A+ A A-

Piast – Legia 0:1. Góry i doliny warszawskiej kolejki górskiej

Legia Warszawa wsadziła w tym sezonie nastroje swoich kibiców do wagonika kolejki górskiej. Kilka dni po koszmarnym dole, jakim było ostateczne odpadnięcie z europucharów w dalekim Naddniestrzu, pociąg ruszył zupełnie nieoczekiwanie w górę po zwycięstwie nad liderem z Lubina. Potem był kolejny ostry zjazd z koszmarnym meczem we Wrocławiu i zwolnieniem trenera Jacka Magiery, po którym nastąpiło mozolne wspinanie się na górkę z nowym szkoleniowcem... by zaraz znów polecieć w odmęty rozpaczy po porażce w Białymstoku i klęsce w Poznaniu. Później znowu wspinaczka, kolejne zwycięstwa, nastroje budowane nawet mimo przegranej w Kielcach, zmarnowane fatalną postawą w Niecieczy i zaledwie punktem z dramatycznie słabą Sandecją. Teraz jesteśmy na fali wznoszącej, po dwóch kolejnych wygranych, ale utrzymanie tej tendencji nie będzie łatwe.

Teoretycznie nikt w Polsce nie jest lepiej od Legii przygotowany do cyklu meczów co trzy dni, trener Romeo Jozak uznał jednak za wskazane wprowadzić dwie zmiany w jedenastce, która w sobotę pokonała przy Łazienkowskiej 3:0 gości z Niecieczy: Michał Kucharczyk zastąpił prezentującego się ostatnio obiecująco Cristiana Pasquato, a Michał Kopczyński miał dać w środku pola nieco więcej defensywnej stabilizacji kosztem reprezentanta Polski, Krzysztofa Mączyńskiego. Podstawowy skład Legii w Gliwicach prezentował się zatem następująco:

Malarz – Broź, Dąbrowski, Pazdan, Hlousek – Kopczyński, Moulin – Kucharczyk, Guilherme, Hämäläinen – Niezgoda

Trener Waldemar Fornalik postawił m.in. na wychowanka „wojskowych”, Aleksandra Jagiełłę. Piast rozpoczął spotkanie w składzie:

Szmatuła – Konczkowski, Sedlar, Hebert, Pietrowski – Jagiełło, Bukata, Vassiljev, Dziczek, Mak – Papadopulos

Mecz zaczął się dla Legii nieszczególnie, od dwóch strat Adama Hlouska, ale już w 5. minucie długie podanie ze swojej połowy rzucił Thibault Moulin, a Jarosław Niezgoda minął Jakuba Szmatułę, który powalił go poza swoim polem karnym. Sędzia Szymon Marciniak nie miał wyboru i pokazał bramkarzowi gospodarzy czerwoną kartkę. Rezerwowy golkiper gliwiczan, Dobrivoj Rusov, zastąpił Jagiełłę.

W 15. minucie legioniści dostali pierwsze ostrzeżenie, że osłabiony rywal nie zamierza położyć się na murawie i błagać o najniższy wymiar kary. Konstantin Vassiljev znakomicie dośrodkowywał z rzutu wolnego, w polu karnym od krycia uciekło kilku zawodników gospodarzy, a obrońcy z Warszawy mogli tylko dziękować Aleksandarowi Sedlarowi, że nie potrafił dobrze przyjąć piłki ani uderzyć jej w kierunku bramki Arkadiusza Malarza. Na dobrą sytuację pod drugą bramką przyszło nam czekać aż do 23. minuty, kiedy to szybkie rozegranie piłki przez Guilherme i świetne zagranie Moulina dały Niezgodzie szansę na otwarcie wyniku. Niestety, napastnik Legii nie zdołał skierować piłki obok ręki Rusova. 6 minut później ten sam snajper oddał celny strzał po kolejnym bardzo dobrym dośrodkowaniu Kucharczyka (ponownie na posterunku był Rusov), a po dalszych 6 minutach Hämäläinen został przez kolegów wyprowadzony na groźną pozycję przed linią pola karnego, lecz nie zdołał oddać równie niebezpiecznego dla bramkarza rywali strzału. Wreszcie w 40. minucie Niezgoda minimalnie minął się z następnym precyzyjnym dośrodkowaniem Kucharczyka.

Wynik spotkania otworzył w 45. minucie Guilherme, który pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Patryka Dziczka na szarżującym Kopczyńskim. Dla Legii była to swoista nagroda za cierpliwość, z jaką rozgrywała piłkę i wytrwałość, z jaką dążyła do objęcia prowadzenia.

Niestety, legioniści nie zareagowali najlepiej na prowadzenie i po wznowieniu gry szybko złapali dwie żółte kartki – najpierw Hlousek został upomniany za dyskusje z asystentem sędziego, a w 48. minucie oczekiwaną żółtą kartkę za kompletnie zbędny faul w strefie środkowej otrzymał Michał Pazdan. Tym samym reprezentacyjny obrońca będzie pauzował w ostatnim jesienno-zimowym starciu ligowym z Wisłą Płock. Prawdopodobne jest, że występ w Gliwicach będzie dla niego ostatnim w koszulce z „eLką” na piersi, a liczba ich zatrzyma się na 98.

Pierwszą groźną sytuację po przerwie znowu miał Niezgoda, który urwał się obrońcom i zamknął na długim słupku kolejne ładne dośrodkowanie z prawej flanki, jednak źle złożył się do strzału i posłał piłkę nad poprzeczką. W 60. minucie goście dopuścili piłkarzy Piasta do celnego strzału – Hebert groźnie główkował po wrzucie z autu, którego nie przeciął dobrze do tej pory dysponowany Maciej Dąbrowski. Legioniści nadal grali cierpliwie... nieco gorzej było z cierpliwością wśród kibiców. W następnych minutach również stroną przeważającą byli gospodarze, a na boisku wcale nie było widać, że Legia gra z przewagą jednego piłkarza. Poczynaniom „wojskowych” patronowali Chaos i siostra jego, Niedokładność.

W 89. minucie do wyrównania powinien doprowadzić Vassiljev, ale spudłował równie fatalnie jak dziennikarze bajdurzący rok temu o tym, że jest lepszym piłkarzem niż nieodżałowany w Warszawie Vadis Odjidja-Ofoe. Podsumowaniem postawy legionistów w drugich 45 minutach był natomiast fatalny kiks Kucharczyka w 96. minucie (tym razem, dla odmiany, dostał dobre podanie od Niezgody) i jego koszmarnie zepsuta sytuacja sam na sam kilkanaście sekund później po przytomnym rozegraniu rezerwowego Paquato.

Mecz zakończył się jednobramkową wygraną Legii, po której trudno o pozytywną ocenę jej gry. Ładnie rozgrywał Moulin, zaskakująco dobrze prezentował się Kopczyński, który spełnił chyba pokładane w nim dziś (przez trenera) nadzieje, nie spełniając przy tym wiązanych z jego występem (przez kibiców) obaw. Pewne nadzieje na wiosenny powrót do formy z pierwszego półrocza tego roku daje też Dąbrowski, choć cieniem na jego występie kładzie się kolejna niepotrzebna żółta kartka, która również jego wyklucza z ostatniego tegorocznego spotkania.

„Wojskowi” osiągnęli w Gliwicach swój cel i zdobyli trzy punkty. Ktoś mógłby powiedzieć, że osiągnęli to zwycięstwo najmniejszym nakładem sił. Kibice mogą się jednak obawiać, że zmasakrowanej w ostatnich okienkach transferowych kadry zwyczajnie na więcej nie stać...

Dyskusja (9)
1wtorek, 12, grudnia 2017 20:12
Dzynek
„Dąbek, ja się mogę kopać po czole, w dupie to mam, byleby zawsze tak było jak dziś”
2wtorek, 12, grudnia 2017 21:00
nienapastnikzgoda
w jego miejsce i za jego kontrakt można kupić kilkudziesięciu sprinterów bez techniki piłkarskiej
3wtorek, 12, grudnia 2017 22:35
corazstarszy
Mamy lidera (Damian Zbozień - dzięki). Reszta jest milczeniem. Jeszcze niech się sprężą na ostatni mecz.
4środa, 13, grudnia 2017 20:29
Zbyszek
O tym,że spokojnie to jest tam ,gdzie nas nie ma.
O Piaście Gliwice w mediach ogólnopolskich skupionych w Warszawie i na Legii zrobiło się cichutko.Wydawało by się,że tam, gdzie jest cicho tam panuje spokój.To taka sama odmiana myślenia,że tam ,gdzieś w innym miejscu, w innym kraju jest lepiej.Ta wiara wynika z przekonania,że lepiej jest tam gdzie nas nie ma i w gruncie rzeczy sprowadza się to do uznania,że to my sami jesteśmy sprawcami złego,które nas dotyka,że ono nie pochodzi z zewnątrz.A Piastem tą niby zaciszną krainą wstrząsają konwulsje. Zespól Piasta po raz pierwszy w historii awansował do ESy od sezonu 2008/2009,ale po dwóch latach spadł,a po kolejnych dwóch ponownie awansował zajmując kolejno 4,12,12,2 i 10 miejsce w tabeli. Jest to klub, którego większościowym udziałowcem /60%/ jest Miasto i ma całkiem pokaźny 25 milionowy budżet.Lecz klubowi brakowało stabilizacji,tak w kadrze zarządzającej, jak i na ławce trenerskiej. Od lipca 2017 roku prezesem Piast jest Paweł Żelem, dwukrotny prezes Śląska Wrocław,a od września trenerem został Waldemar Fornalik, którego siły spokoju przedstawiać nie trzeba.Te nazwiska powinny zapewnić pewność poczynań.
Lecz z kolei w klubie zwolniono dyrektora sportowego,a następcy brak. Za to , po pokonaniu oporu radnych i poprzednich władz klubu , przystąpiono do tworzenia Akademii. Jej szefem został Jacek Mazurek - współtwórca wraz Leszkiem Miklasem Akademii Legii przed 17 laty.Wraz z nim pracę w Gliwicach znalazło 4 innych szkoleniowców młodzieży z naszego klubu.
Z wypowiedzi prezesa Żelema , który jest dobrym znajomym, jeszcze z pracy w Lechii prezesa Górnika Sarnowskiego, wynika,że w Piaście jeszcze nie wyleczyli się z ambicji gry w europejskich pucharach.Przypomnieć wypada,,że po odpadnięciu w sezonie 2013/14 z eliminacji LE z Karabachem Agdam Piast spadł do I ligi,a po wyeliminowaniu w zeszłym sezonie przez Goeteborg znów o mało nie wylądował o szczebel niżej.Przypomina to tytuł znanego przed wielu laty filmu "Windą na szafot".
Choć z drugiej strony kiedy się patrzy na takie nazwiska zawodników jak : Szmatuła, Herbert,Korun, Konczkowski,Sedlar, Badia,Bukata,Dziczek, Vassiliew, Żiwec,Barisicz,Jankowski czy Papadopulos - to ambicje nie są przesadne,Lecz wydaje się,że w Gliwicach rozmijają się ze sobą ambicje władz Miasta i klubu z zapotrzebowaniem miejscowego społeczeństwa.W Giwicach nie czuć,tak jak choćby w trochę mniejszym Zabrzu parcia na sukces, o czym zaświadcza frekwencja na meczach na poziomie średnio ok. 5 tys. widzów. A i sami zawodnicy przyjęli chyba metodę znaną z wojska, jak najbliżej kuchni,a jak najdalej od dowództwa.Chcą się czuć jak u Pana Boga za piecem, spokojnie , bezpiecznie, cichutko.Kółko zwane graniem meczów jakoś się kręci. A że powoli. A kto powiedział,że ma szybciej.Tylko,że ten Piast z tym znanym i uznanym trenerem, z tymi, wiele umiejącymi zawodnikami jest jak przyciśnięta sprężyna, która w każdej chwili może eksplodować i narobić bigosu, nawet najlepszym.Piast jest jedną z niewielu drużyn o której można powiedzieć,że jest potencjalnie groźnym przeciwnikiem, nawet dla Legii. Wczoraj to pokazali nie będąc tłem, ale zwłaszcza w II połowie stanowiąc co najmniej równorzędnego rywala.

O tym,że nareszcie gramy dwa w jednym.
Wczoraj nasz zespół atakując , równocześnie asekurował się od tyłu,a broniąc jednocześnie zagrażał przeciwnikom. A wszystko to za sprawą pozornie drobnej zmiany jednego zawodnika,a mianowicie wystawienia w I składzie Michała Kopczyńskiego.Wcale nie dlatego,że jest on klasowym lub wybitnym zawodnikiem,bo jest tylko, albo aż solidnym rzemieślnikiem. Chodzi o to,że tak jak niedawno przy VOO był on jego aniołem stróżem, tak wczoraj pełnił tę funkcją przy Guilherme. Osobiście mnie cieszy,że prezes i trener nie dali posłuchu pismaczym bredniom,aby niejako ukarać Brazylijczyka odesłaniem go na trybuny. Skala bezczelności niektórych pismaków przekracza wszelkie granice, gdyż uzurpują oni sobie prawo do podważania decyzji właściciela i trenera tak jak by to oni byli właścicielami i trenerami.Lecz spory w tym mieli udział nasi prezesi, którzy za dużo mówili i mówią o sprawach, o których mają bardzo mgliste pojęcie. W ten sposób autorytetu się nie buduje i byle chłystek z tego korzysta.Natomiast Legia grając bez podstawowego , od lat zawodnika,ukarała by tylko siebie.Dopóki Guilherme jest w Legii, jest jej zawodnikiem i ma dla drużyny pracować. Zaś wprowadzenie Kopczyńskiego spowodowało,że Legia w istocie grała ustawieniem 1-4-1-2-2-1 i w przypadku ataku Piasta przedpole przed polem karnym zabezpieczał Kopczyński,a w przypadku atakowania rywala zabezpieczał z kolei poczynania ofensywne Guilherme i Moulina, czasami samemu wchodząc w strefę ataku.W ten oto prosty sposób Guilherme został odciążony od zadań defensywnych i zyskał więcej swobody,również dlatego,że u jego boku grał także Belg.Umożliwiało to granie szybkim atakiem,ale też przechodzenie do quasi ataku pozycyjnego z wprowadzaniem w ich pole karne większej liczby zawodników.
Trener Fornalik zagrał ustawieniem wyjściowym 1-4-5-1 z podobną do Kopczyńskiego rolą Dziczka przy Vassiljewie. Jednocześnie takie ustawienie dawało możliwość elastycznego przechodzenia przez środkową linię do ataku, głównie poprzez aktywność szybkich skrzydłowych i równoczesne przeszkadzanie naszym zawodnikom inicjowania skoordynowanych akcji ofensywnych.Taki plan taktyczny Fornalika oznaczał w praktyce,że nie wystraszył się on Legii i postanowił zagrać o pełną pulę. Tylko,że chyba tym zadaniem usztywnił , przynajmniej na początku swoich zawodników, bowiem mieli on szalenie nerwowe wejście w mecz i to ono ustawiło całe spotkanie.

O tym,że nasza drużyna tym razem wybiegała wygraną.
To,że piłkarze Legii przebiegli w sumie więcej kilometrów od zawodników Piasta świadczy nie tylko o tym,że kryzys formy fizycznej jest już za nami,ale i o tym,że że zrozumieli,że z takim przeciwnikiem nie da się wygrać meczu na stojaka.Trochę gorzej trzeba ocenić to,że zawodnicy Legii niepotrzebnie wdawali się w pojedynki kto więcej sfauluje rywala i kto dostanie więcej kartek, osłabiając drużynę w następnym meczu.Ale w sumie taka postawa zaświadczała o ambicji i sportowej złości.I znowu nie do końca takie nastawienie powinno charakteryzować zespół tak doświadczony jak nasz,mający w składzie uznanych graczy, gdyż wyższość nad rywalem powinno się demonstrować lepszą grą piłką,unikaniem spięć i zmuszaniem rywali do bezproduktywnego biegania.Lecz trzeba także obiektywnie przyznać,że drużyna Piasta okazał się zespołem dobrze zorganizowanym, zgranym,walecznym i wypada tylko skonstatować,że ich miejsce w tabeli nie odpowiada ich poziomowi gry.

O tym,że trener Jozak zgodnie z głoszonymi zasadami promuje Niezgodę.
Trener Jozak powiada,że zawodnik zwłaszcza młody musi dostawać znacznie więcej szans na udowodnienie swojej wartości i przydatności oraz wykazania się umiejętnościami , niż zawodnik doświadczony.Konsekwentnie stawia na Niezgodę licząc,że ten na zaufanie odpowie dobrą grą i strzelonymi golami.Pewnikiem trener ma przekonanie,że tak trzeba postępować,ale Niezgoda w drugim kolejnym meczu być prawie niewidoczny. Właściwie demonstruje tylko dobrą szybkość i niezłą orientację
przestrzenną co pokazał w pierwszej akcji meczu.Lecz od momentu od kiedy Legia grała z przewagą jednego zawodnika i niejako sama przez się stała się drużyną atakującą,a Piast z kolei zespołem skazanym na bronienie Niezgoda zaginął. Wyraźnie widać,ze taki podział ról na boisku jest na dziś dla Niezgody niedogodny. Dopiero w końcówce kiedy Piast rzucił się do ataku znowu klika razy był przy piłce mając więcej miejsca do pokazania się partnerom. Ale to dowodzi ,że jest to zawodnik jeszcze nieukształtowany i jednostronny.

A w sumie po raz pierwszy w tym sezonie zobaczyłem zawodników Legii biegających , walczących, zdeterminowanych w dążeniu do wygranej nie tylko w aspekcie wolicjonalnym,ale przede wszystkim fizycznym. Można tylko żałować,że forma przyszła tak późno.
5środa, 13, grudnia 2017 21:36
Crrille
Panie Zbyszku, jak zawsze z zaciekaieniem przeczytałem Pana komentarz. Jest jednak takie małe zapytanie: otóż ilość km przebiegnietych przez Legię była wyższa od zawodników Piasta o około 5 km, lecz Piast grał około 80 minut w 10. Jak to się ma co do naszej dyspozycji fizycznej? Mi sie wydaje że to Piast lepiej wyglądał fizycznie a na pewno wiecej biegał.
6czwartek, 14, grudnia 2017 07:06
dalkub
Panie Zbyszku

mam wrażenie że oglądaliśmy dwa różne mecze
7czwartek, 14, grudnia 2017 18:28
Zbyszek
@(Crrille)
Ilość kilometrów w meczu jest oczywiście sumą przebiegniętych kilometrów przez poszczególnych zawodników,ale ta suma oznacza,że dana drużyna jako całość przebiegła większy dystans. Nie jest winą Legii ,że miała od 12 minuty o jednego zawodnika więcej. Zawodnicy Piasta włożyli wiele wysiłku,aby tę różnicę zniwelować,ale im się nie udało i te ok. 5 km pozostało na korzyść Legii. To jest tak samo jak z podaniami. Nie ma znaczenia ilu zawodników je wymienia, ważne, która drużyna wymieniła ich więcej. Czy te 5 kilometrów na korzyść Legii zrobiło różnicę. Tak ,tylko zauważ,że tę przewagę uzyskaliśmy w I połowie, bo w drugiej bilans biegowy był wyrównany i to było widoczne na boisku. Druga połowa była wyrównana i pod względem wrażenia i pod względem oglądu i pod względem ilości przebiegniętego kilometrażu przez każdą z ekip. Tylko,że mecz ma dwie połowy i dopiero ich suma daje wynik.Pozdrawiam.
@Dalkub.
Ja oglądam mecz nie przez pryzmat miejsca naszych rywali w tabeli i doceniam wygraną, z moim zdaniem jednym z niewielu mocnych kadrowo drużyn w lidze. O czym świadczy fakt,że rok temu w składzie być może nawet słabszym /brak Vassiliewa/ Piast zajął 2 miejsce. To,że słabiej zagraliśmy w II połowie wynikało właśnie z dobrej gry rywali. Po prostu. Oczywiście,że grając z przewagą jednego zawodnika nie powinniśmy do takiej sytuacji dopuścić,ale być może trochę siadła koncentracja, być może nastąpiło samouspokojenie,że już wszystko pozamiatane.Nie wiemy,ale zespół jako całość marnie wszedł w II połowę i później ciężko było się przestawić.
Ale ja nie mam zastrzeżeń do waleczności i zaangażowania. Gdyby takie było z Astaną czy z Szeryfem to nie byłoby kompromitacji,a gdyby tylko było tego z 50% w meczach z prymitywną Koroną i cieniutką Sandecja to byłoby 6 punktów z nimi,a nie jeden. W sierpniu śmiałem się z wypowiedzi Magiery,że zespół kiedyś zaskoczy pisząc :"oby nie po 16 grudnia". Chciałem zażartować,a okazałem się prorokiem Smile. Po cholerę mi to było Wink.A mecz oglądaliśmy ten sam, tylko,że ja bez okularów, a Ty w czarnych Smile. Pozdrawiam.
8czwartek, 14, grudnia 2017 21:20
CTP
A ja się ze Zbyszkiem zgadzam. Większość z Was ocenia ten mecz na podstawie jego końcówki, gdzie na boisku nie było już dwóch kreatorów naszej gry ofensywnej, czyli Guilherme i Moulina ale do tego momentu nasza gra wyglądała nawet całkiem nieźle. I pod względem taktycznym i wolicjonalnym. No, niestety, tutaj głównym winowajcą jest Niezgoda, który nie może partolić tylu sytuacji. Gdyby zrobił to, co powinien zrobić, to już do przerwy byłoby pozamiatane i nie byłoby tematu. Mnie osobiście mocno zaniepokoił fakt, że w II połówce koledzy praktycznie w ogóle przestali posyłać mu piłki, tak jakby stracili do niego zaufanie. Nie wiem, czy po tylu pochwalnych tekstach odbiła mu już sodówka, czy po prostu jest już zmęczony sezonem ale faktem jest, że skuteczność mu spadła na pysk i nie zdziwię się, gdy w sobotę w podstawie wyjdzie Armando.
9czwartek, 14, grudnia 2017 21:44
kibic50
"ale faktem jest, że skuteczność mu spadła na pysk i nie zdziwię się, gdy w sobotę w podstawie wyjdzie Armando"

Uwielbiam takie teksty Very Happy

Niezgodę, któremu podobno "skuteczność spadła na PYSK" ma zastąpić facet, który póki co, o skuteczności Niezgody może jedynie pomarzyć...

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1