A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Wisła Płock - Legia 0-1: Niezgoda na kłopoty

Legia zdobyła pierwsze w tym sezonie ligowe punkty w meczu wyjazdowym. W szóstej kolejce Ekstraklasy nasze drużyna pokonała w Płocku Wisłę 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył w 40. minucie meczu Jarosław Niezgoda.

 

Trener Jacek Magiera zdecydował się na wystawienie od pierwszej minuty tylko trzech zawodników, którzy w czwartkowy wieczór rozpoczęli mecz przeciw Sheriffowi Tiraspol. Artur Jędrzejczyk został przesunięty na lewą stronę defensywy, a na środku obrony pojawił się Iñaki Astiz. Skład Legii wyglądał następująco: Cierzniak – Broź, Dąbrowski, Astiz, Jędrzejczyk – Jodłowiec, Moulin – Hildeberto, Pasquato, Chukwu – Niezgoda. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kiełpin – Stefańczyk, Łasicki, Byrtek, Stępiński – Łukowski, Furman, Rasak, Merebaszwili – Lebedyński, Biliński.

W pierwszej połowie gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i wymieniali więcej podań, ale to legioniści byli bardziej konkretni. W 12. minucie Niezgoda podał w tempo do Pasquato, który znalazł się sam przed Kiełpinem. Włoch chciał przelobować bramkarza Wisły, niestety nie popisał się w tej sytuacji, nie trafiając w bramkę. Dwie minuty później nasi piłkarze przeprowadzili ładną akcję, zakończoną jednak niezbyt groźnym strzałem oddanym przez Jodłowca. Jodłowiec znacznie lepiej uderzył w 20. minucie. W tej sytuacji dobrze interweniował Kiełpin. W 26. minucie Niezgoda przejął piłkę pod dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale jego strzał został zablokowany. Gospodarze zagrozili Cierzniakowi dopiero w ostatnim kwadransie pierwszej połowy. W 34. minucie Merebaszwili przedarł się środkiem i oddał strzał zza pola karnego. Cierzniak odbił to uderzenie. W 38. minucie do strzału w polu karnym Legii doszedł Łasicki, na szczęście piłka minęła bramkę naszej drużyny. W 40. minucie Legia objęła prowadzenie. Gospodarze popełnili błąd, piłka trafiła pod nogi Pasquato, Włoch szybko zagrał do Niezgody, który dynamicznie ruszył na bramkę gospodarzy, wbiegł w pole karne i płaskim strzałem z lewej nogi pokonał Kiełpina.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0. Mecz był bardzo przeciętnym piłkarskim widowiskiem, ale Legia sprawiała lepsze wrażenie od przeciwnika i na drugą połowę można było czekać z ostrożnym optymizmem.

Po przerwie wśród gospodarzy na boisku pojawił się Kanté, który zmienił Lebedyńskiego. Zawodnicy Wisły próbowali atakować w sposób bardziej zdecydowany i… szybko mogli zostać skarceni. W 52. minucie Hildeberto efektownie wywalczył piłkę po rzucie rożnym Wisły i ruszył sam na bramkę Kiełpina. Portugalczyk przebiegł ponad połowę boiska, niestety w ostatniej facie akcji odrobinę za mocno wypuścił sobie piłkę i bramkarz gospodarzy zdołał uratować sytuację. W 55. soczysty strzał na bramkę Wisły oddał Pasquato. Kiełpin z problemami obronił ten strzał. W 57. minucie po dośrodkowaniu Jodłowca do strzału doszedł Hildeberto, ale nie zdołał ‘dokręcić’ piłki do bramki gospodarzy. Zawodnicy Wisły długo nie byli w stanie sforsować solidnie grającej w defensywie Legii. Próbowali zaskoczyć Cierzniaka strzałami z dystansu, ale podejmowane przez nich próby były nieskuteczne. W 67. minucie w miejsce Hildeberto na boisku pojawił się Kucharczyk. W 70. minucie Kanté ograł Astiza, podał do Merebaszwilego i pierwszy raz po przerwie pod bramką Legii zrobił się niebezpiecznie. Gospodarze nie zdołali jednak oddać celnego strzału. W 74. minucie Nagy zmienił Pasquato. W 75. minucie w trudnej sytuacji na bramkę Legii zdołał uderzyć Kanté, ale strzał był niecelny. W 80. minucie Mączyński pojawił się na boisku w miejsce Chukwu. W 89. minucie w pole karne Legii wbiegł Merebaszwili i dopiero Broź odważną interwencją zażegnał niebezpieczeństwo. Chwilę później po rzucie rożnym piłka trafił Brozia w rękę, ale sędzia Stefański nie przerwał gry. Legioniści mogli dobić rywala w końcówce, ale najpierw Moulin zmarnował dobrą okazję, a za chwilę Kucharczyk usiłował wymusić rzut karny, za co został ukarany żółtą kartką.

Mecz zakończył się zwycięstwem Legii 1:0. Być może to nieco zaskakujące, że Legia zagrała w Płocku z kontry, wyraźnie oddając inicjatywę przeciętnym przecież piłkarsko gospodarzom, ale cel uświęca środki. Trener Magiera zdecydował się na odważniejszą rotację składem i to się opłaciło – zmiennicy przyczynili się do ligowego zwycięstwa, a kilku piłkarzy mogło nieco odpocząć między meczami eliminacji do Ligi Europy.

Dyskusja (5)
1niedziela, 20, sierpnia 2017 18:12
corazstarszy
Jesienią 2014 za trenera Berga były takie mecze Legia – Korona i Legia – Ruch. Obydwa wygrane, co bardzo cieszyło, bo był eksperymentalny skład, rotacja, młodziaki. Teraz trochę podobnie. Skład dziwny, niezgrany, ale uzasadniony potrzebami pucharowymi, pierwsza wyjazdowa wygrana, Jarosław Niezgoda. Przynajmniej na starcie sezonu, strata nie urośnie do rozmiaru dwucyfrowego. Pressingiem tego nie nazwę, ale akcja bramkowa po jakiejś aktywności w odbiorze. Wreszcie. Po Sheriffie jednak nawet tak niecodzienna wygrana mniej cieszy.
2niedziela, 20, sierpnia 2017 20:36
Zbyszek
O tym,że trzeba umieć dbać o swój interes.
W moim przekonaniu już dość czasu zmarnowano na bezpłodne dyskusje o możliwości pozostania w Legii VOO i na lamentach jak my to mamy mało pieniędzy i jak to ogólnie biedni i poszkodowani jesteśmy. Ja tylko chciałbym kiedyś spotkać kogoś kto powie,że ma za dużo pieniędzy.Smile. Każdy ma za mało.Lecz ta dyskusja przysłoniła kilka istotnych problemów i zjawisk jakie zaistniały w Legii. Nie zamierzam rzucać wszystkich tematów na raz,gdyż nie ma tyle miejsca i czasu,aby je w miarę dokładnie omówić,a po łebkach, jak w kawiarnianych dyskusjach paniuś o wszystkim i o niczym nie gustuję. Wiec tylko o stosunku niektórych piłkarzy do Legii i co z tego wynika.
Najpierw oczywiście Radovicz. Odejście VOO przykryło niejako jego brak, a wręcz uznano jego problemy zdrowotne za całkowicie usprawiedliwiające jego postawę. Więc przypomnijmy,że tenże Miro pod koniec 2014 roku negocjował potajemnie z trenerem Anticzem,a ten z Chińczykami przejście do tamtejszej ligi - mając ważny kontrakt i w perspektywie mecz o awans do fazy pucharowej LE. Jak to się stało,że dostał zgodę na odejście to tego najstarsi górale nie wiedzą,ale stało się. Ja jego nie winię. On dążył do realizacji swojego interesu. Celu finansowego do końca nie osiągnął , bo doznał urazu , którego skutki ciągną się do tej pory.W tej sytuacji niezrozumiałe było nagrodzenie go ponownym zatrudnieniem w Legii. I kiedy grał jesienią nieźle z zaleczonym urazem przedłużono z nim umowę . Wreszcie uraz uniemożliwił mu treningi i grę i zamiast poddać go leczeniu zgodzono się na to,aby jacyś znachorzy w Serbii dokonali cudu tam , gdzie niezbędny jest zabieg.Przypominam tylko,że nie chcący się leczyć wskazanymi przez lekarzy metodami Dosa Junior i brazylijczyk bodaj Augusto zostali zwolnieni z obowiązku bycia piłkarzami Legii. Więc nie dziwmy się takim VOO czy Prijoviczom,że nas nie szanują kiedy sami się nie szanujemy.A Radovicz pewno bez gry jeszcze pozarabia spore pieniądze.Bo każdy powinien dbać o swój interes tak jak on jest zdefiniowany.Legia także, a możę przede wszystkim.
Obok tej interesowności takiej widocznej i pazernej jawi się w wypowiedziach taka nuta robienia z siebie przez piłkarzy niemalże ofiar,a w każdym razie ludzi nieszczęśliwych i pokrzywdzonych. Mowa o ostatniej wypowiedzi Kucharczyka, która jak mniemam artykułuje głos szatni, że oni kiepsko grają , bo mają za mało wypoczynku. Ja nie wypominam,że inni ludzie mają 26 dni urlopu w roku po 10 latach pracy i że często przez całe życie zarobią mniej niż piłkarz przez kilka miesięcy. Ja tylko nie jestem w stanie pojąć jak można tak bardzo oderwać się od rzeczywistości i od tego kim się było, kim się chciało być i kim się jest i że to jest zaszczyt, a nie katorga.A jak kto uważa,że katorga to fora ze dwora.
Bo Legia musi zacząć dbać o swoje interesy i musi przestać być zakładnikiem byle piłkarzyków, którzy szantażują klub,że odejdą . Gdyby to ode mnie zależało to by połowy tych grojków co piłki ani przyjąć, ani podać, ani kopnąć nie potrafią w Legii by już dziś nie było. Jak chcą mieć lepiej albo im za mało to niech szukają, może znajdą.

O tym,że współczesna piłka jest zmienna.
Na naszych oczach następuje przeobrażenie piłki nożnej z tej toczonej na całym boisku w tę, która rozgrywa się tylko na jego części.Tym samym ustawienie zawodników i przypisanie im pozycji na boisku jest tylko teoretyczne. Ustawienie jako wyraz taktyki drużyny odeszło do lamusa. Dziś liczy się to co skuteczne,to co prowadzi do realizacji celu gry.We współczesnej piłce nie czas /posiadanie piłki/ odgrywa decydującą rolę,ale gospodarowanie przestrzenią polegające na grze piłką jak najdalej od własnej bramki i jak najbliżej bramki rywali. Dlatego ja od Legii nie wymagam, aby siadła na przeciwnika,by go zdominowała,aby mu odetchnąć nie dała, bo to jest niemożliwe. Nie ma , może poza nielicznymi wyjątkami, takich meczów w których jedna drużyna tylko by się broniła, druga tylko by atakowała. Mecz ma zawsze kilka faz. Więc ustawienie ma odpowiadać celowi gry,a nie jakimś teoretycznym z góry przyjętym założeniom i w nim na pozycjach mają grać zawodnicy, którzy są najlepsi. W dzisiejszym meczu nie raziło mnie,że nasza drużyna broniła począwszy od środkowej linii boiska i grała szybkim atakiem. Ucieszyło mnie,że trener przeszedł z ustawienia 4-2-3-1 w ostatnich 20- minutach wprowadzając Mączyńskiego na ustawienie 4-3-3 chcąc utrzymać korzystny wynik. Tylko ja się pytam po próżnicy : czy tak trudno było rozważnie i ostrożnie zagrać w I połowie meczu w Astanie. Ale jak mówią mędrcy :lepiej późno niż wcale. Tylko kasy, Misiu, kasy szkoda.

O tym,że krytyka poprzednika brzmi nierozsądnie.
Prezes Mioduski ulega podobnej modzie jaką prezentował Leśnodorski,a mianowicie chce poprawiać to co było. Mimo,że to co się stało to się nie odstanie.Powiada,że musi wydawać kilka milionów rocznie na piłkarzy dla drużyny nieprzydatnych.Powiedzmy sobie szczerze,że nie pasujących do koncepcji obecnego trenera. Bo tych za kadencji których tych graczy sprowadzano już w Legii nie ma. Dlatego tak ważna jest ciągłość szkoleniowa rozumiana nie tylko jako myśl spójna i przewodnia,ale i jako ciągłość personalna po to,aby przy zmianie szkoleniowca sprowadzeni przez niego gracze nie byli sierotami.Oczywiście mogły zdarzyć się i obiektywne pomyłki,ale tak w piłce,a i w życiu już jest.Jak by człowiek wiedział,że upadnie to by usiadł.
I druga rzecz jaką wyartykułował prezes Mioduski wydała mi się arcyzabawna, a mianowicie chciałby on,żeby Legia jak będzie w LE grała mecze ligowe w poniedziałki.Ja tylko chcę zauważyć,że tydzień ma 7 dni i czy gramy w niedzielę czy poniedziałek to więcej ich nie będzie i będziemy , o ile awansujemy grali w rytmie co 3 i 4 dni.Ale to jednocześnie oznacza,że prezes pewno nie sam chce,aby przed meczami ligowymi Legia miała 4 dni przerwy,a przed tymi w LE dni 3.Nie chcę porównywać Legii z innymi drużynami,ale te najlepsze jak np. grają mecze ligowe co 3 dni pewno uznając,że są na tyle mocne,iż w krajowych rozgrywkach sobie poradzą,a w Pucharach muszą stawić czoła równym sobie . Więc znowu idziemy jak by w poprzek. Inni głupi, a my mądrzy, a może tylko głupio mądrzy.

O tym,że nadal kombinujemy jak koń pod górę.
Wszyscy wiedzą,że piłka nożna to prosta gra. Tylko jakoś wielu nie potrafi przełożyć tej prostej prawdy na konkret, na praktyczne zastosowanie.Oczywiście to temat rzeka,więc krótko o jednym aspekcie, a mianowicie o rywalach.Ani w lidze, ani w eliminacjach europejskich pucharów nie ma przeciwnika, który byłby nawet teoretycznie lepszy od Legii. Można powiedzieć,że kiedy rozpatrujemy jakość zawodników to ci an bloc są gorsi.Lecz nasi zawodnicy,a pewnikiem i sztab traktują rywali tak by to oni górowali. Na boisku gracze Legii starają się podawać piłki niezwykle celnie, dośrodkowywać precyzyjnie i w tym celu wręcz celebrują każde zagranie piłką.Przekładają z nogi na nogę, przemieszczają z miejsca na miejsce, rozglądają się,szukają miejsca jak kura na złożenie jaja.Tracimy czas i co gorsza obiektywnie gramy dla rywali.Bo przecież ci nasi przeciwnicy to nie te najlepsze drużyny na świecie,ale zespoły złożone z marnych zawodników, kiepsko opłacanych, których nikt w klubach z wyższych półek,a nawet w Legii nie chciał.A to dlatego,że popełniają masę błędów. Więc jednym z naszych pierwszoplanowych zadań powinno być umożliwianie im robienia błędów.Dlatego powinniśmy jak najszybciej grać piłką w kierunku ich bramki.Jak ta trafi do partnera to bardzo dobrze, a jak do do wroga to drugie dobrze, bo dostanie szansę na błąd, który możemy wykorzystać.Podobnie jest ze strzałami na bramkę.Zamiast kropnąć na bramkę to szukamy kwadratowych jaj, a może z drugiej nogi,a może bardziej z prawa, albo z lewa, a może jeszcze rozegrać,a może poszukać lepiej ustawionego itd.Nie każdy bramkarz jest od razu Buffonem.Większość z nich puszcza szmaty, tylko trzeba im dać taką szansę.
Przekombinowujemy grę przeceniając przeciwnika.A on słaby jest jako ten dorsz.

O tym,że wizja braku awansu ustaliła skład na mecz z Wisłą Płock.
Gdyby to był mecz już miniony np. z Koroną, na którym o , mało na zawał nie padłem Smile to bym Magierę chwalił ,że przed meczem z Astaną taki sprytny i zapobiegliwy jest. Zagrają ci drugoplanowi,a pierwsza kadrowa ruszy do boju lepiej przygotowana i mniej zmęczona.A tak to nie bardzo wiem czy trener ustala skład czy sytuacja wymusza określone rozwiązania personalne.Trochę żartobliwie można powiedzieć,że kiedy ujawniono skład Legii na dzisiejszy mecz to zaskoczenie było totalne tylko nie wiadomo kogo to bardziej zaskoczyło nas, ich , kibiców czy wszystkich wraz. Można dla takiego rozwiązania doszukiwać się walorów, także pozytywnych,że każdy powinien czuć się potrzebny,że każdy dostanie szansę i od niego zależy czy ją wykorzysta,że drużyna ma wyrównany skład,że mamy różne warianty gry itd. Jak w powiedzeniu "myjcie się dziewczyny, nie znacie dnia ani godziny" Smile.Ale ja podejrzliwy jestem i mam takie przekonanie,że to strach przed brakiem awansu wprowadził kilku zawodników, którzy w normalnych warunkach by nie zagrali.Ja tylko się zapytowywuję to po co oddano Wieteskę, wypożyczono Michalaka i Makowskiego.Sztuka przewidywania jest dla kierownictwa klubu raczej niedostępna.Tym samym wynik potyczki z płocczanami stał się sprawą drugorzędną co tylko wyszło mu na dobrze. Oby tylko przyniosło takie rozwiązanie pozytywny efekt w czwartek.

O tym,że jak na sparring był to całkiem niezły mecz.
Tym razem po raz pierwszy w tej rundzie zagraliśmy konsekwentnie swoje. Ustawiliśmy szyki obronne na środku boiska i graliśmy szybkim atakiem. Żadnych szarż bocznych obrońców,żadnego ataku pozycyjnego,żadnego przetrzymywania piłki,żadnych rekordów w ilości podań. Okazało się,że drużyna umie bronić strefą,że nie ma problemów z wyjściem na pozycje,że wzajemna asekuracja jest na dobrym poziomie. Oczywiście Wisła Płock to nie jakaś super drużyna i grać w piłkę potrafi. To nasz zespół możliwości zrobienia nam krzywdy ich pozbawił. Nareszcie.

O tym,że kilku zawodników zgłosiło aspiracje do gry w I składzie.
Trochę współczuję Magierze,że miał ustaloną hierarchię w drużynie,a tu została ona zakłócona. Bo o dziwo ci gdzieś tam poupychani nagle bez większego problemu nie tylko wygrali mecz wyjazdowy,ale byli jako drużyna po prostu dużo lepsi od rywali.
Jodłowiec - jak za najlepszych lat. Dobry w odbiorze, bardzo dobry w przechwycie, przydatny w obronie i w ataku,a przy tym silny, nie dający się przewracać, strzelający z dystansu i wchodzący na główki.Ma jeszcze braki w szybkości,ale złapie ją , podobnie jak rytm gry jak będzie regularnie grał.
Astiz- bardzo dobry występ. Gra bardzo twardo, wyprzedza do piłki,dobry w powietrzu i jako jedyny z obrońców wprowadza piłkę celnie do gry. Komentatorzy zarzucili mu,że dał się ograć Kante co jest ich wymysłem, bowiem grał on jako fałszywy defensywny pomocnik mający za sobą środkowego obrońcę,a Kante go obiegł bokiem tak jak to się zdarza prawie na środku boiska każdemu i wszędzie i nikt tego nie zauważa.
Niezgoda- nie wiemy czy tak dobrze sobie radzi wyłącznie przy grze z kontrataku dzięki swojej szybkości i dobrej orientacji przestrzennej,ale potrafi znaleźć sobie miejsce do gry, uwolnić się spod krycia, przedryblować, zagrać kombinacyjnie. Na dziś z napastników prezentuje się najkorzystniej.
Pereira- jeżeli tak gra facet nieprzygotowany fizycznie, z nadwagą to co to będzie jak przywróci fizyczną normalność.Smile. Jest to zawodnik silnie utalentowany, który antycypuje wydarzenia boiskowe, ma ciąg do przodu, zamyka wolne sektory, wie jak ekonomicznie poruszać się po boisku.
Pasquato- pokazał ,że dysponuje otwierającym podaniem, wie, gdzie jest potrzebny na boisku,ale braki szybkościowe i wytrzymałościowe nie pozwalają na pełniejszą ocenę.
Chukwu- bardzo dobry w grze defensywnej. Grał jak rasowy defensywny pomocnik odbierający, przechwytujący, silny fizycznie. Natomiast w grze ofensywnej nadal razi nieporadnością tracąc za dużo piłek.
Czyżby kłopoty bogactwa Smile.
3poniedziałek, 21, sierpnia 2017 08:57
Moros
Widząc skład na wczorajszy mecz, byłem pewien że gra o wiele lepiej niż dotychczas wyglądać nie będzie. Ofensywa pierwszy raz w takim ustawieniu i pewnie po raz ostatni. Okazało się jednak, że trener Magiera miał plan i po prostu oddał piłkę gospodarzom. Błysk Niezgody i udało się. Fajne "depnięcie" ma nasz napastnik. Niby nie wygląda jakby miał rozwinąć jakąś wielką prędkość, ale nagle staje się nieosiągalny dla obrońców. Naprawdę fajna akcja, jakiej w tym sezonie chyba w naszym wykonaniu nie widzieliśmy (nie liczę meczów z Marienham, bo to nie był poważny zespół). W końcu ktoś zrobił coś szybko.

Co oprócz wyniku cieszy, to powrót Jodłowca. Nie ma się co oczywiście za bardzo podniecać, bo to tylko jeden mecz, ale dobrze wyglądał na tle Wisły Płock. Szkoda, że Jodłowiec i Niezgoda mieli tak małe wsparcie w postaci Chukwu, Berto i Pasquato. Mnie ci zawodnicy w tym meczu nie przekonali. O ile w kwestii Portugalczyka i Włocha można mieć nadzieję, że będzie lepiej, bo to są nowi zawodnicy, to Nigeryjczyk jest na kursie do osiągnięcia statusu jednego z większych niewypałów ostatnich lat. Patrząc na jego grę mam wrażenie, że jest spięty i zestresowany. Niby w PP wyglądał nieźle, ale jak przychodzi do poważnych meczy jak wczoraj czy z Piastem, to go nie ma. Jest w klubie od zimy i dalej marny z niego pożytek.

Wczorajszą taktyką nie da się grać na dłuższą metę. Już z Zagłębiem Lubin za tydzień to nie zadziała, bo rywale na Łazienkowskiej nie będą się kwapili do atakowania Legii. Trzeba jednak oddać Magierze, że próbuje. Nie trzyma się jednej utartej koncepcji na siłę, a kombinuje jak punktować. Wczoraj do kieszeni schowano "intensywność z LM" oraz to, że "Legia musi dominować" i spróbowano rywala załatwić bronią, od której sami często dostajemy po głowie. Mieliśmy też sporo szczęścia, bo nie wiem jakim cudem sędzia Stefański nie gwizdnął karnego dla Wisły w 89 minucie. Trzeba też docenić występ Astiza. Na takich rywali napewno będzie wzmocnieniem, bo nie popełnia głupich błędów. Wiadomo, że nie jest tytanem szybkości ale jak za rywali ma Bilińskiego czy Lebedyńskiego to sobie poradzi. Połowa ligi ma takich napastników, więc jako uzupełnienie powinno być ok.
4poniedziałek, 21, sierpnia 2017 10:06
dalkub
Najlepszym zawodnikiem Legii w tym meczu był Tomasz Jodłowiec - i to chyba mówi wszystko jak ten mecz wyglądał. Jodłowiec w pierwszej połowie kilka razy szarpnął, kilka razy się przepchnął odebrał piłkę i to wystarczyło by być najlepszym. Całkiem przyzwoicie wyglądał Broź i oprócz jednego błędu Astiz, który fajnie grał w powietrzu i krótko krył. Nieco lepiej grał Moulin niż ostatnio, a i Niezgoda na tą chwilę jest najlepszym napastnikiem, choć i jego forma nie powala - facet ma do tego prawo bo zaczął najpóźniej.
Tak jak napisał Moros - w ten sposób można grać jak nic nie trzeba konstruować, choć i kontry dzisiaj to było brrrrrrrr, a ich wykończenie to o..............
Zwrócę uwagę na kilka mankamentów - 35 minuta, 5 zawodników podchodzi do wysokiego pressingu, pozostał 5 jest od nich oddalona o jakieś 40 metrów, jedno podanie i przeciwnik wyszedł z akcją i ciekawym strzałem Gruzina. 50 minuta - podobno najlepszy stoper TME został ograny w polu karnym przez jakiegoś bliżej nieznanego młodzieńca - zwrotność naszego stopera jest na poziomie wozu z węglem i ostatni rodzynek to schodzący Berto i opięta koszulka na jego oponce - facet spuchł po 30 minutach, bo do 60 minuty dotrwał tylko dlatego że ktoś zapomniał go zdjąć w przerwie.
5poniedziałek, 21, sierpnia 2017 11:30
kibic50
Mecz z Wisłą Płock miał być kolejnym krokiem w kierunku powrotu do normalności dla klubu, niestety piłkarze Jacka Magiery nie zaprezentowali się tak dobrze, jak wszyscy od nich oczekiwali.
Legioniści mieli rozjechać Wiślaków i pokazać, że niedawna porażka z Astaną w el LM była tylko przypadkiem. – Długo nie będziemy mieć takiej szansy na pokonanie Legii – przekonywał Jerzy Brzęczek szkoleniowiec Wisły Płock. Przez 40 minut jego zespół dawał nadzieję na sukces, bo goście nie mieli pomysłu na rozbicie defensywy Wisły, ale wówczas bramkę zdobył Jarek Niezgoda i w zasadzie było po meczu, bo przeciętnie grający gospodarze nie byli w stanie stworzyć żadnej okazji pod bramką Cieżniaka. Ponad miesiąc po rozpoczęciu rozgrywek Legia wydaje się jednak być daleka od optymalnej formy. To jednak nie może dziwić. Magiera wciąż nie wie, jak ustawić swój zespół.
Chukwu był zupełnie niewidoczny na prawym skrzydle, a grający w roli fałszywej dziewiątki Pasquato często, szczególnie w kontratakach, był bardzo daleko od bramki rywala i z przodu niezbyt miał z kim grać. Magiera chce transferów Sytuacja w Legii może jednak zmienić się błyskawicznie. W niedzielnym meczu trener nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Radovića, Ghuilherme, Pazdana, Hlouska. Wciąż nie wiadomo jednak, kto jeszcze latem wzmocni zespół.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1