A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Pogoń - Legia 1-3: Wyrachowanie

Legia podtrzymała zwycięską passę i utrzymała się na drugim miejscu w tabeli, jeden punkt za Górnikiem Zabrze. W meczu piętnastej kolejki sezonu nasza drużyna pokonała w Szczecinie Pogoń 3:1. Bramki dla Legii zdobyli Łukasz Broź i Thibault Moulin, a trzecia bramka padła po samobójczym strzale Laszy Dwaliego.

W Legii nastąpiła tylko jedna zmiana w składzie w stosunku do poprzednich ligowych meczów. W miejsce pauzującego za kartki Guilherme od pierwszych minut na boisku pojawił się Cristian Pasquato. Legia zaczęła w składzie: Malarz – Broź, Astiz, Pazdan, Hloušek – Jodłowiec, Mączyński – Kucharczyk, Pasquato, Hämäläinen – Niezgoda. Po zwolnieniu Macieja Skorży drużynę Pogoni poprowadził Rafał Janas, który postawił na następujących zawodników: Załuska – Râpă, Dwali, Fojut, Nunes – Piotrowski, Hołota – Delew, Drygas, Gyurcsó – Frączczak.

W 7. minucie blisko zdobycia gola była Pogoń. Z kilku metrów głową strzelił Drygas i Malarz odbił piłkę nogami. Trzy minuty później sam przed Malarzem znalazł się Piotrowski, minął naszego bramkarz, ale Astiz zdążył z interwencją i uniemożliwił pomocnikowi gospodarzy oddanie skutecznego strzału. Legia odpowiedziała strzałem Niezgody z narożnika pola karnego, jednak uderzenie było niecelne. Inicjatywę nadal mieli gospodarze, którzy grali ofensywnie i agresywnie. W 33. minucie Piotrowski minął Hlouška, podał do Frączczaka, ten strzelił i piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę Legii. Legia obudziła się w końcówce pierwszej części meczu. W 36. minucie z dystansu przymierzył Hämäläinen, a niespełna minutę później szczęścia próbował Mączyński. W obu przypadkach dobrze interweniował Załuska. W 45. minucie Jodłowiec prostopadle podał do Niezgody, ale nasz napastnik nie zdołał oddać strzału. W doliczonym czasie gry słabo grający do tej pory Kucharczyk wbiegł w pole i został sfaulowany przez Dwaliego. Do rzutu karnego podszedł Broź i precyzyjnym strzałem pokonał Załuskę.

Legia do przerwy prowadziła 1:0 po meczu przebiegającym wedle znanego nam już scenariusza. To gospodarze długo wydawali się być drużyną groźniejszą, ale Legia wykorzystała błąd przeciwnika i zdobyła gola.

W 47. minucie groźny strzał oddał Frączczak. Doskonale zablokował go Pazdan. Za chwilę Malarz przerzucił piłkę nad poprzeczką po uderzeniu Drygasa. W 60. minucie Moulin zmienił Pasquato. Napór gospodarzy przyniósł efekt w 62. minucie meczu. Po rzucie rożnym i dośrodkowaniu w pole karne, swoją trzecią szansę tego wieczoru otrzymał Drygas i tym razem nie pomylił się. Mocne uderzenie głową trafiło w okienko bramki Legii. W 73. minucie Kopczyński zmienił Jodłowca. Pogoń sprawiała wrażenie drużyny bardziej zainteresowanej zainkasowaniem kompletu punktów, ale końcówka należała wyraźnie do naszej drużyny. Legia odzyskała prowadzenie w 77. minucie meczu. Niezgoda oddał piłkę Moulinowi, który technicznym strzałem zaskoczył Załuskę. W 82. minucie było już 3:1. Kucharczyk płasko dośrodkował w pole karne, piłka odbiła się od Dwaliego i wpadła do bramki gospodarzy. Minutę później zaskakująco uderzył Broź. Piłka odbiła się od poprzeczki. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Legia mogła podwyższyć prowadzenie, ale Fojut aż dwa razy w jednej akcji wybił piłkę z linii bramkowej.

Nasza drużyna wypunktowała gospodarzy w wyrachowanym stylu, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Dzięki kolejnemu ligowemu zwycięstwu za dwa tygodnie Legia stanie przed szansą na objęcie prowadzenia w tabeli – na własnym boisku zmierzy się w bezpośrednim starciu z liderem tabeli, Górnikiem Zabrze.

Dyskusja (17)
1niedziela, 05, listopada 2017 20:39
Dzynek
Po tym meczu przypomniało mi się jak to Pogoń zatrudniała obrońcę.
Stolarczyk uzasadniał to tak (Gazeta.pl):
---"Transfer piłkarza na pozycję środkowego obrońcy był jednym z naszych priorytetów. Wybieraliśmy między Dvalim a Astizem i zdecydowaliśmy się na młodszego zawodnika. Od dłuższego czasu interesowaliśmy się Laszą. W ostatnich dniach Śląsk Wrocław odpowiedział pozytywnie na naszą ofertę."---

Teraz wcale mnie nie dziwi dlaczego w Śląsku nie grał i tak ochoczo go oddali.
Z drugiej strony co by było jakby Astiza podpisali?
Trochę jednak los nam sprzyjałSmile
2niedziela, 05, listopada 2017 20:49
świrekwampirek
No i super, no i oto chodzi. Muszę przyznać że gramy taką wredną piłkę jak kiedyś reprezentacja NiemiecSmile
Trochę brakuje kreatywnych zawodników ale dzięki jednak ograniu i doświadczeniu można stosować tą wredną strategię.
Teraz 2-3 dni odpoczynku i kolejny etap naprawy zespołu.
Duży plus że Astiz i Pazdan bez kartki i będą i zagrają z Górnikiem.
LM

P.S. szkoda że nie gramy w naszych tradycyjnych strojach biało czarnych (oj brakuje mi ich) wtedy w ogóle byśmy wyglądali jak reprezentacja RFNWink
3niedziela, 05, listopada 2017 22:35
Senator
Tak się zastanawiam i jednocześnie pytam tych co się znają. Gry nie ma wyniki są, czy bardziej zawdzięczamy ten stan rzeczy naszemu doświadczeniu czy jakości piłkarzy. Ja skłaniam bym się do pierwszego, czyli jeśli nic nie poprawiny w rozegraniu, płynności gry to z drużyną jakościowo lepsza będzie trudniej wygrać.
Dobrze że karny ewidentny bo by było gadania.
4niedziela, 05, listopada 2017 23:24
Moros
Nie za bardzo wierzyłem w cokolwiek, jak zobaczyłem co gramy w pierwszych minutach meczu. Potem jak wyrównał Drygas byłem pewny, że przegramy, bo Pogoń znowu ruszyła na nas z impetem. Ale to jest Legia trenera Jozaka. Drużyna wpuszczająca rywali pod własne pole karne, pozwalająca mu kreować sporo szans bramkowych, ale punktująca z zadziwiającą skutecznością. Jeszcze nie mogę w to wszystko uwierzyć.

Żeby jednak nie wszystko sprowadzić do roli niebios, trudno nie zauważyć, że nasz obecny dorobek punktowy zbiegł się z bardzo dobrą formą bloku obronnego. Pazdan jest w bardzo dobrej dyspozycji, to samo Astiz. Hlousek widać, że odżył fizycznie. Nawet Broź, który posadził na ławce Jędrzejczyka, nie odstaje. No i Malarz jako ostatnia instancja. Po błędnych owcach z Poznania, nie ma już śladu.

Na koniec chciałbym tylko wspomnieć o Pasquato. Dla mnie ten zawodnik był dzisiaj dramatyczny. Tracił piłkę jak junior, nie próbował o nią walczyć. Wrzutki z rogów też beznadziejne. Ten gościu naprawdę poszedł w świat z Juventusu i poradził sobie w lidze rosyjskiej?
5poniedziałek, 06, listopada 2017 08:58
kibic50
"Po błędnych owcach z Poznania, nie ma już śladu"

Mnie się wydaje przeciwnie, tylko przeciwnik był słabszy. Najsłabszy w lidze mógł prowadzić po 15 min 2:0

Obserwując obecną Legię nic nie rozumiem. Grając wręcz dramatycznie słabo punktują jak na mistrza Polski przystało. Szkoda, ze muszę to oglądać, bo suche wyniki są zdumiewające. W chodzonego nie mamy sobie równych, a co to będzie jak zaczniemy biegać Wink

Nie rozumiem, czy tylko absencji Gui zawdzięczamy aż taki zjazd ?
Nie rozumiem, jak można w ciągu tygodnia stracić formę jak Jodłowiec ?
Nie rozumiem, co w tej drużynie robi Pasquato ?
Nie rozumiem, co na boisku robili Kucharczyk z Mączyńskim ?
Nie rozumiem dlaczego na ławie siedzi Moulin ?

Najśmieszniejsze w tej całej zabawie jest to, ze za dwa tygodnie możemy zostać liderem, a dziś już mamy 4 punkty nad Lechem Very Happy
6poniedziałek, 06, listopada 2017 09:23
CTP
Mecz bardzo ciężki do oglądania. Moim zdaniem, piłkarze Legii przystąpili do tego spotkania tak nie za bardzo skoncentrowani a niektórzy wyglądali nawet tak, jakby przez ostatnią noc rżnęli w karty zamiast spać. Mam tutaj głównie na myśli Jodłę i Kuchego. Pewnie wyglądałoby to inaczej, gdyby na "10-tce" grał Guilherme i Jodłowiec nie był zmuszony do kreowania akcji ofensywnych, co mu kompletnie nie wychodziło i tylko potęgowało frustrację.
Po wyrównującej bramce zacząłem mieć poważne wątpliwości, czy wywieziemy ze Szczecina jakieś punkty ale po wejściu Moulina i kilku jego zagraniach trochę się uspokoiłem. Gra Legii zatrybiła, Pogoń z kolei przestała grać i tylko kwestią czasu była bramka dla nas.

Szkoda mi Jodłowca, bo był w tym meczu bardzo aktywny ale najwyraźniej mięśnie nie chciały słuchać głowy i swoimi zagraniami tylko prokurował groźne akcje Pogoni.
Brawa dla Jozaka, który bardzo dobrze ocenił sytuację w II połowie i trafnymi zmianami uratował nam 3 pkt.

Pasquato. Mieliśmy wielkie nadzieje i oczekiwania po letnich transferach ale na chwilę obecną wygląda to tragicznie. Cała trójka jest praktycznie poza wyjściową 11-tką i, jak pokazał wczorajszy mecz, jest to działanie jak najbardziej słuszne. Być może są ofiarami tego, że nie załapaliśmy się do fazy grupowej LE i po prostu nie gramy tylu meczów, żeby na nich odważniej postawić. Ale na chwilę obecną, to są to pieniądze wyrzucone w błoto.
7poniedziałek, 06, listopada 2017 09:48
dalkub
Senatorze

Nie czuję się jakimś wielkim ani nawet małym ekspertem, ale powiem tak coś trywialnego być może - kiedyś całkiem dobry trener i fajny człowiek powiedział tak: dobrą drużynę poznaje się po tym jak wygrywa będąc bez formy, bo nie jest sztuką mieć formę i lać słabszych, ale jest sztuką jej nie mieć a wygrywać. Moim zdaniem prawda leży gdzieś po środku, bo doświadczenie jest wg mnie cechą jakości zawodnika, czyli faktycznie są w Legii zawodnicy lepsi niż w innych drużynach, a na dodatek są doświadczeni.

To że mecze Legii są trudne do oglądania to wiemy od jakiegoś czasu i żeby to zmienić czasu potrzeba. Najpierw zespół musi sie odbudować psychicznie i fizycznie, a potem może zacznie lepiej grać w piłkę. Na tą chwilę Jozak dopasował taktykę do formy i nie sądzą że w tym roku zobaczę Legię inną. Każdy kto grał w piłkę wie, że łatwiej wypracować dobrą defensywę i Jozak defensywę poprawił - nie jest ona idealna ale jest.

Moulin - ja nie wiem co mu się stało, ale jeżeli mu się zachciało grać i ma to trwać to od niego należy budować skład - zawodnik o klasę lepszy od pozostałych na boisku i z ochotą i z umiejętnościami.

Podoba mi się konsekwencja Jozaka coraz bardziej - Broź to super przykład - gra przyzwoicie, nie robi błędów więc ma miejsce w składzie kosztem Jędzy - to jest fair i tak powinno być.

Coraz lepiej wygląda Hamalainen, solidnie stoperzy i boczni obrońcy, przyzwoicie Mączyński choć bez fajerwerków, Kucharczyk jak to on, dużo biegał, mało w tym jakości, ale dwie bramki zrobił - i jak ma robić bramki w każdym meczu to niech ma tą mniejszą jakość piłkarską. Kiepski Jodła - jakiś poza grą, spóźniony do Drygasa dwa razy. No i na koniec Pasquato - mecz bardzo słaby w jego wykonaniu i on mi nieco przypomina Cabrala - widać że są umiejętności, ale ciężko je przełożyć na boisko, jak ma trochę miejsca to jakoś to wygląda, jak pod pressingiem to już słabiutko i z pewnością za długo piłkę holuje - albo się przyzwyczai do tej gry albo musi szukać szczęścia gdzieś indziej.
8poniedziałek, 06, listopada 2017 10:39
Baron
Legia wygrała na wyjeździe 3-1 i tym można by podsumować cały mecz, resztę przemilczając.
Po przyjściu Jozaka większość z nas pisała, że dobrze byłoby aby ogarnął jakoś drużynę i dociągnął z tym składem przy małych stratach punktowych w lidze do końca roku. No i to ma obecnie miejsce.
Oglądając wczorajszy mecz ze znajomym posumowaliśmy to tak: ból zębów i krwawienie oczu.
Kolejna rzecz na jaką zwróciliśmy uwagę, to taka że nasi piłkarze delikatnie mówiąc na boisku nie myślą. Zamiast wybrać proste i skuteczne rozwiązanie wybierają najtrudniejsze, piłkarz Legii mając możliwość rozegrania piłki i będąc nieatakowanym zagrywa niechlujnie i bardzo często podaje do rywala. Bardzo wiele sytuacji bramkowych dla naszych rywali wynika z naszych niewymuszonych błędów, a nie pressingu rywala, co jest kompletnie już dla mnie niezrozumiałe. Albo oni są naprawdę takimi nieskomplikowanymi intelektualnie Ziutkami albo odwalają pańszczyznę i są klasycznymi minimalistami by nie powiedzieć wprost opierdalaczami. Jakby nie patrzeć bez wietrzenia szatni w zimie się nie obejdzie.
Aha no i w tym meczu był bardzo widoczny brak Guilherme, może i często jest niedokładny, nie zawsze wybiera najlepsze rozwiązania ale jest cały czas pod grą, i obecnie jako jedyny potrafi wziąć ciężar gry na siebie, rozegrać czy też zrobić przewagę. W Legii na dzień dzisiejszy w sposób dramatyczny widać brak piłkarzy o takich parametrach. W powrót Rado ze względów zdrowotnych specjalnie nie wierzę. Nagy niestety ale ma zrytą psychikę i w niego też już niespecjalnie wierzę. Berto może po przerwie zimowej i przygotowaniach na wiosnę wypali. Jeśli Jozak go nie ogarnie to nic z tego chłopaka nie będzie. Legia to jest dobre miejsce dla takich piłkarzy by się tutaj odbudowali, a jeśli tutaj tego nie zrobi to tym bardziej w mocniejszej lidze to się mu nie uda. No i na koniec Pasquato, uważam mimo wszystko, że chłopak umiejętności na e-klapę ma, ale nie potrafi ich kompletnie wykorzystać. Zbyt długo holuje piłkę, źle się ustawia, wybiera złe rozwiązania. Ta liga nie jest dla niego, on bardziej pasuje do takich lig jak grecka czy cypryjska. U nas jest bardzo mało technicznego grania, a prawie wszystko jest postawione na grę fizyczną, mało finezyjną i on w takim systemie się nie odnajduje.
Teraz jest przerwa na reprezentacje i cenny czas dla Jozaka, na mecz z Żabolami wraca Gui i tu widzę największe nasze wzmocnienie.
9poniedziałek, 06, listopada 2017 13:07
Moros
Mnie ostatni wystrzał formy Guilherme mocno zastanawia. Lubię tego zawodnika, jest u nas już dosyć długo i szczerze powiedziawszy nie pamiętam jakiegoś dłuższego okresu gdzie ten zawodnik był w super formie. Owszem miał trochę meczy gdzie nas ciągnął, ale i sporo gdzie się na nim wieszało psy. W ostatnim miesiącu był jednym z liderów i nie wiem czy ta zwyżka formy to nie jest efekt że od grudnia pozostanie bez pracy i wypruwa sobie żyły aby 1 stycznia móc podpisać solidny kontrakt. Z Legią podobno mocno licytuje (nie bez powodu spora liczba kibiców ma duże wątpliwości co do tego czy dawać mu tyle ile chce) i obawiam się, że jak tylko coś z nim podpiszemy to nasz Brazylijczyk wtopi się momentalnie w drużynę i tyle będzie z jego obecnej dyspozycji.
10poniedziałek, 06, listopada 2017 20:19
Zbyszek
O tym,że przerost ambicji przeszkadza.
Piszę z przykrością , gdyż mam sentyment do Pogoni Szczecin, bowiem mecz z nią w sierpniu 1963 roku obejrzałem jako pierwszy na Ł3,ale teraz zasłużenie zajmuje ona ostatnie miejsce w tabeli ligowej.Ktoś zapyta ; za co?. Ja odpowiadam : za całokształt.Odwołuję się przy tym do ludowej mądrości zawartej w "Jasełkach", w których śmierć mówi do Heroda "Za twe grzechy, za twe zbytki, chodź do piekła boś ty brzydki".Brzydota ma tu charakter symbolu alegorycznego.Przed 9 laty Pogoń opuściła elitę i zaczęła w następnym sezonie rozgrywki od IV ligi.Było to następstwem wycofania się znanego Ptaka z finansowania klubu.Autorami podniesienia klubu z upadku byli dwaj miejscowi przedsiębiorcy Grzegorz Smolny i Artur Kałużny.Przed awansem do ESy do współwłaścicieli dołączyła Firma "EPA" , która agresywnie , sukcesywnie wykupuje akcje obu biznesmenów. Od 2011 roku "EPA" zwiększyła swoje udziały z 44,1 % do 91,55%, udziały Smolnego zmalały z 35.36 % do 6,15%, a Kałużnego z 19,64 % do 2,02 %.To ona wraz ze sponsorującą klub "Grupą Azoty" ma decydujący głos, tym bardziej,że to jej przedstawicielem jest prezesujący Pogoni od 2011 roku Jarosław Mroczek.Rządy te charakteryzuje naganny brak stabilizacji i brak konsekwentnej i jasnej strategii rozwoju klubu.Trenerzy w Pogoni się nie napracowali, bo średnia długość ich pracy to 10 miesięcy.A przecież od 5 lat Pogoń spokojnie awansowała do czołowej ósemki. Co prawda w grupie finałowej prawie wszystko przegrywała,ale biorąc pod uwagę jakość zawodników sam awans był kresem ich możliwości. Po odejściu trenera Moskala został zatrudniony trener z dużym nazwiskiem Maciej Skorża.Nie mając pieniędzy na wzmacniające transfery przed Skorżą postawiono zadanie promowania młodych, ponoć bardzo zdolnych zawodników.Taka nagła zmiana polityki kadrowej oficjalnie miała związek z faktem,że Pogoń przeznacza znaczne środki na szkolenie młodzieży, a jej drużyna w CLJ ustępuje nieznacznie tylko Legii wyprzedzając np. Lecha czy Zagłębie Lubin , które skutecznie stawiając na młodych nieźle na tym wychodzą sportowo i finansowo.Skorża się tego trudnego zadania podjął,ale się z niego nie wywiązał.Co zmusiło mnie do zmiany zdania o nim. Niestety nie jest on dobrym trenerem. Bo trener to nie tylko wiedza o zawodzie,ale i charakter i realizm w myśleniu i działaniu.Skorża zawsze miał ciągoty do przeceniania taktyki oraz niedoceniania przygotowania fizycznego i pomimo złych doświadczeń np. z Levadią w Wiśle swego nastawienia w innych klubach,a i w Pogoni nie zmienił.
A przecież zwykły ogląd naszej rodzimej piłki pokazuje,że jest ona oparta o wybieganie.Zawodnicy w naszej lidze przebiegają w meczu zbliżoną liczbę kilometrów co zawodnicy w najlepszych drużynach LM.Tylko,że gdyby doszło do spotkań to może poza Legią i być może Lechem pozostałe zespoły przegrywałyby wynikami dwucyfrowymi. Gdyż u nas wysiłek fizyczny nie jest bazą dla działań techniczno taktycznych,ale ich erzacem. Dodatkowo nierozpieszczająca w tym roku wyjątkowo deszczowa pogoda zmieniająca boiska w bagniska wymaga jeszcze bardziej zwiększonego wysiłku. Więc większość trenerów naszych klubach do przygotowania fizycznego przykłada zasadniczą wagę.I każdą przerwę na grę reprezentacji przeznaczają głównie na doładowanie akumulatorów. A co zrobił Skorża ze swoimi 3 fizjologami ?.Podczas ostatniej przerwy pracował na zgrupowaniu nad zmianą ustawienia taktycznego . Pogoń jego zdaniem powinna grać 1-3-2-3-2 lub 1-3-2-4-1.Wykazał tym zupełny brak realizmu, bowiem takie granie potrzebuje 3 dobrych środkowych obrońców, 2 wyśmienicie wyszkolonych,a przy tym dysponujących żelaznymi płucami graczy wahadłowych oraz skutecznego napastnika, albo dwóch.A Pogoń na dziś takich graczy nie ma. I Pogoń po przerwie ani razu takim ustawieniem nie zagrała. U Skorży przeważyło myślenie przyszłościowo-życzeniowe jak u indyka, który myślał o niedzieli,a w sobotę mu łeb ucięli.Teraz przedstawiciel sponsora "Grupy Azoty" domaga się głowy dyrektora sportowego Macieja Stolarczyka za to,że nie sprowadził żadnego napastnika,a bez niego i Rafał Janas jest bezradny Smile oraz zmiany polityki kadrowej klubu. Lecz w moim przekonaniu podstawowym problemem w Pogoni jest rozliczanie trenera nie z rzeczywistych dokonań,ale wywiązywania się z nierealistycznych celów jakie się przed nim stawia.Owszem rozgrywki europejskie powinny być zadaniem dla każdego klubu,ale trzeba znać umiarkowanie, bo zamiast na szczycie można wylądować na dnie.

O tym,że aby latać to trzeba być ptakiem,a nie nielotem.
Trener Jozak przed meczem użył barwnego porównania,że zawodnicy Pogoni będą latali po boisku w meczu z Legią co w tłumaczeniu na polski oznacza,że wznosząc się na wyżyny swoich możliwości mogą być trudnym rywalem.Dodał przy tym,że poziom gry jaki prezentują jest wyższy niż zajmowane miejsce w tabeli. Takie słowa byłyby zasadne jeszcze ze dwa miesiące temu,ale Pogoń im bardziej w rundę tym bardziej słabnie.Konkludując Pogoń wczoraj wzniosła się rzeczywiście na swój aktualnie najwyższy poziom,ale nie był to nawet pagórek,ale trochę mniejsza depresja. A słowa pocieszenia zawsze lepiej brzmią niż słowa potępienia,ale tabela piłkarskiej ligi ma to do siebie,że ktoś jest na jej szczycie,a ktoś wlecze się w ogonie. I kiedy powiada się,że on to nie on, to wypadałoby wskazać kto jest tym onym. A z tym byłoby trudniej, bo podejrzewam,że, aby jakoś podnieść poziom mobilizacji własnej drużyny Jozak jest wstanie o każdym naszym przeciwniku powiedzieć,że powinien zajmować znacznie wyższą pozycję w tabeli. Ja się z nim zgadzam wyłącznie jeżeli idzie o Legię Smile.

O tym,że w I połowie nie tylko brak Guilherme był aż nadto widoczny.
Gdyby wziąć pod uwagę wyłącznie gołe statystyki to o efektywności gry Guilherme nie można by powiedzieć wiele dobrego. Gdyż zero asyst i jedna strzelona bramka na kolana nie powala, lecz jego przydatność zaczyna się doceniać dopiero kiedy go na boisku brak.Brazylijczyk jest stale pod grą, potrafi utrzymać się przy piłce,umie dryblować, wie kiedy przyśpieszyć ,a kiedy zwolnić i bardzo dobrze współpracuje z kolegami w środku pola i na skrzydłach. Pasquato na jego tle wypadł blado,,a jego wpływ na grę Legii trudno nazwać pozytywnym.Natomiast znacznie gorzej niż w ostatnich meczach zagrali Jodłowiec i Mączyński, zwłaszcza ten pierwszy był cieniem samego siebie . Byli oni zagubieni w ofensywie i często bezradni w defensywie,a główną ich wadą były niecelne podania i częste straty piłki. To słabsza gra naszej środkowej linii wpływała na ocenę komentatorów jakoby Pogoń grała dobrze.

O tym,że gra pozorów to nie rzeczywistość.
Tym razem z przykrością słuchałem komentatorów Canal + usiłujących zakląć rzeczywistość poprzez twierdzenie,że Pogoń gra dobry mecz.Rozumiem sympatię dla Pogoni ,ale widzieliśmy,że zawodnicy Pogoni wyszli na boisko,ale nie bardzo wiedzieli po co. Mieli oni wizualnie więcej z gry,ale dlatego,że nasza drużyna im na takie bezpłciowe harce pozwalała.A pozwalała, bo ich utrzymywanie się przy piłce nie było dla nas niebezpieczne.Ich aktywność tak naprawdę ograniczała się do środkowych rejonów boiska. Tam gdzie jakość gry jest najbardziej potrzebna, a więc w strefie własnej obrony i w stwarzaniu sytuacji bramkowych ich poczynania były słabej jakości.I trener Skorża i Janas usprawiedliwiali ten stan bezradności brakiem skuteczności i indywidualnymi błędami w obronie. Jest to zasadniczo mylna ocena sytuacji, gdyż aby być skutecznym to trzeba mieć okazje,a w obronie błąd Pogoni polega na braku wzajemnej asekuracji i kiepskim kryciu. Bowiem kiedy zostawia się obrońcę sam na sam z napastnikiem to musi on być wysokiej klasy graczem,aby atakującego powstrzymać. Gdy się takich nie ma to trzeba zagęszczać strefę przed i we własnym polu karnym.Jak się tego nie czyni to się traci bramki z niczego.

O tym,że forma naszych zawodników jest nierówna.
Po meczach z Wisłą i Arką wydawało się,że wypływamy na szerokie wody i tacy zawodnicy jak Jodłowiec, Hlousek,Kucharczyk ,Mączyński, Niezgoda weszli na dobry poziom i będą łapać coraz wyższą formę i prezentować coraz lepszą grę.I przychodzi taki mecz jak wczoraj,a oni łapią doła.Jeden większego, inny mniejszego,ale zamiast postępu następuje regres.To nie wynika li tylko z braku należytego przygotowania motorycznego,ale i chyba z braku koncentracji. Taki Jodłowiec, który przecież potrafi antycypować wydarzenia dawał się ogrywać jak junior i był z reguły nie tam gdzie trzeba, a do tego zawsze spóźniony z kryciem.Podobne wahania formy w tak krótkim czasie nie mają prawa przydarzać się tak doświadczonym zawodnikom co tyczy i pozostałych z wyjątkiem Niezgody, gdyż ten może jeszcze sobie pozwolić na nierówną grę . Na szczęście dla naszej drużyny na ławie Jozak miał paru zawodników, których wejście odmieniło przebieg i losy meczu.
Przed sztabem i zawodnikami jeszcze bardzo dużo pracy, więcej niż można by sądzić po ostatnich meczach.
Legia musi zacząć grać i wygrywać umiejętnościami, ograniczeniem możliwości prowadzenia gry przez przeciwnika,a nie tylko oczekiwaniem i wykorzystywaniem jego słabości. Ale nie mam przekonania,czy ten skład personalny drużyny jest w stanie w całości to zadanie wykonać.
11poniedziałek, 06, listopada 2017 20:59
corazstarszy
@CTP
'Mieliśmy wielkie nadzieje i oczekiwania po letnich transferach'.
Piszmy w swoim imieniu. Unikajmy pisania w cudzym. Moje na pewno nie były 'wielkie'. Dominowało poczucie, że VOO i Nikolić i tak są nie do szybkiego zastąpienia.
Cóż, od gola Sebastiana Szymańskiego z Zagłębiem, chyba mamy pierwszego gola ligowego ze strzału zza 16-stki. To Moulin na pewno potrafi. Czemu tak późno to zademonstrował? Każdy pewnie ma swój ranking piłkarzy, do których ma / miał pretensje. U mnie Francuz był na 1. miejscu. Tym większe brawa dla trenera Jozaka. Wygląda na to, że jest dobrym pedagogiem - dociera do zawodników. W przeciwieństwie do Barona, liczę, że trafi także do Nagy'a, choć pewnie już nie w 2017.
Uważam, że cięgi zbierane przez Legię za styl są i zasłużone, i dla nas korzystne. Piłkarze mają nad czym pracować, krytykanci czego się czepiać. To są właśnie dobre warunki do poprawienia się. Byle wszystko na chłodno, bez udowadniania na siłę, że 'jak chcemy, to potrafimy też ładnie'. To byłoby teraz zgubne.
12wtorek, 07, listopada 2017 13:42
Baron
@Zbyszek

"Taki Jodłowiec, który przecież potrafi antycypować wydarzenia dawał się ogrywać jak junior i był z reguły nie tam gdzie trzeba, a do tego zawsze spóźniony z kryciem.Podobne wahania formy w tak krótkim czasie nie mają prawa przydarzać się tak doświadczonym zawodnikom co tyczy i pozostałych z wyjątkiem Niezgody, gdyż ten może jeszcze sobie pozwolić na nierówną grę ."

Ja niestety za dużo różnych plot nt. naszych piłkarzy się nasłuchałem w ostatnim czasie i nie daje mi spokoju jedna rzecz:

04.11.17 Artur Jędrzejczyk
05.11.17 Inaki Astiz

05.11.17 mecz w Szczecinie

Dwie pierwsze daty to daty urodzin ww. piłkarzy, a jako, że przestałem już jakiś czas temu naiwnie wierzyć w to, że nasi piłkarze się dobrze prowadzą, więc po tym co widziałem na boisku mam pewne podejrzenia co do ich postawy, być może kompletnie mylne.

"Legia musi zacząć grać i wygrywać umiejętnościami, ograniczeniem możliwości prowadzenia gry przez przeciwnika,a nie tylko oczekiwaniem i wykorzystywaniem jego słabości. Ale nie mam przekonania,czy ten skład personalny drużyny jest w stanie w całości to zadanie wykonać."

A ja mam przekonanie graniczące z pewnością, że ten skład personalny nie jest w stanie tego zadania wykonać Wink
13sobota, 11, listopada 2017 04:05
Zbyszek
@Baron.
Widzę,że pijesz do przepitego Mistrzostwa w 2012 roku. Ale wówczas to Skorża pozwolił na dwa piwa w autokarze po zdobyciu PP,a skończyło się na dancingowym balowaniu. Nie sądzę, aby Jozak był,aż tak hojny Wink. Ja też sporo słyszę,ale dużo z tego traktuję jako złośliwe plotki Smile. Chociaż z pewnością masz rację,że musi być jakieś racjonalne wyjaśnienie faktu,że forma zamiast iść od góry, to u co poniektórych dołuje. Jest to sprzeczne,że tak powiem, z wiedzą na temat procesów fizjologicznych człowieka. Jeżeli nasi zawodnicy byli przetrenowani ,a wszystko na to wskazuje, to ten proces po pewnym czasie, nawet kilku miesięcy, kończy się samoistnie.I następuje okres wzrostu formy,a nie jej spadku. Gdy zachodzi proces odwrotny, to tak jak w dowcipie o staruszku, który poślubił dziewczę w kwiecie wieku i kiedy ono zaszło to poszedł do doktora i pyta jak to możliwe,a doktor na to :Co by pan powiedział na to,że myśliwy poszedł na łowy zapomniawszy nabić flinty, a tu atakuje go samica dzika i nagle pada strzał i ona pada ?.Dziadek : To musiał być strzał z boku". Otóż to , musi być tego jakaś przyczyna. Mnie bardziej jednak przemawia do wyobraźni fakt,że Jodłowiec nie dostał powołania i raczej MŚ w Rosji są nie dla niego i się podłamał. Tylko,że tak słabą grą notowań sobie nie poprawia.
Natomiast sprawdza się to co napisałem w swoim ostatnim felietonie, a mianowicie,że Jozak jest dobrze przygotowany socjotechnicznie i prakseologicznie.Na zasadzie wywołania wstrząsu odstawił 3 zawodników i kiedy wyniki są takie jakie trzeba to ich przywraca. Podziałało na innych, a odsunięci nabrali pokory.
Tylko,że te działania nie spowodują,że wielu graczom ubędzie lat,bo doświadczenie życiowe Smile wskazuje,że czas działa odwrotnie - postarza,a nie odmładza.I oczywiście nie do końca się z Tobą zgodzę,że tego składu na lepszą grę nie stać , bo stać, to wydaje się,że jednak dla kilku to będzie ich ostatnia runda w Legii.
I w tym kontekście mam nadzieję,że przestaniemy wreszcie pozwalać na niszczenie przez starzyznę plemienną młodszego pokolenia. W Legii musi nastąpić zasadnicza odmiana myślenia pozwalająca łączyć teraźniejszość z przyszłością . A temu służyć może wyłącznie zmiana pokoleniowa. Nie ewolucyjna,ale rewolucyjna. I temu zagadnieniu poświęcę swój kolejny felieton.
Pozdrawiam serdecznie.
14sobota, 11, listopada 2017 12:36
Zgred
Mam ciekawe przemyślenia czytając Pana Zbigniewa i nie tyczy się to jedynie Legii Warszawa.
Pamiętna kiedyś wyprawa naszej Narodowej Kadry ( która to powinna przykładem świecić) w totalnym zachwianiu jakichkolwiek zasad poczuła taką moc, która wyzwoliła nową świecką tradycję...
I tak, aby Pan Panie Zbigniewie sobie przypomniał - "najebanego" jak wiatr Młynarczyka do samolotu odprowadzał niejaki Pan Boniek...który był negocjatorem w sprawach "wyższego lotu"...i w negocjacjach trwał w stwierdzeniu, że nikt nie poleci...

Tak tylko przypominam tą sytuację jako przykład pewnie zupełnie nie znaczący acz - ważny. Pan Zbigniew Boniek - jest prominentnym działaczem, a Pan Młynarczyk historycznie wielkim bramkarzem.

Ile Prawd z tego przesłania płynie? I jakie? Czy stołek Prezesa PZPN się rozgrzewa? Nie Wink

Baron przytoczył daty, i OK, zbieżność jest nader mówiąca o sensie.
Ale ja zawsze się zastanawiam, jak to jest w ocenie Polaków,
dwa, czy osiem piw w autokarze Very Happy czy zwykła szlachecka nuta, którą nosi każdy z Nas. Potem wypływają Twórcy pięknie chcący zmieniać trend narodu, zaburzają swoim mamrotaniem ( niejednokrotnie po kielichu) system przywracania normalności ku chwale ojczyzny...

Pewnie jest to nie komunikujące z rozgrywaniem meczu, ale przecież
zasady ogólnie obowiązujące są już od Mieszka...Przestańmy być "świętymi za życia" ... bo każdy z nas był (będzie) w zwykłych układach systemowej normalności.
Drodzy Panowie - parę ładnych lat trenowałem i grałem i za małolata, kiedy wchodziłem w zespół istniały zwyczajowe sytuacje.
Bardzo proste w przełożeniach, normalne, będące kwintesencją tradycji. Sportowcy - nie są w założeniu innymi ludźmi. Są na sto procent Polakami, a to z kolei - zobowiązuje Very Happy
15sobota, 11, listopada 2017 17:53
Zbyszek
@Zgred.
Zgredzie ,a Ty jak byś cytował K.I.Gałczyńskiego z wiersza "Liryka,liryka tkliwa dynamika'" - "Ja jestem Polak, a Polak to jest wariat,a wariat to jest lepszy gość" co można zrozumieć jako,że Gałczyński za kołnierz nie wylewał , iż "ja jestem pijak, a pijak to jest lepszy gość", który jak wypije jednego to staje się innym gościem ,który znowu chce jednego i tak do upadłego.
Żona Ildefonsa opowiadała jak razu pewnego wracając z przyjęcia w tylnej kieszeni spodni skitrał "małpkę",ale na schodach się omsknął i padł na cztery litery ,a szkło z butelczyny pokiereszowało mu je. Poprosił śpiącą żonę,aby mu szkiełka z dupy wyjęła,ale ta bąknęła,że ma lustro.Rano patrzy,a całe lustro w plastrach.
I to nie o oto idzie,ale o najpierw o to,że jak czytasz te nowoczesne książki naszych piłkarzy tworzone przez Stanowskiego to z całej ich kariery zostało chlanie,tak jak by takie np. Iwany czy Kowalczyki nie grały, tylko przepijały pilnie swoje życie.
Ja też do świętoszków pod tym względem nie należałem,ale tamtych okresów do chwalebnych nie zaliczam, raczej do tych wstydliwych i do zapomnienia.
I to też nie o to chodzi tylko o to,że kariera sportowca trwa krótko i naprawdę trzeba być ostatnim debilem,aby talentu, jeżeli Bozia go dała nie wykorzystać, tylko go rozwódzić.I nie należy przykładać miar z dawniejszych czasów, kiedy np. w Legii w latach największych sukcesów zawodnikom stale towarzyszył alkohol ,bowiem nawet spadek wydolności o 50% powodował,że mówić kolokwialnie zostawało im jeszcze tyle zdrowia,aby rywali zabiegać.Dziś zawodnicy trenują i przebiegają w meczu tyle kilometrów ,że jest to na granicy ich możliwości fizycznych. A badania medyczne dowodzą,że dwa piwa dziennie nie powodują żadnej szkody w organizmie,ale już od trzeciego zaczyna się wymiatanie wydolności najpierw o 5%, po czwartym o 15% itd. Więc zawodnik po 4 piwach nie jest w stanie przebiec w meczu więcej niż te 8 kilometrów,a powinien np.10-11 i to jest ta różnica, która robi różnicę na korzyść rywali i to w dobie telewizyjnych transmisji meczów widać. A jak widać to trzeba poszukiwać przyczyn dlaczego traci formę, a nie powinien.
O tych piłkarzach,a jest ich setki, którym alkohol zrujnował nie tylko kariery ,ale przed wszystkim życie napisano wiele,że nie będę dolewał oliwy do ognia.
A jaki morał z tego pisania : przynajmniej my już sterani i doświadczeni nie nakłaniajmy nikogo do marnowania swego życia dla gorzały.Naprawdę szkoda go, bo mamy go tylko jedne i ono może być piękne. Pozdrawiam.
16sobota, 11, listopada 2017 21:47
Zgred
Panie Zbigniewie
Ruszamy Gałczyńskiego - czy oby mamy do tego prawo...
Ja się nie odważę, a Pan jak to u Pana istotą jest pojechanie z rury grubej. Proszę mi wierzyć, że mogę się odważyć - jednak wejść w polemikę. Przeciwstawiając się Pańskim teoriom , za które pewni sportowcy powinni być pochowani za życia - nie zadam sensu, nie teraz - nie w tej chwili.
Proszę mi powiedzieć czemu służy ten Pański pean, czemu mają służyć litery tam zawarte.


Teraz tak, abyśmy się rozumieli dobrze. Jeśli przywoływani są piłkarze Legi, którzy , proszę się odnieść do Lat i chyba nazwisk...
Skoro już! Tak byłoby jednak łatwiej w ocenach...Mówienie o pieprzeniu pewnie stanowi wartość, ale jakby tak zahaczyć o konkret-


Panie Zbigniewie Zona defonsara

opowiadała jak razu pewnego wracając z przyjęcia w tylnej kieszeni spodni skitrał "małpkę",ale na schodach się omsknął i padł na cztery litery ,a szkło z butelczyny pokiereszowało mu je. Poprosił śpiącą żonę,aby mu szkiełka z dupy wyjęła,ale ta bąknęła,że ma lustro.Rano patrzy,a całe lustro w plastrach. iewie- pustka.

Pan Jesteś Ciekawy - Ta Żona pewnie Panu odda szczerość
Bardzo przepraszam ale się w tych tekstach nie łapię. To, że się piło niespodzianką nie jest, ale żeby o tym tak pierdolić ( Senator przepraszam) - to już COŚ - przez duże C Wink
17poniedziałek, 13, listopada 2017 18:53
Zbyszek
@Zgred.
Szkoda,że nie rozumiesz ,choć to proste jest jak nie przymierzając drut.
Otóż są ludzie, ba, są zawody, jak choćby artyści, dla których alkohol jest pewnym naturalnym wręcz dodatkiem i ich przygody z nim bywają zabawne. One nikomu nie szkodzą,są często kolorowym dodatkiem do ich barwnego życia. I ja powiem,że nam nic do tego. Co najwyżej możemy z ich życia jakąś anegdotkę przytoczyć.
Natomiast alkohol niszczy sportowca i przestaje być zabawą,a staje się wręcz przestępstwem. I kiedy sportowiec chla to nie ma dla niego pobłażania. I powinien być ze świata sportu usunięty . Na zasadzie wolnej woli i dobrowolnego wyboru.Albo chlanie,albo granie. Wybrałeś wódę to won. I tyle.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1