A+ A A-

Zagłębie - Legia 2-3: Hitchcock!

Ogromne emocje towarzyszyły pierwszemu meczowi Legii po przerwie zimowej. Nasza drużyna wygrała w Lubinie 3:2, zdobywając decydującą bramkę w ostatniej akcji meczu, kiedy rzut karny wykorzystał Miro Radović. Wcześniej dwukrotnie bramkarza Zagłębia pokonał Jarosław Niezgoda.

 

W składzie naszej drużyny pojawiło się trzech zawodników, którzy dołączyli do Legii w przerwie zimowej – Chris Philipps, Domagoj Antolić i Wiliam Rémy. Romeo Jozak postawił na następującą jedenastkę: Malarz – Jędrzejczyk, Rémy, Pazdan, Hloušek – Mączyński, Philipps, Antolić – Szymański, Niezgoda, Hämäläinen. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Leciejewski – Czerwiński, Guldan, Kopacz, Balić – Jagiełło, Matuszczyk, Kubicki, Janoszka – Pawłowski, Mares.

Legia od pierwszych minut miała niewielką przewagę. W 16. minucie piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Szymański. W tłoku w polu karnym najlepiej zachował się Niezgoda, który strzałem głową pokonał bramkarza gospodarzy. Było 0:1. W kolejnych minutach do głosu doszli gospodarze, jednak nie stworzyli sobie czystej sytuacji strzeleckiej. W 25. minucie Kopacz doszedł do strzału głową w polu karnym naszej drużyny. Piłka poszybowała w niewielkiej odległości od poprzeczki. Kilka minut później Pazdan uratował Legię, kilka metrów przed bramką przecinając podanie zmierzające do jednego z zawodników Zagłębia. W 41. minucie Mares doszedł do strzału w polu karnym, ale uderzenie napastnika gospodarzy było nieprecyzyjne. Po tej sytuacji żółtą kartkę zobaczył Malarz, gwałtownie protestujący przeciw decyzji sędziego Złotka, który puścił grę po ostrym ataku na Szymańskiego. W ostatniej akcji Legii przed przerwą strzał oddał Mączyński. Po niewielkim rykoszecie od nogi jednego z lubinian piłka wyszła na rzut rożny, po którym sędzia zarządził przerwę.

Do przerwy Legia prowadziła minimalnie, ale zasłużenie.

Na drugą połowę nie wyszedł Szymański, w miejsce którego na boisku pojawił się Eduardo. Legia już w pierwszej akcji straciła przewagę. Jędrzejczyk pozwolił Pawłowskiemu na dośrodkowanie z lewego skrzydła, Mares w polu karnym zaskoczył Pazdana i z kilku metrów umieścił piłkę w bramce. W 50. minucie gospodarze mogli być już na prowadzeniu. Imponujący rajd dobrym strzałem zakończył Czerwiński. Malarz odbił piłkę pod nogi Jagiełły, pomocnik Zagłębia uderzył, na szczęście Malarz popisał się dobrą interwencją. W tej fazie meczu Legia nie miała kontroli nad wydarzeniami na boisku. Żółtą kartkę za ostry faul zobaczył Hloušek i nie zagra w kolejnym ligowym meczu. Kartką upomniany został też Antolić.

Legia odżyła po kwadransie. W 61. minucie mocnym strzałem zza pola karnego popisał się Philipps. Leciejewski interweniował z dużym trudem. W 67. minucie świetnie zachował się Niezgoda. Nasz napastnik uwolnił się od dwóch obrońców Zagłębia, płasko uderzył z około dwudziestu metrów i Legia odzyskała prowadzenie. W 73. minucie blisko podwyższenia prowadzenia był Eduardo, ale nie trafił w piłkę w zamieszaniu podbramkowym. Za chwilę mocny strzał oddał Mączyński i Leciejewski wybił piłkę na rzut rożny. Na boisku pojawił się Radović, zmieniając Niezgodę. W 90. minucie meczu weryfikacja VAR zadecydowała o przyznaniu Zagłębiu 'jedenastki' po tym jak Pazdan dotknął piłki ręką w polu karnym. Pewnym egzekutorem okazał się Mares. Wydawało się, że Legia będzie musiała zadowolić się remisem, ale w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Mączyński wypatrzył Eduardo i posłał podanie, po którym nasz napastnik znalazł się sam na sam z Leciejewskim. Strzał Eduardo nie trafił do bramki, ale Leciejewski w tej sytuacji staranował legionistę i sędzia Złotek bez wahania podyktował rzut karny. Radović uderzył precyzyjnie w róg i przesądził o zwycięstwie Legii.

Nasz zespół grał w tym meczu nierówno. Obie stracone bramki padły 'z niczego', a przy stanie 2:1 legioniści kilka razy mogli skarcić niefrasobliwie grających w defensywie lubinian, niestety nie potrafili zachować zimnej krwi na połowie Zagłębia, za co ceną mogły być dwa stracone punkty. Ogólnie przeważały jednak pozytywy. Legia dobrze funkcjonowała jako zespół, nie było widać straty Moulina w środku pola ani braku Guilherme. Pod względem jakości gry był to obiecujący początek wiosennej rywalizacji o mistrzostwo Polski, pod względem wyniku i emocji - początek wręcz wymarzony.

Dyskusja (13)
1piątek, 09, lutego 2018 22:58
kibic50
"W składzie naszej drużyny pojawiło się dwóch zawodników, którzy dołączyli do Legii w przerwie zimowej – Chris Philipps i Wiliam Rémy."

Kurcze, jak można pominąć trzeciego pozyskanego Antolića, Najlepszego zawodnika w środku pola ? To głównie dzięki niemu "nie było widać straty Moulina w środku pola ani braku Guilherme."
2piątek, 09, lutego 2018 23:13
gawin76
@ kibic50

Co racja to racja, zacząłem rundę jak sędzia Złotek Wink Dzięki, poprawione.
3piątek, 09, lutego 2018 23:36
Monrooe
kibic50 - z mojego punktu widzenia brak Guilherme to bonus sam w sobie, Antolicia do tego bym nie mieszał Wink
4sobota, 10, lutego 2018 00:16
Moros
Karnego Radovicia nie dałem rady oglądać. To nie na moje nerwy. W chwili kiedy pogodziłem się, że ten mecz frajersko zremisujemy, taki bonus. Na szczęście Radović zrobił co do niego należało.

Spodziewałem się siermiężnego widowiska, z małą ilością goli. I do przerwy się na takie coś w sumie zapowiadało. Gol z rożnego, co warto odnotować, a później cofniecie się i danie grać Zagłębiu. Nie wiem czy taki był zamysł, czy po prostu nie umieliśmy tej piłki jakoś dłużej utrzymać przy ziemi, ale średnio mi się to podobało. Trzeba jednak naszym oddać, że dobrze trzymali tyły i Zagłębie nawet nie pisnęło. W drugiej połowie się jednak zaczęło. Pazdan z gością, który wspólnie z Remim kandydowali to "pary meczu" stał się antybohaterem. Najpierw dał się uprzedzić, a potem zostawił rękę i sędzia, który nota bene zaliczył bardzo słąby występ, musiał podyktować karnego. Dobrze, że po drugiej stronie Leciejewski postanowił wygłupić się na podobnym poziomie, bo byłby teraz niezły kac.

Co co nowych zawodników, to cieszy że każdy z nich zaprezentował się z dobrej strony i dobrze rokuje na przyszłość. Remy to pewność, siła i dobra gra w powietrzu. Antolić to była dla mnie taka mała pchła, co to się wszędzie wkręci, wsadzi nogę, nie da sobie zabrać piłki. Sprawiał na mnie wrażenie gościa, która jak ma piłkę to napewno jej nie straci. Philips godnie zastąpił Moulina. Czasami trochę długo holował piłkę i bałem się, że mu lubinianie ją jakoś wyłuskają, ale na szczęście obyło się bez takich błędów. Piłka mu nie przeszkadza, twardo stoi na nogach. Jak na kogoś kto niedawno dołączył do zespołu, bardzo dobrze. Eduardo swoje zrobił na końcu. Dobrze odnalazł się na pozycji 9, dal się sfaulować, wywlaczył rzut karny. Brawo. Wcześniej może zbytnio nie czarował ale i tak uzyskał wiecej niż się spodziewałem.

Oddzielny akapit chciałbym poświecić Niezgodzie. Strzelił dwa ładne gole, ale moją uwagę zwróciło to, że umiał grać z obrońcą na plecach. To już nie był ten Jarek z jesieni, którego od tyłu popychali i od razu tracił piłkę. Dzisiaj w takiej sytuacji potrafił się przy niej utrzymać i odegrać do partnera. Oby tak dalej.

Podsumowując inauguracja rundy na duży plus. Te mecze po zimie nie zawsze były tak obfite w gole z naszej strony. Jak do zdrowia dojdzie Vesović, a być może że do ofensywy dojdzie ktoś jeszcze (chodzą takie plotki po twitterze), to możemy mieć naprawdę ciekawy zespół.
5sobota, 10, lutego 2018 00:49
corazstarszy
Trochę mnie zmartwiła niestabilność w grze Legii w tym meczu. Ale z wygranej jestem bardzo zadowolony. Brawo. Oby z Sebastianem Szymańskim nic złego nie było. Nowi na razie OK. Resztę Moros bardzo kompetentnie ujął.
6sobota, 10, lutego 2018 01:11
QD
To ja napiszę o tym, co nie tylko ja zauważyłem: podania. Nie była to taka tiki-taka jak mogłoby się wydawać, słuchając weszło.fm*, ale faktycznie Legia wymieniła sporo podań i to celnych. Przynajmniej takie miałem odczucie wizualne, bo statystyk nie czytałem.
Szczególnie spodobały mi się takie "nibywybicia". W zeszłym roku każda bezpańska piłka trafiała do przeciwnika (na co zwracałem uwagę i strasznie mnie to irytowało), zaś dziś każde takie "wykopanie na uwolnienie" okazywało się całkiem fajnym podaniem. Nie wiem czy to kwestia myślenia gdzie się wybija, czy dobrego rozstawienia zawodników, ale sam fakt cieszy. Z resztą w dużej mierze dzięki temu padła nasza druga bramka, gdy piłka się przez chwilę bezsensownie odbijała, ale zawsze trafiała do naszych piłkarzy (choć nie zawsze pod nogi Wink )

*polecam - fajne, emocjonalne komentarze. Może trochę brakuje smaczków technicznych, taktycznych czy innych "od kuchni", ale dla mnie dużo lepiej się tego słuchało niż C+
7sobota, 10, lutego 2018 08:05
Monrooe
@ QD

#weszło.fm
ja słuchałem komentarza na FM, ale musiałem wyłączyć...... nie dało się meczu oglądać. Nijak wizja nie przystawała do "rzeczywistości" komentatorskiej.... jakiś tak miałko, słabo, w zasadzie nudno było na boisku.... dopiero po wyłączeniu mogłem się skupić na meczu i zacząłem coś kumać z tego, jak, kto gra i co sobą reprezentuje Wink

aha, C+ też musiałem wyłączyć, nie da się tego porównać, dwa światy. Wolałem więc w zupełnej ciszy oglądać nasze zmagania.
8sobota, 10, lutego 2018 08:32
kibic50
@Monrooe

"z mojego punktu widzenia brak Guilherme to bonus sam w sobie, Antolicia do tego bym nie mieszał"

Masz rację. Mnie ostatnio Brazylijczyk częściej irytował niż zachwycał, ale to był cytat z gawina Wink
9sobota, 10, lutego 2018 08:52
CTP
Narzekacie, że C-Lka zaczyna umierać a co ja mam napisać, jak już wszystko zostało napisane? Smile
Kepcija na początku tego roku na którejś z konferencji zapowiedział, że obecne transfery mają na celu przede wszystkim poprawę jakości gry naszego zespołu. Pod tym względem można powiedzieć, że udało się zrealizować ten cel niemal w 100%. Widać, że nowym piłkarzom piłka nie przeszkadza w przebywaniu na boisku a sama Legia gra dzięki nim bardziej widowiskowo i, co najważniejsze, bardziej precyzyjnie. Oglądając wszędobylskiego Antolica kompletnie wyleczyłem się z mojego sentymentu do Tomka Jodłowca.
Jeśli chodzi o pracę jaką wykonał Jozak w okresie przygotowawczym, to muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem. Oglądając ten mecz byłem lekko zszokowany postępem jaki poczynili przez ten miesiąc Szymański z Niezgodą. Stawiam tezę, że gdyby nie kontuzja tego pierwszego, to ten mecz oglądalibyśmy o wiele bardziej spokojnie.

Pora na minusy. Bardzo zawiodły mnie w tym meczu boki naszej obrony. Hlousek wiecznie spóźniony i wiecznie pilnujący na radar a Jędza wyglądał bardziej na zwykłego ligowca niż na reprezentacyjnego obrońcę. Nie popisał się też, niestety, Michał Pazdan - obydwie bramki są jego. Na szczęście, w jego przypadku takie pechowe mecze zdarzają się bardzo rzadko. Malarz, owszem, wybronił nam jedną bramkę ale przy tej pierwszej bramce dla Zagłębia też za bardzo nie pomógł kolegom. Chyba już najwyższa pora przestać bawić się z testowaniem młodych bramkarzy i poważnie zacząć szukać jego następcy.

Reasumując, bardzo ważne 3 pkt w bardzo trudnym meczu z niezłym przeciwnikiem. Teraz czekamy na Śląsk.
10sobota, 10, lutego 2018 10:19
Baron
W tym meczu było to co uwielbiam w piłce nożnej - EMOCJE. Pięć bramek i wspomniane emocje do ostatniej sekundy meczu i o to chodzi w tej zabawie Wink Było widać też drużynę, której się chce, walczy no i zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz - sporo zagrań na jeden, dwa kontakty.
Legia zagrała zupełnie inaczej niż w meczach sparingowych na co prawie wszyscy utyskiwaliśmy, wiem, że przeciwnik może i nie ten, nie mniej zespół był wybiegany i walczył o każdą piłkę, bardzo zmotywowany. Czas gra na naszą korzyść, z każdym dniem chłopaki będą lepiej zgrani i lepiej się rozumieć. Dla mnie cichym bohaterem, oprócz Niezgody, tego meczu był Philipps, dużo widział, mądrze zagrywał. Jeszcze niech do formy dojdzie Rado, Eduardo no i wyzdrowieje Vesovic i będzie dobrze Wink
Na minus niestety Pazdan i ... sędzia. Wierzę tylko w poprawę tego pierwszego.
11sobota, 10, lutego 2018 12:59
Zbyszek
Pogłoski o śmierci C-L są przedwczesne, podobnie i ja jeszcze nie umieram i jeszcze Was pomęczę Smile.

O tym,że z piasku bicza się nie ukręci.
Od kilku lat o Zagłębiu Lubin w mediach można przeczytać i usłyszeć same pochwały.Głównie za to,że dobrze pracuje z młodzieżą,że jest tam stabilizacja, że mają bardzo dobrą infrastrukturę. To pewno wynika z tego,że z odległości wszystko wygląda świetnie.Dla pismactwa jedynym negatywem jest fakt,że tak wspaniale prowadzony i bogaty klub nie odnosi sukcesów.Z czego wynika to przekonanie nie uzasadniają.Ja traktuję to jako brednie, jak swego rodzaju mitomaństwo, albo wytwarzanie rzeczywistości urojonej. Bowiem godnym zastanowienia powinno być nie dlaczego nie są wysoko w tabeli, ale jak to się dzieje,że są tak wysoko.Autorzy książki pt"Futbonomia" , której recenzję w jednym z ostatnich felietonów popełniłem dowodzą, po przeprowadzeniu poważnych,wielotysięcznych badań statystycznych,że miejsce w tabeli w 95% odpowiada wielkości jego budżetu płacowego. Być może wielu zmyliła kwota 40 mln zł budżetu Zagłębia, która plasuje go w ścisłej czołówce ligi. Lecz to nie ona określa możliwości finansowe, ale kwota na płace zawodników, która w Zagłębiu jest jedną z najniższych w lidze i wynosi aktualnie niewiele ponad 6 mln zł.W tym kontekście dopiero można szukać przyczyn tego,że Zagłębie jest w tabeli znacznie powyżej współczynnika gwarantującego sukces.Tak jak poważnego namysłu wymaga dociekanie przyczyn tego,że Legia mająca budżet płacowy ponad 90 mln zł nie wygrywa ligi w cuglach i nie gra regularnie w LM.O tej rzadkiej przypadłości Legii pisałem wiele razy , ale tym razem jest o Zagłębiu Lubin. Najpierw trzeba obalić największy mit,że Zagłębie szkoleniem młodzieży stoi. Kiedy bowiem przyjrzymy się uważnie składowi Zagłębia to obecnie ma w składzie tylko 2 wychowanków, a zawodników poniżej 23 roku życia aż 4 czyli tyle ile w Legii , która uchodzi za "starą".Podobnie jest ze stabilizacją.Za jej symbol uchodził trener Stokowiec, który jak na standardy naszej ESy w Zagłębiu pracował długo, ale to było tylko nieco ponad 3 lata.Można by rzec ,że wśród ślepych jednooki królem.On to bowiem kwalifikował siebie jako jednego z twórców metody nieprzepłacania zawodników oraz niewydawania pieniędzy na transfery.W ten sposób sam siebie zakwalifikował do grona nowicjuszy. Bo władze wielu klubów nie mając pojęcia o futbolu często szukają i znajdują przysłowiowych "jeleni", którym powierzają funkcje trenerów. A ci się cieszą ,że w ogóle trenerami drużyn ESy zostali i nie żądają normalnych wynagrodzeń , takich chociażby jak ich poprzednicy, nie domagają się wzrostu zarobków piłkarzy,aby ich utrzymać w klubie i nie żądają wzmocnienia drużyn.Pamiętamy Hajtę, Magierę i wielu im podobnych.Ich los był zawsze jednaki.Niczego lepszego nie wróżę Mariuszowi Lewandowskiemu.Ale Stokowiec posiadał wysokie kwalifikacje trenerskie i nimi przyciągał do klubu niezłych zawodników, a i młodzi nie chcieli przedwcześnie odchodzić widząc,że się przy nim rozwijają. Podkreślano również,że Zagłębie prowadzi celową politykę transferową. Lecz i te tezy są jałowe, gdyż rzekoma polityka transferowa polegała na zbieraniu darmowych "wybraków".Przed sezonem 2017/18 do Zagłębia trafili Błąd,Bonecki,Czerwiński,Kopacz, Matuszczyk,Pawłowski - wszyscy na zasadzie wolnego transferu. Zapłacono jedynie za Świerczoka GKS Tychy 150 tys.zł. Przed obecną rundą do Zagłębia trafili : Leciejewski,Moneta,Neszpor, Pietrzak i Maresz - też bezgotówkowo.Natomiast w przerwie zimowej klub opuścili m.innymi Jach za 3 mln Euro i Świerczok za 750 tys. Euro.Taki zawodnik jak Świerczok, który w wieku 25 lat zwiedził 14 klubów i w każdym rozstawano się z nim bez żalu dopiero w Zagłębiu pokazał klasę . Ale przecież nie dlatego,że tamtejszy klimat działa ozdrowieńczo,lecz dlatego,że trafił na Stokowca, który potrafił do niego trafić i go odbudować. I nagle okazało się,ze władze klubu przestały trenera pozytywnie oceniać poprzez osiągnięcia w postaci zarabiania dużych pieniędzy na sprzedaży zawodników, ich rozwoju, jednolitego szkolenia w całym klubie oraz respektowania polityki niskich płac.One zapragnęły sukcesu w postaci miejsca co najmniej na pudle. Tylko,że zawodnicy to nie bezmózgie maszyny,ale ludzie, którzy czasami potrafią myśleć,a w każdym razie wiedzą gdzie stoją konfitury .Kiedy więc nie widząc możliwości podnoszenia umiejętności tak jak to czynił Jach, który mógł odejść wcześniej za mniejsze pieniądze dla siebie i dla klubu,ale za namową Stokowca odczekał co się wszystkim opłaciło - to wówczas zawodnicy zaczną żądać znacznie wyższych zarobków,albo szybkich transferów. I zacznie się tak jak w innych klubach ględzenie o niewdzięczności. Tym samym Zagłębie nie jest przykładem tego co prof. Kotarbiński nazywał "dobra robotą". Jest raczej przykładem partactwa opartego na fałszywym przekonaniu,że z piasku da się bicz ukręcić.Kiedy wyobrażenie zderza się z tym co realne to na ogół można tylko okruchy zbierać.

O tym,że dobre dobrego początki.
Nasza drużyna rozpoczęła mecz w takim tempie jak by miał on trwać najwyżej kwadrans i zdobyła dużą przewagę .Widać było dużą chęć do gry wykazywaną przez Niezgodę, który do szybkości dodał poprawę siły,ale nadal słabo trzyma się na nogach. Jedyny Malarz wyłamywał się z tej gry na to kto szybszy i przetrzymywał piłkę nim ją wybił,tak jak by remis na wyjedzie był satysfakcjonujacym nas wynikiem.Być może tytuł piłkarza sezonu jeszcze mu szumi w głowie Smile.

O tym,że zawodnikom jeszcze brakuje zrozumienia ducha systemu.
Napisałem o ustawieniu 4-3-3 przedwczoraj felieton , więc nie będę się powtarzał i powielał tez tam zawartych. We wczorajszym meczu widać było ,że jedni zawodnicy, jak Antolicz , Szymański i Niezgoda szybko pojęli istotę systemu,ale z oporami dociera ona np. do obrońców. Nie potrafili oni podobnie jak pozostałych dwóch pomocników rozbijać ataków rywali, bowiem za mało poruszali się bez piłki. System wymaga,aby zmiany w pionie dokonywane pomiędzy bocznymi obrońcami a skrzydłami dokonywały się tylko kiedy skrzydłowi schodzą do środka, bo w innym wypadku następuje dublowanie stref. Chwaląc Szymańskiego nie można nie zauważyć,że gra zbyt ostro i za często fauluje,a nie ma ku temu warunków fizycznych. Jego siła to technika , kreatywność, antycypacja i szybkość podejmowania decyzji. "Drewno" niech zostawi innym.

O tym,że przeciwnik zbyt często wyrywał się z uwięzi.
W meczu były jak by dwie odmienne nasze drużyny, ta jedna dobrze prezentująca się w ataku i ta druga kiepsko grająca w defensywie. Nasi zawodnicy nie potrafili powstrzymywać ataków Zagłębia rozpoczynanych z głębi pola i rozwijających się poprzez wprowadzanie większej ilości graczy do strefy naszej obrony. Rozumiejąc,że nie gramy pressingiem , który na taki sposób gry rywali byłby najlepszym antidotum trudno zaakceptować sytuacje, w której w ogóle w środku pola nie przeszkadzamy rywalom. Oni bowiem z każdym bezkarnym atakiem nabierali pewności siebie i przekonania,że nie taki diabeł straszny. Jak się złapało ptaszka to wypadłoby go trzymać na uwięzi w klatce,a nie dawać mu się z niej wyrywać.

O tym,że nareszcie nasza drużyna gra piłką.
Z zadowoleniem można było obserwować wzrost poziomu umiejętności czysto piłkarskich drużyny jako całości co wynikało w dużym stopniu z tego,że nowi zawodnicy pokazali,że potrafią grać w piłkę.
Widać,ze dla trenera Jozaka dobra technika to podstawowa cecha przy doborze graczy do I składu. Bo na tym ta gra polega. Nie na bezmyślnym bieganiu ,nie na wdawaniu się w bójki, nie na wykopywaniu piłki na aferę. Można by jednocześnie powiedzieć,że graliśmy ekonomicznie, oszczędnie gospodarując siłami. Czasami można było jednak odnieść wrażenie jak by nasi zawodnicy nie byli pewni czy wytrzymają trudy meczu i odpuszczali bieganie za rywalami.

O tym,że trener nie jest nieomylny.
Chwaląc Jozaka nie można zapominać,że on nigdy nie prowadził jako trener żadnej drużyny i popełnia jeszcze błędy, które jak wczoraj mają negatywne następstwa. Miał on pełne prawo w miejsce Szymańskiego wprowadzić Eduardo, lecz jak wykazała pierwsza akcja Zagłębia po przerwie powinien wstawiając drugiego napastnika zmienić ustawienie na 4-4-2. Bowiem Szymański wycofywał się za atakującymi rywalami do czego Jędrzejczyk niejako przywykł, natomiast Eduardo został w okopach, więc akcja Zagłębia poszła bez oporu i nasz obrońca został sam z dwoma szarżującymi rywalami i trochę się pogubił.Można przy pierwszej bramce dla Zagłębia zastanowić się czy Malarz mógł lepiej się zachować. Pewno tak. Mnie natomiast zastanowiło takie ultra ofensywne nastawienie trenera do gry z Zagłębiem.No bo prowadząc na dość trudnym terenie z drużyną będącą w czołówce tabeli wydawałoby by się rzeczą normalną,że kiedy wymieniamy jedno ogniwo to wypadałoby wzmocnić siłę defensywną drużyny i grać na wykorzystanie błędów przeciwnika,który musiałby zaatakować chcąc odmienić wynik. Być może mecz nie wymknąłby się spod naszej kontroli i do horroru by nie doszło. Choć może to tylko moje szukanie dziury w całym Smile.

O tym,że drużyna w II połowie była jednością.
Nasz zespół w końcówce meczu pokazał charakter i za to zawodników należy pochwalić.Jeszce bardziej cieszy,że nareszcie wytwarzamy dużą ilość sytuacji bramkowych. Ale najbardziej można było być zadowolonym z tego,że pomimo zmian kadrowych drużyna była zaciekle walczącym o wygraną monolitem. Lecz ja nie byłbym sobą,abym nie zauważył,że Hamalainen po godzinie meczu padł i bardziej statystował niż grał i że Eduardo posiadając bardzo wysoką kulturę gry musi trafiać butem w piłkę.Bo bez tej prostej,ale podstawowej umiejętności gole nie padną.

O tym,że żaden reżyser tego nie przewidział.
Trener Jozak odgrażał się przed meczem,że da zagrać Radoviczowi. I dał. Nie chce mi się wierzyć,że przebieg wypadków przewidział, raczej miał wielkiego farta. Ale jak to bywa ,że lepszym i odważniejszym szczęście sprzyja.Oby tak dalej.
12niedziela, 11, lutego 2018 02:30
QD
Takie moje w 100% subiektywne odczucie odnośnie tego, że "mecz wymknął się spod naszej kontroli": ja przez CAŁY mecz miałem poczucie, że Legia kontroluje to co się dzieje na boisku.
Do pierwszej bramki graliśmy intensywniej, ale później nadal kontrolowaliśmy co się działo na boisku. Stracona bramka? No bywa. Luz. Na trochę wrzuciliśmy wyższy biegi i po wyjściu na prowadzenie, znów spokój.Oczywiście były lepsze i gorsze momenty - nie da się inaczej. Jednak nikt się nie podpalał, nie było ułańskiej fantazji, ale i uniknęliśmy zbytniej pewności siebie... Nawet po tej ręce naprawdę wierzyłem, że to da się jeszcze wygrać. Zresztą ja.... Zawodnicy to czuli! Jak w tym słynnym meczu szczypiornistów z Norwegią "Mamy piętnaście sekund. Mamy mnóstwo czasu". To było fajne, że w ten zespół znów dało się wierzyć. Mi taki poziom kontroli, w spotkaniu z naprawdę dobrze dysponowanym rywalem, w zupełności wystarcza.
13niedziela, 11, lutego 2018 10:10
kibic50
W moim odczuciu po pierwszym "wiosennym" meczu w Lubinie gołym okiem widać zmianę jakościową drużyny, a biorąc pod uwagę, że "największe wzmocnienie" (Vesović) jeszcze się leczy, powinno być tylko lepiej. Gorsze tryby zostały zastąpione lepszymi przez co gra Legii jest ładniejsza dla (mojego) oka.
Bardzo dobrze wprowadzili się nowi piłkarze, z których trzech należało do najjaśniejszych punktów drużyny.
Zarówno Remy, Antolić czy przebywający w Warszawie zaledwie od "wczoraj" Philipps pokazują, że tzw "okres aklimatyzacji" jest tylko wymówką dla piłkarzy, którzy sobie nie radzą.
Jeśli jesteś dobrym piłkarzem, okres aklimatyzacji jest w zasadzie niewidoczny.
U tych najlepszych trwa mniej więcej tyle, ile składany na kontrakcie podpis.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1