A+ A A-

Legia - Piast 3-1: Przywracanie równowagi

Legia wygrała drugi ligowy mecz w tym sezonie. W piątkowy wieczór w meczu piątej kolejki nasza drużyna pokonała Piasta Gliwice 3:1. Autorami bramek dla Legii byli Dominik Nagy, Krzysztof Mączyński i Guilherme.

 

Guilherme rozpoczął mecz na lewej obronie. Na ławce rezerwowych usiadł Adam Hloušek. W ataku pojawił się Daniel Chima Chukwu. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Guilherme – Mączyński, Moulin – Kucharczyk, Hämäläinen, Nagy – Chukwu. Trener Dariusz Wdowczyk postawił na jedenastkę w zestawieniu: Szmatuła – Konczkowski, Sedlar, Hebert, Pietrowski – Gojko, Dziczek, Wasiljew, Bukata, Živec – Jankowski.

Mecz nie rozpoczął się w przesadnie szybkim tempie, ale od pierwszych minut przebiegał wyraźnie pod dyktando Legii. W 5. minucie po dośrodkowaniu Hämäläinena głową uderzył Chukwu, ale było zbyt daleko od bramki, by pokonać Szmatułę. W 13. minucie szansę z rzutu wolnego miał Wasiljew. Uderzył płasko i Malarz z niewielkimi problemami obronił ten strzał. Rozgrywający gości kilka minut później musiał opuścić boisko z kontuzją. Wasiljewa zmienił Papadopulos. W międzyczasie Legia objęła prowadzenie. Najpierw na listę strzelców mógł wpisać się Moulin, który przejął przed polem karnym piłkę wybitą po rzucie rożnym i strzelił z lewej nogi, jednak nie uczynił tego dość precyzyjnie. Kolejny stały fragment gry przyniósł bramkę dla naszej drużyny. W 17. minucie Nagy doszedł do piłki odbitej po rzucie rożnym, potężnie uderzył z pola karnego i Szmatuła nie miał żadnych szans. Kilku minut później mogło być 2:0, ale ani Chukwu, ani Kucharczyk nie zdołali sięgnąć piłki zagranej w pole karne. Legia nie stwarzała wielu klarownych sytuacji, ale miała zdecydowaną przewagę. W 31. minucie Hämäläinen miał dobrą szansę po dośrodkowaniu Jędrzejczyka, jednak źle trafił w piłkę. W 34. minucie niecelnie zza pola karnego uderzył Živec. W 38. minucie dogodną okazję zmarnował Kucharczyk, którego uderzenie głową minęło bramkę gości. Strzał Kucharczyka usiłował jeszcze przeciąć Chukwu, ale piłka była nieco zbyt wysoko.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0 i był to najniższy wymiar kary dla gości.

Drugą połowę goście zaczęli odważniej. Wyżej atakowali legionistów i nacierali większą ilością zawodników. W 54. Jędrzejczyk przerwał faulem kontrę gości i został ukarany żółtą kartką. Trzy minuty później brzydkim faulem szarżę Kucharczyka przerwał Sedlar i on również ujrzał żółty kartonik. Na boisku pojawił się Sadiku, który zmienił Chukwu. W tej fazie meczu nasza drużyna oddała inicjatywę. W 65. minucie groźnie uderzył z dystansu Pietrowski i piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę Legii. W 67. minucie Hloušek zmienił Kucharczyka, a na swoją zwykłą pozycję przesunął się Guilherme. Wkrótce po tej zmianie dobrym strzałem popisał się Sadiku, jednak Szmatuła odbił uderzenie naszego napastnika. W 72. minucie powinno być 1:1. Po błędzie Jędrzejczyka Pietrowski wystawił piłkę Papadopulosowi, który miał dopełnić formalności z kilku metrów. Niesamowitą interwencją popisał się w tej sytuacji Pazdan, który wślizgiem wybił piłkę zmierzającą do bramki. To zagranie Pazdana okazało się decydujące dla losów meczu, bo Legia kilka minut później dobiła gości. W 78. minucie było 2:0. Dobrą akcję na skrzydle rozegrali Guilherme i Jędrzejczyk. Jędrzejczyk wypatrzył Mączyńskiego, który precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego pokonał Szmatułę. Minutę później Legia zdobyła kolejnego gola. Błąd gości wykorzystał Sadiku, popisowo podał do Guilherme, który pewnym strzałem umieścił piłkę w bramce. Goście zdobyli honorowego gola w 89. minucie. Papadopulos przeskoczył Pazdana w polu karnym i strzałem głową pokonał Malarza. Legia mogła odpowiedzieć jeszcze jedną bramką, ale Sadiku z kilku metrów trafił głową w słupek.

Nie był to wielki mecz Legii, ale na pewno lepszy od poprzednich ligowych gier oglądanych w tym sezonie. Wreszcie widać było pressing, ciąg na bramkę i, przez większą część meczu, wyraźną dominację nad rywalem. Pozostaje czekać na dalszy postęp w grze naszej drużyny.

Dyskusja (8)
1sobota, 12, sierpnia 2017 01:09
Senator
Kluczowa interwencja Pazdana odmienia mecz tzn gdyby padła bramka na 1:1 moim zdaniem naprawdę różnie mógłby się skończyć.
Żeby nie było lekkie powody do optymizmu są. Troszki skladniej, troszki śmielej a i obrona nie licząc babola Jedzy spokojnie.
Kurde widać po obu bramkach jaką ta piłka prosta. Biegać podać strzelić i jeśli jest w tym tempo dokładność to są i bramki.
2sobota, 12, sierpnia 2017 09:13
kibic50
W mojej ocenie kolejny niestety słabiutki mecz okraszony tym razem pięknymi golami.
Pół wolej Nagy palce lizać. Strzał z dystansu Mąki jeszcze lepszy i wisienka na torcie - podanie Sadiku na 3:0
Szkoda, że nie trafił głową chyba już 6 setki. Tym razem na przeszkodzie stanął słupek, więc kto wie, może następnym razem.

Wczoraj nie poznawałem Hamalainena. Chyba go jeszcze tak walczącego na boisku w Legii nie widziałem.
Forma choć powoli idzie w górę i trzeba się cieszyć Smile
3sobota, 12, sierpnia 2017 09:50
CTP
Z kilkoma tezami, które wygłosił Gawin muszę się, niestety, nie zgodzić.

"Nie był to wielki mecz Legii, ale na pewno lepszy od poprzednich ligowych gier"
No, na pewno był lepszy od meczu w Zabrzu ale czy był lepszy niż z Sandecją? Ja wielkich różnic nie widziałem.

"Do przerwy Legia prowadziła 1:0 i był to najniższy wymiar kary dla gości."
Z powyższego zdania wynika, że bombardowaliśmy bramkę Szmatuły i tylko nic nie chciało wpaść. No, niestety, tak nie było. Pierwszą połowe Legia przedreptała w znanym sobie stylu rozgrywając piłkę po obwodzie, z czego absolutnie nic nie wynikało. Piast, podobnie jak Sandecja czy Astana zaparkował autobus na własnej połowie a Legia, tradycyjnie nie miała żadnej koncepcji i, zdaje się, też wielkich chęci, aby ten mur rozbić.
W drugiej połowie nastąpiło to, o czym w każdym meczu marzy każdy trener Legii, czyli przeciwnik w końcu wyjechał autobusem z własnego pola karnego. Niestety, Legia nawet na milimetr nie zmieniła swojego sposobu gry, tylko cały czas kontynuowała to swoje dreptanie po boisku zostawiając rywalowi mnóstwo miejsca i mnóstwo dziur na swojej połowie. Dopiero zmiany jakie poczynił Magiera uporządkowały tę grę i przestawiły Legię na właściwe tory.

Wynik meczu, moim zdaniem, bardzo fałszuje jego prawdziwy obraz. Legia cały czas nie może poradzić sobie z brakiem Ofoe i cały czas gra tak, jakby ten piłkarz w dalszym ciągu grał w Legii. Na miejscu Mioduskiego ja naprawdę nie spieszyłbym się z tym przedłużaniem kontraktu z Magierą. Może niech pan Prezes sobie przypomni podobną sytuację z Bergiem i jak to się skończyło.
4sobota, 12, sierpnia 2017 10:10
dalkub
Ja oglądałem tylko 2 połowę, więc tylko na jej temat. Mam wrażenie ale to nie tylko po tym meczu że Legia prowadząc za bardzo się cofa, a co gorsze jest mało agresywna w odbiorze na 30-40 metrze. Generalnie mecz ciężki do oceny bo Piast grał mocno ryzykując. Pogoda też mogła mieć wpływ na grę, bo lekko nie było.
Bramki ładne, szkoda straconej bramki ale Pazdan troszkę za daleko krył Czecha, a przy jego warunkach fizycznych i dobrze grającym w powietrzu przeciwniku to jest zawsze spore ryzyko.
5sobota, 12, sierpnia 2017 12:45
aylarad1916
Przy bramce dla Piasta większe pretensje niż do Pazdana mam do Jędzy, który po prostu z bezpiecznej odległości obserwował jak Barisić dośrodkowuje.
6sobota, 12, sierpnia 2017 16:52
Zbyszek
O tym,że wielu kibiców Legii dotknął syndrom pyszałka.
Najpierw grzeczne pytanie : a kto to powiedział,że Legia ma zawsze i z każdym wygrywać?.A wielu tak się zachowuje jak by to była oczywista oczywistość.W gruncie rzeczy to,że tak się nie dzieje jak ktoś sobie błędnie założył jest jednak dogodnym pretekstem, aby dowalić ,a nawet napluć jadem.Jeden pismak wyraził w jednym z tekstów to buńczuczne myślenie wielu połączone z odlotem od rozumu pisząc,że należało inwestować we wzmocnienia, a już koniecznie zatrzymać VOO , gdyż w ten sposób Legia awansowała by do LM i zarobiła grube miliony.Ten typ myślenia jest tak duży ,że poświęcę mu ze dwa zdania. Skąd on wie,że jak Legia by zatrzymała VOO to by awansowała?prorok jaki czy co ? .Przypomina takie myślenie durne reklamy,że jak kto zeżre procha to będzie piękny, młody i zdrowy.A jeszcze bardziej nastawienie nałogowego hazardzisty, któremu do głowy nie przyjdzie,że może przegrać , bo przecież jak włoży kasę to wyjmie cały bank. Przypomina to te kluby , które kupowały graczy i ich przepłacały,aby nie spaść z ligi,a i tak spadły i można zapytać, gdzie dziś są te Odry Wodzisław, te Zawisze, te Bełchatowy, te Widzewy i ŁKSy.Zarzuca się prezesowi Mioduskiemu,że mógł wyłożyć tyle co Olympiakos i wówczas VOO by został.Ja w tym wypadku wierzę Mioduskiemu, który oświadczył,że oferował VOO więcej niż Grecy.VOO był w Legii nie do zatrzymania, z 3 powodów, a mianowicie jego menedżerowie też chcieli zarobić,a kontrakt był tak ułożony,że im to umożliwiał, po wtóre jego zdaniem Hasi jest lepszym trenerem i przy nim jeszcze się rozwinie i po trzecie o czym ze wstydu się nie wspomina,ale nasz kraj postrzegany jest jako wrogi dla innych , a zwłaszcza tych o ciemniejszej karnacji.Więc odgrzewanie tego nieświeżego kotleta to tylko pretekst do ataku na Mioduskiego i tak to trzeba odbierać.
Z drugiej jednak strony przyzwyczailiśmy się,że w kraju Legii się wszyscy obawiają i i grają alibi, chowają się za podwójną gardą i liczą na jak najmniejszy bagaż.Tym czasom nadchodzi kres.Jeszcze mamy przewagę w wielkości budżetu,jeszcze nasi zawodnicy przewodzą w klasyfikacjach najlepszych na wielu pozycjach,ale z tyłu napór trwa.Trzeba przestać iść do przodu, trzeba zacząć biec.Nie tylko po to,aby się od goniących oddalić,ale , aby Europę ścigać.A na to potrzeba pieniędzy.Ja nie twierdzę,że jakikolwiek pojedynczy zawodnik zapewniłby nam w LM miejsce,ale zespół przed tymi rozgrywkami wzmacniać należy.A my sprowadzamy graczy , którzy przede wszystkim fizycznie na grę na wysokim poziomie przygotowani nie są.W kierownictwie zaczyna się wierzyć,że ich odbudujemy, adaptujemy i doszkolimy. To może jeszcze zaczniemy przytulać i po pyszczkach pieścić Smile. A czas ucieka i punkty i szanse też.
Chyba,że to taki nasz Legijny patent na budowę klubu na daleką przyszłość Smile.

O tym,że to co wywalczone lepiej smakuje.
Do chwili obecnej, zwłaszcza do ostatniego wywiadu pana IPT Dariusza Mioduskiego mieliśmy do czynienia, mówiąc w dużym uproszczeniu z pewnego rodzaju paradoksem.Ostatnimi laty i nie tylko i nie tylko w Legii upatrywano postępu i rozwoju nie tyle w trudzie kontynuacji i ewolucji, ile w łatwiźnie zerwania z nią.Była to koncepcja nie tyle budowania trwałego gmachu, ile stałego rozpoczynania remontu, nazywając to burzenie naprawą.A było to zbieżne z odczuciami dużej części publiki kontemplującej stary dowcip o rzucaniu kogoś na pożarcie goniącemu sanie stadu oszalałych wilków.Kibice jako żywo stadem wilków nie są, aczkolwiek byli tak traktowani.Lecz i oni przyzwyczajeni zostali ,że jak trener coś tam przegrał to już go nie było.Więc jak Boguś zwalniał , to i Mioduski powinien.Ale ten się zaparł i twardo zapowiedział,że nikt obcy jego Firmy urządzał mu nie będzie , nikt go nie będzie uczył biznesu i nikt mu ludzi zwalniał nie będzie.Trzeba docenić,że wreszcie w Legii jest właściciel, który wie co to słowo znaczy i nie podejmuje decyzji pod wpływem ulotnych zachcianek tego czy owego.Ma przy tym świadomość ryzyka jakie podejmuje stawiając na dotychczasowego trenera.Niewątpliwie Magiera i drużyna z kryzysu wyjdą.Ale jakim kosztem ?Czy bedzie on do przełknięcia?.W moim przekonaniu to ryzyko przez różnych "ekspertów" jest przejaskrawiane. Ze swego wieloletniego doświadczenia kadrowca i szefa dużych zespołów ludzkich mogę zaświadczyć,że jedną z tych cech , które niejako gwarantują ,że osoba na którą się stawia zrobi wszystko co w jej mocy,aby nie zawieść zaufania jet ambicja.To na niej można budować. A Magiera jest ambitny.Moim zdaniem lepszym trenerem od niego obecnie w Polsce jest Stokowiec,ale Magiera ma jeszcze dużą przestrzeń do poszerzenia swoich kompetencji i swojego warsztatu.Wiadomo,że takie podejście Mioduskiego daje asumpt do wzmożenia krytyki. No, bo jak to, Legia ma wygrywać,a zalicza najgorszy start w rundę jesienną od 11 lat, a najgorsze ,że prezes nie słucha pismactwa i tzw. vox populi.Przy czym jest to spór pozorny, bo jedni chcą go rozliczać zanim coś się dokonało,a drudzy mówiąc,że nie tędy droga. Wreszcie mamy do czynienia z próbą obalenia tego utrwalonego mechanizmu zwalania winy za całe zło na trenera. Przynosiło to często doraźne efekty, gdyż stanowiło odmianę w sposobie pokonywania długotrwałego stresu. Zaciemniało jednak prawdziwe przyczyny kryzysu i po, z reguły krótkim okresie nierozwiązane,a ledwie przykryte problemy wyłaziły na wierzch i zabawa w zwalnianie zaczynała się na nowo.A procesy erozji dalej zachodziły i struktura stawała się coraz słabsza.Mądrzy ludzie, nie tylko medycy radzą,aby najpierw ustalić co stanowi chorobę, następnie ustalić jej przyczyny, potem zdiagnozować , a dopiero potem ordynować środki zaradcze i ewentualnie lecznicze.Można na katar stosować antybiotyk, tylko po co, jak wystarczy odczekać.Smile. Więc nie ma łatwych rozwiązań trudnych problemów.Osobiście nie czuję się zbyt komfortowo, bowiem podpowiadam rozwiązania , w moim przekonaniu, korzystne dla klubu. Tylko,że w przypadku niepowodzenia poczułbym się współodpowiedzialny. A to zawsze boli.Ale za darmo nie ma niczego co ma wartość.

O tym,że drużyna to zbiór indywidualności.
Możemy uczenie rozprawiać o taktyce, organizacji, stylu gry itp, ale tak naprawdę to "Koń jest jak każdy widzi".Nie ma jednakowych i jednolitych metod tworzenia ze zbioru ludzi monolitu. Ludzie to nie trybiki pasujące do każdej wymyślonej maszyny.I nie chodzi tu o żadne psychologiczne niuanse,ale o to co na co dzień widzimy -różne charaktery, osobowość, przyzwyczajenia, stosunek do otoczenia, a u piłkarzy dodatkowo umiejętności techniczne i taktyczne. Kiedy analizuje się nawet powierzchownie interakcje zachodzące pomiędzy uczestnikami jakiegoś przedsięwzięcia to widać, że wielu z nich , mówiąc kolokwialnie jest ze sobą nie po drodze.Kiedyś wymyślono trening interpersonalny zgodnie z którym poznawano różnice pomiędzy sobą po to ,aby je niwelować.Niestety często nasza nawet najlepsza wola przegrywa z naszą konstrukcją psychiczną.I od trenera nie należy oczekiwać,żeby on tymi zróżnicowanym charakterami się zajmował,ale, aby je potrafił wkomponować w nową jakość.W każdym razie,aby nie przeszkadzały w grze na boisku.I to tyle na dziś w tym temacie.

O tym,że wczoraj wreszcie można było dostrzec w grze minimalny postęp.
Na razie niewiele tego lepszego,ale już zawodnicy zaczynają stosować pressing po stracie piłki i jest coraz więcej podań do przodu.
Wczorajszy mecz był w sumie przyjemny w oglądzie, gdyż i Legia i Piast mają zawodników, którzy umieją grać w piłkę.
A teraz oceny indywidualne.
Malarz-solidność i pewność to nie są jego najmocniejsze cechy.
Jędrzejczyk-stara się grać lepiej niż potrafi.Wreszcie biega jak należy,ale nadal zamiast prostych zagrań to kombinuje, przekłada z nogi na nogę, lawiruje. Musi wyciągnąć wnioski z tego,że z talentu ma tylko talent do pracy.
Pazdan- gdyby nie te 10 cm za mało i te 10 kg niedowagi to byłby to jeden z najlepszych obrońców świata. Czas spędzony w Jadze był dla niego stracony.A w Legii to my pewno go stracimy.
Dąbrowski-odzyskuje solidność i pewność siebie, bo szybkości pewno już nie nabierze.
Guilherme- to nie jest żaden obrońca. Można go wystawić i na środku obrony i będzie tylko straszniej. W obronie źle się ustawia, nie ma nawyku ataku na wroga mającego piłkę, a z uwagi na wątłość daje się przepychać itd.Ale jak się go inaczej wykorzysta to facet doprowadza rywali na skraj załamania nerwowego.
Mączyński- facet aż za bardzo odpowiedzialny.Kiedy Legia grała 4-2-3-1 bez typowego defensywnego pomocnika próbował łatać dziury w defensywie jak by to było najważniejsze zadanie w meczu z Piastem.Po wejściu Kopczyńskiego odżył i pokazał,że nie jest graczem jednostronnym.
Moulin- ma potencjał.Potrafi odebrać piłkę, przechwycić,ale też dobrze rozegrać, przerzucić itd.Albo trener nie daje mu zadań na miarę jego umiejętności,albo on sam siebie ogranicza.
Nagy-wczoraj najaktywniejszy w naszej drużynie,. Być może dlatego,że na trybunach było wielu Węgrów. Smile Aby był bardziej przydatny musi w tempo akcji wychodzić na pozycje.
Hamalainen- w I połowie bardzo dobry występ.Po przerwie coś się rozsrtoiło. Czyżby wiek upominał się o swoje.?.
Kucharczyk- zanotował beznadziejny występ. On musi grać,bo na ławie staje się jak blondynka z licznych dowcipów, której nie wolno dawać urlopu, bo po powrocie musi wszystkiego uczyć się od początku.
Chukwu- widać,że ma prawidłowe nawyki gry dobrego piłkarza. Ale obecnie nie czuje zupełnie samej gry.a tego czucia nie zdobędzie jak nie będzie grał,a w takiej formie, a właściwie bez niej to grać nie powinien. I to jest prawdziwa kwadratura koła.
Sadiku- im szybszy tym lepszy. Oby tak dalej.
Kopczyński - jego wejście pokazuje ten paradoks piłki,że niby wzmocnił defensywę,a tak naprawdę atak został rozruszany.
Hlousek- czułem przykrość i strach oglądając męki Guilherme na obronie i kiedy wszedł Czech spokój powrócił.

Teraz tylko pokonać w czwartek Szeryfa. Mam nadzieję,że będzie więcej kibiców niż na Piaście.Smile
7poniedziałek, 14, sierpnia 2017 10:32
gawin76
@ CTP

Nie wykluczam, że moja ocena została wypaczona przez odmienne warunki, w jakich przyszło mi oglądać oba mecze, ale wg mnie ten z Sandecją był nudny i w naszym wykonaniu mocno przeciętny, z Piastem - no powiedzmy solidny, w każdym razie lepszy od tamtego.

Co do pierwszej połowy to racja, tzn. z takiej przewagi powinno być więcej sytuacji strzeleckich, z gry były od biedy dwie (Hama i Kuchy). Pewnie że w grze ofensywnej jesteśmy sierotami po Ofoe i Radoviciu. Prędzej czy później muszą pojawić się jacyś nowi liderzy, inaczej będzie krucho.
8poniedziałek, 14, sierpnia 2017 12:08
CTP
"Prędzej czy później muszą pojawić się jacyś nowi liderzy, inaczej będzie krucho"
No a ja właśnie jestem zwolennikiem tego, żeby nie czekać na tego "Godota", tylko po prostu zabrać się do pracy. A najlepiej, jakby pan Jacek zmienił sobie swojego idola.
W sobotę oglądałem pojedynek ManCity z Brighton i przeżywałem lekkie daju vu, bo podopieczni Guardioli tak samo męczyli "bułę" jak Legia z Piastem (czy właśnie z Sandecją). Wiadomo, że jakość gry była nieporównywalna ale styl bardzo podobny - gra po obwodzie i zamęczanie przeciwnika liczbą podań. Do takiego stylu trzeba mieć naprawdę niezłych piłkarzy a po lekturze wywiadu z Mioduskim, to obawiam się, że nas na takie granie jeszcze długo nie będzie stać. Z Magierą, to jest tak jak z Linuksem - niby za darmo ale jak się tak dobrze policzy, to wychodzi drożej od Windowsa.
Ja z tym nowym kontraktem, to bym się tak nie rozpędzał. Na razie kolejki chętnych po naszego trenera raczej się nie ustawiają, więc po co przepłacać?

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1