A+ A A-

Legia i stałe fragmenty gry. Analiza

Za nami pięć ligowych kolejek nowego sezonu. To wystarczający zasób danych do podsumowania efektów pracy nad stałymi fragmentami gry. Brałem pod uwagę tylko ofensywne rzuty rożne i rzuty wolne, po których istniała możliwość zdobycia gola. Zaczynamy.

 

Legia wykonała 40 rzutów rożnych. Najwięcej w lidze. Wynika to z przyjętego sposobu atakowania. Skoro piłka bardzo często ma się znajdować w bocznych sektorach i stamtąd ma być dośrodkowana to jest duże prawdopodobieństwo, że odbije się od obrońcy, zostanie zablokowana, nastąpi faul lub będzie wybita na rzut rożny. To jest taka uboczna korzyść w razie niepowodzenia akcji.

Legia wykonała 21 rzutów wolnych, z czego tylko jeden wykonywany był w świetle bramki. Bezpośrednio uderzaliśmy na bramkę 3 razy. Cała reszta wolnych miała charakter pośredni i wykonywana była z bocznych sektorów boiska. To także wynika ze sposobu przejętego modelu gry. Bardzo rzadko atakujemy środkiem i rzadko wchodzimy w drybling tuż przed polem karnym, choćby w celu wymuszenia rzutu wolnego. Stąd sami ograniczamy sobie jeden z łatwiejszych sposobów kreowania okazji do zdobycia gola.

Z wszystkich stałych fragmentów gry (61) strzeliliśmy tylko jedną bramkę. Stanowi to 1,63% skuteczności. Za przyzwoity wynik uznaje się 10% skuteczności, więc można powiedzieć, że ilość nie przeszła w jakość. Nasza efektywność podobna jest do efektywności Barcelony, jednak w tym przypadku nie brałbym tego za komplement. W przeciwieństwie do Legii oni bardzo często krótko rozgrywają stałe fragmenty gry ze względu na brak przewagi wzrostu w polu karnym przeciwnika, podczas gdy my przede wszystkim wrzucamy. Z tym, że ten jedyny strzelony gol niestety nie wynikał z perfekcyjnej realizacji rzutu rożnego. Wrzucona piłka została wybita i żaden z naszych zawodników nie zdążył jej strącić przed obrońcą. Pierwszy zaś raz zaowocowało zebranie drugiej piłki. Nagy miał dużo miejsca dzięki zbiegnięciu zawodników na krótki słupek i pociągnięciu za sobą obrońców. Warto powtarzać ten schemat z tą różnicą, że to nasz zawodnik strąca piłkę na przedpole.

Ogółem po 61 stałych fragmentach gry oddaliśmy 14 strzałów, z czego: jeden był wynikiem krótkiego rozegrania piłki, jeden wynikał z zebrania drugiej piłki i trzy to bezpośrednie uderzenia na bramkę. Tak więc niecałe 15% dośrodkowań zakończyło się strzałem. Niestety jest to powód do wstydu, bo wynik jest poniżej akceptowalnego progu 20%. Jest tu ogromne pole do poprawy, zwłaszcza że mamy graczy celnie dogrywających stojącą piłkę oraz posiadamy graczy umiejących zakończyć dośrodkowanie celnym strzałem.

Celność dośrodkowań wynosi ok 50 %. Przy określaniu tego procentu trzeba było uwzględnić wszystkich wykonawców i niestety opieram go w pewnym stopniu na domniemaniach. Przy kilku wrzutkach miałem problem z określeniem czy wrzucający popełnił błąd, czy może nabiegający zawodnik źle obliczył tor lotu piłki, czy też zaistniało niezrozumienie i złe zastosowanie schematu. Przy czym za celną piłkę uważałem taką, która zmierzała w zaplanowane miejsce bez względu na to czy zakończyła się oddaniem strzału. Celność wrzutki mogłaby być większa, bo w dużej mierze zależy od dośrodkowującego i od zgrania tempa z partnerami, co wypracowuje się jak największą powtarzalnością w jednym układzie personalnym. I tu mamy zupełny brak konsekwencji.

W pierwszych czterech meczach mieliśmy istną feerię wykonawców stałych fragmentów gry. Z Górnikiem głównym wykonawcą był Szwoch, drugim był Moulin, ale po razie do piłki podchodzili Hlousek, Guiherme i Nagy. W następnym meczu zmieniliśmy głównego wykonawcę na Moulina, ale też kopnąć zdarzyło się Szymańskiemu, Gui i Nagyowi. Trzeci mecz i kolejna zmiana głównego wykonawcy. Tym razem szansę dostał Pasquato, lecz na 12 stałych fragmentów mieliśmy w sumie 7 wykonawców. W czwartym meczu znowu zmiana. Pałeczkę pierwszeństwa dostał Szymański wespół z Mączyńskim, ale i tu wtrącili się Gui z Pasquato. Dopiero w ostatnim meczu mieliśmy wyraźne postawienie na jedną opcję w postaci Mączyńskiego, co nie przeszkodziło podejść do piłki po razie Nagyowi i Gui. Brak jednego, dwóch stałych wykonawców z pewnością jest jednym z powodów niskiej skuteczności stałych fragmentów gry, bo trudno jest wypracować automatyzmy.

Największą celnością wrzutek może pochwalić się Mączyński, lecz to Szymański stwarza największe zagrożenie, choć bardzo nieregularne. A to dlatego, że jego wrzutka jest szybka, o niskiej paraboli lotu. Jeżeli piłkę dokręca to drużyna broniąca ma problem z wybiciem piłki. Dlatego optymalnym pierwszym wyborem jest Mączyński. Jednak wypadałoby zmienić dwie sprawy: W pierwszej kolejności Mączyński powinien poprawić siłę, parabolę i kierunek wrzutki. Często ma się wrażenie, że piłka leci za długo, co pozwala obrońcom na przygotowanie się do wybicia. Ponadto jego wrzutki obarczone są dużym stopniem przewidywalności, bo dokręcana piłka leci na 5-7 metr, a odkręcana na 7-10 metr od bramki. I tu by wypadało jednak wprowadzić częstsze krótkie rozegranie oraz ostro bite wrzutki w światło bramki. Nawet nie stwarzamy przeciwnikowi możliwości wbicia samobója. A druga sprawa to drugim wykonawcą stałych fragmentów gry powinien być zawodnik lewonożny, ponieważ wrzutki odkręcane od bramki są zdecydowanie mniej groźne od wrzutek dokręcanych do bramki, ale z tych pierwszych mamy więcej drugich piłek. Marna to pociecha, bo z 29 takich piłek zdobyliśmy tylko jedną bramkę, natomiast w pozostałych przypadkach trudno było zauważyć pomysł na ponowienie ataku. Wyglądało to na improwizację.  A szkoda, bo to jest jakby dodatkowy stały fragment gry, w którym obrońcy skłonni są do mniejszej dyscypliny taktycznej.

Ponadto mamy problem z ustawianiem się w polu karnym do odchodzącej piłki. Nasza prawidłowość jest taka, że jest bardzo krótki nabieg lub stanie i czekanie na piłkę, co wyrównuje szanse obrońców na wygranie walki o pozycję do piłki. Jak już więc stosujemy odchodzącą piłkę to wypadałoby robić dłuższy nabieg, krzyżowo zmieniać kierunek biegu oraz robić to przede wszystkim dynamicznie.

Legia zastosowała wiele schematów wykonania stałych fragmentów gry. Krótko rozegraliśmy piłkę 10 razy, z czego 6 kończyło się wrzutką, a 4 rozegrania miały na celu doprowadzenie do strzału z okolic pola karnego. Te ostatnie były najsłabiej dopracowane, bo 3 z nich nawet nie doprowadziły do oddania strzału. Raz przez sędziego, a dwa razy z powodu niezrozumienia intencji i braku wytrenowania. I zapewne dlatego szybko zarzuciliśmy ten sposób wykonywania. Po 6 takich rozegraniach w pierwszym meczu tylko dwa pojawiają się w drugim i dwa w ostatnim spotkaniu. Jednak błędem byłaby rezygnacja z tej formy rozegrania. W ten sposób rozrzedza się obronę rywala i wprowadza dużą dozę nieprzewidywalności. Jeśli nawet nie uda się oddać strzału to przeciwnik przy następnym stałym fragmencie gry będzie musiał zwrócić większą uwagę na strefę przed polem karnym, co stworzy ciut więcej miejsca w szesnastce.

Prawdopodobnie w zbytniej ilości schematów ustawienia do wrzutek leży także problem skuteczności. Skaczemy z jednego schematu na drugi, nie analizując w jakim stopniu poprzedni działał, jak reagowali obrońcy. Wypadałoby wprowadzić poprawki do dwóch, trzech schematów i kształtować powtarzalność. Niestety jesteśmy zbyt niecierpliwi i bierzemy kolejny schemat. Można zrozumieć taką taktykę chęcią bycia nieprzewidywalnym, jednak w tym wypadku skutki często dotykają także zawodników Legii, bo zdarzają się sytuacje braku pewności odpowiedniego zachowania czy nawet niezrozumienia intencji dogrywającego.

Jak już doszliśmy do schematów to tutaj uwidacznia się największy nasz problem: zachowanie zawodników w polu karnym. Nawet jeśli wrzutka jest idealna bardzo często nasi zawodnicy przegrywają walkę o pozycję. Wynika to z kilku popełnianych błędów:

- od momentu przerwania gry do ponownego wprowadzenia piłki do gry nie zmuszamy w odpowiednim stopniu przeciwnika do podejmowania konkretnych wyborów. Nasze ustawienie, sugestywne zachowania i apatyczny ruch niestety nie determinują zachowań obronnych przeciwnika tak, aby stanął tam gdzie chcemy. Część zawodników zostanie pociągnięta do krycia, jednak pozostała część nie jest "związana" przez naszych zawodników i swobodnie reaguje na to, co się stanie po wznowieniu gry. Proporcje są zbyt niekorzystne dla Legii.

- bezpośrednio przed wznowieniem gry nie ograniczamy ruchów przeciwnika do konkretnych stref, uwalniając inne, które następnie powinniśmy wykorzystywać. Pisząc o ograniczaniu ruchów przeciwnika mam na myśli system bloków, zasłon, podwojenia strefy ataku, mocnych i sugestywnych ruchów w strefę, gdzie piłka nie spadnie a nawet nieczystych zagrań byle zatrzymać obrońcę. Niestety jedynym naszym elementem mającym zamurować przeciwnika, zgubić krycie i wygrać pozycję jest zazwyczaj krótki nabieg w z góry zaplanowane miejsce. Jednak wygląda to tak, jakby nie miało znaczenia co robi obrońca. Najczęściej zawodnicy kryci są od piłki, schowani za obrońcami nie podejmujący walki o pozycję. W sposób czysty, bezkontaktowy próbujemy trafić w piłkę. Nie kojarzę sytuacji aby sędzia przed stałym fragmentem gry upominał naszych zawodników za przepychanki czy faule ani też nie kojarzę odgwizdanego faulu w ofensywie. A tu trzeba wręcz umiejętności zapaśniczych i wpychania się przed obrońcę. Dlatego tak rzadko udaje nam się stworzyć przestrzeń do strzału lub uzyskać przewagę w konkretnym miejscu.

- przy dobrze dopracowanym wolnym byłoby wiadomo z góry gdzie piłka ma spaść. Z góry rozpisane są role zawodników. Jeden ma akcję zakończyć strzałem, a reszta ma zrobić wszystko, aby do tego strzału doszło w najbardziej komfortowych warunkach. U nas niestety po wznowieniu gry rola zawodników kończy się na wbiegnięciu w konkretne miejsce. Po wykonaniu zadania stają się biernymi obserwatorami akcji. A w tym czasie obrońcy reagują na lecącą piłkę i przesuwają się w kierunku jej miejsca lądowania. Dlatego dochodzi do sytuacji kiedy nasz zawodnik nie jest w stanie uderzyć piłki bo do jej wybicia skacze dwóch obrońców i jeszcze jeden asekuruje. Dlatego bardzo istotne jest aby zawodnicy, którzy nie mają zadania uderzyć piłki robili wszystko aby zablokować interwencję obrońców i bramkarza czego obecnie nie czynią.

Reasumując, stałe fragmenty gry w wykonaniu Legii są sztuką dla sztuki. Jednak mecz z Piastem pokazał umiejętność wyciągania wniosków, bo już postawiono na jednego wykonawcę i już da się dostrzec dynamikę i częstszą niż wcześniej zmianę kierunku przemieszczania się w polu karnym. Tylko że to o wiele za mało.

Na koniec polecam kilka dobrze wykonanych stałych fragmentów gry, które po dopracowaniu mogą stać się dobrym dostarczycielem goli:

LEG-KOR – 7 min, 43 min, 72 min
LEG-SAN - 54 min, 69, min, 86 min
TER-LEG – 8 min, 48 min
LEG-PIA - 14 min, 17 min, 90 min

Dzynek

Źródła własne

Dyskusja (6)
1piątek, 18, sierpnia 2017 12:51
sektor212
Dzynek naprawdę fajna analiza pokazująca brak próby wykorzystania atuty jaki mamy czyli dużą ilość sfg. Dzięki za poświęcony twój czas i rzeczowy opis.
Skora dynamika szwankuje i atak pozycyjny czy szybki nie klei się to rzeczywiście był czas by zawodnicy mogli od zimy lepiej opanować ten element gry. Skoro najlepiej wykonującym rzuty rożne jest Mąka który w klubie jest od miesiąca to co trenerzy robili od stycznia skora do dziś żaden z zawodników przez nich prowadzony nie potrafi z odpowiednią siłą dorzucić piłki w wybrany sektor pola bramkowego. Czy naprawdę ciężko było wdrożyć ze trzy warianty gdzie jeden ma akcję zakończyć strzałem, a reszta ma zrobić wszystko, aby do tego strzału doszło w najbardziej komfortowych warunkach?. Wybrać wykonawców do poszczególnych zadań i od zimy ćwiczyć by powielić wypracowany sfg chociażby w meczach z Astaną czy Sheriff i ułatwić sobie awans.
Choć jest to temat dalszy gdyż przede wszystkim zawodnicy muszą odzyskać siły na grę na szybszych obrotachw dłuższym wymiarze czasu niż obecnie. Bez dobrej dynamiki startu nie wygramy walki o pozycję do oddania strzału czy wyprzedzeniu rywala przy odbiorze piłki. Najpier fizyka (choć dziś nie wiem czy nie głowy zawodników) później kolejne kroki w poprawie gry naszej Legii.
2piątek, 18, sierpnia 2017 22:37
Dzynek
Również ubolewam nad zmarnowanym czasem, który powinniśmy lepiej wykorzystać. Rzeczywiście mógłby to być element, który robiłby punkty mimo pozostałych mankamentów. A tak nie ma na czym oprzeć ofensywnej gry.
Moim zdaniem fizyka pewnie by pomogła, ale akurat tutaj jest mniej istotna.

Tylko co teraz zrobić? Trenerzy uczą się na żywym organizmie. Nawet dochodziłem do tezy, że brak goli po sfg tłumaczyli sobie tylko wykonawcą i myśleli, że jak znajdą tego odpowiedniego to worek z golami się wysypie. I pewnie w takim przeświadczeniu przebimbali okres przygotowawczy. A tu zaskoczenie, bo nie tylko o to chodzi. Vukovic po prostu musi widzieć, że popełnił błędy typowo szkoleniowe. Ale czy jest w stanie wprowadzić konieczne zmiany to już mam wątpliwości. On jest bardzo młodym trenerem. Dopiero co skończył kurs UEFA A. Trenersko praktykuje tylko w Legii. On dopiero u Magiery zajmuje się stricte trenerką, bo wcześniej w Legii zajmował się głównie obserwowaniem innych i pomaganiem w treningu. On nie zdobył doświadczenia w trenowaniu sfg, bo nie miał od kogo. W życiu nie powierzyłbym takiej funkcji trenerowi z ciepłymi papierami i z mlekiem pod nosem. To jest niestety naiwność Mioduskiego, że toleruje taką praktykę budowania sztabu trenerskiego.
Osobiście mam wrażenie, że to nie jest trener-warsztatowiec tylko trener-motywator.
Nie podejrzewam go o maniakalne poszerzanie wiedzy, analizowanie niuansów, ślęczenie godzinami nad nagraniami meczów. Widać przy linii do czego ma predyspozycje.
3piątek, 18, sierpnia 2017 23:34
Senator
Zawsze podziwiam ludzi którym się chce prowadzić taka buchalterie i zliczać to wszytko.
Co do samych sfg to rzeczywiście jest tu lipa. Na trybunach gdzie ja siedzę właściwie nie ma żadnego podekscytowania w momencie wykonywania przez nas wolnego z dobrego miejsca. Kibice właściwe już wiedzą, że nic z tego nie będzie.
Mnie jeszcze jedna rzecz boli to jest wprowadzanie piłki do gry z rzutu z autu. Mam wrażenie czyli nie jest to poparte pracą jaką wykonał autor, że tracimy przy wrzutach ok 80% piłek. Czyli co z tego że aut jest nasz skoro po wyrzuceniu piłka trafia do rywala?
4sobota, 19, sierpnia 2017 08:03
kibic50
To ja jeszcze dorzucę wprowadzenie piłki do gry przez Malarza, które mnie potwornie irytuje.
Najpierw nasz bramkarz "godzinę" ją ustawia na 5 metrze. Drugą godzinę macha łapami karząc się przesunąć wszystkim naszym piłkarzom pod jedną linię boczną,a następnie wykopuje najczęściej na aut lub do przeciwnika. Sad
5sobota, 19, sierpnia 2017 12:13
iocosus
Dzynek, fajna analiza, dzięki.

Zwrócił moją uwagę brak z naszej strony fauli ofensywnych, co by mogło świadczyć że nie jesteśmy zbyt agresywni w walce o piłkę, również o pozycję. Wiadomo rywal w własnym polu karnym musi uważać, żeby sobie szkody nie narobić, ale ci którzy atakują mają większą jakby tolerancję, gwizdek sędziego przy faulu ofensywnym zaprzepaszcza okazje, ale to małe piwko w porównaniu z tym którego mogliby sobie naważyć broniący czyniąc analogicznie. Zatem nie permanentnie, ale od czasu do czasu ofensywny faul powinien się przydarzyć co by było świadectwem nie brutalnej ale aktywnej gry właśnie bark w bark na granicy faulu.

Od razu napiszę że z dwojga złego to brak aktywności który według mnie jest zauważalny nie tylko przy sfg, to raczej wyraz fizycznego zamulenia, a nie braku ambicji, lub jakiejś chęci zwolnienia trenera. Bynajmniej jest to jednak i tak łatka dla sztabu szkoleniowego, wszystkiego zbyt krótką regeneracją po wiosnie lub powolnym dochodzeniem do formy fizycznej nowych nabytków wytłumaczyć się nie da.

@ Vuko

Co do Vuko to trzeba Dzynek zaznaczyć że to są jednak jedynie domysły. Impulsywność na ławce, duża ekspresja nie musi być przeszkodą w dysponowaniu zdolnościami analitycznymi, z Vuko był szybciej inteligentny piłkarz, niż tylko toporny przecinak, a że 'wariat', no fakt. Wink Co z niego za trener przyszłość pełniej wyjaśni gdy będzie pracował na własny rachunek.
6sobota, 19, sierpnia 2017 13:09
Ksjp
Z tego co tu piszecie wyziera straszna rzeczywistosc, a wlasciwie kilka kwestii tez strasznych :
- sfg leza
Bo:
- nie trenujemy sfg
Bo:
- wlasciwie sa nam niepotrzebne
Lub
- nie dysponujemy zawodnikami ktorzy mogliby to zrobic
Lub/i
- nie dysponujemy wiedza/trenerami
Straszne tez jest ze o tej naszej slabosci wie liga i nie martwi sie naszymi sfg a szczegolnie tymi ze skrzydel.
Czyli reasumując:
- trener do bani
- zawodnicy do bani
- twlasciw/warianty nieobecne
TO CO MY TU ROBIMY?
Jedyny pozytyw,ze juz nie robia tych sfg w parach! Pamietacie ten wyliczony czas wybicia roznego przez brzyskiego i chyba furmana? To bylo mistrzostwo

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1