A+ A A-

Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
Dyskusja (1633)
73niedziela, 26, stycznia 2014 18:43
kibic50
I jeszcze o sędziach. Mistrzostwo świata !!!
72niedziela, 26, stycznia 2014 18:10
kibic50
Oglądam Francuzów i oczom nie wierzę. Poziom z kosmosu. I pomyśleć, że przegraliśmy z nimi 1 bramką po wyrównanym, meczu, nie strzelając chyba 3 karnych Sad
71niedziela, 26, stycznia 2014 18:02
anonimowy_legionista
Co Szpliki to on jeszcze może co nieco nadrobić. Rocznikowo do Jenningsa brakuje mu 4 lata.
Znaleźć dobrego trenera, rozwinąć bardziej harmonijnie mięśnie i zbudować odpowiednią wydolność. Nawet niech rok nie boksuje, ale za ten rok nie wróci chociaż fizycznie do takich walk przygotowany.
70niedziela, 26, stycznia 2014 16:41
Zbyszek
@iocosus.

Przepraszam, że ripostuję z opóżnieniem, ale musiałem odespać nocne oglądactwo. Bo oprócz Jenningsa jeszcze prawie do 24-tej walka Hucka z Arslanem.

Nie mogę się zgodzić z zaprezentowaną oceną działalności Pana Andrzeja Wasilewskiego. Mamy bowiem do czynienia niejako z dwoma rodzajami boksu. Jednym amatorskim i drugim zawodowym. Pan Wasilewski od wielu lat odciąga młodych, utalentowanych chłopców od boksu amatorskiego. Mi.innymi przez to na MŚ i IO nie istniejemy. Robi to całkiem za darmo. W piłce PZPN ustalił niewielki ekwiwalent dla klubów szkolących młodzież. Na żądanie potentatów ekwiwalent ten wynosi tylko 7 tys. zł za rok, co prawda obejmuje 10 lat. Natomiast w UEFA obejmuje 7 lat, ale wynosi 30 tys. euro za rok. Zapewne z powodu swej słabości PZB takich uregulowań nie wprowadził. Natomiast w boksie zawodowym okrętem flagowym Pana Wasilewskiego jest Krzysztof Włodarczyk. Tu sprostowanie, z Andrzejem Gołotą Pan Wasilewski nic wspólnego nie miał. Andrzej po otrzymaniu wyroku wyjechał do USA i tam został. Do boksu powrócił za sprawą swego pracodawcy Zigiego Rozalskiego, który zatrudniał go jako kierowcę ciężarówki, natomiast Adamek miał poważny problem od uwolnienia się od Pana Wasilewskiego. Wykorzystał klauzulę w umowie mówiącą, że umowa ulega rozwiązaniu jak by nie walczył przez rok to i nie walczył. Pan Wasilewaski chciał się bronić twierdząc, że miał walki dla Adamka, ale i w PZB i za oceanem jego skargi odrzucono. Podobnie było niedawno z Mateuszem Masternakiem, którego grupa Sauerlanda musiała wykupić. Przez lata działalność Pana Wasilewskiego była raczej popularyzatorska, bo oprócz Włodarczyka pozostali zawodnicy z jego grup /ta jest czwarta i jego wspólnikiem jest były świetny sędzia bokserski Pan Piotr Werner/ nabijali rekord walcząc z bardzo słabymi przeciwnikami. To za sprawą Pana Wernera ulega zmianie. Bo Łukasz Janik walczył w Londynie z Afolabim, bo Szpilka walczył z Jenningsem, bo Kołodziej będzie walczył z Hernandezem. Wielu innych aby i finansowo i sportowo mieć szanse musiało od niego odejść. Oprócz powyżej wymienionych byli to: Bonin, Zegan, Sosnowski, Bienias i Wach. Wynikało to z braku pieniędzy na kontraktowanie wymagających rywali, ale też z braku znajomości w środowisku menedżerów. Jednocześnie daje on świadectwo trafności rosyjskiego powiedzenia: "Cisze jedziesz, dalsze budziesz". Jego grupy istnieją i się rozwijają, a np. niegdyś duża i mocna finansowa grupa niemiecka "Universum" Pana Hansa Pitera Kohla ogłosiła na początku 2012 roku bankructwo. Druga grupa niemiecka "Sauerland" trwa, korzystając z pieniędzy stacji RTL /1,6 mln. euro za galę/, ale umowa kończy się w tym roku.

Na pewno jedno trzeba Panu Wasilewskiemu oddać, że z boksu który w Polsce jeszcze 20 lat temu pod względem finansowym i medialnym był sportem zanikający /poza dziesiątką dyscyplin/, wraz z Polsatem i Panami Kmitą i Borkiem uczynił 3. sportem pod każdym względem .
69niedziela, 26, stycznia 2014 16:26
Senator
@Boks
Oglądałem trzy ostatnie rundy. Już po IX siedząc nie za bardzo wiedział co do niego mówi trener. Został otumaniony pod koniec własnie przedostatniej. Kwestą jednego ciosu było liczenie i ten cios padł.
To co widziałem nie pozostawia wątpliwości kto był zawodnikiem lepszym. Co do budowy obu bokserów to już ktoś to doskonale zauważył i opisał, nic dodać nic ująć, a i uwaga JE Zbyszka w tym temacie o lenistwie celna.
68niedziela, 26, stycznia 2014 15:35
kibic50
@iocosus
" będziemy mogli sobie na c-L o panach komentatorach podeliberować. "

Nie mogę się doczekać Smile
67niedziela, 26, stycznia 2014 11:16
iocosus
@ Kibic50

„Komentarz zza szkiełka” już ten stricte futbolowy mam również na tapecie, będziemy mogli sobie na c-L o panach komentatorach podeliberować.

@ Anonimowy legionista

Wyglądał gorzej, a co do "streetfightera" to właśnie może i problem, że on z kogoś takiego próbuje się przeistoczyc zamiast pozostac samym sobą.

@ boks

Tak się w ogóle przy tej walce Szpilki, to się teraz zastanawiam, czy jego promotorzy, którzy nie byli skorzy do walk z tuzami, wychodzili z założenia, że pewnego pułapu Artur i tak nie przeskoczy, zatem jego medialność, image, trzeba jak najlepiej wykorzystać, PR-owo rozkręcić w walkach z mniej uznanymi, zatem i mniej groźnymi bokserami, póki się da, czy też przyjęli taki tok postępowania, widząc w Szpilce materiał na wysokiej klasy boksera, który jednak potrzebuje czasu, zebranego doświadczenia na przeistoczenie się, w kogoś panującego na ringu? Pytanie w zasadzie bez odpowiedzi, bo udzielona wszem i wobec może być tylko i wyłącznie ta druga wersja, do pierwszej oficjalnie nikt się nie przyzna.

Zastanawiam się też, czy nie lepiej zamiast Szpilkę przeobrażać w boksera, tańczącego na nogach szermierza na pięści, nie lepiej go było pozostawić jako takiego, wzmiankowanego „streetfightera”, pracując jedynie nad jego kondycją i siłą uderzenia. Teoretycznie byłby łatwy do skontrowania, ale gdyby z tą swoją zadziornością, walecznością, agresją, arogancją rzucał się na swoich ringowych przeciwników, nawet chaotycznie, ale jednak przez wytworzoną na nich presję, impet zyskiwał nad nimi dominację, czy to by nie było skuteczniejsze, a przede wszystkim „naturalne” dla Artura.

Takie moje pitolenie, bo Fiodora Łapina uznaję za bardzo dobrego trenera, niepodważalnego fachowca, a Knockout Promotions, Andrzeja Wasilewskiego w zasadzie chyba najbardziej przyczyniło się do uratowania boksu w Polsce jako widowiska ściągającego do hal tysiące ludzi. Gołota, Adamek to „transfery” zaoceaniczne, na krajowym podwórku najbardziej promuje boks właśnie chyba Knockout Promotions.

Co do Szpilki i jego przyszłości, różne charaktery, różne nastawienie, i różne doświadczenia życiowe, ale Artur gdyby okazało się, że ma ten sam problem co Przemek Saleta, to świata nie zawojuje, obojętnie czy to jako „szermierz na pięści”, czy jako „street fighter”. Ze „szklaną szczęką” prawdziwym wojownikiem się nie stanie.

http://www.youtube.com/watch?v=4pLBifKSEGw

Wink
66niedziela, 26, stycznia 2014 10:20
anonimowy_legionista
Zmusiłem się, obejrzałem walkę Szpilki i zgadzam się, że to nie bokser, a raczej streetfighter.

Praca nogami, rany to on jeszcze gorzej się ruszał?

Wystarczyło popatrzyć na Jenningsa każda partia mięśni równomiernie rozwinięta. Szpilka mięśni trochę tu, trochę tam, głównie tylko odtłuszczony.
65niedziela, 26, stycznia 2014 09:23
kibic50
Weszło ogłosiło ranking komentatorów.
http://www.weszlo.com/news/18265-Ranking_ekspertow_telewizyjnych_Weszlo_2013

Ja swój głos oddaję na Zbyszka ! Rewelacja Smile
Choć nie oglądałem, walkę mam przed oczami. Dzięki.
64niedziela, 26, stycznia 2014 08:22
Zbyszek
Krótka relacja z walki.

I runda. Jak zwykle rozpoznawcza, Jennings 3 akcje, Szpilka dwie. 10:9. II runda. Absolutnie wyrównana. 10:10. III runda. Jennigs od początku przechodzi do ataku, ale Szpilka raz zwodem, a raz przysiadem unika jego ciosów. Sam ich zadaje trochę więcej. Runda dla Szpilki. 9:10. IV runda. Jennings nie popełnia błędu z poprzedniej rundy. Spokojnie kontratakuje po chaotycznych atakach Szpilki. Runda dla niego. 10:9. V runda. W przerwie przed rundą trener Łapin karze Szpilce mocno zaatakować. Pyta czy da radę. Ten mówi, że tak. Ataki są nieudolne, zaś odpowiedzi Jenningsa celne. Niestety Jennings trafia celnie dwa razy przedłużonymi prawymi prostymi. Szpilka pokazuje, że nic się nie stało, ale widać że traci rezon. 10:9. VI runda, sytuacja się powtarza. Tym razem pod konie rundy Jennings trafia lewym półhakiem z dołu na tułów. Szpilka liczony. 10:8. VII runda. Szpilka zaczyna pływać. Nie stanowi żadnego zagrożenia dla Jenningsa. Usiłuje co prawda trafiać lewym sierpowym, ale rywal z łatwością te ciosy blokuje. 10:9. VIII runda. Szpilka już przy linach opuszcza obie ręce. Siada na nogach. Nie jest w stanie atakować. Broni się głównie balansem tułowia i unikami. 10:9. IX runda. Wypisz wymaluj poprzednia runda. Z tym, że Szpilka w przerwie przed ostatnią rundą chwyta powietrze jak ryba wyjęta z wody. 10:9. X runda. Agonia. Szpilka desperacko chce przetrwać do końca walki, ale kompletnie opadł z sił. Na minutę przed końcowym gongiem dostaje uderzenie na szczękę niezbyt czyste, ale wystarczające, aby go liczyć. Po chwili w narożniku Jennings trafia bezkarnie, Szpilka się już w ogóle nie broni. Sędzia przerywa walkę. TKO.

O tym jakim kto jest bokserem świadczą trzy elementy: po pierwsze głowa, po drugie praca nóg, po trzecie odporność na ciosy. Szpilka ma mentalność bandziora. Mocny w gębie i wobec słabszych. W walce w której przeciwnik pokazuje, że ma moc, traci pewność siebie i prosi o łaskę. Odnośnie pracy nóg. To nastąpiła poprawa, ale tylko do połowy VI rundy. Widać, że było to świeżo wyuczone, ale nie utrwalone. Kiedy osłabł, wróciły stare nawyki czyli tułów sobie a nogi sobie. Zostawiał nogi przez co nie był w stanie cofać się przed atakującym przeciwnikiem. Odporność na ciosy. Co prawda nie ma bokserów odpornych na ciosy. Są tylko żle trafieni. Ale Szpilka nawet żle trafiony odczuwa ciosy straszliwie.

Szpilka pokazał, że ten show wokół niego był na wyrost. Jest to bokser o słabych warunkach fizycznych, żle wyszkolony technicznie, walczący prymitywnie, bo liczący tylko na lewy sierp. W każdej walce wykazuje braki kondycyjne co świadczy o niechęci do ciężkiej pracy. Fatalnie pracuje nogami. Ale są to rzeczy do poprawienia. Lecz mentalności się nie naprawi, a ta nie pozwoli mu na osiągnięcie w boksie czegokolwiek dużego.
63niedziela, 26, stycznia 2014 05:36
iocosus
Z ćwierkacza:

Krzysztof Stanowski
Jennings zmęczył się mniej więcej tak, jak ja wchodząc po schodach na trzecie piętro.

Konrad Ferrszter
Mocna lekcja dla Szpilki, bardzo mocna, by nie powiedzieć brutalna. Dużo nauki przed nim.

***

No cóż Artur został trochę obnażony, zamiast zapowiadanych przez promotora Wasilewskiego „szachów” trzeba było pójść na „uliczną bójkę” chociaż i w niej większa siła fizyczna Jenningsa i tak by zapewne wzięła górę. Kwestia przypadku, szczęśliwie wyprowadzonego celnego ciosu, to jedyna ewentualność wygranej dla Szpilki.

Teraz Szpili zamiast HBO pozostaje Polsat i walka z Zimnochem, a ten przynajmniej okazał się „prorokiem”:
– Jeżeli Szpilka nie wyciągnął wniosków i będzie dawał się trafiać tak jak robił to Mollo, wówczas przegra przed czasem. Przy pierwszym kryzysie zostanie znokautowany. W 2012 roku sparowałem z Jenningsem sześć rund. Było ciężko, bo on jest silny fizycznie, a i jego cios ma swoją wymowę. Do tego wszystkiego ma dobrą kondycję. Dlatego nie widzę Artura jako wygranego w tej konfrontacji.(sport.fakt.pl – 24 stcznia 2014)

Co prawda pierwszy kryzys Artur przetrwał, ale w zasadzie to Krzysztof przewidział wydarzenia.
62sobota, 25, stycznia 2014 21:22
Zbyszek
@Senator.
Ja jeszcze pamiętam dalej, bo jeszcze Papę Stamma. Jego wspomnienia spisane w formie książkowej gdzieś się zapodziały, ale nadal mam Tadeusza Olszańskiego "Rzecz o Feliksie Stammie. Została tylko legenda".

A z bokserów to na żywo w hali Gwardii lub w telewizji oglądałem takich wielu mistrzów tamtych czasów. Jak dziś pamiętam największy triumf polskiego boksu w hali Korakuen Ici Palace na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 1964 roku, w których złote medale zdobyli Józef Grudzień, Jerzy Kulej i Marian Kasprzyk, srebrny medal Artur Olech, a brązowe medale Józef Grzesiak, Tadeusz Walasek i Zbigniew Pietrzykowski. Przed Olimpiadą doszło do testowej walki pomiędzy Drogoszem a Kasprzykiem na obozie w Cetniewie. Opinia publiczna była za Drogoszem, bo walczył pięknie. To był balet nie boks. Ale jak sam opowiadał przed tą walką "eliminacyjną" śniło mu się, że go Kasprzyk trafia lewym sierpem na punkt. I wyśniło mu się. Wcześniej była Olimpiada w Rzymie, która też oglądałem. Tam doszło do sędziowskiego skandalu, bo po złotym medalu Pażdziora miało walczyć jeszcze dwóch Polaków Walasek w średniej i Pietrzykowski w półciężkiej - obaj z Amerykanami /Amerykanie nie mieli jeszcze złota/, przy czym Zbyszek był niekwestionowanym faworytem w walce z młodziutkim, bo 18 letnim Cassiusem Clayem i w walce Tadeusza z Cookiem sędziowie pomimo przewagi Polaka we wszystkich rundach dali wygraną Cookowi. W Polsce nastąpiła zbiórka pieniężna i za nie zrobiono Walaskowi replikę złotego medalu olimpijskiego. Zaś Pietrzykowski mógł i powinien wygrać z Clayem przez k.o. w pierwszej rundzie, bo go miał na deskach, ale tego nie wykorzystał i przez słabą kondycję /zbijał wagę/ w dwóch następnych ustępował Amerykaninowi. Cassius Clay zdobył tytuł mistrza świata wszechwag w 1964 roku po walce z Sonym Listonem stając się najmłodszym mistrzem w tej kategorii. Póżniej jako Muhammad Ali przeszedł do historii nie tylko boksu, ale i sportu jako najwybitniejszy z wybitnych.

A teraz niech sam Papa Stamm mówi: "Bardzo często mówi się o polskiej szkole boksu. Sam jestem przeciwny takiemu określeniu. Nie ma szkół poszczególnych krajów, a sukcesy odnoszą zawsze pięściarze najbardziej wszechstronni, najbardziej utalentowani. Przez pewien czas przebywałem na stażu w USA. Uważano przed wojną, że w tym kraju znajdę najlepsze wzorce szkoleniowe. Owszem, boks w USA stał i stopi na wysokim poziomie, ale nie można żywcem przenieść tego, co jest dobre gdzie indziej, na polski teren. Trzeba przecież uwzględnić specyfikę życia, tradycje, temperament narodowy i inne ważne czynniki. Uznałem, że najlepiej zrobię, jeśli w szkoleniu będę wszechstronny. Starałem się odkryć silne strony każdego pięściarza, z którym pracowałem. Te mocne strony umacniałem w nim, podbudowałem techniką, szybkością i kondycją. Nie robiłem nigdy na siłę fightera z technika i na odwrót. Dlatego nasza drużyna była tak interesująca, tak wszechstronna. Nie było w niej nigdy dwóch pięściarzy, którzy walczyliby tak samo wedle jednego schematu. Tym należy tłumaczyć sukcesy jakie przez lata odnosił nasz boks. Z biegiem czasu rywale zastosowali nasz system szkolenia i zdołali nas nawet wyprzedzić. Może dlatego, że od pewnego czasu nasi młodzi trenerzy zapominają, że każdy człowiek jest inny i do każdego należy odmiennie podejść".

A co boksu onegdaj i dziś to on nie jest gorszy tylko inny. Tak jak piłka nożna jest inna. Nastąpiła i tu i tu rewolucja w metodyce treningu fizycznego. Technika i tu i tu poszła do kąta. Liczy się wytrzymałość, kondycja, szybkość i siła. Mnie to i do tego i do tego sportu nie zniechęca.
Pozdrawiam.
61sobota, 25, stycznia 2014 20:39
iocosus
@ boks

Senatorze jak ostatnio Włodarczyk w Moskwie walczył z Czakijewem to właśnie było zmierzenie się „technika” z „fighterem”, gdyby ten drugi nie trafił, ten pierwszy by wygrał i to zdecydowanie, a tak walka została uznana za najbardziej dramatyczną w ubiegłym roku.

A Floyd Mayweather Jr, pod względem techniki też chyba taki ostatni nie jest!? Powiadają, że jeden z lepszych w historii.

@ Monrooe

„ jak rozumiem nie próbujesz mnie w ten sposób przekonać, że tenis WTA to jest sport profesjonalistów?”

Uwierzę w gender i chciałbym z własnymi amatorskimi umiejętnościami pobierać apanaże w WTA. Wink Smile

Na poważnie, nawet jeżeli tym dziewczynom, niekiedy, w pewnych momentach się przytyje, niezależnie w pokoleniu obecnym, czy też w tych poprzednich (na to chciałem zwrócić uwagę), to żeby zajść wysoko w WTA w zasadzie treningi powinny rozpocząć jako pięcioletnie dzieci? Żeby wspiąć się na piedestał muszą poświęcić mimo wszystko sporo wysiłku, pracy, a opiekunowie i kosztów. WTA pod tym względem to absolutna profeska, tu żadna amatorka, po 2,3 nawet 5 latach treningu nie zaistnieje, do czołowej setki rankingu, nie ma szans się załapać.

Jak już napisałem, moim zdaniem tenis kobiecy pod względem technicznym staje się uboższy, jeżeli jakaś tenisistka zdominuje przeciwniczkę siłą uderzeń, motoryką, to już z reguły wystarcza do zwycięstwa, taki profil wytrenowania przynosi sukcesy i stąd się biorą kolejne Woźniacki, Kerber, również Cibulkowa, mała, ale nie do zabiegania, a przy tym i potrafiąca przebijać piłeczkę płasko, nie na zasadzie balonika na środek kortu.

Taki jest obecnie trend w szkoleniu. Obawiam się, że świetne technicznie Nawratilowa czy Evert, na poziomie swojego wytrenowania i sposobu gry z lat 80 z taką Woźniacki lub Kerber by sobie łatwo nie poradziły, mimo że finezją stylu gry, dominowałyby nad nimi bezapelacyjnie.

Tym bardziej uznanie dla tej naszej Radwańskiej, wszechstronnej, potrafiącej grać bardzo urozmaicony tenis, tylko niech porzuci ten przeze mnie jej przypisywany „oportunizm”, zachowawczość niekiedy irytująco się objawiającą, niech gra ryzykownie z tymi siłowymi „gladiatorkami” tak jak z Szarapową w Miami (największy indywidualny sukces polskiego tenisa) lub z Azarenką przed chwilą na AO.

Czy poziom kobiecego tenisa „pikuje w dół” czy nie, to kwestia indywidualnego wrażenia, chciałbym żeby było jak najwięcej dziewczyn grających tak jak Stefi Graf, Martina Hingis, Justine Henin, ale też mam wewnętrzne przekonanie, że hołdując „fizycznemu” tenisowi obecna czołowa setka rankingu WTA tą z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych rozniosłaby w puch.
60sobota, 25, stycznia 2014 20:16
Senator
@JE Zbyszek
Jako że ma pan swoje lata to boks musi pamiętać Smile . Piszę o boksie, dyscyplinie którą uprawiali bracia Kosedowscy, Kulej, Trela czy Szczepański. To był boks, praca nóg,balans ciała, unik. Teraz to tylko klincz,pchanie i czekanie na jeden cios. Lipa panie lipa.
59sobota, 25, stycznia 2014 19:07
Zbyszek
Jacy esteci. Boksu nie lubią. A ja tak od wielu, wielu lat walki bokserskie oglądam i mówię sobie.Dobrze, że tę telewizję ktoś wymyślił. Na pewno był to kibic bokserski, bo w odróżnieniu od innych sportów boks w telewizji ogląda się lepiej niż na żywo. I tylko słuchanie komentatorów coraz bardziej rozbawia. Dziś będzie walczył m. innymi Szpilka z Jenningsem. Jeszcze nie tak dawno to by ich rozróżniali po kolorze skóry. Dziś mówią, ten w takich to a takim kolorze spodenek to ten, a tamten to inny kolor. Jak mają takie same kolory to mówią ten ma taki kolor wypustków na spodenkach, a tamten taki. W ostatnich walkach i Szpilka i Jennings walczyli w złotym kolorze spodenek z czarnymi wypustkami. Chyba będą mówili ten z niebieskiego narożnika, a tamten z czerwonego. Bo widz nie odróżnia, który jest który Smile Mnie to średnio śmieszy.
58sobota, 25, stycznia 2014 17:04
kibic50
@Senator
Jak byłem dzieckiem to Ojciec zabierał mnie na Halę Gwardii. Smile Nazbierałem mnóstwo autografów, ale boksu nie polubiłem do dziś.

Wg mnie sędziowanie było bardzo dobre, a w kilku przypadkach wzorcowe.
Chorwaci już zapomnieli jak było u nich z sędziowaniem i "parkietem"
57sobota, 25, stycznia 2014 16:41
Monrooe
@ iocosus

- "
Eee, Azarence kilogramów nadwagi bym nie wypominał mając na uwadze i takie obrazki mistrzyń z lat minionych: "


Ale jak rozumiem nie próbujesz mnie w ten sposób przekonać, że tenis WTA to jest sport profesjonalistów? Very Happy
Z Azarenką problem polega na tym, że Ona tej wagi nabrała nagle, nie dziwią więc problemy kontuzjami i formą.
Ostatnimi czasy na Canal+ był puszczany dokument o siostrach Williams, polecam. Warto zobaczyć jak wyglądają profesjonalne treningi, jak ciężka jest praca tenisisty. Szkoda tylko, że wśród pań można takowe policzyć na palcach jednej ręki (bez żadnej przenośni). A co gorsza wszystkie są już na końcu swoich karier. Następczyń nie widać.
56sobota, 25, stycznia 2014 16:38
Senator
@Boks
Jak byłem bardzo młody to znajomy Ojca zabierał mnie na Halę Gwardii ( za Mirowską) na mecze bokserskie. Kiedyś to się mówiło szermierka na pięści, teraz to jest okładanie się po mordach co mnie średnio, a szczerze pisząc nic nie interesuje.
Co do Kubota to oczywiście sukces duży, ale tenis to sport jednak indywidualny i niestety Kubot sam mało znaczy, więc o ile papier to przyjmie i dla historii zachowa, o tyle szeroka opinia szybko zapomni.

@Kibic50
Jak to jest z tym sędziowaniem w szczypiorniaka? Chorwacki trener nie zostawia na sędziach suchej nitki.
55sobota, 25, stycznia 2014 15:28
iocosus
@ boks

Ktoś z czarnoeLkowców ekscytuje się dzisiejszym pojedynkiem Szpilki? Moim zdaniem werdyktem sędziowskim to się nie zakończy, specem nie jestem, tego Jenningsa nie widziałem, ale mam wątpliwości co do „obrony” Szpilki, inkasuje ciosy. Tak trochę na czuja, moim zdaniem, albo jeden, albo drugi padnie.
54sobota, 25, stycznia 2014 15:24
iocosus
Gratulacje dla Kubota, tytuł wielkoszlemowy to jedne z największych osiągnięć polskiego tenisa, fakt że debel, nie cieszy się 1/10 tej medialności co rozgrywki indywidualne, ale Fibak zdobywał popularność u nas, nie tylko legendą meczu z Orantesem:

http://www.youtube.com/watch?v=gD3xPhz0Ows

ale i występami, właśnie w deblu, szczególnie z Tomem Okkerem, ale przecież tytuł AO nie zdobył z nim, samemu już zapomniałem z kim (Kim Warwick), no właśnie, więc jednak triumfatorów deblowych zapominamy, albo w mainstreamie kojarzeni w ogóle nie są, ale mimo to, Łukaszowi Kubotowi szacunek, uznanie i gratulacje należą się bezwzględnie.

@ Monrooe

Eee, Azarence kilogramów nadwagi bym nie wypominał mając na uwadze i takie obrazki mistrzyń z lat minionych:

http://www.tennisworlditalia.com/Editor/Img/monica-seles-img9009_668.jpg

http://playerpictureblogspotcom.blogspot.com/2010/07/capriati.html

http://tennis.si.com/2012/04/17/go-figure-jennifer-capriati-hall-of-fame/

Numer 1, żeby panie w dużych rozmiarach nie miały kompleksów na korcie. Wink

http://tennis.wikia.com/wiki/Maria_Fernanda_Alvarez_Teran/Gallery?file=Maria_Fernanda_Alvarez_Teran_4.jpg

Na koniec przykład przeciwstawny:

http://www.dailymail.co.uk/femail/article-1187172/How-tennis-star-Daniela-gaunts-grown-figure-flaunt.html
53sobota, 25, stycznia 2014 09:58
kibic50
@gawin76
"Jak widzisz polską drużynę na ME u nas za dwa lata?"

Z przykrością muszę stwierdzić, że słabo.
Powtarzamy te same błędy co siatkarze. Odnieśli sukces, podnieśli poziom ligi, ale przy znaczącym udziale zawodników zagranicznych.
Dorobiliśmy sie w Kielcach Europejskiego giganta, ale o sile tej drużyny stanowi 6 Chorwatów, Hiszpan, Serb, Duńczyk i zaledwie kilku polaków. W drugim uczestniku LM z Płocka sytuacja jest podobna.
Do tego zapewne kilku piłkarzy zakończy reprezentacyjną karierę, a nasza młodzież sukcesów niestety nie odnosi Sad
52sobota, 25, stycznia 2014 09:36
gawin76
@ kibic50

Zastanawiasz się dlaczego mistrzowie Europy juniorów z 2002 nie przełożyli tego sukcesu w dorosłej piłce?

Nie do końca to miałem na myśli. W zasadzie chodziło mi o rzecz odwrotną Wink Zawodnicy tacy jak Jurkiewicz czy Bielecki dokonali przecież modelowego wręcz przejścia od tamtego juniorskiego sukcesu do wysokiego poziomu w 'dorosłym' sporcie. Oni, Jureccy, Lijewscy, Szmal, wcześniej Tkaczyk czy Jurasik to w komplecie uznane nazwiska w świecie piłki ręcznej. A-c10 (jak rozumiem przy Twojej aprobacie) zareagował na moją drobną krytykę dorobku szczypiornistów (czy może raczej pytanie o pułap możliwości tego pokolenia), podnosząc, że w warunkach 'pustyni' powinniśmy i tak być wdzięczni tej ekipie, że w ogóle zaistniała. OK, ja jestem wdzięczny, tylko nie rozumiem dlaczego miałbym nie zapytać, czy tak utalentowane pokolenie nie mogło osiągnąć więcej, względnie dlaczego nie wolno mi wytknąć im kilku porażek, zwłaszcza jeżeli układały się one w pewien powtarzalny wzór.

Jak ktoś już wspomniał, "na lekcjach wf wszyscy chcą kopać gałę, a nie bez przerwy dwutakt i dwutakt"

Kosza nie cierpiałem, nie byłem w tym odosobniony, ale już w LO trafiłem na grupę ludzi, który w klimacie "Hej, tu NBA" koszykówkę wręcz uwielbiali. Wtedy to był sport nr 2 w Polsce, miał miejsce prawdziwy, przynajmniej kilkuletni boom. Niestety niewiele z tego zostało, sądzę że raczej za sprawą przespania 'pięciu minut' przez związek, niż za sprawą komplikacji związanych z technicznymi aspektami gry w koszykówkę oraz kwestią warunków fizycznych Wink Oby ten sam los nie spotkał ręcznej.

Jak widzisz polską drużynę na ME u nas za dwa lata?
51piątek, 24, stycznia 2014 15:19
aylarad1916
¡Vamos Rafa!
50piątek, 24, stycznia 2014 14:12
Monrooe
@ kibic50

- "Rozumiem, ze masz na myśli wyłącznie turnieje wielkoszlemowe, choć słowo "coś" sugeruje zupełnie coś innego. "

Tak owo "coś" to silnie obsadzony turniej. Nie musi być nawet wielkoszlemowy, po prostu taki w którym spotka się trzy, no powiedzmy dwukrotnie z poważnymi rywalkami (choć wiem, że to teraz trudne, nawet w imprezie o poważnej randze).

@ Iocosus

- "ale błędów merytorycznych, nawet w formie przejęzyczenia, lepiej unikać, Monrooe! „Belgijka Caroline Wozniacki.”"

OoO, ale dałem do pieca. Oczywiście, że Dunka. Zabij mnie a nie wiem skąd się w wzięła w moich myślach Belgia? Może po głowie biegały mi Kim Clijsters z Justine Henin? Nie wiem. Mój błąd i tyle. Dzięki za poprawienie.

@ WTA

Odnośnie WTA, tenis kobiecy nie schodzi na psy, on pikuje pionowo w dół. Poważnych tenisistek jest może z pięć. Przy czym większość chorych lub po przejściach z liderką Williams na czele. Za mającą coraz większe problemy ze zdrowiem Sereną króluje mająca nielichą nadwagę Azarenka, której i tak nikt nie zagrozi. Maria Szarapowa ma wzloty i upadki, a Na Li więcej brakuje niż ma. Ostatnia z gladiatorek (Samantha Stosur) zbastowała po zwycięstwie w US Open. W pierwszej 20 rankingu nie ma nikogo kto dorównywałby gwiazdom światowego tenisa (Williams'owych nie liczę, bo One już na oparach ciągną). Za to coraz więcej tenisistek gra metodą Wozniacki. Jak najwięcej i jak najczęściej. To daje punkty w rankingu, kasę i rozstawienia. A potem patrze na grę Angelique Kerber i zachodzę w głowę jakim cudem może być w pierwszej 10 światowego tenisa. Na to (chodzi oczywiście o grę wymienionej) się patrzeć nie da.
49piątek, 24, stycznia 2014 14:04
kibic50
@gawin76
W swoim komentarzu do a-c10 zadałeś kilka pytań i wyraziłeś brak zrozumienia nad "wypowiadaniem peanów na cześć naszych gladiatorów, twardzieli, u których futboliści powinni pobierać nauki dzień i noc"
Zastanawiasz się dlaczego mistrzowie Europy juniorów z 2002 nie przełożyli tego sukcesu w dorosłej piłce ?
Pytasz "czy to konkretne pokolenie ugrało w reprezentacji tyle ile mogło ugrać?"
Tego się nie dowiemy, ale co by nie mówić zdobyli srebrne medale MŚ seniorów w 2007 i brązowe w 2009. Mało ? Trudno powiedzieć.

W 2001 r. inna reprezentacja Polski juniorów również zdobyła złote medale ME, pokonując m.in Hiszpanie 4 : 1 ?
Gdzie się podziali tamci mistrzowie: Paweł Kapsa, Błażej Radler, Robert Sierant, Adrian Napierała, Mateusz Żytko, Karol Piątek, Dariusz Zawadzki, Łukasz Pachelski, Łukasz Mierzejewski ? Czy ugrali w reprezentacji tyle ile mogli ugrać ?

O ogromnej barierze jaka dzieli sport młodzieżowy od "dorosłego" pisałem w innym wątku. Przebić się do klubów ekstraklasy jest niezwykle trudno, a do dobrych Europejskich klubów graniczy z cudem. Polskim szczypiornistom się to udało. W ich przypadku zastanawiamy się czy z najważniejszych turniejów przywiozą medale, a nie czy uda się zakwalifikować ?

"Czy uda się odpowiednio wykorzystać tę reprezentację, te niech będzie że sukcesy, tę medialność (transmisje w tv publicznej, pierwsze strony gazet) do zwiększenia zainteresowania sportem, przyciągnięcia młodzieży, zbudowania zaplecza, wychowania następców itp. ?"

Pewnie nie. Piłka ręczna nie jest bowiem tak medialna i powszechnie uprawiana jak nożna. Szczypiorniak jest grą o wiele trudniejszą do nauki. Trzeba bowiem opanować zdecydowanie więcej elementów technicznych. Zwód, pojedynczy, podwójny, z obrotem, rzut bieżny, po przeskoku, z wyskoku, z padem itd itp A przede wszystkim trzeba mieć warunki fizyczne, które na wstępie eliminowałyby takich piłkarzy jak Jagiełło, Kosecki, Radović, itd itp

Jak ktoś już wspomniał, "na lekcjach wf wszyscy chcą kopać gałę, a nie bez przerwy dwutakt i dwutakt"
48piątek, 24, stycznia 2014 10:52
iocosus
@ WTA

Wrażenia są subiektywne i każdy ma prawo do własnych, ale błędów merytorycznych, nawet w formie przejęzyczenia, lepiej unikać, Monrooe! „Belgijka Caroline Wozniacki.”?

Jasne że od czasów Nawratilowej i Chris Evert damski tenis uległ przemianom, z technicznego, urozmaiconego przeistacza się w siłowy, lekkoatletyczny, w którym siła płaskiego uderzenia dominuje, jeżeli tę materię się opanuje, posiada się ku temu odpowiednie warunki, predyspozycje, to do odnoszenia zwycięstw inne atrybuty tenisowych arkan wydają się mniej potrzebne. Tym samym, sam tenis ubożeje, można taki wniosek wysnuć, ale i tym większy fenomen tej naszej Radwańskiej. Można wysnuć subiektywny wniosek o mniejszej atrakcyjności kobiecego tenisa, ale również subiektywnie dla mnie na przykład, nie ma zawodniczki z przeszłości, która mogłaby skutecznie przeciwstawić się Serenie Wiliams w jej optymalnej formie.

„tylko staczający się poziom kobiecego tenisa pozwala na to aby takie tenisistki jak Agnieszka brylowały rankingu WTA.” – kilka lat temu Martina Hingis zdobywała szlemy, brylowała w rankingu WTA, rezygnowała z tenisa, bo nie mogła sobie poradzić z obecnymi „gladiatorkami” z nimi konkuruje Radwańska o podobnym zasobie i pułapie umiejętności jak Hingis. Zatem być może kilka lat temu wstecz Radwańskiej by było łatwiej, a nie trudniej!? Konkurencja w kobiecym tenisie raczej wzrasta, natomiast, że umiejętności techniczne spadają, to może i prawda, znaczenia nabiera fizyka i mocnych uderzeń i poruszania się po korcie.

Jasne, że w przypadku „polskiej Dunki” właśnie przygotowanie motoryczne, plus regularność może nie najmocniejszych, ale i tak silnych zagrań „wystarczyły” do przodownictwa w rankingu WTA i można wybrzydzać, ale i ja zawsze wolałem wszechstronny tenis Steffi Graf mierzącej się z „rzeźbiarką” Arantxą Sanches Vicario, lub oburęczną forhendowo-bekhendową, siłową Monicą Seles. Gdy wspominam Davenport to jej obecnym odbiciem wydaje się Kwitowa.

I ja bardzo lubię Belgijki i Clijsters i Henin, tą pierwszą tym bardziej za charakter, bardzo sympatyczne usposobienie, tą drugą ceniłem tylko za tenis, ale już w pojedynkach Hingis z Mouresmo zawsze trzymałem kciuki za wszechstronniejszy, bardziej urozmaicony tenis tej drobniejszej, za to poza kortem bijącej swoich mężów.
47piątek, 24, stycznia 2014 10:45
Walles
@Radwańska
Nie chcąc nic ujmować Radwańskiej (daj Boże żeby wszyscy polscy sportowcy byli w czubie światowych rankingów) to jednak cały czas stoją mi przed oczami mecze w których nasza Agnieszka była poniewierana na korcie. Nie wiem czy jest ona technicznym brylantem czy też nie - za słabo znam się na tenisie aby móc to oceniać. Widzę jednak problemy i fizyczne i psychiczne, szczególnie dotyczące agresji w grze. Zbyt wiele pojedynków na przebitki w centralna część kortu, zbyt wiele wyczekiwań na błędy przeciwniczek. Wszystkie zawodniczki grające z Radwańską starają się grać agresywnie. W poszukiwaniu skrótu z ostatniego meczu z Cibulkovą (w końcu obejrzałem skrót na Eurosporcie Smile ) wpadł mi w oko finał z Sydney z 2013r. Wtedy Radwańska wygrała 6:0, 6:0 z ta samą Cibulkovą. Wtedy jednak Słowaczka pakowała piłkę za piłką w siatkę albo w aut. Ale grała już wtedy agresywny tenis. Jak widac to popłaca. I nie jest to chyba kwestia "torebek" tylko charakteru. Tak to widzę ale pewnie nie mam racji. Wink
46piątek, 24, stycznia 2014 10:29
gawin76
@ a-c10

"Uważam, że zdecydowanie sensowniej byłoby spytać o to, czy ogólny stan polskiej piłki ręcznej (zwłaszcza w początkach poprzedniej dekady) dawał jakiekolwiek podstawy do myślenia o osiągnięciach, jakie stały się udziałem naszych reprezentantów."

A to dlaczego? Przecież nie rozmawiamy o amatorach, który skrzyknęli się w kilku i grają dla mołojeckiej chwały, lecz o niezwykle utalentowanym pokoleniu, którego kilku przedstawicieli zdobyło np. mistrzostwo Europy juniorów w 2002 roku. To są ludzie, którzy grali w klubach, które można porównać do Manchesteru United i Realu, a i w Polsce mamy obecnie swoje własne Dynamo Kijów i Szachtar Donieck Wink

Mnie jako laika interesuje tylko, czy to konkretne pokolenie ugrało w reprezentacji tyle ile mogło ugrać? Pytam, bo nie wiem, a wysłuchiwanie peanów na cześć naszych gladiatorów, twardzieli, u których futboliści powinni pobierać nauki dzień i noc, nie do końca zaspokaja moją ciekawość Wink

Związek natomiast należałoby ocenić przede wszystkim przez pryzmat tego, czy udało się odpowiednio wykorzystać tę reprezentację, te niech będzie że sukcesy, tę medialność (transmisje w tv publicznej, pierwsze strony gazet) do zwiększenia zainteresowania sportem, przyciągnięcia młodzieży, zbudowania zaplecza, wychowania następców itp.
45piątek, 24, stycznia 2014 09:44
kibic50
@Monrooe
Przykład Radwańskiej tylko potwierdza, jak ogromną rolę w odniesieniu sukcesu w sporcie odgrywa szczęście. Urodziłaby się 10 lat wcześniej i o pierwszej piątce mogłaby pomarzyć. Jednak to co osiąga jest również zasługą jej ciężkiej pracy, determinacji i wielu lat ogromnych wyrzeczeń. Wszystkie tenisistki uprawiające ten sport obecnie mają łatwiejsze zadanie, jednak to Agnieszka jest nieustannie od kilku lat w pierwszej piątce na świecie. A to już jest wyczyn nie lada..
Tak więc zamiast krytykować Radwańską za "staczający" się kobiecy tenis lepiej oddać "cesarzowi co cesarskie"

Ps
"W to, że chciała wygrać nie wątpię, ale już w to, że kiedykolwiek coś wygra jak najbardziej."

Rozumiem, ze masz na myśli wyłącznie turnieje wielkoszlemowe, choć słowo "coś" sugeruje zupełnie coś innego.
AR wygrała bowiem 13 turniejów WTA co dało jej nawet 2 miejsce w rankingu (9 lipca 2012)
44piątek, 24, stycznia 2014 08:55
Monrooe
@ ac-10

- "Ona naprawdę chciała wygrać. Bardzo. A skoro tak, to jeszcze kiedyś wygra."

Wybacz a-c10, ale bardzo kibicuje Radwańskiej, niemniej jednak muszę wrąc kilka groszy. W to, że chciała wygrać nie wątpię, ale już w to, że kiedykolwiek coś wygra jak najbardziej. Ja wiem, że to nasza rodaczka, wiem, że talentu natura jej nie poskąpiła. Niestety wiem też, że tylko staczający się poziom kobiecego tenisa pozwala na to aby takie tenisistki jak Agnieszka brylowały rankingu WTA. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia. A pierwsza dwudziestka rankingu byłaby niedostępna. W obecnych czasach wystarczy zrobić tournee po słabo obsadzonych turniejach by zawitać do pierwszej dziesiątki. A nawet być pierwszym a liście jak to swego czasu zrobiła Belgijka Caroline Wozniacki. Sorry, ale tenis kobiecy poza kilkoma wyjątkami to zabawa amatorów, których braki w przygotowaniu fizycznym i co gorsza technicznym są przeogromne. Dlatego też jak już wspomniałem kibicuje naszej tenisistce, ale już meczów w jej wykonaniu najczęściej oglądać nie mogę. To co najczęściej prezentuje Radwańska ma się nijak do dyscypliny sportu który ponoć uprawia. A takie tuzy tenisa jak Kim Clijsters, Justine Henin, czy uwielbiana przeze mnie Amelie Mauresmo płoną ze wstydu jak patrzą na współczesne korty. Przepaść jaka rysuje się pomiędzy WTA i ATP jest coraz większa.
yvComment v.2.01.1