A+ A A-

Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
Dyskusja (1605)
1605niedziela, 20, maja 2018 09:10
Zbyszek
Znowu mieliśmy możliwość obejrzenia znakomitego bokserskiego pojedynku, tym razem o pas mistrza świata Federacji WBC w wadze półciężkiej pomiędzy dotychczasowym mistrzem Kanadyjczykiem Adonisem Stevensonem lat 41, walk 30, jedna porażka, 24 razy TKO,a pretendentem Szwedem Badou Jackiem lat 35, walk 25, jedna porażka , 2 remisy,13 TKO. Stevenson dwa razy walczył z Andrzejem Fonfarą i po dotkliwej porażce z nim Polak przeniósł się do wagi junior ciężkiej i 16 czerwca na Torwarze stoczy pierwszą swoją walkę tej kategorii. Natomiast Jack większość walk stoczył w wadze super średniej i pokonał w niej wielu byłych mistrzów świata. Walory obu bokserów były dobrze znane . Obaj znakomicie wyszkoleni technicznie, sprawni, świetnie poruszający się na nogach, wykazujący instynkt i iście zwierzęce wyczucie słabości rywala. Różnice zasadnicze to zdecydowanie większa siła ciosu, zwłaszcza z lewej ręki Stevensona ,a po stronie Jacka dogłębna analiza słabych stron przeciwnika.
Faworytem był Stevenson,ale Jack przeciwstawił mu wyśmienitą taktykę. Ponieważ Stevenson jest najgroźniejszy w pierwszych rundach to Jack przyjął w nich aktywną , skoncentrowaną obronę. Pierwsze 3 rundy dzięki ciosom prostym z prawej ręki i presji wywieranej na rywalu wygrał Stevenson. Ale w 4 rundzie Jack postanowił sam zaatakować i okazało się,że Kanadyjczyk tego nie lubi i w obronie się gubi, szczególnie kiedy Szwed wchodził w półdystans to Stevenson od razu klinczował. Czwarta runda dla Jacka. W piątej wyrównanej znowu Stevenson był górą dzięki lewym hakom na dolne partie tułowia.Ale przepychanki w półdystansie i zwarciu trochę nadwyrężyły siły Stevensona, gdyż od 6 do 9 rundy to Jack górował ,a w starciu 7 , gdyby trwało z pół minuty dłużej mógł wykończyć Stevensona. Kiedy już wszyscy wieszczyli koniec Stevensona ten w 10 rundzie ruszył do natarcia i gdyby nie gong to walka dla Jacka by się zakończyła. Kanadyjczyk w 11 rundzie kontynuował natarcie,ale już z mniejszym animuszem.Podobnie zaczął 12 rundę,ale nieoczekiwanie Jack się przebudził i podjął wymianę ciosów,w końcówce rundy zdecydowanie przeważając.Walka remisowa i tak też punktowało 2 sędziów. Czekam z niecierpliwością na rewanż.

A teraz dwa zdania o tegorocznym Giro. Przed wszystkim zachęcam do oglądania ,bo wyścig jest pasjonujący.Włosi tym razem bardzo mądrze tak ustawili trasę,że w pierwszej fazie wyścigu nie ustaliła się wyraźna przewaga części faworytów co sprawia,że mamy do czynienia z jednym wyścigiem ,a nie dwoma lub trzema. Pierwszy etap jazdy na czas wygrał zgodnie z oczekiwaniami Tom Dumoulin,a Froome stracił 37 sekund wskutek upadku.Holender nie bronił różowej koszulki i od drugiego etapu ogranicza się do kontrolowania poczynań głównych rywali. Najbardziej znaczącym kolarzem na tym etapie współzawodnictwa okazuje się młody Simon Yates z grupy Mitchelin- Scott, który walcząc na każdym etapie górskim lub tylko pagórkowatym został liderem w klasyfikacji generalnej. Chce bowiem zdobyć przewagę nad Dumoulinem co najmniej 2 minut, gdyż tyle może do Holendra stracić na etapie jazdy na czas.Fachowcy pogrzebali już Frooma jako pretendenta do wygranej,ale przedwcześnie, gdyż wczoraj na 14 etapie na słynne Monte Zoncolan to on wygrał etap z niewielką przewagą nad innymi faworytami, z których duże straty odnotował Aru.
Po 14 etapach prowadzi w klasyfikacji generalnej Yates o 1,24 minuty przed Dumoulinem, 1,37 przed Pozzozivo,1,46 przed Pinotem i 3,10 przed Froomem. Dziś na 176 kilometrowej trasie 4 premie górskie o średnim nachyleniu 7%. A w ostatnim tygodniu jazda na czas i dwa mordercze etapy w Alpach.
1604niedziela, 06, maja 2018 06:35
Zbyszek
Ten boks zaczyna mnie wkurzać, czekam na walkę do 6 rano,a tu myk 5 minut i po zawodach. A mowa o pojedynku o pasy mistrza świata Federacji WBA,WBO I WBC w wadze średniej w Carston w Kalifornii pomiędzy ich posiadaczem Kazachem Gennadijem Gołowkinem lat.36 ,walk 37, 1 remis , 21 wygranych przez TKO,a Armeńczykiem Vanesem Martirosyanem lat.32, walk 40,3 porażki , 21 wygranych przez TKO. Walka pierwotnie we wczorajszym terminie miała być rewanżem Gołowkina z "Canelo" Alvarezem,ale u Meksykanina wykryto niedozwolone substancje, został zdyskwalifikowany,ale po dodatkowych badaniach go uniewinniono, lecz Kazach nie chciał z nim walczyć. Natomiast z Martirosyanem miał walczyć o prawo bycia pretendentem do tytułu mistrza Federacji IBF wagi super półśredniej Maciej Sulęcki, który ostatecznie zaboksował w średniej z Jacobsem.Być może za 2 lata jak Sulęcki intensywnie popracuje nad wyeliminowaniem błędów i poprawą siły i szybkości będzie gotowy,aby podjąć walkę z Gołowkinem.
Gołowkin mając 19 obron pasów jest bliski rekordu należącego do Bernarda Hopkinsa, który takich wygranych obron miał 20.
Dzisiejsza walka trwał 5 minut. W pierwszej rundzie Martirosyan był szybszy, dobrze chodził na nogach i celnymi ciosami , głównie lewymi prostymi paraliżował akcje Golowkina, który odgryzł się paroma lewymi sierpowymi i prawymi prostymi. Początek drugiej rundy był podobny,ale w jednej z akcji Armeńczyk za późno odszedł na dalszy dystans i został skarcony mocnym prawym na szczękę. Na deski nie padł,ale osłabł i stracił podstawowy atut czyli szybkość. Po dwóch minutach Gołowkin przyspieszył i skosił go ciosami sierpowymi z lewej i prawej ręki na szczękę. Martoirosyan został wyliczony. KO.

Wcześniej na gali w Londynie w wadze ciężkiej odbył się rewanżowy pojedynek pomiędzy jednymi z ulubieńców Anglików,a mianowicie Tony Bellewem i Davidem Haye. O skali różnicy w zainteresowaniu walkami podam tylko,że w walce o tytuł Gołowkin dostał 1 mln USD a Martirosyan 225 tys. USD,a w pojedynku Bellew - Haye obaj otrzymali minimum po 4,5 mln Funtów.Tak walka trwałą prawie 5 rund i była wielce ekscytująca. A wynikało to z tego,że obaj to byli mistrzowie świata, co prawda Bellew w wadze junior ciężkiej, a Haye w obu wagach i prezentują dwa odmienne style walki oparte o wielkie umiejętności techniczne..Haye walczy w dystansie stosując doskoki i uderza głównie sierpowymi , lewego prostego używa prawie wyłącznie jako ciosu kontrującego, natomiast Bellew walczy klasycznie stosując głownie lewe i prawe ciosy proste.Pierwsze dwie rundy na punkty wygrał Haye będąc szybszym i praktycznie nieuchwytnym dla Bellewa .Jednak w 3 rundzie pewno rozochocony powodzeniem poszedł do ataku bez przygotowania i otrzymał mocny prawy prosty na szczękę. Cios odczuł i postanowił zwiększyć dystans,ale Bellew ruszył za nim i mocnym prawym w okolice ucha posłał go na deski. Haye przyjął postawę,ale dostał w okolice czubka głowy dwa ciosy po których znowu zaliczył deski. Gong uratował go od kolejnego liczenia. Do 4 rundy Haye wyszedł na miękkich nogach,ale Bellew nie kwapił się do jakiegoś mocnego ataku i rundę tę Haye wygrał. W 5 Haye poczuł się znowu pewnie , ruszył do ataku w swoim stylu, doskakując i bijąc obszernymi sierpami,ale Bellew zareagował tak jak w 3 rundzie.Uderzył dwoma silnymi prostymi z obu rąk pomiędzy gardę Haye i posłał go na deski. Haye wstał,ale Bellew doskoczył do niego zasypując lawiną ciosów. Sędzia przerwał walkę. TKO. Ten pojedynek to był prawdziwy boks. Szkoda tylko,że Bellew jest tak racjonalnie myślącym facetem pomimo wielkiej wrażliwości i uczuciowości, bo na pytanie czy zawalczy z Joshuą mówi : " Z przyjaciółmi nie walczę", a na pytanie czy stanie do walki z Wilderem odparł pismakowi "Sam se walcz".Są jeszcze bokserzy, których wypowiedzi z przyjemnością można cytować.
1603piątek, 04, maja 2018 08:52
Zbyszek
Dziś rusza 101 edycja Giro. Wyścig coraz bardziej upodabnia się do TdF, staje się mniej górski i bardziej dostępny dla specjalistów kolarskich w innych dziedzinach, nie tylko górali,ale również ma metę w stolicy Italii. Tym razem w Giro zabraknie Polaków.
Tegoroczny wyścig liczy 3546 km podzielonych na 21 etapów,w tym dwa jazdy indywidualnej. Najdłuższy etap liczy 241 km.Wystartuje 176 kolarzy z 22 ekip.
Giro rozpoczyna etap jazdy na czas na dystansie 10 km po ulicach Jerozolimy. Następne dwa płaskie etapy odbędą się też w Izraelu.
PO nich wyścig przeniesie się do Włoch . Najciekawszymi etapami powinny być :
-6-10 maja z wjazdem na Etnę,
-9-13 maja 224 km mocno selekcyjny z końcowym sztywnym podjazdem,
-14-18 maja , naprawdę morderczy z podjazdami o średnim nachyleniu 14 % z końcówką pod górę,
-15-19 podobny do czternastego z tym,że ma więcej stromych zjazdów,
- 20 -26 maja , przedostatni liczący 225 km , najpierw po płaskim i końcowe
67 km górskie, najpierw 16,4 km wjazdu na Colle Trecone o nachyleniu 7.5%, potem podjazd na Pantaleon 16 km i 7,4 % i na koniec wjazd na metę w Cervinii 15 km i 7,5%.
Reszta etapów pagórkowata i płaska. Takie ukształtowanie trasy sprzyja kolarzom wszechstronnym, którzy oprócz jazdy w górach dobrze radzą sobie i w jeździe na czas.Za tych którzy będą rozstrzygali Giro pomiędzy sobą uchodzą ubiegłoroczny triumfator Tom Dumoulin z grupy Sunweb, który wystartuje tradycyjnie z nr 1 i stały faworyt wielkich Tourów Chris Froome z grupy Sky numer 181. Większość grup zgłosiła do wyścigu kolarzy młodych dla których taki wyścig to wielka promocja , przetarcie,nabranie doświadczenia i pokazanie swoich możliwości. Stąd może być ciekawa walka . Z innych bardziej znanych kolarzy wystartują : w grupie Bahrain Merida wieczny Nibali nr 45, w grupie FDJ Pinot nr 81, w grupie Mitcheltan Kreuziger nr 115,Nieve nr 116 i Yates nr 117, w grupie Movistar stale przegrywający Quintana nr 125, w grupie Dimension Data Mentijes nr 141, w grupie Sky zastępca Frooma Henao nr 184 i w grupie Emirates Fabio Aru nr 201.
Start dziś o 13.00.
1602niedziela, 29, kwietnia 2018 10:05
Zbyszek
Dziś o 5,10 rano rozpoczęła się walka pomiędzy Polakiem Maciejem Sulęckim a Amerykaninem Danielem Jacobsem w wadze średniej będąca eliminatorem do pojedynku o pas z Kazachem Giennadijem Gołowkinem. Przed walką w prestiżowym tygodniku "The ring" zarzucano Jacobsowi,że poszedł na łatwiznę i Suleckiego wybrał tylko ze względu na liczne kibicowanie Amerykańskiej Polonii,a mógł od razu walczyć z Kazachem, gdyż jego rywal "Canelo" Alvarez został na pół roku zdyskwalifikowany za doping. Sulęcki wszystkie swoje dotychczasowe 23 walki wygrał,a Jacobs poniósł 2 porażki, ale był przez 2 lata mistrzem świata regular WBA.Lecz bardziej jest on znany i podziwiany za to,że przed 7 laty zapadł na raka złośliwego kości i po 19 miesiącach go przezwyciężył i wrócił do boksu.
Pojedynek stał na bardzo wysokim poziomie technicznym o dużej intensywności i aktywności obu bokserów.Po zaciętym boju wygrał jednogłośną decyzją sędziów Jacbs mając Sulęckiego w 12 rundzie na deskach.Obaj pokazali swoje najlepsze walory i atuty, Jacobs szybkość, wyśmienitą pracę nóg, doskonałą koordynację, dużą celność uderzeń, zwłaszcza mocnych(wyżej punktowanych) czyli sierpowych i podbródkowych. Sulęcki dobrą pracę nóg, bardzo dobry lewy prosty bity zarówno jako cios atakujący , jak i w obronie jako kontrujący, świetne przygotowanie kondycyjne i odporność na ciosy.Sędziowie moim zdaniem nie mieli zbyt trudnego zadania, gdyż Jacobs wygrał pierwsze 4 rundy, następne 3 wygrał Sulęcki i kiedy wydawało się,że Amerykanin traci siły ten wygrał rundy 8 i 9, 10 wygrał Sulecki w 11 był remis (można ją też było przyznać każdemu) i 12 nasz zawodnik przegrał. Mnie wyszedł werdykt 116-112.Czy Sulęcki mógł wygrać ?. Moim zdaniem tak. Ale w pierwszych 4 rundach powinien być szybszy , bo rywal w tym elemencie był odrobinę lepszy, powinien celniej trafiać czyli lepiej trzymać dystans, bo wyprowadził więcej ciosów od Jacobsa,ale ich precyzja był gorsza, i powinien odchodzić z dystansu w którym Jacobs najlepiej się czuje i w nim celnie trafia.
Sulęcki pozostawił po sobie bardzo korzystne wrażenie i chyba na dobre walki z nim długo nie trzeba będzie czekać.
1601niedziela, 22, kwietnia 2018 08:50
Zbyszek
Nareszcie i w Polsce gala boksu zawodowego na przyzwoitym poziomie.
Wczoraj w Częstochowie można było poprzez PPV obejrzeć kolejną noc boksu Polsatu. Jeden z promotorów gali obawiał się czy nie zakontraktował zbyt mocnych rywali dla naszych pięściarzy. Ale tak jak to powiedział Adamek, gdyby z tymi średniakami przegrali to nie mieliby czego szukać w boksie.
Z siedmiu walk zajmę się czterema.
Najpierw walka Roberta Parzęczewskiego lat 25 walk 19, jedna przegrana, 12 TKO w wadze półciężkiej z kanadyjczykiem Timem Croninem walk 11,2 porażki lat 34. Parzęczewski ma tytuł młodzieżowego mistrza WBC i jest na 15 miejscu rankingu WBC i IBF. Stale się rozwija co wykazał w tej walce. Ods początku wywierał presję na rywalu i w ósmym starciu go znokautował.
W wadze junior ciężkiej zmierzyli się Adam balski lat 28 walk 11 wszystkie wygrane z Rosjaninem Denisem Graczewem lat 35, walk 16 w tym 6 porażek.Rosjanin to twardy pięściarz i Balski nie miał łatwo,wszystkie 10 rund było wyrównanych. Balski wygrał z nich 7 , bo był trochę szybszy i precyzyjniejszy. Ale nie może z przeciętnym bokserem inkasować tylu ciosów. Aby odnosić sukcesy musi poprawić obronę..
W drugim pojedynku wagi junior ciężkiej tym razem o tytuł mistrza Europy EBU Mateusz Masternak spotkali się . 6 w rankingu WBC lat 31, walk 40, 4 porażki z Youri Kalenga lat 30 walk 23, 4 porażki. Obaj już walczylize soba o prawo bycia pretendentem do walki o pas WBA i 21.06.2014 po wyrównanej walce wygrał Kalenga, który w boju o pas przegrał z Denisem Lebiediewem.Masternak był już 4 razy blisko walki o pas,ale 06.10.2013 roku przegrał szansę i pas Mistrza Europy WBC z koksiarzem Drozdem, potem przegrał szansę z Mullerem z RPA walki o tytuł WBO i wreszcie 12.12.2015 roku poniósł porażkę z Bellewem o prawo do walki o pas WBC. Szczególnie bolesna była jego pierwsza porażka z Drozdem, nie tylko dlatego,że przed czasem,ale rozstał się po niej z trenerem Gmitrukiem. Do lata 2013 roku Masternak był w grupie promotora Wasilewskiego,ale jego zdaniem nie był dostatecznie promowany i postanowił zmienić team na niemiecką grupę Sauerlanda.jednocześnie kontynuując współpracę z Gmitrukiem. Na to obraził się główny trener Sauerlanda legendarny Uli Wegner i dawał mu na treningach instruktorów,a że Gmitruk tylko planował z Polski przygotowania to na Drozada Mateusz wyszedł nieprzygotowany fizycznie i taktycznie.Obecnie Masteranak nie należy do żadnej grupy i od początku bieżącego roku znowu współpracuje z Gmitrukiem i efekty widać. Tym razem walczył z Kalengą cierpliwie , nie wdawał się w ostre wymiany ciosów, momentami zachowywał się tak jak by unikał walki,ale każdej rundzie zadał co najmniej jeden potężny cios na głowę rywala,a 5 rundzie trafił go bezpośrednio w nos wywołując silne krwawienie, do tego obijał jego korpus. Kalenga nie pozostawał dłużny przez co walka była emocjonująca. Niestety mocno poobijany Kalenga nie wyszedł do 7 rundy. Teraz jeszcze walka pretendencka i oby potem o pas.
Główną walką wieczoru był pojedynek Tomasza Adamka lat 42,walk53 ,w tym 5 porażke waga 102,7 kg z Amerykaninem Joeyem Abellem lat 37, walk 43, w tym 9 porażek, 32 wygrane przez TKO,waga 115,4 kg.
Adamka przedstawiać nie trzeba, natomiast Abell. był raz pretendentem,ale przegrał z Kubratem Pulewem. Pamiętamy go z walki z września 2017 roku w której rozbił w III rundzie Krzysztofa Zimnocha. Lecz Adamek to nie Zimnoch. Zimnoch walczył z Abellem na jego warunkach i był stale z zasięgu jego ciosów. Adamek tylko na początku 5 rundy i na początku 7 rundy był w dystansie ciosów Amerykanina.W pozostałej części walki był albo na dłuższym ,albo na krótszym dystansie.Do tego walczył jak to on bardzo inteligentnie,żeby nie powiedzieć sprytnie.Abell jest nieruchawy i mało mobilny więc Tomek krążył obok niego jak sęp i tylko czekał,aż tamten zrobi błąd. Już II rundzie Abell zadając prawy sierpowy za późno cofał rękę i Adaemk lewym sierpowym go skarcił, liczenie. Po tym doświadczeniu Abell podniósł wyżej gardę i blok, więc Adamek obijał mu tułów i zadawał ciosy na wątrobę. Po jednym z nich w 5 rundzie by znowu liczony,wstała,ale widać było,że jest mocno osłabiony.Jescze na początku 7 rundy wykrzesał z siebie resztkę sił i ruszył do huraganowego ataku,ale Adamek wytrzymał i po nim sam najpierw skosił go lewym hakiem na wątrobę,a kiedy wstał natychmiast dwoma krótki sierpami na głowę znowu posłał go na matę. TKO..Adamek ponownie zaskoczył, to już nie ta szybkość,ale jaka odporność na ciosy i jaka mądrość.Brawo.
1600niedziela, 01, kwietnia 2018 08:36
Zbyszek
Nie jest łatwo pisać o walce bokserskiej ,która miała największą oglądalność w historii. Wczorajsza walka unifikacyjna o Mistrzostwo Świata w wadze ciężkiej Federacji WBA,IBF i WBO oglądana była w 215 krajach i terytoriach zależnych, na 217 takich podmiotów. I tylko ta informacja świadczy o jej randze. Był to jednak pojedynek bardziej dla koneserów niż dla szerokiej publiki, bowiem stał on na wysokim poziomie technicznym,ale emocji było w nim jak na lekarstwo. A zmierzyli się w nim ulubieniec Anglików mistrz IBF i WBA Anthony Joshua, lat 29, wzrost 198 cm ,waga 109,9 kg walk 20, wszystkie wygrane przed czasem - z Nowozelandczykiem Josephem Parkerem mistrzem WBO, lat 26, wzrost 193 cm, waga 107,2 kg, walk 24 wszystkie wygrane z tego 18 TKO.
Joshua ma za sobą piękna karierę amatorską zwieńczona złotem Olimpijskim w Londynie, czego tylko w niewielkim stopniu doświadczył jego przeciwnik.I to było we wczorajszej walce kluczem do wygranej Anglika. Joshua mając zdecydowaną przewagę w umiejętnościach technicznych nie wdawał się w ryzykowne wymiany ciosów,ale spokojnie punktował lewym prostym powstrzymującym, od czasu do czasu zadawał pojedyncze ciosy sierpowe z lewej ręki i sporadycznie używał prawego podbródkowego. W szczelnej obronie stosował blok, gardę i odskok. I to wystarczyło. Parker też starał się bić lewym prostym,ale większość ciosów była wyłapywana przez gardę, natomiast obszerne prawe sierpy młóciły powietrze,albo były blokowane. Właściwie tylko w 6 rundzie Parker po przegraniu pierwszych 5 rund ruszył do spontanicznego ataku nurkując pod dłuższymi rękami Joshuy, skracając dystans i zadając kilka ciosów na głowę i korpus rywala, Chciał w ten sposób wymusić obustronną wymianę mocnych uderzeń w półdystansie,ale Joshua nie dał się sprowokować.Przez pozostałe rundy walka miała jednostronny charakter i przewaga Joshuy nie podlegała dyskusji.
Trzeba zauważyć,że była to pierwsza walka Joshuy jaką stoczył na pełnym dystansie. Obaj byli do pojedynku przygotowani bardzo dobrze o czym świadczy fakt,że w stosunku do poprzednich walk ważyli o kilka kg mniej. Joshua na walce zarobił nie mniej niż 30 mln funtów,a Parker nie mniej niż 13,5 mln funtów.
Obaj zdobyli posiadane tytuły mistrzowskie w sposób dość przypadkowy, bowiem przez 11 lat posiadaczem tytułów WBA, IBF i WBO był Władimir Kliczko, który zupełnie nieoczekiwanie przegrał je wszystkie w walce z Tysonem Furym. Z kolei Fury nie udzwignął psychicznie ich ciężaru , roztył się i nie był w stanie nadmiaru tłuszczu zrzucić w krótkim czasie co doprowadziło go do depresji i używania narkotyków. W ten sposób tytuły WBA, WBO i IBF stały się wakującymi.
Jednym z pretendentów do schedy po Furym w IBF był nasz Adamek, który jednak w marcu 2014 roku przegrał z innych kandydatem Głazkowem. Gdyby wygrał to pewno poradziłby sobie w walce o pas z Amerykaninem Charlesem Martinem,a tak Głazkow wskutek kontuzji kolana w styczniu 2016 roku przegrał z Martinem , którego łatwo przez KO w kwietniu 2016 roku pokonał Joshua,Tytuł w WBA zdobył Joshua pokonując w pamiętnej walce w kwietniu 2017 roku Kliczkę. Natomiast Parker zdobył tytuł WBO wygrywając w styczniu 2016 roku z innym pretendentem Meksykaninem Andy Ruizem jr na punkty.
Teraz w wadze ciężkiej jest dwóch królów ; Joshua i również niepokonany Amerykanin Deontay Wilder - mistrz WBC. Wilder dąży do walki z Anglikiem ,ale promotor Joshuy Hearn nie chce ryzykować utraty kury znoszącej złote jaja. Joshua jest jeszcze jak na boksera młody,a po walce z Kliczką wszedł na poziom zarabiania na każdej walce po co najmniej kilkadziesiąt milionów funtów. Przyciąga on na stadiony po 80 tysięcy widzów, przed telewizorami gromadzi ich setki milionów i w Anglii jest idolem. Walka pomiędzy nimi byłaby epokowym wydarzeniem i pewno do niej dojdzie ,ale chyba nie tak prędko jak obóz Wildera by sobie tego życzył.
1599środa, 28, marca 2018 18:34
Zbyszek
@Senator.
Masz rację, choć było "tylko" dwa razy do 2.No,cóż nasza grała z Azarenką 18 razy i tylko na początku kariery Białorusinki wygrała z nią, 5 razy,ale od kiedy Azarenka wzmocniła się fizycznie i zaczęła grać tylko mocne piłki przegrywa. Azarenka należy do tych, które naszej nie leżą , bo gra zawsze swoje, przebija na siłę każdą piłkę i nie patrzy na czary Radwańskiej. Wie też,że Agnieszka bardzo źle znosi , kiedy ciągłym atakiem wyrzucana jest do obrony poza kort tak jak to było w tym meczu. Przewaga w punktacji była jedna większa niż różnica w sile gry. Ja już się pogodziłem z tym,że z tymi brojlerami Agnieszce nie po drodze i że ona na tę drogę nie wejdzie i na kortach wolniejszych z nimi będzie na straconej pozycji i będzie mogła liczyć tylko na ich spadek formy. Będzie miała trochę łatwiej na szybkiej trawie wymagającej więcej szybkości i techniki. Dlatego czekam na Wimbledon. A Radwańską chwalę jak wygrywa i nie komentuję zbyt często i dosadnie jej porażek ciesząc się ,że w ucztach tenisowych uczestniczy chociaż ktokolwiek z Polski.. Pozdrawiam.
1598wtorek, 27, marca 2018 00:52
Senator
@Zbyszek
Niestety z Azarenką nie pograła nic a nic, można powiedzieć została zmieciona.
1597sobota, 24, marca 2018 20:42
Zbyszek
Agnieszka Radwańska znowu wielka. W III rundzie turnieju WTA w Miami pokonała liderkę światowego rankingu i rozstawioną w turnieju z numerem 1 Rumunkę Simonę Halep w 3 setach 3:6, 6:2 i 6:3. Agnieszka w I secie zagrała bojaźliwie i pomimo ,że odzyskała regularność to Halep w decydujących zagraniach była skuteczniejsza. Za to drugiego seta nasz tenisistka rozpoczęła z takim animuszem , że nim Rumunka zorientowała się co się dzieje już przegrywała 4;0. W 2 secie Radwańska z kolei dała pokaz odważnej i bezkompromisowej gry, atakowała przy każdej okazji i te jej zagrania były wygrywające. Trzeciego seta dobrze zaczęła Halep wygrywając dwa pierwsze gemy,ale to Polka narzuciła swój styl w zasadzie polegający na tenisowych szachach czyli bardzo ostrożnym , wyrachowanym graniu i wyczekiwaniu na błędy przeciwniczki. I to Radwańska dzięki antycypacji i lepszej technice z każdym gemem zdobywała coraz większą przewagę. Mecz zakończyła przełamaniem Halep. Wlała balsam na moje zbolałe jej ostatnimi porażkami serce.
1596niedziela, 04, marca 2018 09:03
Zbyszek
Znowu noc boksu.

Na czoło wybił się zdecydowanie pojedynek o pas mistrza świata wagi ciężkiej Federacji WBC pomiędzy niepokonanymi mistrzem Amerykaninem Deontayem Wilderem lat 33,walk 39, 38 wygranych prze TKO, wzrost 201 , waga 97,4 kg a Kubańczykiem Luisem Ortizem lat 39, walk 30, 28 TKO, wzrost 191 cm, waga 109,7 kg.Kubańczyk dwukrotnie łapany był na dopingu.
Ortiz nie ma na rozkładzie zbyt wielu znanych bokserów, gdyż walki z nim były mało atrakcyjne, z uwagi na jego świetne wyszkolenie techniczne i potężny cios z lewej ręki co powodowało obawy o porażkę przy niedużym zarobku. Coś takiego spotykało również naszego Krzysztofa Włodarczyka.
Walkę w hali BC w Nowym Jorku transmitowana przez Showtime obaj rozpoczęli rozpoznawczo, było mało ciosów, dużo zbijania uderzeń rywala i unikanie zbytniego zbliżenia się do siebie. I tak było w pierwszych 4 rundach, które można zaliczyć po 2 dla każdego.Wilder zwyczajowo na chłodno analizował słabe strony przeciwnika, by to wykorzystać.Zobaczył,że walczący z odwrotnej pozycji Ortiz kiedy dostaje lewym sierpem to odruchowo przesuwa lewą rękę w kierunku uderzenia.W połowie 5 rundy Wilder trafił lewym sierpem i kiedy Ortiz zasłonił prawą część twarzy dwoma rękami natychmiast sieknął go prawym prostym powalając na deski. Ale Ortiz wstał , przyjął postawę i nie pozwolił Wilderowi na dokończenie dzieła zniszczenia.Mało tego , w 6 rundzie to on miał inicjatywę. W 7 rundzie Kubańczyk przypuścił mocny atak na głowę Wildera. Zdołał trafić go bardzo mocno lewym hakiem i następnie konsekwentnie gonił słaniającego się na nogach Amerykanina po ringu chcąc zakończyć walkę przed czasem. Trzeba podziwiać odporność na ciosy Wildera i jego ogromny hart ducha,że tę nawałę przetrzymał i nawet nie padł na deski.W rundach 8 i 9 obaj polowali na zadanie pojedyńczych mocnych ciosów,aby kiedy ich rywal je odczuje ruszyć do zdecydowanego ataku. Nie doczekali się. Na początku 10 starcia , obaj wiedząc,że pojedynek jest bardzo wyrównany ruszyli do boju, Ortiz trafił Wildera lewym sierpem w okolice czoła, zaś Amerykanin trafił go równocześnie krótkim prawym precyzyjnie na szczękę i Kubańczyk zaczął się chwiać na nogach. Wykorzystał to Wilder posyłając go na deski serią ciosów, a kiedy ten wstał ponownie trafiając już prawie niebroniącego się Kubańczyka lawiną uderzeń z obu rąk. Kiedy Ortiz padł na matę sędzia już nie liczył. K.O.Warto było do 4,30 czekać na tak wielki pojedynek.

A teraz co bardziej znaczące ,inne walki.
W hali MSG w Nowym Jorku na gali HBO znany Siergiej Kowalew walczył o wakujący pas Mistrza Świata WBO wagi półciężkiej ze swoim rodakiem Igorem Michałkinem. Widać poprawę w stylu boksowania Kowalewa po zmianie trenera.Potrafi zmienić postawę w trakcie walki z frontalnej na kątową,a nawet boczną, przygotowuje lewym prostym akcje, bije ciosy seriami. przestaje się bić , zaczyna walczyć i już nie ma w jego boksie tyle prymitywizmu.Ale nadal praca nóg pozostawia wiele do życzenia i prawa ręka zbyt wolno i za nisko wraca do obrony. Jego przewaga nad Michałkinem był duża,ale dawał się trafiać nie tylko prawymi prostymi walczącego z odwrotnej pozycji rywala,lecz i obszernymi lewymi sierpowymi. Gdyby Michałkin miał czym uderzyć to mogło być groźnie. A tak Kowalew konsekwentnie rozbijał mu głowę mierzonymi lewymi i prawymi ciosami, tak bardzo,że przeciwnik nie widział nic na lewe oka ,a prawe też było silnie zapuchnięte. Sędzia przerwał nierówny pojedynek na pół minuty przed końcem 7 rundy.
Na tej samej gali tymczasowy mistrz świta wagi półciężkiej Fedracji WBA Siergiej Biwol starł się z cenionym Kubańczykiem Barrerą . Walka był całymi fragmentami wyrównana. Obaj pokazali bardzo wysokie umiejętności techniczne, dobre obrony, lecz Rosjanin był nieco bardziej precyzyjny i zadawał silniejsze ciosy. Barrera do 12 rundy nie popełnił żadnego większego błędu parując i blokując groźne ciosy przeciwnika. W 12 rundzie odsunął za bardzo na zewnątrz lewą rękę i Biwol trafił go prawym półsierpem na szczękę. I było to cios nokautujący.

Podczas gali w BC W Nowym Jorku o tymczasowy pas Fedracji WBA w wadze półśredniej starli się faworyzowany Amerykanin Andre Durreell z Wenezuelczykiem Jose Uzcatequi. Dla wszystkich zaskoczeniem był fakt,że Uzucatequi od początku przejął inicjatywę w walce i przeważał przez 7 rund.Do 8 rundy Amerykanin już nie wyszedł.Pewnie podczas pojedynku doznał jakiegoś urazu.

Natomiast na zakończenie gali rozegranej na stadionie w Sheffield jeden z ulubieńców angielskiej publiczności Kell Brook , po dwóch porażkach przed czasem z Gołowkinem i Spencem jr, starł się w wadze lekkośredniej z Białorusinem Siergiejem Rabczenko. Białorusin miał dobry rekord,ale tego na ringu nie było widać. Brook znokautował go dwoma ciosami na początku drugiej rundy.Brook jest tak atrakcyjnym finansowo i medialnie bokserem,że następna jego walka może być tylko o pas.
1595niedziela, 25, lutego 2018 10:16
kibic50
@ LM piłkarzy ręcznych

Dzięki fantastycznej postawie w ostatnich fragmentach meczu Sławomira Szmala (dwa obronione karne) PGE VIVE Kielce pokonało THW Kiel 30:29, co znacznie przybliżyło ich awans do TOP 16 bo tylko wygrana w Sparkassen Arena dawała nadzieję drużynie PGE VIVE na walkę o wyższe niż piąte miejsce w grupie B Champions League.
W wypełnionej po brzegi hali (10 tysięcy na każdym meczu !) mogliśmy obejrzeć bardzo emocjonujące widowisko. Cieszy, że forma drużyny z Kielc stale rośnie, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość.
Powiedzieli po meczu:

Alfred Gislasson, trener THW: - Kibce przeżywali ogromną huśtawkę nastrojów. Spotkanie stało na znakomitym poziomie, było pełne ekspresji, zagrań na najwyższym poziomie. Źle weszliśmy w drugą połowę. Musiałem wstrząsnąć chłopakami, gdy przegrywaliśmy pięcioma golami. Pogoń kosztowała nas dużo sił, dlatego w ostatnich minutach przyszła zadyszka. Inna sprawa, że bramkarz rywali pokazał światową klasę. Trochę sobie zagmatwaliśmy sprawę, ale za tydzień postaramy się o niespodziankę w Paryżu.

Talant Dujszebajew, trener PGE VIVE: -Trudno nie być zadowolonym, jeśli wygrywasz mecz a przy tym masz wreszcie trochę szczęścia. Bohaterem THW Kiel był bez wątpienia Patryk Wiencek, któremu pogratulowałem po spotkaniu. My mieliśmy 16 bohaterów, bo cały zespół zasłużył na ogromne brawa. Sławek Szmal nie wszedł dobrze w mecz. Dlatego między słupkami pojawił się Filip Ivic. Sławek wrócił na końcówkę i pokazał wielką klasę.

Ostatnią przeszkodą do awansu jest drużyna Mieszkow Brześć, z którą Vive zmierzy się we własnej Hali.
Z ciekawostek można jeszcze zanotować fakt, że w brance THV Kiel bardzo dobrze spisywał się reprezentant Niemiec Wolf, który podpisał już kontrakt z mistrzami Polski.

@ Senator

"Czy drużyny np niemieckie oparte są na rdzennych mieszkańcach?
A np Francja też drużyny w większości oparte na francuzach?"

- Kadra THV oparta jest głównie na Niemcach. O sile zespołu stanowią:
Andreas Wolff, Sebastian Firnhaber, Steffen Weinhold, Christian Dissinger, Christian Zeitz, Patrick Wiencek (najlepszy wczoraj na parkiecie), Rune Dahmke, Ole Rahmel.
- W drużynie Rhein Neckar Lowen występuje 6 Niemców, 4 reprezentantów Szwecji,
- W drużynie aktualnego lidera Bundesligi TSV Hannover gra aż 9 Niemców (!)

Nie inaczej jest we Francji.
W PSG gra 11 Francuzów
W Hiszpańskiej Barcelonie 7 Hiszpanów wspomaga 4 Francuzów.

Naszym największym problemem jest to, że chyba poza Syprzakiem (Barcelona) żaden reprezentant nie gra w solidnym zagranicznym klubie, a w dwóch naszych eksportowych zespołach jest ich jak na lekarstwo.
Za chwilę ME do lat 18. Ciekawy jestem jak zaprezentuje się nasza "przyszłość"
1594czwartek, 22, lutego 2018 21:27
Senator
@Kibic50
Przykre w kontekście narodowej reprezentacji. Patrząc z punktu kibica danego klubu już nie bardzo. Tak to już jest w grach zespołowych że o sile danej drużyny decydują włożone pieniądze na najlepszych zawodników z całego świata.
Czy drużyny np niemieckie oparte są na rdzennych mieszkańcach?
A np Francja też drużyny w większości oparte na francuzach?
1593niedziela, 18, lutego 2018 14:02
kibic50
W LM piłkarzy ręcznych drużyna vice mistrzów Polski Wisła Płock przegrała w decydującym o awansie do TOP 16 meczu z Barceloną na wyjeździe 28:27. Szkoda, że zawodnicy z "Płocka" oddali zwycięstwo w końcówce, bo przez cały mecz byli wyraźnie lepsi prowadząc nawet 5 bramki.
Niestety dobra postawa naszych szczypiornistów w rzaden sposób nie przekłada się na grę reprezentacji. Prowadzący Wiślaków trener Przybecki, będący równierz trenerem kadry oprócz polskich bramkarzy Wichary, Morawski, na plac wpuszczał wyłącznie obcokrajowców. O sile drużyny z Płocka stanowili de Toledo (5 goli), Duarte 4, Ivić, Mihić 4, Obradović, Tarabochia, Racotea 5, Źabić 3, Ghionea 4

Wychodzi na to, że trener kadry sam sobie strzela w stopę, ale jak widać wyniki klubu stawia ponad reprezentację, czemu się wcale nie dziwię, zważywszy na fakt, gdzie pobiera wynagrodzenie.

Bliższe awansu do gier finałowych jest Vive z Kielc, choć zdobywcom pucharu sprzed dwóch lat idzie w tym sezonie zaskakująco słabo.
W prowadzonej przez Dujszebajewa drużynie aktualnego mistrza Polski pod względem grających polaków nie jest specjalnie lepiej. Pomijając fakt, że średnia wieku w zespole wynosi aż 30 lat (!) to o jego sile stanowią:
Ivić, Bis, Dujshebaev 2, Aguinagalde 4, Strlek 6, Janc 3, Zorman 1, Mamić 4, Bombac 1, Djukić 2

Jak tu przyszłości naszej kadry nie widzieć w czarnych barwach ?
1592piątek, 09, lutego 2018 00:17
Senator
@Zgred
Był moim wyborem
I to najlepsza rekomendacja, to mi wystarcza.
1591czwartek, 08, lutego 2018 20:25
Zgred
Vital Heynen

Odpowiedz na to pytanie proste nie jest głównie z tego powodu iż nie znamy tzw... oczekiwań i priorytetów PZPS postawionych przed nowym trenerem. Wiadomą sprawą jest, jakie od lat są oczekiwania względem polskiej siatkówki w kraju, trenera, który ma prowadzić jedynie do zaszczytnych wyników. Rzecz w tym, że jesteśmy moim zdaniem w etapie bardzo potrzebnej wymiany pokoleniowej w naszej kadrze, obawiam się jednak tego polskiego "nadęcia", które zacznie pompować przysłowiowy balon im bliżej będzie do MŚ rozgrywanych w tym roku na halach we Włoszech i Bułgarii.
Wczytując się w słowa Haynena odnoszę wrażenie, że facet zdaje sobie z tego sprawę, mało tego podobno na 20 głosów decydentów w Związku dostał 19, więc aby to grono zadowolić musiał przedstawić godny projekt pt: Reprezentacja Polski, będąc przy tym bardzo zdeterminowany bowiem przystał na zapis kontraktowy na mocy którego może być zwolniony przed upływem kontraktu to jest do 2020 r Igrzysk Olimpijskich w Tokio bez wypłacania gratyfikacji finansowych ( raczej niespotykana sytuacja w ekipach narodowych).
Medal ma dwie strony, więc zachował także posadę trenera w klubie
Friedrichshafen ligi niemieckiej, a więc będzie łączył dwie funkcje trenerskie. Nie jest to rozwiązanie optymalne, a jak wyjdzie przyjdzie nam zobaczyć i oceniać.
Vital Heynen jest z całą pewnością siatkarskim fanatykiem, oddanym całkowicie sztuce siatkarskiej, treningom, zagadnieniom szatni czy filozofii samej gry. Jako trener z przeciętnej reprezentacji Niemiec na MŚ w Polsce wydobył co najlepsze zdobywając brązowy medal, a obejmował niemiecką kadrę po znanym przecież u nas Raulu Lozano, a reprezentację Belgii na ostatnich ME wprowadził do strefy medalowej zajmują czwarte miejsce. Te fakty świadczą dobitnie, że potrafi podnosić poprzeczki pracując z zespołami potencjalnie słabszymi w rankingach, umie scalać grupę podnosząc jej morale czy motywacje, obiera cel i konsekwentnie do niego zmierza. Oczywiście ciekawe czy uda się to osiągnąć w kadrze naszej gdzie...występuje syndrom tzw. gwiazd. Moim zdaniem ma coś w swojej osobowości i nie chodzi mi jedynie o "mimiczne sztuczki", które namiętnie stosuje w walce z sędziami czy trybunami podczas meczów, jest pozytywnie zakręconą jednostką, inną niż Rezende, Grbić czy jeszcze niedawno Alekno.
Z trzech kandydatów był moim wyborem, a czy wytrzyma "miecz Kowala"... który pewnie będzie wisiał nad jego głową - no cóż zobaczymy, zobaczymy także czy PZPS wytrzyma ciśnienie, które z całą pewnością nastąpi. Dlatego tak ważne jest nastawienie Związku na przestrzeni dwóch następnych lat, mając na uwadze MŚ ( 2018r) LN ( była LŚ) i docelowo Olimpiadę w Japonii (2020). Powinna zacząć się spokojna budowa nowego polskiego zespołu w oparciu oczywiście o doświadczonych graczy lecz ze śmiałym wprowadzaniem pretendujących do kadry młodych siatkarzy.
Jego słowa o tym, że miejsce w szóstce MŚ będzie dobrym wynikiem świadczą o podobnym myśleniu, a to z kolei napawa optymizmem na przyszłość.

Tu przybliżona sylwetka nowego trenera kadry:

https://sport.onet.pl/siatkowka/reprezentacje/vital-heynen-solidnosc-w-belgijskim-wydaniu/nv2yswy
1590środa, 07, lutego 2018 17:45
sektor212
PZPS tradycyjnie skupił się na szkoleniowcu zagranicznym. Padło na Belga. Podstawowy warunek został spełniony. Nie ważne kto byle nie Polak. Ponoć sami zawodnicy lepiej współpracują z trenerem nie znającym języka polskiego. Angielski ładniej brzmi a i trener bardziej wygląda na światowego. Dobrze, że nie wybrali na trenera kadry Gruszkę.

Vital Heynen nie jest złym wyborem. Słabe Niemcy wprowadził w strefę medalową. Może powtórzy ten rezultat z naszymi orłami. Życzę mu powodzenia. Jedynie ciekawi mnie czy postawi mocniej na młodych czy będzie się trzymał starych wyjadaczy.
1589środa, 07, lutego 2018 14:53
Senator
Vital Heynen nowym trenerem kadry siatkarzy.
I co ty Zgredzie na to? Kto to? Nada się Smile ?
1588niedziela, 04, lutego 2018 00:48
Zbyszek
W Soczi zakończyła się druga półfinałowa walka WBSS wagi junior ciężkiej pomiędzy mistrzem Federacji IBF Rosjaninem Muratem Gassjewem lat 25, walk 25, wszystkie wygrane w tym 18 KO a Kubańczykiem Yunierem Dorticosem mistrzem świata Federacji WBA,lat 32, walk 22 ,wszystkie wygrane, w tym 21 KO.
Zanim o przebiegu walki to trochę historii. Mistrzem świata obu Federacji tj.WBA i IBF był do 3 grudnia 2016 roku Denis Lebiediew. Obie Federacje miały oficjalnych pretendentów,a byli nimi Gassjew w IBF i Dorticos po pokonaniu Kalengi w WBA, Jako pierwszy walkę zakontraktował Gassjew ,ale Federacja WBA nie zgodziła się,aby była to walka unifikacyjna. I tak pomimo,że Gassjew wygrał z Lebiediewem to zdobył tylko tytuł w IBF. Walka o tytuł WBA pomiędzy Dorticosem i Lebiediewem miała odbyć się w ramach WBSS. Lecz Lebiediew odmówił udziału w WBSS i Dorticosowi przyznano najpierw tytuł tymczasowego mistrza WBA,a od 1 lutego 2018 roku WBA zawiesiła Lebiediewa w prawach Mistrza oficjalnie przyznając Tytuł Kubańczykowi. W ten sposób ten bokser, który wygra WBSS ,aby mieć wszystkie cztery pasy mistrzowskie będzie musiał pokonać Lebiediewa, o ile ten zechce kontynuować karierę, gdyż sądząc po jego wyglądzie to ma ze 30 kilo nadwagi.

A sama walka stała na wysokim poziomie;ale lekko rozczarowała. Niestety tak często bywa,że gdy spotykają się przeciwnicy dysponujący nokautującym uderzeniem to walka trwa na całym dystansie,a bokserzy walczą ostrożnie obawiając się odkryć i na otrzymanie takiego ciosu narazić.
I tak to w tym pojedynku do XI rundy wyglądało.
W pierwszych dwóch rundach Dorticos był nieco aktywniejszy zadając po kilka ciosów na głowę i tułów Rosjanina, sam przyjął kilka ciosów na tułów. Po reprymendzie od trenera Sancheza 3 rundę wygrał Gassjew,ale w IV znowu stanął i Dorticos zadał o parę uderzeń więcej.Od rundy V zaczęła zarysowywać się przewaga Gassjewa, który do ciosów na tułów zaczął dodawać lewe sierpy na głowę,a od rundy IX również prawe ciosy podbródkowe. Do X rundy Gassjew wygrał 7 rund,a Dorticos tylko 3 i aby wygrać cały pojedynek musiał znokautować Rosjanina i chcąc to osiągnąć porzucił kunktatorstwo i w XI rundzie rozpoczął bój na wyniszczenie i nawet osiągnął duża przewagę,ale na pół minuty przed końcem rundy dostał czystym prawym podbródkowym po którym tylko klinczem wyratował się przed liczeniem. Ale osłabł na tyle,że w ostatniej rundzie Gassjew najpierw dwa razy posłał go na deski, na kilka sekund przed końcowym gongiem silnym ciosem na korpus wyrzucił Dorticosa poza liny. K.O.
Gassjew rozwija się z każdą walką i o ile nadal faworytem do wygrania finału pozostaje Usyk to szanse Rosjanina wzrosły, bo umie on przyjąć ciosy, celnie oddać , dobrze się broni i wyśmienicie rozwiązuje walki pod względem taktycznym. W maju powinna być bokserska uczta.
1587niedziela, 04, lutego 2018 00:45
Zbyszek
W Soczi zakończyła się druga półfinałowa walka WBSS wagi junior ciężkiej pomiędzy mistrzem Federacji IBF Rosjaninem Muratem Gassjewem lat 25, walk 25, wszystkie wygrane w tym 18 KO a Kubańczykiem Yunierem Dorticosem mistrzem świata Federacji WBA,lat 32, walk 22 ,wszystkie wygrane, w tym 21 KO.
Zanim o przebiegu walki to trochę historii. Mistrzem świata obu Federacji tj.WBA i IBF był do 3 grudnia 2016 roku Denis Lebiediew. Obie Federacje miały oficjalnych pretendentów,a byli nimi Gassjew w IBF i Dorticos po pokonaniu Kalewngi w WBA, Jako pierwszy walkę zakontraktował Gassjew ,ale Federacja WBA nie zgodziła się,aby była to walka unifikacyjna. I tak pomimo,że Gassjew wygrał z Lebiediewem to zdobył tylko tytuł w IBF. Walka o tytuł WBA pomiędzy Dorticosem i Lebiediewem miała odbyć się w ramach WBSS. Lecz Lebiediew odmówił udziału w WBSS i Dorticosowi przyznano najpierw tytuł tymczasowego mistrza WBA,a od 1 lutego 2018 roku WBA zawiesiła Lebiediewa w prawach Mistrza oficjalnie przyznając Tytuł Kubańczykowi. W ten sposób ten bokser, który wygra WBSS ,aby mieć wszystkie cztery pasy mistrzowskie będzie musiał pokonać Lebiediewa, o ile ten zechce kontynuować karierę, gdyż sądząc po jego wyglądzie to ma ze 30 kilo nadwagi.

A sama walka stałą na wysokim poziomie;ale lekko rozczarowała. Niestety tak często bywa,że gdy spotykają się przeciwnicy dysponujący nokautującym uderzeniem to walka trwa na całym dystansie,a bokserzy walczą ostrożnie obawiając się odkryć i na otrzymanie takiego ciosu narazić.
I tak to w tym pojedynku do XI rundy wyglądało.
W pierwszych dwóch rundach Dorticos był nieco aktywniejszy zadając po kilka ciosów na głowę i tułów Rosjanina, sam przyjął kilka ciosów na tułów. Po reprymendzie od trenera Sancheza 3 rundę wygrał Gassjew,ale w IV znowu stanął i Dorticos zadał o parę uderzeń więcej.Od rundy V zaczęła zarysowywać się przewaga Gassjewa, który do ciosów na tułów zaczął dodawać lewe sierpy na głowę,a od rundy również prawe ciosy podbródkowe. Do X rundy Gassjew wygrał 7 rund,a Dorticos tylko 3 i aby wgrać cały pojedynek musiał znokautować Rosjanina i chcąc to osiągnąć porzucił kunktatorstwo i rozpoczął bój na wyniszczenie i nawet osiągnął duża przewagę,ale na pół minuty dostał czystym prawym podbródkowym po którym tylko klinczem wyratował się przed liczeniem. Ale osłabł na tyle,że w ostatniej rundzie Gassjew najpierw dwa razy posłał go na deski, na kilka sekund przed końcowym gongiem silnym ciosem na korpus wyrzucił Dorticosa poza liny. K.O.
Gassjew rozwija się z każdą walką i o ile nadal faworytem do wygrania finału pozostaje Usyk to szanse Rosjanina wzrosły, bo umie on przyjąć ciosy, celnie oddać , dobrze się broni i wyśmienicie rozwiązuje walki pod względem taktycznym. W maju powinna być bokserska uczta.
1586niedziela, 28, stycznia 2018 13:04
Zbyszek
Już po pierwszym tegorocznym turnieju Wielkiego Szlema Australian Open.
Najpierw o kobietach. Z Agnieszką Radwańską po raz kolejny nie wyszło,ale miałem nadzieję ,że w finale obejrzę dwie Polki, tę w wydaniu niemieckim Andżelikę Kerber i tę duńską Karolinę Wożniacką . Niestety w półfinale po bardzo zaciętym meczu Kerber przegrała z Rumunka Halep . Halep po okresie zmagania się z kontuzjami odzyskała bardzo wysoką formę i być może to samo dotknie Radwańskiej. Pewno przebieg półfinałów miał pewien wpływ na grę finałową, bowiem Woźniacka , która przejechała się na luzie po belgijce Martens była wyraźnie w decydujących zagraniach świeższa . Wszyscy gratulowali pierwszego tytułu Wielkoszlemowego Dunce, która jest bardzo lubiana i zasłużyła na ten tytuł.
Przed chwilą zakończył się zwycięstwem Rogera Federera mecz finałowy w którym po pięciosetowej walce pokonał Chorwata Marina Cilicza. Jest to 6 triumf Rogera w AO i dwudziesta ogółem wygrana turniejów Wielkiego Szlema.Obaj w półfinałach się nie napracowali, gdyż Cilicz rozjechał Anglika Kyle Edmunda,a największa sensacja turnieju Koreańczyk Hyeon Chung skreczował w drugim secie pojedynku z Federerem.Ten Koreańczyk pokazał bardzo dobry tenis i doszedł w wieku 21 lat do półfinału po drodze pokonując Novaka Djokovicza i wygrywając w ćwierćfinale po kreczu Nadala w piątym secie.Finał panów, w odróżnieniu od tego pań , nie stał na zbyt wysokim poziomie,a to z uwagi na nierówną grę Szwajcara.Pewno już bagaż prawie 37 lat ciąży , bo po łatwym wygraniu 1 seta ,w drugim przegrał i znowu wygrana i 4 set w plecy,aby dominować w secie 5 i wygrać go do 1.A wydawało się,że Cilicz to wymarzony i łatwy rywal, bowiem Roger bardzo lubi z takimi grać i ma na nich swoistą receptę. Dotychczas Cilicz był bowiem gorszą odmianą Federera, mając te same atuty jak bardzo silny serwis, mocny return i dobry, mierzony atak,ale wykonując je znacznie mniej sprawnie. Poprawił co prawda grę obronną,ale nie na tyle,aby Szwajcarowi sprawiać takie kłopoty. Piąty set finału pokazał różnicę klasy na korzyść Federera. Od wielu lat jedynym prawdziwym przeciwnikiem Federera jest Rafa Nadal, który wyśmienicie gra w obronie i tym sprawia Szwajcarowi wielkie kłopoty. Z tego względu ubiegłoroczny finał w którym obaj stoczyli wspaniały bój będzie wspominany latami.
1585niedziela, 28, stycznia 2018 12:29
Zbyszek
Ja już chyba za stary jestem aby te meandry wybierania walk bokserskich do pokazywania w telewizji rozumieć. Odbywa się największy od lat turniej bokserski w wadze junior ciężkiej zwany World Boxing Super Series,w którym walczą najlepsi bokserzy tej kategorii wagowej i w której nasi bokserzy są potęgą,że wymienię Głowackiego, Włodarczyka, Masternaka, Cieślaka i Balskiego - a telewizja Polsat pokazuje galę w Ingelwood o tymczasowy tytuł WBA w półśredniej.Nie chodzi o to,że to pokazała, bo ja boks lubię i oglądam , tylko o to,że nikt walki, o unifikację tytułów dwóch niepokonanych, wybitnych bokserów a więc Usyka i Briedisa nie pokazał.
Ja zwyczajowo sobie poradziłem i na żywca obejrzałem i niech mi miłośnicy boksu zazdroszczą, bo takie walki ogląda się rzadko i pamięta latami.Był to boks na najwyższym światowym poziomie. Faworytem speców był Oleksander Usyk, 13 walk,w tym 11 tko, dwukrotny Mistrz Igrzysk, dwukrotny Mistrz Świta i Europy amatorów, Mistrz Federacji WBO, po pokonaniu Głowackiego, po walce, która nie powinna się odbyć, bo "Główka" przystąpił do niej poważnie kontuzjowany . Przeciwnikiem Ukraińca był Łotysz Mairis Briedis mistrz Federacji WBC walk 23, w tym 18 tko, który wcześniej pokonał takich bokserów jak Marco Huck, Perez czy dziś czołowy ciężki Charr.
Walka była wyrównana, toczona w ogromnym tempie, na niebywale wysokim poziomie technicznym. Świat bokserski jest nią zachwycony.
Początek walki był niekorzystny dla Usyka, który chyba nie docenił Briedisa i w swoim stylu próbował odchodzić od rywala i kiedy ten atakował wchodzić z seriami w drugie tempo.Ale Briedis stopował te zapędy Usyka stosując lewy prosty powstrzymujący. Usyk w kolejnych 3 rundach próbował różnych sposobów dobrania się silnymi ciosami do Łotysza,ale ten,albo zręcznie ciosów unikał,albo je parował. Briedis nieznacznie,ale wygrał 4 pierwsze rundy i przeważał do połowy piątego starcia,ale wówczas najpierw dostał prawy krzyżowy na tułów,a w chwilę potem został poczęstowany lewym sierpowym na głowę. Te ciosy wyraźnie osłabiły i spowolniły Łotysza.Moim zdaniem runda remisowa. Ale następne rundy od 6 do 10 dość wyraźnie wygrał Usyk. Za to w rundzie 11 Briedis jak by odzyskując siły ani o krok nie ustępował Ukraińcowi zadając trochę więcej ciosów,ale nie ustrzegł się trzech widocznych, zadanych bezpośrednio mocnych ciosów Usyka i to w oczach sędziów mogło zadecydować o przyznaniu mu rundy. W ostatniej rundzie lekką przewagę uzyskał Briedis. Werdykt niejednogłośny: dwa razy 115-113 i raz remis 114-114.Ten ostatni dziwi, gdyż organizatorzy WBSS wymogli na Federacjach, aby te nakłoniły sędziów,aby nie orzekali remisów, gdyż powtórek walk nie przewidziano.Mnie wyszedł wynik 115-114 dla Usyka. Proszę o okrzyki zazdrości,żem obejrzał.Smile.
1584niedziela, 21, stycznia 2018 13:33
Zbyszek
Rozpoczął się kolejny rok bokserskich emocji.Ubiegły 2017 był pod względem zainteresowania boksem na świecie rekordowy, bowiem tzw.oglądalność wzrosła w stosunku do 2016 roku ponad dwa razy.Nie podano o ile wzrosłą wartość rynku bokserskiego,ale chyba co najmniej w takim samy procencie.A ten marazm i renesans boksu spowodowało wejście na rynek w 2014 roku Ala Haymona i z jego ideą wywalenia Federacji w przywrócenia bosku sportowi.Doszło w boksie w latach poprzednich do takich patologii jak ustawianie wyników,aby dochodziło do rewanżów, ustalanie przez widzów, kto ma walczyć o tytuły, niemożność zakontraktowania walk bez menedżerów, którzy pobierali nawet 80% gazy boksera. Mistrzowie tacy jak np. bracia Kliczko wybierali sobie kogo chcieli na rywali i trwali latami.Publiczność odchodziła od boksu, bo nie miała przekonania,że ci co walczą o tytuły są najlepszymi. To po 2014 roku ulegało ewolucyjne,ale radykalnej zmianie,a mianowicie Federacje wytworzyły system stałej eliminacji bokserów. W ten sposób do walki o tytuł dochodzi ten,który pokona równorzędnych rywali z pierwszej 15 rankingu.Bardzo rzadko zdarzają się tzw. dobrowolne obrony Tytułu i to z reguły wówczas, kiedy oficjalny pretendent dozna kontuzji.Np. w wadze super półśredniej nasz Maciej Sulęcki pokonał w drodze do walki o prawo oficjalnego pretendenta Niemca Kultaya i teraz tylko walka z Amerykaninem ormiańskiego pochodzenia Martirosjanem dzieli go od walki o tytuł IBF z Charlo. Ten stan rzeczy po raz kolejny dowodzi,że wielki sport generuje wielkie pieniądze,a nie odwrotnie.Na tę drogę zdaje się wkraczać w Polsce, nareszcie, Andrzej Wasilewski,a odwrotną podąża Borek i Polsat.ponosząc porażki frekwencyjne i finansowe. Ale o sytuacji w naszym boksie po lutowej gali w Nysie.
W nocy na gali w Nowym Jorku 17 zwycięską . w tym 14 zakończona przed czasem stoczył w wadze ciężkiej nasz rodak Adam Kownacki. Wygrał przez tko w 6 rundzie z Ukraińskim bokserem gruzińskiego pochodzenia Jago Kiladze. Kiladze walczył dotychczas w wadze junior ciężkiej i stoczył 27 walk z których tylko jedną przegrał z Kalengą., zaś 18 wygrał przed czasem. Kownacki do lutego ubiegłego roku był półamatorem ,gdyż normalnie pracował jako robotnik budowlany,a boks uprawiał po pracy. Dopiero kiedy Al Haymon został jego promotorem dostał trenera i jest przygotowywany profesjonalnie do walk. Jest to bokser niekompletny,bo ma fatalna pracę nóg,a obronę tylko teoretyczną,ale ma ogromny talent i niewiarygodne serce do walki.Z Kiladze pierwszą rundę wygrał dzięki dwóm kombinacjom ciosów, ale też Gruzin jednym z ciosów złamał mu nos.Drugą i 3 przegrał, gdyż Gruzin walczący w defensywie zadawał więcej celnych ciosów na niebronione partie ciała Polaka. Ale to na 10 sekund przed końcem 3 rundy Kownacki zadał bezpośredni bardzo silny cios w okolice serca Kiladze, po którym ten od 4 rundy stał się wolny i łatwy do trafienia. W IV rundzie Gruzin zapoznał się z deskami,ale jeszcze kontynuował walkę,ale po nokdaunie w rundzie VI sędzia przerwał pojedynek. Jedyne co można zarzucić Kownackiemu to to,że trochę Kiladze zlekceważył , bo na wagę wniósł prawie 118 kilogramów, a przed walką ze Szpilką było tego tylko 110 kg. Teraz pora na mocniejsze wyzwania,ale aby przejść do wyższej ligi Kownacki musi mieć obronę.
Walką wieczoru podczas tej gali był pojedynek jednego z najlepszych współczesnych bokserów Errola Spence lat 28 walk 23 ,wszystkie wygrane o tytuł Mistrza Federacji IBF w wadze półśredniej z Lamontem Petersonem.Jak można się było spodziewać Petrson nie był równorzędnym rywalem dla Spenca, który od iI rundy przeważał i kontrolował pojedynek. Miał rywala na deskach w 5 rundzie,a jego przewaga był atak duża,że Peterson nie wyszedł do walki po 7 rundzie.Ponoć walki ze Spencem chciałby Many Pacquiao.
1583niedziela, 21, stycznia 2018 13:33
Zbyszek
Rozpoczął się kolejny rok bokserskich emocji.Ubiegły 2017 był pod względem zainteresowania boksem na świecie rekordowy, bowiem tzw.oglądalność wzrosła w stosunku do 2016 roku ponad dwa razy.Nie podano o ile wzrosłą wartość rynku bokserskiego,ale chyba co najmniej w takim samy procencie.A ten marazm i renesans boksu spowodowało wejście na rynek w 2014 roku Ala Haymona i z jego ideą wywalenia Federacji w przywrócenia bosku sportowi.Doszło w boksie w latach poprzednich do takich patologii jak ustawianie wyników,aby dochodziło do rewanżów, ustalanie przez widzów, kto ma walczyć o tytuły, niemożność zakontraktowania walk bez menedżerów, którzy pobierali nawet 80% gazy boksera. Mistrzowie tacy jak np. bracia Kliczko wybierali sobie kogo chcieli na rywali i trwali latami.Publiczność odchodziła od boksu, bo nie miała przekonania,że ci co walczą o tytuły są najlepszymi. To po 2014 roku ulegało ewolucyjne,ale radykalnej zmianie,a mianowicie Federacje wytworzyły system stałej eliminacji bokserów. W ten sposób do walki o tytuł dochodzi ten,który pokona równorzędnych rywali z pierwszej 15 rankingu.Bardzo rzadko zdarzają się tzw. dobrowolne obrony Tytułu i to z reguły wówczas, kiedy oficjalny pretendent dozna kontuzji.Np. w wadze super półśredniej nasz Maciej Sulęcki pokonał w drodze do walki o prawo oficjalnego pretendenta Niemca Kultaya i teraz tylko walka z Amerykaninem ormiańskiego pochodzenia Martirosjanem dzieli go od walki o tytuł IBF z Charlo. Ten stan rzeczy po raz kolejny dowodzi,że wielki sport generuje wielkie pieniądze,a nie odwrotnie.Na tę drogę zdaje się wkraczać w Polsce, nareszcie, Andrzej Wasilewski,a odwrotną podąża Borek i Polsat.ponosząc porażki frekwencyjne i finansowe. Ale o sytuacji w naszym boksie po lutowej gali w Nysie.
W nocy na gali w Nowym Jorku 17 zwycięską . w tym 14 zakończona przed czasem stoczył w wadze ciężkiej nasz rodak Adam Kownacki. Wygrał przez tko w 6 rundzie z Ukraińskim bokserem gruzińskiego pochodzenia Jago Kiladze. Kiladze walczył dotychczas w wadze junior ciężkiej i stoczył 27 walk z których tylko jedną przegrał z Kalengą., zaś 18 wygrał przed czasem. Kownacki do lutego ubiegłego roku był półamatorem ,gdyż normalnie pracował jako robotnik budowlany,a boks uprawiał po pracy. Dopiero kiedy Al Haymon został jego promotorem dostał trenera i jest przygotowywany profesjonalnie do walk. Jest to bokser niekompletny,bo ma fatalna pracę nóg,a obronę tylko teoretyczną,ale ma ogromny talent i niewiarygodne serce do walki.Z Kiladze pierwszą rundę wygrał dzięki dwóm kombinacjom ciosów, ale też Gruzin jednym z ciosów złamał mu nos.Drugą i 3 przegrał, gdyż Gruzin walczący w defensywie zadawał więcej celnych ciosów na niebronione partie ciała Polaka. Ale to na 10 sekund przed końcem 3 rundy Kownacki zadał bezpośredni bardzo silny cios w okolice serca Kiladze, po którym ten od 4 rundy stał się wolny i łatwy do trafienia. W IV rundzie Gruzin zapoznał się z deskami,ale jeszcze kontynuował walkę,ale po nokdaunie w rundzie VI sędzia przerwał pojedynek. Jedyne co można zarzucić Kownackiemu to to,że trochę Kiladze zlekceważył , bo na wagę wniósł prawie 118 kilogramów, a przed walką ze Szpilką było tego tylko 110 kg. Teraz pora na mocniejsze wyzwania,ale aby przejść do wyższej ligi Kownacki musi mieć obronę.
Walką wieczoru podczas tej gali był pojedynek jednego z najlepszych współczesnych bokserów Errola Spence lat 28 walk 23 ,wszystkie wygrane o tytuł Mistrza Federacji IBF w wadze półśredniej z Lamontem Petersonem.Jak można się było spodziewać Petrson nie był równorzędnym rywalem dla Spenca, który od iI rundy przeważał i kontrolował pojedynek. Miał rywala na deskach w 5 rundzie,a jego przewaga był atak duża,że Peterson nie wyszedł do walki po 7 rundzie.Ponoć walki ze Spencem chciałby Many Pacquiao.
1582niedziela, 21, stycznia 2018 12:37
Zbyszek
Pierwszy tegoroczny turniej tenisowy Wielkiego Szlema przekroczył półmetek. Nie było w nim w singlu tenisisty z polski, były 3 Polki w Turnieju głównym ,jedna kwalifikantka i dwie już znane Magda Linette i Agnieszka Radwańska. Obie panie dotarły do III rundy,ale to Linette sprawiła dużą niespodziankę pokonując w I rundzie faworyzowana/22/ Kasatkinę. Magda nie gra wyrafinowanego tenisa,ale taki bardziej siłowy i regularny,dlatego potrzebuje doskonałego przygotowania biegowego. Niestety w meczu z Czeszką Allertovą grała w potwornym upale i sił zbrakło. Natomiast wszystkie tenisistki na Radwańską grają w zasadzie tak samo,a mianowicie atakują jej drugi słabiutki serwis i poza tym starają się przebijać wszystkie piłki jak najdalej w kort, bowiem Agnieszka popełnia mnóstwo niewymuszonych błędów.Ale do takiego grania też muszą dysponować świetną motoryką.bo Radwańska grać nie zapomniała i dwie jej pierwsze rywalki siły miały na pierwszego seta,a później marniały w oczach i Radwańska wygrywała. W III rundzie trafiła na zawodniczkę z Tajwanu Su We Hsiech, która w tenisie niczego nie ugrała i wedle krzywej prof. Smorawińskiego nie ona gra,ale "koks" i pomimo tego Radwańska mogła ten mecz wygrać,ale doznała kontuzji prawej łydki i w upale traciła wraz z trwaniem meczu siły w oczach.
Na pociechę zostali nam debliści. Matkowski i nieśmiertelny Kubot z Melo.
1581niedziela, 14, stycznia 2018 22:13
kibic50
@Senator

Nie dziś, sorry. Za bardzo mną telepie.
Wszyscy, którzy uważali, że tylko Przybecki może z kadrą odnieść sukces, muszą mieć się z pyszna. Po blamażu w eliminacjach ME, kadra pod jego wodzą nie zdobyła awansu do (!) eliminacji do MŚ.
Katastrofa, tym bardziej, że następców medalistów wielkich imprez nie widać.
Najgorsze jest to, ze zespół który prowadzi, nie potrafił powstrzymać zawodnika, który na co dzień gra pod jego okiem w Wiśle Płock. Koszmar Sad
1580niedziela, 14, stycznia 2018 22:03
Senator
Kibic50
Trzeba skomentować to co dzieje się w Twojej ulubionej dyscyplinie sportu.
1579sobota, 06, stycznia 2018 15:45
Zbyszek
Rozpoczął się nowy sezon gry w tenisa ziemnego , i jak to mówią z Nowym Rokiem Nowym Krokiem.Agnieszka Radwańska po poprzednim wyjątkowo nieudanym sezonie po którym spadła z 3 na 28 pozycje w rankingu WTA starty zaczęła od turnieju w Auckland. Po pierwszych dwóch spotkaniach wygranych z przeciwniczkami z pierwszej setki Rankingu /miejsce 71 i 40/wlała nam i sobie w serca odrobinę nadziei na lepsze wyniki, tym bardziej,że w ćwierćfinale trafiła na 122 młodą 22 letnią Amerykanką Sachię Vickery. Ale niestety wróciły stare zmory i nasza zdołała ugrać tylko po dwa gemy w każdym secie.
Dlaczego Radwańska przegrała. Bo była mniej ruchliwa i poruszała się wolniej,bo nie siedział jej 1 serwis/ niewiele ponad 50% celności/, bo miała o ponad 20 mniejszą skuteczność returnów. Kiedy grała na koniec kortu na forhend Amerykanki to zdobywała punkty,ale były to zagrania sporadyczne ,nie potrafiła utrzymać tego rytmu gry.
Dlaczego wygrała Vickery. Bo miała niezły 1 serwis, poprawny return i dobry oburęczny bekhend grany wzdłuż linii. Malutko ?. Dziś na Radwańską wystarczyło.
1578niedziela, 05, listopada 2017 08:44
Zbyszek
Można współczuć tym Haitańczykom i Kanadyjczykom, którzy kibicowali dziś swemu bokserowi wagi ciężkiej Bernamowi Stivernowi w walce z obrońcą tytułu mistrza Federacji WBC Deontayem Wilderem ,gdyż nie przetrwał on nawet jednej rundy. Stiverne był już mistrzem świata WBC,ale w pierwszej obronie przegrał tytuł 27.01.2015 roku właśnie z Amerykaninem wyraźnie na punkty. Od tamtej porażki Kanadyjczyk dążył do rewanżu. Ponad rok temu był blisko,bowiem miał walczyć o prawo bycia pretendentem z Powietkinem,ale Rosjanin został złapany na dopingu. Wcześniej w maju 2016 roku w obronie tytułu z Powietkinem miał się pojedynkować i sam Wilder,ale u rywala wykryto meldonium. Powietkina nie zdyskwalifikowano bowiem znalazł się lekarz z Holandii, który zaświadczył przed WBC,że śladowa ilość substancji mogła pochodzić z zażycia jej jeszcze kiedy była dozwolona w 2015 roku.Obóz Wildera wystąpił do promotora koksiarza Riabińskiego o wypłatę odszkodowania w wysokości 3,5 mln USD,na co on wystąpił do sądu o odszkodowanie za straty wizerunkowe w kwocie 35 mln USD. Oczywiście Riabiński sprawę przegrał,a lekarz wycofał swoje oświadczenie. Później miał z Wilderem walczyć Andrzej Wawrzyk,ale został przyłapany na dopingu. A wczoraj zamiast Stiverna przeciwnikiem Wildera miał być Kubańczyk Ortiz,ale i tego złapano na dopingu.
Stiverne lat 39,walk 27 z tego 24 wygrane w tym 21 TKO i tylko dwie porażki przy wzroście 188 cm wniósł na wagę 116,4 kg i była to waga o ponad 3 kg większa od poprzednich walk. Natomiast Wilder lat 32, walk 38, wszystkie wygrane w tym 37 TKO ważył przy wzroście 201 cm, 101,3 kg.
I te różnice wagi świadczące o przygotowaniu jednego i nieprzygotowaniu drugiego były widoczne od samego początku pojedynku. Wilder był szybki, zadawał wiele lewych prostych, którymi również sprawdzał szczelność gardy rywala. Widocznie wnerwiony buńczuczną gadką Stiverna przed walką nie wojował cierpliwie jak w wielu walkach rozkręcając się z rundy na rundę,ale po 2 minutach zdecydowanie zaatakował zadając silny prawy prosty po którym Stiverne padł na deski, nie dał się wyliczyć po tym i po następnym upadku na matę, tym razem po prawym sierpowym,ale kolejnego naporu już nie wytrzymał.
Wilder zapowiedział,że teraz jego celem jest Joshua. Ale promotor Anglika Eddie Hearn chciałby najpierw walki Wildera z Whytem. Amerykanin był gotów przyjąć propozycję,ale za 7 mln USD co Hearn wyśmiał. licząc,że Federacja WBC wyznaczy Whytea jako obowiązkowego pretendenta,i zapłaci mniej samemu zarabiając więcej.Ale ta na eliminatora wyznaczyła wczorajszą walkę pomiędzy Amerykaninami Breazelaem i Moliną, którą wskutek poddania Moliny po ósmej rundzie wygrał Breazeale.I to on oficjalnie powinien być następnym rywalem Wildera. Natomiast Joshua, który wyraźnie unika walki z Amerykaninem chciałby walczyć z Powietkinem w Moskwie. A to wszystko dlatego,że w królewskiej wadze panuje posucha i z uwagi na nikłą ilość wysokiej klasy bokserów walki stoją na niskim poziomie.Z młodej generacji ogromne możliwości pokazuje w kolejnej szóstej walce 20-letni Anglik Daniel Dubois, którego promotorem jest Frank Warren.
1577niedziela, 29, października 2017 09:26
Zbyszek
Koło północy zakończyła się walka w wadze ciężkiej w boksie, w której obrońca tytułów Mistrza Świata Federacji WBA i IBF Anthony Joshua pokonał przed czasem Carlosa Takama. Trzydziestosześcioletni Francuz walczył w zastępstwie obowiązkowego pretendenta Bułgara Kubrata Pulewa. który odniósł kontuzję. Walka miała przebieg jednostronny . Takam był liczony w IV rundzie,w III Anglik rozbił mu powieki lewego oka,a w VIII prawego i przez to słabo widział na oba oczy. W X rundzie przewaga Joshuy była tak duża,że sędzia zdecydował się przerwać ten nierówny pojedynek. TKO i 20 wygrana Anglika przed czasem.
Przy okazji tego pojedynku pozwolę sobie na garść refleksji.
Anglikowi jeszcze sporo brakuje do miana profesjonalisty, gdyż do pojedynku był słabo przygotowany pod każdym względem i miał nadwagę ok. 7 kg w stosunku do wagi we wcześniejszych walkach. Wskutek tego marny bokser jakim jest Takam, w ostatnich latach bokser wędrowniczek do wynajęcia za 30 tys.USD/ za walkę z Joshuą dostał 750 tys.USD/ kilka razy w dalszych rundach mocno go trafiał i gdyby nie kontuzja oczu nie wiadomo jak by się ten pojedynek zakończył.
Pismactwo po walce zadaje pytania czy sędzia słusznie przerwał pojedynek.
Moim zdaniem jest to nie tylko nie poważne,ale i szkodliwe , bowiem jest to takie marzenie,ażeby ten skazany przed walką na porażkę dowalił temu faworytowi.O ile np. w piłce nożnej takie myślenie ma jakiś spaczony sens to w boksie należy przede wszystkim liczyć się ze zdrowiem zawodnika. W ostatnich latach tylko w pierwszej walce Kowalowa z Pasacalem sędzia popełnił taki błąd, za co został zawieszony,ale z kolei z rewanżu powinien przerwać walkę wcześniej nie czekając na poddanie przez trenera. A wczoraj Takam ledwo widział i dopóki Joshua walczył niemrawo, dość wolno i jego ciosy nie trzymały dystansu to od biedy można by uznać,że daje jakoś radę walczyć . Lecz kiedy słabnący kondycyjnie Anglik ruszył do decydującego natarcia to wyszły na jaw wszystkie słabości w obronie Takama i dalsze jego obijanie zakończyło by się ciężkim nokautem.
Na stadionie w Cardiff na którym odbywał się pojedynek było ponad 75 tys. widzów,a przed telewizorami na świecie ok.700 mln. A to oznacza,że Joshua stał się nie tylko współczesnym gladiatorem,ale celebrytą, którego miliony oglądają nie dlatego,że jest wielkim sportowcem.,ale dlatego,że jest medialnie rozpoznawalny. Do walki z Kliczką gaże za poprzednie walki Joshuy nie przekraczały 1 mln USD,a teraz zaczynają się od 10 mln. Za pierwszego sportowca, którego wartość marketingowa bardzo znacznie przekroczyła wartość sportową zgodnie uznaje się piłkarza Davida Beckhama.Z bokserów ten atrybut posiadali Floyd Mayweather jr i Manny Pacquiao. Teraz zastępuje ich Joshua, którego menedżer Hearn w roli dostarczyciela wielkich pieniędzy zamierza nadal wykorzystywać . Zapowiada on doprowadzenie do powrotu do boksu Tysona Fury,aby doszło do jego walki z Joshuą. I chciałby doprowadzić do walki z Dentayem Wilderem mimo,że na dziś Joshua dostałby straszliwe baty od Amerykanina.
Ale od czego byłyby klauzule rewanżu i dodatkowe wielkie pieniadze. Obie walki mogłyby przebić finansowo konfrontacje Maywetahera z Filipińczykiem czy ostatnio z McGregorem. Inaczej mówiąc Joshua został wylansowany przez media na gwiazdę pierwszego formatu nie tyle jako świetny bokser,ale jako godny szacunku człowiek osiągający także sukcesy w sporcie.Jest to stała tendencja współczesnego sportu o czym ciekawie piszą w książce "Sport nie istnieje.Igrzyska w społeczeństwie spektaklu" Jan Sowa i kolega mojej córki Krzysztof Wolański. Na korzyść Joshuy przemawia i fakt,że z kiedyś złego doznał przemiany dzięki sportowi i stał się dobry co dodatkowo zaświadcza,że przypowieść o synu marnotrawnym jest wiecznie prawdziwa.
Ci którzy byli stale dobrzy jako ludzie i przede wszystkim jako sportowcy jak najlepszy bokser ery współczesnej Andre Ward czy jeszcze walczący Wilder i Crawford na taką popularność i wynikającą z niej zasobność portfela liczyć nie mogą. Sport na naszych oczach przemienia się medialny spektakl.
1576czwartek, 26, października 2017 21:24
kibic50
No i mamy pierwszy "sukces" kadry męskich szczypiornistów odkąd stery trenera po Dujszebajewie przejął Piotr Przybecki.
Pierwszy mecz reprezentacji Polski w towarzyskim turnieju Golden League w Broendby zakończył się klęską 15:29 (8:14) z mistrzami świata i wicemistrzami olimpijskimi Francuzami.

Trzeba dodać, że dla Biało-Czerwonych była to najwyższa porażka z tym rywalem w historii rywalizacji. (!)

Wynik ten dedykuję wszystkim tym, którym się wydaje, że wystarczy zmienić trenera aby odnieść sukces Very Happy
W drugim pojedynku kadra Piotra Przybeckiego zagra z Danią.
yvComment v.2.01.1