A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • iocosus

Legia grać, coś tam mać!

„Słoniki” z Termaliki wprowadziły w nerwowy stan warszawskich piłkarzy, trenera Vukovića i zapewne większość kibiców. Niestety po golu Łukasza Piątka Nieciecza pozostaje ciągle dla legionistów niezdobytą groźną i karcącą nieubłaganie twierdzą. Legia latem kopie piłkę słabo, ale za to dołek, w który coraz głębiej wpada wydajnie i skutecznie.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Legia Warszawa 1:0 (0:0)
Strzelec gola: Piątek (54. min.)
Żółte kartki: Jovanović, Śpiączka, Kupczak (BruK-Bet) - Pazdan, Mączyński (Legia)
Bruk-Bet: Mucha - Fryc, Putiwcew, Kecskes, Makimenko - Guba (57' Misak), Kupczak, Piątek, Jovanović (81' Stefanik), Miković (79' Gutkovskis) - Śpiączka.
Legia: Malarz - Jędrzejczyk, Czerwiński, Pazdan, Hlousek - Szymański (61' Kucharczyk), Mączyński, Kopczyński (64' Guilherme), Hamalainen - Moulin - Sadiku (71' Pasquato).

Poznawszy skład przed meczem można było stwierdzić, że Jacek Magiera ciągle poszukuje optymalnego ustawienia zespołu, tym razem postanowił wzorować się na Maćku Skorży i trzech środkowych pomocników: Vrdoljaka, Borysiuka i Gola zamienił na Kopczyńskiego, Mączyńskiego i Moulina. Ponieważ w wyjściowej jedenastce zrezygnował z Guilherme, Nagyego i Kucharczyka nasz Garm na tt stwierdził: „Ciekawe, Legia dziś bez skrzydeł. Czyżby zamysłem było rozmontowanie obrony rywala "małą grą" w środku? Ależ tam będzie tłok...” - no i wykrakał.

W pierwszej połowie posiadanie piłki było w proporcjach 60 do 40 na korzyść Legii, ale takie dane nikogo ani nie dziwią, ani rywali Legii nie straszą, ani nie deprymują. Termalica przyjmowała w miarę spokojnie legionistów na własnej połowie i próbowała sama kontratakować. Na tyle skutecznie że wygenerowała czystą stuprocentową okazję do strzelenia gola, na szczęście nie kryty w polu karnym Śpiączka strzelił Panu Bogu w okno. Tak klarownych sytuacji Legia nie potrafiła stworzyć. Co najdziwniejsze grając trzema wymienionymi pomocnikami nie umiała również ani zaryglować środka pola, ani nie zbierała tzw. drugich piłek na połowie rywala. Dwa razy zaskakując Termalicę wyszedł do podań Mączyński ale albo zabrakło dokładniejszego ostatniego dogrania, albo Szymański „szukając” lewej nogi zaprzepaścił okazję. Po raz wtóry w pierwszej połowie pozytywne wrażenie zostawiał po sobie Jędza, Czerwiński przejawiał dużą ochotę do gry, może nawet aż za dużą ponieważ popełnił dwa babole przy wyprowadzaniu piłki, na szczęście bez konsekwencji. Trzeba też zauważyć, że gdyby sędziował Howard Webb to za trzymanie koszulki Czerwińskiego w polu karnym „słoni” podyktowałby karnego. Szymański aktywny, Hama jak zawsze specyficzny i trudno definiowalny, Sadiku nieskuteczny. Gdy w drugiej połowie Mucha wpierw wybronił samobója, a następnie wyjął z okienka niezłą bombę Czerwińskiego wydawało się że Legia w końcu odnajduje odpowiednią receptę na swoją grę. Ale jak to często w futbolu bywa, gol padł wówczas dla Termaliki, chwalony poprzednio Jędza przewrócił się potykając o własne nogi, a Kopczyńskiemu walczącemu bark w bark w polu karnym z Jovanoviciem nie udało się zablokować dogrania „w piątkę”, gdzie z perturbacjami ale Łukasz Piątek umieścił piłkę w siatce. Legia wbrew oczekiwaniom nie zdominowała gospodarzy, nie zamknęła ich na własnej połowie w rozpaczliwej obronie, ale okazję do wyrównania mieli wprowadzeni z ławki i Kuchy i Gui i ponownie Czerwiński w samej końcówce meczu, jednak trzeba też oddać że i Termalica mogła podwyższyć wynik posiadając ku temu wyborną okazję. Vuko nie utrzymał nerwów na ławce i został odesłany na trybuny, na których z sektora gości zaczęło pobrzmiewać „Legia grać, coś tam mać!

Arkadiusz Malarz: - Nie wiem, co się dzieje. Wstyd. Wstyd i tyle i nie można tego owijać w bawełnę. To był wstyd. Po raz kolejny Nieciecza się z nas śmieje. Mamy sytuacje, ale nie strzelamy. Rywale wyszli z kontrą i przegraliśmy. To nie jest jednak pierwszy taki mecz. Mamy kopiuj-wklej z poprzedniego roku. Musimy porozmawiać i ogarnąć się, bo innego sposobu nie ma. Kibice zaprosili dziś na rozmowę i nie było przyjemnie, ale chyba nikt z nas się nie dziwi. Fani jeżdżą za nami i też chcieliby być zadowolonym po meczach, a nie mogą być. Nie dajemy im do tego powodów. Mamy przed sobą trudne spotkania, bo… musimy zagrać w fazie grupowej Ligi Europy.
Jakub Czerwiński: - Przyjechaliśmy do Niecieczy po zwycięstwo, ale zagraliśmy słabe spotkanie. Bruk Bet nas skarcił raz i wygrał mecz. Próbowaliśmy różnych sposobów na to, by stwarzać sobie sytuacje, próbowaliśmy strzałów, ale dziś nam ewidentnie nie szło. Szkoda też, że takie próby podejmowaliśmy głównie w drugiej połowie, w pierwszej byliśmy zbyt statyczni. Po przerwie mimo naszych wysiłków, piłka nie chciała wpaść do bramki. Brakowało ostatniego podania, czasem nawet przedostatniego.    

Jacek Magiera: - Spodziewaliśmy się, że gra będzie tak wyglądać, że będziemy dłużej przy piłce, a Termalica nastawi się na kontry. Byliśmy 2-3 razy przed bramką przeciwnika i zabrakło oddania strzału w decydującym momencie.
Powiedzieliśmy sobie w przerwie, że trzeba strzelać. Mieliśmy kilka sytuacji, pierwsze minuty drugiej połowy były w naszym wykonaniu bardzo dobre, zepchnęliśmy Termalikę do defensywy. Był strzał Czerwińskiego w poprzeczkę, a potem prosty gol, który nie miał prawa się przydarzyć.  Za dużo było dziś podań wszerz, za mało do przodu. Jako jedyni zagraliśmy 9 meczów w 30 dni - to nie usprawiedliwienie, tylko fakt. Damy sobie z tym radę, ale drużyna musi bardziej reagować na wydarzenia na boisku. Tak naprawdę to nie mamy kiedy trenować - zaraz po powrocie do Warszawy czekają nas zajęcia regeneracyjne, w poniedziałek jedziemy już na mecz Pucharu Polski, a potem to samo. Staramy się robić różne zajęcia - trening regeneracyjny, trening mentalny czy zwykłe rozmowy z piłkarzami. Wszyscy trenerzy wiedzą, że lipiec i sierpień to najgorsze miesiące dla polskich drużyn, a jednocześnie najważniejsze ze względu na mecze w europejskich pucharach.

Dyskusja (9)
1niedziela, 06, sierpnia 2017 06:40
corazstarszy
Wyrazy podziwu dla Iocosusa, że w ogóle napisał o takim meczu. Iocosus, oby Cię w przyszłości omijały podobne obowiązki w takich okolicznościach.
2niedziela, 06, sierpnia 2017 10:08
CTP
Ten pomeczowy felieton powinien być zatytułowany "Czy leci z nami pilot?". Ja mam takie wrażenie, że samolot właśnie pikuje w dół a gość siedzący za sterami bezradnie rozkłada ręce i zamiast ratować maszynę, to dopiero czyta instrukcję obsługi.

Dlaczego przegraliśmy? Zadecydowały błędy w wyprowadzaniu piłki z własnej połowy. W I połowie Czerwiński dwa razy uruchomił kontrataki Termaliki nieodpowiedzialnymi podaniami no i zgodnie z zasadą "do trzech razy sztuka", za trzecim razem podobny błąd w wykonaniu tego obrońcy skończył się bramką.

Dlaczego nie wygraliśmy? Zbyt mała skuteczność i zbyt mała liczba wykreowanych sytuacji. To pierwsze da się poprawić indywidualnymi treningami i ja tutaj liczę, że ktoś popracuje z Sadiku nad tym elementem.
Największy kłopot jest z tym drugim. Odnoszę wrażenie, że w tym przypadku Magiera nie ma absolutnie żadnego innego pomysłu niż zamęczanie przeciwnika rozgrywaniem akcji wszerz boiska. Legia, generalnie, popełnia tutaj dwa grzechy. Pierwszy (chyba Sektor212 zwracał na to uwagę), to zbyt wolne przechodzenie z obrony do ataku. Paradoksalnie, wczoraj było kilka takich momentów, gdzie obrońcy próbowali rozpoczynać takie akcje, które najczęściej paliły na panewce, bo reszta drużyny nie wiedziała, w które sektory ma pobiec. Drugi grzech, to wyjątkowa bierność drużyny w ataku pozycyjnym. Kluczem jest tutaj tworzenie przewagi w tych sektorach, gdzie jest zawodnik z piłką a wczoraj taki Jędrzejczyk dostając piłkę najczęściej musiał wchodzić w dryblingi, bo nie miał z kim rozegrać akcji.

Reasumując, mam pewne podejrzenia, że w okresie przygotowawczym Legia starała się "robić różne zajęcia - trening regeneracyjny, trening mentalny czy zwykłe rozmowy z piłkarzami", natomiast na taki zwykły trening taktyczny, na boisku z piłką, zabrakło już czasu.
3niedziela, 06, sierpnia 2017 10:13
sektor212
Zacznę nietypowo.
Sezon 2016/17 Hasi
Legia po 4 kolejkach 6 pkt. 1-3-0 (zwycięstwa-remisy-porażki) bramki 4:3
Sezon 2017/18 Magiera
Legia po 4 kolejkach 4 pkt. 1-1-2 bramki 4:5
Panowie może rok temu nie doceniliśmy należycie Hasiego i jego współpracowników? Meczy nie przegrywał a i do IV rundy LM nas doprowadził nie mając do dyspozycji Dudy, Langila, Dąbrowskiego, Vadis Odjidja Ofoe i nie w każdym meczu kadrowiczów jak Nikolić, Pazdan, Jodłowiec którzy grali na ME we Francji.

Teraz o meczu. Do straty bramki progres w naszej grze był widoczny. Można był dojrzeć jakieś elementy taktycznej poprawy, sporo prób gry na jeden kontakt, a co najważniejsze byliśmy bliżej rywala. Zawodnicy dość żwawo ruszali się po boisku i dość szybko potrafiliśmy stwarzać jakieś zagrożenia które pachniały bramką. Naprawdę były momenty kiedy z przyjemnością patrzyłem na wymianę podań i prób rozmontowania obrony Słoników przez różne strefy boiska.

Jednak powróciły stare zmory czyli wystarczyło, że Nieciecza przesunęła się wyżej i założyła trzy razy agresywny wysoki pressing i przy jednym z nich nasza obrona posypała się jak domek z kart. Zostaliśmy skarceni choć gol trochę przypadkowy. Po stracie bramki już powróciliśmy do znanej nam niemocy gdzie głównie grę prowadziliśmy przez długie przeżuty ze strefy niskie do wysokiej. Pojawiła się nerwowość i gra z minuty na minutę siadała. Zmiany wydawało by się powinny zagwarantować nam uzyskanie przynajmniej remisu. I kiedy udało się stworzyć sytuacje bramkowe zawiodła skuteczność. Jak się nie strzela bramek to mecze się przegrywa.
W sumie nie spodziewałem się wygranej Wojskowych (obstawiłem 1:1) gdyż w nią nie wierzyłem więc i złość trochę mniejsza niż normalnie. Tylko co dalej.

Ja bym na wtorkowy PP wysłał rezerwy i skupił bym się na odbudowie fizycznej i mentalnej pierwszego zespołu. Niech chłopaki złapią oddech, a może pójdą na jednego (lub więcej) i wyjaśnią sobie po co są w Legii. Coś się musi wydarzyć by zawodnicy ocknęli się. Inaczej dalej będziemy skazani oglądać piłkarską niemoc.

PS. Trenerze – tyle Pan posiada przeróżnych spostrzeżeń zapisany w tych słynnych notesach więc bardzo proszę o odszukanie zagadnienia jak wyjść z obecnego kryzysu. Od pięciu lat każdy trener pracujący w Legii miał ten sam problem co Pan w kwestii krótkich przygotowań z dużym natężeniem meczy. Jednak Pan osiągnął najsłabszy wynik w tym okresie. Również zalecam usiąść całym sztabem szkoleniowym i zrobić burzę mózgów i znaleźć przyczyny obecnego stanu i zacząć krok po kroku eliminować błędy i wychodzić na prostą. Jeszcze w Pana wierzę ale procent zaufanie z meczu na mecz maleje.
4niedziela, 06, sierpnia 2017 10:36
sektor212
IOCOSUS

"Co najdziwniejsze grając trzema wymienionymi pomocnikami nie umiała również ani zaryglować środka pola, ani nie zbierała tzw. drugich piłek na połowie rywala."

Wydaje mi się, że Legia była ustawiona za nisko by skutecznie ryglować środek pola. Po stracie piłki najczęściej zespół wycofywał się na własną połowę nie próbując specjalnie zakładać pressingu w strefie wysokiej jak i środkowej. Choć kilka razu dwie przednie formacje nie wycofały się tylko agresywnie próbowały odebrać piłkę Słonikom.
Ja natomiast dziwię się takim założeniom (o ile dobrze odgadujemy zamiary JM) gdyż Termalica preferowała grę z pominięciem środkowej formacji gdzie skupiali się na długich podaniach do Śpiączki lub w boczne sektory do Mikovića czy jak dobrze pamiętam Jovanović.
Myślę, że JM ustawiając trzech wymiennych pomocników bardziej skupiał się na naszych poczynaniach ofensywnych dając większą swobodę opuszczania własnych stref Mączce i Francuzowi zabezpieczając tył Kopczyńskim.
5niedziela, 06, sierpnia 2017 10:50
kibic50
Arek Malarz powiedział: "To nie jest jednak pierwszy taki mecz. Mamy kopiuj-wklej z.."

To i ja się ograniczę do "kopiuj-wklej", bo po co się wysilać, skoro "to nie był pierwszy taki mecz" Smile

"Straciliśmy trzy punkty ale trzeba pracować dalej, bo niedługo gramy z Szeryfem.
Nie da się grać bezbłędnie w każdym meczu. Mecz był otwarty i toczony w szybkim tempie. Nie zgodzę się, że my graliśmy słabo. Nikt mi tego nie wmówi. TBB grała agresywnie, wysokim pressingiem. Zabrakło spokoju, dokładności. Takie mecze będą. Jest już jednak po meczu. Liczy się to, co przed nami. Tak jest w sporcie" JM Very Happy

"Wczorajszej gry Legii w żadem sposób wytłumaczyć się nie da. Żadne trzy dni, przeloty czy zmęczenie materiału.
Wczorajszy mecz, poza "nauką" o której wspomniał trener Magiera przyniósł mistrzom Polski ogromny wstyd, o czym mówią już wszyscy z piłkarzami włącznie.

"Na aucie" Monrooe napisał:

"FK Astana - w łeb, w dyby i do lochu, albo jesteśmy poważnym zespołem albo popierdułką. Sorry, czas bania się Astany minął, albo nasz sen o potędze to mrzonka. Zaorać i zasadzić.... ziemniaki, albo wygrać i czekać na kolejne losowanie. Jak zespół z "Europy"

Po meczach z Astaną i wczorajszej, kolejnej kompromitacji znacznie mi bliżej do "zaorania" niż do "snu o potędze". Wczoraj ponownie widziałem "popierdułkę" a nie poważny zespół.

Żal dupę ściska Sad

Edit

Sadiku wczoraj potwierdził, że nie ma bladego pojęcia o grze głową. 4 setka spartaczona
6niedziela, 06, sierpnia 2017 11:19
CTP
"dając większą swobodę opuszczania własnych stref Mączce i Francuzowi zabezpieczając tył Kopczyńskim."
Ale to jest, kurczę, cały czas próba znalezienia Vadisa bis, czyli cały czas szukanie indywidualności w rozegraniu. Ani Moulin ani Mąka nie posiadają na tyle umiejętności, aby tak precyzyjnie jak Ofoe obsługiwać podaniami kolegów. Nastęnym krokiem pewnie będzie próba odrestaurowania Radovica. To, moim zdaniem, ślepa uliczka, która zamiast skierować Legię na ścieżkę zwycięstw, prędzej skieruje Magierę w kierunku bramy wyjściowej z Łazienkowskiej. Na takim graniu przejechał się Urban w pierwszym swoim podejściu do Legii, przejechał się Skorża, przejedzie się i Magiera. I to być może szybciej niż nam się wydaje. Pojutrze jedziemy do Puław, które zagrają identycznie jak Termalica. Morale zespołu leży i kwiczy, nikt tam już nie wierzy w wygrywanie, co było wczoraj widać po 70 minucie, gdzie większość piłkarzy zaczęła już człapać po boisku.
7niedziela, 06, sierpnia 2017 11:25
sektor212
kibic50

To tylko sport. Raz wygrywasz raz przegrywasz.
Co do potęgi to ja nie wiem o co niektórym chodzi. Ja tak jak Walles nie widzę zmiany jakości zespołu od paru lat. Jak udało się zakontraktować fajną ekipę (drużyna z jesieni zeszłego roku) to natychmiast ją rozprzedano nie dając jej szans okrzepnąć, wzmocnić i osiągnąć większy sukces.
Najbardziej boli to, że sami zawodnicy nie mieli ochoty dłużej reprezentować barw Legii tylko patrzyli jak najszybciej wyrwać się z Warszawy. Tak więc nie wiem o jakiej potędze niektórzy piszą. Jak by Legia coś znaczyła w Europie to zawodnicy nie uciekali by z niej. Dla Francuza, Belga, Holendra, Chorwata, Węgra gra w Legii to żadna chluba ani wyróżnienie. We własnych krajach odbierani są, że sportowo spadli level niżej. Taka to przykra prawda. Dziś odnoszę wrażenie, że nawet krajowi zawodnicy przychodząc do Warszawy Legię traktują wyłącznie jako trampolinę do gry na zachodzie nawet w II ligach czy przeciętnych pierwszoligowych drużynach patrząc tylko na jedno aby kilka złociszy więcej co miesiąc wpływało na konto.
8niedziela, 06, sierpnia 2017 13:22
Dzynek
Ten mecz utwierdził mnie w przekonaniu, że bez wstrząsu w sztabie trenerskim będziemy mieli ogromne kłopoty. Trenerzy karzą grać coś ,co sprawia ogromne męczarnie zawodnikom i nie przynosi spodziewanych efektów.
Wziąłem na tapetę tylko jeden element gry, będący papierkiem lakmusowym naszych kłopotów: budowa ataku pozycyjnego

Odbywa to się za pomocą 3 i więcej graczy. Najczęściej 2 SO i jednego DP, który schodzi do linii z obrońcami, a boczni rozchodzą się na boki. Kuriozum tej sytuacji polega na tym, że tak dużo graczy używamy przy nacisku tylko jednego przeciwnika. Dzieje się to na 40 metrze od naszej bramki. Tu robimy chwilową przewagę, a w tym czasie nie mamy dość graczy wyżej, w środowej strefie decydującej dla stworzenia bezpośredniego zagrożenia. Obrońca nie jest w stanie podać piłki do przodu, bo brakuje jednego DP (tego co zszedł do obrony) zaś pozostali nawet nie szukają linii podania aby obrońca miał łatwiej pozbyć się piłki. Wygląda to na odgórne założenie. Obrońca ma tylko 3 możliwości podania (żadne do przodu): do drugiego SO do bocznego obrońcy i ratunkowo do bramkarza (często gdy pressuje dwóch zawodników choć dalej mamy przewagę w strefie). W ten sposób już na starcie sami spychamy się do akcji ratunkowych. Sami pozbawiamy się przewagi w strefie środowej i możliwości grania przez nią oraz sami spychamy się do rozgrywania przy linii. Przeciwnik nie czujący zagrożenia w środku śmiało podwaja boczne strefy. Boczny obrońca momentalnie ma kłopot z rozegraniem piłki ze względu na pressing, więc najczęściej piłka wraca skąd przyszła. Ten sposób wyprowadzania jest z góry skazany na niską efektywność ze względu na błędne założenie gdzie robić przewagę i jakimi środkami. Z tego się bierze większość naszych kłopotów z tworzeniem sytuacji, bo akcje kasowane są często w zarodku. Przeciwnik niewiele musi zrobić, żeby kontrolować zagrożenie: wystarczy nacisk na obrońców jednego gracza i podwojenie w bocznej strefie.
Dalej patrząc boczny obrońca ma bardzo mało opcji do rozegrania piłki, bo problem z aktywnością w środkowej strefie nie zniknął. Koledzy znowu sporadycznie pokazują się na linii podania. Te chwile aktywności najczęściej pozwalają nam kontynuować akcję, jednak kierunek ataku idzie przez strefę zagęszczonej obrony. Jak z jednej pułapki wyszliśmy to sami pakujemy się w następną uparcie pchając się skrzydłem. Przeciwnik przecież podwajając dalej jest przesunięty strefą w boczne sektory. To założenie także z góry skazane jest na niską efektywność. Z jednej strony pole gry ogranicza linia i sami ograniczamy sobie możliwości rozegrania jednocześnie ułatwiając robotę obronną przeciwnikowi. Z drugiej strony rozegranie prowadzą gracze, którzy z natury nie są do tego nauczeni czyli boczny obrońca i skrzydłowy. W efekcie akcja prowadzona jest dość ślamazarnie i w sposób szarpany więc z musu mamy praktycznie tylko jedną możliwość dogrania piłki w pole karne: wrzutka. Ale to nie koniec błędnych założeń. Gdyby wrzucający był w tym dobry a pole karne byłoby atakowane przez kilku graczy umiejących z wrzutki skorzystać to coś by z tego było. Problem jest w tym, że nasi wrzucać w tempo i celnie nie umieją, pole karne nie jest atakowane a jedyny napastnik ma kłopot z wykończeniem.
Sumując: budowa naszego ataku pozycyjnego od samego początku do końca opiera się na błędnych założeniach. Zaczynając od sposobu wyjścia spod pressingu, przez miejsca tworzenia przewag, a kończąc na predyspozycjach wykonawców i wykończeniu. Tak skonstruowana strategia jest wręcz sabotażem na własnej drużynie, bo każe używać środków nie pasujących do wykonawców, nie dezorganizuje defensywy przeciwnika i obarczona jest bardzo niską efektywnością.
Na koniec przypomnę tylko, że atak skrzydłami nie może być przyjmowany jako główne narzędzie ofensywne, bo ze swej natury ogranicza atakującego. To obrońcy usilnie dążą do zepchnięcia poczynań przeciwnika do linii, bo wtedy łatwiej jest im się bronić. Mniejszym nakładem środków.
Prowadzenie akcji skrzydłem winno odbywać się sporadycznie, w sposób jak najkrótszy mając na celu ominąć przeciwnika i w miarę szybko powinno się dostarczyć piłkę w środkowy sektor lub na przeciwległą stronę boiska. Nawet podanie ze środka na skrzydło i z powrotem między tymi samymi graczami momentalnie pozwala wytworzyć ciut przestrzeni do grania środkiem.
Trener Magiera niestety musi zrewidować swój model gry bo tkwienie w tych błędnych założeniach doprowadzi nas do katastrofy.
9niedziela, 06, sierpnia 2017 13:23
Zbyszek
O tym,że bardzo mało wiemy o psychice sportowców.
Wiemy,że trenują, grają, trenują i są stale narażeni na stres i jego skutki.Wymaga się od nich,aby kilkadziesiąt razy w roku dawali spektakl w jak najlepszym wydaniu, swego rodzaju widowisko. A publika lubi,a i owszem sobie pooglądać ,a już najbardziej jak jej drużyna wygrywa. Nie pyta , kiedy oni odpoczywają. Doktorzy mniej lub bardziej udatnie znaleźli metody niwelowania skutków zmęczenia fizycznego, A co z tym psychicznym?.Wiemy,że człowiek ma niejako wbudowany naturalny cykl wysiłku i wypoczynku po nim. i w zasadzie taki mechanizm w normalnym codziennym funkcjonowaniu, jeżeli się go przestrzega, wystarcza. A przecież piłkarz to nie tylko organizm fizyczny,ale i psychiczny. Jak to mądrze ujął jeden z Ewangelistów : "Duch ochotny, tylko ciało mdłe".Nie wiedział,że takie są skutki długotrwałego stresu. Stres w ujęciu o którym piszę to taki zespół czynników zewnętrznych który wywołuje określone procesy wewnętrzne mogące prowadzić do sytuacji deprywacji lub frustracji. Jak podaje "Encyklopedia medyczna" ma to ścisły związek m.innymi z przedłużonym i wzmożonym wysiłkiem.Przebieg stresu jest w dużym stopniu rozpoznany i ma on 3 fazy : mobilizacji, stopniowego rozstrojenia i destrukcji.Można powiedzieć,że im faza mobilizacji intensywniejsza tym faza destrukcji / niemocy psychicznej i fizycznej/ większa.W Polsce badań nad psychiką piłkarzy nie robiono i z tego co wiem dwa lata temu poczyniono takowe w Premiership i okazało się,że prawie 10 % piłkarzy ma depresję o różnym nasileniu, a dalsze ponad 32 % ma stany lękowe, przy czym odsetek ten jest wyższy u zawodników z klubów walczących o coś.Stres jako zjawisko naruszenia pewnej naturalnej równowagi całości organizmu człowieka w znacznym stopniu jest niwelowany kiedy czynniki go powodujące przestają oddziaływać,a więc w stanie wypoczynku.I kiedy tak obserwujemy tę naszą ligę,a w niej poddawaną, corocznej ogromnej presji Legię to widzimy,że od kilku lat jesień nie jest nasza.Kiedyś wymyślono,że optymalny mikrocykl międzymeczowy to 6 dni i mecze co tydzień. Z czasem ilość rozgrywanych meczów zwiększono,ale także ulepszono metody treningowe zaprzęgając do nich naukę co powoduje,że fizycznie gracze są przygotowywani coraz lepiej do wysiłku.Wyciągając z tego co napisałem logiczne wnioski nie wolno narzekać, ale grać częściej w sezonie co 3 dni i zwiększyć przerwę letnią o co najmniej 2 tygodnie. Tak jak jest w przyzwoitych ligach.

O tym,że sabotowanie Legii przez Canal+ zaczyna być śmieszne.
Na szczęście dla nas jeszcze mecze z udziałem Legii pokazują.Ale od kilku tygodni, a właściwie od obecności pana Mioduskiego w ich studio w Lidze + ekstra i tzw, dogrywce Legia jest nieobecna.Wyraźnie widać,że kanalarze prowadzą własną politykę obłaskawiania i grania na antylegijnych resentymentach dużej części klubów ESy. Cel tego zabiegu jest jasny.Zapewnić sobie poparcie jak największej liczby klubów,aby przedłużyć umowę na pokazywanie rozgrywek . Po części zapewne ma to również związek z jedną z wypowiedzi pana Mioduskiego, który zwrócił mędrkom uwagę,że nie dbają o produkt, którym dysponują i że go nie promują. Jak oni się oburzyli.Są więc w opozycji wobec PZPN i takich klubów jak Legia domagających się większych pieniędzy z praw telewizyjnych twierdząc,że produkt jest marny. I takie ekscesy jak odpadnięcie Legii, Lecha, Jagi i Arki są przysłowiową wodą na ich młyn. Mnie to martwi,a ich cieszy. A tak naprawę to wojują o swoje zbójeckie prawo do nic nierobienia "świętych krów".Przy czym ta taktyka raczej nie przyniesie efektów, gdyż we wrześniu pewno dojdzie do przesilenia w Radzie Nadzorczej ESy, gdyż Wandzel z funkcji przewodniczącego odejdzie,a wtedy odejdzie i prezes ESy ,a do Rady wróci Boniek,a ten już zapowiada,że pertraktacje zaczną się od sumy dwa razy wyższej niż dzisiejsza.
A oni jak na Titanicu są wielce z siebie zadowoleni i bawią się do łez.

O tym,że Rumaka obsiedli swoi dżokeje.
Zwolniony trener Michniewicz mający w Bruk Becie wyniki odkrył częściowo powód dla którego tak się stało. Mianowicie nie słuchał będących w sztabie dwóch niby trenerów i śmiał o ich piłkarskiej wiedzy wypowiadać się niepochlebnie. Dwaj kandydaci na tę funkcję zrezygnowali kiedy jako warunek ich zatrudnienia postawiono pozostanie w sztabie tamtych dwóch panów.Rumak musiał być bardzo zdeterminowany, aby w tych okolicznościach wziąć tę robotę.Bruk Bet w tym wydanie jest takim rodzinnym interesem do którego należy się dostosować,a w którym wyniki są sprawą drugorzędną,bo liczy się praca dla swoich. Wielka szkoda,że ta zabaweczka ograła klub aspirujący do wyznaczania nowych horyzontów zarządzania i metodyki pracy .

O tym,że oprawa meczu z Astaną wzbudziła ogromne emocje i komentarze.
Efekty oprawy były chyba nie do końca przewidziane przez organizatorów.W mediach zagranicznych,a i w prasie polskiej nawet dość odległej od sportu pojawiło się szereg komentarzy , nie zawsze przychylnych przesłaniu oprawy.Część komentatorów zarzucała,że tamtych Niemców już nie ma, więc wobec kogo została wyartykułowana ?,że jest to mieszanie sportu z polityką,że powstaniec nie tak ubrany itp..Ja te zarzuty bym odrzucił z trzech prostych powodów: po pierwsze każde pokolenie ma prawo do swojej wizji historii, po wtóre należy przypominać kto naprawdę wymordował tylu niewinnych ludzi i spopielił wielkie miasto , po trzecie,że świat prawie nic nie wie o Powstaniu Warszawskim.Tylko,że pamięć nie może być wybiórcza.Ci sami organizatorzy obnosili się ze znakiem dywizji SS "Galizien" biorącej czynny udział w bestialstwie, a duża część ich haseł to czysty faszystowski rasizm i antysemityzm.

O tym,że racje są podzielone.
Musimy pogodzić się z tym,że jeszcze żyjemy w pluralistycznym społeczeństwie, w którym każdy może zabrać w debacie publicznej głos zgodny z własnymi poglądami.Przypisywanie sobie wyłącznej racji to czysta uzurpacja.Dlatego nie należy się dziwić,że jedni uznają transfery Legii za obiecujące, a inni za fatalne,że zdaniem jednego konkretny zawodnik grał dobrze,a zdaniem innego odwrotnie,że mecz w naszym wykonaniu był niezły, albo kiepski,że trener ma zostać,albo odejść itd..Przy czym najbardziej niepokojące jest to,że te oceny są w zasadzie odbiciem wyników drużyny.Bo to stanowi tak naprawdę odbicie leninowskiej zasady,że praktyka jest królową prawdy.Nie była i nie jest. A w imię tej zasady popełniono bardzo wiele niegodziwości. A w piłce każdy mecz kończy się jakimś wynikiem i są to tylko i wyłącznie cyferki bez żadnej zawartości etycznej i emocjonalnej. To my tym cyferkom przydajemy znaczenia przyjmując je z radością lub niezadowoleniem, albo co gorsza taki niekorzystny daje powody do wyładowania własnych frustracji lub najgorszych nienawiści.

O tym,że zagraliśmy z Bruk Betem optymalnym ustawieniem.
Nie wiem czy trzeba było aż porażki z Astaną,aby ustawić naszą drużynę optymalnie taktycznie, a więc 1-4-1-2-3.Moim zdaniem nie trzeba było tamtego doświadczenia, wystarczyło pomyśleć.Takie ustawienie jest dość elastyczne,bo pozwala na grę w obronie piątką graczy i w ataku też pięcioma.Ja bym namawiał do pójścia o krok dalej i próbowania grania ustawieniem 3-2-3-2, które pozwala na granie pięcioma zawodnikami i w strefie obrony i w środku pola i w ataku.Oczywiście samo ustawienie taktyczne nie gra,ono powinno pomagać w realizacji celu gry.Odnośnie wykonawców taktyki to nie wiem czy Szymański nie jest trochę za bardzo eksploatowany.

O tym,że widoczna jest poprawa w grze defensywnej.
To dopiero drugi mecz naszej drużyny, w którym widać poprawne granie w defensywie.Nasz zespół gra w rytmie przechodzenia od ofensywy do defensywy, nie cofamy się w popłochu na własną połowę,przeszkadzamy, opóźniamy, w miarę zbliżania się do własnej bramki zagęszczamy pole gry, nie pozwalamy na dokładne podania i rozegrania.To co napisałem tyczy organizacji gry defensywnej do którego to systemu nie można się doczepić.Niestety nadal nasi gracze biorący udział w poczynaniach defensywnych popełniają indywidualne błędy takie jak gubienie strefy,zbyt późny atak na zawodnika będącego z piłką w świetle bramki,niecelne podania w pobliżu własnego pola karnego czy zwykłe potknięcia się . Ale tego się nie poprawi zmienianiem zawodników. Mniej błędów popełnia ten kto więcej gra,bo nabiera pewności siebie i przy pomocy trenera wyciąga z nich wnioski. Jest to nauka poprzez praktykę.

O tym,że naszej drużynie gra dobrze się układa do pola karnego rywali.
Zawodnicy Bruk Betu cofali się całą drużyna na własną połowę zostawiając naszej drużynie możliwość spokojnego rozgrywania piłki na reszcie boiska. Niestety nasza gra była nieproduktywna, gdyż to utrzymywanie się przy piłce nie stanowiło efektywnego przygotowania do zadania ciosu rywalowi.Najprościej można powiedzieć,że naszej drużynie brakuje ostatniego podania.A to jest negatywnym skutkiem małej dynamiki przeprowadzanych akcji.To co robimy w strefie podbramkowej jest za wolne, za bardzo przewidywalne.Jest za mało ruchu naszych zawodników zwłaszcza wzdłuż ich pola karnego. Trzeba mieć dobrych zawodników w obronie, aby właściwie zareagować i przekazać w tempie zawodnika do krycia, który przemieszcza się z jednej strony na drugą w polu karnym.Dośrodkowania naszych zawodników w ich pole karne czynione były zbyt opieszale. Właściwie nie można mieć pretensji do bocznych obrońców,że ich takie zagrania nie są zbyt dokładne,bo przecież ich podstawowa rola na boisku jest inna.Ale nie wiadomo dlaczego nie czynią tego nominalni skrzydłowi.Samo ich wchodzenie w pole karne to stanowczo zbyt mało, tym bardziej,że wrzutki bocznych obrońców są chybione,a więc ich obecność w polu karnym staje się niepotrzebna.Jedno dośrodkowanie Hamalainena wiosny nie czyni.Warto byłoby poszerzyć spektrum ich grania i zadań .Również przy głęboko obronnym ustawieniu Bruk Beta za mało aktywni w ofensywie byli nasi defensywni pomocnicy.Owszem nieźle asekurowali innych atakujących,ale sami nie wchodzili w luki , a zwłaszcza nie oddawali strzałów z dystansu.Przy widocznym ustawienie przeciwnika byłaby to jakaś metoda, a może tylko próba wyciągnięcia paru ich zawodników z własnego pola karnego i rozluźnienia gęstej i głębokiej strefy.
W każdym razie zmiany sposobu atakowania są niezbędne, gdyż to co uporczywie gramy jest nieefektywne i nieskuteczne.

O tym,że trener musi wreszcie zdefiniować jaki styl gry Legia będzie preferować.
Banałem jest stwierdzenie,że zawsze można stracić bramkę, ale aby wygrać mecz to trzeba ich strzelić więcej od przeciwnika.
W grze defensywnej widać dość wyraźną poprawę, aczkolwiek za dużo przydarza się nam błędów indywidualnych i to niestety tak nieszczęśliwych ,że skutkujących bramkami dla wrogów. Natomiast w ofensywie nasz zespół razi nieporadnością i brakiem pomysłu na grę w ataku.Przejawem tej prawdy jest nadmiar podań do tyłu i do boku i wyraźny niedobór grania do przodu.
To,że w większości meczów mamy przewagę w posiadaniu piłki i w ilości podań jest złudnym przejawem rzekomej przewagi, bowiem to rywal nam oddaje pole, a nie my je wywalczamy. Kluczem do poprawy skuteczności jest szybkość.Startowa,aby zgubić na małej przestrzeni krycie,decyzyjna,aby wiedzieć co zrobić z piłką jeszcze przed jej otrzymaniem i podania,aby tak zaskoczyć rywala,żeby nie zdołał się zorganizować.
Zadanie trudne,ale nie niemożliwe.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1