A+ A A-

Dlaczego rzucam Ekstraklasę?

"Jeśli ktoś całe życie co tydzień sprawdzał wyniki najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, to zarządzający nią muszą bardzo się postarać, żeby zniechęcić go do tego "produktu". W moim przypadku ESA i PZPN zdołały tego dokonać. Wiele z problemów naszych stadionów w mniejszym lub większym stopniu uwierało mnie już wcześniej, ale ten sezon przyniósł kumulację."

Gorzkie słowa Garma w felietonie dla sport.tvp.pl

Pod koniec czwartego sezonu znakomitego serialu "Mad Men" jego główny bohater, Don Draper, dyrektor kreatywny agencji reklamowej z lat 60., publikuje w "New York Timesie" całostronicowy list otwarty pod tytułem "Why I’m Quitting Tobacco" ("Dlaczego rzucam branżę tytoniową" ). Często wracałem do jego tekstu, kiedy w ostatnich miesiącach myślałem o końcu swojej, również trwającej już dobre 25 lat, "współpracy" z polską piłką ligową.

Oczywiście analogia jest pod wieloma względami niedoskonała, w końcu Draper to postać fikcyjna, której dzieła są wynikiem pracy sztabu współtworzących ten serial. Jego współpraca z branżą tytoniową dawała mu znaczące profity, a producentom papierosów kolejne chwytliwe kampanie reklamowe. Ja jestem zwykłym kibicem, który po prostu lubi oglądać mecze i uważa, że bliższa koszula ciału, a klub z mojego miasta (Legia) jest ciekawszy od światowych potentatów. Co więcej, moja "współpraca" z polskim sportem jest zdecydowanie bardziej jednostronna: ja za nią płacę naprawdę spore kwoty, a w zamian dostaję bardzo mało. W tym tekście postaram się wykazać, jak mało – i dlaczego uważam, że porównania z listem Drapera są mimo wszystko uzasadnione.

Nie jestem żadnym "kibolem", o których tak wiele słyszy się i czyta w mediach głównego nurtu – ani razu nie brałem udziału w ustawce, ani razu nie dopuściłem się na stadionie przemocy fizycznej. Nie jestem też ultrasem; choć ich ciężką pracę, zaangażowanie i wkład w upiększanie rodzimej piłki szanuję od lat, to jednak ani razu nie odpaliłem racy, nie rzuciłem petardy hukowej, nie namalowałem żadnego graffiti. Jestem zwykłym "piknikiem", którzy, wbrew niektórym popularnym opiniom, stanowią na polskich stadionach większość. Legią zainteresowałem się, mając 10 lat, po wyśmienitym dwumeczu w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów z Sampdorią i nieco gorszego, ale wciąż działającego na wyobraźnię, starcia półfinałowego z Manchesterem United. Mecze oglądałem początkowo dość nieregularnie, ale pod koniec lat 90. zacząłem opłacać comiesięczny abonament przejmującej wtedy ligę na wyłączność stacji Canal+, a w sezonie 2002/03 kupiłem pierwszy karnet na stadion przy Łazienkowskiej. Karnet kupuję do dziś (z dwiema jednorundowymi przerwami, w których i tak na stadionie regularnie bywałem); kupowałem go nawet wtedy, kiedy na każdy mecz wchodziłem z akredytacją dziennikarską, bo pisałem relacje tekstowe na żywo dla portalu kibicowskiego. Tylko raz zaliczyłem w roku kalendarzowym mniej niż 10 meczów na trybunach, od oddania do użytku przebudowanego obiektu rok w rok mam ich ponad 20, a ostatnie spotkanie przy Łazienkowskiej opuściłem 15 sierpnia 2016 roku. Od wprowadzenia systemu ESA-37 oglądam też co sezon grubo ponad 200 meczów Ekstraklasy w telewizji, a ponadto liczne poświęcone jej programy, dyskutuję na jej temat z innymi kibicami, dziennikarzami, pracownikami klubów, funkcjonariuszami różnych ciał zarządzających. Kwalifikuję się więc bezsprzecznie do kategorii "aktywnych klientów". Po tym sezonie (niezależnie od jego rozstrzygnięć) przejdę jednak do grupy "klientów utraconych".

Pełny tekst TUTAJ.

Dyskusja (25)
1wtorek, 22, maja 2018 06:43
Senator
Bardzo smutny tekst opublikował dziś Kuba na stronie dużo bardziej dostępnej niż nasza i bardzo dobrze. Zasługuje na szeroki odbiór. Kuba nie jest odosobniony w swoich przemyśleniach. Ja w mailu z dnia 20.05 pisałem do przyjaciela mieszkającego za wielką wodą tak Od dłuższego czasu coraz mniej podoba mi się to co się dzieje na trybunach ekstraklasy. Rafał Stec napisał dwa dni temu felieton pt. "Trzymają nas za mordy" i niestety trafił w sedno. Oczywiście to jest jeden z aspektów które poruszył Kuba. Jako że tematów poruszonych przez Kubę jest więcej odniosę się do kliku z nich bo choć z ogólnym przesłaniem się zgadzam to inaczej patrzę czy interpretuję poszczególne zarzuty.

Kuba słusznie ma zwyczajny żal o niemożność przełożenia meczu kiedy temperatura na zewnątrz to - 25C, nie jest miło ani sympatycznie, tylko najwięksi zapaleńcy są na to gotowi. Co dostają w zamian? Nic. Kto grał w piłkę w takich temperaturach wie jakie to wyzwanie, kopiesz kamień, tak to wygląda. Nie ma żadnej możliwości wykazania się umiejętnościami, techniką. Nie ma. Nie wiem co myśli Kuba i co przelało czarę goryczy ale dla mnie jednym z powodów coraz większego rozczarowania jest również poziom meczów. Spada z każdym rokiem a mecze przy - 25 poziomu przecież nie podnoszą. Kuba wspomniał o czapkach które trzeba zdjąć przy wyjściu na stadion. Ja akurat mogę to zrozumieć, identyfikacja itp . Nie mogę natomiast zrozumieć i wywołuje mój gniew sytuacja kiedy ja jestem zidentyfikowany i macany a inni chyba nie bo niejednokrotnie ilość dymu z rac nie pozwala mi obejrzeć meczu. Czyli zwykły pic na wodę, nas normalnych się sprawdza a innych "normalnych" nie? Ok, wiem, to nie tak, ale zwykły człowiek ma prawo do takiego widzenia tych spraw.

O samozadowoleniu C+ pisał nie będę, wiele krytycznych uwag choćby Pana Zbyszka aż nadto pokazuje błędy tej stacji. Nie jestem natomiast w 100% pewien że inny operator zrobiłby to lepiej.

W tym szczerym wyznaniu Kuby mi brakuje wartościowania problemów, a właściwe może inaczej nie zgadzam się z przebijającą tezą, że wszystkiemu jest winna spółka Ekstraklasa SA i PZPN. Oczywiście ich samozadowolenie jest nieakceptowalne ich nic nie robienie również ale moim zdaniem nie tu przede wszystkim należy szukać przyczyn frustracji takich kibiców jak ja i mi podobni. Moim zdaniem główne powody są dwa. Pierwszy o którym wspomniałem czyli z roku na rok spadający poziom (przypomnę ja pamiętam ligę z czasów Deyny, Gadochy), notoryczne osłabienie drużyn etc. Drugi to niestety trybuny. Był moment, w którym wydawało się, że cywilizujemy ten nasz ligowy byt, że zapijaczone mordy, typy z pod ciemnej gwiazdy szukające zaczepki to już przeszłość, niestety ale tylko wydawało się nam. Dostaniesz w ryj od "brata po szalu", za choćby to, że nie podzielasz jego fascynacji wywieszonymi a przeszkadzajacymi Ci płótnami. Fascynacja dopingiem, oprawami jest już dla mnie zwyczajnie chora, tym bardziej że z reguły doping a niejednokrotnie i oprawy z wydarzeniami piłkarskimi nie mają nic wspólnego. Tu jest pierwsza zasadnicza różnica między mną a Kubą. Druga jest taka że ja jestem gotowy i domagam się wymiany trybun. W przeciwieństwie do Kluby jestem przekonany, że nie dotyczy to jego ani mi podobnych. Jeśli więc PZPN i spółka Ekstraklasa zaczną konkretne działania ja je poprę choćbym musiał mieć z tego powodu jakieś niedogodności przez jakiś bliżej nieokreślony okres czasu. Dla mnie jedną z takich prób był zaprezentowany nowy regulamin kar. Kto zna Kubę wie jaki to purysta językowy i jaką wagę przywiązuje do szczegółów. W tym regulaminie znalazł się zapis o telefonach komórkowych, co u Kuby z góry przekreślało całą ideę. Szkoda bo jest nad czym dyskutować. Czyli następna znacząca różnica, zaostrzenie kar czy wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej wg mnie musi zostać wprowadzona bo już tzn ruch kibicowski decyduje o wszystkim i, jak to napisał Rafał Stec, trzyma nas za mordy. W przeciwieństwie do Kuby nie wierzę w jakieś nawrócenie, opamietanie, zbyt duży biznes. Jeśli coś mnie zasmuciło to paniczna reakcja prezesa PZPN pana Bońka pokazująca po raz wtóry kto włada polską piłką. Na pewno nie Boniek i tu zarzuty Garma do tego gremium są jak najbardziej zasadne choć on przedstawia inne kwestie ja inne. W przeciwieństwie do Garma jeśli będzie mnie stać na Ł3 będę stałym bywalcem choć młodzieńczego entuzjazmu we mnie już za grosz nie ma, a do przelania czary goryczy niewiele brakuje.

Ogólnie jestem z tych którzy uważają że proces naprawy powinniśmy zaczynać od siebie. Co to znaczy większość doskonale wie, dlatego też choć Garm w wielu kwestiach ma bardzo dużo racji to z takim rozłożeniem akcentów nie potrafię się do końca zidentyfikować.
2wtorek, 22, maja 2018 09:48
Dzynek
Powiem szczerze, że smutno mi się zrobiło po przeczytaniu. Także siedzę w tym od lat i teraz dopiero do mnie dotarło na ile paskudnych rzeczy zobojętniałem,niemożliwych w innych dziedzinach życia. Za pasję nie mam nawet poczucia minimum bezpieczeństwa na własnym stadionie, zaś na obcym jestem traktowany przez wszystkich jak zagrożenie i przestępca. Ale zbudowaliśmy sobie enklawę patologii.
3wtorek, 22, maja 2018 11:11
dalkub
Panowie

że Wam się jeszcze chce. Napisaliście o tym miliony słów i nic się nie zmienia, ba jest gorzej. Nie rozumiem jaki proces naprawy i że "od siebie" - od kogo? ode ciebie Senatorze? czy ode mnie? mam wrażenie, że to jest takie zawracanie kijem Wisły. W polskiej piłce jest jak jest i to się nie ma szansy zmienić w dającej się przewidzieć perspektywie. Patologia stadionowa to jeden z problemów, drugi to finanse i zaangażowanie miast jako sponsorów pseudopiłarzy, brak kasy na szkolenie młodzieży, brak kadry szkoleniowej bo płaci im się grosze więc wolą pracować za 100 pln za godzinę na siłowni odchudzając lub nie 45 letnią kobitę, brak infrastruktury do szkolenia dzieciaków itd.
I najważniejszy problem - brak ochoty do rozwiązania tych problemów, które wcale nie są nierozwiązywalne - trzeba chcieć
4wtorek, 22, maja 2018 15:06
MeM
i jeszcze mitologia na temat "niesamowitej atmosfery". pewnie rzeczywiście jest niesamowita jak się to widzi pierwszy raz. niestety po entym razie i kilku wizytach na stadionach w Hiszpanii, Niemczech i Anglii mam wrażenie, że nie ma przypadku w tym, ze nawet na "drewnianej" drugiej lidze angielskiej czy niemieckiej jest dużo więcej kibiców niż na naszej ekstraklasie
5wtorek, 22, maja 2018 15:25
Senator
@Dzynek
Ze dwie sprawy poruszone przez Garma władze piłki w naszym kraju mogą załatwić z marszu na już, tylko trzeba chcieć.
Nie mam natomiast żadnych złudzeń co do poprawy działań komisji licencyjnej. Trzeba by grać w 12 -14 drużyn.
Nie mam też złudzeń co do przywrócenia właściwej hierarchii na linii zarządzający kibice.
@Dalkub
Może rzeczywiście pisanie u nas na c-L aby zacząć od siebie jest nieco śmieszne. Natomiast masz szczerą nadzieję że jednak przesłanie jest jasne Smile
@MeM
To jest strategia, jak nie można sprzedać jakości trzeba sprzedać coś innego. W naszym przypadku emocje, dla mnie mocno naciągane ponieważ już nie raz pisałem, drużyny nie grają dla nas kibiców widzów. Grają tylko i wyłącznie dla punktów. Widać to wyraźnie w meczach gdzie przy korzystnym wyniku zaczyna się granie na jego obronę. To samo w drugą stronę, druzyna przegrywając wyraźnie przestaje walczyć.
Druga rzecz to wspomniana przez Ciebie mityczna atmosfera. Podoba się tym co nie znają drugiego dna i tym którzy są od wielkiego dzwonu. Trzeba przyznać że jest spora liczba osób która to kupiła. To jest podstawowa różnica którą ja zauważyłem będąc na kilku stadionach europejskich czołowych lig . Tam zdecydowana większość przychodzi dla piłki nożnej u nas duża część tylko dla pilnowanej przez kumatych atmosfery .
6czwartek, 24, maja 2018 21:19
Zbyszek
Przykro o tym pisać,ale wielu młodych ludzi ulega presji medialnej oraz środowiskowej. W ten sposób widzą świat jak obrazek internetowy i nie zauważają,że oprócz niewielu kibolstwa są miliony kibiców piłki nożnej w naszym kraju o czym świadczą chociażby milionowe zapisy na bilety na mecze reprezentacji oraz ilość widzów oglądających mecze reprezentacji oraz pucharów europejskich. Wczoraj prezes Miodsuki udzielił obszernego wywiadu, w którym racjonalnie wyłożył ,że nasza piłka ligowa jest wartościowym produktem.I to on ma rację. Mamy do czynienia w życiu z dwoma podejściami do produktu , jeden polega na tym,że reklama jest tak skuteczna,że dobrze sprzedaje się gówno tylko dobrze opakowane i drugi ,kiedy dobry produkt ginie w nieprawdziwych i krzywdzących krytykach. Mioduski jest świadom,że ludzie jako antidotum wybierają markę,ale na jej miano trzeba zapracować,zaś piłka ligowa jest nie tyle niedoceniana ile siedzą w niej ci, którym, gdyby mieli sprzedawać mercedesy to by ani jednego nie sprzedali, nie dlatego,że drogie,ale dlatego,że tłumaczyli by ludziom ile mają różnorodnych wad..W tym też kontekście Mioduski mierzy się z dramatyzmem wydarzeń w Poznaniu mówiąc,że one nie powodują,że Lech nie jest potrzebny polskiej piłce oraz głosi inne rewerencje pod adresem klubu z Poznania. Wiem,że konkurencja jest najlepszym sposobem na postęp i ogólnie zapewnienie dzięki niemu wszystkim korzyści. I w tym ogólnym pojęciu mieści się i potrzeba silnego Lecha. Tyle tylko,że Lech jest silnie chory i w nim jak w soczewce uwidacznia się większość patologii polskiej piłki.
Dlatego pozwolę sobie na polemikę z poglądem Mioduskiego na Lecha.
Po pierwsze zapewniam pana Mioduskiego,że nikt z kierownictwa Lecha tak ciepłych słów pod adresem Legii nie wypowie. Nie dlatego że boją się kiboli,ale dlatego,że sami żywią się nienawiścią do innych ,głównie do Legii i to oni narzucają ten ton wrogości , zamiast konkurencji.
Po wtóre , nie jest normalne,że kierownictwo tego klubu nie tylko ma hasło "Wszędzie byle nie do Legii",ale aprobuje kryminalne praktyki zastraszania i fizycznego szkodzenia mieniu piłkarzy chcących przejść do naszego klubu.
Po trecie.To kierownictwo Lecha postawiło tezę,że liczy się nie tyle zdobycie Tytułu ile detronizacja z niego Legii. Wygłaszano mowy , agitowano i wmawiano poprzez usłużne media,że mają i zakupili najlepszych do tego celu piłkarzy i trenera.
Po czwarte.Kiedy mogło dojść do wręczania medali na ich stadionie wymogli na Zarządzie ESy ,aby do tej ceremonii u nich nie doszło.
Po piąte.Przed rzeczonym meczem z Legią kierownictwo Lecha głosiło hasło,że tylko wygrana z Legią zwróci im honor i osłodzi gorycz przegranej w lidze.
Po szóste.Po ekscesach kierownictwo Lecha głosiło tezę,że nic wielkiego się nie stało i kara walkoweru jest wystarczająca. A jeden z ich piłkarzy po rozmowie z członkiem kierownictwa powiedział,że kibice mieli prawo do takiego zachowania.
Tylko te wyjęte z wielu przykłady, dowodzą,że pacjent jest ciężko chory.
Ja ma taki zwyczaj,że staram się pomagać,a nie odwracać dupą od problemu . To tak jak z upadkiem kogoś . Są tacy, którzy spieszą pomóc, są tacy co się gapią, są tacy, którzy obwiniają ofiarę,że nie zachowała ostrożności a są i tacy , którzy po prostu odchodzą, bo ich widok wypadku pozbawia dobrego samopoczucia.
Polska piłka wymaga leczenia, jeszcze nie reanimacji,a ten proces musi polegać na tym,aby kibice odbierali piłkę bandytom ,którzy ją nam kradną.Odejście każdego uczciwego kibica,takiego jak Ty Garmie to akceptacja dla tego stanu ciężkiej choroby, w której różne łobuzy mienią się być miłośnikami piłki i sportu.Oni są jej wrogami,a z wrogami należy walczyć. Albo przynajmniej zachęcać do walki i do wytrwania,a w żadnym wypadku nie wolno bandziorom ulegać i przed nimi kapitulować. Jeszcze i na naszej stronie ulicy zaświeci słońce.
7czwartek, 24, maja 2018 23:58
Senator
Panie Zbyszku Garm to perfekcjonista, kto go zna ten doskonale o tym wie. Ma zwyczajnie dość amatorszczyzny jaką choćby jest komisja licencyjna. Zapewne tak jak Pan i Pan Mioduski zna wartość ligi i może min dlatego szlak go trafia jak patrzy na to wszystko.
I jeszcze jedno, nie mylmy reprezentacji z Ekstraklasą. Dwa zupełnie inne byty pod każdym względem.
8piątek, 25, maja 2018 08:38
dalkub
Jak czytam komentarz Zbyszka: "Wczoraj prezes Miodsuki udzielił obszernego wywiadu, w którym racjonalnie wyłożył ,że nasza piłka ligowa jest wartościowym produktem.I to on ma rację." to zastanawiam się kto odleciał. Mioduski inaczej wypowiedzieć się nie może, bo on ten produkt firmuje i sprzedaje i albo do niego dokłada albo zarabia. Natomiast to że ktoś w miarę postronny, ale ogarnięty, łapie takie teksty jak ciepłą bułkę to mi się wierzyć nie chce. Nie mam ani siły ani ochoty aby udowadniać to że mamy do czynienia z chłamem, jakościową padaczką, które średnio ogląda około 10 tyś widzów na stadionie, gdzie nie można zapełnić stadionów ani na meczach ligowych, ani na meczach pucharowych. Można wciąż zaklinać rzeczywistość, ale proponuję w tym samym czasie obejrzeć mecz ligi polskiej, a następnie przełączyć kanał i zobaczyć jak grają w Belgii, czy Holandii o lepszych ligach nie wspomnę - to może być traumatycznym przeżyciem.
9piątek, 25, maja 2018 09:17
iocosus
Mhm, czegoś tu nie rozumiem, ale żebym samemu nie trafił kulą w płot i opacznie sytuacji nie zinterpretował, muszę się jednak upewnić.

Zbyszku, konkret, jak często bywasz na Ł3? Masz karnet i jesteś stałym bywalcem, czy też raczej wybiórczym? Jeżeli się mylę, to proszę o sprostowanie, ale mam być może złudne przekonanie, że w zestawieniu z Garmem w ostatnich powiedzmy 5 latach zaliczyłeś może z 10% wizyt na Łazienkowskiej, które były i jego udziałem. Przy ESA 37 mamy 19 ligowych meczów w sezonie w Warszawie plus puchary. Zakładam że „nałogowiec” - karnetowiec Garm dotychczas zaliczał zdecydowaną większość z nich.
Oczywiście „wybiórczość” może być wytłumaczalna na wiele sposobów, autonomicznych związanych z indywidualnymi uwarunkowaniami, nie zmienia to jednak faktu zmiany statusu stadionowego kibica, szeregowiec powinien zaakceptować swój stopień a nie udawać pułkownika lub generała. Jestem samemu wybiórczym gościem na Ł3, kiedyś podjąłem podobną decyzję do obecnej Garma, mogą mi o to robić wyrzuty na przykład i Senator i Kibic50 i inni ze „starych” za to ciągle stałych bywalców, ba, sam Garm mógł na mnie patrzeć z pobłażaniem, ale zakładam Zbyszku, że Ty również jesteś jedynie wybiórczym gościem na trybunach.
Garm podjął decyzję, że dołącza do grona kibiców w rodzaju Zbyszka (w domyśle?) i iocosusa (w rzeczywistości) i nie wiem czy akurat oni mają prawo żeby za to go ganić?

Natomiast sprawa jest poważna „globalnie” w kontekście zmiany struktury trybun. Kilka lat temu, ale już za Leśnego mieliśmy w gronie kilku kibiców okazję porozmawiać z jednym z pracowników klubu. Karty klubowe i rejestracja wejść na stadion na ich podstawie dają możliwości analiz. Na tej podstawie okazywało się że zdecydowaną większość trybun stanowią – „małolaci” do trzydziestego roku życia. Takie były dane. Po trzydziestce „aktywni” kibice się wykruszają. Oczywiście część „ubytku” jest społecznie wytłumaczalna, wraz z wiekiem z osobistym rozwojem i z podejmowaniem innych nowych życiowych ról aktywność stadionowa w naturalny sposób ma prawo zmaleć, czyli kwestie doczesne determinują wpływ na hobby czy też nałóg jakim jest kibicowanie. Ale , … ale wydaje mi się, że jednak są i szanse żeby „nałogowiec” po trzydziestce, czterdziestce, pięćdziesiątce, sześćdziesiątce, pozostał przy „stadionowym” narkotyku w większym wymiarze niż to ma obecnie miejsce w Polsce. Tylko do tego muszą być spełnione określone warunki, deklaracja Garma jest jedną z podstaw do zastanowienia się i do dyskusji nad tym. Decydenci i klubowi i związkowi powinni pochylić głowę nad strukturą trybun i co z tego wynika!?
10piątek, 25, maja 2018 18:53
Zbyszek
@Senator.
Nie chcę być adwokatem Garma,bo on sam daje sobie radę,ale Spółka Akcyjna Ekstraklasa SA to był dobry pomysł. Tylko,że ta instytucja to są konkretni ludzie, bo w jej skład wchodzą przedstawiciele, z reguły prezesi klubów,a ci są powiązani różnorakimi więzami i zależnościami z najbardziej ekstremalnymi chuliganami, często o przeszłości kryminalnej.Więc oczekiwanie od nich,że nagle zaczną oni zwalczać patologie stadionowe jest mrzonką. Władze klubów w Polsce chcą być jak Piłaci czyli mieć czyste ręce, jednocześnie chcąc, aby piwo które często sami nawarzyli ktoś inny za nich wypił.Prezes Mioduski wszedł w to środowisko i powtarza te tandetne slogany o tym,że to Państwo powinno rozwiązać problem. Owszem władze państwa mają swoją pracę domową do odrobienia i muszą jak najszybciej reagować Ale ja się często zastanawiałem skąd u poważnych ludzi, często biznesmenów takie przesadne umiłowanie łobuzów.I równie często rozmyślałem o tym jak ich zmusić do działania. Uważałem,że skuteczne powinny być wysokie kary finansowe ,bo ci panowie nie lubią jak się sięga do ich kieszeni, zdecydowanie bardziej wolą sięgać do cudzych. Ale na tym etapie rozwoju z człowieka w kierunku powrotu do małpy wydaje się,że PZPN powinien sięgać po kary degradacyjne i taki przykładowo Lech powinien wylądować w II lidze, zaś np. Minister Spraw Wewnętrznych powinien mieć prawa likwidacyjne w stosunku do klubów za nagminne rażące łamanie prawa. Oczywiście . to wszystko po rzetelnych i wszechstronnych postępowaniach. Ale przecież nie można dłużej tolerować toksycznych związków władz klubowych z bandziorami oraz celowego nie eliminowania ich ze stadionów za ujawnione naruszenia porządku poprzez zakazy stadionowe.
Ktoś powie,że czepiam się tylko Lecha. O Legii zwłaszcza za prezesury Leśnodorskiego mógłbym napisać dużo więcej i mocniej,ale nie mogę się tą wiedzą podzielić, gdyż osoby , które udzieliły mi informacji nie zgodziły się na to.Sam też dysponujesz sporą wiedzą.
A co do różnicy pomiędzy reprezentacją a Ekstraklasą to to i to jest piłką i tu i tu są kibice , ci sami, tylko,że tych reprezentacyjnych jest większa ilość.Ale pamiętam te czasy, o których Senatorze zapominasz,że na reprezentacji wieszano psy,a szanowana była piłka klubowa. Dlatego przy ocenie i analizie zjawisk nie można kierować się modą i teraźniejszością. bo dziś jest tak, a jutro może być inaczej.Mnie w tym porównaniu chodziło o to,że są w Polsce i inni kibice i to na nich a nie na bandytach należy budować przyszłość co podchwycił Iocosus,ale jak to u niego problem spłycił, gdyż używa zbędnych argumentów ad personam.

@Iocosus.
Nie trzeba bronić Garma,bo tam gdzie ma rację to nikt mu jej nie odbiera,a tam gdzie błądzi to trzeba mu to wytknąć.Zgodnie z zasadą " Bliskim przyjaciele jest mi Garm ,ale bliższym prawda".
Jednocześnie żyjesz w takim już anachronicznym przeświadczeniu,że kibic na stadionie jest tym lepszym od tego w kapciach.W dobie telewizji ten pogląd nie wytrzymuje krytyki. W wielu krajach to pieniądz telewizyjny jest podstawą utrzymania klubów i telewidz jest tym ważniejszych,a pobyt na trybunach jest przywilejem na który trzeba zasłużyć,a nie robieniem łaski w rodzaju straszenia bojkotem. W takiej Anglii, Hiszpanii czy Niemczech , gdyby łobuzy użyły argumentu bojkotu to setki tysięcy by ich do tego zachęcały,aby zająć ich miejsce na trybunach.Powiesz,że my jesteśmy w Polsce. To ja zapytam słowami z "Króla Ubu" " W Polsce czyli gdzie?".
A ja Garma nie krytykuję za to,że nie chce chodzić na stadion tylko za to uleganie niesprawdzonym pogłoskom,że nasza piłka ligowa umarła co może rzeczywiście prowadzić do depresji. Ja tylko zauważam,że ona jest chora i wymaga leczenia.
@Dalkub.
Naprawdę myślisz,że te błazny kanałowe mają choć cień racji. Ich prędzej z ich obrzyganiem szlag trafi niż naszą piłkę.

.
11sobota, 26, maja 2018 01:09
a-c10
@ Senator:

nie zgadzam się z przebijającą tezą, że wszystkiemu jest winna spółka Ekstraklasa SA i PZPN

A, przepraszam, kto inny? Kto organizuje te rozgrywki? Ty? Garm? Iocosus? Bo mnie się wydaje, że jednak ESA. Tak, ta sama ESA, która robi wrażenie, jakby istniała jedynie w dwóch celach: a) opowiadać niestworzone dyrdymały o tym, jaką to niby wielką kasę zgarnie za następny kontrakt telewizyjny; b) zapewniać koledze CTP (pozdrawiam) retoryczny worek treningowy. I szlus. Ani słowa o tym, żeby:

# koordynować wspólne działania klubów na rzecz poniesienia poziomu sportowego;

# podejmować również wspólne wysiłki celem poprawy bezpieczeństwa i komfortu obserwowania spotkań;

# nie inaczej wspólnie promować rodzimą piłkę, docierać z nią do nowych odbiorców;

Plus jeszcze wiele, wiele innych. Kto inny miałby to robić, Senatorze? My - czy raczej, od dłuższego już czasu - Wy tutaj, na Czarnej-eLce i w pokrewnych miejscówkach? Dalkub ma rację. Ograniczając się tylko do tego zakątka sieci, od jego zarania napisaliśmy już całe tomy różnorakich pomysłów na poprawę sytuacji. Niektóre z nich były dobre, inne... jeszcze lepsze. I co z tego? Zmieniło to cokolwiek, choć odrobinkę?

Mam silne wrażenie, że już kiedyś o tym rozmawialiśmy, ale co tam, w razie czego przepraszam za repetę: mówi się dość powszechnie, że futbol to biznes. Wiesz co, Senatorze? Każdy biznes piałby z zachwytu, gdyby dostał taką bazę fanatycznie* lojalnych klientów. Bo jak mi nie pasuje Santander, idę do Aliora. Źle mi w Orange? Pakuję manatki i przeprowadzam się do Playa. Cisną mnie trampki z kotem? Następnym razem kupię takie z fajką. Etc., etc., etc. Tymczasem choćbym nie wiem jak wkurwił się na Cracovię, nie zacznę kibicować Legii. Ani Pogoni. Ani, w cholerę, Górnikowi. A tym bardziej jakiejś tam Barcelonie. I z Wami jest przecież identycznie, co zresztą punktuje w swym tekście Garm. Niestety, nasze kluby - i pojedynczo, i zbiorowo, jako liga - nie tylko nie doceniają tej lojalności, ale bezczelnie na nią żerują. Bo nie zniechęci nas ani "mecz" (cudzysłów nieodzowny) w temperaturze -20, ani "transfery" (jw.) jakichś wyplutych przez poważny futbol połamańców, ani szkoleniowe pozoranctwo, ani wyczyny pajaców z gwizdkiem, ani to, ani tamto, ani siamto. A przynajmniej do pewnego czasu nie zniechęcały. Garm właśnie wysiadł z tej popapranej karuzeli i bardzo efektownie - choć, założę się, łykając żal - obwieścił to światu. Cała masa ludzi (w tym m.in. ja) wysiada po cichu, bez rozgłosu. Ot, po prostu: przestajemy chodzić/jeździć na mecze i oglądać je w telewizji. Zaczynamy - jak normalni ludzie - rytm życia podporządkowywać rodzinie, pracy, itp., nie zaś ligowym kolejkom. Czy ktoś w ESA robi cokolwiek, by zatrzymać, a najlepiej odwrócić ten trend? A guzik. Było, owszem, parę światełek w tunelu. Nieodmiennie jednak okazywało się, że to kolejny towarowy wiozący nam dokładkę tego samego gruzu i szlamu. Poza tym dokładnie jak w tekście Garma stoi: jeszcze jedna porcja gładkich, kompletnie pozbawionych znaczenia, beznadziejnie pustych zdań.

PZPN? Z całym szacunkiem dla Zbyszka, śmieszy mnie do rozpuku mierzenie potencjału polskiej piłki frekwencją na meczach kadry. Wiecznie samozadowolony prezes Bonio, zamiast wiecznie przeć na szkło, powinien chyba regularnie organizować dziękczynne pielgrzymki do Dortmundu, Monachium, Turynu, Sewilli i gdzie tam jeszcze wyprodukowano nam trzon reprezentacji. I całować po stopach ludzi, którzy tego dokonali, bo bez nich to już sawsiem bylibyśmy w ciemnej dupie.

* scusi, wiem że nie lubisz tego słowa, ale nic innego mi nie pasowało.
12sobota, 26, maja 2018 01:53
a-c10
@ Zbyszek:

Przepraszam, ale odpłynąłeś tak daleko, że aż zaczynam się z troską zastanawiać czy w ogóle masz jeszcze pojęcie którędy do najbliższego lądu.

Prezes Mioduski, powiadasz? O, czyżby to ten sympatyczny z pysia mitoman-gawędziarz, co to zatrudnia trenerów na lata, by zwalniać ich po tygodniach? Czyżby ten sam, który ledwie parę dni temu przekomicznie poważnym tonem zapewniał, że w razie czego Mistrz spoza Warszawy zostałby przy Łazienkowskiej odpowiednio uhonorowany? Widzisz, ja nadal nie jestem pewien, czy to ostatnie to na serio było, czy tylko taki prank. Gdyby jednak to pierwsze, to bym panu prezesowi polecił łyknąć sobie czasem ociupinę lecytynki. Bo ja jeszcze pamiętam jaki cirkus i skandalozę potrafią odstawić Wasi milusińcy. On najwyraźniej niekoniecznie.

A teraz znowu coś tam opowiada o potencjale. Niezłe, niezłe, nie najgorsze. On sam ma nielichy potencjał. Kabaretowy. Gdyby tak rzucił w cholerę te biznesy i - zwłaszcza - futbole, w których się ewidentnie marnuje, a zajął się stand-upem, wszyscy artyści z tej branży, od Bugu po Odrę i od Bałtyku po Tatry, musieliby zacząć drżeć przed konkurencją. Póki jednak tak nie zrobi, to - coś mi się tak po głowie pałęta - jego obowiązkiem powinno być nie zabawianie publiki udatnymi szmoncesami, a praca nad tym, o czym raczył wspomnieć.

Z drugiej strony, Ty go zamierzasz zachęcać do działania wysokimi karami, tak? Jego, Rutkowskiego, Filipiaka i resztę tej topniejącej garstki pomyleńców, którym jeszcze się chce łożyć własne pieniądze na polską piłkę? Nie no, to ja wszelkiego powodzenia życzę. Na ich miejscu pokazałbym Ci palec, zabrał swoje zabawki i - przede wszystkim - fundusze i znalazł jakieś inne hobby, zostawiając jednocześnie całość rodzimej kopanej w rękach klubów magistrackich. Tam się kar nie boją. Bo co, w razie czego pan zapłaci, pani zapłaci, społeczeństwo zapłaci. Zwoła się nadzwyczajną sesję rady, przyklepie paromilionowy dorzut do klubowego "budżetu" (po raz kolejny nie mogę się obyć bez cudzysłowu) i jechane.

Na koniec: znam Garma nieporównywalnie słabiej, niż Senator, ale trochę znam. Na pewno wystarczająco, by wiedzieć, że nie jest to człowiek, który ulegałby niesprawdzonym pogłoskom, internetowym obrazkom i innym przelotnym impulsom tego typu.

A, zapomniałbym: odraza do C+ przesłania Ci trzeźwy osąd. Naprawdę uważasz, że byłoby lep... eee... mniej fatalnie, gdyby ligę transmitował Polsat, TVP, Eleven, czy - w cholerę - Viva Zwei? Tak? A, jeśli można spytać, na jakiej podstawie?

pees.
Nie, nasza piłka ligowa ani nie umarła, ani nawet nie umiera. Podobno umierającemu tuż przed śmiercią robi się trochę lepiej. W przypadku Ekstraklasy niczego takiego zaobserwować nie sposób.
13sobota, 26, maja 2018 08:08
dalkub
Zbyszek

mi "błazny kanałowe" nie są do niczego potrzebne żeby dostrzec syf polskiej piłki - oglądam ją od wielu lat, mniej wiecej tyle co Garm. Mam na tyle zdrowego rozsądku, jakiejś wiedzy na ten temat, że potrafię to ocenić. Ja nie oglądałem w tym sezonie ŻADNEGO meczu Eklapy poza Legią - część na stadionie część w tv. Nie jestem w stanie zmusić się do oglądania wyrobu piłkarskopodobnego mogąc obejrzeć wyrób pełnowartościowy, czy np koszykówkę w wykonaniu NBA, rugby, piłkę ręczną LM. Nie jestem w stanie się do tego zmusić, a i na meczach Legii często dostaję mdłości jak patrzę na "wyczyny" oglądanych tuzów.
Jeszcze do tzw. błaznów - ja oglądam także inne kanały i nie wydaje mi się żeby ci z C+ byli gorsi od tamtych - jedni i drudzy są słabi albo przeciętni i zmiana tych an tamtych nic nie zmieni. Inna sprawa że jak dla mnie komentatorzy i ich opowieści są problemem numer 35 w hierarchii problemów polskiej skopanej.
14sobota, 26, maja 2018 08:57
CTP
"Ja nie oglądałem w tym sezonie ŻADNEGO meczu Eklapy poza Legią"
I, prawdopodobnie, żadnego meczu spoza naszych granic poza Realem, Bayernem czy Liverpoolem. Zgadłem?
Chyba zgadłem, bo gdybyś obejrzał, dajmy na to, mecz z dolnej połówki Bundesligi, to nie byłbyś aż tak krytyczny i kategoryczny w swoich osądach. Widzisz, ja czasami oglądam i np. ta nasza Legia wcale tak nie odstaje poziomem czy jakością od tamtych zespołów. Tam też są piłkarze tacy jak Hlousek, który jak dostanie piłkę na swoją prawą nogę, to woli wywalić ją w aut, niż podać do kolegi i tam też są piłkarze, którzy kopią piłkę z rzutu rożnego na wysokości jaj pierwszego obrońcy.
15sobota, 26, maja 2018 12:13
Garm
Nie uważam, żeby liga była martwa. Sądzę wręcz, że może "znakomicie" funkcjonować w obecnym stanie przez wiele lat (tzn. dla działaczy będzie to znakomicie, przynajmniej dla tych, którzy koszą kapuchę od samorządów i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje działania). Wyzbyłem się za to wszelkich nadziei na możliwą poprawę. Środowisko jest zgniłe, do cna zepsute i niezmiennie zachwycone własną cudownością. Proszę porozmawiać z kimkolwiek mającym udział w jakichkolwiek idiotycznych decyzjach ESA albo PZPN-u: żeby zbliżyć się choć do tego poziomu samozadowolenia, musiałbym chyba kongenialnie przetłumaczyć "Makbeta", a na to się nie zanosi.
16niedziela, 27, maja 2018 09:08
dalkub
CTP

no więc nic bardziej mylnego - oczywiście nie mam czasu ani ochoty oglądać meczów typu Benevento - Sassuolo czy Girona - Eibar, ale chętnie oglądam mecze także drużyn słabszych niż wymienione. Tak ja wiem że nie każdy jest Salahem czy Kanem, Ronaldo czy Messim, ale wiem też że niejaki Olkowski nie łapie się do składu spadkowicza z Bundesligi a niejaki Kapustka zagrał chyba z 6-7 meczy w Bundeslidze i trener go odstawił - Freiburg. To nie dlatego mamy Hlouska w Legii że chcieli go w Stuttgarcie po spadku z Bundesligi. Wszyscy wyżej wymienieni spokojnie graliby w polskie eklapie i byliby w czołowych klubach być może i w reprezentacji.
Zawodnikiem roku został gość z 3 ligi hiszpańskiej i wyprzedził innego hiszpańskiego 3 ligowca oraz 38 letniego bramkarza.

Taki to jest poziom megaaaaaaaa.
17niedziela, 27, maja 2018 11:43
CTP
@dalkub
Ja to bardziej pisałem w kontekście naszej Legii a nie całej ligi.
Jeśli chodzi o to drugie, to się w całości z Tobą zgadzam i nie mam kompletnie żadnych złudzeń, co do przyszłych osiągnięć takich zespołów jak Górnik, Jaga czy Lech w najbliższej edycji europejskich pucharów. Przecież wystarczyło, że legioniści po prostu się ogarnęli, zaczęli grać to, co potrafią i bez większych przeszkód zdobyli dublet. Dlatego też twierdzę, że krytykowanie w czambuł zimowych transferów jest mocno nieuprawnione. Ot, np. taki Phillips, moim zdaniem, za wyjątkiem 1-2 meczów, gdy wrócił po kontuzji, prezentował naprawdę solidny poziom.

Natomiast, zupełnie inną sprawą jest to, co przed nami. I ja muszę przyznać, że z wielkim niepokojem czytam wywiady z Prezesem, który mówi, że transfery, to będą raczej uzupełnienia. A ta kandydatura Brzęczka, to już w ogóle jakieś kuriozum.
18wtorek, 05, czerwca 2018 20:04
Zbyszek
@A-c10.
Przepraszam,że z opóźnieniem,ale "zarobiony "jestem.
Moje stanowisko tyczące polskiej piłki znasz, prezentuję je po raz kolejny w Zezie cz.68, Co czynię zresztą od wielu lat, jeszcze od czasów BzK. czyli mam aspiracje na miarę naszych możliwości, w związku z czym nie doznaję rozdwojenia jaźni i nie bywam nieszczęśliwy z tego powodu,że nie mamy piłki ligowej na poziomie Anglii, Niemiec, Włoch, Hiszpanii czy Francji. Jeżeli pod względem przychodów nasza ESa plasuje się na 20 miejscu w Europie to nie trzeba czytać "FutbonomiI",żeby wiedzieć,że wyżej dupy nie podskoczymy.
W odróżnieniu od wielu ja jestem zawodowcem ,a nie amatorem kwaśnych jabłek i ode mnie współczucia dla panów, których wymieniłeś i wielu innych nie usłyszysz. Albo to co robią niech robią profesjonalnie,albo fora ze dwora. Nie słyszałem ,a by im ktoś spluwę do głów przykładał i zmuszał tym sposobem do działania w piłce.A,że chcieliby być Adamami i Piłatami to ja rozumiem,ale nie popieram. Bo ci panowie nie robią tego co powinni robić w walce z bandziorami czyli nie wydają zakazów stadionowych znanym sobie i ujawnionym łobuzom i tym samym stają się ich poplecznikami i wspólnikami.Bo rzecz jest prosta,albo ktoś jest po stronie dobra,albo zła.Historia dowodzi,że nie ma tak dobrych praw,aby trzymać w szachu złych ludzi. Musimy mieć więc dobrych ludzi,aby trzymali w szachu złe prawo.
Podobnie jest z tym pajacami z Kanału.Pytasz czy inni byliby lepsi. Zapytaj : czy ktoś może być jeszcze gorszy. Ja nie mam większych pretensji do pracujących tam dziennikarzy tylko do tych byłych piłkarzy, którzy w piłce niewiele, albo zgoła niczego nie osiągnęli, umoczeni byli w korupcji po uszy i wbrew faktom twierdzą,że kiedyś kiedy oni grali to był poziom, ,a teraz to jest dno.To wtedy była cuchnąca kloaka. Dziś sędzia się myli ,ale nie drukuje meczów, dziś prawie każdy może wygrać z każdym i nie ma patentu na wygrywanie tzw. faworytów przy pomocy kasy. Mnie cieszy,że chorobliwie ambitni panowie jak jeszcze nie tak dawno nie kupują sobie tytułów. Jak ktoś nie pamięta to przypominam i niech z łaski swojej szamba z perfumerią nie porównuje.
I w tym miejscu nie mogę się powstrzymać do rozważań natury ogólniejszej. choć przecież tyczących opisywanych zjawisk.
Jesteśmy świadkami bezustannego zagrożenia płynącego od nadmiaru krytyki i niesprawiedliwych osądów.Ta opinia nie wynika z wyobraźni,ale jest oparta na obserwacji i na faktach co można wykazać na przykładach.
Na przykład dwa absolutnie podstawowe określenia "dobry" i "zły" opisujące dwa pierwotne odczucia nie są prawidłowo używane. Nikt kto doświadczył zła , nie nazwie go dobrem,ale przecież dobre rzeczy bywają nazywane złymi.Istnieją rzeczy złe same w sobie jak np. ból. Nikt nie powie,że np. ból zęba jest dobry.Ale już np. nóż, który kroi tępo i z trudnością nazywany jest złym nożem , chociaż na pewno nie jest zły.Może tylko nie jest tak dobry jak dobrze naostrzone noże,Nóż nigdy nie jest zły, pominąwszy skrajne przypadki kiedy tkwi wbity w czyjeś plecy.Taki nawet tępy nóż w epoce kamienia łupanego nazywany byłby cudem.To co nazywamy np złym nożem jest dobrym nożem,ale nie na tyle dobrym,aby zaspokoić nasze hrabiowskie podniebienia czyli mają te rzeczy tę wadę,iż nie dorastają do naszych wyższych oczekiwań.Wielkie okresy dziejów ludzkości uważamy za złe czasy nie dlatego,że tamte czasy były złe,ale dlatego,że nasze są lepsze.W sumie to nie jest fair,że uważamy za złe coś co było przecież wystarczająco dobre,aby dać asumpt do ulepszeń. To tak jak by człowiek wspiął się wysoko i odrzucił drabinę dzięki której się wspiął.Wydaje się,że postęp powinien oznaczać coś więcej niż to ciągłe ojcobójstwo.I jak w tym kontekście można nazwać tych, którzy z maniackim uporem gardzą postępem i cywilizacją nazywając ją nic nie wartą i powiadając,że w obronie jej dobra nie poświęcą nawet jednego słowa.Chyba w tej bezsensownej i bezmyślnej krytyce wszystkich i wszystkiego poszliśmy za daleko i zaczynami zżerać własny ogon.W każdym razie ja znacznie bardziej od dziegciu i żółci wolę źródlaną czystą wodę. Czego i Tobie życzę pozdrawiając.
19środa, 06, czerwca 2018 01:47
a-c10
@ Zbyszek:

Nie mam do nikogo pretensji za to, że Ekstraklasa nie konkuruje z ligą hiszpańską, angielską, niemiecką, włoską, czy francuską. Bądźmy szczerzy: ani nigdy tak nie było, ani w przewidywalnej przyszłości nie będzie.

Uważam natomiast, że z potencjałem (sic) naszej demografii i tradycji śmiało moglibyśmy - i powinni! - gonić Belgów, Holendrów, Portugalczyków, etc. Zostawmy to jednak, w chwili obecnej taka perspektywa jest naprawdę baaa...aaardzo odległa.

W takiej znacznie bliższej: marzy mi się - i na to słówko na "m" chciałbym położyć silny nacisk - abyśmy przestali odczuwać nerwowy niepokój, przechodzący w paniczny strach, przed starciami z ekipami z Azerbejdżanu, Kazachstanu, Mołdawii i innych, nikogo nie urażając, podobnie egzotycznych lig. Ale to też zostawmy.

Bo tak naprawdę, w takim bardzo podstawowym sensie to chciałbym, aby od oglądania Ekstraklasy przestały mi krwawić oczy. Aby panowie "piłkarze" mogli wreszcie pozbyć się tego cholernego cudzysłowu. Aby nie wywracali się o własne kopyta i umieli wymienić choć kilka podań bez posłania piłki w ogórki, bądź sprezentowania jej przeciwnikowi. Aby ich boiskowymi poczynaniami zaczęła choć odrobinę rządzić logika, a nie Jego Wysokość Przypadek.

Chciałbym również, aby w/w logika zagościła w działaniach naszych, ekhem, włodarzy. Żeby choć raz na jakiś czas człowiek mógł przestać się zastanawiać, czy bardziej go śmieszą, czy irytują, czy też może najbardziej to mu w ogóle ich żal. Żeby po kolejnych ich wypowiedziach przestały opadać mi ręce.

To naprawdę tak strasznie dużo? Bo jeśli, to widzisz, jakoś mi się nie zdaje, abym miał hrabiowskie podniebienie. Mój nóż nie musi mieć rękojeści ze słoniowego kła ani fantazyjnych inskrypcji na ostrzu. W zupełności wystarczyłoby mi, gdyby po prostu kroił. A że nie kroi, to na pewno ze smutkiem, ale jednak wstaję od stołu. Nie mam zamiaru dłużej się męczyć z tym tępym, plastikowym ersatzem.
20czwartek, 07, czerwca 2018 17:01
Zbyszek
@A-c10.
Nawet nie wiesz jak się ucieszyłem,że znowu "Łapiemy się za bary".
I czuję się przymuszony zwrócić uwagę na fakt,żeś wziął pod rozwagę nóż,a ojcobójcy nie zauważyłeś.Wielu z tych , którzy nasączają nasze umysły jadem bez piłki kopanej byliby nierozpoznawalni i pewno bez znaczenia. Oni są synami tej naszej piłki i oni ją podłymi słowy mordują. Stąd i mój wtręt,że nóż może być zły jak zostaje wbity w plecy własnego ojca.
A teraz wytłumaczenie moich porównań.
W poprzednim wpisie zarzuciłeś mi prawie wprost,że nader frywolnie i bez należytego respektu piszę o , pożal się Boże, "dobrodziejach" naszej piłeczki umiłowanej.A ja żyłem w przekonaniu,że ja ich bronię.Trudno mi jak widzisz przywyknąć do pretensji,że atakuję kogoś kogo z całych sił chciałem wesprzeć.W większości dyskusji przypada mi los raczej wstrętny , smutny i wykrętny.Na tej stronie i nie tylko stało się regułą, poza niewielkimi wyjątkami,że człowiek z którym się nie zgadzam myśli,że robię z siebie błazna, podczas, gdy człowiek z którym się zgadzam , myśli,że on przeze mnie wychodzi na błazna.Panuje bowiem takie jakieś tajemne przekonanie,że ktoś , kto traktuje temat serio, nie może go opisywać w sposób satyryczny, z dystansem ,ani ilustrować, czasem groteskowymi przykładami.A przecież prawda jest dostojna w każdej formie w jakiej chcemy ją ukazać.Ja uważam wręcz za swój obowiązek używanie metafor, bo to świadczy o szacunku dla opisywanego zagadnienia.

Jest rzeczą niewątpliwą i dyskusji niepodlegającą,że nasza piłka ewoluuje w dobrym kierunku i że jej rozwój następuje. Oczywiście są tacy, nazwijmy ich z dobroci serca malkontentami, którzy przytakują,że postęp owszem jest ,ale za mały. I ja nie widzę możliwości z tym tandetnym banałem walczyć. Bo jak to zmierzyć.To tak jak z zarobkami, nikt nie powie,że zarabia za mało. Ale też kiedy wspomnimy o rozumie nie powie,że ma go za mało.Smile
Ten postęp dokonuje się nie tylko w infrastrukturze stadionowej,ale w przygotowaniu fizycznym,taktycznym i organizacji gry.Właściwie balastem w dalszym rozwoju staje się duża część tego co nazywamy kibolstwem.Kiedy porozmawiasz z tzw, zwykłymi ludźmi to przekonasz się,że oni piłkę klubową nie oceniają przez pryzmat jej poziomu,ale przez bandytyzm na trybunach i wokół nich. Artykułując to wprost trzeba sobie uświadomić,że nie poprawi się na pozytywne postrzegania naszej piłki w oczach ogółu społeczeństwa, jeżeli bandytyzmu z niej nie wyeliminujemy. Jest to także warunek sine qua non zainteresowania inwestycyjnego kapitału w naszą piłkę.Tylko,że nasi , pożal się Boże , właściciele klubów tego prostego przełożenia nie rozumieją. Na tym zasadza się ten paradoks o którym pisałem,że dla włodarzy naszych klubów blatowanie się z bandziorami jest normą z jednej strony,a z drugiej chcieliby,aby od tego przeklęśtwa i pęt ktoś ich uwolnił.Ja tylko zaapelowałem, aby ich jakoś zmusić,aby wybrali dobro, a nie zło.
Niestety z przykrością muszę się zgodzić z oceną wypowiedzi prezesa Mioduskiego.Ja rozumiem,że ludzie, którzy się nie znają na czymś powtarzają banały jak jakieś odkrycia Ameryki. Tylko,że kiedy banały opowiada np. Strejlau, to ja wiem,że on wie o czym mówi. Natomiast , kiedy Mioduski przedstawiając Klafuricz ględzi o zarządzaniu szatnią to ja i wielu innych wiedzą,że on nie ma bladego pojęcia o czym mówi.Tematu nie rozwijam. Bo nóż się kieszeni otwiera.
21poniedziałek, 11, czerwca 2018 01:45
a-c10
@ Zbyszek:

Ja też przepraszam za zwłokę. Wygląda na to, że w temacie "dobrodziejów" obaj opacznie się zrozumieliśmy. Cóż, bywa. Wcale nie chodziło mi o jakiś przesadny, a rzekomo im należny respekt. Bardziej o to, że postulowane przez Ciebie drakońskie kary byłyby przeciwskuteczne. Najprawdopodobniej zaowocowałyby bowiem zwinięciem żagli przez tę ostatnią garstkę Filipiaków, Mioduskich, Rutkowskich i reszty. A tego, mimo wszystkich wad w/w, zdecydowanie bym nie chciał.

Co do określenia wagi problemu bezpieczeństwa na stadionach i ogólnego wizażu trybun, oczywiście jak najbardziej się zgadzam. Przy czym im dłużej o tym myślę, tym bardziej staję się orędownikiem odpowiedzialności zbiorowej. Rozumianej jednak nie jako dążność do karania ogółu za winy jednostek, a jako wspólnotowe działania w wiadomej sprawie prowadzone przez wszystkie kluby. Zobacz, stadionowa bandyterka może sobie wzajemnie ubliżać. Może się zapewniać o "dozgonnej" nienawiści. Może zrywać stare sojusze i zawierać nowe. Może nawet - halo, Kraków...? - nawzajem się zabijać. Gdy tylko jednak pojawi się cień zagrożenia dla jej wspólnych interesów, natychmiast zapomina o wszelkich animozjach i zwiera szyki. Po drugiej stronie barykady zupełnie tego nie ma. Coś tam kiedyś próbowała Legia, jeszcze za ITI. Coś kombinował Osuch w Zawiszy, Bednarz w Wiśle, a teraz Filipiak w Cracovii. Ja już nawet nie chcę się zagłębiać w oceny jakości poszczególnych prób, bo i nie ma to specjalnego sensu. Grunt, że wszystkie te działania były, są i pozostaną skazane na niepowodzenie, bo prowadzą je pojedyncze podmioty. Dramatycznie brak mi w polskiej piłce świadomości, że my nie mamy problemu z kibicami (kibolami, pseudokibicami, jak zwał, tak zwał) Lecha, Legii, Cracovii, Wisły, Arki, etc. Mamy problem z luźno powiązaną i jeszcze luźniej związaną z konkretnymi klubami grupą ludzi, która uparcie psuje nam produkt. Nasz wspólny produkt pod nazwą "polska piłka ligowa". Jestem głęboko przekonany, że dopóki tego nie dostrzeżemy, pozostaniemy - wybacz - w ciemnej dupie.

Dlatego też uważam, że w wiadomej sytuacji pan Mioduski potwornie się wydurnił. Co on chciał w ten sposób osiągnąć? Wbić szpilę Rutkowskim? Pokazać jaki to on sam jest cacy, a jego, ekhem, koledzy z Poznania be? Cóż, chuligance tylko w to graj.

Co zaś się tyczy "łapania się za bary"Wink Jest rzeczą niewątpliwą i dyskusji niepodlegającą,że nasza piłka ewoluuje w dobrym kierunku i że jej rozwój następuje.

Eee... naprawdę? Cóż, nazwij mnie malkontentem, ale ja tego rozwoju i dobrego kierunku nie widzę. Co gorsza, dostrzegam stały regres. Owszem, stadiony nam wypiękniały, a transmisyjnych zabawek nie musimy się od dawna przed nikim wstydzić. Niestety, gwóźdź programu robi się coraz bardziej pordzewiały. I o to, podobnie jak Garm, mam pretensje do "dobrodziejów". Wiecznie uśmiechnięte pyszczki, okrągłe frazesy, wydumane opowieści o wizjach, koncepcjach i innych banialukach. I tak od lat. A gdy przychodzi co do czego, na boisko wybiega banda z sezonu na sezon coraz bardziej nieudacznych, piąto-, szóstorzędnych grajków, którzy pozorują grę w piłkę. Jak na moje, jest to zwyczajnie słabe. Długo wierzyłem w te gładkie farmazony. Długo przyjmowałem wodolejstwo. Wygląda jednak na to, że ucho mojego dzbana definitywnie się oberwało.
22poniedziałek, 11, czerwca 2018 20:57
Zbyszek
@A-c10.
Ja nie mam przekonania, ja mam wiedzę i doświadczenie co do skuteczności wpływania na kadry kierownicze w kierunku podjęcia określonych działań, nazwijmy je porządkującymi. Wynika to również z elementarnej wiedzy w zakresie zarządzania strukturami społecznymi.Ja nie przychylam się do tych głosów, które szukają wydatnej poprawy w nowym, bardziej restrykcyjnym prawie lub też obwiniających właścicieli o celowe "blatowanie się" w bandziorami.Powtórzę , nawet najlepsze prawo nie chroni przed złymi ludźmi. Przez lata tworzył się taki dziwaczny układ w którym władze klubowe systematycznie były paraliżowane przez najbardziej radykalnych kiboli. W efekcie właściciele i prezesi spychani byli do defensywy i przestali panować nad bezpieczeństwem na stadionach, gdyż tak naprawdę spokój na trybunach zależy dziś od dobrej woli części trybun. W felietonach pt. "Chuligani" i "Zapomniana ustawa" pisałem o łamaniu prawa i wywalczaniu sobie przez żulię kolejnych pól bezkarności ( oprawy, zasłanianie twarzy, poruszanie się po całym obiekcie, środki pirotechniczne, niezajmowanie wyznaczonych miejsc, sektorówki itd, aż do przerywania meczów i bicia innych kibiców włącznie. Odbywało się to stopniowo przy całkowitej bierności władz klubowych. Dziś wołają one do władz państwowych o pomoc. I pewno mają rację, bo sytuacja wymyka się spod kontroli. Tylko,że trzeba odróżniać kibica chcącego być uczestnikiem widowiska od tego, który chce to widowisko zniszczyć. Inaczej mówiąc należy odróżniać tych "złych" od tych "dobrych". Kary zbiorowe wywołują tylko zbiorową solidarność i jeżeli ktoś wierzy,że ci dobrzy wyrugują tych złych to jest w błędzie, To ci dobrzy przyłączą się do tych złych powiększając ich szeregi i w efekcie sytuacja będzie jeszcze gorsza niż jest.Jedyna metoda to konsekwentna, codzienna walka z bandytami poprzez eliminowanie ich ze stadionów,a w przypadku rażącego naruszenia porządku i bezpieczeństwa zamykanie stadionów traktowane nie jako kara zbiorowa,ale jako środek profilaktyczno - izolacyjny. Przykładem kompletnego zaślepienia i paraliżu decyzyjnego były wyczyny na stadionie Lecha, które były do przewidzenia,ale żadna władza, od klubowej poczynając nie zdecydowała się na profilaktyczne zamknięcie stadionu na mecz z Legią.W efekcie stadion jest zamknięty nie na 1 ,ale na 8 meczów,a kibole Lecha weszli na drogę bojkotu klubu.

Co do poprawy lub pogorszenia się poziomu naszej piłki klubowej to ja twierdzę,że tu postęp jest widoczny. Tylko nie w tym aspekcie, który się nagminnie przywołuje,że jego symptomem jest,że każdy może wygrać z każdym. Jestem świeżo po lekturze wywiadu z Jackiem Gmochem i czuję ogromny niedosyt, bowiem wiedza o jego czasach pytających jest tak ograniczona,że Jacek przekazał tylko drobny ułamek swojej wiedzy. Ale nadal jest on święcie przekonany ( zresztą od 40 lat),że poziom drużyn tak się wyrównuje,że o wygranej jednej z nich decydują detale,w tym wypadku nastawienie mentalne. Otóż zwykły ogląd rzeczywistości pokazuje,że poziom nie ma żadnych tendencji do wyrównywania się,ale wręcz przeciwnie on się coraz bardziej różnicuje. Na przykładzie Legii można powiedzieć,że przegrała ona 11 spotkań, gdyż jej piłkarze przebiegli w tych meczach o ponad 10 % mniej kilometrów niż ich rywale. To nie detal,ale przepaść.I jednocześnie ta Legia zdobyła Tytuł.A to dlatego,że żadnego innego klubu nie było finansowo stać na zakontraktowanie takich zawodników jak Pazdan, Remy, Jędrzejczyk, Hlousek, Vesovicz, Antolicz, Cafu, Philipps czy Radovicz lub Mączyński. To,że rywale byli od Legii słabsi nie znaczy,że byli słabi. W każdej drużynie w czołówce było po kilku dobrej klasy graczy o czym mogą świadczyć coraz wyższe kwoty płacone przez zagraniczne kluby za naszych zawodników.że wymienię Bednarka, Kownackiego,Recę i Piątka.Malkontenci powiedzą,że najlepsi odchodzą,a przychodzą słabsi z zagranicy.Tak,tylko,że tych lepszych jest coraz więcej, a każde zasilenie finansowe naszych klubów spowoduje też wzrost jakościowy. Tylko,że ja powiadam,że trzeba znać swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym.W Zezie cz.67 na końcu przytoczyłem wiersz Młynarskiego, którego przesłanie jest jasne,a mianowicie trzeba cieszyć się z tych celów jakie uda się osiągnąć,a nie stawiać sobie celów nierealnych i być z powodu ich niespełnienia nieszczęśliwym.

I na zakończenie zadam Tobie proste pytanie : a co ci włodarze mają mówić ?. To się nazywa się urzędowy optymizm.Bo oni tak pojmują swoją rolę. Ja do tych banałów przywykłem i ani mnie one ziębią, ani grzeją i na ich podstawie nie oceniam naszej piłki.W każdym razie czarnowidztwa nie uprawiam
23wtorek, 12, czerwca 2018 01:36
a-c10
@ Zbyszek:

Pozwolę sobie od końca, ok? Ilekroć słyszę o urzędowym optymizmie polskich działaczy piłkarskich, nieodmiennie przypomina mi się czołówka skądinąd świetnego filmu pt. Nienawiść: Jest taki kawał o facecie spadającym z pięćdziesiątego piętra. Facet spada i powtarza sobie dla otuchy "jak na razie nie jest źle". "Jak na razie, nie jest źle". "Jak na razie - nie jest źle" W ogóle to "na razie" to taka Ekstraklasa w pigułce, nie sądzisz? Tak, wiemy. Mieliśmy wprowadzać wychowanków, budować akademie i w ogóle. Ale na razie musimy wygrać to i tamto, awansować tam i siam, nie spaść, etc. Tak, jasne. Mamy pełną świadomość, że kontynuacja myśli szkoleniowej ważna rzecz. Ale na razie musimy zatrzymać groźny zjazd i zastosować efekt nowej miotły. Tak, oczywiście. Sytuacja na trybunach nieco odbiega od ideału. Ale na razie zająć się nią nie możemy, bo (tu wpisz sobie dowolnie wybrany "powód", im bardziej idiotyczny, tym lepszy). Na razie to, na razie tamto, na razie siamto. I jakoś coraz mniej mnie dziwi, że rosnąca liczba kibiców wzorem Garma mówi Ekstraklasie, no cóż, "na razie!".

W każdej drużynie w czołówce było po kilku dobrej klasy graczy o czym mogą świadczyć coraz wyższe kwoty płacone przez zagraniczne kluby za naszych zawodników

Nieprawda. Rosnące ceny za nasze kopiące towary eksportowe świadczą nie o (zwyżkującej) klasie tychże towarów, a o szalejącej inflacji na rozwiniętych rynkach piłkarskich. Zobacz, całkiem jeszcze niedawno kwoty rzędu 30-40 mln euro uchodziły za wysokie, czasem wręcz ekstrawaganckie. Dziś poważny klub miałby problem, żeby ściągnąć za tyle sensownego bocznego obrońcę. Ceny prawdziwych gwiazd, zawodników kreujących grę topowych drużyn, strzelających tam bramki i napędzających marketing, poszybowały w rejony dziewięciocyfrowe. Tych marnych kilka baniek płaci się dziś za potencjał. Za takiego - z całą sympatią - klocka, jak Piątek, którego można oheblować, oszlifować, nauczyć taktyki i jeśli dobrze pójdzie, zrobić zeń drugiego Milika i za dwa-trzy sezony opchnąć dalej z parokrotną przebitką. A jeśli pójdzie źle, no cóż, no risk = no fun. Stać nas przecież.

To,że rywale byli od Legii słabsi nie znaczy,że byli słabi.

Ależ owszem, byli. Nieśmiało przypomnę, że po tzw. sezonie zasadniczym Lech prowadził, mając na koncie ledwie pięć porażek i będąc niepokonanym na własnych śmieciach. Tymczasem w rundzie finałowej - a więc wtedy, gdy powinna pokazywać się prawdziwa siła zespołu - na siedem spotkań wygrał ledwie raz, czterokrotnie zbierając w czapkę (wszystko u siebie!). Mówiąc wprost, w tym, jak to za wodą mawiają, money time Wasz największy rywal do tytułu kompletnie się rozsypał. Kolejny Wasz rywal, ten białostocki, takoż wywracał się o własne nogi, grając najgorzej akurat wtedy, gdy trzeba było grać najlepiej. Zresztą, podobne zarzuty można by skierować pod adresem całej reszty ligowców, jak najbardziej łącznie z tymi pasiastymi, aż po ten duet nieszczęśników, co to spadł. No, może nie całej, bo na rewelację ligi wyrosły dwie ekipy: banda smarkatych synków z biedującego Zabrza oraz płockie Stowarzyszenie Uczulonych na Pracę. Zaiste, piękne towarzycho. Nie muszę chyba dodawać, że znacznie gorzej świadczy to o lidze, niż o rewelacjach?

Co zaś się tyczy wymienionego przez Ciebie, rzekomo klasowego zaciągu Legionistów: cóż, widziałem ów zaciąg w kilkunastu spotkaniach. Czasem straszliwie się męczył z przeciwnikiem, z samym sobą, z murawą, z sędzią, z czym tam jeszcze i schodził z boiska pokonany. Kiedy indziej też się męczył, ale ostatecznie wygrywał. Nie pamiętam natomiast ani jednego spotkania, w którym gra Legii zmusiłaby mnie choćby do pokiwania głową z uznaniem (o aplauzie sza). Zresztą, nie musisz wierzyć moim wrażeniom. Liczby są wystarczająco wymowne. Jedenaście porażek i drugi sezon z rzędu, mimo gigantycznej przewagi budżetowej, drżenie po ostatnią kolejkę czy uda się wyprzedzić znacznie mniej zasobnych rywali.

A wracając do wrażeń: jak tam Twoje, Zbyszku? Powiedz mi, ale tak szczerze: zapamiętasz z tego sezonu choćby jeden mecz? Ale nie dlatego, że łobuzy wbiegli na murawę, czy też - przepraszam - koń na nią nasrał, tylko że działo się na niej coś naprawdę interesującego w sensie stricte sportowym. Bo ja nie. A że to nie pierwszy taki sezon, to... na razie.

pees.
Kwestii bandyterki po raz kolejny nie tykam, bo widzę, że mimo jakichś tam ewentualnych detalicznych różnic, ogółem się zgadzamy.
24wtorek, 12, czerwca 2018 07:53
CTP
@a-c10
"Nie pamiętam natomiast ani jednego spotkania, w którym gra Legii zmusiłaby mnie choćby do pokiwania głową z uznaniem"

Wyjazdowy mecz z Zagłębiem (w lutym, zakończony wygraną Legii 3:2). Później, to rzeczywiście było męczenie buły i oszczędzanie sił.
25środa, 13, czerwca 2018 00:05
Senator
Mnie strasznie frapuje jedno zdanie napisane przez pana Zbyszka
Jest rzeczą niewątpliwą i dyskusji niepodlegającą,że nasza piłka ewoluuje w dobrym kierunku i że jej rozwój następuje.
W rzeczy samej. Piłka ogólnie w świecie ewoluuje i jej rozwój następuje na wielu kontynentach i państwach. Dobrze że i u nas choć
moim zdaniem ciut wolniej niż na świecie ale to już kwestia do indywidualnej oceny.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1