A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Lech 0-1: Kosztowny błąd

Trzynasta kolejka sezonu okazała się pechowa dla Legii. W niedzielny wieczór nasza drużyna przegrała z Lechem Poznań 0:1. Był to czwarty kolejny ligowy mecz przeciw Lechowi bez zwycięstwa naszej drużyny i zarazem dopiero pierwsze w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo Lecha w Ekstraklasie.

Lech przed meczem z Legią miał na koncie zaledwie sześć punktów zdobytych w dwunastu ligowych meczach. Za fatalną postawę drużyny mistrza Polski posadą zapłacił Maciej Skorża, którego w roli szkoleniowca Lecha zmienił Jan Urban. W ligowym debiucie trener Urban tylko zremisował z Ruchem Chorzów, ale już kilka dni później poprowadził swoją drużynę do sensacyjnego wyjazdowego zwycięstwa nad Fiorentiną w Lidze Europy. Trener Stanisław Czerczesow, który pracę z Legią rozpoczął w tym samym punkcie sezonu co Urban z Lechem, również zanotował zwycięstwo i remis, chociaż punktował odmiennie, odnosząc ligowe zwycięstwo nad Cracovią i remisując w pucharowym meczu z Bruggią.

Legia rozpoczęła niedzielny mecz w następującym zestawieniu: Kuciak – Bereszyński, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski – Trickovski, Pazdan, Duda, Jodłowiec, Kucharczyk – Nikolić. Za słabą grę w pierwszej połowie meczu z Belgami, miejscem w wyjściowej jedenastce zapłacili Guilherme i Dominik Furman. Lech rozpoczął w składzie: Burić – Ceesay, Arajuuri, Kadar, Douglas – Lovrencsics, Tetteh, Gajos, Linetty, Pawłowski – Hamalainen. Na ławce  zasiadł Marcin Kamiński, zagrać nie mógł kontuzjowany Dawid Kownacki, za nadmiar żółtych kartek pauzować musiał Łukasz Trałka.

Legia bardzo źle zaczęła mecz, pozwalając Lechowi 'ustawić' sobie mecz. Od pierwszych minut goście byli bardziej aktywni, grali swobodniej i z większą pewnością utrzymywali się przy piłce. Nerwowość legionistów doprowadziła do brzemiennej w skutkach sytuacji z 8. minuty meczu.  W środku pola piłka zaplątała się między nogami Jodłowca, przejął ją Gajos i prostopadle podał do Hamalainena. Podanie powinien przeciąć Rzeźniczak, ale interweniował tak nieporadnie, że Hamalainen znalazł się w  sytuacji na sam z Kuciakiem. Mecz jeszcze dobrze się nie zaczął, a już przegrywaliśmy 0:1.

Legionistów obudziła dopiero stracona bramka. Nasi piłkarze natychmiast ruszyli do odrabiania strat. Tuż po wznowieniu gry ze środka boiska, Buricia bez powodzenia pokonać usiłował Trickovski. W kolejnej akcji Nikolić podał na środek pola karnego do Jodłowca. Nasz pomocnik znalazł się w stuprocentowej sytuacji, ale uderzył źle, lekko i niecelnie. W 12. minucie piłkę lewą nogą usiłował 'dokręcić' do bramki Nikolić, jednak dobrze interweniował Burić. Potem legioniści wykonywali aż pięć rzutów rożnych z rzędu – niestety żaden z nich nie zakończył się celnym strzałem na bramkę gości. W 20. minucie znów do strzału doszedł aktywny w tej fazie meczu Nikolić, ale i on nie trafił w bramkę.

Po fazie naporu Legii, gra uspokoiła się i wyrównała. Legia miała problem z rozegraniem piłki w środku pola, gdzie trudną do przebycia zaporę stanowili pomocnicy gości, błyskawicznie i z dużą ofiarnością doskakujący do naszych zawodników. Silni fizycznie boczni obrońcy Lecha skutecznie zamknęli swoje 'korytarze' dla Trickovskiego i Kucharczyka, w efekcie atak pozycyjny Legii nie przynosił żadnych skutków. Goście mogli podwyższyć wynik w kontrowersyjnych okolicznościach w 32. minucie meczu. Pawłowski opanował piłkę w polu karnym, jak się wydawało, pomagając sobie ręką, i mocno uderzył. Na szczęście piłka trafiła w Kuciaka. Minutę później Legia miała wyśmienitą okazję do wyrównania – po podaniu Kucharczyka sam na sam z Buriciem znalazł się Nikolić, ale nie zdołał strzelić obok bramkarza gości.

Po pierwszej połowie niepokoił nie tylko wynik, ale i całkowita bezradność Legii przy stałych fragmentach gry, istotnym orężu w starciu z defensywnie usposobionym przeciwnikiem. Nie dość, że nie byliśmy w stanie oddać strzału na bramkę Buricia po rzucie rożnym lub wolnym, to jeszcze pozwalaliśmy gościom wyprowadzać szybkie kontry. W 42. minucie po naszym rzucie rożnym Lech ruszył do natarcia w przewadze liczebnej, na nasze szczęście w tej akcji pogubił się Pawłowski.

Po przerwie wydarzenia toczyły się wedle scenariusza przejrzyście rozpisanego wydarzeniem z ósmej minuty meczu. Lech czekał na akcje Legii na swojej połowie, skupiając się na odcinaniu od podań naszych zawodników ofensywnych. Legia uparcie pchała się do przodu, ale sytuacji strzeleckich było jak na lekarstwo. Z góry na niepowodzenie skazane były zwłaszcza dośrodkowania do Nikolicia zmuszonego do walki o piłkę z wysokimi Arajuurim i Kadarem.

Widząc bezradność Legii, trener Czerczesow  zdecydował się na wprowadzenie na boisko Guilherme, który potencjalnie mógł wnieść do ataku pozycyjnego więcej niż Trickovski. Brazylijczyk zdołał nieco ożywić poczynania Legii. W 62. minucie doszedł do główki w polu karnym, uprzedzając Douglasa, ale nie był wstanie celnie uderzyć na bramkę. Dziesięć minut później miał udział w najgroźniejszej akcji Legii po przerwie, kiedy to sam na sam z Buriciem znalazł się Nikolić. Nasz napastnik obiegł bramkarza Lecha, ale jego strzał z ostrego kąta został zablokowany przez Kadara. Nikolić nie miał szczęścia tego wieczoru. W jednej z sytuacji w drugiej połowie został powalony w polu karnym przez Linetty'ego przy próbie przecięcia dośrodkowania, ale sędzia Frankowski nie dopatrzył się faulu.

Czerczesow rzucił jeszcze do boju Prijovicia (za Bereszyńskiego) i Furmana (za Jodłowca), przestawiając Legię na grę trójką zawodników w obronie, ale ten manewr nie przyniósł żadnych efektów poza anemicznymi strzałami Dudy i Lewczuka. Wydawało się, że z każdą minutą zbliżającą widowisko do zakończenia, w legionistach narastało zniechęcenie i brak wiary w możliwość odrobienia wyniku. Mnożyły się niecelne podania i niewymuszone straty wybijające zespół z  uderzenia. Lech skupiał się na utrzymaniu cennego wyniku i swój cel osiągnął.

Legia w niedzielnym meczu zawiodła. Jak widać, nie wystarczy zmienić trenera, by piłkarze przestali popełniać katastrofalne błędy w obronie i marnować stuprocentowe okazje w ataku.

Dyskusja (17)
1niedziela, 25, października 2015 20:51
AdamJ
No i mamy piękny rezultat "długofalowej, pozytywistycznej strategii" budowania klubu przez Leśnodorskiego, Żewłakowa i Ebebebe. Brak wzmocnień na pozycjach, na których braki najbardziej rzucają się w oczy - lewa obrona i środkowa obrona z Medialnym Kubusiem sprawi powtórkę z zeszłego sezonu.

Kto będzie mistrzem?
Nie Legia!
2niedziela, 25, października 2015 21:23
CTP
Ja tylko chciałbym, abyśmy pamiętali, że o wiele lepsza od Legii Fiorentina również nie znalazła sposobu na skomasowaną defensywę Lecha. Trochę jednak oddajmy cesarzowi, co cesarskie.
A o polityce transferowej, to ja już się tutaj nie będę wypowiadał, bo swoje już napisałem. Smile
3niedziela, 25, października 2015 22:01
kibic50
Przegraliśmy mecz, w którym mieliśmy 4 (5) sytuacji 100%
Jak Jodłowiec nie trafił w pustą bramkę pozostanie jego słodką tajemnicą.
4niedziela, 25, października 2015 22:41
Parsifa(L)
Przegrany mecz z Lechem to już historia. Szkoda błędu pana Kuby, szkoda niewykorzystanych szans. Uważam pana Czerczesova za najlepszego trenera w Legii od czasu pana Janasa i na tym buduje swój optymizm. Zima będzie tu kluczowa. Tabela jest strasznie spłaszczona.
5poniedziałek, 26, października 2015 10:46
Moros
Nie powiem abym po wczorajszym meczu był jakoś strasznie załamany, bo Legia do porażek z Lechem nas ostatnio przyzwyczaiła. Wkurzony jestem tylko, że podaliśmy Poznaniakom pomocną dłoń w momencie, kiedy mogli zostać na dłużej na dnie. Mimo, że nie zagrali wczoraj jakiegoś wielkiego meczu to po takim wyniku do Wrocławia pojadą podbudowani, a z grupy "spadkowej" mogą się wygrzebać szybciej niż się nam wszystkim wydawało.

Co do nas to mądrze napisał w jednym ze swoich wpisów A Dawidziuk, że zbyt zbyt wielkie "grzanie się" po jednej porażce (pod nowym trenerem) jest tak samo sensowne jak "grzanie się" po jednym zwycięstwie. Nie mniej cała pozytywna otoczka związana z zatrudnieniem nowego trenera, właśnie prysnęła i śmiesznych memów już nie będzie. Dodatkowo jeden z użytkowników twittera doniósł o jakiejś scysji między Lewczukiem a Prijoviciem. Jak dodamy do tego też to, iż w niedzielę dało się zauważyć, iż drużyna w momentach przepychanek Dudy z obrońcami Lecha jakoś nie biegła na pomoc tylko zostawiała Słowaka samego sobie, to widać że w drużynie tzw. "team spirit" za bardzo nie ma.

Lekko budujące jest to, że mimo wyniku gra nie wyglądała aż tak źle. Nie było tak jak z Bruggią gdzie każdy widział, iż wynik jest dla nas wyjątkowo szczęśliwy bo na boisku przez długie minuty nie istnieliśmy. Wczoraj mieliśmy sytuacje i można było tego meczu nie przegrać. Tyle tylko, że niektórzy nasi gracze przeplatają mecze dobre z fatalnymi (Trickowski druga połowa w czwartek versus pierwsza połowa wczoraj, a także Jodłowiec) albo są w słabej formie (Kucharczyk, Rzeźniczak, Duda, Gui). Mimo wszystko na ligę może to w jakimś stopniu wystarczyć. Mówię oczywiście o dograniu do końca tego roku na jakiejś sensownej pozycji w tabeli.
6poniedziałek, 26, października 2015 12:17
gawin76
@ CTP

Nie przesadzałbym z tą żelazną defensywą. Fiorentina mogła odwrócić losy meczu w pięć minut, toć wyczyn Boubacara, kiedy w ostatniej akcji meczu zdjął piłkę z głowy innemu piłkarzowi i uderzył nad poprzeczką, to były zwykłe futbolowe jaja. Legia może aż takich sytuacji nie miała, ale jednak nic nie strzelić z sytuacji Jodłowca i Nikolicia - no naprawdę kiepsko. Przypomina się wiosenny mecz i sytuacje Vrdoljaka, Kucharczyka i Guilherme... Jeżeli w meczu wyrównanych drużyn zdarzają się 2-3 'setki', a ty marnujesz je wszystkie, to na co tu liczyć? Hamalainen nie sfrajerzył po obcinie Rzeźniczaka (choć niewiele brakowało) i tyle. Nie ma co dorabiać wielkiej filozofii do zwykłej prozy boiskowego życia.

@ Moros

Mnie się podobało to co wczoraj robił Czerczesow, tak wystawienie Trickovskiego i Dudy od pierwszych minut jako konsekwencji przebiegu meczu z Bruggią, jak i reakcja podczas meczu, tzn. stopniowe przenoszenie akcentów na ofensywę z każdą kolejną zmianą. To wszystko było logiczne i hm, ciekawie aktywne, chociaż oczywiście pojawił się paradoks polegający na tym, że kiedy byliśmy ustawieni najbardziej ofensywnie, graliśmy... najbardziej nieporadnie. Niestety nie da się wszystkiego przewidzieć, stojąc z kredą przy tablicy (i to nie jest przytyk ani do Czerczesowa, ani do żadnego innego trenera).

Natomiast chyba wszyscy mamy już przekonanie, że Czerczesow chciałby widzieć tę Legię zupełnie inną niż ona jest obecnie - inną taktycznie, z innymi wykonawcami, inaczej dobranymi pod jego potrzeby. Może się tu zatem bardzo namęczyć jesienią (a my razem z nim).
7poniedziałek, 26, października 2015 13:42
Moros
Ja do wyborów personalnych trenera nie ma pretensji. Póki co korzysta prawie ze wszystkiego co ma pod ręką nie przekreślając nikogo po jakimś słabszym występie. Zresztą nie ma za bardzo wyjścia bo kadra jest jaka jest i tutaj prochu nie wymyśli. Na plus dla nie go na pewno to, że reaguje na wydarzenia boiskowe i jak nie idzie, to nie zwleka ze zmianami. Problem jest tylko taki, że forma naszych zawodników nie jest najwyższa i niezłe mecze przeplatają z bardzo słabymi. Nie wiadomo kto w danym momencie zagra przyzwoicie, a kto "da dupy" i tutaj IMO trener Czerczesow ma najtrudniej. Pomysł taktyczny może mieć świetny ale jak wykonawcy zagrają mu tak jak wczoraj Michał Kucharczyk, Tomasz Jodłowiec, Jakub Rzeźniczak albo Ivan Trickovski to nic z tego nie będzie.
8poniedziałek, 26, października 2015 15:13
Senator
Cały ból jajec bierze się z jednego faktu. Przegraliśmy z Lechem. Nietety wszystkie okoliczności metafizyczne wskazywały że tak będzie.
Ja do drużyny zbytniej pretensji nie mam. Któryś już mecz przegrywamy tylko dlatego że jeden z zawodników robi koszmarny błąd indywidualny. I tu mała dygresja do Kuby Rzeźniczaka, może rzeczywiście jest tak że ta opaska zbyt ciąży i należy pomyśleć o pozbyciu się tego ciężaru. To ma również inny wymiar po takich błędach jako kapitan nie może nic. Nie zwróci np uwagi na fakt słabej gry lub braku zaangażowania bo zostanie i słusznie szybko zgaszony.
Sam mecz z typu choćby grali 24 i tak by nie strzelili.
Nie wiem skąd kibic50 wziął 5 setek ale prawdą jest że przynajmniej 3 sytuacje powinny zostać zakończone golem. W kilku innych zabrakło przysłowiowego farta.
Też słyszałem o kłótni Lewczuka z Priovicem, podobno na jednym ze skrótów widać tą "akcję "
Siedząc na trybunach myślałem o zmianach i bylem załamany, nie było na ławce nikogo w kogo bym wierzył, że może coś dać i niestety się nie myliłem.
Provic może ze trzy razy dotknął piłkę bo przecież nie zagrał piłki. Furman lepiej ciszej nad nim. Gui? Jedno podanie które mogło zamienić się na bramkę i znamienne ostatnio dla niego podania w końcówce meczu, a te ostatnie tuż przed gwizdkiem to już jakaś farsa.
Potwierdzają się wszystkie uwagi na temat spadku jakości drużyny. Tak jak i potwierdzają się spostrzeżenia Wallesa i moje o tym że Lechowi będzie łatwiej wyjść z marazmu. Następny argument Urban dostał od nas.
9poniedziałek, 26, października 2015 20:19
Zbyszek
Widzę,że Panowie czekają na moje refleksje Smile,gdyż za dużo się nie nadyskutowaliście. A jest o czym. Jest.Włączam się : chronologicznie.

O tym,że można o sobie nie myśleć w kategoriach wrogości.
Od soboty na Facebooku można było przeczytać wypowiedz pana Mioduskiego pełną kurtuazji wobec Lecha za jego wygraną z Fiorentiną oraz za bycie tym rywalem dla Legii, który rozpala emocje. Z drugiej strony trener Jan Urban wypowiadał się z wdzięcznością o Legii i o jej konsekwencjach dla niego. Zgrzytem była wypowiedz Nikolicza i wulgarne pod nią komentarze,ale Janek zareagował przytomnie mówiąc :"Synu, zanim dzioba otworzysz to najpierw jakimś gościom ustrzel coś". Ja jednak mam nadzieję,że ten nowy ton przebije się i stanie się normą przed i pomeczową.

O tym,że o miejsce w składzie należy wywalczyć na boisku.
Zwracał uwagę brak w składzie uznawanych dotychczas za pewniaków : Furmana, Guilherme i Prijovicza.Oni dostali swoje szanse i zawiedli. Furman jest takim pół na pół defensywno ofensywnym. Niestety ani to ani to.Jako defensywny za dużo daje się ogrywać i za dużo fauluje, a jako ofensywny jest za mało aktywny. Guilherme zaś grał , gdzie chciał byle nie na skrzydle czyli tam gdzie był wystawiany i powinien być potrzebny, Prijovicz miał za często przestoje i nie wyciągał obrońców z pola karnego.Weszli inni i może nie zachwycili, ale wojowali wiedząc,że mają szanse na wywalczenie miejsca w składzie i próbowali ją wykorzystać. Te zaczątki rywalizacji nie przekładają się jeszcze na poziom gry, ale kiedyś /oby jak najszybciej/ to nastąpi.Nie pochwalam zachowania Lewczuka, bo od tego jest trener,ale dobrze,że ktoś leniowi Prijoviczowi ostro zwraca na to uwagę.

O tym,że presja nie jest dobrym doradcą.
Nie mam zamiaru pastwić się nad Rzeżniczakiem , bo gdybyśmy wykorzystali 30% sytuacji to jego błąd byłby z kategorii tych zaliczanych do anegdotek.Niestety u niego widać dowodnie,że środkowy obrońca to zupełnie odmienna pozycja od obrońcy bocznego czy defensywnego pomocnika.Kuba gra jako środkowy obrońca od wielu już lat,ale nadal ma nawyki gry z innych pozycji.Tam zasadą jest,że piłka może przejść ,ale gracz nigdy. U środkowego nie może przejść ani to ani tamto.Do tego wydaje się,że Rzeżniczak jest w meczach za mało skoncentrowany, bo chyba za dużo myśli, a za mało gra na instynkt.Na jego tle coraz lepiej w systemie indywidualnej odpowiedzialności wypada Lewczuk.On grał też jako boczny obrońca,ale zaczynał na środku. Pamiętam tę część Znicza : Ojrzyński jako trener, Lewczuk na stoperze, Majewski i Zawistowski w środku, a Lewandowski na szpicy.O mało co nie weszli do Ekstraklasy.

O tym,że Lechici pokazali,że byli i są dobrze przygotowani fizycznie i że ich problemy tkwiły gdzie indziej.
Lech nie ma tej jakości zawodników co Legia, biorąc pod uwagę ogólne umiejętności piłkarskie.Ale wczoraj fizycznie naszym nie ustępowali.Byli szybcy, zdecydowani i waleczni.Przez dużą część meczu kontrolowali grę. Można powiedzieć,że to my mieliśmy przewagę. To prawda tylko nie wiemy ile to nasi jej zdobyli, a ile oni nam dali prowadząc 1:0. To co robili nazywa się grą na wynik.Więc priorytetem dla nich nie było zdobycie kolejnych goli,ale ich nie tracenie.Gdybyśmy byli bardziej produktywnie to takie granie byłoby psu na budę przydatne,a tak pełny top.

O tym,że indywidualne popisy są dobre w cyrku.
My wiemy,że piłka nożna jest grą zespołową. Ale ja się zastanawiam czy zawodnicy naszej drużyny o tym wiedzą, a jak tak to czy z tego faktu wyciągają jakieś wnioski dla siebie.Po tym co zobaczyłem to nie jestem tego pewien.Ustawienie graczy Lecha zostawiało naszym atakującym dużo miejsca co prowokowało do prób indywidualnego rozstrzygnięcia meczu. Ale dojrzały zespół w takiej sytuacji stara się wypieścić atak, pograć piłką, zgubić wrogów kombinacjami , a nasi w większości próbowali sam na sam jak szermierze.Niby więc mieliśmy przewagę,ale raczej taką wizualną, a więc pozorną.I statystyki pomeczowe są nieubłagane : nasza drużyna miała przewagę i to dość znaczną w posiadaniu piłki, ale to Lech wymienił znacznie więcej podań.

O tym,że Mickiewicz nie jest najlepszym doradcą.
Pamiętamy ten początek wiersza Wieszcza "Reduta Ordona. Opowiadanie adiutanta". "Nam strzelać nie kazano", więc wstąpiłem na działo. I dalej w wierszu jednak się coś działo, a na boisku wczoraj raczej śmiesznie bywało.Bo ten serbski Madziar to chyba za dużo tym Mickiewiczem przesiąkł, a mógłby tym bohaterem Węgierskim generałem Bemem. Bo ten jak historycy zaświadczają strzelał aż miło było . Nie wrogom jego.A Nemanja albo pudłował,albo nie trafiał w piłkę.Pech czy jednak coś więcej?.A raczej mniej. Może za bardzo chciał pokazać,że Urban robiąc sobie z niego podśmiechujki przesadził. Chyba jednak nie.

O tym,że kradzież ,jeżeli idzie o czas karaniu nie podlega.
Od początku meczu gracze Lecha nastawili się na kradzież czasu.Nasiliły się ich wysiłki w tym względzie po zdobyciu prowadzenia.Przy każdym starciu padali, a potem się długo podnosili, przewracali się jako te wańki wstańki, celebrowali wykopy i wyrzuty, dyskutowali z sędzią itp. I uszło im to zupełnie bezkarnie.Bo tak po prawdzie to ile tego czasu sędzia do końcowego gwizdka może doliczyć. Inna sprawa,że sędzia Frankowski nawet tego nie próbował. Jak mówimy o duchu gry to okazał się on jak to duch nieuchwytny i uleciał w dal.

O tym,że niechlujstwo w grze to zły pomysł na wygraną.
Ja niechlujną grą nazywam to co co nasi wczoraj demonstrowali.A więc takie nieprzygotowane zagrania, takie wrzutki na aferę, takie podania do nikogo.Brak wsparcia, wzajemnej asekuracji, zdobycia przewagi w jakiejś strefie boiska to podwórkowe granie.Raziło mnie to kopanie piłki dla jej kopania, bez jakiejś myśli przewodniej, bez jakiegoś celu.A ten powinien być jeden, wygrana poprzez to,że stracimy mniej bramek a za to zdobędziemy ich więcej.Sposobem czyli zmyślnością, a nie każdy wuj na swój strój, albo kupą mości panowie.

O ty,że jak kto za bardzo chce to często tego nie osiąga.
Nie można naszym zawodnikom odmówić woli walki, zaangażowania, ambicji.Dali z siebie dużo.Czasami aż żal było patrzeć,że tyle wysiłku przepada.I kiedy tak się zastanowiłem to pierwsza myśl była taka,że można by inaczej, bardziej planowo, bardziej metodycznie.I była to myśl takiego mądrali z fotela, ale kiedy uzmysłowiłem sobie jak sam w takiej sytuacji bym się zachował i chciał, aby moi koledzy z boiska się zachowali to byłoby by to dokładnie to co robili wczoraj zawodnicy Legii zwłaszcza po utracie gola. Bo co innego mogli robić jak tylko nacierać cały czas, ganiać do przodu i liczyć,że wróg upadnie i odda pole i zwróci z nawiązką to co zagrabił.Wolałbym ,aby to było bardziej usystematyzowane, bardziej kolektywne. Ale też stworzyli mnóstwo sytuacji.W każdym razie zależało im. I to należy docenić.

O tym,że banda łobuzów to nie są kibice.
Ci którzy wulgarnie ubliżają przeciwnikom, rzucają w nich jakimiś przedmiotami wystawiają świadectwo sobie.Ci którzy nie szanują rywali sami zasługują na pogardę.Bo los też jest przeciwko nim i szkoda,że niejako przy okazji też i przeciw nam. Bo on bywa sprawiedliwy i sprzyja tym co szczęściu dobrym sercem pomagają , a nie przeszkadzają.I oczywiście ci troglodyci będą mieli pretensje, zwłaszcza do trenera, piłkarzy i Bóg wie do kogo jeszcze. Niech spojrzą w lustro. Zobaczą winnych.

I to by było na tyle.
10poniedziałek, 26, października 2015 22:00
Senator
Co do rzucania w sędziego liniowego i to niestety ze wschodniej to podobała mi się reakcja spikera choć nieco spóźniona fakt. Nie rzucajcie bo bardziej zaszkodzicie klubowi niż temu w kogo rzucacie, nie dokładnie ale sens zachowałem. Zdaje się że dotarło.
11wtorek, 27, października 2015 00:02
anonimowy_legionista
Lech nie ma tej jakości zawodników co Legia

Na której pozycji? Mają fajną pakę, a na ich tle to Jodła, Nikolić i czasem Kuciak się wyróżnią i tyle.
My nie mamy nawet 5% lepszego składu, za to najbardziej przepłacony w tej części europy.
12wtorek, 27, października 2015 03:51
Senator
Wiecie co panowie szlachta, my się denerwujemy i psioczymy na Jodlę, a po tym co widziałem właśnie na Eleven w skrótach ligi włoskiej to te pudło pana Tomasza to pikuś, mały pikuś.
13wtorek, 27, października 2015 07:55
CTP
Mecz oglądałem w TV, więc jeszcze dorzucę swoje 3 grosze na temat komentatorów. No, takiej komedii jaką ci panowie odstawili, to już dawno nie słyszałem. Pawłowski przyjmuje piłkę ręką w naszym polu karnym: "Oj, czy tam była ręka? Zobaczmy powtórki... Nieee, nie było ręki." Linetty chwyta Nikolica wpół i powala na murawę: "Nie, nie. Karny się nie należy, to była walka o piłkę.".
Całe szczęście, że Kuchy odpłacił panu sędziemu za takie sędziowanie, no może nie bezpośrednio ale krew się polała, więc jakaś tam satysfakcja jest. Smile Ale mam nadzieję, że pan Frankowski za ten mecz dostał bardzo niską ocenę.
14wtorek, 27, października 2015 15:52
dave_hill
CTP

mecze rozgrywane na Legii mają wybór ścieżki dźwiękowej. Możesz wybrać panów z C+ lub audio-deskrypcje dla niewidomych. Przynajmniej ja tak mam na dekoderze NC+. Polecam
15wtorek, 27, października 2015 16:00
anonimowy_legionista
Tak oglądam po raz n-ty akcję bramkową Lecha i kurna nie mogę się nadziwić Hamalainenowi - on zrobił to inteligentnie. Skupił całą uwagę na sobie, a nie na piłce - wyciągnął Kubę z toru lotu piłki i go "obiegł".
16wtorek, 27, października 2015 19:26
12345
dave_hill, CTP
ktoś kiedyś gdzieś napisał, że powinna być do wyboru ścieżka dźwiękowa bez komentarza, tylko to co słychać ze stadionu. Tylko tyle i aż tyle, składy, statystyki w formie graficznej, ewentualnie wywiady.
17środa, 28, października 2015 10:55
Pancz
@CTP Jeden z komentatorów po powtórce stwierdził, że był karny. Nie to, że ich bronie, ale staraj się zachować trochę obiektywizmu.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1