A+ A A-

Banały

pilkaBardzo przejrzysta wydaje się być sytuacja przed wznowieniem rozgrywek Ekstraklasy. Legia walczy o mistrzostwo, Lech czyha na nasze potknięcie, Górnik i Polonia marzą o powtórzeniu udanej jesieni, choć już raczej bez mistrzowskich aspiracji, Podbeskidzie i Bełchatów czeka z kolei mission impossible w postaci konieczności odrobienia dziewięciu punktów straty do miejsca dającego gwarancję pozostania w Ekstraklasie.

Zostawmy bielszczan i bełchatowian z ich problemami, nas rzecz jasna bardziej interesują scenariusze mogące zaistnieć na szczycie tabeli. Przejrzystość ukształtowanego jesienią podziału ról jest na tyle duża, że sprowadza się do odpowiedzi na jedno pytanie - czy Legia sprosta oczekiwaniom, czy je zawiedzie. Zdarzyć się może i jedno, i drugie, a argumenty wspierające każdą z tez brzmią dość banalnie.

Banałem są twierdzenia, że w piłce nic nie jest pewne do ostatniego gwizdka, że mistrzostwa nie zdobywa się ani budżetem, ani nazwiskami, ani transferami - to 'oczywista oczywistość' dla każdego, nawet umiarkowanie rozgarniętego kibica, a my, legioniści, mamy w obszarze marnowania potencjału ludzkiego i finansowego całkiem pokaźne i niekoniecznie pozytywne doświadczenia.

Weźmy na tapetę naszą zimową ofensywę transferową. Przybycie każdego z 'nowych' cieszy, każdy z  tych transferów wydaje się logicznym wzmocnieniem bądź uzupełnieniem zespołu. Ale wszyscy przypominamy sobie zapewne przynajmniej dwie takie zimowe ofensywy, z których zbyt wiele pożytku nie wynikło. Choćby rok 1997. Jesienią Legia w dwunastoosobowym składzie dzielnie stawała tak na ligowych, jak i europejskich boiskach, zimą pojawił się możny inwestor, firma Daewoo, pojawiły się i transfery. Reprezentant Polski Sylwester Czereszewski, Paweł Skrzypek z Rakowa, kolejny świeżo upieczony reprezentant, który rewelacyjnie zaprezentował się w towarzyskim meczu Polski z Brazylią (2:4), młodzi i utalentowani Jacek Magiera i Piotr Włodarczyk. Legia miała być jeszcze silniejsza niż udaną przecież jesienią. Efekt? Mistrzostwo Polski wydarł nam Widzew, pokonując nas 3:2 w niezapomnianym dreszczowcu na Łazienkowskiej. Zbudowany zimą 1997 roku trzon drużyny permanentnie zawodził w kolejnych sezonach.

Trzy lata później sytuacja się powtórzyła. Jesienią sezonu 1999/00 w Legii pojawił się Franciszek Smuda, a wraz z jego przybyciem Legia zaczęła grać znakomity (tak, to nie żart) futbol. Wydawało się, że wiosną pomkniemy po mistrzostwo niczym tegeve, zwłaszcza, że 'Franz' ściągnął swoich starych znajomych - z niemieckich i austriackich wojaży powrócili Paweł Wojtala i Rafał Siadaczka, po licznych zdrowotnych perturbacjach odbudować mieli się u nas Tomasz Łapiński i Marek Citko. Skutek? Katastrofalna runda, z kretesem przerżnięte nie tylko mistrzostwo Polski, ale i miejsce dające prawo startu w europejskich pucharach. Ku przestrodze.

Przeciwników też lekceważyć (banał!) nie wypada. Oczywiście, Lecha strasznie zbliliśmy jesienią, ludzie Rumaka grali przeciętnie, notując kilka szczęśliwych wyników, zwłaszcza w meczach wyjazdowych. Niemniej jednak ich zdobycz punktowa nie wygląda najgorzej, drużyna ma stabilny, szeroki skład, ma kilka indywidualności w pierwszej jedenastce, wzmocniła się właśnie skutecznym napastnikiem. Lecha bez wątpienia stać na to, żeby seryjnie wygrywać mecze, a to oznacza, że chwilowa drzemka (takową zaliczyliśmy jesienią, remisując trzy mecze z rzędu) może szybko pozbawić nas przewagi nad poznańskim rywalem. Im będzie się grać psychicznie łatwiej, nie atakują z pozycji absolutnego faworyta, nie muszą, a jak presja potrafi spętać nogi (choć może raczej - umysły) w paskudny sposób przekonaliśmy się w zeszłym roku.

Z drugiej jednak strony - również banał - Legia jest kandydatem numer jeden do zdobycia tytułu. I to bezdyskusyjnie! Legia to imponująca mieszanka rutyny z młodością, doświadczenia z głodem sukcesów i pragnieniem wdarcia się na kolejne szczeble kariery. Legia to jak na polskie warunki niezwykle szeroka kadra, ławka rezerwowych, która byłaby pewna występów w niemal każdej innej ekstraklasowej drużynie. Legia to trener z doświadczeniem, z  osobowością, z autorytetem, potrafiący zapanować nad zróżnicowanym wiekowo i narodowościowo tyglem obecnym w naszej szatni. Żaden z naszych ligowych przeciwników, łącznie z Lechem, nie dysponuje aż tak szerokim spektrum piłkarskich argumentów. Presja presją, ale Saganowski, Ljuboja, Żewłakow czy Wawrzyniak nie są przecież w tej drużynie tylko dlatego, że ładnie wychodzą na zdjęciach, a strach powinien towarzyszyć naszym przeciwnikom, stawiającym czoła ekipie, w składzie której biega 3/4 spośród pozostałej w Polsce czołówki klasyfikacji ligowych strzelców.

Cztery punkty przewagi - to kapitał, którym nie mogła poszczycić się ani przegrana ekipa z 1997, ani ta z 2000 roku. Cztery punkty pozwalają na margines błędu, skutkują tym, że każda wpadka przeciwników (bo przecież - znów banał - nie ma takiej siły, żeby wygrywali wszystko od początku do końca) stworzy nam szansę na powiększenie przewagi i złamanie ducha w grupie pościgowej.

Nic nie zdarza się dwa razy (a jakże - banał), trauma zeszłego roku powinna zatem zostać przekuta w tegoroczny sukces. Inaki Astiz nie może wszak znów notować brzemiennej w skutkach 'obcinki' w każdym meczu. W polu karnym przeciwnika nie będzie kręcił się zdezorientowany Ismael Blanco, lecz wyjadacz 'Sagan', względnie wyśmienicie wyszkolony i znakomicie odnajdujący się w specyfice polskich boisk 'Vlado' Dwaliszwili.

Ten sukces bardzo nam się przyda, trzeba o niego walczyć. Przyda nam się wizerunkowo, wzmocni pozycję nowego prezesa, dostarczy uzasadnienia dla kierunku, w którym zaczęła tej zimy podążać Legia i który zdaje się nam być kierunkiem słusznym. Prawidłowo zbudowana drużyna, mentalnie silniejsza dzięki osiągniętemu sukcesowi, skonsolidowana jako grupa ludzi, może ruszyć dalej, ku Europie, dostarczając paliwa dla kolejnych sukcesów. Warto pamiętać, że droga do Ligi Mistrzów jest przynajmniej w teorii łatwiejsza niż do Ligi Europy, zresztą w ostateczności do fazy grupowej Ligi Europy szybciej można dostać się, przegrywając kwalifikacje do Ligi Mistrzów, niż pokonując trzy kolejne przeszkody, z których przynajmniej dwie tradycyjnie zapowiadają się wielce niewdzięcznie. Jest o co grać.

Dość już wspominania chórzystów kalających uroczy wrocławski rynek, niech na oglądanie wokalnych popisów nie nastawiają się również sympatyczne poznańskie koziołki. Tym razem czas na fetę na Starówce.

Dyskusja (17)
1środa, 20, lutego 2013 12:49
corazstarszy
Tekst taki jak trzeba, w sam raz przed początkiem rundy. Właśnie zdziwiło mnie to porównanie z ofensywą transferową 96/97, bo jednak wtedy po meczach jesiennych byliśmy na 2. miejscu. Ale Autor to przypomniał.
Jeden fragment, przy interpretacji którego różne rzeczy przychodzą mi do głowy: "Legia to imponująca mieszanka rutyny z młodością, doświadczenia z głodem sukcesów i pragnieniem wdarcia się na kolejne szczeble kariery".
Czyż nie to samo mogliśmy napisać rok temu? Też byli i "doświadczeni" i "młodzi". I co nam przyszło z doświadczeń Novo, Ljuboji, Wawrzyniaka, Astiza czy Żewłakowa w decydujących momentach sezonu? Co, poza Pucharem Polski, z młodości Żyry?
Jedna rzecz to doświadczenie, które, np. w sensie liczby rozegranych meczów ligowych, wielu piłkarzy Legii ma, a co innego - lenistwo, pokrywanie gadaniem nieróbstwa boiskowego, braku sił, złych nawyków. Czy doświadczenie Ljuboji sprawi, że nagle przestanie zostawać po trzy razy na 45 minut na spalonym, albo że zacznie trafiać w bramkę z rzutów wolnych blisko pola karnego rywala? Doświadczenie Żewłakowa, patrząc na jesień, to mit. Takich wyczynów, jakie on zaliczał, to nie zalicza piłkarz początkujący, grający pierwszy mecz w Ekstraklasie. Za to ów, skrzętnie podtrzymywany po wywiadach, mit pozwoli mu, o zgrozo, objąć stanowisko dyrektora sportowego. To samo można powiedzieć o interwencjach rutynowanego Astiza w Zabrzu i doświadczonego Kuciaka - choćby wczoraj w meczu z Rakowem, a wcześniej z Wisłą czy w Lubinie. Ich doświadczenie w tym momencie jest nic nie wartym sloganem.
Młodość? Są oprócz młodzieńczej fantazji, jej gorsze strony - chyba najbardziej widoczne na przykładzie poczynań Kucharczyka od 2010 r. Strach pomyśleć, jak to będzie wyglądało, gdy tą drogą podążą Kosecki jr., Łukasik i Furman. Oby nie wszyscy w jednym czasie.
Może to jest pesymistyczne, co piszę, ale ciągle robi na mnie wrażenie wspomnienie wiosny sprzed roku. Wówczas, Legia przebiła w moim prywatnym rankingu, i to znacznie, klapę z 1997 r. Tam był jeden mecz, bez czasu na reakcję, rok temu - były całe tygodnie, liczne ostrzeżenia i ostatnie dzwonki, a reakcji - żadnej.
Fatalne wrażenie zrobił też na mnie ostatni mecz jesienny we Wrocławiu. Gdy Radović raz zrobił to, za co ma płacone - strzelił na bramkę, nie za mocno, ale tak, że Kelemen wypluł piłkę, to mogący dobijać (a co najmniej powalczyć o pozycję do dobitki) Ljuboja zajęty był akurat poprawieniem getrów. Czym się różnił w tamtym momencie od Marcina Cabaja z pamiętnego meczu Legia - Cracovia 2-1 z sierpnia 2010? Pamiętam też, że w ostatnich minutach meczu, a doliczone były 4 minuty, Legia nie powąchała nawet piłki. Koronowani tydzień wcześniej na mistrzów jesieni, nasi piłkarze, mimo szlachetnych deklaracji, pokazali wówczas, jak półsukces rozleniwia i rozpręża. Nic się nie zmieniło od tamtego czasu - nadal są na etapie półsukcesu, nadal nic nie osiągnęli i nadal błyszczą w wywiadach.
Jesteśmy faworytem jak nigdy, przegramy jak zawsze. Tak: Legia jest największym zagrożeniem dla Legii i po raz kolejny wszystko spieprzy.
2środa, 20, lutego 2013 14:16
Bolek
@corazstarszy

Dżizas, chłopie, jakiś Ty optymistycznie do świata nastawiony Wink
3środa, 20, lutego 2013 14:17
Senator
No to corazstarszy zostaniesz zaraz za swój defetyzm postawiony do pionu przez JJ Smile . Panowie szlachta oczywiście zdarzyć się może wszystko i ja stary doskonale wiem jak ten nasz klub potrafi spieprzyć to czego teoretycznie się nie da. Mimo to wiem jedno Legia to najwspanialszy i najlepszy klub w naszym kraju żeby się dalej nie rozpędzać Smile Jak dobrze wiemy nie rutyna , nie indywidualności ( no chyba że grałby w naszej lidze Messi lub CR7) dadzą nam tytuł a kompletna drużyna , gdzie każdy robi swoje, ale też w razie co robi za drugiego lub jak kto woli jeden za wszystkich wszyscy za jednego. Pytań jest sporo . Czy Ljuboja i Rado będą chcieli sami zdobyć tytuł czy dostrzegą jednak na boisku innych ? Czy obrońcy będą skupieni na tym grze, czy inne sprawy będą zaprzątały im głowę. Jedno jest na dziś pewne, atmosfera w okół klubu i mam nadzieję w samym klubie jest dobra, motywująca, pobudzająca do działania tak więc do boju Legio.
Osobiście marzę o tym aby to młodzi doprowadzili nas do tytułu.
4środa, 20, lutego 2013 14:20
Walles
Bardzo fajny tekst. Mam w zasadzie tylko jedno ale. Dotyczy to zdania "Nic nie zdarza się dwa razy". Tutaj bowiem powracają traumatyczne wspomnienia przegranych mistrzostw z Widzewem 1:2 oraz 2:3.
Jednak na dzień dzisiejszy to my jesteśmy na czele więc nie ma co krakać i biadolić. Ten rok rozpoczął się dla Legii w wielu sprawach bardzo fajnie więc nic tylko iść za ciosem.
5środa, 20, lutego 2013 14:28
Forever (L)
"Mistrzostwo Polski wydarł nam Widzew, pokonując nas 3:2 w niezapomnianym dreszczowcu na Łazienkowskiej."

Raczej powinno być
Mistrzostwo Polski SPRZEDANE do Widzewa w niezapomnianym przekręcie który cała Polska widziała ale nic z tym nie zrobiła"
6środa, 20, lutego 2013 14:48
CTP
@corazstarszy
W przypadku Kucharczyka, to żadna nowina, że po swojej pierwszej rundzie wylądował na ławce. Pewnych rzeczy zaniechanych w wieku juniorskim nie da się później już nadrobić. Owszem, gdy już dostanie piłkę w polu karnym, to potrafi pokonać bramkarza ale przed linią pola karnego ten piłkarz jest po prostu technicznie drewniany. On bardzo chce ale po prostu nie potrafi a jak nie potrafi, to boi się ryzykować, bo będzie strata i pójdzie kontra. Kosecki, Furman czy Łukasik zdecydowanie przewyższają go zwykłym wyszkoleniem piłkarskim.
Natomiast, słusznie zwracasz uwagę na syndrom samozadowolenia, który już nieraz potrafił zrzucić nasz klub z piedestału. I tutaj, moim zdaniem, zaczyna się rola Leśnodorskiego, który w takich sytuacjach powinien uświadomić piłkarzom, że najważniejszą osobą w szatni jest trener a to co mówi jest święte.
7środa, 20, lutego 2013 15:25
Senator
@CTP
Zgadzam się z Tobą . Kucharczyk jest technicznie najsłabszy z wymienionych. Pamiętajmy jednak, że przychodził do nas jako środkowy napastnik, taki Sagan który wykańcza akcję. Pewnie mnie tu zjecie ale Marek też do tuzów techniki nie należy, jak dostanie piłkę na strzał jest dobrze, ale jak ma ją przyjąć (szczególnie trudną) to też dupa.
8środa, 20, lutego 2013 16:03
Garm
Smile

Szanownemu przedpiścy dedykuję ten filmik.
9środa, 20, lutego 2013 21:27
CTP
@Senator
Tyle, że na skrzydle Kucharczyk jest naprawdę bardzo pożyteczny. Lubi sobie pobiegać i pościgać się z obrońcami przeciwnika. Dość dobrze też gra w destrukcji, o wiele lepiej niż np. Salinas. Można powiedzieć, że gra na bokach trochę ukrywa jego niedostatki. No ale ciężko mu będzie wywalczyć plac, bo w tej rundzie będzie prawdopodobnie zmiennikiem Radovica.
10czwartek, 21, lutego 2013 07:24
anonimowy_legionista
Napiszę jeszcze większy banał, największym wrogiem Legii jest słaba liga.

Poza tym może i Lechowi na wyjazdach się przy-farciło, ale jak poprawią statystykę u siebie to będzie nasz główny rywal do tytułu.

...myślą przewodnią mojego wpisu jest to, że słaba liga oznacza słabego mistrza,a bycie hegemonem TME nic nie znaczy.

Czas pokaże jak to będzie wyglądało. Jeżeli Legia jest dużo mocniejsza od rywali to w rundzie rewanżowej powinniśmy wygrać 10 meczów i to przekonywująco po czyli 2 czy 3 do 0.

Główne czynniki jakie będą miały znaczenie:

#szybkość operowania piłką/szybkość rozgrywania akcji
#skuteczność
#koncentracja w obronie
#organizacja gry po stracie piłki
11czwartek, 21, lutego 2013 11:19
CTP
@anonimowy_legionista
Ta statystyka Lecha nie bierze się z przypadku. Ona oznacza, że Lech u siebie próbuje grać bardzo ofensywnie a że nie za bardzo posiada piłkarzy do ataku pozycyjnego, to notuje dość dużo niebezpiecznych strat na połowie przeciwnika, przez co naraża się na kontry. W dodatku oni grają bardzo wysoko swoimi bocznymi obrońcami i dopóki grał Arboleda, to jakoś łatał te dziury. Bez Mańka mam wiele wątpliwości, czy uda im się utrzymać to drugie miejsce.
12czwartek, 21, lutego 2013 11:46
Forever (L)
No właśnie jak to jest z Arboledą kiedy on wróci do gry ??
13czwartek, 21, lutego 2013 12:03
JJ
@CTP

Masz dużo racji (Lech nie posiada piłkarzy do ataku pozycyjnego), ale to czas przeszły. Hamalainen plus Linetty i Teodorczyk mogą to zmienić, szczególnie ten Fin w urywkach, które można było go obejrzeć czy już w sparingach Lecha pokazał, że jest do tego stworzony. Cabral pokazywał to u nas również, więc to żaden wyznacznik, ale trzeba się liczyć z tym, że jednak wypali.

Generalnie dobry tekst gawinie.
14czwartek, 21, lutego 2013 12:28
anonimowy_legionista
@CTP

Mam świadomość tego, że wyniki Lecha nie są przypadkowe. Jeżeli coś się raz czy dwa wydarzy można mówić o przypadku. Przy powtarzalności wyników jednak nie ma mowy o tym.

Najbardziej martwi mnie ten Hamalainen - to jest przemyślany transfer.

Zresztą nie ma co się patrzyć po innych. Nasi piłkarze muszą chcieć, jak im się będzie chciało to połowa sukcesu.
Poza tym najważniejszą rzeczą jest to, czy trener Urban poprawił tempo rozgrywania akcji - to będzie kluczowe wiosną.
15czwartek, 21, lutego 2013 14:01
mistis
Gdy Teodorczyk podpisał kontrakt z Lechem przez długą chwilę się bałem jak to będzie... Ale przestałem. Dobre wyniki Lecha to była kwestia dobrej obrony, opartej na Arboledzie. Przypominam że jak tylko on wypadł ze składu to zaczęli tracić po kilka bramek na mecz. Że niby teraz przyszedł do nich dobry napastnik Teodorczyk i zacznie strzelać jak na zawołanie? Pfff, gadanie. Kaleka Ślusarski strzelił więcej bramek jesienią niż boski Teo, a jednak wyżej cenię pomoc (tą kreatywną, nie tą defensywną) Polonii. Więc Teodorczyk nie będzie lekiem na całe zło (nieskuteczność) Lecha. Fin o trudnym nazwisku? Najzwyczajniej w świecie nie wierzę że tak od razu odpali w naszej specyficznej lidze - JJ słusznie zauważył że i Cabral powinien był nam więcej pomóc (chociaż pewnie i Skorża maczał w tym palce że nie pomógł Wink)

@ anonimowy_legionista

a ja wcale nie myślę że jest taka słaba Wink szczególnie jeżeli to Legia tę ligę wygra - bo ja uparcie będę twierdził (jako naczelny szowinista) że nasza Legia ma najtrudniej i że KAŻDY napina się jak może na mecz z nami, nawet kosztem odpuszczenia meczu wcześniej i meczu później (wystarczy przypomnieć sobie końcówkę poprzedniego sezonu i co i rusz kolejne wycieczki kibiców do swoich piłkarzy z przypomnieniem że mecz z Legią to najważniejszy mecz. i wtedy kolejne drużyny grały świetny mecz z nami, po czym odpuszczały kolejny takiemu Ślaskowi).
16czwartek, 21, lutego 2013 16:01
gawin76
@ corazstarszy

Niestety trudno odmówić Twojemu wywodowi logiki - ale trzeba jednak przyznać, że przestoje, indywidualne błędy i niezrozumiałe porażki zdarzają się najlepszym.

Mnie dla odmiany w wynikach Legii osobliwie drażni ilość meczów - dziwolągów (typu Ried u siebie, Podbeskidzie, Piast). Wolałbym, żeby więcej było meczów wygranych rutyną i ogólną przewagą w wyszkoleniu, typu 3:0 z Ruchem Very Happy Natomiast napiszę tak - w zeszłym roku miałem jakieś niezrozumiałe złe przeczucia przed wiosną, coś mi w tamtej Legii nie pasowało, nawet spierałem się o to tutaj bodaj z Wallesem. Tym razem mocno wierzę, że będzie OK Wink

@ Walles

Wtedy zadziałało "nieszczęścia chodzą parami". Ale to było przecież rok po roku, a teraz... Tfu! Wink

@ anonimowy_legionista

Ta 'słabość ligi' to faktycznie może być pewien problem nie tylko latem, ale także tu i teraz.

Jeżeli mogę pokusić się o wtręt osobisty, to trochę tak jak z moimi uczniami na kursach Wink Tym najlepszym zawsze tłumaczę, że powinni mieć nadzieję, że matura z angielskiego będzie mozliwie najtrudniejsza, bo dopiero na naprawdę trudnym egzaminie będzie wyraźnie widać różnicę pomiędzy nimi a konkurencją. Łatwy egzamin rozmywa różnicę. Jestem w stanie sobie wyobrazić (niczego nie przesądzając), analogię, w której my jesteśmy tym mocnym uczniem, Lech trochę słabszym, a runda wiosenna - maturą. Jeżeli Lech nie będzie napotykać oporu w kolejnych meczach, może nie być nam łatwo o pewne utrzymanie przewagi.

Ale z drugiej strony - kto mógł przed rundą jesienną przewidzieć, że tak znakomicie będą długimi tygodniami grać Górnik i Polonia? Śląsk w drugiej odsłonie rundy też zresztą był świetny, gdyby nie potracili głupio punktów w meczach takich jak tez z Jagiellonią, teraz siedzieliby nam na karku. Może zatem i wiosną ktoś 'wypali'.
17sobota, 23, lutego 2013 00:39
anonimowy_legionista
Ja się boje jeszcze jednej rzeczy, mocno upraszczając - za Skorży wystarczyło postawić autobus i skontrować wtedy byliśmy w opałach.
Natomiast za Urbana wystarczy mocniej przycisnąć Legię na początku i jeżeli coś wpadnie robi się problem - trzeba gonić wynik.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1