A+ A A-

Legia - Bruk-Bet 3-0: Nokaut w kwadrans

Po dwóch nieudanych meczach wyjazdowych Legia wróciła na swój stadion i odniosła przekonywujące zwycięstwo nad Bruk-Betem Termaliką. Bramki dla naszego zespołu zdobyli Guilherme, Cristian Pasquato i Kasper Hämäläinen.

 

Do składu Legii wrócił Michał Pazdan. W pierwszej jedenastce Michała Kucharczyka zastąpił Cristian Pasquato. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Broź, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Moulin, Mączyński – Pasquato, Guilherme, Hämäläinen – Niezgoda. Trener Maciej Bartoszek odpowiedział drużyną w składzie: Mucha - Mikovič, Kupczak, Putiwcew, Słaby - Piątek, Jovanović - Pawłowski, Štefánik, Śpiączka – Iancu.

Goście zaczęli ofensywnie i to oni byli drużyną groźniejszą w pierwszych minutach meczu. W 9. minucie Śpiączka znalazł się sam przed Malarzem. Zawodnik gości miał mnóstwo czasu i miejsca, ale doskonale interweniował Malarz. W odpowiedzi dwukrotnie w odstępie kilku minut strzelał Hämäläinen, jednak w obu przypadkach uderzenia Fina były bardzo niecelne. Równie nieprecyzyjny był w 23. minucie meczu Broź. Za chwilę przed szansą mógł stanąć Niezgoda, ale źle obliczył lot piłki i nie zdołał uprzedzić wychodzącego z bramki Muchy. W 33. minucie Pasquato dośrodkował z rzutu rożnego. Po strzale Dąbrowskiego dobrze interweniował Mucha. W 40. minucie Dąbrowski uderzył mocno z rzutu wolnego, ale piłka poszybowała daleko od bramki Muchy. Minutę później Niezgoda wbiegł w pole karne gości, niestety nie zdołał pokonać Muchy strzałem z ostrego kąta.

Do przerwy było 0:0. W pierwszej połowie na boisku brakowało piłkarskiej jakości. Legionistom nie zazębiały się ataki, nasi zawodnicy irytowali niedokładnością i złymi decyzjami podejmowanymi na połowie gości.

Po kilku minutach gry po przerwie dobrą okazję po dośrodkowaniu Pasquato z rzutu wolnego miał Dąbrowski, ale źle trafił w piłkę. W 51. minucie Hämäläinen padł w polu karnym po dośrodkowaniu Brozia. Sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Guilherme, strzał Brazylijczyka przełamał dłonie Muchy i Legia objęła prowadzenie. W 56. minucie Hämäläinen przytomnie podał do Pasquato, który znakomitym strzałem z powietrza pokonał Muchę. Legia prowadziła 2:0. Po kolejnych niespełna dziesięciu minutach było już 3:0. Po rajdzie Hlouška i wybiciu dośrodkowania, piłka spadła pod nogi Hämäläinena, który efektownym strzałem z powietrza zdobył bramkę. Za chwilę Fin opuścił boisko, a w jego miejsce pojawił się Szymański. W 70. minucie Malarz z trudem odbił strzał Śpiączki. W Legii Sadiku zmienił Niezgodę. Tuż potem Putiwcew potężnie uderzył z rzutu wolnego. Piłka poszybowała nad bramką Legii. W 85. minucie sędzia Lasyk wskazał na rzut karny dla gości po rzekomym zagraniu ręką Dąbrowskiego, ale zmienił swoją decyzję po weryfikacji VAR. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry świetną sytuację miał Piątek, ale przestrzelił z kilku metrów.

Legia wygrała pewnie. Nasza drużyna grała słabo przed przerwą, ale wystarczyło dołożyć nieco więcej determinacji, dokładności i szczęścia, by w niespełna piętnaście minut znokautować gości z Niecieczy. Legia traci w tym momencie punkt do Górnika Zabrze. We wtorek czeka nas mecz w Gliwicach, w przyszłą sobotę kończymy jesień starciem z Wisłą Płock w Warszawie.     

Dyskusja (9)
1sobota, 09, grudnia 2017 23:06
kibic50
Umarł król niech żyje król.
Żegnamy Guilherme (jeden z gorszych na boisku) witamy Pasquato (jeden z lepszych na boisku) Gol to wisienka na torcie. Oby tak dalej Smile
2sobota, 09, grudnia 2017 23:43
Senator
Sir Gawin tak pisze, że nie za bardzo daje nam pole do popisu.
Pierwsza połowa to właśnie " stara dobra " Legia. Nonszalanckie granie bez ładu i składu tak na odp.... się.
Przecież mogliśmy przegrywać 2 do 0 .Pierwsza ich akcja i zawodnik z bodaj 10 tką przyjmuje piłkę na 6 metrze i zamiast odwrócić się i strzelać szuka kwadratowych jaj czyli innego kolegi.
Później ten dla nas szczęśliwy Śpiączka. Gość chyba zgrupiał dokumentnie kiedy sędzia nie gwizdał spalonego ( nie było )
W przerwie powiedziałem niestety nielicznym stałym bywalcom, trzeba ich napocząć szybko bo im dalej tym będzie gorzej. Na szczęście nie tylko napoczeli ale znokałtowali.
Dobre i potrzebne trzy punkty.
3niedziela, 10, grudnia 2017 08:39
dalkub
Senatorze

a po czym wnosisz brak spalonego? widziałeś powtórki? jak dla mnie spalony wyraźny - zachęcam do obejrzenia
4niedziela, 10, grudnia 2017 09:06
kibic50
Jeszcze słówko.

Ten mecz po raz kolejny udowodnił jak ważna dla rozwoju każdego piłkarza jest regularna gra, której nie zastąpi jedynie trening, choćby z najlepszymi.
Obecny Hamalainen wyrasta na gwiazdę Legii, choć większość z nas bez żalu pożegnałaby go jeszcze kilka tygodni temu. To samo się tyczy Pasquato czy choćby Brozia, który rozgrywa rundę "życia"

Niestety ale Magiera w pewnym momencie dostał pomroczności i zaczął obstawiać niewłaściwe konie. Pomyśleć, że z tym samym materiałem można notować zupełnie inne wyniki.
Brawo Romeo !

https://www.youtube.com/watch?v=B39bNVH8sQg

Ps

Spalony jak byk Very Happy
5niedziela, 10, grudnia 2017 10:23
corazstarszy
@Senator
... kiedy sędzia nie gwizdał spalonego ( nie było )

Przyłączam się do przedmówców. Dla mnie dosyć widoczny spalony

@Gawin76
... ale doskonale interweniował Malarz

Chyba więcej do zawdzięczenia Legia ma Bartoszowi Śpiączce - wykończył to jak tylko dało się najgorzej, w zasadzie nabijając bramkarza.

Uff. Kamień z serca. Jakoś tak mi utkwił w pamięci pierwszy mecz Legii z nimi, jeszcze za trenera Berga i zawsze widzę czarne scenariusze.
Fajnie, że Pasquato się rozkręca. Toutes proportions gardees, może będzie tak jak z Odjidją - źle, źle, a później najlepszy. Zobaczymy wiosną.
Teraz wyraźnie posklejany już przez Fornalika Piast. Wiadomo, jaka jest Legia - w każdej chwili potrafi bardzo głupi numer wywinąć.
6niedziela, 10, grudnia 2017 10:40
gawin76
Spalony oczywisty, duży błąd liniowego. Interwencji VAR nie było, bo nie było gola. Ale ciekawa rzecz - po obronie Malarza Bruk-Bet miał przecież rzut rożny, co gdyby to po nim padła bramka? Gra byłaby cofnięta do tego spalonego czy to byłaby już nowa akcja i brak podstaw do zastosowania VAR?
7niedziela, 10, grudnia 2017 12:52
kibic50
@gawin76

Przepis chyba mówi, że jeżeli po spornej sytuacji akcja zostanie wznowiona, to nie ma powrotu do VAR.
Tak więc, gdyby padła bramka po wznowionej grze z rożnego, powinna być uznana.
8niedziela, 10, grudnia 2017 13:21
Senator
Ok Panowie pisałem bez oglądania telewizyjnych powtórek.
Siedziałem w linii spalonego i stąd moje spostrzeżenie. W przeciwieństwie do Pana Zbyszka ufam technice, mój błąd przepraszam.
9niedziela, 10, grudnia 2017 16:39
Zbyszek
O tym,że nie godzi się nie pożegnać Janusza Wójcika.
Nie jest łatwo pisać o człowieku, który zmarł mając dopiero 64 lata i planował jeszcze zawojować piłkarski świat.Janusz Wójcik urodził się za wcześnie i mimo,że był Legionistą mocno przyszywanym to z naszym klubem i reprezentacją olimpijska kojarzony jest najbardziej.Był on Legionistą najprawdziwszym, bo był kwintesencją warszawiaka, tego który się nikomu nie kłania,takiej mołojeckiej niepokornej duszy i nasze serca nie były po jakiejkolwiek stronie,ale po jego stronie.I on to bycie legionistą i warszawiakiem demonstrował i za to był przez większość tzw. środowiska szczerze znienawidzony.A może po prostu zżerała go pycha.Większość ludzi nie lubi nieomal instynktownie człowieka, któremu woda sodowa uderzyła do głowy, który wywyższa się ponad innych.Tylko,że Janusz nie był pyszny,ba on nawet nie był przesadnie pewny siebie. Jego życie się tak ułożyło i go nauczyło jak należy postępować,aby osiągać duże cele życiowe.
Odrzucał myślenie oparte na myśleniu,że " pokorne ciele dwie matki ssie". A przy tym był profesjonalistą i pragmatykiem,a takich tamte czasy nie tolerowały.Czasy kolektywizmu łatwo przyswajały ludzi miernych,ale wiernych, którzy sami wobec siebie stosowali zapis z okien wagonów PKP :"Nie wychylać się".Wójcik się wychylał, bo chciał chcieć.I tym dążeniem do wybicia się ponad przeciętność był solą w oku z jednej strony,a z drugiej przyciągał jak magnes ludzi aktywnych i rządnych sukcesu.A najbardziej naraził się tym,że ośmielił się przy pomocy pieniędzy pana Romanowskiego zmienić Legię z lekceważonego sprzedawczyka w potężnego kupca.Wiele można mu było wybaczyć, wiele tolerować,ale tego nie.To,że, polska piłka przez prawie 20 lat widziała większe numery,że ustawiano całe kolejki ligowe nikogo specjalnie nie obchodziło, bo Legia dawała ciała,a nie brała. Kiedy więc w pamiętnym meczu 20.06.1993 roku Legia korespondencyjnie walczyła o to, kto strzeli rywalom więcej bramek ona czy ŁKS i będzie Mistrzem Polski Wójcik dopiął swego i osiągnął cel.Ale intryganci z PZPN wsparci kanaliami pismaczymi już szykowali jego upadek pod nośnym hasłem:"Całą Polska widziała'".Nazwiska tego człowieka bez twarzy, którego wystawiono jako kata nie wymienię, nie tylko dlatego,że nie żyje,ani nazwiska kolejnego kameleona, który do dziś chwali tych, których należy i gani tych, których trzeba.Potężne i ciemne siły polskiej zapyziałej piłki , tamtejszej i dzisiejszej za punkt honoru postawiły sobie, aby nie dopuścić ,aby Legia mogła zdominować i zmonopolizować ligę na długie lata.Obawiano się,że Legia kiedy sięgnie po duże pieniądze z LM będzie miała to co najlepszego w naszej piłce, trenera,zawodników, sztab pomocniczy, dobrą bazę treningową i świetne szkolenie młodzieży.Pewnikiem , gdyby Legii Tytułu nie odebrano bez żadnych dowodów tak by się i stało., bo ambitny Wójcik byłby swoją osobą gwarantował wielkość Legii i na pewno , gdyby w naszym klubie pozostał nie dopuściłby do powrotu do haniebnego sprzedawania meczów.Bo takim człowiekiem był Janusz Wójcik, niby jeden, ale w 3 osobach. Najpierw znakomity trener o bardzo dobrym przygotowaniu do zawodu, który ukończył studia i pracę podjął nie tak jak dzisiejsi niedouczeni blagierzy od klubów Esy,ale od A klasy w Grodziskiej Pogoni co pozwoliło mu ukształtować warsztat.Wójcik był przede wszystkim bardzo dobrym, wszechstronnym, inteligentnym i wymagającym szkoleniowcem.Był też profesjonalnym zarządcą, który wiedział czego chce i starał się ze wszystkich sił zaplanowane cele osiągać.Nie dla siebie,ale dla piłkarzy , dla klubu i dla reprezentacji.Nie chodziło tu wyłącznie o pieniądze, jak jego oszczercy chcieliby nam wmówić. Taką Jagiellonię zastał w postaci rudery,a zostawił w stanie infrastruktury lepszym od większości klubów ligowych.Dobrze te dokonania pamięta ówczesny bramkarz Jagi, a dziś jej prezes Cezary Kulesza, który o Wójciku wypowiada się w samych superlatywach.Zresztą, poza Szczęsnym, wszyscy piłkarze, którzy mieli szczęście pracować z Wójcikiem wspominają go bardzo pochlebnie.I wreszcie był ten Wójcik, którego okrzyknięto zakałą polskiej piłki,a to za to,że on w Świcie Nowy Dwór brał udział w handlu meczami.Tych tragicznych faktów w życiorysie Janusza Wójcika nie da się pominąć,ale każdy kto ma pojęcie o tym co się w latach 1975-2005 wyprawiało w polskiej piłce wie,że korupcja była normą,a jej brak wyjątkiem.A Wójcik ze swoim parciem na sukces,z przekonaniem,że "Ja to potrafię",że "Nie ma rzeczy niemożliwych", ze swoją inteligencja adaptacyjną radził sobie w tym bagnie dość dobrze.Ale to nie on był wcielonym złem, inni Szatani byli znacznie więksi.Tak intensywne przeżywanie życia zawsze wymaga odreagowania, takiego odpoczynku w biegu. U Janusza tym lekiem na zło tego świata stał się alkohol.Po wydarzeniach 1993 roku Janusz był bliski załamania. Przyjaciele, a miał ich wielu, załatwiłi mu wyjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Gdybym akurat mógł się poruszać to pewno bym go żegnał na lotnisku w styczniu 1994 roku. A z tym odlotem to był śmieszna i żałosna historyjka,a mianowicie Janusz tak się wylewnie żegnał z koleżeństwem,że trzeba go było na pokład samolotu KLM wnosić i uczynili to jego koledzy, jeszcze ze szkół, którzy pracowali w UOP.W następnym tygodniu w PS ukazał się artykuł o tym,że Wójcik musiał wyjechać z Polski, bo ścigał go UOP i on cudem wymknął im się z rąk . To taki mały przyczynek do draństwa pismactwa. Miał Janusz Wójcik dni swojej chwały i dni swojego upadku i poniżenia,ale był walczakiem ,takim, który wiedział,że ten przegrywa, kto się poddaje. On się nigdy nie poddał,. Cały czas wierzył,że i na jego stronie ulicy znowu zaświeci słońce.Odszedł gość, prawdziwy gość.

O tym,że pieniądze nie śmierdzą.
Czytam z ogromnym zażenowaniem te wypociny o tym jak to nasi piłkarze zamiast dozgonnej wierności Legii domagają się wzajemności w postaci pieniędzy.Nie jestem w stanie pojąc tego świętego oburzenia, tych rzucanych oskarżeń o niewdzięczności, omalże nie o zdradę. Ja tylko zapytam nieśmiało, czy ci którzy tak głośno drą japy nie zmieniliby takiej samej pracy tylko na znacznie lepiej płatną ?.Oni uważają,że zarabiają za mało,a piłkarze za dużo. I to jakoś można próbować zrozumieć, aczkolwiek nie do końca, bowiem zamiast się oburzać mogli grać w piłkę na takim poziomie,aby te duże pieniądze zarabiać.Bowiem w piłce od zaistnienia w niej zawodowstwa odbywało się coś na kształt walki pomiędzy władzami klubów a zawodnikami i tak jak w historii najpierw był okres niewolnictwa,a potem przyszło częściowe uwolnienie.Ale właściciele są przekonani,że tamte czasy niewolnictwa były najlepsze,a dziś to się wyzwoleńcom w główkach przewraca. No bo jakże to,że taki Pazdan chce odejść. Przecież jemu lepiej niż Legii nigdzie nie będzie. I pewno mają swoje racje,ale Pazdan myśli inaczej.I ja uważam,że ma do tego prawo, bo to on kształtuje swój i swojej rodziny przyszły los.Nie gromada zawistnych gapiów.
Jeszcze mocniej obrywa się Guilherme.I tu pozwolę sobie na zdziwienie,że Legia przestała być poważnym klubem, a stała się durszlakiem z którego wycieka to co powinno być zakryte.Bo ten Guilherme wynegocjował zarobki rzędu 500 tys. Euro rocznie i jeszcze chciał za podpis 750 tys. Euro.Jego zarobki nie byłyby w Legii najwyższe,a co do kwoty za tzw. podpis to można zapytać czy Legia jest w stanie ściągnąć od razu gotowego do gry zawodnika o takich samych umiejętnościach za 750 tys.Euro. Śmiem wątpić.A do tego ta propozycja się sprowadza.Bo jemu umowa kończyła się z końcem roku i po niej zostawał wolnym zawodnikiem. I każdy może go pozyskać za darmo.Tylko,że to darmo dla Legii wynosiło 750 tys. Euro.Ujawnienie tej informacji spowodowało,że Legia wyszła na dziada, którego nie stać na zatrzymanie kluczowego zawodnika.Ja go żegnam ozięble.Tylko,że takie postępowanie na oczach gawiedzi poważnemu klubowi nie przystoi.Chyba,że mamy do czynienia z ludźmi mało poważnym,a wtedy jak mówi się w Warszawie "To co innego".
A tak na poważnie to strata Guilherme w strategii gry Jozaka jest ogromną i bolesną wyrwą..Od kiedy przestawił go na środek pomocy po meczu z Lechem Legia wygrała 5 meczów. Gdy z Korona zszedł skoszony z boiska Legia przegrała i kiedy z Sandecją osłabił zespół Legia zremisowała.Bo Jozak ustawiał drużynę na grę z kontrataku,a w nim główną rolę odgrywają : środkowy pomocnik, który dostaje piłkę w środkowym rejonie boiska, utrzymuje się przy niej kilka sekund,aby w tym czasie dwaj skrzydłowi i napastnik przebiegli w pobliże pola karnego, podaje piłkę do jednego ze skrzydłowych,a ten gra ją do do napastnika lub drugiego skrzydłowego wchodzących w jednej linii w pole karne na strzał.I tu taka refleksja nad stanem wiedzy dużej części kibiców o tym kto gdzie gra i po co.Na Legia.net i Legioniści.com można przeczytać wiele komentarzy , z których większość jest Brazylijczykowi nieprzychylna,ale ci sami kibice piszą,że jego może zastąpić Michalak. Biedacy nie zauważyli,że od 7 meczów Guilherme nie grał na skrzydle tylko w środku pola i tu go Michalak nie zastąpi,
We wczorajszym meczu dotychczasową rolę Guilherme przejął Pasquato i o ile Legia atakuje to z niej wywiązuje się dobrze,ale gorzej radzi sobie kiedy trzeba grać szybkim atakiem. Moim zdaniem można również próbować zastąpić go Moulinem który ma bardzo dobre , mierzone długie podanie. Naturalnym następcą, pytanie na jak długo , jest Radovicz,a perspektywicznym Szymański. Aczkolwiek ten ostatni musi popracować nad wszechstronnością i celnością dłuższych podań.I niejako przy okazji wprowadzania młodych do kadry Legii przeczytałem panegiryk jak to w Legii za Berga i Magiery świetnie pracowano indywidualnie z zawodnikami. Chociaż autor przytacza wypowiedzi to ich nie komentuje,a ten bardzo by się przydał.Bo każdy ma prawo do własnych odczuć na temat swojej pracy.Ale są jeszcze obiektywne racje rozumiane jako zgodność z ogólnymi zasadami i prawda jako zgodność z rzeczywistością. Więc wygląda to tak,że ktoś mówi,że dobrze pracuje,a obiektywność głosi,że praca musi przynosić pozytywne efekty,a prawda jest taka ,że produkował buble.Tak i w przypadku tej pracy indywidualnej w przeszłości. O kant dupy potłuc.I żeby nie być gołosłownym to tylko jeden przypadek.Prawie nikt nie zauważył,że w drużynie Bytovii zagrał uważany za największy talent przez Berga zawodnik Ryczkowski. Ten sam, którego zgłoszenie do eliminacji LM kosztem ukaranego Bereszyńskiego wymusił Berg na Leśnodorskim a co stało się przyczyną usunięcia nas z LM i stratą kilkudziesięciu milionów złotych.
Praca indywidualna ma sens tak jak wszystko co jest czynione z głową i przez fachowców,a nie dyletantów..

O tym,że gra szybkim atakiem bez szybkich skrzydłowych ma umiarkowany sens.
Jestem człowiekiem na tyle tolerancyjnym,że próbuję zrozumieć wybór taktyki , organizacji gry i wybory personalne trenera.Ale przecież każde takie usprawiedliwianie musi się skończyć. Wczoraj w pierwszej połowie nasza drużyna istniała tylko teoretycznie. W obronie dopuszczaliśmy rywali do czystych sytuacji bramkowych,a w ataku nie mieliśmy ani kim ani czym ich straszyć Ten Bruk Bet jest naprawdę słabym zespołem i granie z nim bezpiecznego futbolu to strata czasu.Pewnikiem trener Jozak wystawia tych zawodników, którzy są w najwyższej formie,pewno chce testować Pasquato w roli kreatora gry, być może liczył na doświadczenie , zgranie i ogranie zawodników,ale w I połowie wyszła z tego mieszanka chaosu i bezradności.Bowiem Guillherme jest za wolny i za słaby fizycznie,aby poważnie zagrozić rywalom na skrzydle, on lepiej się czuje w środku pola. gdzie ma dużo miejsca i kiedy sam jest atakowany,a nie musi atakować. Hamalainen jest silniejszy,ale szybkość nie jest jego atutem i źle się czuje w grze kombinacyjnej,a najlepiej kiedy piłka zgrywana jest na wolne pole za plecy rywali.Zaś Pasquato w I połowie demonstrował dobrą technikę statyczną i gorszą dynamiczną oraz miał problemy z utrzymaniem się przy piłce.Wybierał proste zagrania, które nie mogły zaskoczyć rywali.A na taką nijaką grę Niezgody nie ma mojej zgody.
Ponoć uczeni z jakiegoś kraju obliczyli,że kibic oglądający mecz swojej drużyny traci tyle kalorii ile kosztowałby go bieg truchtem w czasie meczu. Podejrzewam,że ja po I połowie utraciłem ich tyle jak bym zasuwał kłusem. Wrogom nie życzę.

O tym,że na szczęście dla nas mecz miał dwie połowy.
Najlepsze jest nie to,że mecz ma dwie połówki,ale,że jest pomiędzy nimi przerwa.Co odnosi się i do innych dziwów natury.Mowa o przerwie.To ona , podziałała na naszych zawodników otrzeźwiająco,żeby nie rzec podniecająco.W czym pewnikiem mocno pomógł trener. Bo po przerwie na boisko wyszli co sami zawodnicy,ale inna a właściwie inaczej grająca drużyna.Nasz zespół przestał grać kunktatorsko licząc na jeden błąd rywali,ale zaatakował ich śmiało i odważnie większą liczbą zawodników zaczęliśmy grać szybką piłką i wchodzić w ich pole karne. Poprawiony był też rytm gry : podejście do rywali kiedy miał piłkę i odejście od niego kiedy to nasi gracze ją mieli.Ten brak przesadnej dbałości o bezpieczeństwo zaowocował trzema bramkami,a mogło być ich więcej.Tyle tylko,że nasi tą zdobyczą się zadowolili i wróciło stare granie, ty do mnie, ja do ciebie.
Nie byłbym sprawiedliwy w ocenach, gdybym nie pochwalił za grę w II połowie Pasquato. Widać wyraźnie,że w grze asekuracyjnej , takim super bezpiecznym futbolu opartym na grze bardziej do tyłu i na boki niż do przodu on się dusi,on nie pokazuje swoich możliwości, taka bojaźliwa gra mu nie pasuje. Już w II meczu z Bytovią zagrał dobrze,a wczoraj pokazał parę znakomitych zagrań znamionujących piłkarza sporej klasy.
Oczywiście można zawsze powiedzieć,że mecz trwa 90 minut i że liczy się to co po końcowym gwizdku. Tylko,że po raz kolejny wynik się zgadza,ale gra nie.Legia nie może w meczu z tak przeciętnym zespołem tak się męczyć i nie może grać dobrze przez kwadrans,aby resztę meczu przestać.
Zostały tylko dwie kolejki i czas z tym minimalizmem skończyć.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1