A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Polska - Armenia 2-1: Rzutem na taśmę

Reprezentacja Polski niespodziewanie zafundowała swoim kibicom prawdziwy horror w meczu z Armenią. W piątej minucie doliczonego czasu gry było 1:1 i to goście mieli ‘piłkę meczową’ na 1:2. Ormianie swoją szansę jednak zmarnowali, a w odpowiedzi Jakub Błaszczykowski celnie dośrodkował na głowę Roberta Lewandowskiego i nasz kapitan przesądził o zwycięstwie Polski.

 

Największą zagadką w składzie reprezentacji Polski było nazwisko zawodnika, który miał zastąpić kontuzjowanego Arkadiusza Milika. Trener Adam Nawałka ostatecznie zdecydował się na Łukasza Teodorczyka. Drugą zmianą było pojawienie się w wyjściowej jedenastce Macieja Rybusa, który miał tworzyć duet skrzydłowych z Kamilem Grosickim. Zamiast kontuzjowanego Łukasza Piszczka na prawej obronie zameldował się Jakub Błaszczykowski. Skład Polski wyglądał następująco: Fabiański – Błaszczykowski, Glik, Cionek, Jędrzejczyk – Grosicki, Krychowiak, Zieliński, Rybus – Lewandowski, Teodorczyk. Armenia rozpoczęła w składzie: Beglarjan - Minasjan, Harojan, Mkojan, Andonian, Hajrapetjan - Howhannisjan, Grigorjan, Muradjan, Manojan – Pizzelli.

Przebieg pierwszej połowy meczu nie był zaskoczeniem, ale wynik po czterdziestu pięciu minutach – owszem. Polacy mieli ogromną przewagę i stworzyli kilka dobrych lub bardzo dobrych sytuacji strzeleckich. Niestety, zawodziła skuteczność. Naszej drużynie nie pomógł nawet fakt, że goście od 31. minuty grali w dziesiątkę, po tym jak drugą żółtą kartkę na przestrzeni kilku minut ujrzał obrońca Andonian.

Zaczęło się obiecująco. Kibice poderwali się z miejsc już w 5. minucie, widząc że po strzale Rybusa zatrzęsła się siatka ormiańskiej bramki. Piłka trafiła jednak w jej zewnętrzną część. Minutę później z pierwszej piłki w polu karnym uderzył Lewandowski, ale nie trafił w bramkę. W 11. minucie piłka posłana z prawej strony boiska leciała – tak się wydawało – idealnie na głowę Teodorczyka, niestety nasz napastnik w niezrozumiały sposób minął się z nią. Potem impet Polaków zelżał, z ‘przerywnikiem’ w 26. minucie, kiedy wydawało się, że wreszcie musi być 1:0. Niestety Hajrapetjan wybił z linii bramkowej piłkę po strzale głową Lewandowskiego. Druga faza intensywnego polskiego naporu miała miejsce w końcówce tej części gry. W 40. minucie Lewandowski w świetnej sytuacji źle trafił w podskakującą piłkę i strzał poszybował nad bramką. Potem szczęścia próbowali jeszcze Grosicki, Krychowiak i Teodorczyk, jednak ich uderzenia były słabej jakości i nie mogły sprawić kłopotu Beglarjanowi.

Goście bronili się bardzo głęboko. Kontrowali zwykle dwoma, rzadziej trzema zawodnikami. Mimo tak defensywnego nastawienia, mieli swoje okazje. W pierwszej minucie gry polską obroną usiłował zaskoczyć Howhannisjan, a w 41. minucie po kiksie Błaszczykowskiego w środku pola, strzał oddał Grigorjan, uderzając jednak bardzo nieprecyzyjnie.

Po pierwszej połowie niepokoił wynik i nieskuteczna, niestaranna gra Polaków, którzy zmarnowali zarówno słabość Ormian, ewidentnie zdeprymowanych w pierwszych minutach meczu, jak i piętnaście minut gry w przewadze jednego zawodnika. Martwiła także kontuzja Jędrzejczyka, którego miejsce na boisku musiał po dwóch kwadransach meczu zająć Wszołek. Wyższość naszej reprezentacji nie podległa jednak dyskusji i wydawało się, że zdobycie kilku bramek jest kwestią czasu.

Druga połowa swoim przebiegiem zakpiła z tych przewidywań. Zgodny z planem był tylko pierwszy gol, który padł już w 48. minucie. Rzut wolny lewą nogą wykonał Rybus, blisko przecięcia lotu piłki był Lewandowski, ale tym, który umieścił futbolówkę w bramce był obrońca Armenii  Mkojan. Polska prowadziła 1:0. W tym momencie można było pomyśleć, że najgorsze już za nami i teraz może być tylko ‘z górki’. Tymczasem zaledwie minutę później było 1:1. Gol dla gości do złudzenia przypominał trafienie dla Polski. Dośrodkowanie w polskie pole karne lewą nogą posłał Pizzelli i piłka trafiła do bramki po rękach zaskoczonego Fabiańskiego.

Minutę później w zdumiewający sposób we własnym polu karnym na ziemię padł Cionek, a goście stanęli przed szansą na objęcie prowadzenia. Na szczęście nie zorientowali się w sytuacji i nie wykorzystali okazji. Polacy mozolnie zbierali się do natarcia mającego na celu odzyskanie prowadzenia, ale naszym piłkarzom brakowało kreatywności. Wydawało się, że głęboko grająca defensywa Armenii to szansa na strzały z dystansu dla polskich środkowych pomocników, ale Polacy nie wypadali w tym elemencie dobrze, np. w 63. minucie przeciwnika chciał postraszyć Krychowiak, ale przeniósł piłkę wysoko nad bramką. W 69. minucie źle w polu karnym gości zachował się Wszołek, który nie zdołał oddać strzału w niezłej sytuacji. Nasz skrzydłowy ratował sytuację i dośrodkował w stronę Lewandowskiego, który uderzył głową, ale za lekko i  Beglarjan obronił. Chwilę potem do piłki w polu karnym dopadł Grosicki i nieznacznie chybił. W 73. minucie mogło być 1:2, ale wprowadzony na boisko kwadrans wcześniej Özbiliz próbował nieudolnie przelobować Fabiańskiego i piłka powędrowała wprost do naszego bramkarza. W 76. minucie zza pola karnego huknął wprowadzony za bezproduktywnego Grosickiego Kapustka, ale źle trafił w piłkę. W 79. minucie wreszcie doczekaliśmy się doskonałej akcji Polaków. Po wymianie podań między Zielińskim i Lewandowskim ten pierwszy znalazł się sam przed bramkarzem gości, ale trafił wprost w kładącego się na murawie Beglarjana.

W ostatnich minutach nic nie wskazywało na to, że Polacy odniosą zwycięstwo. Nasza drużyna była rozciągnięta na całym boisku, ataki wyprowadzała wolno, nie oddając celnych, soczystych strzałów na bramkę rywala. A jednak dramatyczna końcówka przyniosła nam zwycięstwo. Tuż po tym jak Polaków mógł pogrążyć pędzący sam na bramkę Fabiańskiego Özbiliz, dośrodkowanie Błaszczykowskiego z rzutu wolnego znalazło w polu karnym Armenii Lewandowskiego i wygrana Polaków stała się faktem.

To był bardzo słaby mecz reprezentacji Polski. Trener Nawałka ma o czym myśleć. Optymizmem nie napawała postawa Teodorczyka, któremu w pierwszej połowie zabrakło co prawda głównie skuteczności, ale już po przerwie gasł z minuty na minutę, irytując łatwymi stratami. Martwiła gra Krychowiaka, który nic nie wnosił do ofensywy i zanotował jedną fatalną stratę, która mogła skończyć się golem dla Armenii w doliczonym czasie gry. Swoją chimeryczność potwierdził Grosicki, który po niezłej grze przeciw Danii, kilka dni później stał się cieniem samego siebie.

Patrząc jednak na wyniki w naszej grupie, jest oczywiste, że każde punkty to niezwykle cenny kapitał. W bólach bo w bólach, ale październikowe zadanie zostało wykonane w stu procentach. A w listopadzie ważny wyjazdowy mecz z Rumunią.

Dyskusja (20)
1środa, 12, października 2016 00:24
a-c10
Ładnych parę lat temu pewien znany w środowisku Football Managera bloger popełnił tekst pt. "Death of the Supertactics". Z reprezentacją Polski miał on, co prawda, niewiele wspólnego. Szło o to, że z mojej ulubionej serii gier usunięto w pewnym momencie - uff! - mankament pozwalający na implementowanie cudacznych ustawień taktycznych i osiąganie za ich pomocą niewiarygodnych wyników. Ot, Ekotan Zalewo mógł sobie seryjnie wygrywać LM grając bez obrońców. A wspomnianych wyżej Biało-Czerwonych można było ustawić w systemie 2-7-1 i poprowadzić ich po złoto MŚ. Czterokrotnie z rzędu.

Oczywiście, na żywca nie przejdzie (echhh...) nic nawet zbliżonego do podobnych numerów. Niemniej jednak, do niedawna reprezentacja Polski miała swoją Supertactics - kontrę. Teraz nastąpiła jej śmierć. Do el.ME'16 włącznie rywale dostrzegali w naszej kadrze co najwyżej średniaka. Ot, taki sobie zespół, który nawet jeśli od czasu do czasu pojedzie na wielki turniej, to i tak pełni tam rolę statysty. W składzie zaś może i błyśnie mu jakiś tam Trójkąt Dortmundzki, ale poza tym anonimy. No, summa summarum niby żadne z tej Polski ogóry, ale żeby się jej bać, to już nie szalejmy.

Teraz to się zmieniło. Selekcjoner takiej Armenii, Kazachstanu, czy nawet - bez względu na to, co pierdaczył w sobotę - Danii patrzy na nasz zespół i widzi ćwierćfinalistę ostatniego Euro, który na tymże Euro przegrał - a i to dopiero po karnych - jedynie z ostatecznym triumfatorem. Analizuje nasz skład i widzi w nim kolesi z Bayrnu, BVB, Napoli, PSG, Monaco, Lyonu, etc. I ci kolesie nie tkwią gdzieś w głębokich rezerwach tych klubów, tylko w nich grają, nierzadko jako kluczowe postaci. I co sobie taki selekcjoner rywala myśli? Co mówi swoim podopiecznym? "O, kurrr... Nie, chłopcy. Z nimi to sobie nie poszalejemy. Defensywka. Jak się uda coś szarpnąć, to git. Jak nie, remisik też całkiem do przyjęcia".

W związku z czym z kontry to my sobie w tych eliminacjach nie pogramy. Może z Czarnogórą na wyjeździe, a może i to nie. Musimy konstruować. A jak bardzo tego nie umiemy, widać było i w sobotę, i przede wszystkim dzisiaj.

Przy czym wcale przecież nie jest tak, że jesteśmy do tego jakoś genetycznie niezdolni. Nosz w mordę, te wszystkie Bayerny, Borussie, PeeSGi, itepe też raczej z rzadka z kontry ciapią, znacznie częściej konstruują. Skoro nasi piłkarze dają radę z graniem pozycyjnym w klubie, to i w kadrze by mogli. Przynajmniej jako-tako. Tylko że tutaj potrzeba nieledwie rewolucji mentalnej. Mentalnej. Nie - a przynajmniej nie tylko i nie przede wszystkim - personalnej, czy taktycznej. Nie ma aż takiego znowu znaczenia, czy Teodorczyk zagra kosztem Wilczka, czy Wilczek kosztem Teodorczyka. Niekoniecznie liczy się jakimi cyferkami opiszemy ilość obrońców, pomocników i atakujących. Znaczy może i jakoś tam się liczy, ale najtrafniejsza nawet decyzja personalna, najbardziej kunsztowny rysunek na tablicy w szatni nie wepchnie piłki do bramki rywala.

Świetnie by było, gdyby nasi reprezentanci przyzwyczaili się nie tylko do splendoru, jaki niesie za sobą dobry występ na Euro, ale też do zmienionych wymagań i rosnącej odpowiedzialności. Dla wielu spośród Ormian - z całym wobec nich szacunkiem - taki mecz, z takim rywalem, na takim stadionie to jeden z jaśniejszych punktów całej kariery. Trudno się dziwić, że chłopaki dają z siebie wszystko. A skoro tak, samemu też trzeba sięgnąć do głębszych zasobów. Skoncentrować się. Lepiej przyjąć. Lepiej podać. Lepiej strzelić. Dziś, niestety, piłka wielokrotnie odbijała się od naszych graczy jakby była jakaś kanciasta. Lepiej nie potrafią? Ależ pewnie, że potrafią. Po prostu najwyraźniej przyszło im do głowy, że wygra się samo. I tak już trzeci raz z rzędu.

Pozytywy? Dwukrotnie na te trzy razy faktycznie się wygrało. Za styl w futbolu not na szczęście nie ma, a za 2:1 dostaje się tyle samo punktów, co za 10:0. Po trzech kolejkach mamy siedem oczek. Pożaru nie ma. Warto by jednak sobie uświadomić, że zapałki i beczka z prochem to nie jest najpomyślniejsze zestawienie.
2środa, 12, października 2016 01:54
iocosus
1.Z tt bezpośrednio po meczu:
Tomasz Cwiakala ‏@cwiakala
Łącze sie w bólu z wszystkimi kolegami, ktorzy wlasnie piszą relacje od nowa. Trzymajcie sie. #POLARM

Gawin dałeś radę. Wink

2.Nie lubię dopisywania sobie punktów przed meczem, obojętnie kto by tego nie czynił, dziennikarze, kibice to i tak się udziela, piłkarze nie są głusi lub ślepi, czytać potrafią, nie są też zdeterminowani gdy rywal w poprzednim meczu inkasuje pięć bramek i na dodatek zaczyna grać w dziesiątkę. Gole wydają się kwestią czasu, ale gdy nie padają to konsternacja i zdumienie są tak wielkie że zaczynają się schody … kilka niewykorzystanych okazji, mamy nerwowość, w defensywie panikę, a z tego to już zamiast prorokowanego 6:0 powstaje horror.
3. Z Danią „wszyscy” narzekali że nie grał Teodorczyk, a po Armenii wszyscy narzekają jak grał. Pytanie jak bez Milika mamy zagrać z Rumunią?
4. Zapisuję się do grupy że Fabiański przy straconym golu popełnił błąd, oczywiście do spółki z Lewym i z Teodorczykiem którzy dośrodkowania nie przecięli, ale skoro oni tego nie zrobili, to jednak moim zdaniem pan Łukasz powinien być przygotowany że piłka toru lotu nie zmieni. Fakt, że to przerąbane dla bramkarza sytuacje, doskonale pamiętam jak z dośrodkowaniami w światło bramki i Kuciak miał największe swoje kłopoty, ale … według mnie był błąd. Pytanie, czy po jednym błędzie Nawałka powinien stracić zaufanie do Fabiańskiego i postawić na Szczęsnego? Tu już jestem w kropce i jednoznacznej odpowiedzi na takie pytanie, sam sobie nie potrafię udzielić. Jednorazowe błędy raczej roszad bramkarskich nie powinny powodować, poczucia pewności siebie to nie wyrabia, z drugiej strony na Szczęsnego Nawałka postawił pierwotnie, a z jedenastki wykluczyła go kontuzja? Kto zatem między słupkami 11 listopada?
5. Obaj po Euro byli bez formy, ale z defensywnych pomocników to zdecydowanie wolę już Jodłę w dyspozycji z meczu Legii z Lechią aniżeli męczącego się na reprze Krychowiaka.
6. Mit Nawałki maga pryska, ma problemy i z zestawieniem personalnym jedenastki i z odpowiednim nastawieniem mentalnym podopiecznych, raczej nie widać żeby potrafił wpłynąć na zawodników, żeby mógł ich pobudzić odpowiednio uwrażliwić, przestrzec przed samozadowoleniem, pozornym samouspokojeniem. Na szczęście posiada najważniejszy trenerski atut czyli ma szczęście i Lewego w składzie, trzeba dodać że do spółki z Błaszczykowskim.
7. Nie lubię trenerów choleryków, spazmujących przy linii bocznej, sfinksy przyklejone do ławki rezerwowych też mi jednak nie pasują, jest kilka zawołań piłkarskich jak nieśmiertelny „wyjazd”, gdy Ryba był za Ormianinem trzeba było jednak wrzeszczeć: „bez faulu” „bez faulu” „bez faulu”!
8. Za A-c10 to tak bym klasyfikował przeszłość i teraźniejszość repry. Kiedyś dla innych byliśmy dniem powszednim, a dziś stanowimy odświętne wyzwanie, wczoraj na nas trener swoich podopiecznych musiał motywować, dziś pokazuje Lewego w składzie i ewentualnie tłumaczy tytuły polskich gazet z rozmiarami spodziewanych victorii! To wystarcza za wszelkie ‘techniki motywacyjne’.
9. Jedenastego listopada w Bukareszcie mecz z Rumunią, odśpiewanych pięć zwrotek narodowego hymnu w narodowe święto może nie pomóc. Pytań mnóstwo.
10. Ile słów krytycznych nie padnie, to i tak najważniejsze są trzy punkty.
3środa, 12, października 2016 09:00
kibic50
Wczorajsza gra naszej reprezentacji do bólu przypominała mi Legię Hasiego.
Dużo dobrych piłkarzy i kompletny chaos na boisku.
Pisałem niedawno, że Nawałka miał dużo szczęścia, bowiem dostał przed Euro piłkarzy w życiowej formie.
Wczoraj ci sami piłkarze w formie nie byli, przez co widzieliśmy dosyć żenujące widowisko, które mogliśmy, a nawet powinniśmy przegrać.
Fatalna gra Krychowiaka, Teodorczyka, Rybusa (zbyt często pokazuje, że nie skończył podstawówki), Grosickiego, Kapustki, Wszołka, można wymieniać bez końca, nie mogła dać jakości, przez co mordowaliśmy sie wszyscy przez 94 min, by 15 sek później wyskoczyć z foteli. Ot, futbol Smile
4środa, 12, października 2016 09:42
dalkub
Panowie

kiedy kilka dni temu po meczu z Danią chyba Glen pisał o tym że nie rozumie dlaczego trener wpuścił za Milika Linettego a nie Teodorczyka to miałem odpowiedzieć, ale jakoś się w język ugryzłem - mam wrażenie jednak że Glen już wie.
Pisze AC zupełnie słusznie że naszą siłą jest kontra - dlatego też my z Danią graliśmy defensywnie, dawaliśmy im piłkę wprowadzać i nią grać i czekaliśmy na błędy - dokładnie tak samo graliśmy na Euro poza meczem z Irlandią Płn, z którą też się męczyliśmy, może nie tak bardzo jak wczoraj, ale i skład był inny i forma inna części zawodników.
Idąc dalej - problem naszych zawodników jest taki, że nie ma u nas w kadrze ani jednego zawodnika takiego jak chociażby Eriksen z Danii, który potrafi piłką w środku pola przyjąć rozegrać - Zieliński ma przebłyski, tylko że przy sorry ale beznadziejnym Krychowiaku ma za dużo zadań defensywnych i na kreowanie mniej szans, dodatkowo klepanie z Rybusem, Grosickim Teodorczykiem Wszołkiem to jest jak walenie piłką w dechę.
ME niestety były ponad stan - pisałem o tym i teraz mamy rozbudzone ambicje w stosunku do zawodników, którzy lepsi już nie będą, mają swoje ograniczenia, mają umiejętności na takim poziomie jakim mają. Oni na każdy mecz muszą wyjść, wybiegać wyszarpać wywalczyć, jak grają na pół gwizdka to zawsze będzie problem - to samo było w Kazachstanie gdzie na druga połowę wyszli jakby mecz się już skończył.
5środa, 12, października 2016 12:06
Glen
Owszem, pisałem. I nie wydaje mi się, by Teodorczyk był najsłabszy wczoraj na boisku - kibic wymienił parę nazwisk. Przy tak słabej dyspozycji większości piłkarzy nie mógł być on zbawcą, choć istotnie mnie zawiódł - przynajmniej raz powinien poprawie przyłożyć głowę do dośrodkowania Grosickiego. Niemniej jednak pewien jestem, że grając z Linettym zamiast Teodorczyka osiągnęlibyśmy to samo.
6środa, 12, października 2016 12:48
CTP
Może Teodorczyk najsłabszy nie był ale wyskoczenie do główki jakieś pół metra od lecącej piłki, moim zdaniem, wskazuje na konieczność natychmiastowego udania się do okulisty. Cieszmy się, że Teo jest napastnikiem a nie obrońcą.

A co do meczu. Przyjechała najsłabsza drużyna w grupie, więc kłopoty naszych z koncentracją, to nie była jakaś niespodziewana rzecz. Mnie bardziej martwi postawa naszej formacji defensywnej niż nieskuteczność z przodu. Tutaj Nawałka ma chyba największy kłopot.
7środa, 12, października 2016 13:39
dalkub
Glen - czy byli równie słabi jak Teodorczyk? oczywiście że byli byli nawet słabsi ale nie o to chodzi.
Masz mecz z rywalem poważnym - Danią - prowadzisz dwa zero i masz kontuzjowanego zawodnika z linii ataku schodzącego do defensywy na 3 skrajnego pomocnika. Masz przeciwnika który prowadzi grę i ma w środku 5 zawodników bo gra klasyczne 3-5-2, masz w środku i tu klucz - bardzo słabego Krychowiaka który dotychczas sam to trzymał a teraz tego nie robi. I co robisz?
Ano zabezpieczasz środek i mając szybkich skrzydłowych liczysz na odbiór i kontrę i na Lewego - dokładnie to co na 3:0. Linetty nie zagrał dobrze to fakt, ale on jak nikt pasował do powalczenia w środku i do utrzymania piłki. Nie rozumiem tylko jednego - po co trzymać przesłabego Krychowiaka na mecz z Armenią - Jodła poradziłby sobie lepiej
8środa, 12, października 2016 14:28
CTP
"Nie rozumiem tylko jednego - po co trzymać przesłabego Krychowiaka na mecz z Armenią - Jodła poradziłby sobie lepiej"

I to jest dokładnie to, co zarzucasz Glenowi. Smile
My tak naprawdę nie mamy pojęcia, w jakiej formie są piłkarze z ławki. Jodła jest świeżo po kontuzji, bodajże, biodra. Poza tym on od wiosny tego roku ma wielkie problemy z ustabilizowaniem formy. Całkiem możliwe, że byłby takim samym statystą w tym meczu jak Krychowiak. Mączyński - żelazna "szóstka" Nawałki też cały czas boryka się z kontuzją kolana. Borysiuk dopiero 2 tygodnie temu rozegrał pełne 90 minut. Ze wszystkich DM, to jedynie właśnie Linetty coś tam rokuje na obecną chwilę.
9środa, 12, października 2016 19:12
corazstarszy
Główne odczucie po tym meczu jest takie, że szkoda mi Ormian.
10środa, 12, października 2016 19:39
Zbyszek
Mój komentarz po meczach z Danią i z Armenią i nie tylko będzie lakoniczny.
Reprezentacja Polski to jest Robert Lewandowski. To wszystko.
11czwartek, 13, października 2016 00:21
a-c10
@ Iocosus:

2) Ja też nie lubię dopisywania punktów przed meczem. Niemniej jednak uważam, że reprezentanci Polski to nie są jakieś dzieci, które dopiero powolutku, z pewną taką nieśmiałością rozglądają się po świecie zawodowego sportu. To dorośli faceci, których pozycja w owym świecie jest mocno ugruntowana. A że dodatkowo nie są ani ślepi, ani głusi, ani głupi nawet, powinni wiedzieć równie dobrze, jak Ty, czy ja, że do medialnych rewelacji należy podchodzić z dużym dystansem. Nie szukajmy więc dla nich jakichś promocyjnych usprawiedliwień w stylu "a bo w gazecie napisali".

4) Gdyby karać za postawę we wczorajszym spotkaniu, w meczowej kadrze na Rumunię znalazłby się jedynie Lewandowski. A i on zaledwie na ławce. Dajmy więc może Fabiańskiemu spokój.

5) W sprawie "Krychowiak vs Teodorczyk" zgadzam się z CTP. Jasne, jesteśmy mądrzy doświadczeniem i wiemy, co zagrał "Krycha". Nie wiem natomiast skąd można - jak np. Dalkub - wziąć przeświadczenie, że "Jodła" poradziłby sobie lepiej.

6+7) To tylko świadczy o bezsensie i szkodliwości podobnych mitów. Adam Nawałka nie jest i nigdy nie był żadnym "magiem". Był i jest nadal dobrym - jak na nasze warunki - trenerem. Co więcej, w przeciwieństwie do poprzedników ma trochę szczęścia i - przede wszystkim - pełne poparcie prezesa PZPN. Daje mu to komfort pracy, możliwość olania dziennikarskiego jazgotu i gwiazdorskich buntów, a czasem nawet podjęcia jakiejś niepopularnej decyzji (patrz Mączyński). Summa summarum wszystko to jakoś zatrybiło i udało się nie tylko pojechać do Francji, ale nawet osiągnąć tam sporych rozmiarów sukces. Skrajną naiwnością byłoby jednak przypuszczenie, że będzie już zawsze trybić, w dodatku za każdym razem jeszcze lepiej, niż poprzednio.

Przy czym ja zupełnie nie dostrzegam sensu rozmów o pracy selekcjonera akurat po tym meczu. OK, Ormianom cześć i chwała. Nie jest to żadna figura retoryczna, naprawdę mnie chłopaki ujęli. Trzy dni wcześniej przyjęli piątkę. Po półgodzinie stracili zawodnika. Mnóstwo ekip na ich miejscu kompletnie by się posypało i ze zwieszonymi głowami czekało na kolejne manto. A oni zagrali z ogromną determinacją, ale i nie mniejszą rozwagą. Brawo, gloria victis!

Wszystko to jednak nie zmienia jednego, prostego faktu: przed takim meczem selekcjoner reprezentacji Polski, dysponującej takim potencjałem kadrowym, powinien po prostu wypisać skład na tablicy, powiedzieć "bawcie się dobrze, chłopcy!", po czym wygodnie rozsiąść się w udającym ławkę fotelu i tylko od czasu do czasu podnieść wzrok znad ulubionego czytadła i patrzeć jak jego podopieczni strzelają kolejne bramki. Dalkub pisze, że Euro było ponad stan. I ja się z nim w stu procentach zgadzam. Myślenie, że skoro we Francji byliśmy o krok od medalu, to z Rosji już na pewno ten medal przywieziemy, a już sam awans tam stanowi formalność, to już nawet nie naiwność, a zwyczajna głupota. Nie gnijmy jednak w drugą stronę. Ja rozumiem, że w świecie opanowanym w dużej mierze przez agentów, menedżerów, pośredników i inne szemrane osobistości od czasu do czasu trafiają się jakieś transferowe kurioza. Niemniej generalnie przynależność klubowa o czymś świadczy. I nie bez przyczyny nasi kadrowicze grają na co dzień w miejscach, gdzie na reprezentantów Armenii ani kto spojrzy. Styl gry Ormian był już przed meczem bardzo łatwy do przewidzenia, a po szybkiej czerwonej kartce stał się absolutną oczywistością. I co, nasi piłkarze potrzebują podpowiedzi trenera, by zrozumieć, co się w takich przypadkach robi? A przepraszam, jak zakładają buty, to też pytają Nawałki "szefieee, a po co tu są te takie dziwne sznurki?"?Very Happy

Nie, Iocosusie. Oni doskonale wiedzieli, co mają czynić. Pokazuje to choćby kapitalna klepka Zielińskiego z Lewandowskim. Problem w tym, że taka akcja była w całym meczu jedna jedyna. W osiemdziesiątej którejś minucie. Poza tym nic. Nic, bo nasi reprezentanci uwierzyli, że wygra się samo. W związku z czym bardzo dosłownie potraktowali pojęcie "atak pozycyjny". No bo skoro atak, to nie obrona, tak? A skoro pozycyjny, no to zajęli pozycje i dzielnie na nich trwali. Ruszał się ten, co miał piłkę plus od wielkiego dzwonu jeszcze jeden. Reszta stała. Po pierwsze, nie wierzę, że Nawałka im tak kazał. Po drugie, nie wierzę, że oni sami nie są w stanie zrozumieć, że w taki sposób ciężko byłoby wygrać z jakąkolwiek bądź drużyną złożoną z - było nie było - profesjonalnych piłkarzy.

10) Prawda. Problem w tym, że to już serio ostatni dzwonek. Rumuni raczej tak pudłować nie będą.
12czwartek, 13, października 2016 01:02
a-c10
@ Dalkub:

naszą siłą jest kontra

No właśnie nie jest, a była. Ja jestem naprawdę głęboko przekonany, że o kontrze jako podstawowym/jedynym pomyśle na grę możemy zapomnieć. Na pewno na czas tych eliminacji, a może i - oby! - na dłużej. Zgadzam się natomiast w zupełności co do biegania. I tu przychodzi mi do głowy przykład ekstremalny: Barcelona w szczytowym okresie guardiolowskim to była maszynka do wygrywania wypełniona niezwykle utalentowanymi piłkarzami. Nie tylko nasi reprezentanci - z Lewandowskim włącznie - ale i 99,999% futbolistów na świecie mogłoby bez żadnej ujmy na honorze wydłubywać im błoto spomiędzy korków. Czy ktoś jednak kojarzy, aby oni stali? Aby taki Messi, Iniesta, czy inny Xavi sterczał w miejscu i czekał, aż samo się wygra? Nie? No właśnie.
13czwartek, 13, października 2016 13:11
Baron
No i jednak jak się okazuje jest kwas w szatni. Piłkarze balują, wyskakują sobie na miasto podczas zgrupowań. Żony, dziewczyny, przyjaciółki mają dostęp non stop do swoich misiów i na to się wkur... Lewandowski. Niestety ale całą winę za to ponosi Nawałka, który ustanowił takie reguły. Więcej tutaj:

http://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/637181/ostra-dyskusja-nawalki-z-lewandowskim-kadra-zbytnio-rozluzniona
14czwartek, 13, października 2016 13:55
CTP
Na TT z kolei jakiś anonim sprzedał informację o tym, jakoby Teodorczyk po meczu z Danią w hotelu wręcz chodził na czworakach i gdzieniegdzie zostawiał zawartość swojego żołądka. To by nawet tłumaczyło jego postawę w meczu z Armenią. Gra na kacu musi być strasznym przeżyciem.
15czwartek, 13, października 2016 15:27
a-c10
@ Baron, CTP:

Osz w mordę... Powrót Królowej Atmosfery. W sumie dawno jej nie było. Prawie zdążyłem zapomnieć jak biedaczka wygląda. Nie żebym tęsknił.

Jeśli Lewandowski faktycznie wyczuł, że jest kłopot i poszedł o tym porozmawiać (niechby nawet "ostro" i "po męsku") z selekcjonerem, to rewelacja. Dopóki Robert pamięta, że on tu jest mimo wszystko podwładnym, a trener szefem, należy się tylko z tego cieszyć. Wreszcie mamy kapitana pełną gębą. Jak to dobrze wiedzieć, że ludzie mogą się zmieniać na lepsze.

Zastanawia mnie tylko dlaczego Lewy nie wykorzystał swego autorytetu autentycznej gwiazdy światowej piłki i nie uderzył do kolegów bezpośrednio. Czyżby bał się zarzutów, że sam nieco zbyt nachalnie się z małżonką lansuje?

Nieważne. Sęk w tym, że nikt nigdy nie przedstawił sensownych dowodów na rzekomą zgubność wpływu obecności wags na boiskowe występy. Ba, dałoby się znaleźć kilka przykładów na coś dokładnie odwrotnego. Weźmy taką reprezentację Chile. Jej zgrupowania to nierzadko prawdziwe wczasy. Żony, partnerki, dzieci (!), rodzeństwo plus jeszcze najróżniejsi hombres. Kompletna sielanka. Dodatkowo niektórym Chilijczykom - z Arturem Vidalem na czele - zdarza się plątać w takie melanże, że Teodorczyk wyglądałby przy nich jak gimnazjalista po pierwszym piwie w życiu. I co? Ano w zupełności ani ta sielanka, ani rozróby nie przeszkodziły im w dwukrotnym z rzędu Mistrzostwie Ameryki. I na co dzień nie przeszkadzają wychodzić na boisko i rzucać się rywalowi do gardła. Można? Można.

Skupiajmy się na tym, co istotne. Za tryb życia a la purytańska szkółka nikt punktów nie daje. Boisko się liczy. I tyle.
16czwartek, 13, października 2016 15:40
CTP
"Za tryb życia a la purytańska szkółka nikt punktów nie daje."
Pod warunkiem, że później na boisku widzi się tylko jedną piłkę a nie dwie. Teodorczyk wtedy w meczu najwyraźniej wybrał nie tę co trzeba. Smile
17czwartek, 13, października 2016 15:43
dalkub
AC

Naszą siłą jest kontra - i pozostanie, dlatego z każdym przeciwnikiem który bedzie się bronił będziemy się męczyć, chyba że zagramy na maksa agresywnie i odbierzemy szybko piłkę.

O Jodle a może i o Mączyńskim

Obaj w tej chwili są lepsi od Krychowiaka, który grę imituje. Dlatego wolałbym faceta biegającego po boisku i pilnującego się niż gwiazdy bez formy, która na dodatek próbuje grać coś na co ja w tej chwili nie stać
18czwartek, 13, października 2016 22:30
Baron
a-c 10

Skoro ci goście mają gdzieś reprezentacje, kibiców, prestiż to może trzeba ich olać i powołać kogoś komu na tym będzie zależało?
Mecz z Armenią pokazał jaki wpływ ma balowanie na boiskową postawę naszych asów (tzw. grupę bankietową). Jak myślisz np. taki Grosicki to przed meczem z Armenią poszedł spać o 22 czy był w grupie bankietowej? Teodorczyka nie krytykuję, super, że mu się udało trafić do pokoju hotelowego, a nie na Kolską na przykład. W tej sytuacji to nawet głupio byłoby od niego wymagać refleksu, wyskoku do piłki czy w końcu strzelenia bramki, grałeś na kacu kiedyś? Obstawiam, że tak no to wiesz jak jest. Grając w przewadze cudem nie wtopili, a jeszcze większym cudem była wygrana. Tyle, że ten cud to był Lewandowski i nie przypadkiem osiągnął on w piłce to co osiągnął, w przeciwieństwie do reszty.
19piątek, 14, października 2016 01:27
a-c10
@ Baron:

Skoro ci goście mają gdzieś reprezentacje, kibiców, prestiż to może trzeba ich olać i powołać kogoś komu na tym będzie zależało?

Uwielbiam takie teksty. Parę słabszych momentów - bo przecież nawet nie wyników - i już: wywalić bumelantów i ochlajtusów, dawać tych, co to im będzie z a l e ż a ł o. A powiesz mi łaskawie, mój Ty rewolucjonisto, gdzie ich będziesz poszukiwał? Chociaż... Czekaj, ja bym się nadał! Co prawda jestem stary, chory i gruby, po paru minutach biegania za piłką trzeba by mnie resuscytować, a na dodatek nie mam prawej łąkotki, ale co tam, zależeć mi będzie jak cholera. To co, mogę przyjechać na następne zgrupowanie? Mogę? Mogę...?

Dalej, kurczę, może i mam dziurawą pamięć, ale jakoś nie kojarzę, abyś po bardziej udanych meczach reprezentacji Polski przesadnie usilnie dopytywał o której (i z kim) wylądował w łóżku "przysłowiowy" Grosicki. Bo chyba nie uważasz, że te wagsy i balety to tak dopiero po raz pierwszy, hm? Nawet w zalinkowanym przez Ciebie tekście stoi, że już we Francji bywało wesoło. Ty natomiast utrzymujesz, że mecz z Armenią pokazał jaki wpływ ma balowanie na boiskową postawę naszych asów. Taaak? A mecz z Niemcami (którykolwiek) nie pokazał? A ze Szwajcarią? Z Portugalią...? Sacre bleu, pewnie francuskie powietrze jakieś zdrowsze takie, atlantyckie. Lepiej kaca leczy.

Generalnie co do tekstu, jego autor powtarza zgrane komunały o tym, jakoby obecność żon i partnerek na zgrupowaniu wyraźnie utrudniała/uniemożliwiała koncentrację. Cóż, przytoczyłem już przykład Chilijczyków, z którymi chętnie bym się na ostatnie sukcesy pomieniał, a którym jakoś nie utrudnia. I wiesz co? Jako trener zdecydowanie bym wolał, aby moi podopieczni spędzali czas z małżonką/partnerką, a nie z dziwką, albo jakąś przypadkowo poznaną podfruwajką. Rzecz wcale nie w mojej pruderyjności, nikomu pod kołdrę nie zerkam. Chodzi o to, że w tym pierwszym przypadku nie ma strachu, że żona/partnerka się dowie i będzie chryja. Ochhh, jasne. Niby można po klasztornemu. Po pierwsze jednak, uważasz że to w ogóle możliwe, tak w sensie organizacyjnym? Po drugie, na pewno tak byłoby lepiej? Scusi, nie sądzę. Dwudziestu paru młodych samców zgrupowanych na małej przestrzeni? Koszmar jakiś. Dwa, góra trzy dni i już się zaczynają niesnaski. Znacznie lepiej im te baby wpuścić.

A teraz rzecz najważniejsza: skąd Ty wiesz, co tam w ogóle się działo? O, jasne. Wyobrażenie faceta, który widząc dwie piłki skacze do tej niewłaściwej, jest niewątpliwie zabawne i choć może nie jest to humor najwyższych lotów (sic), na pewno można się pośmiać. Ale to tylko wyobrażenie. CTP puścił wieść o jakimś anonimowym ćwierku, wg którego Teodorczyk w sobotę rzygał z przepicia. Nawet gdyby ten ćwierk opierał się na prawdzie, to... hmmm... w zasadzie to dobrze, że rzygał. Wyrzucił z siebie wszystko, co złe, w niedzielę sobie troszkę pochorował, a w poniedziałek (o wtorku nie wspominając) był już w stanie zupełnie używalnym. Ty natomiast piszesz o tym tak, jakby wszyscy nasi reprezentanci poza jednym św. Robertem wyszli na boisko prosto z knajpy. Byłeś? Widziałeś? Nie? No to przyhamuj trochę.

Edyta:

pees.
Nie, nigdy nie grałem na kacu. Nie żebym był święty, po prostu bardzo rzadko w ogóle kaca miewam, ale jak już mnie złapie, to tak makabryczny, że nie mam siły palcem o palec stuknąć, o graniu w cokolwiek nie wspominając. Poza tym, nie przypominam sobie, abyśmy kiedykolwiek o tym rozmawiali, nie mam zatem pojęcia, skąd Twoje "obstawiam". W tej kwestii również prosiłbym o przyhamowanie.

@ Dalkub:

Jeśli naszą siłą faktycznie ma pozostać kontra, to my się lepiej do takich widoczków, jak we wtorek, przyzwyczajmy. Ba, powoli możemy się też zacząć przyzwyczajać do myśli, że trzeci kolejny Mundial odbędzie się bez naszego udziału.
20piątek, 14, października 2016 11:22
CTP
Nie, no chyba trochę za daleko idziemy w tym naszym oburzeniu. Przy czym, ja się nie oburzam na Teodorczyka, tylko się z niego śmieję, bo, jak mawiał klasyk, pić, to trza umić. Smile
Panowie przyjechali na zgrupowanie, przez kilka dni uczciwie zaiwaniali, wygrali z Danią i postanowili, że teraz pora się trochę upodlić, bo po Armenii, to się wszyscy rozjadą i nie będzie kiedy. No, taki mają klimat. W Polsce w końcu jesteśmy, co nie? Wink
A że się Lewandowski wkurwił? Ja mu się nie dziwię. Gość przyszedł do piłki nie po to, aby co tydzień bzykać nowe panienki i szastać kasą w kasynach, jak większość obecnych pseudogwiazdek, tylko po to, aby za kilkanaście lat pisali o nim tak samo jak się dzisiaj pisze o Pele czy Maradonie (choć ten ostatni też za kołnierz nie wylewał). Więc naturalną koleją rzeczy wkurwia go obrzygany Teodorczyk.

Moja rada dla Nawałki: opierdzielić jak szmaciarz konia i następnym razem lepiej przypilnować.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1