A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Wisła Kraków - Legia 0-1: Nowa nadzieja?

Legia wygrała drugi wyjazdowy mecz w tym sezonie. W meczu trzynastej kolejki nasza drużyna wygrała w Krakowie z Wisłą 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Jarosław Niezgoda.

 

Trener Romeo Jozak nie dokonał żadnej zmiany w stosunku do jedenastki, która zaczęła mecz z Lechią Gdańsk. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Malarz – Broź, Astiz, Pazdan, Hloušek – Jodłowiec, Mączyński – Kucharczyk, Guilherme, Hämäläinen – Niezgoda. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Buchalik – Arsenić, Głowacki, González, Sadlok – Boguski, Llonch, Basha, Imaz – Carlitos, Brożek.

Mecz zaczął się w niezłym tempie. Pierwsza okazja bramkowa miała miejsce w 14. minucie meczu. Przypadkowo odbita piłka spadła pod nogi Boguskiego, który sytuacyjnie uderzył. Malarz odbił strzał pomocnika gospodarzy. W 20. minucie ładną indywidualną akcją popisał się Hämäläinen, uderzył z ostrego kąta, ale nie trafił w bramkę. W 21. minucie Legia objęła prowadzenie. Legioniści popisowo rozegrali kontrę, Kucharczyk ostro dośrodkował z lewego skrzydła, akcję zamknął Niezgoda i z kilku metrów umieścił piłkę w bramce. W kolejnych minutach inicjatywę miała Wisła, a Legia czekała na kolejne okazje do kontr. W polu karnym naszej drużyny kilka razy doszło do zamieszania, ale gospodarze nie znaleźli sposobu na oddanie celnego strzału.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0. Nasza drużyna zaczęła mecz w dobrym stylu i zasłużenie objęła prowadzenie, ale z każdą kolejną minutą napór Wisły rósł.

W 54. minucie sędzia Frankowski podyktował rzut karny dla Wisły po starciu Kucharczyka z Boguskim, ale po weryfikacji VAR wycofał się z tej decyzji. Wśród gospodarzy na boisku pojawili się Wojtkowski i Pérez. W 65. minucie Legię uratował… Arsenić, który zablokował strzał oddany przez Péreza. Dwie minuty później Pasquato zmienił Kucharczyka. Nasza drużyna coraz wyraźniej koncentrowała się na defensywie i obronie korzystnego wyniku. W 75. minucie boisko opuścił Niezgoda, którego zmienił Sadiku. W 80. minucie Guilherme mocno dokręcił piłkę do bramki, wykonując rzut rożny. Strzał Brazylijczyka wyszedł za boisko po poprzeczce. W 82. minucie pierwszy błąd tego wieczoru popełnił Pazdan. Nasz obrońca przepuścił piłkę i Carlitos znalazł się w niemal identycznej sytuacji jak w pierwszej połowie Niezgoda. Gol wydawał się nieunikniony, ale znakomitą interwencją popisał się Malarz. W 89. minucie Pasquato miał piłkę na nodze przed polem karnym gospodarzy i sporo miejsca, ale strzał Włocha minął bramkę. Końcówka meczu była nerwowa, ale chaotyczne ataki Wisły nie przyniosły efektu bramkowego.

W Krakowie Legia pokazała dobrą organizację gry defensywnej i kilka szybkich ataków, które mogły się podobać. Oprócz wyniku, największym plusem niedzielnego meczu było jednak zaangażowanie naszych piłkarzy w grę i zawziętość, z jaką podjęli rękawicę rzuconą przez gospodarzy. Tak zdeterminowaną i twardo walczącą Legię chce się oglądać zawsze. Na dominację, jakość i popisy strzeleckie, miejmy nadzieję, przyjdzie jeszcze czas.

Dyskusja (15)
1niedziela, 22, października 2017 21:06
corazstarszy
Jestem zaskoczony. Pierwsza ligowa wygrana wyjazdowa trenera Jozaka
‘zaangażowanie naszych piłkarzy w grę i zawziętość’
‘Tak zdeterminowaną i twardo walczącą Legię’
W tym sezonie, mogliśmy już zdążyć zapomnieć, jak takie cechy w wykonaniu Legii wyglądają. Jeśli to początek odbudowy, to czas najwyższy. Już tyle i w takim stylu przegrywaliśmy, że czas wreszcie na poprawę. Z tym, że to nie zawsze będzie wychodził schemat: pierwsza połowa bardzo porządnie, w drugiej uważnie bronimy i przeszkadzamy. Dzisiaj było o włos.
Miejscowi chyba zbyt pewni siebie i naszej słabości, sądząc po tym, co prawił Małecki w telewizorze przed meczem.
Było pytanie o VAR po Lechii. Widać, że sędziowie powoli dorastają do techniki.
Nie znam się, jak mądrze mawia Senator, i pewnie zaraz się narażę, ale mi się podobało, jak grał Jodłowiec. Praktycznie bezbłędny i bardzo efektywny.
Nie wiem, jak skomentować to, że Legia ma najwięcej zwycięstw w tym sezonie ze wszystkich drużyn. Tak psioczymy czasem, że … pfi … co to za sztuka z taką Sandencją wygrać u siebie, a graliśmy przecież skandalicznie (co jest prawdą). Ale co by było bez tych ‘małych’ wygranych, to lepiej nie myśleć. Punkt za trójką liderów – tym razem sprawa jest jasna, w tym sezonie nikt nie demonstruje takiego futbolu, żeby całej reszcie odjechać. A jednak nie powiem, że w tej lidze wszystko jest źle.
Byłem w sobotę w Szczecinie i wybrałem się na mecz. ‘Zachwycony’ to byłoby za duże słowo, ale bardzo zadowolony to byłem. Mecz bardzo wciągający, dobre tempo, dużo akcji i strzałów, zmienna sytuacja. Jak ktoś nie może spać, a ma sposobność – naprawdę polecam. Świetny mecz do oglądania. Pogoń cieniuje, ale w sobotę nie można powiedzieć, że zagrała całkowicie źle. Mieli długie fragmenty, gdzie demonstrowali porządny futbol, przyciskając gości. Wcale nie będę zdziwiony, jeśli za 2 tygodnie nas ograją. Widać było natomiast, że TBB ma lepszą ławkę i że Bartoszek przerasta dzisiejszego Skorżę o kilka długości. Po prostu, ma wpływ na to, jak gra drużyna. A Skorża, może i to, co robi jest poprawne, ale zmiany na lepsze nie potrafi w czasie meczu wywołać.
Więc, ten mecz drużyn z nizin był dobrą rekomendacją ligi. I skoro Legia, mimo zapaści, jest na 4. miejscu i ma punkt straty, to nie jest tak, że cała reszta jest totalnie do kitu, tylko że mimo wszystko jakiś tam poziom Legia nawet mocno osłabiona potrafi trzymać.
Wobec tego, bardzo ciekawie zapowiada się mecz z Arką za tydzień.
2niedziela, 22, października 2017 22:18
kibic50
Mogę się zgodzić z komentatorami tego meczu. Pierwsza połowa najlepsza w wykonaniu Legii w tym sezonie. Szkoda, że VAR nie dał nam ewidentnego karnego za faul na Niezgodzie. Zaoszczędziłoby nam trochę nerwów. Druga połowa to uważna gra w obronie ale też chyba opadliśmy z sił.
Zgoda z przedmówcą. wrócił stary dobry Jodłowiec. Jeden z najlepszych na boisku.
Nie przynudzając dalej podpisuję się pod słowami gawina;
"W Krakowie Legia pokazała dobrą organizację gry defensywnej i kilka szybkich ataków, które mogły się podobać. Oprócz wyniku, największym plusem niedzielnego meczu było jednak zaangażowanie naszych piłkarzy w grę i zawziętość, z jaką podjęli rękawicę rzuconą przez gospodarzy. Tak zdeterminowaną i twardo walczącą Legię chce się oglądać zawsze. Na dominację, jakość i popisy strzeleckie, miejmy nadzieję, przyjdzie jeszcze czas"
3niedziela, 22, października 2017 22:21
CTP
A ja napiszę nieskromnie, że zaskoczony nie byłem i po tym, co zobaczyłem w meczu z Lechią spodziewałem się bardzo ciekawego meczu i z miłym uczuciem emocji zasiadłem przed telewizorem. Nie zawiodłem się a mecz trzymał w napięciu do samego końca.
Niezgoda - miłe zaskoczenie, bo widziałem kątem oka, że idzie z prawej strony w tej akcji ale kompletnie się nie spodziewałem, że uda mu się wykończyć dośrodkowanie Kuchego. Ale jednocześnie bardzo nie podoba mi się jego gra, gdy to przeciwnik posiada piłkę - zbyt pasywny a to on pierwszy powinien próbować przerywać akcje przeciwnika.
Jodła i Mączyński - cały czas twierdzę, że nie powinni grać razem ze sobą, bo po prostu się dublują. Na usprawiedliwienie Jozaka przemawia fakt, że nie mamy sensownej "szóstki", którą można zastąpić któregoś z nich.
Guilherme - moja teza jest taka, że jest to główny architekt tej przemiany naszego zespołu. Nie Jozak, nie Mioduski, nie ci od plaskaczów i liści ale właśnie Guilherme, który praktycznie sam jeden odważnie wziął odpowiedzialność za całą drużynę. Dokładnie tak, jak to robili swego czasu Radovic czy Ofoe.
4poniedziałek, 23, października 2017 02:45
Senator
Panowie szlachta remis brałem w ciemno i byłbym szczęśliwy bo nie przegraliśmy. My wygraliśmy więc radość naprawdę ogromna.
Pierwsza połowa to naprawdę fajna piłka. Kuchy kozak, Jodła przez cały mecz ok .Pazdan i tak można wymieniać nie pomijając nawet Hamy.
@CTP
Bardzo ciekawe spostrzeżenie odnośnie Gui warte zastanowienia.
5poniedziałek, 23, października 2017 07:59
kibic50
@ CTP

"A ja napiszę nieskromnie, że zaskoczony nie byłem i po tym, co zobaczyłem w meczu z Lechią spodziewałem się bardzo ciekawego meczu i z miłym uczuciem emocji zasiadłem przed telewizorem"

Napiszę nieskromnie. Ależ Ty mnie zdumiewasz, bo po tekście, który napisałeś po meczu z Lechią myślałem, że w ogóle przestaniesz oglądać mecze Legii, podobnie jak inny "ciekawy przypadek", który trzeba przyznać z żelazną konsekwencją stawia na porażki swojej "ukochanej" drużyny Very Happy :

"Ja raczej nikogo chwalił nie będę. Wręcz przeciwnie" & "Niezgoda - na 3 sytuacje tylko jedna wykorzystana, i to w dodatku na tzw. pustaka" & "Cały czas gramy bardzo słabo i cały czas kompletnie nie widać ręki nowego szkoleniowca.a jeśli weźmiemy pod uwagę jego zapowiedzi o tym, jak to Legia ma grać kombinacyjnie, przeważać przez cały mecz i narzucać swój styl przeciwnikowi, to ten wczorajszy mecz można raczej potraktować jako regres a nie postęp"

Powiem nieskromnie, ze się kompletnie z Tobą nie zgodzę i wczoraj widziałem duży postęp.. W mojej ocenie wczorajsza pierwsza połowa na pewno a może i druga (nie znam założeń) to już ręka nowego szkoleniowca. Gra szybka, kombinacyjna, z klepy, z dużym zaangażowaniem, blisko siebie. Tak powinna grać Legia. Biorąc pod uwagę kryzys w jakim się znaleźliśmy, wczorajszy mecz był niemal perfekcyjny. Mąka z Jodłą potrzebują jeszcze kilku spotkań i stworzą duet doskonały, tak jak Pazdan z Astizem (największe pozytywne zaskoczenie od lat) "Gwiazdę" Carlitosa zgasili bezbłędnie.
Pomyśleć, że dość przypadkowo pozyskaliśmy faceta, który przechadzał się pod stadionem Very Happy

Z lekkim jeszcze przymrużeniem oka, ale mogę powiedzieć "nieskromnie", że "Oni to zrobią" Very Happy
6poniedziałek, 23, października 2017 09:07
Zgred
"W mojej ocenie wczorajsza pierwsza połowa na pewno a może i druga (nie znam założeń) to już ręka nowego szkoleniowca."...

Uważam jak - kibic50 - zaczynają być widoczne założenia jakie chce wdrażać Jozak. Jakiś czas temu w wywiadzie zwracał uwagę na szybką grę z pierwszej piłki ustawiając treningi pod tym kątem. Szczególnie w pierwszej połowie były widoczne symptomy takiego szybkiego grania, także przy wyjściu z przed swojego pola karnego.
Dla mnie obok Jodłowca i Mączyńskiego również Hamalainen zasługiwał na wyróżnienie, dawno nie widziałem u niego takiej zadziorności i co ważne dynamiki. W sumie cały zespół w grze obronnej ustawiał się zaskakująco dobrze, blisko siebie. Zdecydowanie w środku pola byliśmy lepsi, bardziej agresywni, walczący o każdą piłkę. Droga obrana przez trenera jest jak najbardziej słuszna a przy dobrym przygotowaniu fizycznym będzie przynosić efekty, Legia zawsze grała z powodzeniem dominując środek pola. Nie mamy takich :strzelb" jak Nikolić czy Prijović dlatego cieszą wybory Jozaka, z których wynika iż stosuje naturalną selekcję, przełożoną z treningów. Niezgoda gruntuje sobie pierwsze miejsce w ataku i bardzo dobrze bo w moim odczuciu Sadiku nic tej drużynie nie da...
Co się zaś tyczy Guilherme - ja mam z tym typem pewien problem. Owszem potrafi często zagrać niekonwencjonalnie rozgrywając dobrą akcję, ale równie często rozgrywając inną potrafi ją zwolnić wikłając się w kiwanie i popisy techniczne w rezultacie tracąc piłkę.
Z całą pewnością jest drużynie potrzebny jednak niech ograniczy te brazylijskie ciągoty do grania "samby"...a będzie OK.

Kibic50 Ty jeszcze nie przymrużaj oka Wink jest zdecydowanie za wcześnie...wielkie rzeczy przynajmniej do pewnego czasu wymagają - ciszy.

A, jeszcze pan Moulin...ciekawe czy to faktycznie kontuzja...? Czy następny wszedł w rozdanie wychowawcze? Słuszne notabene.
7poniedziałek, 23, października 2017 09:30
kibic50
@ Zgred

"Kibic50 Ty jeszcze nie przymrużaj oka, jest zdecydowanie za wcześnie"

Jest za wcześnie, więc oko mrużę, bo na wiosnę mam nadzieję mieć "gały" jak spodki Very Happy
8poniedziałek, 23, października 2017 09:39
CTP
@kibic50
Jest coś takiego jak punkt odniesienia, o którym chyba zapomniałeś. Tydzień temu graliśmy u siebie ze słabiutką Lechią, która nie potrafiła skonstruować żadnej sensownej akcji a mimo to daliśmy się zepchnąć do rozpaczliwej defensywy. Teraz pojechaliśmy do jaskini lwa, gdzie zawsze grało nam się ciężko, nawet gdy dominowaliśmy w lidze. Nawet, jeśli nie był to szczyt moich marzeń odnośnie gry Legii i było wiele błędów (bo było), to krytykować drużyny nie mam najmniejszego zamiaru a wręcz przeciwnie - chłopakom należą się słowa pochwały.
A tak poza tym, no nic nie poradzę na to, że moja intuicja przed meczem z Lechem podpowiadała mi, żeby w ogóle nie włączać telewizora a wczoraj "uruchomiła", już trochę zapomniane, motylki w brzuchu. No, mecz z Lechią był słabiutki ale intuicja i tak wiedziała swoje. Smile
9poniedziałek, 23, października 2017 11:18
anonimowy_legionista
Nie wiem jak głęboko w dvpie byliśmy, ale w Krakowie był progres w stosunku do meczu z Lechią.

Martwią mnie trochę sytuację Wisły, zwłaszcza te z drugiej połowy, gdyż były dość klarowne. Trzeba wyciągać wnioski w defensywie.

Niezgoda fajnie zebrał piłkę pod własnym polem karnym i potem strzelił bramkę. Poza tym Hama cały czas pod grą.

Ze zmienników to mi się Pasquato podobał, ma papiery na granie, ale coś czuję, że dopiero jak Rado wróci zobaczymy coś więcej.
10poniedziałek, 23, października 2017 13:09
Bolek
Takie luźne przemyślenia:

Obrazkiem meczu dla mnie była sytuacja w doliczonym czasie gry, w której Jodła z Gui osaczyli jednego z Wiślaków i zabrali mu w środku pola piłkę. Nawet komentatorzy C+ zwrócili na to uwagę, podkreślając, że takiej waleczności należałoby się przy tym wyniku i w tym momencie meczu spodziewać raczej po Wiślakach.

Gui - naprawdę ostatni Mohikanin. W tym wypadku ostatni piłkarz z jakąś kreatywnością, potrafiący coś stworzyć. Wiem, że niby jest jeszcze Hama, ale on zbyt często znika. Gui stara się być pod grą, potrafi oszukać przeciwnika, podać we właściwym momencie itd. Piszę, że ostatni bo o ile na jesieni 2016 r. był 4/5 ofensywnym zawodnikiem (Rado, VOO, Niko, Prijo), na wiosnę 2017 - 2/3 (VOO, Nagy), to teraz już naprawdę nikogo nie ma przed nim. I jak czytam, że w sumie nie ma co się zabijać o przedłużenie kontraktu z nim (tym bardziej, że on nie chce nie wiadomo ile), to się zastanawiam czy ludzie w ogóle czasem oglądają mecze Legii. Wyobraźcie sobie teraz, że nie ma Gui, a za niego jest kolejny Pasquato.

Lepiej niż z Lechią? Tak, lepiej. Ale niestety dalej zbyt krótko Legia gra dobrze. Ostatnie dwa mecze się pod tym względem powiodły, ale w obu drużyna przeciwna miała swoje szanse i mogło skończyć się różnie. Zdaję sobie sprawę, że może to wynikać z przygotowania fizycznego, ale jednak tych spotkań jeszcze całkiem sporo na jesieni pozostało.

Sytuacje przeciwnika - pocieszające jest, że Wisła raczej nie stwarzała sobie groźnych sytuacji, jeśli któryś z naszych obrońców konkretnie się nie obciął, bo to znaczy że ogólnie gra obronna wygląda nieźle (wielbłądów się uniknąć nie da). Dalej jednak dużo zamieszania w naszych szeregach powodują stałe fragmenty gry. Których jest za dużo w ciągu meczu, ale tu kłania się bardzo defensywne granie w drugiej połowie - w takim przypadku faule w okolicy pola karnego jak i rzuty rożne będą. i to w dużych ilościach.
11poniedziałek, 23, października 2017 13:54
Zgred
@Bolek

"Lepiej niż z Lechią? Tak, lepiej. Ale niestety dalej zbyt krótko Legia gra dobrze. Ostatnie dwa mecze się pod tym względem powiodły, ale w obu drużyna przeciwna miała swoje szanse i mogło skończyć się różnie."

No tak, ale przecież na tym polega to bieganie za napompowanym skórzanym obiektemWink Zastanówmy się jak będziemy podchodzić do patrzenia na piłkę pod rygorem naszej drużyny. Piszę naszej bo tak samo mają kibice w Anglii, Niemczech +/- wszędzie. Piłka jest właśnie ciekawa dlatego, że może skończyć się różnie...nawet po babolach np: Pazdana ( choć podobno Malarz krzyczał - zostaw, po czym przepraszał Michała). I tak to wielkie wiślackie pokrętło jakim mieni się Carlitos po za tą jedną sytuacją jakoś nie błysnął w tym meczu, czyli legioniści rozważnie odcinali go od gry którą lubi ( przebojowość, dryblingi) był podwajany w kryciu i...Krakowa nie zachwycił. Grając na wyjeździe przy złym wyniku dla gospodarzy wiadomym jest, że zaczną atakować ze zdwojoną siłą. Tyle tylko, że właściwie wszystkie wrzutki wygrywali obrońcy Legii, a sam Astiz bodaj wszystkie. Mecz się tak ułożył, że naturalną sytuacją byliśmy schowani ( druga połowa) grając z kontry. I bardzo żałuję, że nie weszła druga bramka, bo ona jednoznacznie "zakończyłaby mecz"...
Jak sam piszesz pocieszające jest to , że Wisła raczej nie stworzyła sobie groźnych sytuacji...no właśnie - nie stworzyła Wink i jak sam piszesz dalej - bo to znaczy, że ogólnie gra obronna wygląda nieźle...
no właśnie - bo jej nie dali Winki o to własnie w piłce chodzi.

Co oczywiście nie oznacza, że nie ma nic do poprawy - jest jak najbardziej i w grze defensywnej i ofensywnej.
12poniedziałek, 23, października 2017 14:04
Bartosz Rygielski
Przynajmniej oczy nie bolały od oglądaniaSmile

Moim skromnym zdaniem jest jakieś światełko w tym tunelu i coś może drgnie, choć o optymizm trudno, mam nadzieje że jak wróci Rado to się jeszcze poprawi bo brakuje kogoś z charakterem kto weźmie odpowiedzialność za grę do przodu, też zauważyłem że Gui próbuje ale musi się bardziej postarać by nie mieć przestojów w grze.
13poniedziałek, 23, października 2017 15:35
dalkub
no więc w podsumowaniu pomeczowym dowiedziałem się że mam stawiać na zwycięstwa Legii nie dlatego że dobrze gra, a dlatego że jestem jej kibicem - bardzo ciekawa koncepcja bardzo...ale cóż kto komu może zabronić.

Czy to jest Legia Jozaka - wątpię - to jest Legia ustawiona przez Jozaka z tego wszystkiego co w niej najlepsze na ta chwilę.
Czy to już koniec kryzysu - nie wiem, ale mam mieszane uczucia - Legia zaczyna nieźle fajnie konstruuje, fajnie odbiera i kontruje, a po przerwie nie ma już tego, jest więcej pałowania, więcej na walkę, mniej konkretów - albo jest tak słabo fizycznie, albo głowa nie dojeżdża, wkradają się nerwy brak koncentracji - wydaje się że diagnoza tego problemu i rozwiązanie go to klucz do tego zespołu.
Szczególnie podobał mi się Jodłowiec - tak nadal uważam że na Legię moich oczekiwań jest za słaby - podobał mi się mimo to i póki co taki Jodłowiec niech gra.
Do obecnej taktyki Jozaka jak ulał pasowałby drugi szybki skrzydłowy zamiast Hamy - który też gra najlepsze mecze od przyjścia do Legii.
Dobry mecz w pierwszej połowie Legii, średni w drugiej jest lepiej, czekam na więcej i to wiele więcej bo wiem że nawet tych zawodników na to stać.
14poniedziałek, 23, października 2017 20:33
Zbyszek
O tym,że o obliczu krakowskiej Wisły decydują trener i piłkarze z Hiszpanii.
W dzisiejszym zglobalizowanym świecie trzeba by mieć nie po kolei w głowie,aby obrażać się na możliwość pracowania każdego wszędzie gdzie on chce i gdzie jego chcą.Lecz nie o głupotę lub jeszcze gorsze błaznowanie tu chodzi,ale o to,że stara zasada wymyślona przez Kopernika , iż gorszy pieniądz wypiera lepszy się sprawdza. Ba, ona narasta i się nasila,a na dodatek znajduje się grono pajaców , którzy powiadają,że to nie jest źle,ale bardzo dobrze.Takie nostalgiczne myślenie mnie ogarnęło, gdyż ja pamiętam te czasy w których w klubach w naszym kraju grali sami Polacy.I w piłce klubowej notowaliśmy raz większe raz mniejsze ,ale sukcesy, że wspomnę tylko o Legii, Górniku czy Widzewie.Mam też świadomość,że wielu temu nie wierzy, bo ich cały świat to to co dziś i myślą,że tak było zawsze.Im nie wytłumaczę,że możliwe jest życie piłkarskie bez marnych obcokrajowców robiących u nas za gwiazdorów.Bo to tak jak bym tłumaczył wnukowi,że był taki czas przed ponad trzydziestu kilku laty,że w sklepach był tylko ocet, gdyż on patrząc na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem pyta :" Dziadku w całym Auchan tylko ocet ?".
Nie podejmuję się wyjaśnienia tego zagmatwanego myślenia,że trener z III ligi z Hiszpanii i zawodnicy z tamtejszej III ligi są lepsi od tutejszych. A tak się dzieje w krakowskiej Wiśle.Ich trenerem jest facet z III ligi , który z jednym z zespołów walczył o awans do II ligi,ale przegrał i znalazł lepiej płatną posadę w Krakowie.Ich czołowi decydujący o obliczu zespołu gracze jak Llonch,Carlitos,Perez,Gonzalez,Velez,Imaz byli zawodnikami Granady B,Villarealu B,Alcorconu lub Almerii B.Dziś są nie B,ale cacy.A wspiera ich zacne grono emerytów w postaci Głowackiego l.38, Pawła Brożka l.34 i Boguskiego l.33.Trener Kiko Ramirez ma do dyspozycji jeszcze kilku obcokrajowców i ochoczo miesza nimi w składzie dając każdemu z nich okazję do "popisów".Powstała w ten sposób nowa moda przez "warszawkę" niezauważona.Gdyby tak czyniono w Legii to zaraz pełno byłoby głosów świętego oburzenia "fachowców" ,że rotacja be, chyba,że drużyna wszystko wygrywa. Napomknąłem o Legii ,a to z tego powodu,że i u nas przed ok. 10 laty zaistniał zaciąg hiszpański.W Legii pojawił się jako dyrektor sportowy mieszkaniec Hiszpanii Jacek Trzeciak, który na trenera zaproponował mieszkającego w Hiszpanii b. trenera młodzieży w Osasunie Pampeluna Jana Urbana, a oni obaj ściągnęli takie gwiazdy tamtejszego futbolu jak Tito /28 minut na boisku/, Descarga /0 minut/ czy Arubarrena / trochę bez efektów pograł/. Do dziś w prasie hiszpańskiej , portugalskiej i niemieckiej przy różnych okazjach cytuje się wiekopomne słowa Trzeciaka "Zabierajcie od nas Lewandowskiego, bo my mamy Arubarrenę".Jedynym , który się sprawdził był i jest Inaki Astiz b. kapitan młodzieży w Osasunie.Był jeszcze Nacho Novo,ale o nim słów parę za chwilę .Wielu prezesów,dyrektorów sportowych głosi,że polscy piłkarz są za drodzy.Ja z uporem maniaka twierdzę,że odwrotnie,są za tani.Tylko,że na transferach naszych piłkarzy w kraju nie da się zarobić,a na obcokrajowcach a i owszem.Bo transfery naszych są raczej transparentne. Oczywiście i w nich mogą wystąpić oszustwa, bo świat bez przestępców nie istnieje i nie o nich tu mowa,ale o tych, którym nieprzejrzystość i niekompatybilność systemowa stwarza okazję do zarobku, I tu wracamy do takich zawodników z niedawnych dziejów Legii jak Furman, za którego Legia zapłaciła Szydłowcowi ok.60 tys.zł,a kiedy sprzedała go za 2,7 mln Euro nie chciała im dopłacić 5% tej sumy lub Ariel Borysiuk z Białej Podlaskiej za 90 tys. zł i za podobną kwotę Konrad Michalak z Zielonej Góry. I za naszych czasów w Legii nie ma miejsca dla Michalaka, a jest dla Nagy. Nie znalazłby się trener, który mając do wyboru Michalaka i Nagy wybrałby tego drugiego. A w Legii zadecydowano odwrotnie, chyba dlatego,że Węgier kosztował 1 mln Euro,a "Kondzio" grosze. Rozumiem,że Węgier tańszy. Smile.I tu ponownie wracam do Nacho Novo, którego pól roku pobytu kosztowało Legię ok.450 tys euro,a przed przyjściem do nas nie mieścił na ławie w III lidze hiszpańskiej,a po przygodzie z Legią wylądował w VII lidze szkockiej. To również przytyk do słów Jóźwiaka o wstydzie, innych. W takich sytuacjach słyszymy na ogół,że obcokrajowiec jest nie gorszy od naszego rodaka,że tańszy. Ten argument jest tak tandetny,że obalić go bardzo łatwo. Do Polski ściągany jest w większości szrot. Zdarzają się perełki jak Duda, Ljuboja, Radovicz ,VOO, Nikolicz,ale kosztowali oni sporo,jak nie w zakupie to w utrzymaniu i stanowią wyjątki potwierdzające regułę. Ponadto proszę pokazać inną ligę, poza angielską tak przesyconą obcokrajowcami. Ze słabych klubów zagranicznych ściągani są zawodnicy po których nikt nie płacze. Więc można zapytać jak zawodnicy z takich klubów z Danii,Szwecji,Litwy, Estonii, Serbii, Słowacji mogą być wzmocnieniami naszych klubów.Mówię,że oni są słabi, bo dobrzy dawno poszli do lepszych, czytaj bogatszych klubów,a inni potrzebni w tamtych klubach są odpowiednio doceniani. Ten mechanizm działa niejako obiektywnie. Natomiast nam chce się wmówić prawdziwość obrazu kreowanego przez cwaniaków,których stan polskiej piłki nie interesuje w odróżnieniu od zasobności własnej kasy, że oni nas wzmacniają.Tylko,że to mimo wszystko jest sport i na boisku widać, kto jest kim. Chyba,że gorszy wypiera lepszegoSmile jak u Kopernika.

O tym,że w kwestii wierności doznajemy rozdwojenia jaźni.
Pewnie nie wszyscy pamiętają scenę z filmu "Krzyżacy" w reżyserii Aleksandra Forda w której Danusia córka Juranda ze Spychowa za namową księżnej mazowieckiej ratuje od niechybnej śmierci Zbyszka z Bogdańca herbu Tępa Podkowa zarzucając mu białą chustę na głowę i mówiąc pamiętne słowa :" Mój ci on". Powiem,że to było wzruszające i miało sens.Lecz trudno dopatrzeć się logiki w tym takim zawłaszczaniu piłkarzy przez kibiców.Zawodnik najpierw jest pracownikiem a dopiero w dalszym planie i to ewentualnie miłośnikiem kwaśnych jabłek.Wydaje się zupełnie normalne i oczywiste,że pracuje czyli gra tam gdzie mu pasuje i gdzie go chcą i gdzie lepiej mu płacą.Ale w przypadku zawodników, którzy w ostatnich latach przechodzą z Lecha czy Wisły do Legii zamiast normalności, mamy do czynienia z szowinizmem.A tego akceptować nie wolno.Ja znowu pamiętam takie czasy w których przejście zawodnika z klubu słabszego do lepszego traktowano jako awans i powód do dumy. Te wartości gdzieś w tym ogólnym procesie chamienia i dziczenia są zatracane.Ja już nawet przestaję się dziwić ograniczeniu umysłowemu i cynizmowi pismactwa, które z jednej strony potępia werbalnie przejawy szowinizmu,a z drugiej te nastroje podsyca.Przed meczem Wisły z Legią przez wszystkie media przetaczało się pytanie ; jak kibice Wisły przyjmą u siebie Mączyńskiego i dlaczego wrogo ?. Obrzydlistwo.

O tym,że Hamalainen jest doceniony.
Fin grając w Lechu był najlepszym zawodnikiem tamtej drużyny. Kiedy przeszedł do Legii to u trenera Czerczesowa a i u Hasiego i Magiery nie był ich pierwszym wyborem do składu meczowego.Przyjmując takie decyzje za dobrą monetę można stwierdzić,że był słabszy od tych, którzy od pierwszych minut grali. Kontynuując ten trop można powiedzieć,że skoro teraz jest pierwszym wyborem to oznacza po prostu nie tyle,że on stał się lepszy, ile ,że konkurenci są od niego gorsi. Stosują przyjętą miarę wypada skonstatować,że jego obecne miejsce w szyku nie jest wyrazem postępu,ale regresu.

O tym,że to Legia narzuciła swoją taktykę,a nie odwrotnie.
Oba zespoły mecz rozpoczęły tak jak ostatnio grają,a mianowicie bez ryzyka z tyłu i szybki atak z przodu, najlepiej na jeden kontakt.Mecz tym sposobem od początku był przewidywalny,a emocji było jak na lekarstwo.Ale ja wolę takie granie od podwórkowych popisów wynikających z nieudolności taktycznej . Inaczej mówiąc piłka nożna polega na równi na strzelaniu bramek rywalowi jak i na niepozwalaniu mu na ten niecny proceder.O ile można jakoś usprawiedliwić jednostronną grę słabszych drużyn to od tych aspirujących do gry w europejskich pucharach należy wymagać poprawnej organizacji gry, ograniczania swobody poczynań przeciwnikowi, gdzie na szaleństwa nie ma miejsca.ale na rozumu już tak.Chodzi o to,aby panować nad emocjami w takim stopniu,aby nie przeszkadzały one w realizacji założeń taktycznych w których każdy zawodnik ma swoje miejsce i swoją rolę do odegrania. Jak aktorzy na scenie teatru.Scenariusz jest taki sam,ale aktorzy grane postacie nasycają treścią i swoim talentem i osobowością i wkładem pracy.Niby jest to schematyczne, niby powtarzalne,ale kiedy grają wielcy aktorzy to i nawet marna sztuka wydaje się wspaniała.
A wczoraj toczyła się walka nie tyle kto kogo, ile kto strzeli pierwszą bramkę. My to uczyniliśmy i to nasza drużyna zebrała tego faktu owoce.Jako się rzekło Wisła nie lubi i nie umie grać inaczej niż szybkim atakiem.Ale tak jak się mecz ułożył to nasza drużyna mogła się cofnąć ,a Wisła chcąc coś ugrać musiała grać atakiem pozycyjnym. Tym samym to nasz zespół narzucił rywalom niekorzystne dla niego warunki gry.Nie sposób jednak nie zauważyć,że zwłaszcza w II połowie cofnęliśmy się za głęboko i nasze kontrataki ze względu na odległość do bramki rywali miały małą siłę rażenia. Inna rzecz,że taka umiejętność jest trudna i ja pamiętam tylko jeden zespół, który znakomicie grał szybkim atakiem z głębokiej defensywy. Był nim w sezonie 2011/2012 pod wodzą Oresta Lenczyka Śląsk Wrocław który zdobył wówczas Tytuł.Ale miał i znakomitych wykonawców tego sposobu gry z rozprowadzającym Milą na czele. My takiego póki co nie mamy, więc grę opieramy na szybkości Niezgody i Kucharczyka. Jak by nie patrzeć przymało, ale na Wisłę wystarczyło. Choć nie wypada nie zauważyć również,że tym razem determinacji, uporczywej walki i poświęcenia naszym zawodnikom nie zabrakło. Idzie ku lepszemu.
15poniedziałek, 23, października 2017 23:17
anonimowy_legionista
@Zbyszek

Little by little. Jak to mawiał Leon Beenhakker.

PS Dziadostwo komentatorów powala. Ja patrzyłem się na "8" i jeżeli dobrze liczyłem to od wejścia na boisko dwa razy usłyszałem nazwisko Pasquato, a kontaktów z piłką miał znacznie więcej. Komentatorzy oczywiście byli skupieni na wciskaniu swoich przemyśleń.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1