bo mnie znali. I jak to często bywało do bramki nikt ze starszych kolegów się nie garnął więc ja stawałem między słupki (dla mnie było ważne że ja gram a rówieśnicy siedzą i się przyglądają Smile . Ogólnie bardzo dużo broniłem grając ze starszymi. I muszę ci się przyznać że jak na małolata bardzo dobrze sobie radziłem bo kiedy wybierali składy to często kłócili się o mnie. Jeżeli pamiętasz ligę szóstek to ja w niej grałem mając 15 lat.

Wracając do tematu słusznie zauważyłeś że kiedyś bramkarz większości był od bronienia w polu karnym. Jadnak ja zawsze byłem ustawiony na 15 metrze i kiedy szła długa piła to wychodziłem poza szesnastkę i wybijałem piłkę w aut. Także w latach 80 również graliśmy na przedpolu lecz nie rozgrywaliśmy piłki jak obecnie. Ja również z piątki piłki nie wprowadzałem do gry. Robili to stoperzy. Jednak w klubie nie było szkolenia tego elementu. Powiem więcej treningów typowo bramkarskich nie było prawie wcale. Wszystko musiałeś dopytać i podpatrzeć od starszych bramkarzy. Jeżeli chodzi o tą pozycje to w zasadzie byliśmy samouki na poziomie piłki młodzieżowej przynajmniej u mnie w klubie. Z tego co pamiętam chłopaki z innych klubów mówili, że u nich jest podobnie. No chyba że pojechało się na kadrę (Warszawy czy Mazowsza) to już oddzielnie się nami zajmowano. Powtarzam nie był specjalistycznych treningów bramkarskich. Ja przykładowo lubiłem pójść na wagary i pojechać na Legię i podglądać trening Kazimierskiego. Wszystkie ćwiczenia nawet do rozgrzewki większości brałem z Legii lub z takiej jednej książki w której miałem opisane ze zdjęciami jak się rzucać, jak układać ręce, nogi przy poszczególnych strzałach. Pamiętam, że miała zieloną twardą okładkę i pochodziła z lat siedemdziesiątych a zdobyłem ją na zbiórce makulatury w szkole - po prostą ktoś ją przyniósł na makulaturę. Natomiast co do wzrostu to nie kojarzę w swoim roczniku jakiś wielkich dryblasów. Raczej większość w wieku juniora była w przedziale 180-190 cm.
31czwartek, 25, sierpnia 2016 22:35
sektor212
Powyższy wpis jest do iocosusa
32czwartek, 25, sierpnia 2016 23:13
iocosus
Mnie ligowe dryblasy kojarzyły się z Wandzikiem, Bako, Jareckim, ale faktycznie przedział który podałeś był chyba dominujący w lidze w latach 80, a nieco starsi Mowlik, Sobieski to wielkoludami absolutnie nie byli.

Dlaczego nie wybijałeś z piątki? Trener to uzasadniał, to jego wybór, szukał najlepszych ‘kopaczy’, czy tak po prostu wychodziło?
33czwartek, 25, sierpnia 2016 23:37
sektor212
Iocosus

Nie pamiętam. Wydaje mi się, że stoper po prostu kopał dalej. Ja w nodze nie miałem jakiejś szczególnej bomby. Jednak zdarzało się, że lewy obrońca zbiegał do linii i kiedy ustawiałem piłkę stoperowi czasami zagrywałem do niego i akcja wyprowadzana była od bramki. Jednak takie rozwiązanie stosowałem dopiero w lidze międzywojewódzkiej (junior) lub późnię jako senior i najczęściej było stosowane jako element gry na czas.
Na odprawach przedmeczowych nie przypominam sobie by był poruszany temat piątki. Tak było przyjęta i tyle. Zakaz łapania podanej piłki od kolegi zaczął obowiązywać chyba od 90 roku. Pamiętam, że jeszcze jak broniłem to już był stosowany ale była to nowość.
34piątek, 26, sierpnia 2016 10:42
dalkub
Iocosus

Przywołany przez ciebie do odpowiedzi powiem tak - widziałem kilku wchodzących do seniorskiej piłki zawodników, których pewnie ty kojarzysz. O sobie pisać nie chcę, bo prawdopodobnie nie będę obiektywny, ale stwierdzam, że mnie przyjęto dobrze, jak grałem dobrze to byłem chwalony a jak źle to nie. Musisz zrozumieć że drużyna to zbite ludzi różnych, ale na końcu gdzieś jest kasa i jeżeli ci tzw. starzy widzą, ze trener postępuje fair wpuszczając młodego, bo na to zasłużył, jest dobry, albo pokazuje coś na treningu to będą z nim grać, bo będą czuli że im zwyczajnie pomaga. Jeżeli trener będzie kogoś wstawiał na siłę, kto się nie nadaje, przeszkadza itd. to mu podstawią nogę, ale przede wszystkim dlatego jakim jest zawodnikiem i jakie ma umiejętności. Oczywiście zdarzają się też osoby, które totalnie do grupy nie pasują i są słabo tolerowane, wtedy bywa różnie, ale na przykład Kuciak, który z szatnią nie żył, grał długo i solidnie bo zawodnicy wiedzieli że jest fachowcem.
Sam będąc młodziakiem, miałem sposobność oglądać jak do piłki seniorskiej wchodzą dwaj dobrze wszystkim znani zawodnicy - Szamotulski i Mięciel, obaj mieli po 17 lat, obaj ponadprzeciętne umiejętności, do tego byli już dosyć dobrze ukształtowani w sensie fizycznym. Obaj wyjęci z domów rodzinnych, więc nie mieli takie zwykłego oparcia w rodzinie. Zaczynali od 2 ligi - obecnie 1 liga i weszli do drużyny i grali. Obaj panowie to dwie przeciwności - Mięciel raczej spokojny, opanowany, Szamotulski furiat - apropos to że on jest trenerem to cud. Trenerem był Wiśnik - on tez przez kilka miesięcy był w Legii - ten mag od odżywek itd. - facet mądry, ale nie miał charakteru - już ponad 20 lat temu u niego pracowało się na sportesterze a nie na nosa. Piszę o tym bo Szamotulski potrafił go zwyzywać na treneingu, dostawał kary itd. - co nie zmieniało rzeczy, że drużyna chciała z nim grać bo był dobry, podobnie było z Mięcielem. W pomocy obok nich grał kolejny młody, milczek i indywidualista znany z Legii Krzysio Pszała. Chłop też nie miał z niczym problemu, choć ze starymi nie pił, nie łaził itd. - bronił się umiejętnościami i zaangażowaniem. A piłki i ciuchy nosiliśmy wszyscy - nawet Szamo, bo był najmłodszy.
Dlatego napisałem to co napisałem - jeżeli masz to coś to będziesz grał, bez znaczenia czy u tego czy u tamtego, jak nie masz to nie będziesz.
Teraz wprowadzanie zawodnika do drużyny to pewien proces - żaden trener nie wprowadzi do szatni człowieka o ile reszta nie będzie chciała, nie poda ręki i nie pomoże. Jeżeli Hasi podobno potrafi kogoś wprowadzać do drużyny - to podobno było jego zaletą - to z Odzidzią zrobił dokładnie odwrotnie od modelu i z pewnością mu nie pomógł.
35piątek, 26, sierpnia 2016 14:14
iocosus
Dalkub -> zacznę od tego, że nie chciałbym żeby ktokolwiek przeze mnie czuł się ‘przywoływany do odpowiedzi’ Wink to dobrowolna dyskusja, ku naszej wzajemnej satysfakcji, taką mam nadzieję, bez tego nasze pitolenie tu w tym miejscu, traciłoby sens.

„Musisz zrozumieć” – wydaje mi się, może błędnie za to z pewnością niewystarczająco, że na poziomie uniwersalnym mechanizm działania grup społecznych rozumiem, drużyna piłkarska to jak najbardziej grupa społeczna (kwintesencja grupy) i podlega takim samym uwarunkowaniom jak inne grupy, czy to z poziomu edukacji, czy zawodowego. Natomiast każda z nich ma swoją specyfikę związaną z doborem i tym jakim zadaniom jest poddawana. Mnie interesuje ‘grupa zawodowych piłkarzy’ i jej specyfika, wyróżniki, niuanse, tu Dalkubie masz wiedzę z własnych obserwacji dużo większą ode mnie bo jak rozumiem próg zawodowej piłki przekroczyłeś, ha konkretnie w Legii bezpośrednio takiego ‘progu’ dotykałeś i o ile zechcesz nam sprzedawać swoje spostrzeżenia z tego okresu to mnie to bardzo interesuje.

Z poziomu podstawowego, wśród dzieciaków jeżeli tworzy się dwie drużyny, które maja rywalizować ze sobą, to wybierający będą decydować się na tych których uznają za pomocnych w odniesieniu zwycięstwa, ‘dobry’ szybciej zostanie wybrany niż ‘leszcz’, ci ostatni zostają na koniec wyliczanki. To oczywiste wybierający dzieciak będzie chciał wygrać i tym się kieruje. W dorosłym życiu, grupa, jej lider, bądź liderzy, też będzie dążyła do optymalizacji zysku, czyli akceptowała ‘dobrych’ a nie ‘leszczy’. Natomiast gdy dzieciak wybiera spośród równieśników i ma alternatywę w jego ocenie mniej więcej z tego samego poziomu umiejętności to wybierze tego z kim się kumpluje, z kim częściej spędza czas. Tworzą się zależności na zasadzie przyjaźni, koleżeństwa. W dorosłym życiu, dobrze zintegrowana grupa, ma funkcjonujące zasady koleżeństwa, to jest niewątpliwy pozytyw, ale równocześnie zależność. Wprowadzić kogoś ‘nowego’ jest trudniej do zintegrowanej grupy, aniżeli do takiej w której każdy tylko robi swoje i patrzy przede wszystkim na siebie. Dla trenera integracja jest celem, bo wówczas łatwiej o odniesienie sukcesu, ale równocześnie dla kogoś ‘nowego’ rywalizacja o pozycję, a zatem i o status w grupie jest bardziej złożona niż w takiej pozbawionej zależności.

Dalkub byłeś bramkarzem, jak z własnej perspektywy oceniasz rywalizację Robakiewicza ze Szczęsnym, co sądzisz o jednym i drugim i według ciebie czy ‘szatnia’ miała wpływ na to kto stał między słupkami?
36piątek, 26, sierpnia 2016 20:37
dalkub
Iocosus - chętnie, ale za kilka dni, troszkę się wczasuję więc za dużo czasu nie mam - rodzina mnie goni.......
37piątek, 26, sierpnia 2016 23:13
iocosus
Dalkub -> spoko, to znaczy udanego wypoczynku z rodziną, w tym wątku i tak dygresyjnie daleko odeszliśmy od tematu. Proponuję, wzorem Sektora, gdy będziesz już miał chwilę czasu to prześlij własne przemyślenia, spostrzeżenia bezpośrednio do Gawina, czyli na adres czarnoelkowy umieszczony w 'kontakcie' na stronie. Otworzymy twoim tekstem nowy wątek dyskusyjny np. odnośnie ‘specyfiki futbolowej szatni’ lub zgodnie z tym jak samemu sformułujesz zagadnienie. Poddaję pod rozwagę.

P.S.
Mhm, pozwolę sobie tylko na małą prośbę – nie rób za Hajtę. Wink Wiesz o co mi chodzi. Wink Pan Tomasz posiada niewątpliwą wiedzę piłkarską, ale gdy zdarza mu się wpadać w ton na zasadzie: „jak nie grałeś w Bundeslidze, to co ty kur…a wiesz o piłce” to siła jego argumentów przynajmniej dla mnie zamiast wzrastać spada. Wink
38poniedziałek, 29, sierpnia 2016 17:54
dalkub
postaram się coś sensownego popełnić i raczej na Bundesligę nie licz Smile

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1