A+ A A-

Ryk lwa, czy pisk myszy?

Po wizycie w Płocku Ricardo jeszcze nie miał prawa sądzić, że jest już w polskim niebie, ale mógł nieco podnieść głowę w górę, zerknąć na pierzynkę obłoków z nadzieją, że tam się w końcu na firmamencie  znajdzie. Od dziś, a w zasadzie od niedzielnego wieczoru, musi uważnie patrzeć pod własne nogi, bo właśnie otwierają się otchłanie piekieł.

Jeżeli  w obecnej Legii trener miał „zdejmować  presję z piłkarzy” to teraz zgodnie z tą zasadą nie ma sensu obwinianie kogokolwiek za porażkę z Cracovią, szukanie kozła ofiarnego w kimś innym aniżeli  w osobie samego Ryśka „Lwie Serce”, co to roztacza nimb swej wspaniałości i wielkości lub któremu nieprzychylny obraz jest tylko medialnie przypisywany. Przy tym, według mnie, klubowy trener może być aroganckim despotą, toksycznym tyranem, chamem wobec otoczenia, o ile będzie miał wyniki, wymierne sukcesy i tak w Warszawie publika by go pokochała, ba, ubóstwiała, bo spełniałby jej pragnienia szkoleniowca, który bierze za twarz „darmozjadów piłkarzyków”, nie cacka się z nimi, podobnie jak z gryzipiórkami, z tą dziennikarską hałastrą, „przemądrzałymi ignorantami” pozującymi  na znawców. I jednych i drugich Rysiek w zwycięskiej glorii ustawiałby do pionu zgodnie z oczekiwaniami „vox populi”. Tylko żeby tak było, muszą być wyniki, bez nich wpatrzony w siebie Lew Ryszard za „vox dei” uznany nie zostanie, choćby nie wiadomo jak się prężył i nadymał to na nikim wrażenia nie zrobi, z Warszawy zostanie przegnany, a ryk lwa będzie traktowany jako jedynie myszowate popiskiwanie.

Jeżeli Legia miała na wiosnę przegrać, a z tej porażki jej trener miałby wyciągnąć  wnioski, wynieść nauczkę na przyszłość to jest najlepszy moment na coś takiego. Nie sądzę żeby Sa Pinto się zmienił, ba nie oczekuję tego, niech pozostanie nawet zadufanym w sobie chamskim arogantem, nie muszę mieć w Legii trenera, którego mam lubić, który ma być miły i sympatyczny, piłkarze też  takiego niekoniecznie powinni  oczekiwać (takiego by zjedli na „dzień dobry&rdquoWink, ale chciałbym żeby Rysiek się nieco zreflektował i spokorniał sam wobec siebie – „przed lustrem” powiedział sobie, że czas na zabawę w lwa się skończył, a trwanie w tej pozie może doprowadzić do zguby. Uparte żonglowanie piłkarzami w imię „temperówki”  lub czegoś innego może nie przynieść  efektów. Trener, nauczyciel, szef w pracy, może być dyktatorem, satrapą, piłą, zamordystą, którego doraźnie się przeklina, o ile wobec  podwładnych będzie sprawiedliwy i o ile będą oni  przekonani że zafundowany im zapierdol  jest skuteczną  drogą, która  doprowadzi  ich do celu. Dyktator musi prowadzić do zwycięstw, inaczej, bez tego, dosięgnie go rewolucja, a z nią nieuchronna  dekapitacja.
Czy Ricardo Sa Pinto stać na autorefleksję? Nie wiem, szatnia może go mniej lub bardziej lubić, nie lubić, nieważne, ale musi mu wierzyć. Jeżeli  Rysiek swoich podwładnych do tego nie przekona, to nie stworzy drużyny, pozostanie zbitek indywidualności, który, jak idzie to dobrze, ale jak nie idzie, to... trudno, tragedii też nie ma, bo z „trenerem idiotą” przecież i tak nic się nie osiągnie i nikt za niego „umierać i wypruwać sobie żył” nie będzie.

Tyle subiektywnej „odezwy”  do trenera, pora na subiektywne wrażenia i spostrzeżenia.  W trakcie zimowych przygotowań, jedną z największych trenerskich nowinek było przebranżowienie Kuchego z pomocnika na prawego obrońcę. Entuzjastą pomysłu nie jestem, ale do takich roszad trener ma prawo, a gdyby  się okazało że „King” jest „Kongiem” w odbiorze, to Sa Pinto zagrałby na nosie swoim legijnym poprzednikom, którzy takiej możliwości nie dostrzegli. W pierwszym  meczu w sezonie Vesović  jako pomocnik okazał się rewelacją, a Kuchy King może jeszcze nie panował w pełni  w tyle bocznego korytarza, ale jakiejś szczególnej plamy też nie dał. Inauguracja wydawała się zachęcać do dalszego wdrażania, weryfikowania koncepcji,  a tymczasem... kto odkryje meandry trenerskiej logiki?

Nie mogę się też pozbyć myśli,  że „straciliśmy” z pola widzenia w jakiś sposób  Pawła Stolarskiego, jakby nie było,  wydawało się  że „naturalnego  defensora”, nie wiem jednak kompletnie kto odpowiada za spadek jego formy, być może wina jest po stronie piłkarza.

Za swój  inauguracyjny występ na Ł3 krytykowany na forach internetowych jest Agra, dla mnie już po pierwszych minutach w Płocku powstawało pytanie czy Salvador faktycznie jest „na stałe” tak  chaotycznym, „niechlujnym” piłkarzem, czy też brakuje mu tylko ogrania i związanej z tym  pewności  własnych zagrań. W pierwszym przypadku byłby to ewidentny dowód przestrzelenia transferu, w drugim zasadną wydaje się refleksja czy „ogrywanie” Portugalczyka od pierwszej minuty  w wyjściowej jedenastce nie odbywa się  zbyt dużym kosztem  dla zespołu? Być może Salvador tak jak  onegdaj Odjidja po pierwszych nieudanych występach w kolejnych nabierze już  przysłowiowego czucia i piłki i gry i będzie „zamiatał” tak, że kopara opadnie, oby tylko nie nastąpiło to w maju przy zbyt dużej stracie punktowej do ekstraklasowego lidera.

Od Sa Pinto w upublicznionym wywiadzie usłyszałem, że dysponuje  trójką równorzędnych  napastników o zróżnicowanej  charakterystyce i że będą występować w zależności od potrzeb. Zgoda, że predyspozycje każdego nich  są inne, ale już tego że forowany przez  trenera jest Kulenović zrozumieć nie potrafię. Owszem, według mnie Carlitos za bardzo gra „pod siebie”, a Niezgoda miał perturbacje  ze zdrowiem i jest pewnie  na etapie dochodzenia do zeszło wiosennej dyspozycji, ale... oni dwaj, nawet grając na 50% swoich możliwości, są w stanie dać więcej drużynie aniżeli obecnie młody Chorwat. Niech ta trójka rywalizuje o miejsce w jedenastce, ale ustalanie hierarchii miedzy nimi niech będzie sprawiedliwe!

Jeden mecz nie może być wyznacznikiem dla  globalnych tez, ocen. Na szczęście, bo inaczej po niedzieli  moglibyśmy żałować, że zamiast Cafu z Martinsem w środku pola nie dysponujemy Golem z Dąbrowskim. To jeszcze małe piwo, ponieważ po tej jednej wtopie moglibyśmy też sądzić, że Michał  Probierz pokazuje Ricardo Sa Pinto, na czym polega zawód trenera i umiejętność prowadzenia zespołu. Na szczęście to nie mogą być sumaryczne wnioski, a jedna porażka o niczym nie przesądza!

Oby tylko poszła za nią odpowiednia refleksja.

Dyskusja (20)
1wtorek, 19, lutego 2019 10:05
dalkub
Mam coraz większe wrażenie że Pinto tak się zapędzi w jakąś ślepą uliczkę że sam się niedługo zaorze. Facet ewidentnie nad pewnymi rzeczami nie panuje i chyba nie jest w stanie tego zmienić.
Inna sprawa iż nadal powtarzam z uporem maniaka - problem nie w trenerze, a w tym kto wybiera. Dopóki laicy będą zatrudniali, dopóty będzie o czym pisać.
I na koniec postawię tezę, iż Legia wygrywa i wygrywała większość ostatnich sukcesów wcale nie dlatego że miała na ławce sensowną osobę, ale jakością poszczególnych zawodników i osiąganą przez nich formą, czasami zupełnie z trenerem niezwiązaną.
2wtorek, 19, lutego 2019 16:23
sektor212
Mnie najbardziej interesuje aspekt sportowy naszego trenera. Będę porównywał, jak poszczególni zawodnicy rozwijają się taktycznie i technicznie pod jego rządami oraz omawiał, dlaczego dany piłkarz notuje zjazd formy. Co by nie mówić, coraz częściej od różnych osób zaczyna się potwierdzać nie koniecznie racjonalny sposób bycie RSP. Osobiście żałuje, że coraz więcej zaczynamy dyskutować o jego niekonwencjonalnym zachowaniu, niż o sferze sportowej prowadzenia Legii.

Nieracjonalne zmiany wyjściowej jedenastce czy ławce rezerwowych bardziej mnie ciekawią od sfery psychiki naszego trenera. Choć na pewno jego zachowanie ma bezpośredni wpływ na Legię. Tak jak dla mnie jest mało zrozumiałe brak, chociażby Kucharczyka na ławce rezerwowej. Być może Pinto w meczu o punkty musiał przekonać się, że obecnie wpisywanie do wyjściowej 11 skrzydłowego Agra jest kompletną pomyłką. Oby w Poznaniu nie powąchał trawy. Nich nasz nowy skrzydłowy mocniej popracuje na treningach i swoją postawą zasłuży na grę. Również zdecydowanie życzyłbym sobie, by nasz Rysiek lwie serce, bardziej zajął się postawa i głowa obrońcy Remygo niż wojenką z nieżyczliwymi mu osobami. Nasz Francuski defensor kolejny mecz nie panuje nad swoją psychiką. Naprawdę mnie nie interesuje co Iza czy Przemek ma do powiedzenia tak i nasz trener powinien olać te dziennikarskie dyrdymały i skupić się na Wojskowych grze. Jak pokazał mecz z Cracovia przed RSP mnóstwo pracy. Wyłącznie samo bardzo dobre przygotowanie fizyczne Legii do sezonu MP czy gry w LE nam nie zagwarantuje. Legia musi grać szybciej, a zarazem rozważnie bez takiej nerwówki przy budowaniu gry w strefie niskiej. Nie może nasza taktyka opierać się na przenoszeniu ciężaru gry długimi podaniami. Z przodu mamy poza Chorwackim napastnikiem samych karakanów Nagy, Szymański, Agra czy Carlitos. Każda laga w ich kierunku zagrywana na walkę z rywalem na plecach kończy się zazwyczaj stratą. Czy nie prościej zagrać za linię obrony? Tak, więc Panie trenerze, mniej werwy na dziennikarzy, a zdecydowanie więcej na zawodników.

@Iocosus
Bardzo fajny artykuł. Ja do końca nie rozumie dlaczego cały czas mówimy, że Niezgoda nie jest do końca przygotowany do gry. Czy Portugalczyk Agra jest?

@Dalkub
Nie sposób się z tobą nie zgodzić jeżeli chodzi o ślepą uliczkę. Ostatnie sukcesy tu mam podobne odczucie, że wygrane to większa zasługa zawodników niż ich dyrygentów.
3środa, 20, lutego 2019 01:49
a-c10
@ Sektor:

Nie da się oderwać aspektu sportowego od niesportowego. Tak mi się przynajmniej wydaje. Mentalne ukierunkowanie zespołu jest przecież równie istotne, co ustawienia taktyczne, czy przygotowanie motoryczne. Tymczasem Sa Pinto rozsiewa wokół siebie wyłącznie negatywny przekaz, który do klubu w sytuacji obecnej Legii zupełnie nie pasuje. Owszem, istnieje coś takiego, jak mentalność oblężonej twierdzy. Stary, sprawdzony trick, który niejednemu już zespołowi piłkarskiemu (i nie tylko) przyniósł sukcesy. Tyle że w przypadku obecnej Legii on po prostu nie zadziała. Obecna Legia nie jest zubożałą arystokratką a la Inter pod wodzą Jose Mourinho, która ma dość siedzenia pod butem lokalnych rywali i chciałaby wreszcie sięgnąć po to, co we własnym mniemaniu od dawna słusznie jej się należy. Nie przypomina też Manchesteru United z niektórych okresów pracy Aleksa Fergusona: wielkim klubem, który musi się mierzyć z równie wielkimi rywalami i zamierza schować się przed nimi za własnoręcznie ustawionym murem. Jako kibic Cracovii niewesoło się czuję pisząc takie rzeczy, ale prawda pozostaje prawdą: w chwili obecnej Legia jest jedynym poważnym kandydatem do (kolejnego) tytułu mistrzowskiego. Rywala swojej wagi nie macie nie tylko na własnym stadionie (jak ongiś Nerazzurri), ale w ogóle w całej lidze. Wam jest potrzebna pozytywna pewność siebie. Podniesione czoło i uśmiech. A nie wykrzywiony złością pysk, zagryzione wargi i zaciśnięte piąchy.

Zresztą, twierdza może sobie być oblężona, przydałoby się jednak, żeby miała jakąś załogę. Czy Wy wiecie, chłopaki, którzy to są ci pretorianie Sa Pinto? No, rozumiecie: ci najwierniejsi z wiernych, co to ich wódz zamierza zabrać za barykadę, by tam wspólnie bronić się przed nawałnicą? Istnieją w ogóle takowi? Bo ja mam nieodparte wrażenie, że w tej twierdzy jest Rysio i... jego spuchnięte ego. A wokół cały świat, zły jak sam Belzebub, który się sprzysiągł, by Jaśnie Wielmożnemu Panu Sa Pinto okazywać brak szacunku.

A propos tego ostatniego: coś mi uparcie chodzi po głowie, że zanim człek się zacznie domagać zawodowego uznania, wypadałoby wpierw na nie zasłużyć. Generalnie nikt nie przepada za pyszałkami. A jeśli jeszcze pyszałek do swej pyszałkowatości nie ma zbyt solidnych podstaw, no to już w ogóle jest słabo.

Ricardo Sa Pinto rozpoczął pracę trenerską niemal równo siedem lat temu. Legia jest jego ósmym klubem (w Atromitosie działał dwukrotnie). Już samo to wydaje mi się cokolwiek podejrzane. Dobrych trenerów to się raczej trzyma, nie? Tymczasem panu RSP nigdzie nie udało się wytrwać nawet roku. Nigdzie też zresztą nie odnosił jakichś oszałamiających sukcesów. Jedyne, co udało mu się dźwignąć, to - całkiem niedawno zresztą - Puchar Belgii ze Standardem.

No ale dobra, zostawmy, może po prostu miał pecha. Tyle, że najwyraźniej ma go nadal. Bo jakoś gdy tak sobie patrzę z boku na te pół roku jego pracy z Wami, miałbym spore kłopoty z określeniem czym to on niby jest lepszy od Jozaka, czy Klafuricza. I tak sobie myślę, że Wasi piłkarze też taki problem mają. W końcu, pomijając nielicznych gołowąsów, to raczej doświadczeni futboliści i z niejednym już szkoleniowcem mieli do czynienia. Potrafią więc zapewne odróżnić trenera dobrego od... hmmm... mniej dobrego. Nie sądzę zatem, aby samochwalstwo i nabzdyczenie obecnego szefa robiło na nich przesadnie pozytywne wrażenie i popychało ich do wielkich czynów.

Zanim mnie kol. Corazstarszy poczęstuje takim samym komplementem, jak Macieja SzczęsnegoWink dorzucę tylko, że ja Wam naprawdę źle nie życzę. Patrząc na sprawę trzeźwo, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek poza Wami mógł w tym sezonie zostać Mistrzem Polski. A skoro tak, wypadałoby Wam życzyć ponownego awansu do LM. Albo chociaż LE. Z Sa Pinto u steru szanse na to uważam za raczej znikome.

A co do postawionego przez Iocosusa dylematu: jak na moje, nie jest to ani ryk lwa, ani pisk myszy. Bardziej wrzask furiata, który domaga się od wszystkich wokół reweransów za samo to, że raczy istnieć. Pogońcie go. Im prędzej, tym lepiej, przecież on i tak za długo u Was nie wytrzyma. A póki co, w zasadzie wyłącznie Was kompromituje.
4środa, 20, lutego 2019 09:08
dalkub
zgadzając się z AC w całej rozciągłości, jedno bym delikatnie zmodyfikował - nie zwalniajmy go, niech sam się zwolni i odejdzie bez potrzeby płacenia mu kasy.
5środa, 20, lutego 2019 09:30
sektor212
@ac-10

"Nie da się oderwać aspektu sportowego od niesportowego".
Masz racje. Bardzo rzeczowo wypunktowałeś negatywny przekaz, jaki rozsiewa coraz głośniej RSP. Nie zamierzam wchodzić w dalszą polemikę, gdyż zdecydowanie bardziej interesują mnie aspekty sportowe.

Przede wszystkim gratuluje ci zwycięstwa na Ł3. W niedziele podziwiałem organizacje gry twojej Cracovii. Znakomicie zamykaliście strefy, w których Legia próbowała budować swoje akcje. Z wyczuciem przesuwały się poszczególne formacje, nie pozwalając nam osiągnąć przewagi liczebnej. Zawodnicy Cracovii grali dobrze taktycznie, a przede wszystkim fajnie czytali grę. RSP usprawiedliwiał się fatalnym stanem boiska, kiedy Cracovii zupełnie to nie przeszkadzało. Jednak prawda jest bolesna dla nas kibiców Legii, że twoja ekipa była zdecydowanie lepsza w ostatnim meczu. Choć też mogliście być skarceni za niepotrzebne cofnięcie się w ostatnich 20 minutach. Nie wiem, czy wynikało to z decyzji Probierza, czy sami zawodnicy, grając z przewagą jednego zawodnika, odpuścić wysoki pressing, przez co Legioniści mieli dużo więcej swobody na własne poczynania. To w tym okresie stworzyliśmy 3-4 sytuacje, kiedy mogliśmy odmienić losy naszej rywalizacji. Bramka kontaktowa mogła spowodować, że mecz, który kontrolowaliście, miał szanse zakończyć się remisem.

Nie zgadzam się z opinią, że coś nam się należy. Piszesz "Patrząc na sprawę trzeźwo, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek poza Wami mógł w tym sezonie zostać Mistrzem Polski". Rozumie to taka kurtuazja, lecz nie jestem pewny czy na trzeźwo to pisałeś Smile Każdy zespół, który zagra z nami wysokim pressingiem, może z nami wygrać. Dziś mamy spore problemy z utrzymaniem się przy piłce i samej budowie gry w strefie niskiej. Nasza obrona też ma nad czym pracować. Przy pierwszej bramce dla Cracovii fatalnie trzymał linii obrony (złamał ją o jakieś 3 metry) Jędza. Pomimo straty piłki przez Agre mogliśmy łatwo skasować wasz szybki atak. Mogliśmy, gdyby Jędrzejczyk się nie pogubił. Jak widzisz pod presją, już tacy mocni nie jesteśmy. Obecnie liga jest wyrównana, a z moich obserwacji to Legia wcale nie jest takim faworytem. Cracovia jak utrzyma formę, ma olbrzymie szanse zagrać w LE. Lechię będzie wam trudno dogonić.

Mamy swoje problemy, lecz przyznaje, że zainteresowaniem przyglądam się na sposób prowadzenia klubu przez Filipiaka. Brawurowo poradził sobie z kibolstwem na stadionie. Nie pękł i to kibole ugięli się, by wrócić na stadion. Od Bałtyku po Tatry prezesi karmią nas przekazem, że są bezradni. Jak widać nie do końca. Wystarczy trzeźwo ocenić sytuacje i pewne sprawy zaczynają się prostować. Jeżeli Pan Filipiak utrzyma poziom sportowy na poziomie walki minimum o start w LE, to frekwencja będzie rosła przy Kałuży 1. Pełny stadion to mniej argumentów dla tych niby najbardziej kochających klub.

Na koniec nie zgadzam się z tezą, że Pinto nas kompromituje. W dużym stopniu prezesa Mioduskiego, a na pewno najbardziej siebie samego. Nas kibiców nie. Prezes Legii ma twardy orzech do zgryzienia. Dziś, za miesiąc zwolnić RSP przy podpisanym 3-letnim kontrakcie raczej Legii nie stać finansowo. Reasumując albo prezes lwa opanuje, albo będziemy skazani na oglądanie szopki, którą odgrywa Pinto. Jak napisał Iocosus będą wyniki, to będzie względny spokój. Jak ich zabraknie, to Pinto zostanie ukrzyżowany.
6środa, 20, lutego 2019 09:52
sektor212
@daklub

Czy ciebie nie dziwi, że Pinto mając pretensje (słuszne) o stan murawy Ł3 sam przyznaje się, że nie oglądał płyt przez 2 miesiące? Skoro był tak zajęty czy nie mógł wysłać kogoś z własnego sztabu, by ocenić, na jakim placu przyjdzie mu rywalizować z Cracovią? Taki profesjonalista dbający o wszystkie szczegóły tylko nie o stan murawy?

Dziwne i mało zrozumiałe to dla mnie.
7środa, 20, lutego 2019 11:41
dalkub
Sektor

analizowanie wypowiedzi i narzekań Pinto jest bezprzedmiotowe, bo on zwyczajnie ciągle szuka wymówki. Nic co powie Pinto mnie nie zdziwi, albo inaczej jak on powie coś co brzmi sensownie to się zdziwię.
8środa, 20, lutego 2019 22:40
CTP
No ale trzeba przyznać, że piłkarze u Sa Pinto, to mają jak pączki w maśle. Nikt z pismaków się do nich nie przypieprza, tylko całe odium idzie na trenera. Ktoś tutaj pisał, że nie widzi różnicy pomiędzy Portugalczykiem a Jozakiem czy Klafuricem. No w tym kontekście różnica jest zasadnicza. Jozak po pierwszej wtopie umył ręce wskazując na drużynę a u Klafurica też była jazda po grajkach, że nie kumają nowoczesnego systemu gry.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, którą tutaj pomijacie i która powoduje, że bardzo się dziwię niektórym wypowiedziom. Sa Pinto robi dokładnie to, czego w klubie się od niego oczekuje. Legia jest na dużym musiku, jeśli chodzi o finanse i cała nadzieja jest w transferach naszych młodych piłkarzy. W meczu z Cracovią polegliśmy, bo przegraliśmy środek. A przegraliśmy, bo w kluczowym fragmencie boiska mieliśmy trzech nieopierzonych młodziaków: Szymańskiego, Nagy'a i Kulenovica. Na dodatek, wystawiliśmy średnio przygotowanego do gry Agrę i efekt był taki, że ofensywy praktycznie nie mieliśmy. Zresztą, my tej ofensywy nie mamy już od jesieni, właśnie z powodu niewielkiego doświadczenia tych piłkarzy. No ale coś za coś. Możemy grać Hamailanenem i Radovicem i ta gra z pewnością byłaby inna a możemy ryzykować takie mecze i promować młodzież na sprzedaż.
Ale proszę, nie mówmy, że Sa Pinto działa na szkodę Legii, bo jest dokładnie odwrotnie, to oczekiwania, jakie Mioduski ma wobec niego działają na jego szkodę.
9czwartek, 21, lutego 2019 00:31
sektor212
@CTP

"Legia jest na dużym musiku, jeśli chodzi o finanse i cała nadzieja jest w transferach naszych młodych piłkarzy".

O jakim musiku mowa skoro prezesa stać wydać 70 tyś na oprawę w meczu z Cracovią. Piromani sami na dach się nie dostali z taką ilością fajerwerków. Musieli mieć zgodę od prezesa.

Mecz z Cracovią przegraliśmy nie przez młodych tylko przez błędy w ustawieniu. Nasze formacje grały za daleko od siebie. Zawodnicy Cracovii wchodzący z głębi pola mieli za dużo swobody. Pierwsza bramka spóźniony Martins (urwał mu się rywal), mimo że miał ze 2 metry przewagi nad rywalem to i tak dał się wyprzedzić. Jędrzejczyk dziwnie zagubiony łamiący linie obrony o 3 metry. Druga bramka ponownie Martins ma przewagę 4 metrów i ponownie nie potrafi zblokować wchodzącego zawodnika. Młodzi nie byli bezpośrednią przyczyną porażki.
10czwartek, 21, lutego 2019 01:55
a-c10
@ Dalkub:

Z tym odszkodowaniem to święta prawda. Niech więc zatem Jaśnie Wielmożny RSP jak najszybciej z własnej woli Was opuści i ruszy w świat szukać miejsca, gdzie wreszcie oddane mu zostaną wszelkie należne honory.

@ Sektor:

Nie chodzi o to, że Wam się coś należy. Rzecz też nie w kurtuazji (a już na pewno nie w moim pijaństwieSmile ). Spójrz: Majecki - Vesović, Jędrzejczyk, Remy, Hlousek - Cafu, Martins - Szymański, Carlitos, Nagy - Niezgoda. Jasne, nie są to jacyś podbijacze świata. Całkiem możliwe, że nie każdy z tych piłkarzy jest najlepszy na swej pozycji w lidze. Niemniej, każdy ligowy trener, jak najbardziej łącznie ze Stokowcem i Mamrotem (o Nawałce - ani ProbierzuWink - nie wspominając), z pocałowaniem w rąsię wziąłby w/w jedenastkę w miejsce swojej obecnej. A gdyby mu jeszcze powiedzieć, że w odwodzie ma Stolarskiego, Wieteskę, Pasquato, Hamalainena, Kucharczyka, Radovicza, etc., to by się chyba w ogóle ze szczęścia rozpłynął. Używając popularnej tu niegdyś metaforyki motoryzacyjnej, obecna Legia to taki wehikuł, który nawet z miernym kierowcą najprawdopodobniej ukończy rajd zwany Ekstraklasą na pierwszym miejscu. I cóż z tego, że da się obronić tezę, iż najbardziej świadczy to o samym rajdzie? My się możemy wymądrzać na temat taktyki, personaliów, mentalności, motoryki, czego tam. Możemy punktować błędy, zauważać, że ten piłkarz zgubił strefę, tamten złamał linię, siamten z kolei bardzo dobrze asekurował. I nawet pewnie dosyć często będziemy mieć rację. Tyle naszego. Na przestrzeni trzydziestu siedmiu kolejek i tak najczęściej decyduje jakość. A Wy tej jakości najzwyczajniej w świecie macie najwięcej.

Uwierz, nie jest mi przyjemnie to pisać. Nie tylko jako kibicowi Pasów. Także jako sympatykowi polskiej piłki en bloc. To nie jest dobre - nawet dla Was! - że jeden zespół, w dodatku dość daleki od ideału, aż tak mocno zdominował całe rozgrywki. No ale taka jest prawda. Żadne tam dusery, suche fakty. OK, potknęliście się w niedzielę. Przegraliście zupełnie zasłużenie, a jakiekolwiek szanse na punkty zawdzięczaliście w większości naszemu karygodnemu rozluźnieniu (o samym meczu jeszcze zaraz). I co? Nic. Na piętnaście kolejek przed końcem macie ledwie cztery oczka straty do Lechii, która - niczego jej nie ujmując - z żadnej strony nie przypomina Manchesteru City. Za plecami? Jagiellonia, już czterokrotnie w tym sezonie (z czego dwa razy po 0:4) poobijana na własnych śmieciach. Dalej? Wesoła ferajna od wujaszka Gino i gliwiccy bamboccioni. Norrrmalnie strach się bać, takie tuzy. Jedyny rywal, którego finansowo stać na to, by rzucić Wam rękawicę (a przynajmniej spróbować), ma już od dłuższego czasu takie problemy, że niska odporność Legii na pressing jawi się przy nich niczym kompletnie niewarta uwagi błahostka. Lechowi dawno temu zerwała się przekładnia ze słów na czyny. Gdyby szumne deklaracje i płomienne perory umiały strzelać gole, Kolejorz byłby właśnie po pierwszym, wyraźnie zwycięskim meczu 1/8 finału LM. Ale że nie umieją, musi się martwić o to, by przypadkiem nie wylądować w dolnej ósemce Ekstraklasy.

Oczywiście, wszystko to wzięte do kupy nie oznacza, że na pewno zgarniecie kolejny tytuł. Ja tam wciąż wierzę w nasze szanse Very Happy. Uważam jednak, że nawet jeśli będziecie jechać sobie na trójeczce i nie trafiać w co któryś tam zakręt, i tak Wasze widoki wyglądają najlepiej.

(cdn)
11czwartek, 21, lutego 2019 02:57
a-c10
@ Sektor

(cd)

Co do meczu: no tak, bardzo fajne zawody. Momentami chłopcy grali tak, że sam ledwie ich poznawałemWink Probierz też naprawdę nieźle sobie poradził. Wiedział, że:

a) musimy wyjść wysoko. Legia ma taki potencjał ofensywny, że jeśli damy się wepchnąć we własną szesnastkę, to właściwie możemy gasić światło. Oczywiście, nie oznacza to ataków w stylu "huzia na Józia!", niemniej od Częstochowy uchowaj nas, Boże;

b) Wasi obrońcy górują nad nami wzrostem i siłą, są jednak przy tym odrobinkę nieruchawi. Ergo gramy szybko, dołem i na wolne pole.

Parokrotnie wyszło to super. Tyle, że... No właśnie. Ta zapaść pod koniec. Z jednej strony, zszedł sabotażysta Remy, nic więc dziwnego, że zaczęliście lepiej graćWink A tak bardziej poważnie: to jest kompletnie niedopuszczalne. Tyci-tyci i z fajnego zwycięstwa zrobiłoby się frajerstwo sezonu. Mam nadzieję, że chłopaki odpowiednio serdecznie podziękowali Peskoviczowi.

No i w ogóle: ambitna walka, dyscyplina taktyczna, wzajemna asekuracja i odpowiedzialność za wynik. Do tego analiza rywala i odpowiednio dopasowany plan na mecz. Czy w profesjonalnej piłce to tak z przypadku nie powinno być abecadło? Czy to aby nie jest przynajmniej trochę smutne, że musimy się cieszyć z takich rzeczy?

Wracając do kurtuazji, Twój pean na cześć Filipiaka trąci nią znacznie bardziej, niż moja ocena siły Legii na tle ligowych rywaliSmile Sam Profesor wielokrotnie otwarcie przyznawał, że tak naprawdę jest w dużej mierze bezradny. I nawoływał - póki co, bezskutecznie, niestety - o pomoc władz. Czy to piłkarskich, czy to najlepiej państwowych. Bo jego moc sprawcza kończy się na kołowrotkach. On, jako prezes klubu, może jedynie zadecydować kogo wpuści na stadion, a kogo niekoniecznie. Nie ma natomiast żadnego wpływu na to, co dzieje się poza stadionem.

Dlatego też obawiam się, że nawet finisz na podium - na więcej w tym sezonie racjonalnie nie liczę - nie spowoduje jakiejś frekwencyjnej hossy. Niestety, zdecydowana większość krakowian ma serdecznie wywalone na to, czy Cracovia będzie trzecia, ósma, czy czternasta. Im się ta nazwa nie kojarzy z piłką i tabelą, a z krwią i maczetą. Sam Profesor, choćby skisł od starań, tych skojarzeń nie odmieni.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że przynajmniej niektórym jego działaniom szczerze kibicuję. A cały ten protest uważam za lekkopółśmieszny.

A, tak. Faktycznie. "Kompromitacja" to chyba nie najlepiej dobrane określenie. Zwróć jednak, proszę, uwagę na jedną rzecz: pod wiszącym po sąsiedzku raportem meczowym kol. Zbyszek wspomina o nadziejach prezesa Mioduskiego związanych z transmisjami w TVP. Rzeczywiście, już niedługo Ekstraklasa (wreszcie!!!) wyjdzie z getta. Pomyśl: czy twarzą, którą Legia pokaże szerokiemu odbiorcy, na pewno powinna być wiecznie wykręcona we wściekłym grymasie facjata Wkurwionego Rycha? Zatem może rzeczywiście, "kompromituje" nie. Ale żeby on Wam dobrze robił, to ja nie powiem.

@ CTP:

piłkarze u Sa Pinto, to mają jak pączki w maśle

Malarz, Mączyński, Kante... Wink Nie no, ja rozumiem, że pewna doza wietrzenia szatni - może nawet właśnie taka - była konieczna. Nie zdziwiłbym się natomiast, gdyby styl tego wietrzenia wywoływał w niektórych głowach myśli typu "o kurde, ciekawe kto następny? Może ja...?" Nie są to raczej pytania, jakie zadają sobie pączki w maśle.

A, no i coś mi się zdaje, że Kucharczyk w niedzielę też się nie czuł zanadto lukrowany.

nie widzi różnicy pomiędzy Portugalczykiem a Jozakiem czy Klafuricem

No tak. Ja nie widzę. Przy czym szło mi o kwestie stricte boiskowe. Ot, po prostu: wychodzi sobie na boisko jedenastu bardzo dobrych - jak na warunki - piłkarzy. Ponieważ są właśnie bardzo dobrzy, to często kończą mecz zwycięstwem. No bo a to ten błyśnie, a to tamten. A że rywal też nie Barcelona, to jakoś leci. Przy czym żeby w poczynaniach tych piłkarzy było widać jakąś myśl przewodnią, to ja bym się jednak nie zgodził. I dokładnie tak samo było za Jozaka i Klafuricza.

Co do "nieopierzonego środka" - Szymański i Nagy nie zagrali w niedzielę Bóg wie czego, jasna sprawa. Ale obarczanie ich winą za Waszą porażkę to jednak cokolwiek przeginka. Jeśli natomiast chcecie eksponować Kulenovicza, to czy aby nie należałoby wymyślić jakiejś taksy, w której chłopak będzie się realizował? Bo np. o jego występie w niedzielnym spotkaniu świadczą jedynie meczowe statystyki...
12czwartek, 21, lutego 2019 13:51
iocosus
Od gratulacji dla A-c10 i dla drużyny której kibicuje za grę z nami trzeba zacząć, wygrana absolutnie zasłużona i należy to uznać, przyjąć i docenić i … w przyszłości przy pierwszej okazji się zrewanżować . Tym się zyskuje szacunek. Takiego nastawienia oczekuję od Legionistów i od piłkarzy i od sztabu szkoleniowego, lepsze to od „podawania lub niepodawania ręki”. To jest jakieś szczeniactwo nie warte uwagi.

I na takim poziomie sprawę można strywializować, w rundzie finałowej ot, choćby pokonamy Cracovię (życzę Albiceleste żeby była w ósemce, a nawet na pudle) , jeżeli zdobędziemy jeszcze mistrzostwo, to czy za brak kultury będziemy portugalskiego buca i chama zwalniali z trenerskiego stołka, choćby jeszcze parę buraczanych numerów wywinął? Nie ma takiej możliwości, life is brutal i tego tam rodzaju „prawdy objawione” przywoływane choćby i ostatnio przez Dominika Furmana. Przy okazji znamienna fraza z wiadomego oświadczenia: „Prawdą jest także to, że piłkarze nie szczędzili sobie złośliwości i kierowali w swoją stronę słowa uznawane za wulgarne. Mocne, męskie słowa padają zwykle podczas każdego meczu ligowego. Emocje, walka o punkty i zajęcie jak najwyższego miejsca w tabeli sprawiają, że zawodnicy w emocjach często kierują do siebie różne słowa, czasem jest niemiło, ale to sport.” Kuriozalne jest to ostatnie stwierdzenie, swoiste signum temporis, parafrazując - to „sport uświęca środki”! Czyli w ramach SPORTOWEJ rywalizacji możesz kogoś powyzywać, poobrażać czym dotkliwiej tym lepiej, jeżeli uda ci się sprowokować rywala, zostaniesz zwycięzcą, ba mistrzem świata i tego dowiódł nie nasz rodak z Szydłowca a nijaki Marco Materazzi. No i teraz niech Albiceleste bierze w obronę Włochów największych futbolowych prowokatorów! Wink

No niestety. Przyznam się Wam, że osobiście nie znoszę typów, którzy traktują zależne lub współzależne otoczenie jak sługi muszące pokornie znosić kaprysy i humory Wielkiego Pana. No coś takiego mnie wkur … wkurza na maksa. Tu chodzi o prosty wzajemny elementarny szacunek. O ile medialny i „szeptany” obraz to nie poza, to kogoś takiego jak Ricardo Sa Pinto nigdy bym nie polubił, ale ja wobec niego, a on wobec mnie anonimowego kibica, pod względem savoir-vivre’u możemy mieć wzajemnie siebie w tyłku. Całe otoczenie, warszawskie i polskie środowisko piłkarskie może na niego psioczyć za charakter i sposób postępowania, a lew Rysiek może mieć na wszystkich tu wyjebane. Moim zdaniem, na wszystkich, oprócz jednej grupy … jemu podległych piłkarzy. Może być dla nich bezwzględnym katem na treningach, surowym i karcącym na odprawach, ale musi mieć u nich szacunek, tylko wtedy mu zawierzą i zaufają. A szacunku nie zdobywa się li tylko krzykiem i dyscyplinującą musztrą, kapralskie metody są tu niewystarczające. Nie bez kozery przywołane słówko „kat” ma swoją „historię” w polskim sporcie. Jeżeli u wszystkich Rysiek będzie miał przerąbane, ale piłkarze „pójdą” za nim, „kupi ich” uwierzą mu, że jego metody w końcowym efekcie będą dla nich korzystne to jest jakaś nadzieja na sukces. A jeżeli Legia pod wodzą Sa Pinto awansowałaby powtórnie do Ligi Mistrzów to oświadczam, że kibic iocosus temu burakowi i chamowi z Portugalii i tak by buty wyczyścił. Jedną parę żeby buc sobie nie myślał za wiele! Wink Za LM mogą to być najbardziej ubłocone kamasze.

Taką myśl chciałem wyrazić i to jest mój dylemat, czy Sa Pinto może być arogantem wobec otoczenia, ale i trenerem „katem” szanowanym przez Legionistów? Bez tego niech jak najszybciej spada w podskokach, bo umoczymy z kretesem.

Dla mnie to jest ten wymiar ‘mentalu’ który na wynik wpływa równie mocno jak przygotowanie fizyczne i taktyczne.

c.d.n.
13czwartek, 21, lutego 2019 17:30
iocosus
Teraz tak, „czy coś się nam należy?” czy zdanie „trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek poza Wami mógł w tym sezonie zostać Mistrzem Polski” to prawda czy fałsz? Otóż całkiem niedawno byłem świadkiem jak osoba związana z Legią na co dzień, profesjonalista, z którym w tematach piłkarskich nie zawsze się zgadzam, ale którego zdanie zawsze cenię i poważam wypowiedział się na zasadzie, że „Legia ma taki skład, takich piłkarzy, że koniec, końców obojętnie kto by ją prowadził, obojętnie jaki trener to i tak ligę wygra. No bo to i taka właśnie liga”. Mhm, brzmi znajomo, trochę na zasadzie, że dajcie i babcię klozetową na trenera, a i tak ekstraklapę Legia wciągnie nosem.

Mhm, przez pryzmat budżetu jego wysokości w zestawieniu z innymi klubami, przez wzgląd na szacowaną wartość piłkarzy zarówno pierwszej jedenastki jak i całej kadry to faktycznie „trudno sobie wyobrazić” żeby Legia w lidze nie dominowała. I w zasadzie pod względem zdobytych tytułów w obecnej dekadzie to przecież tak jest i nawet w ostatnich rozgrywkach to że zaliczyliśmy eksperyment z chorwackim teoretykiem futbolu pozbawionym praktyki oraz z „trenerem kobiet”, który gdyby nie splot zdarzeń miałby problem z zatrudnieniem w jakimkolwiek innym polskim klubie nie tylko Ekstraklasy ale i pierwszej ligi , to przecież z nimi na pokładzie Legia tytuł i tak zdobyła. Czyż trzeba większego dowodu prawdy, że obojętnie pod jakim przewodnictwem to ligę i tak wygrywamy?
Według mnie to jest jednak „prawie prawda”, a z „prawie” to wiadomo jaką różnicę robi.

Po pierwsze „zamiatając” ligę nie dystansujemy jej jak Bayern w poprzednich latach Bundesligę, czy Juve Serie A, a drżymy do ostatniego meczu, a niekiedy nawet do doliczonych minut żeby poznać ostateczne rozstrzygnięcie. Siedzą nam na plecach lub na kole w tym peletoniku zmierzającym do mety zespoły które na papierze w żaden sposób nie powinny nam podskoczyć. A my je wyprzedzamy na ostatnim zakręcie lub o błysk szprychy. „Należało nam się” pewnie, nikt nam nic nie podarował i tych tytułów deprecjonować według mnie nie wolno, ale że o błysk szprychy za którymś razem może ktoś inny nas wyprzedzić to z tym już bardzo poważnie liczyć się powinniśmy.

Po drugie, jeżeli nam należy się mistrzostwo to jak psu kiełbasa na drugim miejscu winien usadowić się Lech i w zasadzie jego jedynym zmartwieniem powinno być to jak znienawidzoną warszawską konkurentkę zdetronizować. Stabilny, w miarę posażny właściciel, jak na polskie warunki świetnie działająca akademia cyklicznie dostarczająca utalentowany narybek, w skali Ekstraklasy tylko Legii ustępują w sile nabywczej przy transferowaniu piłkarzy z innych klubów, na trenera są w stanie pozyskać kandydata na którego nie było stać stołecznego klubu. Czy im się „nie należy” z góry przesądzone miejsce w duecie dystansującym ligę? A jak to ostatnio bywało w rzeczywistości?

Po trzecie, moim już subiektywnym w pełni zdaniem na papierze już od kilku lat, na pudle winna być Lechia. Miała nazwiska na murawie i na ławce trenerskiej, tylko wyników na miarę tych nazwisk nie osiągała. W niesprzyjających okolicznościach niestety ale według mnie nie ma gwarancji, żebyśmy się nie stali tylko „papierowym tygrysem” Ekstraklasy na wzór wymienionych klubów z Poznania i z Gdańska.

***
Wracając do naszego Ryśka który nie okazuje się fajnym chłopakiem, ale oby okazał się niezłym trenerem. Na to ciągle jest szansa. No ciśnie się jednak porównanie z Michałem Probierzem. Wink To przecież też furiat, wyrazisty, ze swoim zdaniem, „uczący” dziennikarzy niemieckiego, ot, Frankowskiego kiedyś traktujący prawie tak jak Sa Pinto Mączyńskiego lub Kante. Jasne że Probierzowi w manii wielkości chyba tak nie odwaliło jak portugalskiemu Ryśkowi, ale gdyby zamiast statusu ligowego polskiego rzemieślnika piłkarskiego, nasz Michał dorobił się prawie pół setki występów w reprezentacji uznawanej za jedną z silniejszych w Europie choć wówczas niespełnioną ale z takimi gwiazdami jak Luis Figo, Rui Costa, Fernando Couto, to kto wie jak wysoko by wówczas nasz Michałek głowę zadzierał.
Może i dobrze że trener Probierz jako zawodnik Probierz zbyt wielkimi sukcesami poszczycić się nie może. Wink W krakowskim klubie mimo wszystko władzę oficjalnie ma chyba większą niż nieoficjalnie Sa Pinto w Warszawie przy Ł3? Który z nich jest zatem większym dyktatorem? Wink
Od razu zaznaczę. Jako trenera wyżej cenię Probierza aniżeli Nawałkę i Brzęczka.

***
Sektor: „Mnie najbardziej interesuje aspekt sportowy naszego trenera.” – w tej materii, to oprócz selekcji do jedenastki, jej kryteriów, to najbardziej mnie ciekawi różnica w budowaniu i podtrzymywaniu formy fizycznej zespołu, bo w tym mamy nowum w zestawieniu z innymi trenerami.
Według doniesień zimowe obozy przygotowawcze wcale u „tyrana” Ryśka nie były aż tak bardzo ciężkie, w zestawieniu z tymi za Czerczesowa choćby nie wytrzymują porównania, za to u Sa Pinto dużo cięższy jest mikrocykl treningowy w trakcie sezonu miedzy meczami ligowymi. No i to jest chyba „nowatorskie” podejście, choć zgodne z kibicowskią popularną opinią że piłkarzykom trzeba dawać w kość. Im więcej potu na treningach tym lepiej itd. itp. – no zobaczymy, nie kryję, że pod tym względem mam wątpliwości, ale jeżeli wyjdzie że metodologia sztabu Sa Pinto się sprawdza, to pozostanie im tylko przyklasnąć, a inni trenerzy powinni się baczniej przyjrzeć temu co zaproponowali Portugalczycy.
Zatem ciekawią mnie efekty takiego podejścia?

***
CTP zamieniłbyś Szymańskiego na Radovica, Hamalainena lub na Pasquato? Dla mnie gołowąs przy wszystkich do niego zastrzeżeniach jednak dawał na placu więcej niż wymieniona trójca. Pesel robi swoje, jego nie oszukasz, Fin w pierwszej jedenastce wypadał raczej słabo, choć i nie zawodził gdy wchodził z ławki, a Włoch tu jednak się nie zaadoptował, nie stał liderem który dzieli i rządzi w środku pola. Wolę młokosa.

Wątpliwości mam za to gdy Wieteska teraz stanie u boku Jędzy!? Astiz to już też znaczny „pesel” i bynajmniej nie pewniejszy. Oby nie było tęsknoty za Pazdanem lub nawet Rzeźniczakiem?

***
p.s.1
Furman & Romańczuk – z wspólnego już oświadczenia : "Podczas ostatniego meczu ligowego Jagiellonia Białystok – Wisła Płock doszło do ubolewania godnego incydentu z naszym udziałem. W spotkaniu tym nie brakowało twardej walki na boisku, a przy okazji wywiązała się nasza niepotrzebna „bitwa na słowa”. Niestety padły wyrażenia, które nigdy nie powinny paść… Oczywiście, każdy kto grał w piłkę nożną (nawet na najniższym poziomie), wie jak trudno zapanować nad emocjami, zwłaszcza tymi złymi, niegodnymi szanującego się sportowca"
Uff, duch sportu został uratowany! Na jak długo?

p.s2
Z offfu dygresja niezupełnie od czapy choć z nart i to z kobiecych biegówek.
Wywiad dla sport.pl:
Iza Marcisz powiedziała, że komplementem dla pani będzie, jeżeli powie, że "jest pani wymagająca".
Justyna Kowalczyk: (śmiech) Ma rację. Wolę, żeby mówili o mnie, że jestem wymagająca i że jestem heterą. Mogą o mnie mówić, co im ślina na język przyniesie, byleby tylko szybciej biegały na nartach.
14czwartek, 21, lutego 2019 20:54
CTP
@Iocosus
Kiedy Sa Pinto odstawiał od składu Mączyńskiego, to dla mnie była to decyzja ze wszech miar zrozumiała, ponieważ byłego wiślaka ja uważałem za największego obiboka w zespole Legii. Nie wiem jak Was ale mnie ten piłkarz niemiłosiernie wkurzał swoją postawą na boisku i, biorąc pod uwagę charakter naszego trenera, gdy Mąka został odesłany do rezerw, nie spowodowało to u mnie nawet śladu zdziwienia. Natomiast zdziwiłem się i to bardzo, gdy takiego samego losu uniknęli Radovic z Hamalainenem. Oznacza to dla mnie, że obydwaj wzięli się poważnie za siebie. A obydwaj, gdy są w formie są świetnymi piłkarzami i Szymański, pod względem ogrania/doświadczenia/umiejętności każdemu z nich może co najwyżej podawać piłki. Stąd mój wniosek, że o uporczywym stawianiu na młodziaka decydują kwestie wyłącznie finansowe. Nie wiem, być może Rysio chce go pchnąć do ligi portugalskiej czy belgijskiej korzystając ze swoich znajomości, przez co i my zarobimy i trener zdobędzie trochę skill pointów, bo Seba talent niewątpliwie posiada i przyszły pracodawca na pewno będzie miał z niego pociechę.

I jeszcze słówko o Cracovii. Dokładnie rok temu z takim samym animuszem w rundę wiosenną wkroczyła Jaga. Na swoim stadionie zlała nas 2:0 nie dając nawet zipnąć przez cały mecz. Pary starczyło im do marca, gdzie zaliczyli 5 meczów, w których zdobyli raptem 3 pkt. Także spokojnie z tą pierwszą ósemką... Wink
15piątek, 22, lutego 2019 00:14
iocosus
CTP, nie wiem czy Mąka był obibokiem, ale co do niego można przyjąć że się zgadzamy, jego odejścia nie żałuję, natomiast będziemy się różnić co do Szymańskiego, ja bym na niego stawiał podobnie jak Sa Pinto. Pewnie że Rado z Hamą są bardziej doświadczeni i ograni ale według mnie oni również są już na drugim brzegu rzeki. Jeżeli mają pomóc to wchodząc z ławki. Choć Fin być może w klubie z niższymi aspiracjami grałby jeszcze pierwsze skrzypce, swoja drogą to przedziwny trudny do zakwalifikowania i zdefiniowania grajek.
Odnośnie personalnych wyborów to nie mam jeszcze pretensji że Rysiek stawia na Majeckiego. Mam obawy jak poradzi sobie Wieteska, natomiast z zimowych transferów najbardziej jestem ciekawy tego piłkarza:
https://www.youtube.com/watch?v=CC42984gpXs
Nie wiem czy Kacper Kostorz w Legii odpali, z takich jak on dwóch na trzech zabłyśnie i zgaśnie, ale być może jest tym trzecim który właśnie sprawdzi się, potwierdzi talent i w poważnej piłce. Uważam że właśnie takich trzeba w Legii weryfikować. Jesienią chciałbym żeby ten chłopak mógł się sprawdzić, czy to wykorzysta, to odrębna kwestia. W każdym razie jeżeli Agra otrzymuje w Legii swoją szansę to taki Kostorz również powinien ją otrzymać. Gorzej nie wypadnie.
16piątek, 22, lutego 2019 02:50
a-c10
@ Iocosus:

Jest takie słynne, piękne zdjęcie. Głowę daję, że widziałeś. W momencie, gdy zostało wykonane, Marco Materazzi jeszcze nie wie, że za kilkanaście miesięcy będzie musiał prosić Zinedine'a Zidane'a, by ów klepnął go w klatę, bo się, biedaczysko, zakrztusił. Niemniej, już wtedy cieszy się zupełnie zasłużoną reputacją niezłego ziółka. Na zdjęciu jednak nikogo nie prowokuje. Nikomu nie ubliża. Wręcz przeciwnie, stoi wsparty w przyjaznym geście o ramię Rui Costy i wspólnie z rozgrywającym Milanu obserwuje padające na murawę San Siro race. Wie, że mecz się skończył. Że wobec skandalicznego zachowania fanów Interu i bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia, a może nawet życia piłkarzy, Markus Merk nie pozwoli im dalej grać. A skoro tak, śmiało można schować szpady i sztylety. Dziś już się nie przydadzą. Można też okazać szacunek (sic) wybitnemu rywalowi i uciąć z nim sobie sympatyczną pogawędkę.

A przecież był to nie byle jaki mecz. Nie jakaś tam zwykła, obchodząca garstkę ludzi na zaplutym poboczu futbolu potyczka, jedna z dwustu dziewięćdziesięciu sześciu w danym sezonie dwudziestej którejś ligi w rankingu UEFA, a Derby della Madonnina w pełnej krasie, w dodatku rozgrywane w ramach ćwierćfinału LM!

Bo tak to właśnie powinno wyglądać. Mam zresztą, Iocosusie, nieodparte wrażenie, że już nie raz o tym rozmawialiśmy. Ja sam nie jestem i nigdy nie byłem święty. Ba, przyznaję otwarcie, że dawno temu kopiąc się po czole w jakichś bardzo mało prestiżowych rozgrywkach, też potrafiłem wysyczeć temu, czy tamtemu przeciwnikowi trochę komplementów do ucha. Dziś nie uważam tego za powód do chwały. Wręcz przeciwnie, raczej mi głupio i generalnie uważam, że sport byłby lepszy, gdyby go z podobnych zachowań jakimś cudem wyczyścić. Wówczas jednak byłem całkiem z siebie kontent. Zwłaszcza gdy rywal się zagotował i mnie odepchnął, albo zgoła kopnął, przez co musiał przedwcześnie zakończyć udział w zawodach. Ale! Jeśli wytrzymał, to po meczu nie było już żadnych złych emocji. Przybijaliśmy piątkę i - jak to w elzetesieWink - szliśmy na wspólne piwko.

Celując na powrót gdzieś pomiędzy wyżyny futbolisty Materazziego i nizi... eee... depresjeSmile skórokopa a-c10: Sa Pinto, jak na moje, uzewnętrznia wyłącznie złe emocje. Nieistotne - mecz, konferencja prasowa, trening (dzwony!), wywiad, cokolwiek. Zawsze jest źle. I to go właśnie, m.in., różni od Probierza, który owszem, też ma tęgie ego i też pożąda fleszy. No ale bez przesady, jeśli chodzi o poziom paranoi, to to jest zupełnie inna szuflada. I tu jest właśnie, moim zdaniem, ten hund begraben. Ja po prostu nie wierzę, że człowiek o tak destrukcyjnej osobowości jest w stanie innych ludzi pociągnąć do czegokolwiek dobrego.

Co do "należności", "prawie prawdy" i innych takich, zasadniczo zgadzam się z cytowanym przez Ciebie profesjonalistą. A zarazem z Dalkubem, który wyżej pisze coś bardzo podobnego. Z tą babcią klozetową to może ociupinkę przesada. Trudno jednak nie zauważyć, że w zasadzie od rozstania ze Stanisławem Czerczesowem Wy wygrywacie nie dzięki trenerom, a mimo trenerów. Co każe przypuszczać, że gdybyście znaleźli wreszcie jakiegoś sensownego szkoleniowca, tytuł inkasowalibyście gdzieś w połowie kwietnia.

A, no i oczywiście, że tym razem może się Wam nie udać. Dzban, woda, ucho, te rzeczy. Gdybym jednakowoż miał się zakładać, postawiłbym na to, że jeszcze się uda.

Lech? Dajże spokój, Iocosusie. To, co od dłuższego już czasu dzieje się w Poznaniu, stanowi świetny, gotowy materiał na dysertację doktorską (a może nawet od razu habilitację) z dziedziny psychiatrii. I ja w żadnym wypadku nie piszę tego, by się z Kolejorza natrząsać. Mnie jest ich autentycznie żal.

@ CTP:

Także spokojnie z tą pierwszą ósemką...

Spoko wodza, odlotów nie ma. Wiesz co? Mnie i śmieszy, i przeraża zarazem takie nieodparte wrażenie, że pomiędzy Cracovią z lata, a Cracovią z zimy nie ma wcale aż takiej znowu różnicy. Znaczy owszem, jest. W wynikach. W grze? No właśnie bez szału. OK, Janek Gol niewątpliwie złapał formę i ustabilizował środek pola. Pesković też wygląda o niebo solidniej od Gostomskiego. Niemniej, jak już tu obok pisałem, przede wszystkim to po prostu zaczęło nam wpadać. A skoro tak, to może i przestać. Oby nie.
17piątek, 22, lutego 2019 08:41
Zgred
@a-c10

Witaj Krakowiaczku Wink przenosząc kilka słów z sekcji "na aucie" -przyjmij także moje gratulacje, wygrana zasłużona, wybiegana, wywalczona. Brawo, Brawo - klask, klask, klask ( to na poważnie).

Zostawiając już na boku "wyczyny reprezentacyjne" byłego selekcjonera, rozpoczynająca się właśnie wiosenna runda będzie, myślę, najlepszą weryfikacją pewnych umiejętności, planów czy stylu prowadzenia zespołów.
I tak, biorąc pod uwagę trzech panów: Adama, Michała i RyszardaWink,
cechą wspólną, która ich wyróżnia na tle innych trenerów e-klapy jest - zapatrzenie w koniec swojego nosa, despotyzm oraz autorytaryzm w rządzeniu zespołem. Różnica, która aż bije po oczach jest oto taka, że wszystkie działa dziennikarskie czy medialne wymierzone są w jednego...Czy faktycznie na to zasługuje? Nie wiem, być może tak, ale lufy dział i kaliber "tzw. sił ataku" jak zawsze wymierzony w Ł3.
Biorąc pod uwagę autorskie plany, programy, schematy przygotowań zimowych do gry wymienionej trójki, weryfikacją będą następne kolejki ligowe spokojnie rozpędzającej się ligi. Jednak moim skromnym zdaniem, już można dostrzec pewne różnice. Otóż zaczynam się zastanawiać czy czasem Probierz celowo kroił formę na start, na początek gier...chcąc złapać jak największą liczbę punktów, kosztem innych zespołów, które spokojnie będą wchodzić w tryby swojej formy, realizując swoje plany z przygotowań. Wybieganie, motoryka i głównie dynamika waszych piłkarzy była/jest na bardzo wysokim poziomie ( połowa lutego), to nas różni, a Lecha tym bardziej. Jeżeli tak jest, to musi zakładać, że całej rundy tak nie zagra, będzie musiał budować drugi, a może i trzeci szczyt w cyklach treningowych, ale wtedy będzie miał punktowe "nadróbki"...może to i chytry plan - zobaczymy.
My natomiast wchodzimy w sezon ospale, owszem siłę mamy, ale biegamy "jak konie" jednostajnie ( to ponownie widać po Hlousku), jednak opierając się na przeszłości, jest to naszą wizytówką, w zasadzie pod każdą trenerską ręką...I tak:

17.02.2019 0-2 z Cracovią
----------------------------------------
28.02.2018 0-2 z Jagiellonią
19.02.2017 1-3 z Ruchem
02.03.2016 0-3 z Termaliką
02.03.2014 0-3 z Jagiellonią (w.o.)
23.02.2013 2-3 z Koroną

Wszystkie te porażki łączy jeden wspólny, acz znamienny mianownik - to daty sezonów, w których zdobywaliśmy MP Wink

Jeżeli RSP utrzyma ten trend osiągnie sukces, jednym słowem - wygra...żadna z przypisywanych mu złych czy brzydkich cech, znaczenia nie będzie miała. Wygra ze wszystkimi, którzy obecnie stają w kontrze do jego nazwijmy "portugalskiej ekspresji"...Jeżeli.
Jeżeli...tak się nie stanie, zostanie "rozjechany" niemiłosiernie przez czyhające na każde potknięcia media.

Już rozpoczynająca się dzisiaj kolejka może przynieść uspokojenie (oby) lub wzrost temperatury "grzania"...Mecz z Lechem, już na wstępie sezonu staje się dla obu zespołów ogromnie ważnym odniesieniem sytuacji w której mogą się znaleźć po jego zakończeniu. Ewentualna nasza porażka, (przy wygranej Lechii Gdańsk) stawia nas w przysiadzie z 7 - punktową stratą do Gdańszczan, zaś przegrana Lecha, "zakopuje ich" w głębokim przykurczu środka tabeli...Oj, będzie się działo, będzie...i na boisku i na ławkach trenerskich.
18piątek, 22, lutego 2019 09:08
CTP
@Zgred
"Jeżeli tak jest, to musi zakładać, że całej rundy tak nie zagra, będzie musiał budować drugi, a może i trzeci szczyt w cyklach treningowych, ale wtedy będzie miał punktowe "nadróbki"...może to i chytry plan - zobaczymy."

Mamrotowi w zeszłym sezonie udało się załapać na wicelidera, choć trzeba przyznać, że przy dużej pomocy Lecha i pozostałej piątki, która kompletnie nie była zainteresowana grą w pucharach. Ale też wydaje mi się, że takie a nie inne przygotowania Jagi miały niebagatelny wpływ na postawę w pucharach, gdzie odpadli już w II rundzie LE. Nam jednak forma jest potrzebna na cały rok.
19sobota, 23, lutego 2019 13:31
Baron
Nie wiem co się dzieje ale kolejny raz pisząc na stronie wywala się mi komentarz i wszystko resetuje bez możliwości przywrócenia tego co się wcześniej napisało. Przy krótszym tekście nie jest to problemem ale przy dłuższej formie mówiąc kolokwialnie po prostu to wkurwia i sie odechciewa pisać ponownie.

W bardzo dużym skrócie RSA nie jest idealny ale nie jest też jakimś kretynem, furiatem idiotą, chamem itp. na jakiego kreują go nasze rodzime media, a część środowiska sportowego i kibicowskiego przyjęła bezmyślnie taką retorykę. Co by nie zrobił i nie powiedział RSA to ma już doklejoną łatkę i gotową tezę na swój temat. Ja tam osobiście wolę takich "wariatów" jak RSA, Czerczesow czy np. Diego Simeone niż trenerów pokroju Magiery, Skorży czy Fornalika. Z ocenami wstrzymam się do końca sezonu i wtedy będę krytykował lub chwalił.

Ostatni głośno było Furman gate i co? I dooopa blada, nie mniej medialnie zdążono Dominika zgnoić i zrównać z ziemią. To tak ku przestrodze.

I jeszcze o RSA:

"Przypomnijmy, po meczu z Cracovią nie podał pan ręki Michałowi Probierzowi. Naprawdę chodziło o odkopanie futbolówki?

Nie do końca to rozumiem. To było przed pierwszym gwizdkiem. Mecz był opóźniony przez zadymienie na stadionie. Rozgrzewaliśmy się. Jedna z piłek wyleciała poza linię. Nieco bardziej na lewo, w stronę ławki Cracovii. Ruszyłem po nią, aby oddać ją moim piłkarzom. Tymczasem trener Probierz wyprzedził mnie i odkopał ją tuż przed moim nosem. Byłem w szoku. Zapytałem: „Co pan robi?”. Spojrzał w dół i odwrócił się na pięcie. To była jawna prowokacja. Po chwili znów zapytałem: „O co chodzi?”. Podszedł do mnie, chcąc zabrać mi piłkę. To niepoważne. Okej, czasem zdarzają się różne rzeczy w trakcie meczu. Przecież ja też reaguję ostro, atakuję, krzyczę – trenerzy bronią swojego terytorium. W pełni to rozumiem. Emocje to część tej gry. Po meczu idę i podaję każdemu rękę. Nie mam z tym problemu. Przegrałem z Pogonią czy Wisłą Płock i wszystko było w porządku. Dlaczego nikt o tym nie mówi, a sytuację z Probierzem przekręca się na moją niekorzyść, że to ja się źle zachowałem? To on zachował się niesportowo na początku meczu. Przy następnej okazji niech podejdzie i przeprosi za prowokację, a wszystko wróci do normy."

No ale jak wiadomo z ostatnich dni to Probierz jest wzorem wszelkich cnót i dobrego wychowania, zwłaszcza kiedy można dokopać Legii.

A propos jeszcze ostatniego meczu Legii z Cracovią to owszem Craxa zagrała lepiej, ładniej dla oka, ale pomimo tego Legia będąca cieniem samej siebie miała kilka nie bardzo dobrych, jak nie świetnych sytuacji strzeleckich i ten wynik mógłby być finalnie zupełnie inny. Gdyby Agra czy Jędrzejczyk wykorzystali swoje sytuacje, zwłaszcza ten pierwszy to dziś pewnie w innych nastrojach komentowalibyśmy tamten mecz.
Ja jeszcze odnośnie Legii AD 2019 to mam w pamięci jak ją budował wcześniej Magiera, Jozak i Klafuric i jaki miało i ma to wpływ na obecną drużynę. Zmiany personalne po dwóch eurowpierdolach były nieuniknione i kwestią czasu, i ten czas pokaże nam wszystkim czy obecne wybory personalne są drogą we właściwym kierunku.
20sobota, 23, lutego 2019 13:45
Baron
Długo nie trzeba było czekać:

"– Jak tylko Legia podjęła temat Sa Pinto, informacje na temat tego człowieka były nieciekawe. I to się potwierdziło. W skrócie: on zachowuje się jak kmiot."

Jacek Cyzio

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1