A+ A A-

Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
Dyskusja (1611)
51piątek, 24, stycznia 2014 15:19
aylarad1916
¡Vamos Rafa!
50piątek, 24, stycznia 2014 14:12
Monrooe
@ kibic50

- "Rozumiem, ze masz na myśli wyłącznie turnieje wielkoszlemowe, choć słowo "coś" sugeruje zupełnie coś innego. "

Tak owo "coś" to silnie obsadzony turniej. Nie musi być nawet wielkoszlemowy, po prostu taki w którym spotka się trzy, no powiedzmy dwukrotnie z poważnymi rywalkami (choć wiem, że to teraz trudne, nawet w imprezie o poważnej randze).

@ Iocosus

- "ale błędów merytorycznych, nawet w formie przejęzyczenia, lepiej unikać, Monrooe! „Belgijka Caroline Wozniacki.”"

OoO, ale dałem do pieca. Oczywiście, że Dunka. Zabij mnie a nie wiem skąd się w wzięła w moich myślach Belgia? Może po głowie biegały mi Kim Clijsters z Justine Henin? Nie wiem. Mój błąd i tyle. Dzięki za poprawienie.

@ WTA

Odnośnie WTA, tenis kobiecy nie schodzi na psy, on pikuje pionowo w dół. Poważnych tenisistek jest może z pięć. Przy czym większość chorych lub po przejściach z liderką Williams na czele. Za mającą coraz większe problemy ze zdrowiem Sereną króluje mająca nielichą nadwagę Azarenka, której i tak nikt nie zagrozi. Maria Szarapowa ma wzloty i upadki, a Na Li więcej brakuje niż ma. Ostatnia z gladiatorek (Samantha Stosur) zbastowała po zwycięstwie w US Open. W pierwszej 20 rankingu nie ma nikogo kto dorównywałby gwiazdom światowego tenisa (Williams'owych nie liczę, bo One już na oparach ciągną). Za to coraz więcej tenisistek gra metodą Wozniacki. Jak najwięcej i jak najczęściej. To daje punkty w rankingu, kasę i rozstawienia. A potem patrze na grę Angelique Kerber i zachodzę w głowę jakim cudem może być w pierwszej 10 światowego tenisa. Na to (chodzi oczywiście o grę wymienionej) się patrzeć nie da.
49piątek, 24, stycznia 2014 14:04
kibic50
@gawin76
W swoim komentarzu do a-c10 zadałeś kilka pytań i wyraziłeś brak zrozumienia nad "wypowiadaniem peanów na cześć naszych gladiatorów, twardzieli, u których futboliści powinni pobierać nauki dzień i noc"
Zastanawiasz się dlaczego mistrzowie Europy juniorów z 2002 nie przełożyli tego sukcesu w dorosłej piłce ?
Pytasz "czy to konkretne pokolenie ugrało w reprezentacji tyle ile mogło ugrać?"
Tego się nie dowiemy, ale co by nie mówić zdobyli srebrne medale MŚ seniorów w 2007 i brązowe w 2009. Mało ? Trudno powiedzieć.

W 2001 r. inna reprezentacja Polski juniorów również zdobyła złote medale ME, pokonując m.in Hiszpanie 4 : 1 ?
Gdzie się podziali tamci mistrzowie: Paweł Kapsa, Błażej Radler, Robert Sierant, Adrian Napierała, Mateusz Żytko, Karol Piątek, Dariusz Zawadzki, Łukasz Pachelski, Łukasz Mierzejewski ? Czy ugrali w reprezentacji tyle ile mogli ugrać ?

O ogromnej barierze jaka dzieli sport młodzieżowy od "dorosłego" pisałem w innym wątku. Przebić się do klubów ekstraklasy jest niezwykle trudno, a do dobrych Europejskich klubów graniczy z cudem. Polskim szczypiornistom się to udało. W ich przypadku zastanawiamy się czy z najważniejszych turniejów przywiozą medale, a nie czy uda się zakwalifikować ?

"Czy uda się odpowiednio wykorzystać tę reprezentację, te niech będzie że sukcesy, tę medialność (transmisje w tv publicznej, pierwsze strony gazet) do zwiększenia zainteresowania sportem, przyciągnięcia młodzieży, zbudowania zaplecza, wychowania następców itp. ?"

Pewnie nie. Piłka ręczna nie jest bowiem tak medialna i powszechnie uprawiana jak nożna. Szczypiorniak jest grą o wiele trudniejszą do nauki. Trzeba bowiem opanować zdecydowanie więcej elementów technicznych. Zwód, pojedynczy, podwójny, z obrotem, rzut bieżny, po przeskoku, z wyskoku, z padem itd itp A przede wszystkim trzeba mieć warunki fizyczne, które na wstępie eliminowałyby takich piłkarzy jak Jagiełło, Kosecki, Radović, itd itp

Jak ktoś już wspomniał, "na lekcjach wf wszyscy chcą kopać gałę, a nie bez przerwy dwutakt i dwutakt"
48piątek, 24, stycznia 2014 10:52
iocosus
@ WTA

Wrażenia są subiektywne i każdy ma prawo do własnych, ale błędów merytorycznych, nawet w formie przejęzyczenia, lepiej unikać, Monrooe! „Belgijka Caroline Wozniacki.”?

Jasne że od czasów Nawratilowej i Chris Evert damski tenis uległ przemianom, z technicznego, urozmaiconego przeistacza się w siłowy, lekkoatletyczny, w którym siła płaskiego uderzenia dominuje, jeżeli tę materię się opanuje, posiada się ku temu odpowiednie warunki, predyspozycje, to do odnoszenia zwycięstw inne atrybuty tenisowych arkan wydają się mniej potrzebne. Tym samym, sam tenis ubożeje, można taki wniosek wysnuć, ale i tym większy fenomen tej naszej Radwańskiej. Można wysnuć subiektywny wniosek o mniejszej atrakcyjności kobiecego tenisa, ale również subiektywnie dla mnie na przykład, nie ma zawodniczki z przeszłości, która mogłaby skutecznie przeciwstawić się Serenie Wiliams w jej optymalnej formie.

„tylko staczający się poziom kobiecego tenisa pozwala na to aby takie tenisistki jak Agnieszka brylowały rankingu WTA.” – kilka lat temu Martina Hingis zdobywała szlemy, brylowała w rankingu WTA, rezygnowała z tenisa, bo nie mogła sobie poradzić z obecnymi „gladiatorkami” z nimi konkuruje Radwańska o podobnym zasobie i pułapie umiejętności jak Hingis. Zatem być może kilka lat temu wstecz Radwańskiej by było łatwiej, a nie trudniej!? Konkurencja w kobiecym tenisie raczej wzrasta, natomiast, że umiejętności techniczne spadają, to może i prawda, znaczenia nabiera fizyka i mocnych uderzeń i poruszania się po korcie.

Jasne, że w przypadku „polskiej Dunki” właśnie przygotowanie motoryczne, plus regularność może nie najmocniejszych, ale i tak silnych zagrań „wystarczyły” do przodownictwa w rankingu WTA i można wybrzydzać, ale i ja zawsze wolałem wszechstronny tenis Steffi Graf mierzącej się z „rzeźbiarką” Arantxą Sanches Vicario, lub oburęczną forhendowo-bekhendową, siłową Monicą Seles. Gdy wspominam Davenport to jej obecnym odbiciem wydaje się Kwitowa.

I ja bardzo lubię Belgijki i Clijsters i Henin, tą pierwszą tym bardziej za charakter, bardzo sympatyczne usposobienie, tą drugą ceniłem tylko za tenis, ale już w pojedynkach Hingis z Mouresmo zawsze trzymałem kciuki za wszechstronniejszy, bardziej urozmaicony tenis tej drobniejszej, za to poza kortem bijącej swoich mężów.
47piątek, 24, stycznia 2014 10:45
Walles
@Radwańska
Nie chcąc nic ujmować Radwańskiej (daj Boże żeby wszyscy polscy sportowcy byli w czubie światowych rankingów) to jednak cały czas stoją mi przed oczami mecze w których nasza Agnieszka była poniewierana na korcie. Nie wiem czy jest ona technicznym brylantem czy też nie - za słabo znam się na tenisie aby móc to oceniać. Widzę jednak problemy i fizyczne i psychiczne, szczególnie dotyczące agresji w grze. Zbyt wiele pojedynków na przebitki w centralna część kortu, zbyt wiele wyczekiwań na błędy przeciwniczek. Wszystkie zawodniczki grające z Radwańską starają się grać agresywnie. W poszukiwaniu skrótu z ostatniego meczu z Cibulkovą (w końcu obejrzałem skrót na Eurosporcie Smile ) wpadł mi w oko finał z Sydney z 2013r. Wtedy Radwańska wygrała 6:0, 6:0 z ta samą Cibulkovą. Wtedy jednak Słowaczka pakowała piłkę za piłką w siatkę albo w aut. Ale grała już wtedy agresywny tenis. Jak widac to popłaca. I nie jest to chyba kwestia "torebek" tylko charakteru. Tak to widzę ale pewnie nie mam racji. Wink
46piątek, 24, stycznia 2014 10:29
gawin76
@ a-c10

"Uważam, że zdecydowanie sensowniej byłoby spytać o to, czy ogólny stan polskiej piłki ręcznej (zwłaszcza w początkach poprzedniej dekady) dawał jakiekolwiek podstawy do myślenia o osiągnięciach, jakie stały się udziałem naszych reprezentantów."

A to dlaczego? Przecież nie rozmawiamy o amatorach, który skrzyknęli się w kilku i grają dla mołojeckiej chwały, lecz o niezwykle utalentowanym pokoleniu, którego kilku przedstawicieli zdobyło np. mistrzostwo Europy juniorów w 2002 roku. To są ludzie, którzy grali w klubach, które można porównać do Manchesteru United i Realu, a i w Polsce mamy obecnie swoje własne Dynamo Kijów i Szachtar Donieck Wink

Mnie jako laika interesuje tylko, czy to konkretne pokolenie ugrało w reprezentacji tyle ile mogło ugrać? Pytam, bo nie wiem, a wysłuchiwanie peanów na cześć naszych gladiatorów, twardzieli, u których futboliści powinni pobierać nauki dzień i noc, nie do końca zaspokaja moją ciekawość Wink

Związek natomiast należałoby ocenić przede wszystkim przez pryzmat tego, czy udało się odpowiednio wykorzystać tę reprezentację, te niech będzie że sukcesy, tę medialność (transmisje w tv publicznej, pierwsze strony gazet) do zwiększenia zainteresowania sportem, przyciągnięcia młodzieży, zbudowania zaplecza, wychowania następców itp.
45piątek, 24, stycznia 2014 09:44
kibic50
@Monrooe
Przykład Radwańskiej tylko potwierdza, jak ogromną rolę w odniesieniu sukcesu w sporcie odgrywa szczęście. Urodziłaby się 10 lat wcześniej i o pierwszej piątce mogłaby pomarzyć. Jednak to co osiąga jest również zasługą jej ciężkiej pracy, determinacji i wielu lat ogromnych wyrzeczeń. Wszystkie tenisistki uprawiające ten sport obecnie mają łatwiejsze zadanie, jednak to Agnieszka jest nieustannie od kilku lat w pierwszej piątce na świecie. A to już jest wyczyn nie lada..
Tak więc zamiast krytykować Radwańską za "staczający" się kobiecy tenis lepiej oddać "cesarzowi co cesarskie"

Ps
"W to, że chciała wygrać nie wątpię, ale już w to, że kiedykolwiek coś wygra jak najbardziej."

Rozumiem, ze masz na myśli wyłącznie turnieje wielkoszlemowe, choć słowo "coś" sugeruje zupełnie coś innego.
AR wygrała bowiem 13 turniejów WTA co dało jej nawet 2 miejsce w rankingu (9 lipca 2012)
44piątek, 24, stycznia 2014 08:55
Monrooe
@ ac-10

- "Ona naprawdę chciała wygrać. Bardzo. A skoro tak, to jeszcze kiedyś wygra."

Wybacz a-c10, ale bardzo kibicuje Radwańskiej, niemniej jednak muszę wrąc kilka groszy. W to, że chciała wygrać nie wątpię, ale już w to, że kiedykolwiek coś wygra jak najbardziej. Ja wiem, że to nasza rodaczka, wiem, że talentu natura jej nie poskąpiła. Niestety wiem też, że tylko staczający się poziom kobiecego tenisa pozwala na to aby takie tenisistki jak Agnieszka brylowały rankingu WTA. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia. A pierwsza dwudziestka rankingu byłaby niedostępna. W obecnych czasach wystarczy zrobić tournee po słabo obsadzonych turniejach by zawitać do pierwszej dziesiątki. A nawet być pierwszym a liście jak to swego czasu zrobiła Belgijka Caroline Wozniacki. Sorry, ale tenis kobiecy poza kilkoma wyjątkami to zabawa amatorów, których braki w przygotowaniu fizycznym i co gorsza technicznym są przeogromne. Dlatego też jak już wspomniałem kibicuje naszej tenisistce, ale już meczów w jej wykonaniu najczęściej oglądać nie mogę. To co najczęściej prezentuje Radwańska ma się nijak do dyscypliny sportu który ponoć uprawia. A takie tuzy tenisa jak Kim Clijsters, Justine Henin, czy uwielbiana przeze mnie Amelie Mauresmo płoną ze wstydu jak patrzą na współczesne korty. Przepaść jaka rysuje się pomiędzy WTA i ATP jest coraz większa.
43piątek, 24, stycznia 2014 01:24
iocosus
@ Albiceleste

Jak pisałem, że kobiety potrafią irytować, to w przypadku Radwańskiej miałem podobne akurat skojarzenia jak Ty. Tylko, że nawet nie sprowadzałbym tego do „torebek”, choć nie neguję, ze i w tym coś jest. Aga jest, albo miejmy nadzieję, że była, taką tenisową „oportunistką”, tylko, że ten „oportunizm” pozwolił jej awansować do czołowej dziesiątki świata, zatem trudno ją winić, że mu ulegała. Dzięki swoim zaletom, umiejętnościom, do wyjątkowych należą sytuacje, żeby w meczu miała więcej błędów własnych od przeciwniczki, „winery” jej wcale nie były potrzebne, wystarczało, że arytmią uderzeń, rotacją, ale przede wszystkim regularnością „rozregulowywała” przeciwniczki, a te popełniały błędy, wyrzucały piłki za kort, utrzymywanie gry przez Isię wystarczało do zwycięstw, z większością tenisistek. Na tym polegał ten mój przypisywany Agnieszce „oportunizm”, wręcz prawie „zachowawczy”, pozbawiony zbyt dużego ryzyka styl gry, tylko, że to co wystarczało, na awans do topowej dziesiątki, było niewystarczające, żeby przeciwstawić się tym najlepszym.

Jeżeli silnie, płasko, agresywnie i ofensywnie uderzająca piłki tenisistka potrafiła utrzymać je w korcie, jej ilość winerów zdecydowanie dominowała nad błędami, regularność gry nie sprawiała kłopotów, to słabsza fizycznie Radwańska mimo swej maestrii technicznej sprawiała wrażenie bezbronnej. Stąd ta seria porażek z Azarenką, również problemy z Kwitową, Szarapową, o Serenie Wiliams nie wspominając, ale też na przykład i z Kuznietzową, i z Lisicki, z każdą właściwie silniej uderzającą piłkę tenisistką, która miała tzw. swój dzień i piłek nie psuła, narzucała ofensywę i rozregulować się nie dawała. Żeby wygrywać z tymi najlepszymi „gladiatorkami” to w zasadzie Radwańskiej pozostawało liczyć tylko na to, że będą miały gorszy dzień, zdekoncentrują się, zlekceważą, ale jeżeli tylko „wchodziły w uderzenie” to było pozamiatane. Ja już przestawałem wierzyć, że to się może zmienić, traktowałem, że Agnieszka doszła do ściany i już jej nie przebije.

Są dwa mecze, które obecnie pozwalają mi sądzić, że to się jednak zmienia, choć to proces powolny i wcale nie tak bardzo oczywisty. Pierwszy to wygrana w finale w Miami z Szarapową w 2012 roku(!), która była zmotywowana i grała silnie, agresywnie, to co umiała, a jednak Agnieszka przeciwstawić się potrafiła. Druga iskra nadziei, to obecne zwycięstwo z Azarenką. Okazuje się, że „oportunizm” może być porzucony, wydaje się, że Agnieszka już się przekonała, że i z tymi najsilniejszymi może toczyć absolutnie wyrównany bój, w którym szansa wygranej jest wcale niemała, o ile jednak będzie ryzykowała, gra w obronie nie będzie polegała na utrzymaniu piłki w korcie, ale na agresywnych kontratakach, na rozrzucaniu przeciwniczki, gonieniu jej po rogach kortu, do tego wszystkiego Aga jest zdolna, ma ku temu predyspozycje. Jak tak gra jest tenisowym brylantem!

Wydaje się, że pozytywną rolę odgrywa Wiktorowski, zasługi papy Radwańskiego są niekwestionowane, ale z córką znalazł się w pewnym momencie w klinczu, druga sprawa to jednak ciągła, stopniowa poprawa motoryki, trzecia to „mentalność” czyli porzucenie tego przypisywanego przeze mnie „oportunizmu”. To nie jest hop siup z tym ostatnim i nie tak bardzo oczywiste, bo ryzykując samemu można się rozregulować, szukając gry po liniach i kątowej zacząć popełniać większą ilość niewymuszonych błędów, co za tym idzie mogą przyjść i porażki, w meczach w których dotychczas regularność zachowawczego przerzutu wystarczała.
42piątek, 24, stycznia 2014 00:36
a-c10
@ Senator:

Zmienia się, Senatorze. I to wyraźnie. Agnieszka schodziła dzisiaj (a nie wczoraj? kurde, uwielbiam AO prawie tak samo, jak RG, ale te 10h różnicy mnie zabijaWink) z kortu zalana łzami. Nie wiem, czy były to łzy smutku, czy wściekłości (na samą siebie). Pewnie i jedno, i drugie zarazem. To była zupełnie inna dziewczyna, niż te 2-3 sezony temu. I właśnie ten obrazek, choć niby niezbyt pozytywny, napawa mnie największym optymizmem. Ona naprawdę chciała wygrać. Bardzo. A skoro tak, to jeszcze kiedyś wygra.
41czwartek, 23, stycznia 2014 23:14
Senator
@a-c10
Klawo jak cholera Smile dokładnie tak samo myślę, ćwierćfinał to już sporo kasy więc starczy bo trzeba odwiedzić sklepy. Jeśli piszesz że to się zmienia to Ci wierzę i liczę na więcej.
40czwartek, 23, stycznia 2014 22:38
a-c10
@ Kibic50:

Raczej na żyznej Niemieckiej ziemi.

Myślę, że paradoksalnie jedno nie przeczy drugiemu. Możemy się chyba zgodzić, że zagajnik Bieleckich, Lijewskich, Tkaczyków i reszty przesadzony został z żyznego niemieckiego gruntu na nasze spękane piachy. A stało się to za sprawą, jak sam piszesz, charyzmy jednego faceta. Podobnie zresztą było/jest z Vive. Marzenia jednego człowieka i jego parcie na sukces uczyniły z kielczan jeden z najlepszych klubów Europy. W poprzednich wypowiedziach szło mi jedynie o to, że to wszystko dzieje się bez żadnej systemowej podbudowy. Wenta zebrał, Servaas wyłożył hajs... A skoro tak, powinniśmy z tym większym uznaniem spoglądać na sukcesy naszych szczypiornistów i cieszyć się z każdego wygranego meczu.

@ Iocosus:

A, no to teraz mi jaśniejSmile

Wiesz, ja tam jestem głęboko przekonany, że jeśli chodzi o wachlarz zagrań, umiejętności czysto techniczne, to Radwańska (starsza) nie ma sobie równych w całym babskim tourze. Niestety, jej fizyczność i - zwłaszcza - mentalność nie bardzo nadążają.

Jasne, i tak jest lepiej, niż jeszcze całkiem niedawno. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale do pewnego momentu Agnieszka wydawała się zadowolona z tego, co ma: status tenisistki z pierwszej światowej dwudziestki, kasa na coraz to nowe torby i cały blichtr przynależny sportowej celebrytce. Jednak z czasem zaczęło się to zmieniać. Nie wiem, może po prostu wykupiła już wszystkie torebki ze światowych butikówWink ale zaczęła grać tak, jakby nagle znacznie bardziej obszedł ją wynik.

Dlatego ja w Iśkę mocno wierzę. Znaczy wierzę w to, że któregoś dnia jej przygotowanie kondycyjne i mentalne dorówna technicznej maestrii. A wtedy wygra swojego szlema (oby niejednego!). Nie dlatego, że akurat było łatwiej, bo siostrom Williamsównom nie chciało się chcieć. Dlatego, że nikt jej nie podskoczy.
39czwartek, 23, stycznia 2014 21:16
Senator
Nie wiem jak to jest z reczną, ilu zawodników trenuje tą dyscyplinę sportu. Kiedyś w hokeja byliśmy ewenementem na skalę swiatową, właściwie byliśmy potegą Smile na coś ok 200 zawodników repra grała w grupie A.
Kubot ze szwedem w finale jesli dobrze uslyszalem Smile
38czwartek, 23, stycznia 2014 20:25
kibic50
@iocosus
"Hej, co do tej pustyni to nie zapominajmy o Klempelu, Szymczaku, Kuchcie, Panasie, Smagaczu"

Trochę zaleciało Wembley Smile

"To od nas do Francji w latach ’70 wyjeżdżali zawodnicy, żeby żabojadów uczyć szczypiorniaka."

Yo prawda Sad Później zresztą też. Wielu moich kumpli wyjechało grać za chleb. Niestety kilku wylądowało w kopalniach węgla Sad
37czwartek, 23, stycznia 2014 19:23
Zbyszek
@Walles.
Mam podobne do Ciebie zdanie o Weszło.Natomiast Zarzeczny to jest stary kpiarz,ale też i tęgie pióro.Niestety ostatnio zbyt często pisze tak jak by na odczepnego,żeby nie powiedzieć na kolanie.Może znowu mu za mało płacą i na tęgiego kielicha z porządną zagrychą nie starczaSmile.
Pozdrawiam.
36czwartek, 23, stycznia 2014 17:54
iocosus
@ Kibic50

Ejże, Wojtek Kowalczyk twierdzi, że na Euro 2016 nie tylko się zakwalifikujemy, ale i wejdziemy do ósemki, szczypiorniści walczą o piąte, zatem porównywalnie, a Roman Kosecki w Orange sport wręcz stwierdził, że dlaczego mają nie grać o tytuł, zatem ocena potencjału w jednej i w drugiej dyscyplinie prawie podobna! Prawie ... Wink

Hej, co do tej pustyni to nie zapominajmy o Klempelu, Szymczaku, Kuchta to przecież nie tylko trener, ale i kiedyś zawodnik. To brązowi olimpijscy medaliści, także tradycje to my mamy. To od nas do Francji w latach ’70 wyjeżdżali zawodnicy, żeby żabojadów uczyć szczypiorniaka.

@ Gawin

Widzisz Waść, żeś trochę młodszy i pewnie na „fibakomanię” już się nie załapałeś, a ja jako szkrab, na podwórku trzy ławki w poprzek ustawiałem jako siatkę, ktoś starszy resztką jakiejś farby linie na asfalcie domalował i na takim podwórkowym „korcie” grzmociliśmy (rakietami marki Nefryt, Gem, Junior, to jeszcze drewniane, aluminiowy Polonez budził pożądanie i zazdrość,) od wyjścia ze szkoły do późnego wieczora, czyli dopóki piłeczkę było widać. Te na asfalcie zdzierały się na potęgę, zatem łaziło się w pobliże „profesjonalnych” kortów i z krzaków za nimi jakieś zapomniane i zagubione nawet Dunlopy niekiedy się udało znaleźć. A jak człek podrósł, to i na te „normalne” korty zaczął uczęszczać, we dwóch się dużo łatwiej zebrać, niż w kilku, kilkunastu umówić na koleżeński piłkarski mecz.

No, a jak się samemu w coś pogrywa, to bakcyl podglądania, podpatrywania tych najlepszych jest oczywistą oczywistością i tak już pozostaje. Mhm, ale wiesz, boks również bardzo lubię oglądać, Andrew Gołota irytował mnie bardziej niż zaprzepaszczone szanse na triumf wielkoszlemowy Radwańskiej, na Szpilkę teraz noc również zarwę, ale to nie znaczy, że boksowałem, nawet amatorsko! Wink

@ Albiceleste

Rano było, może nieprecyzyjnie się wyraziłem, chodziło mi o to, że Cibulkowa z Azarenką mogłaby jakiś mecz wygrać, tak jak chociażby i teraz pokonała na AO Szarapową, ale zagrać na takim poziomie jak uczyniła to Radwańska we wtorek z Białorusinką nie byłaby w stanie. Nic jej nie ujmując talentu, po prostu w to nie wierzę.

Takiego zasobu umiejętności technicznych, czucia piłki, przewidywania jak Radwańska to mało, której jest dane, porównywalne: Hingis, Henin, była stylem gry podobna Anna Czakwetadze, ale gdzieś kompletnie się zagubiła. We współczesnym tenisie zdominowanym przez stękające, silne „lekkoatletki” Wiliams, Szarapową, Azarenkę, Kwitową stanowi wyjątek.Jadę powszechnymi komunałami, ale tak jest.

Cibulkowa wygrała pewnie i zasłużenie, smaku triumfu odbierać jej nie wolno, ale w zestawieniu z Radwańską jej tenis jest dosyć mhm, „jednowymiarowy”, w zasadzie wiadomo czego się po niej można spodziewać, natomiast to po wtorkowych zagraniach „tej naszej” padały określenia: brillant, magic, impossible.

Dziś była cieniem, jak najbardziej Albiceleste masz rację, tamtej, niesamowitej, w końcu z tymi „silnymi” grającej agresywnie, ryzykownie. Dziś z Cibulkową była ospała, wręcz apatyczna, cóż taka widać była cena wcześniejszego sukcesu. Dla mnie zaważyło nie tylko zmęczenie fizyczne, ale i psychiczne, spektakularna wygrana z takim „prześladowcą”, „utrapieniem” jak Azarenka, to musiało wywołać wpierw maksymalną koncentrację, skupienie, a następnie euforię. Po czymś takim nawet trudno zasnąć, a tu trzeba było się zresetować i na nowo pobudzić. Zmęczenie fizyczne i regeneracja to drugi aspekt. Też w sumie diablo istotny.

Ale szkoda, cholera szkoda, kolejny szlem był zda się na wyciągnięcie ręki, może i taka właśnie myśl stanowiła przeszkodę w ponownej mobilizacji, wykrzesaniu z siebie resztek energii, na poziomie tej z meczu z Azarenką.
35czwartek, 23, stycznia 2014 16:37
kibic50
@a-c10
"Renoma naszego szczypiorniaka wyrosła jak dorodna sosna na jałowej pustyni."

Raczej na żyznej Niemieckiej ziemi.
Wenta był pierwszym trenerem, któremu udało się swoim autorytetem namówić ich na grę w kadrze. Po kilku latach pieniądze Bertusa Servaasa ściągnęły ich do Kielc, dla których wespół z połową reprezentacji Chorwacji zdobyli brązowe medale LM.
Nienasycony właściciel Kieleckiej "siódemki" mierząc w złoto LM zatrudnił Tałanta Dujszebajewa, (taki Guardiola) byłego opiekuna Ciudad Real i Atletico Madryt.

"45-letni Dujszebajew to jedna z najwybitniejszych postaci w historii piłki ręcznej - mistrz olimpijski z Barcelony, mistrz świata i czterokrotny zdobywca Pucharu Europy (trzykrotnie jako trener). Urodzony w Kirgistanie szkoleniowiec zastąpi teraz Wentę, któremu przypadnie rola menedżera Vive."

Wg wtajemniczonych kielecki klub wygrał walkę o Tałanta Dujszebajewa z Paris Saint-Germain oraz ubiegłorocznym triumfatorem Ligi Mistrzów, HSV Hamburg.
34czwartek, 23, stycznia 2014 16:22
a-c10
@ Kibic50:

Ależ proszę, cała przyjemność po mojej stronieSmile

porażkę z Chorwacją przekładając na futbol można porównać do przegranej 4 : 3 z Niemcami

Pewnie tak, choć moim zdaniem nie chodzi nawet o ten jeden konkretny mecz, który być może faktycznie dało się rozegrać (jeszcze) lepiej. Ot, np. podobnie, jak Maciej Iwański, kompletnie nie rozumiem forsowania gry dwójką obrotowych. Ale to szczegół. Znacznie istotniejszy wydaje mi się obraz ogólny. Gawin pisze o "głupio przegranym" awansie na IO'12. I... ma rację, bo to było jednostkowe zdarzenie, odchył od normy. Normą w ostatnich latach jest to, że Biało-Czerwoni na duże imprezy jeżdżą i to w charakterze całkiem poważnych kandydatów do medali. Owszem, zazwyczaj istnieją kandydaci jeszcze poważniejsi, niemniej przed meczem z naszą drużyną absolutnie nikt nie może w ciemno zakładać zwycięstwa. Przekładając to na realia futbolowe, mamy status takiej Portugalii, czy innej Holandii. Status tym bardziej imponujący, że Holendrzy i Portugalczycy na renomę swojego futbolu pracują od dekad. Renoma naszego szczypiorniaka wyrosła jak dorodna sosna na jałowej pustyni.
33czwartek, 23, stycznia 2014 15:40
kibic50
@a-c10

ogromne dzięki za komentarz Smile

Wg mnie zdobycie ME w piłce ręcznej jest równoznaczne ze zdobyciem ME w piłce nożnej. Nie widzę żadnej różnicy poza zarobkami piłkarzy. W wielu przypadkach zupełnie nie adekwatnych do prezentowanych umiejętności.
W trzech ostatnich meczach szczypiornistów było więcej emocji, niż w większości meczów naszej TME. A porażkę z Chorwacją przekładając na futbol można porównać do przegranej 4 : 3 z Niemcami. Z tym, że do takiego meczu w 1/4 ME naszych "skopanych" raczej nie dojdzie.
32czwartek, 23, stycznia 2014 15:22
a-c10
@ Gawin:

Ja z kolei nie jestem zwolennikiem sztucznego deprecjonowania sukcesów naszych szczypiornistów poprzez m.in. wypominanie im słabszych występów. Znajmy proporcjum, Mocium PanieWink

Nie wiem, nigdy nie aspirowałem do miana eksperta od handballu, kol. Kibic50 zapewne bez większych problemów oprztykałby mnie na tym polu niczym Domagoj Duvnjak naszych chłopaków, ale... Czy uważasz, że pokolenie, które w 2007 tak wszystkich zachwyciło na MŚ w Niemczech (tamten półfinał z Danią!...) osiągnęło tyle, na ile było ich stać? to, moim zdaniem, błędnie postawione pytanie. Uważam, że zdecydowanie sensowniej byłoby spytać o to, czy ogólny stan polskiej piłki ręcznej (zwłaszcza w początkach poprzedniej dekady) dawał jakiekolwiek podstawy do myślenia o osiągnięciach, jakie stały się udziałem naszych reprezentantów. My, kibice kopanej, nierzadko zżymamy się - i nie bezpodstawnie przecież - na PZPN. A przecież przy ZPRP futbolowa centrala jawi się jako ostoja kompetencji i wzorowej organizacji. Jasne, w nogę gra się wszędzie, a w ręczną tylko gdzieniegdzie. Tyle że do całkiem niedawna "gdzieniegdzie" wcale nie zawierało "w Polsce". Stąd też dla mnie sukcesy rodzimych szczypiornistów (i -stek!) w ostatnich latach są jak trzy czwarte szklanki nalane z pustego dzbanka. Że trzy czwarte, nie cała? No cóż...

A i tych porównań z futbolistami tak do końca bym nie odrzucał. Jasne, podkreślenie większej konkurencji i ogólnej odmienności dyscypliny ma spory sens. Jednakowoż warto by było, moim zdaniem, gdyby nasi kopacze popodglądali sobie nieco swych rzucających kolegów. Bo ci - mimo np. wczorajszej porażki - raz po raz udowadniają, że to wcale nie jest tak, że my, Polacy, mamy w sobie jakiś gen lesera. Skoro na szczypiorniakowym parkiecie umiemy grać na całego i walczyć do upadłego, nie widzę powodów, dla których nie moglibyśmy tego samego robić na futbolowej murawie.

I tak jeszcze na marginesie: oddajmy cesarzowi co cesarskie. Obrona Hrvatskiej zapierała wczoraj dech.

@ Iocosus:

na taki poziom gry Dominika się raczej nie wzniesie

Ale jaki? Ja, przyznaję ze skruchą, zaspałem na pierwsze cztery gemy. Potem jednak nie widziałem w grze Cibulkovej nic, czego nie mogłaby powtarzać. No, może ten rewersowy cross z nadgarstka, który zahaczył o linię gdzieś pod koniec spotkaniaSmile

Tym bardziej szkoda, że Radwańska wyglądała jak własny cień. Co oczywiście w żaden sposób nie powinno umniejszać należnego jej uznania.
31czwartek, 23, stycznia 2014 14:43
gawin76
@ kibic50

Rzeczywiście szkoda.

Natomiast szczerze mówiąc nie jestem zwolennikiem trochę sztucznego podnoszenia wartości osiągnięć naszych piłkarzy ręcznych poprzez np. zestawienie z futbolistami.

Czy uważasz, że pokolenie, które w 2007 tak wszystkich zachwyciło na MŚ w Niemczech (tamten półfinał z Danią!...) osiągnęło tyle, na ile było ich stać? Od tamtego czasu bodaj tylko jeden medal na dużej imprezie, a obok np. głupio przegrany awans na IO w Londynie. Jasne, piłkarze mogą pomarzyć o takich wynikach, ale konkurencja w kopanej jednak znacznie mocniejsza, liczniejsza, większe pieniądze itp.

Ja ręcznych kojarzę niestety nie tylko z niesamowitych meczów rozstrzygniętych po naszej myśli (jak parę lat temu z Norwegią po rzucie Siódmiaka, czy teraz z Białorusią), ale i z porażek w najważniejszych meczach, tych o wejście do strefy medalowej.

Wczoraj chyba zostali w szatni po przerwie, tak to moim amatorskim okiem wyglądało...

@ iocosus

Nie wiedziałem, żeś Waść taki zapalony fan tenisa Wink
30czwartek, 23, stycznia 2014 06:50
iocosus
Niestety, „odpinam pasy”, smutny wieczór, smutny poranek, ale za ten wczorajszy mecz z Azarenką dla Agi wielkie podziękowania, cóż z tego, że na taki poziom gry Dominika się raczej nie wzniesie, dziś tą bardziej renomowaną pozbawiła wszelkich złudzeń.
29czwartek, 23, stycznia 2014 06:15
iocosus
Gdyby nie wczorajsza noc, to za dzisiejszy poranek, jego pierwszą odsłonę byłbym wkurzony, cóż kobieta zmienną jest, role się odwróciły, dziś „Cebulka” gra bez żadnego obciążenia, a Isia wygląda i na zmęczoną i na zdenerwowaną i niestety na "zniechęconą".
28czwartek, 23, stycznia 2014 05:16
iocosus
Ech, pobudka!

Wieczór był smutny, może poranek będzie pogodniejszy, chociaż z tą „Cebulką” łatwo nie będzie, obawiam się długich, wyczerpujących wymian w tym australijskim słońcu, Dominika z pewnością nie odpuści, a ta mała „sprężynka” zabiegać się nie da.

Na Li w finale, oby z Isią. No już całkiem obudzony „zapinam pasy”!
27środa, 22, stycznia 2014 22:02
kibic50
Szkoda Sad
Dlaczego z takim zaangażowaniem nie mogą grać nasi piłkarze ???
26środa, 22, stycznia 2014 13:18
Walles
@Kibic50 & Gawin
Jak widzę pasja pitolnicza to jest to co nas wszystkich trzyma na tym portalu. Bo żeby dyskutować o tym co pisze Zarzeczny i jeszcze pisać o tym że w jakiś sposób tego Pana się rozumie to jest wystarczający przykład na to że ten portal przyciąga ludzi lubiących dyskutować i traktujących swoich adwersarzy (nawet wirtualnych) poważnie Wink
Gdyby ten Zarzeczny faktycznie był "zawodowym dziennikarzem" to można byłoby się zastanowić że euforia po wygranych z ogórkami (przed meczem ze Szwecją) jest co najmniej dziwna. Jednak ten sam Zarzeczny za chwilę pisze że wybiera futbol a nie szczypiorniaka bowiem jest opłacany przez Orange. A jeszcze za chwilę napisze w swoim stylu że te wszystkie piłkarskie cipeczki to trzeba w naszym kraju rozgonić na cztery wiatry, boiska zaorać i postawić tam szklarnie a działaczy albo rozgonić w pizdu albo skierować do robót publicznych. Tyle Zarzecznego.

Tak na marginesie to jego kolega z portalu czyli Stanowski właśnie także popłynął bowiem wzywa do sądowego karania polityków za składane obietnice wyborcze ale nie zająknął się nawet o tym czy dziennikarzowi wolno manipulować opinia publiczną, obrażać wybranych piłkarzy, trenerów, pisać często o sprawach niesprawdzonych, zamieszczać wywiady których nie było etc etc
Bywa że na weszlo pokaże się coś rozsądnego, coś wartościowego, coś o czym warto pogadać. Bywa. Ale nie tym razem Wink
Pozdrówka Smile
25środa, 22, stycznia 2014 13:03
anonimowy_legionista
@gawin76

(...)Błagaliśmy w podstawówce wuefistę o 'filcówkę' i możliwość pokopania gały na sali, ale gdzie tam. Dwutakty i dwutakty.(...)

W podstawówce nie wypadało iść na koniec roku z butelką Finlandii i opowiadać głodnych kawałków "jak jest".
24środa, 22, stycznia 2014 13:00
kibic50
Król Roger znowu górą !!!
Czapki z głów. Teraz Rafa !
23środa, 22, stycznia 2014 11:02
kibic50
@gawin76

To zrozumiałe. Wszyscy woleliśmy grać w gałę. Ale to nie znaczy, żeby zawodowy dziennikarz z taką "pogardą" pisał o innej grze zespołowej, która jako jedyna przysparza nam ostatnio tyle pozytywnych emocji..
22środa, 22, stycznia 2014 10:43
gawin76
@ ręczna

Z Chorwacją wygraliśmy jeszcze na IO w Pekinie. Wtedy zresztą mieliśmy chyba najlepszą 'paczkę' za czasów Wenty. Bardzo byłem rozczarowany 'plamą' w najważniejszym meczu z Islandią.

Zarzecznego mimo wszystko w pewien sposób rozumiem, ponieważ sam uprzedziłem się w podobny sposób do koszykówki Wink Od czasu do czasu zerknę na NBA, ale europejski kosz, włącznie z meczami reprezentacji, nudzi mnie śmiertelnie. Błagaliśmy w podstawówce wuefistę o 'filcówkę' i możliwość pokopania gały na sali, ale gdzie tam. Dwutakty i dwutakty.
yvComment v.2.01.1