A+ A A-

Legia - Wisła Płock 0-2: Nieudane zakończenie

W ostatnim meczu w roku 2017 Legia zmierzyła się w Warszawie z Wisłą Płock. Wydawało się, że to wymarzona okzja, by legioniści zapewnili sobie prowadzenie w tabeli przed rundą wiosenną, ale nasza drużyny zawiodła i uległa gościom 0:2.

 

Legia zagrała w skłądzie: Malarz - Broź (46, Szymański), Astiz, Czerwiński, Hloušek - Kucharczyk, Moulin, Kopczyński, Guilherme (60, Sadiku),Hämäläinen (39, Pasquato) - Niezgoda.

Skład gości wyglądał następująco: Kiełpin - Stefańczyk, Łasicki, Dźwigała, Reca - Varela (81, Łukowski), Szymański (88, Uryga), Furman, Štilić (70, Rasak), Merebaszwili - Kanté.

Bramki dla gości padły w pierwszej połowie. W 10. minucie Varela wykorzystał rzut karny i wyprowadził Wisłę na prowadzenie. W 17. minucie piłką do własnej bramki skierował Czerwiński.

Porażka z Wisłą kończy długi, pełny wzlotów i upadków rok 2017. Zmiany zachodzące w klubie i zespole jeszcze się nie skończyły i wydaje się, że zbliżające się zimowe okienko transferowe będzie istotnym momentem w kreśleniu nowego kształtu naszej drużyny. Banałem jest stwierdzenie, że to niezwykle ważne, by tym razem decyzje transferowe zostały podjęte z większym wyczuciem i szczęściem niż zdarzało się to w nieodległej przeszłości, bo kolejne kosztowne pomyłki transferowe będą potęgować już istniejące problemy.

Sytuacja Legii w tabeli jest bardzo dobra, ale nie ma się co oszukiwać, przy mocniejszej konkurencji oglądalibyśmy plecy liderów ze znacznej odległości. Na 21 ligowych meczów rozegranych jesienią przegraliśmy równo jedną trzecią, zdobywając jednocześnie raptem 28 bramek. To wszystko w sytuacji, gdy w sierpniu skończyła się przygoda Legii z europejskimi pucharami i cała uwaga mogła zostać skupiona na lidze. Legia jesienią była drużyną grającą przeciętny futbol, pozbawioną indywidualności, polotu i piłkarskiej jakości. Nie przeszkodziło to w tym, byśmy w ligowej tabeli spadli na przysłowiowe cztery łapy. Należy ten fakt docenić, ale nie może on przesłonić faktu, że chyba wszyscy czekamy na poprawę jakości kadry naszej drużyny i poziomu gry zespołu. No i oczywiście - na kolejne mistrzostwo Polski.     

 

Dyskusja (6)
1niedziela, 17, grudnia 2017 15:51
kibic50
Nie będę sie pastwił nad wyczynami naszych piłkarzy w meczu z Wisłą z Płocka.
Wszyscy widzieli jak to wyglądało. Wszyscy widzieli bezradność naszych piłkarzy.
Wszyscy oprócz CTP, który w Sadiku upatrywał naszego wybawiciela Very Happy

http://weszlo.com/2017/12/17/pasjonujacy-wyscig-strzelecki-sadiku-warcholak-poki-prowadzi-drugi/

Wszyscy oprócz (nie wierzę, że to piszę) Zbyszka, który po meczu ( wg mnie beznadziejnym) z Piastem widział drużynę poukładaną, świetnie przygotowaną motorycznie i taktycznie i nawet żałował, że runda się kończy.

Ja nie żałuję. Odetchnąłem z ogromną ulgą, że to koniec. Teraz czas na reset, uzupełnienie (wzmocnienie) składu i powrót kontuzjowanych.
Czas na nowe rozdanie pt: Legia trenera Romeo Jozaka.
2niedziela, 17, grudnia 2017 18:09
CTP
"Wszyscy oprócz CTP, który w Sadiku upatrywał naszego wybawiciela"

A mógłbyś, z łaski swojej, jakoś udowodnić, że coś takiego tutaj napisałem, czy w swoim stylu rzucasz gównem i liczysz, że się przyczepi?
3niedziela, 17, grudnia 2017 18:57
Zbyszek
O tym,że kluby samorządowe też są potrzebne.
W naszej Ekstraklasie w bieżących rozgrywkach występują dwa kluby w których 100% udziałów mają Miasta i są to Wisła Płock oraz Sandecja Nowy Sącz. Równocześnie kluby te mają teoretycznie najniższe budżety ,bo po ok. 12 mln złotych na I drużynę. O Sandecji pisałem w szerszym kontekście rozważań o formule rozgrywek. Teraz kilka zdań o Wiśle Płock, jako przykładzie klubu miejskiego.Budżet tego klubu jest tylko teoretycznie jednym z najniższych. Miasto Płock dotuje Wisłę w sumie na kwotę 14,5 mln zł, z tego 10,8 mln zł na I drużynę, 673 tys. zł na II zespół,1,3 mln zł na administrację oraz ok.1,6 mln zł na obsługę klubu. Oznacza to,że te blisko 11 mln zł to są praktycznie w całości wydatki na wynagrodzenia sztabu szkoleniowego oraz zawodników.W porównaniu np. z Zagłębiem Lubin koszty wynagrodzeń są o blisko 5 mln. zł wyższe.Gdyby przyjąć,że koszty płacowe stanowią ok.50-60% wszystkich kosztów to można oszacować,że budżet Wisły jest porównywalny z budżetami klubów o wielkości ok.25 mln zł. Skąd więc taka różnica w wielkości nominalnej budżetów ?.Bierze się stąd,że budżety klubów będących w 100% własnością samorządów nie są obciążone opłatami czynszów i podatków od nieruchomości, bowiem stanowią koszty własne właściciela.Pozostałe kluby, w różnym stopniu i w różnej wysokości muszą regulować należności z tytułu umów dzierżawy, najmu oraz podatku od nieruchomości. A te ostatnie są zróżnicowane i opłacać je musi nie tylko właściciel,ale i posiadacz samoistny i zależny. Ich stawki są dla klubów sportowych, zwłaszcza piłkarskich zdecydowanie niekorzystne.Mianowicie stawka podatku gruntowego wynosi obecnie do 0,89 zł za 1 m kw, stawka podatku mieszkaniowego wynosi do 0,75 zł za 1 m kw.,ale już stawka podatku od działalności gospodarczej to .do 22,66 zł za 1 m kw.a stawka podatku od budowli / a więc od stadionów/ to 2% wartości obiektu.Dla Legii te podatki przekraczają rocznie 10 mln zł.Ponadto Miasta opłacają personel administracyjny oraz media /energia, woda itp/ , jak również obsługę drużyny /przejazdy, odżywki, itp/. Płocka Wisła była klubem miejskim do 1992 roku kiedy to patronat nad nią przejęła Rafineria i wówczas zmieniła nazwę na Petrochemia,w 2000 roku nazywała się Petro,w 2001 Orlenem ,a od 2002 powróciła do nazwy Wisła.Miasto Płock stało się ponownie właścicielem 100% akcji w 2008 roku.Zaś Orlen pozostał sponsorem do 2012 roku do spadku do II ligi.W tym samym roku w klubie doszło do rewolucji pałacowej, gdyż znanego działacza i prezesa Krzysztofa Dmoszyńskiego zastąpił stosunkowo młody Jacek Kruszewski. Dla wielu posunięcie kadrowe prezydenta Płocka Andrzeja Nowakowskiego było trudne do zrozumienia. Jacek Kruszewski był co prawda w klubie od roku wiceprezesem,ale był najbardziej zanany z tego,że był on współzałożycielem i przewodniczącym Stowarzyszenia Sympatyków Wisły Płock. W zarządzie Wisły postrzegany był jako obce i wrogie ciało, bowiem chwalił się tym,że jako szalikowiec Wisły przez wiele lat był na jej wszystkich meczach, także wyjazdowych. Ryzyko zrobienia prezesem człowieka z takim "dorobkiem" było duże,zwłaszcza,że poza ukończeniem Wydziału Zarządzania UW nie miał ani wiedzy,ani doświadczenia w kierowaniu dużymi podmiotami gospodarczymi.Ale jak się okazało odważnym Pan Bóg dzieci kołysze.Jacek Kruszewski wyciągnął klub z kryzysu, zatrudnił dość młodego 38-letniego szkoleniowca Marcina Kaczmarka i spokojnie z nim budował zespół. Zdołał pozyskać sponsora Firmę Budmot,a od bieżącego roku do sponsorowania powrócił Orlen.Konsekwencja w działaniu przyniosły awans do ESy w 2016 roku i utrzymanie się w niej.Ale zespołu nie prowadzi już trener Kaczmarek. Jego miejsce od lipca 2017 roku zajął b. kapitan reprezentacji olimpijskiej i reprezentacji prowadzonych przez Janusza Wójcika Jerzy Brzęczek. Przyczyną odejścia Kaczmarka był konflikt z częścią zawodników, a głównie z Dominikiem Furmanem. Po sparingu z Pogonią Siedlce / 0:3/ trener miał pretensje do zawodników. Po jego wyjściu z szatni z kolei jego metody szkoleniowe skrytykował Furman co dotarło do trenera. Ten postawił sprawę na ostrzu noża,albo on,albo Furman. Prezes nie uległ szantażowi i zalecił dogadanie się,ale Kaczmarek był nieugięty. Komunikat był taki,że trener odchodzi za porozumienie stron i sprawa by się nie rypła, gdyby pewnie sam Kaczmarek nie wyżalił się pismactwu , które stanęło po jego stronie twierdząc,że zawodnicy nie mogą rządzić trenerami. Tylko zapomniało,że z kolei trenerzy nie mogą rządzić prezesami. Do obowiązków trenera należy m.innymi łagodzenie konfliktów,a nie ich zaognianie i żądanie ich rozwiązania przez prezesa.Jeżeli trener tego nie potrafi to się na tę funkcję nie nadaje. A zadania trenera Wisły Płock do łatwych nie należą, bowiem zespół składa się z zawodników subtelnie rzecz ujmując w innych klubach zakwalifikowanych do recyklingu, co nie oznacza,że klub nie prowadzi aktywnej polityki transferowej. Np. Furmanem było zainteresowanych kilka klubów i o ile wykupienie go z Tuluzy za 630 tys. zł było do akceptacji to jego wymagania płacowe 55 tys. zł miesięcznie np. dla takiego Śląska były wygórowane.Zdarzały się pomyłki jak chociażby z Vrdoljakiem, który nie wydobrzał po operacji.Ale w dużej części w Wiśle znaleźli zatrudnieni piłkarze niechciani w innych klubach,że wymienię Stilicza i Urygę z Wisły Kraków,Dźwigałę z Lechii Gdańsk, Sylwestrzaka z Korony Kielce,Kuna i Rogalskiego z Pogoni,Bilińskiego ze Śląska, Kante z Górnika , czy Mateusza Piątkowskiego.W Wiśle prawidłowo rozwija się nasz Konrad Michalak.
Zawsze można powiedzieć,że lepiej,aby klub na szczeblu ESy był prywatny,ale to czysta demagogia. Bo w takim Płocku życie dowiodło,że będzie klub miejski, albo żaden.Oddzielną kwestią jest namysł nad tym,czy klub miejski jest przedmiotem rzeczywistego zapotrzebowania społecznego , czy wytworem ambicji kilku osób, tak jak w Płocku Prezydenta Nowakowskiego i prezesa Kruszewskiego.Ale to temat na inne opowiadanie.

O tym,że głupi tego nie wymyślił,że najlepszą obroną jest atak.
Media ekscytowały się brakiem w drużynie Legii na wczorajsze spotkanie Pazdana I Dąbrowskiego widząc w ich braku problem. Trener Jozak uznał,że niejako los mu sprzyjał, bo mógł sprawdzić dublerów na pozycji środkowego obrońcy w osobach Astiza i Czerwińskiego. Nie wiem jaką miał minę po kwadransie meczu,ale chyba nie tęgą.A swoją drogą Pazdan i Dąbrowski powinni zostać ukarani za bezmyślne faule w meczu z Piastem i osłabienie drużyny.Przy czym w dzisiejszej piłce, w tym i naszej ligowej coraz bardziej w cenie jest przygotowanie taktyczne.Przez wiele lat przyzwyczailiśmy się do tego,że taktyka jest stałym elementem wyszkolenia piłkarza.Lecz przecież jeszcze kilka lat temu większość trenerów ustalała jak grać na tzw. "nosa".Owszem mieli oni pojecie o taktyce,ale sprowadzali je do ustawienia, a nie do sposobu gry. Poza tym nie potrafili nauczyć zawodników zachowań taktycznych.Tu klasycznym przykładem jest Franio Smuda. Z drugiej strony zmierzch karier takich trenerów jak Skorża czy Michniewicz wynikł z tego,że przed parunastu laty byli oni prekursorami taktyki rozumianej jako zespół zaplanowanych i wyćwiczonych zachowań, a nie tylko gry na określonej pozycji,ale nowi trenerzy zwłaszcza zagraniczni w tym zaczęli im dorównywać,a nawet ich przewyższać.Przy czym nadal w naszych drużynach , wśród zawodników i nie tylko pokutuje to myślenie,że o tym, który zespół jest w ataku,a który w obronie decyduje posiadanie piłki. Twórca nowoczesnego myślenia taktycznego Arrigo Sacchii dodaje do tego kanonu miejsce w którym znajduje się piłka.Jeżeli więc zawodnik jakiegoś zespołu ma piłkę,ale w pobliżu własnej bramki to ta drużyna wedle zasad taktyki nadal jest w defensywie i powinny ją obowiązywać wymagane w takiej sytuacji zachowania.Dlatego tak ważne we współczesnej piłce jest jak najszybsze przenoszenie gry w pobliże bramki rywali,aby ich zmusić do gry obronnej, zwłaszcza poprzez zwiększenie liczby własnych zawodników co im mocno powinno utrudniać wychodzenie do ataku. Wczoraj Płocczanie pokazali naszym repom jak to się robi.

O tym,że w grze drużyn w naszej lidze nastąpiło dużo zmian.
Wielu komentatorów , dziennikarzy i kibiców odnośnie gry Legii z nostalgią wspomina czasy kiedy to nasza drużyna dominowała na boisku.Ba, pod tym kątem oceniają aktualną grę drużyny.Nic bardziej błędnego.To se ne wrati. Oczywiście można ponarzekać,ze poziom umiejętności aktualnych reprezentantów Legii temu nie sprzyja.Ale nawet gdyby był wyższy to nie musiałoby to przełożyć się na pełną dominację. A wynika to z tego faktu o którym wspomniałem powyżej, a mianowicie ,że drużyny grę obronną przestają traktować jako murowanie własnej bramki.Trenerzy, nawet słabych kadrowo zespołów starają się przenosić ciężar gry na połowę rywali i angażować przeciwników w działania osłonowe.. Mało tego analiza gry Legii na przestrzeni wielu lat prowadzi do wniosku,że nasz zespół jest tym groźniejszy im ma więcej miejsca do gry. Więc zostawianie naszym wolnych przestrzeni można porównać do przegrywania meczów na własne życzenie.Tak i trener Brzęczek ustawił swoją drużynę ofensywnie z zachowaniem niezbędnej głębi obrony.Ponieważ nasi zawodnicy nie potrafią wykańczać akcji ofensywnych to zawodnicy Wisły zwłaszcza w I połowie doskonale ten mankament wykorzystywali odzyskując stracone przez nas piłki i przechodząc do szybkich ataków. I trzeba uczciwie przyznać,że w osobach Furmana i Stilicza mieli do takiego grania lepszych wykonawców niż my Moulina i Guilherme.

O tym,że umiejętność gry w piłkę wymusza zachowania boiskowe.
Zawodnikom Wisły i Legii piłka w większości nie przeszkadzała w grze i tym samym starali się unikać bezpośredniej walki z przeciwnikiem.O ile można zrozumieć ,że taka filozofia gry odpowiadała drużynie przyjezdnej, to trudno pochwalić za jej przyjęcie naszych zawodników.Owszem można było iść na wymianę ciosów licząc,że skuteczność będzie po naszej stronie,ale tylko do momentu utraty pierwszej bramki.Po niej obowiązkiem naszych zawodników było ograniczenie poczynań rywali poprzez chociażby średni pressing albo pokrycie indywidualne ich motorów napędowych. Natomiast nasi zawodnicy pozwalali rywalom bezkarnie się rozpędzać, wychodzić na pozycje, przechodzić z piłką w pobliże naszej bramki. W I połowie drużyna Legii zaprezentowała zupełną taktyczna beztroskę wybierając wariant gry najbardziej korzystny dla rywali i najmniej korzystny dla siebie. Dla mnie jest trudne do pojęcia,że drużyna Wisły zagrała z nami dokładnie tak samo jak z krakowską Wisłą i nasi analitycy nie przygotowali antidotum.Po raz kolejny nasza drużyna ma zdecydowaną przewagę w czasie posiadania piłki, ilości strzałów na bramkę, ilości podań i ich celności ,ale ten obraz gry nie przekłada się na wynik. Wczoraj widzieliśmy dlaczego. Graliśmy swoje,ale nie przeszkadzaliśmy grać rywalom i to się zemściło.

O tymże Legii potrzebne są wzmocnienia,ale wyłącznie do I składu.
Sposób prowadzenia zespołu Legii przez trenera Jozaka przekonuje chyba wszystkich,że gra on zasadniczo tym samym ustawieniem i tymi samymi zawodnikami.Ma to swoje plusy i minusy,ale o nich więcej przy innej okazji.Wczoraj widzieliśmy jeden bardzo poważny minus,a mianowicie na środek obrony wyszli zawodnicy nie będący w rytmie meczowym , co dotyczy zwłaszcza Czerwińskiego i to ich nerwowość z tego braku pewności wynikająca zaskutkowała w pierwszym fragmencie meczu utratą dwóch bramek i przegraniem spotkania.Ale z tej filozofii trenera władze klubu powinny wyciągnąć taki oto wniosek,że nie wolno sprowadzać graczy na tzw. uzupełnienie składu, bo to byłoby zupełnie pozbawione sensu.Nowi zawodnicy muszą mieć wyższe umiejętności, prezentować wyższy poziom od tych, którzy aktualnie grają w I składzie, tak, aby ich w tym składzie zastąpić.Mówienie o tym,że należy w Legii zwiększyć rywalizacje o miejsce w składzie jest pustosłowiem. Bo trener Jozak jest jak każdy widzi. A życie piłkarskie to nie je bajka, to je bitwa.
4niedziela, 17, grudnia 2017 19:25
corazstarszy
Dla mnie Legia – classic, przede wszystkim. Nie ma Legii bez głupich numerów. Często przegrywamy z powodu własnej złej gry. Tym razem jednak część przyczyn leży po stronie rywali – zagrali dobrze i konsekwentnie.
Trener okazał się lepszym teoretykiem niż praktykiem – na konferencji dużo było o koncentracji, o tajnikach duszy narciarzy, ale przed meczem chyba nie zdiagnozował dobrze poziomu koncentracji swoich podopiecznych. Tyle rozeznania powinien już mieć.
Na plus – trybuny. Zaskakująco dużo, jak na obecne standardy, pozytywnego dopingu dla Legii. Nawet w 90. minucie było ‘Nie poddawaj się’
Życzę braci legijnej jak najgorszych świąt i jak najgorszego nowego roku. Tak złego, żeby to zło i te niepowodzenia nauczyły cieszyć się ze zwycięstw Legii. Skoro towarzystwo nie potrafi docenić zwycięstw w normalnych warunkach życiowych (polecam komentarze sprzed 12 miesięcy po Legia - Górnik 5-0 i Piast - Legia 1-5; nawet wtedy niektórym było źle), to niech te warunki tak się pogorszą, żeby jedynym pozytywem stała się Legia.
No więc, wyłączając sprawy Legii, - wszystkiego najgorszego.
5niedziela, 17, grudnia 2017 22:12
kibic50
O tym, że bardzo lubię czytać teksty Zbyszka, ale ostatnio kompletnie nie wiem o co w nich chodzi. Czytam prawie wszystko i przestaję rozumieć.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że się pogubił i treścią (coraz większą) chce zamazać rzeczywistość.
Jeden przykład, choć mógłbym podać więcej. Znacznie więcej Wink

"O tym,że kluby samorządowe też są potrzebne. W naszej Ekstraklasie w bieżących rozgrywkach występują dwa kluby w których 100% udziałów mają Miasta i są to Wisła Płock oraz Sandecja Nowy Sącz"

"O tym,że taka Sandecja Nowy Sącz nie jest potrzebna Ekstraklasie.
Chodzi tylko o to,że takie drużyny jak Sandecja niczego pozytywnego do naszej piłki nie wnoszą. Chociaż o samym Nowym Sączu,a już osobliwie o tamtejszych restauracjach, że wymienię tylko nad Dunajecką "Panoramę' zdanie mam nader pochlebne. Wiadomym jest, że jednym z motorów postępu jest konkurencja, im większa tym lepiej zaś udział takiej Sandecji konkurencję osłabia"

To jak to jest z tą Sandecją ? Jest potrzebna czy nie ?
6czwartek, 28, grudnia 2017 08:37
Zbyszek
@kibic50.
Dziękuję za przemiłe słowa. Też masz pióro nielicheSmile.Nie mogłem wcześniej, gdyż zajęty byłem i nie zaglądałem.
Odpowiedź jest dość prosta : na szczeblu elity jedne są potrzebne,a inne nie .. Natomiast kluby samorządowe są niezbędne tam, gdzie wzrok "Warszawki" nie sięga, a więc na szczeblu lokalnym.
Nie mnie oceniać kto powinien,a kto nie powinien grać w Ekstraklasie, bowiem o tym decydują wyniki na boisku,ale my trochę w naszej piłce kopanej w tej dobrotliwości przedobrzyliśmy. W moim przekonaniu każdy klub chcący grać na szczeblu centralnym musi spełniać wymogi finansowe i infrastrukturalne i to przed ewentualnym awansem do ESy. Jak by nie patrzeć, o czym napisałem, to Sandecja sobie z wymogami licencyjnymi nie radzi.
Ale jest i drugie dno bardziej ocenne ,a mianowicie takie,że nawet tzw. słabsze kluby muszą coś wnosić do rozgrywek. A Sandecja, o czym pisałem wprost ,stała się domem spokojnej starości. One są potrzebne,ale czy poprawią stan naszej kopanej?, Wątpię.
I to nie jest przygana wobec Sandecji czy takiego Bruk Betu,ale wobec klubów I ligi. Bo to o ich stanie świadczą fakty awansów klubów, które w normalnych ligach grałyby , owszem, ale wyłącznie na lokalnym szczeblu.
I to jest jeden z dramatów naszej piłki,że brak finansowego zasilania na niższych szczeblach i awanse takich zespołów niczego do rozgrywek niewnoszących powodują spadek poziomu.Bowiem nikt, nic lepszego na wzrost jakości nie wymyślił jak konkurencję.
Sandecja w ESie oznacza,że konkurencja w I lidze jest pojęciem teoretycznym. Pozdrawiam.
P.S. I jak już dałem głos to chciałbym wyłuszczyć czarno na białym,że moje komentarze o kolejnych przeciwnikach Legii stanowią dla mnie , oprócz przedstawienia konkurenta, przede wszystkim pretekst, aby poruszyć różne problemy naszej piłki. I tak np. przy Sandecji wydało mi się potrzebne powiedzenie o zmianach w rozgrywkach, które będą jednym z przedmiotów najbliższego zjazdu delegatów PZPN w kontekście ewentualnego poszerzenia liczby zespołów do 18.To,że jest ona klubem samorządowym w tej kwestii nie ma znaczenia. Głównie z uwagi na takie Sandecje czy Bruk Bety szanse na to są niewielkie. Równie nieduże są szanse na 12 drużyn z podziałem po 2 rundach na dwie podgrupy.Więc prawdopodobnie pozostanie ta proteza, która jak coś zaplanowane jako tymczasowe staje się trwałe.
Dopiero przy omawianiu Wisły Płock ukazałem na czym zasadza się istota funkcjonowania klubów samorządowych i tu dopiero wskazałem na fakt,że w większości miejsc w naszym kraju klubu piłkarskie będą ,albo samorządowe, albo nie będzie ich wcale.Jest sprawą otwartą na jakim szczeblu rozgrywek będą grały i na ile ich samo istnienie i miejsce w szyku jest adekwatną odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczne.
Przyjdzie jeszcze pora na mówienie o tych co oprócz Legii psują rynek. o rewolucjonistach, o przetrwalnikach, itp itd. Tematów w piłce jest tak dużo,że życia nie starczy,aby je chociaż pobieżnie przetrawić.
I jeszcze jedno dodatkowe wyjaśnienie. Ja nie jestem kotem ,który intelektualnie pilnuje jednej dziury. Zawsze mam co najmniej dwie równorzędne opcje oglądu tego samego problemu. Jak w monecie, która jest jednością,ale składa się z awersu i rewersu i ja widzę i opisuję obie strony, które są tym samym, bo tylko to powoduje,że coś da się złożyć w całość.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1