A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Cracovia 1-0: Bez rewolucji

Legia odniosła pierwsze zwycięstwo pod wodzą nowego szkoleniowca. W niedzielny wieczór nasza drużyna pokonała Cracovię 1:0. Zwycięską bramkę w 72. minucie meczu zdobył Thibault Moulin.

 

W swoim debiucie na stanowisku trenera Legii Romeo Jozak postawił na następujący skład: Malarz – Jędrzejczyk, Astiz, Pazdan, Hloušek – Moulin, Mączyński – Nagy, Hämäläinen, Pasquato – Sadiku. Trener Michał Probierz odpowiedział drużyną w składzie: Sandomierski - Fink, Helik, Dytiatjew, Sipľak - Wójcicki, Deja, Dimun, Mihalík - Hernández, Piątek.

Jako pierwsi bramkową sytuację stworzyli sobie goście. W 10. minucie meczu Wójcicki podał płasko do Piątka, który uderzył wysoko nad bramką. W odpowiedzi Sadiku znalazł się kilka metrów przed bramką Cracovii, oddał strzał z ostrego kąta, ale nie trafił w bramkę. Kilka minut później Legii dopisało szczęście. Piątek zepsuł kontrę, ale piłka wróciła pod nogi napastnika gości. Potężny strzał Piątka odbił się od poprzeczki. Za chwilę przy uderzeniu z dystansu nieznacznie pomylił się Mihalik. W 23. minucie niewiele zabrakło Astizowi, by przecięć podanie z rzutu rożnego. W 26. minucie Piątek okazał się szybszy od Malarza w polu karnym Legii, ale nie miał miejsca na precyzyjne dogranie piłki do któregoś z kolegów. W 38. minucie sam przed Malarzem znalazł się Wójcicki, ale nasz bramkarz wypchnął pomocnika Cracovii do boku pola karnego i Wójcicki nie oddał celnego strzału. Minutę później Dytiatjew uderzył piłkę głową i mało brakowało, by jeden z zawodników Cracovii z bliska wepchnął piłkę do bramki. Po drugiej stronie boiska mocno z dystansu uderzył Pasquato i Sandomierski wybił piłkę na rzut rożny. W 42. minucie doskonałym rajdem popisał się Nagy, który minął kilku rywali w polu karnym, ale uderzył niecelnie.

Do przerwy było 0:0. Gra Legii nie porywała. Nasz zespół dłużej utrzymywał się przy piłce, ale to gości byli bardziej konkretni i mieli lepsze okazje strzeleckie.

Drugą połowę Legia zaczęła strzałem Sadiku, ale piłka uderzyła w boczną siatkę. W 51. minucie ładną akcję przeprowadził Fink, jednak zepsuł strzał. W 55. minucie Hämäläinen podał do Sadiku. Nasz napastnik minął jednego obrońcę i szykował się do oddania strzału, ale Fink wślizgiem wybił piłkę na róg. W 59. minucie zza pola karnego uderzył Hämäläinen, rykoszet utrudnił Sandomierskiemu interwencję, ale bramkarz gości odbił piłkę. W 59. minucie Kucharczyk zmienił Pasquato. W 62. minucie podania wymienili Jędrzejczyk z Kucharczykiem. Strzał naszego skrzydłowego został wybity przez Helika. W 68. minucie duże zamieszanie w polu karnym Cracovii płaskim strzałem zakończył Nagy, jednak nie zaskoczył Sandomierskiego. Minutę później niespodziewany strzał oddał Sadiku, ale piłka przeszła obok słupka. W 72. minucie Legia potwierdziła przewagę i objęła prowadzenie. Strzał Kucharczyka trafił w obrońcę gości, ale odbita piłka spadła pod nogi Moulina, który pewnie pokonał Sandomierskiego. Minutę później mogło być 2:0, ale strzał Hämäläinena został w ostatniej chwili zablokowany. Na ostatni kwadrans meczu wszedł Niezgoda. Boisko opuścił Sadiku. Niezgoda nie miał jednak szczęścia, nie dograł meczu do końca. Po zderzeniu z zawodnikiem gości musiał opuścić boisko, a w jego miejsce pojawił się Kopczyński. W nerwowej końcówce doszło do dużego zamieszania w polu karnym Legii. Goście domagali się podyktowania rzutu karnego za faul Jędrzejczyka na Wdowiaku, ale sędzia Marciniak nie odgwizdał przewinienia. Jeden z zawodników gości zdołał oddać strzał z kilku metrów, ale piłka minęła bramkę.

Legia wygrała 1:0. Legioniści starali się dłużej utrzymywać przy piłce, rozgrywać akcje od własnego pola karnego, ale wiele rzeczy przychodziło naszym zawodnikom z dużym trudem. Cieszą trzy punkty, ale trenera Jozaka bez wątpienia czeka wiele pracy.

Dyskusja (31)
1niedziela, 17, września 2017 20:34
anonimowy_legionista
Mina probierza bezcenna Wink Nawet jakiś "no name" z zagranicy z nim wygrał Wink
2niedziela, 17, września 2017 21:04
Baron
Mecz z gatunku takich co aż oczy bolą od oglądania. Jest bardzo duży problem w drużynie, piłkarze wolno reagują, nie wychodzą na pozycję, mnóstwo bezsensownych strat, bezsilność która w kilku momentach budziła ironiczny śmiech na trybunach jak piłki były wycofywane do Malarza. Piłkarze są zapuszczeni i przykro się na to patrzy.
Dobre w tym wszystkim jest to, że w tym permanentnym kryzysie wygraliśmy i nie tracimy kontaktu z czołówką.
Cóż, zobaczymy czy Jozak coś wymyśli ale do zimy raczej musimy się przemęczyć z tym co jest i liczyć, że zostaną wypracowane jakieś podstawy pod budowę nowej drużyny.
3niedziela, 17, września 2017 22:30
Moros
Nasz nowy trener ma szczęście, że rywalem była dzisiaj Cracovia, którą ogrywamy w ostatnich latach u siebie "jak leci". Dzisiaj tradycji stało się zadość i to chyba wszystko co można napisać, bo jak było każdy widział. Można się było tego jednak spodziewać, bo przez dwa dni nic wielkiego zmienić nie można. Tak jak Baron, uważam że do zimy tak to będzie pewnie wyglądać i trzeba wyszarpywać co się da, aby na wiosnę mieć o co walczyć.
4niedziela, 17, września 2017 23:13
Senator
Ja również niczego innego się nie spodziewałem. Liczyłem na ambicję i chęć pokazania się nowemu trenerowi i to dostałem.
Właśnie ta chęć pozwoliła nam być o ta jedna bramkę lepszym.

Było też pewnym dla mnie że Żyleta wyrazi swój stosunek do zmian.
Wyraźnie wsparcie dla Trenera Magiery nie pozostawia wątpliwości jak to się skończy w przypadku tracenia punktów.
Tak jak pisałem wcześniej Mioduski ryzykuje konflikt w przypadku braku poprawy bo sam zrezygnował z bufora bezpieczeństwa jaki miał w osobie Jacka Magiery.
5poniedziałek, 18, września 2017 00:08
CTP
Gdyby ktoś przez ten tydzień odłączył się w ogóle od mediów, to po obejrzeniu I połowy byłby pewnie święcie przekonany, że Legię w dalszym ciągu prowadzi Magiera. Gra wyglądała tak samo beznadziejnie i bezideowo jak w ostatnich tygodniach a najgorszymi na boisku byli ci, którzy odpowiadali za rozpoczynanie akcji ofensywnych, czyli Mączyński i Moulin. O ile ten pierwszy coś tam jeszcze próbował, to ten drugi zajmował się głównie ukrywaniem się za plecami przeciwników. Jedynym piłkarzem ofensywnym, który wykazywał ochotę do gry był Sadiku. Ruszyło się dopiero w II połowie w momencie, gdy za Pasquato wszedł Kuchy, dzięki czemu pojawiło się drugie nasze skrzydło a co za tym idzie więcej opcji do rozegrania. No a przede wszystkim Legia zaczęła więcej biegać.

Ja, przed tym meczem, byłem baaardzo sceptyczny, jeśli chodzi o tego naszego nowego szkoleniowca. Po tym meczu ten mój sceptycyzm nie zmienił się ani o jotę. W całym meczu nie zauważyłem nawet jednego momentu, w którym mógłbym powiedzieć: o! a to coś nowego. Oglądałem wywiady z Jozakiem i gość wydaje się mieć łeb na karku ale bardzo trudno mi jest uwierzyć, że ktoś, kto po raz pierwszy obejmuje taki klub jak Legia odniesie tutaj jakiś sukces.
6poniedziałek, 18, września 2017 00:12
anonimowy_legionista
@Senator

Ja ich nie rozumiem i niektórych dziennikarzy. Piszą i uważają, że Magiera został zwolniony po pierwszym kryzysie.

Ja jestem prosty chłop, ale kryzys to się zaczął wiosną tego roku, a latem było apogeum.
7poniedziałek, 18, września 2017 02:06
Senator
@a_l
Naprawdę szanuje Jacka Magierę za to jakim jest człowiekiem i jak podchodzi do obowiązków ale moim zdaniem sporo błędów popełnił.
1. Nie był przygotowany na odejście Ofoe a przecież musiał wiedzieć
2. Przegrał nam awans do europejskich pucharów nie umiejąc dobrać taktyki.
3. Nie potrafił przekazać zawodnikom swojego pomysłu przez co wyglądało to tak że zawodnicy snuli się na boisku nie wiedząc co i jak grać .
4. Zbyt późno zrezygnował z prób wprowadzania swoich pomysłów.
Kiedy przestawił zespół na to co potrafią czyli grę z kontry wygraliśmy dwa mecze. Trzeba było już tak ustawić zespół na Sherifa.
Oczywiście jest szereg okoliczności lagodzacych.
a) osłabienie kadry poprzez zmarnowane zimowego okienka
b) kontuzje
c) jednak cały czas atmosfera wewnątrz klubu.
Dziś Michał Żewłakow mówił w C+ zawodnicy byli za Magierą szkoda tylko że w pożegnalny twettach a nie pokazywali tego na boisku.
Powtórzę to co mówiłem tu https://t.co/yho88yBKxD
Pan Mioduski poszedł na całość zmienił cały pion sportowy więc i trenera również. Od tego momentu nie będzie tłumaczenia mieszkaniem, koniami trojanskimi w klubie itp itd.
8poniedziałek, 18, września 2017 08:48
iocosus
Senator, no to teraz u naszego Zgreda masz już chyba zupełnie przechlapane. Zamiast zajmować się czarną eLką to nie dość źe twitterujesz, ćwierkasz radośnie, to jeszcze w jakichś podcastach się produkujesz. Smile
Tak sobie myślę, naciskaj i namawiaj żeby Seweryn Dmowski coś i u nas skomentował, coś skrobnął, w klawiaturę kompa uderzył, zabrał głos i na naszych łamach, dzięki temu będziesz mógł dowodzić że pozyskałeś zacnego komentatora dla czarnej eLki i może srogi i gniewny Zgred ci wówczas odpuści. Wink

Zajmuje mnie Senator przy mikrofonie ponieważ o meczu za bardzo nie ma co pisać, tym bardziej z wyciąganiem jakichkolwiek konkretnych wniosków po tych pierwszych krokach Jozaka też według mnie należy się powstrzymać. Na razie, póki co, to pozostaje mu uważne obserwowanie już z bliska tego co zastał. Dobrze, że nowy etap - „nowa nadzieja” rozpoczęła się od zwycięstwa, a nie od wtopy i to w zasadzie wszystko.

Tak się zastanawiam, że póki co myśmy zmienili zawiadowcę ale jeszcze rozpędem toczymy się po starych torach, natomiast po wczorajszym meczu tak sobie dumam o Cracovii probierzowej. Ot pozyskała tzw. trenera-lidera odciskającego wyraźnie swój stempel na prowadzonych przez siebie zespołach, ale jakoś specjalnie póki co to on jej nie odmienił. Ba, wręcz Craxa miewała swoje wzloty i upadki ale były momenty że wyglądała ‘ciekawie’, natomiast teraz, niby rozegrała i nie najgorszy mecz, po pierwszej połowie nawet mogła i prowadzić, ale jakoś mimo wszystko mnie nie przekonuje. Ciekawym czy Albiceleste przekonuje?
9poniedziałek, 18, września 2017 11:21
CTP
@Iocosus
"ale jakoś specjalnie póki co to on jej nie odmienił"
No, tutaj bym polemizował. Cracovia w czasach "przedprobierzowych" słynęła z bardzo lekkomyślnej gry defensywnej. Wczoraj zagrali naprawdę bardzo uważnie pod własnym polem karnym i bronili bardzo ofiarnie, czego dowodem są choćby zablokowany strzał Kucharczyka i doprowadzenie do tego, że Sadiku musiał zejść, bo już mu nie starczyło pary na walkę z obrońcami. Różnica w grze defensywnej pomiędzy Legią a Cracovią była widoczna gołym okiem - my ich wpuszczaliśmy aż pod nasze pole karne a oni nas ryglowali już na środku boiska. Jeśli Jozak miałby się czegoś uczyć od Probierza, to właśnie tego.
10poniedziałek, 18, września 2017 11:28
anonimowy_legionista
@CTP

"Oglądałem wywiady z Jozakiem i gość wydaje się mieć łeb na karku ale bardzo trudno mi jest uwierzyć, że ktoś, kto po raz pierwszy obejmuje taki klub jak Legia odniesie tutaj jakiś sukces."

Historia Legii zna takie przypadki, że to "drugi" był twórcą sukcesów "pierwszego" Wink Pierwszy z brzegu trener Janas Wink
11poniedziałek, 18, września 2017 11:33
dalkub
Mecz z punktu widzenia kibica strasznie ciężki do oglądania. Miałem wrażenie że zawodnicy bardziej chcą niż mogą. Proste błędy wręcz szkolne to nie jest efekt braku umiejętności przyjęcia, czy zagrania, a raczej niestety problemów fizycznych lub mentalno-fizycznych. Ja widziałem kilka pozytywów - pierwsze jeszcze słabe wstawki pressingu, od czasu do czasu skrócenie pola gry na dużym ryzyku, momenty agresywnej gry, szkoda że mało i szkoda że w środku boiska tego nie ma.
Praca jest ogromna dla całego działu sportowego, od oczyszczenia głów, przez poprawę fizyki a na systemie gry skończywszy. Dla mnie to trochę budowanie zespołu od początku, szkoda że jest tak dużo kontuzji, bo grać trzeba aby nie tracić punktów. Na poprawę szybko nie liczę, nawet biorąc pod uwagę październikowe okienko reprezentacyjne - znowu pewnie z 6 zawodników wyjedzie a kontuzjowani nie dojdą do siebie.
12poniedziałek, 18, września 2017 14:38
czarnuch
Szkoda wgl czasu na komentowanie poczynań naszych chłopców. Jak nad d.. bat to chłopaki już coś więcej potrafią biegać.. Szkoda,że tak trudno im idzie dojście do oczywistych wniosków pt tu trzeba zapierd.. a nie oglądać się za terminarzem i wolnymi weekendami czy też za ofertami transferowymi.

Nie tak dawno odnosiłem się do detali naszej kadry.. Ile w tym wszystkim techniki, świeżości czy też.. cohones. Ilu konkretnie jest w niej gości,którzy w obliczu kryzysu wstaną, podniosą głos a potem na boisku poderwą do walki..? Charakterów,za którymi idzie drużyna? Nie ze względu na umiejętności, śmieszki czy bogate życie pozaboiskowe a ze względu właśnie na charakter boiskowy. Niegdyś był to np Ivica a dziś..? Pazdan..? Jędza..?
13poniedziałek, 18, września 2017 14:46
corazstarszy
@
Proste błędy wręcz szkolne to nie jest efekt braku umiejętności przyjęcia, czy zagrania, a raczej niestety problemów fizycznych lub mentalno-fizycznych

Tak, tak.
Czyli, Krzepotę tępimy - ciąg dalszy. Jak Mączyńki zrobił wystawę w 1. połowie Piątkowi (poprzeczka), a przecież nie musiał, to na pewno był to objaw problemu fizycznego lub mentalno-fizycznego. Nie miał siły? Zabrakło mu szybkości? Wytrzymałości? Wyskok dosiężny mu zaniedbali? Za dużo z gumami trenował bądź za mało? Za duże stężenie kwasu mlekowego w mięśniach prawego uda i przez to na psychikę i percepcję mu się rzuciło, że nie dostrzegł, że stawia rywala w dogodnej sytuacji do oddania strzału? Legia to normalnie powinna pozwać tego Krzepotę do sądu. Takie straty wyrządził.

@Senator
2. ... nie umiejąc dobrać taktyki.

Poważnie, Senator, wierzysz, że sposób grania Legii z meczu Wisła Płock - Legia przyniósłby Legii sukces w dwumeczu z Sheriffami? Bo, rozumiem, że taką taktykę jak w Płocku uznajesz za w tej chwili lepiej dopasowaną do potencjału kadrowego i formy Legii.
Przepraszam, że sobie pozwalam, ale pierwszy raz dostrzegłem w Twoim wpisie tutaj taką demagogię.

Ja mam tylko jedno skojarzenie po wczorajszym meczu: 'za młody jesteś na heroda'

Jeszcze taka uwaga: Marciniak bardzo przytomnie nie zareagował na faul Jędrzejczyka w doliczonym czasie, bo sytuacja dotyczyła zawodnika na spalonym. Własnie 'przytomnie', bo nie każdy by na to zwrócił uwagę. Ba, sam Marciniak rok temu w łatwiejszej do oceny sytuacji uznał gola Hamalainena. Nie wiem, na ile wpływ na oceny tych sytuacji mieli asystenci. Ale wolę nie myśleć o reakcjach publicznych, gdyby był karny i Cracovia wyrównała.
14poniedziałek, 18, września 2017 15:14
dalkub
Rozumiem że ten rzeczony Mączyński będąc w sumie podstawowym reprezentantem Polski od pary ładnych lat zwyczajnie jest za słaby i będąc pełni formy zagrywa do przeciwnika wystawiając mu piłkę na strzał. Jak uboga jest ta nasza skopana że 3 reprezentantów Polski grających w Legii nie jest w kiepskiej formie tylko zwyczajnie grać w piłkę nie potrafi. Straszne jak żyć.......... a Krzepota przygotował ich optymalnie tylko im się nie chce biegać - lenie i nieudacznicy.
15poniedziałek, 18, września 2017 15:49
Senator
@Iocosus
Tak poważnie wierzę że po odpadnieciu z Astaną należało porzucić ambicje i ustawić drużynę na sposób który potrafi grać. Awans do LE był priorytetowym zadaniem i nie ważne w jakim stylu.
Powtórzę po raz n-ty nie mieli pojęcia co mają grać.
Demagogia? Tak Tobie chcę się przypodobać.
16poniedziałek, 18, września 2017 16:50
anonimowy_legionista
@Senator

Co mieli grać to jedno, a kto im miał to przekazać to drugie. Teraz trener angielski, niemiecki i hiszpański, a zaraz pewnie polski Wink
17poniedziałek, 18, września 2017 19:40
Zbyszek
O tym,że Cracovia była murowana,a staje się drewniana.
Jest to odwrotność powiedzenia o Kazimierzu Wielkim , który zastał Polskę drewnianą,a zostawił murowaną.Pamiętając,że Kazio rezydował w Krakowie i jemu te tamtejsze klimaty służyły, czego nie można powiedzieć o Michale "Krótkim" Probierzu. W Wiśle, o którym to pobycie chce zapomnieć był 7 miesięcy. Jestem ciekaw ile jeszcze zagości w Cracovii. Wszedł on do tego klubu jak drwal walący siekierką na prawo, na lewo i ścinający ,a to chore ,a to zdrowe drzewo. Z żadnego punktu widzenia sensu w tym trudno było dostrzec. Rozumiejąc pragmatyczne podejście Probierza do samej materii,a mianowicie oczyszczenia szatni ze szkodników, którzy za milczącym przyzwoleniem prezesa rządzili o decydowali o grze,albo i nie zespołu to chyba z lekka z tym sprzątaniem przesadził.Bo przez moment można się było zastanowić czy on się najął na dozorcę czy na trenera. A może przejął wzorce z Anioła z Alternatyw 4. Być może był też powodowany solidarnością zawodową z trenerem Zielińskim, którego ta szatnia wykończyła. Było w tym wiele winy poprzednika Probierza, który nie był typem wodza i wojownika, a raczej sumiennego nauczyciela i na tej porządności przegrał. Tylko,że tak się złożyło,że byli to bodaj najlepsi gracze drużyny,a już na pewno podstawowi obrońcy.Probierz ma swoje racje,ale zadziałał jak kat,a nie Temida, która ma zasłonięte opaską oczy po to, aby kierowała się nie zmysłami i emocjami,zwłaszcza zemstą. lecz, aby wyznacznikiem jej rozstrzygnięć była wyłącznie sprawiedliwość.Tym swoim ruchem przyjął na siebie odpowiedzialność nie tylko za wytrenowanie, ustalanie taktyki, dobór personalny, lecz również za kształtowanie oblicza mentalnego drużyny.Ciężaru tego wielu trenerów nie podejmuje się dźwigać, a tylko kilku go się podjęło i udźwignęło, w tym tak znani jak Helenio Herrera, SAF czy Mourinho. Probierz ma albo dużo odwagi i wiary w siebie,albo popełnia seppuku na raty.Bowiem współpraca w drużynie ma dwie tożsame strony jak moneta czyli trener współpracuje z zawodnikami i oni współpracują z nim. Jeżeli któreś z ogniw się zacina,albo fałszuje to cały mechanizm przestaje działać. Ja życzę Probierzowi,aby mu się udało i żeby prezes Filipiak tym razem wytrzymał ciśnienie, bo takie przełamanie monopolu zawodniczego byłoby dobre dla polskiej piłki,ale na razie dobrze to nie wygląda.

O tym,że wraca nowe.
Nowy trener i oczekiwania co tez zmieni w ustawieniu, w personaliach i czy to przełoży się na poprawę gry i wyników. Nihil novi.Trener z lekka zaskoczył, a może nie, gdyż przecież zapowiedział,że będzie chciał, aby zawodnicy więcej grali piłką, więc ustawienia 1-4-4-1-1, w którym w środkowej linii nie ma klasycznego defensywnego pomocnika, a jest dwóch defensywno-ofensywnych należało się spodziewać. Tym bardziej,że za dużego wyboru nie miał.Takie ustawienie starszym kibicom jest dobrze znane od połowy lat 80-tych jako 4-4-2 i wówczas kiedy je wprowadzano oznaczało wzmocnienie funkcji defensywnych drużyny. Dalsze zmiany ustawienia na 4-2-3-1, 3-5-2, 4-3-3 czy 5-4-1 lub 5-3-2 jeszcze bardziej podkreślały wzrost znaczenia zabezpieczenia własnej bramki . Więc dziś paradoksalnie powrót do ustawienia 4-4-1-1 (2) oznacza preferencje dla ofensywnego grania bardziej od tych, które po roku 1999 zdominowały boiska piłkarskie.Oznaczało to również,że na Mączyńskim i na Moulinie spoczęły poważne obowiązki brania czynnego udziału zarówno w poczynaniach obronnych jak i wspierania ataków drużyny. I w moim przekonaniu w stopniu dostatecznym im podołali pomimo,że Belg jest daleki od optymalnej formy.W obronie grali szeroko, a kiedy nasi atakowali bardziej w środku wspomagając i asekurując Pasquato i Hamalainena. Można powiedzieć,że ich ocena jest oceną gry całej drużyny Legii.

O tym,że gra naszej drużyny miała być bardziej uporządkowana i mniej statyczna.
Nikt nie odkryje przysłowiowej Ameryki jeżeli stwierdzi,że kurczowe trzymanie się swoich tzw. nominalnych pozycji daje drużynie małe możliwości zaskoczenia rywali.Chyba,że zagrania są automatyczne i prowadzone na dużej szybkości do czego w Legii droga odległa.na boisku dostrzegliśmy,że zawodnicy starają się wypełnić wymagania trenera do wymienności pozycji, zwłaszcza a ataku.Aby jednak były one poważnym kłopotem dla rywali to musza być przeprowadzane z piłką przy nodze,albo połączone z wymianą podań z partnerem.bowiem samo przebieganie od pozycji do pozycji jest sztuka dla sztuki. I większych problemów obronie przeciwnika grającej z reguły strefą nie nastręcza.Natomiast kiedy zawodnik z piłka i często z partnerem przemieszcza się wzdłuż i w poprzek boiska to może wprowadzić w ich poczynania obronne sporo chaosu, wykryć lukę i ją wykorzystać,albo sprawdzić jak reagują na wejścia w ich strefę. Tylko,że to również nihil novi, bo tak grała Legia za wczesnego Berga.
Niestety wczoraj nasi zawodnicy wykonywali te wymiany bezproduktywnie i nie wywierali poprzez dużej presji na niezgraną obronę Cracovii. Inne drużyny Cracovii sprawiały znacznie więcej problemów. Dobre było tylko to,że nasi wreszcie zaczęli grać bardziej aktywnie w ataku.

O tym,że "Reduta Ordona" odchodzi do lamusa.
Oczywiście chodzi o pierwszy wers znanego wiersza Mickiewicza " Nam strzelać nie kazano". Tym razem widać było,że kazano. Nie wiem jak było do tej pory czy to trener nakazywał oddawanie strzałów tylko z tzw. wypracowanych i czystych pozycji czy zawodnicy sami siebie cenzurowali, bo strzałów Legia na bramkę rywali oddawała bardzo mało, a już z dystansu prawie wcale.Wczoraj nastąpiła zmiana tego stanu rzeczy. Chodzi w tym przypadku o rzeczy w istocie fundamentalne,a mianowicie o wyrobienie oczywistego na pozór nawyku oddawania strzałów na bramkę, bo bez nich goli nie będzie oraz o zdjęcie presji i winy za niewykorzystanie sytuacji do strzelenia bramki. Bowiem często tak jest,że im bardzie się chce tym bardziej to nie wychodzi.Więc im większy luz tym lepiej, i być może powrót do radości z gry.

O tym,że na zwycięstwo nie wolno narzekać.
Wczorajszy mecz potwierdził to o czym wszyscy wiemy od dawna,że nasza drużyna jest w bardzo poważnym kryzysie.Żaden z zawodników nie gra na choćby zbliżonym do umiejętności poziomie. Wszyscy są jak samochód na wstecznym biegu. Obawiają się podjąć ryzyka, wolą grać asekuracyjnie i bardziej zabezpieczyć własną bramkę niż zagrażać bramce rywali. Tylko,że w przypadku naszej drużyny najlepszą obroną powinien być atak. Nowy sztab szkoleniowy czeka mnóstwo pracy i to prowadzonej od podstaw, bo niestety prezentujemy poziom gry jak za późnego Berga. Cofnęliśmy się dwa lata wstecz. I to ten czas trzeba będzie odrabiać.
Więc w tym kontekście zupełnie nie rozumiem tej tęsknoty na Magierą , bowiem krasnoludki tej degrengolady nie dokonały, tylko ludzie znani z imienia i nazwiska.
18poniedziałek, 18, września 2017 19:43
corazstarszy
O, tak, wielojęzyczność to bardzo ważny aspekt jest.
Magiera, nikt nie zaprzeczy, to matoł był pod tym względem, z tendencją narastającą. W październiku, listopadzie, grudniu 2016 jakoś tam tym swoim internacjonałom wyjaśniał, jak chce, żeby grali. Wiosną, po odejściu Nikolicia i Prijovicia wielojęzyczność spadła, a wyjaśnianie szło mu już gorzej i Legię dopadł kryzys oraz grała padakę (38/51). Latem jeszcze bardziej zdolności tłumaczenia mu spadły.
Strach pomyśleć, jakie by były wyniki gdyby został do wiosny 2018. Mówią też, że Pasquato i Sadiku grają poniżej oczekiwań, bo Magiera nie umiejąc do nich zagadać inaczej niż po polsku, w ogóle z nimi nie gadał. A jak był poliglota Hasi, to wszyscy mieli wszystko wyjaśnione. Ba, gdy Urban i Skorża komunikowali z Ljuboją po francusku za pośrednictwem Jóźwiaka, to tam też były regresy, bo jakoś tak się składało, że Ljuboja jesienią do pewnego momentu grał fajnie, a wiosną obniżał loty. Takich mamy magików – języki znają okresowo albo wcale. Teraz trafił się poliglota i są lepsze perspektywy.
19poniedziałek, 18, września 2017 22:06
anonimowy_legionista
@corazstarszy

"Tak jak oni mają się uczyć polskiego, tak ja się uczę angielskiego. Dwa razy w tygodniu mam dodatkowe lekcje, pracuję każdego dnia."

http://www.przegladsportowy.pl/chwila-z,chwila-z-jackiem-magiera-najwazniejsze-decyzje-podejmowalem-na-jasnej-gorze,artykul,757078,1,12376.html
20wtorek, 19, września 2017 00:27
iocosus
Senatorze, żeby nie było, iocosus co najwyżej zarzuca ci nie demagogię ale to, że mylisz autorów komentarzy. Wink

Natomiast w rzeczonym temacie to z jednej strony zdaje się że chyba i sam Magiera przyznał się do błędu w zestawieniu zespołu w Astanie, natomiast z drugiej strony to na cztery stracone bramki z Astaną i z Sheriffem to w trzech był umoczony Dąbrowski, w ostatniej współwiną obarcza się Malarza, za „zagotowanie” się Pazdana trudno też mieć pretensję do trenera. Moulin rok temu, a Moulin obecnie to oprócz nazwiska i wyglądu to na boisku nic ich nie łączy. Piłkarze i ci wymienieni i pozostali indywidualnie byli pod formą, trener nie był w stanie temu zaradzić ja jestem w stanie się zgodzić z Żewłakiem że to była wypadkowa wielu elementów, nie za wszystkie odpowiadają szkoleniowcy, ale też zdjąć z nich zupełnie odpowiedzialność to by była raczej przesada. Sam Magiera przecież świadomy, że zespół grzęźnie w dołku zdeklarował się do ‘obowiązku’ przejścia Sheriffa. Z obowiązku nikt się nie wywiązał i trenerzy i zawodnicy, ba dorzućmy że i działacze klubowi, skauci i kłócący się właściciele.

@ CTP

Mhm, w tym sezonie nie śledzę Ekstraklasy zbyt dokładnie, Cracovii w całym meczu nie widziałem ani razu, jedynie w skrótach. Punktów do tej pory jakoś nie uzbierali to i nie dziwiło mnie że z nami zagrali uważnie, odpowiedzialnie i z poświęceniem w obronie, natomiast miałem nadzieję że Probierz swoim sposobem „odkryje” na nowo kreatywnych, ofensywnych piłkarzy choćby Wdowiaka, Adamczyka innych im podobnych, tymczasem oni mają Piątka (według red. Twarowskiego jednego z najciekawszych napastników Ekstraklasy) ale jakoś w ofensywie mnie nie przekonują.

„my ich wpuszczaliśmy aż pod nasze pole karne a oni nas ryglowali już na środku boiska” - bo my w asekuracji mieliśmy Mąkę z Moulinem, jeżeli ta dwójka swojej formy nie poprawi to inne zespoły ten nasz „rygiel” rozmontują doszczętnie, a on jest bardzo istotny, skoro Jozak chce by Legia bez względu na rywala dominowała na boisku. Kiedyś Skorża otrzymał „zaciąg truskawkowy” i też początkowo chciał dominować i grać „pięknie dla oka kibica” niestety swoje założenia musiał zmienić.

W meczu z Cracovią odniosłem wrażenie że sztab chorwacki postąpił z zasadą, gramy systemem najlepiej znanym dotychczas w Legii czyli 4-2-3-1, a pozycje obstawiamy najbardziej wartościowymi na papierze graczami, którzy są zdrowi i dostępni. No i teraz Jozak musi sobie odpowiedzieć na pytanie czemu od technika Pasquato dużo większe zagrożenie pod bramką rywala generuje zastępujący go „drewniany” Michał Kucharczyk? Czy to tylko kwestia zmęczenia przeciwnika jak chciałby tłumaczyć Mioduski, czy też są w tym inne bieżące uwarunkowania? Mogą też ewentualnie zastanawiać preferowanie Astiza kosztem Dąbrowskiego oraz zupełne pominięcie DCC? Jeżeli Nigeryjczyk miałby jeszcze jakoś w Legii zaistnieć to właśnie u nowego trenera u którego powinien mieć czystą kartę, tymczasem tak jakby status Daniela pozostał bez zmian? Bardzo mnie ciekawi wyjściowa jedenastka w PP?
21wtorek, 19, września 2017 00:44
a-c10
@ Iocosus, Zbyszek:

tak sobie dumam o Cracovii probierzowej. (...) jakoś mimo wszystko mnie nie przekonuje. Ciekawym czy Albiceleste przekonuje?

Jeśliś naprawdę ciekaw, Iocosusie, to... tak. W pełni zdaję sobie sprawę, że patrząc na bilans 1/3/5 i piętnaste miejsca po dziewięciu kolejkach, śmiało można uznać takie stwierdzenie za objaw masochizmu i/albo obłąkania. Nigdy jednak nie utrzymywałem, że jestem przesadnie normalnyWink

Przede wszystkim zaś, tak żeby to w miarę sensownie zobrazować: gros winy za obecne zamieszanie ponosi profesor Filipiak. Przy całym szacunku i ogromnej sympatii, jakie żywię wobec jego osoby, z przykrością muszę stwierdzić, iż w pewnym momencie prezes Cracovii zachował się w sposób kompletnie nie licujący z jego mądrością, doświadczeniem, wiekiem, powagą stanowiska, etc. Owszem, ocena pracy szkoleniowca jest przywilejem każdego szefa klubu. Jeśli więc pan profesor miał odmienne ode mnie zdanie na temat przydatności Jacka Zielińskiego do dalszej pracy przy K1, miał wszelkie prawo szkoleniowca zwolnić (mógł tylko wprzódy nie klepać jakichś dyrdymałów o nienaruszalności jego stanowiska, ale to chyba temat na nieco inną opowieść). Wypadałoby jednak, aby taka decyzja była efektem chłodnej, rzeczowej analizy i została podjęta w odpowiednim czasie (czyt. najpóźniej tuż po zakończeniu sezonu). Niestety, profesor zachował się jak gówniara, która wszedłszy do sklepu z butami zobaczyła nowe, szałowe szpilki. I choć stare były jeszcze niczego sobie, bez cienia zastanowienia ciepnęła je na śmietnik i kupiła te z wystawy. Mówiąc wprost: jestem święcie przekonany, że gdyby Michałowi Probierzowi wyszedł pomysł z Arminią, Śląskiem, czy kimkolwiek innym, Jacek Zieliński nadal prowadziłby Pasy.

Do samego M.P. jak na razie żadnych poważnych pretensji nie mam. Wręcz przeciwnie, w pełni zgadzam się ze Zbyszkiem i uważam, że facet podjął się niezwykle trudnego i - przynajmniej w początkowej fazie - koszmarnie niewdzięcznego zadania. Bo z tym, że czasem trza rozwalić stare mury i pomieszkać trochę w baraku, by doczekać się nowego, pięknego domostwa, zgodzi się pewnie każdy. Mało kto jednak chciałby popróbować osobistego wykonania tego schematu.

A że Probierz przesadza z ogniem i żelazem? Czasem pewnie tak. Przy czym bardziej celowałbym w znikomą elastyczność nowego trenera Cracovii w sprawach Forsella i Kędziora, niż w pozbycie się niegdysiejszych podstawowych stoperów. Bo jeśli chciałbyś, Zbyszku, wzbudzić we mnie tęsknotę za Polczakiem i Wołąkiewiczem, to wybacz, ja się lubię śmiać, ale co za dużo, to niezdrowoVery Happy
22wtorek, 19, września 2017 01:50
Senator
@Iocosus
A rzeczywiście , mogę tylko przeprosić za pomyłkę.
I oczywiście tych elementów było więcej tylko przecież nie ja wstawiłem Dąbrowskiego na boisko.
Nie pamiętam kolejności wydarzeń ale czy już wtedy nie było wiadomo że ma głowę zaprzątnietą czym innym ?
Tak więc napiszę to jeszcze raz, ja uważam że rozgrywki europejskie w dużym stopniu zawalił nam trener.
@a-c10
Nawet nie wiesz jak się cieszę że temu bucowi i nie idzie.
Nie Cracovi a jemu a że prowadzi Twój zespół ? Masz pecha.
23wtorek, 19, września 2017 02:22
a-c10
@ Senator:

W tym fachu dobrze jest być bucem. W zasadzie cała wymieniona wyżej przez Zbyszka trójka gigantów to konkretne bucefały. Nielichym buraczydłem jest też Stanisław Czerczesow, moim skromnym zdaniem najlepszy trener Waszej ekipy na przestrzeni ostatnich lat. Mówię, rzecz jasna, o ich publicznej twarzy, osobiście ich przecież nie znam. A czym kończy się próba ułożenia sobie (w miarę) partnerskich relacji z podwładnymi oraz bycia tak po prostu miłym, kulturalnym facetem, doskonale widać na przykładzie Jacków Zielińskiego i Magiery.

We wczorajszej rozmowie z Tomaszem Smokowskim Wasz prezes w zasadzie otwartym tekstem przyznał, że w jego klubie ogon merda psem. Podparł to jeszcze jakimś komunałem, że to niby tak jest w całym dzisiejszym świecie. Co oczywiście nie przeszkodziło mu snuć dalekosiężnych wizji rozwoju Legii. Ciekaw jestem, czy pytał kudły z ogona co konkretnie o tej wizji uważają. W każdym razie jeśli tłumaczenie tego wywiadu dotarło do Romeo Jozaka, na jego miejscu też zostałbym bucem. Albo utwierdził się w swym bucostwie. Buc przynajmniej może przy jakiejś tam dozie farta odejść z klubu na własnych warunkach. Nie-buców zwalnia ogon, co - jakby na to nie patrzeć - przesadnie zaszczytne nie jest.
24wtorek, 19, września 2017 02:49
iocosus
@ A-c10 no właśnie ...

... Albiceleste i Ty właśnie się dziwisz że prezes klubu wpierw „klepie dyrdymały o nienaruszalności stanowiska” a następnie na tymże stanowisku dokonuje roszady, toż jesteś w pokaźnej grupie naszych medialnych influencerów, że polecę Michałem Polem, którzy wszem i wobec wypominają obecnie innemu prezesowi polskiego klubu że obiecał posadę trenerską na lata a po miesiącu od tego momentu swojego faworyta zwolnił. Ba i również są obawy czy to aby „taka decyzja była efektem chłodnej, rzeczowej analizy i została podjęta w odpowiednim czasie”. No więc ja uważałem ze owi influencerzy w tym drugim „naszym” przypadku tylko biją pianę, są hipokrytami bo rok wcześniej inny prezes choć w tym samym klubie również pierwotnie zapewniał o poparciu swoim dla trenera i również go zwolnił mniej więcej w tym samym czasie, ba, choć z tym trenerem klub osiągnął swój największy sukces od dwóch dekad. Nic to poleciał szkoleniowiec na łeb na szyję, to znaczy spadł na cztery łapy w słonecznym Pireusie a w swoim CV może sobie i teraz zapisać podwójny awans, rok po roku, do Ligi Mistrzów. Mimo wszystko tamtej decyzji tamtego prezesa jakoś żaden z rodzimych influencerów się nie dziwił. Ba, a tamten prezes nawet zwolnił kiedyś trenera który akurat z drużyną ligowej stawce przewodził i też było dobrze, influencerzy to łyknęli przyjmując tłumaczenie, że to w trosce o dobro klubu i na rzecz jego rozwoju. Zatem influencerze Albiceleste czemu Cię zdziwienie ogarnia, że prezes Filipiak roszad stołkowych dokonuje, mimo uprzednich deklaracji? Ja bym jeszcze to zrozumiał jakby Jacka Zielińskiego zastąpił na ten przykład taki Jacek Mazurek były dyrektor legijnej Akademii, ale Ty otrzymałeś trenera na wskroś znanego i z dorosłą piłką obeznanego.

Bogusław Leśnodorski 31.10.2013 w se.pl: „Pokonamy Trabzonspor i jeszcze powalczymy o awans z grupy w Lidze Europejskiej - deklaruje mimo kompletu trzech porażek po trzech pierwszych meczach prezes Legii Bogusław Leśnodorski (38 l.). - A Urbana nie zwolnię, bo w kraju nie ma lepszych trenerów. No, pokażcie mi lepszego! (…) Człowiek zdobył mistrzostwo i Puchar Polski. Bez 10 kontuzjowanych ludzi jego drużyna prowadzi w lidze. Wiem, że pojawiają się pretensje o nieudane transfery, ale mogę się założyć, że Dossa Junior będzie najlepszym obrońcą w lidze, a Helio Pinto też odpali.”

Bogusław Leśnodorski 05.01.2014 w sport.pl: „dzień po porażce z Górnikiem Zabrze (1:3) - Urban został zwolniony z Legii. Ale nie odpadnięcie z Pucharu Polski było bezpośrednią przyczyną pożegnania się z pracą 51-letniego szkoleniowca. Leśnodorski swoją decyzję tłumaczył tym, że wizja Urbana znacząco różni się od jego. W rozmowie z Interia.pl nie chciał jednak wskazać, o jakie różnice konkretnie chodzi. - Nie mogę tego zrobić. Ja go bardzo lubię i szanuję - uciął.
I dodał: Trener Jan Urban jest bardzo uczciwym i porządnym człowiekiem. Sam był zdecydowany, aby nie przedłużać latem kontraktu. Jak wszyscy wiedzieli, że rozwód i tak nastąpi za pół roku, to po co było czekać na ten moment? Za pół roku bylibyśmy w tym samym miejscu.”
25wtorek, 19, września 2017 03:46
a-c10
@ Iocosus:

Jeśli bardzo chcesz, pogmeram po czarnoelkowych archiwach i znajdę swoje wypowiedzi poddające w wątpliwość sens zwalniania z Legii i Urbana, i Berga, i Hasiego, i oczywiście teraz Magiery. Szerzej szukać nie będę, mogę Cię jednak solennie zapewnić, że podobne (ba, większe, chodzi przecież o mój klub!) zastrzeżenia miałem do dymisji wszystkich szkoleniowców Cracovii z czasów comarchowych za wyjątkiem może Roberta Podolińskiego i jeszcze jednego takiego, którego nazwiska nie wymienię, bo mi paznokcie od tego gniją.

Ja się temu nie dziwię. Już nie. Nieodmiennie jednak wprawia mnie to w rozgoryczenie i zażenowanie. Nasza piłka jest gdzie jest. Osiągnięte w dużej mierze cudzym wysiłkiem sukcesy kadry i okazjonalne pucharowe wyskoki Legii, czy wcześniej Lecha to tylko ładny garnitur założony na rozkładającego się trupa. Biorąc pod uwagę nasz potencjał, spokojnie moglibyśmy patrzeć z góry na Belgów, śmiało zaglądać w oczy Holendrom i ambitnie popatrywać na Francuzów. Tymczasem wciąż kisimy się w tym samym, zjełczałym i robaczywym sosie, snując coraz to bardziej odrealnione plany podboju Europy. Pada mnóstwo słów. Wizje, koncepcje, strategie, standardy, to, tamto, siamto, owamto. Parole, parole, parole. A gdy przychodzi ad agire, pomysł jest zawsze ten sam: zwolnić trenera. Nosz kurVAR mać, genialne, prawda? Czy do tego typu, ekhem, odważnych, perspektywicznych rozwiązań to serio trzeba być profesorem nauk technicznych, albo absolwentem Harvardu? Bo mnie się wydaje, że takie mecyje to i pierwszy-lepszy zapijaczony działaczyna by wymyślił.

pees.
"Influencer" kojarzy mi się wyłącznie z grypą. Dajże spokój, proszę CięSmile
26wtorek, 19, września 2017 12:55
iocosus
@ A-c10
„influencerzy” - to przez Michała Pola który uparcie tak nazywa swoich gości w Misji Futbolu, a Borek z Smokowskim chyba na to określenie się równie mocno zżymają jak Ty, tylko na wizji się nieco mitygują, żeby gospodarzowi za bardzo przykrości nie robić.
Ad rem.
Albiceleste nie gmeraj w archiwach, toć przecież ja też tu wyrażałem własną opinię że jestem za rozliczaniem trenera z cyklu trzyletniego (no może Mourinho zatrudniłbym na dwa lata dał mu co chce, ale po drugim roku bez względu na wyniki, choćby największe klub odniósł sukcesy w swojej historii to i tak bym umykał z klubu razem z Special One, z przekonaniem że wszystko co dobre w tym klubie już poza mną Wink )
Na poważnie, jestem za stabilną trenerską pracą, zatrudnianie trenerów „od dołka, do dołka” razi bezrefleksyjną drogą na skróty i oczywiście czyni z piłkarzy panów sytuacji na zasadzie że „ogon merda psem” tyle tylko że ta „droga na skróty” praktykowana u nas przez Leśnego przyniosła trzy Mistrzostwa Polski. Trzech trenerów zatrudnianych jesienią Berg, Czerczesow, Magiera na „tu i teraz” wykonało postawione przed nimi zadanie. Zdobyli tytuły. Leśny może powiedzieć że jego polityka „zmieniania trenerów jak rękawiczki” okazała się skuteczna i w obliczu jego kadencji na takie dictum wypadnie tylko ręce rozłożyć i się zadumać nad tymi futbolowymi realiami, uwarunkowaniami, paradoksami.
Mioduski dlatego teraz mówi to co mówi, że zmiany trenerów „od dołka, do dołka” to piłkarski chleb powszedni i powszechny. Liczy że tak jak Leśnemu roszada szkoleniowa w klubie wypali, ryzyko się opłaci i będzie pił szampana na koniec. Mhm, według mnie na dwoje babka wróżyła i jest to polityka na dwa uda, albo się uda, albo nie uda. Natomiast w tym wszystkim Miodzio chyba nie zauważył że kontynuowanie polityki Leśnego stoi w sprzeczności z tym co samemu twierdził że z polityką poprzednika trzeba zerwać. Jeżeli będą ciągłe zmiany trenerów to każdy z nich rozliczany z wyników na „tu i teraz” będzie wolał postawić na doświadczonych repów, niż na nieopierzone koguty. Z tymi pierwszymi będzie bardziej pewny sukcesu. Promowanie tych drugich, adoptowanie do seniorskiej piłki w takiej sytuacji będzie zawsze trudne.
Żeby było dowcipnie to wbrew temu co powyżej na dziś jestem zwolennikiem roszady która nastąpiła, Mioduskiemu z Jozakiem jeżeli się uda to równocześnie po bieżącym roku zyska dwa lata czasu stabilnej pracy z sztabem szkoleniowym który potwierdził się na „tu i teraz” z jedynką oraz ma „papiery” na poukładanie klubu w pracy szkoleniowej na etapie ogólnym systemowym, akademickim klubowym.
Gorzej jeżeli się nie uda …
27wtorek, 19, września 2017 20:58
Zbyszek
@Senator.
Swój stosunek do całego medialnego szumu opisałem w najnowszym felietonie, który Naczelny powinien niebawem zapuścić. Chciałbym jednak zwrócić Twoją uwagę, na odwrotną stronę odejścia VOO. A mianowicie jego odejście z całą ostrością obnażyło ubóstwo warsztatu Magiery. Ja , amator i laik,w kilku komentarzach pomeczowych z ogromnym zażenowaniem musiałem pisać o braku elementarnego przygotowania taktycznego Magiery, który taktykę ustalał często zupełnie bez ładu i składu, jak chłopaczek bawiący się grabkami i łopatką w piaskownicy.Gdyby VOO został to pewnikiem całe to bractwo grzało by się w blasku jego gry i nadal jeden by uchodził za wspaniałego i niezastąpionego trenera, drugi za cudotwórcę w dziedzinie transferów i omnibusa piłkarskiego, trzeci za super asystenta, a kolejny za gwiazdę fizjologii. A tak jak w znanej bajce Andersena, okazało się,że król jest nagi, co odkrywcze nie było,bo od zawsze był nagi. Szkoda tylko,że pan Mioduski tak długo dojrzewał do podjęcia radykalnych i podkreślam , koniecznych decyzji.
Pozdrawiam.
28środa, 20, września 2017 00:02
Senator
@Iocosus
Wszytko pięknie, ja też bym chciał takiego SAF w naszym klubie.
Kiedy pan Mioduski mówi o wizji, planach zawsze zaczyna od młodzieży akademii wychowanków kończy jednak zawsze tak samo Legia musi wygrywać i zdobywać trofea. Niebywale trudno to pogodzić jesli w ogole jest to możliwe. A może inaczej potrzeba czasu którego my kibice Legii nie dajemy co przecież widać na "załączonych obrazkach"
Czyli powolili toczy się pierwsza część wypowiedzi a druga jest i musi być realizowana tu i teraz i zawsze.
Pan Mioduski ma o tyle pod górkę że z ostatnimi sukcesami właściwie nikt bo nie utożsamia. Trochę w tym i jego winy, w pewnym okresie zbyt mocno odcinał się od pozostałych współwłaścicieli. Czyli jemu sukces jest bardzo potrzebny.
Dużo łatwiej takie plany wprowadzać w takich klubach jak np Zagłębie Lubin czy Pogoń Szczecin itp itd tam presja kibiców jest dużo mniejsza.
@Zbyszek
Przecież punkt 1 właśnie tego dotyczy.
Nie będę oceniał warsztatu trenerskiego pana Magiery bo się nie znam ale z postawionych zadań na jesień się nie wywiązał.
Z drugiej strony wnioski wyciągać potrafi, kiedy zauważył że jego plan taktyczny nie jest realizowany zmienił go, nie trwał przy swoim co dało nam 6 punktow w lidze.
29środa, 20, września 2017 00:45
a-c10
@ Iocosus:

Lubię Michała, uważam jednak, że swe zapędy słowotwórcze mógłby zdecydowanie powściągnąćWink

A co do meritum, kurczę, z metodą prowadzenia klubu jest trochę jak z taktyką. Nie ma tej jednej, jedynej, która zawsze zadziała i bez względu na okoliczności przyniesie co najmniej zadowalające efekty. Praktycznie wszystko zależy od ludzi i realiów. Ot, taki banał, nie? My tu się wymundrzamy o stałości, ciągłości pracy i innych podobnych, a taki Florentino Perez pewnie roześmiałby się nam w twarz. No co za problem wyciepnąć trenera, który ledwie przed chwilą wygrał LM? Znajdzie się drugiego (każdy chce pracować w Realu), wyda się duuu...uuużo pieniędzy na transfery (każdy chce grać w Realu) i jechane. Toutes proportions gardees, to samo jest nieszczęściem w szczęściu Cracovii zwanym ComArch. Każdy błąd można zasypać gotówką. Nawet spadek sprzed paru lat nami nie zachwiał. Ot, tak po prostu. Profesor wyciągnął z kieszeni te parę baniek więcej. Stać go. Traktuje klub jak hobby, nie musi tego nijak bilansować, więc płaci. Dobrze przynajmniej, że ostatnimi czasy najwyraźniej zrozumiał, że taki stan rzeczy nie potrwa wiecznie i powoli przygotowuje nas do funkcjonowania w innych realiach. Że raz mu te przygotowania idą tak, dwa razy inaczej, to już zupełnie odrębna historia.

Zresztą, w Legii - uwaga o proporcjach znów aktualna - też jest podobnie, nieprawdaż? Całkiem niedawno prezes Mioduski expressis verbis przyznał, że musiał łatać dziury w budżecie własnymi środkami. Nie wiem ile on tam tych środków posiada, przypuszczam jednak, że Wasze dziury ciut większe od naszych, zwłaszcza po wyczynach poprzednika pana Mioduskiego.

I tu wracamy do ludzi i realiów. Owszem, Leśnodorski mógłby się chełpić, że praktycznie wszystko, co robił, mu wyszło. Pytanie tylko za jaką cenę. Cholernie istotne pytanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wielokrotnie już tu maglowany fakt, że Legia mimo rekordowych wpływów nie może dopiąć budżetu. Ta kwestia stawia przechwałki Waszego eksprezesa w bardzo dziwnym świetle. Boć to przecież równie dobrze tacy Pawelec z Grajewskim mogliby stwierdzić, że za ich czasów Widzew odnosił same sukcesy. Wszystko fajnie, tylko przecież pamiętamy, co było potem.

Że to za grube porównanie? Pewnie tak. Wciąż jednak zastanawia mnie rzecz, którą sam poruszasz: skoro prezes Mioduski wie, że że jego poprzednik popełniał błędy, dlaczego je powiela? Dlaczego wzorem niegdysiejszego wspólnika decyduje się na gierki w dwa uda? Och, jasne. Ryzyko, szampan, te rzeczy. Sęk w tym, że jeśli tym razem się nie uda, to całkiem niewykluczone, że zamiast Dom Perignona przyjdzie się napić czegoś znacznie bardziej cierpkiego.
30środa, 20, września 2017 01:17
Senator
@a-c10
Myślę że tą sprawę powielania nieco wyjaśniłem.
31środa, 20, września 2017 01:46
a-c10
@ Senator:

Prawda. W ogóle jakoś z nieuwagi chyba umknął mi Twój komentarz, przepraszamSmile

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1