A+ A A-

Cracovia - Legia 0-0: Bez przewagi

Trzeci ligowy mecz rozegrany w lutym przyniósł Legii pierwszą tej wiosny stratę punktów. W sobotni wieczór nasza drużyna zremisowała na wyjeździe z Cracovią 0:0.

 

Trener Romeo Jozak postawił na następującą jedenastkę: Malarz – Jędrzejczyk, Rémy, Pazdan, Hloušek – Mączyński, Antolić, Hämäläinen – Vešović, Niezgoda, Szymański. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Peškovič – Fink, Helik, Dytiatjew, Pestka – Čovilo, Dimun – Zenjov, Hernández, Rakels - Piątek.

W pierwszej połowie mecz toczył się w szybkim tempie, obie drużyny miały swoje sytuacje, ale brakowało celnych strzałów na bramkę. Legia mogła objąć prowadzenie już w 2. minucie meczu. W dobrej sytuacji znalazł się Niezgoda, dostrzegł Hämäläinena i wystawił Finowi piłkę. Niestety strzał naszego pomocnika minął bramkę gospodarzy. W 12. minucie Jędrzejczyk wygrał walkę o pozycję po rzucie rożnym wykonywanym przez Szymańskiego, ale nieczysto trafił w piłkę. W 24. minucie akcję Legii strzałem z dystansu zakończył Szymański, niestety spudłował. Dwie minuty później legioniści rozegrali bardzo dobrą akcję, po której w pole karne Cracovii wpadł Niezgoda. Również tym razem piłka minęła bramkę gospodarzy. Cracovia, zgodnie z oczekiwaniami, najgroźniejsza była po stałych fragmentach gry. W 29. minucie po rzucie wolnym do strzału głową doszedł Dimun. Dobrze ustawiony Malarz spokojnie złapał piłkę. W 33. minucie Vešović wybił piłkę z linii bramkowej po strzale głową Helika. W 42. minucie kontrę Legii mógł skutecznie zakończyć Vešović, jednak Peškovič zatrzymał strzał naszego skrzydłowego. W 44. minucie Piątek doszedł do strzału głową w polu karnym Legii. Piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę naszego zespołu.

Do przerwy było 0:0. Legii grało się ciężko. Twardo i aktywnie grający gospodarze udanie utrudniali naszej drużynie konstruowanie płynnych akcji, z upływem minut nabierając pewności siebie i coraz odważniej atakując.

Na drugą połowę nie wyszedł Hloušek, którego zmienił Eduardo. Na lewą obronę przeszedł Jędrzejczyk, a na prawą stronę defensywy wycofany został Vešović. W pierwszych minutach po przerwie więcej do powiedzenia mieli gospodarze. Legioniści przetrwali tę fazę meczu bez strat, mimo że w 55. minucie powinno być 1:0 dla Cracovii. W polu karnym Legii znalazł się Piątek, uderzył płasko, ale Malarz popisał się dobrą interwencją. Bliski dobitki był Rakels, jednak fatalnie pogubił się kilka metrów przed bramką Legii. Kilka minut później stuprocentowej sytuacji doczekała się Legia. W 63. minucie Hämäläinen wyłuskał piłkę na połowie gospodarzy, podał w tempo do Szymańskiego, ten oddał strzał, ale piłkę odbitą przez Peškovicia z linii bramkowej wybił Helik. W 65. minucie niecelnie zza pola karnego uderzył Rakels. W 73. minucie Kucharczyk zmienił Szymańskiego, a w 81. minucie na boisku pojawił się Radović, zmieniając Niezgodę. W końcówce meczu Legia miała jeszcze jedną okazję. W 88. minucie Pazdan doskonale wyszedł w powietrze po dośrodkowaniu Antolicia z rzutu rożnego i nieznacznie się pomylił. Była to ostatnia sytuacja w tym meczu.

Remis 0:0 trzeba ocenić jako zasłużony. Cracovia miała prosty pomysł na mecz i zrealizowała go w sposób konsekwentny i skuteczny, narzucając naszej drużynie swój styl gry. Zawodnicy Legii nie mieli czasu ani miejsca na przyjęcie i rozegranie piłki, w efekcie nasza drużyna nie była w stanie zdominować przeciwnika i zepchnąć go do obrony. Należy spodziewać się, że więcej będzie ligowców, którzy będą usiłowali skopiować styl Cracovii w starciu z Legią. Przed nami tymczasem ogromnie istotny ligowy tydzień – we wtorek mecz z Jagiellonią Białystok i w niedzielę z Lechem Poznań.

Dyskusja (27)
1sobota, 24, lutego 2018 23:30
Senator
Idzie luty podkuj buty mówi staropolskie przysłowie. My jak zwykłe nie cenimy dobrych rad i w lutym gramy dodatkowe kolejki.
Oczywiście warunki dla obu drużyn jednakowe co nie zmienia faktu , że przy -10 gra się inaczej niż przy temperaturach dodatnich.
Nic to trzeba walczyć, walczyć, walczyć, nikt nam tytułu w prezencie nie da.
2sobota, 24, lutego 2018 23:58
crrille
Boisko jednakowe dla 2 drużyn, ale dla stylu? Legii gorsze. Dla mnie widoczny brak Phillipsa, co nie @Monrooe? Wink Słabo w środku pola z rozegraniem, craxa miewała dobre momenty bo brakowało dobrej 6stki. Ciekawy jestem spostrzeżeń @Ac-10 po meczu.
3niedziela, 25, lutego 2018 00:13
anonimowy_legionista
Nie wiem jakim cudem Antolić trafił do Legii. Strasznie podoba mi się styl, umiejętności, kultura i "elegancja" tego zawodnika.pl

Wynik zrzucam na karb braku Philippsa w Krakowie.
4niedziela, 25, lutego 2018 01:17
sektor212
Przed startem ligi obiecałem sobie, że Legię ocenie po pierwszych trzech meczach, a więc czas zabrać głos.
Można powiedzieć, że zobaczyliśmy dwa oblicza zespołu. Pierwsze trzy udane połowy wykonaniu wojskowych kiedy gra była bardziej kreatywna oraz trzy słabsze połowy gdzie gra była więcej szarpana i z kontry. Wydaje się, że istotny wpływ na postawę Legionistów ma nasz nowy nabytek Philips. Kiedy jest na boisku Legia zdecydowanie lepiej operuje piłką szczególnie w ataku pozycyjny w fazie budowy gry. Philips z wyczuciem kreuje naszą ofensywną grę jak również bardzo dobrze radzi sobie w odbiorze piłki rywalowi. Jego brak powoduje większą nerwowość w naszej środkowej formacji. Nie potrafimy przytrzymać piłki tylko dążymy do ataku szybkiego. Antolić w Krakowie rozegrał trzeci dobry mecz. Zawodnik z dobrym przeglądem pola potrafiący celnie i w tempo prowadzić grę, a przy tym niesamowity walczak. Mączyński również trzymał jakość gry i zapewne będzie się dalej rozwijał w takim towarzystwie choć obu w/w Panom w Krakowie brakowało Philipsa do większej wymienności podań.

Z Zagłębiem czy ze Śląskiem większość meczu potrafiliśmy kontrolować grę. Z Cracovią już tak dobrze nie było. Nie posiadaliśmy przewagi w środkowej strefie boiska. Brakowało przytrzymania piłki przegrania akcji na drugą stronę. Za to powracaliśmy do gry z jesieni i częściej wycofywaliśmy piłkę do Malarza. Zbyt często graliśmy górną piłką dostosowując się do gry Krakusów (jak mój teściu określi mecz – dużo walki a za razem taka kopanina). Słabiej dziś zagrali nasi młodzi piłkarze Szymański i Niezgoda. Pierwszy notował dużo niecelnych podań drugi dwukrotnie źle zachował się w polu karnym strzelając zamiast podać piłkę w lewo do lepiej ustawionych kolegów. Mam nadzieję, że słabszym mecz Niezgody uspokoi niepotrzebny szum medialny odnośnie jego gry w kadrze.

Na oddzielną uwagę zasługuje Hamalainen. Przyznam uczciwie jego przyjście do Legii nie wywołało u mnie większej euforii. Nie traktowałem Fina jako wzmocnienie tylko uzupełnienie składu (jako zmiennik). I tak jego losy się układały w naszym klubie. Zazwyczaj wchodził z ławki kilka krotnie przesądzając o wygranej Wojskowych. Jednak u trenera Rome udanie wkomponował się w oczekiwania sztabu trenerskiego i zanotował trzy udane występy i zdaje się być pewniakiem do pierwszego składu. Hama lubi grę kombinacyjną na małej przestrzeni. Z nowymi kolegami nadaje na jednej fali kreując grę jak i świetnie potrafi wejść w pole karne i skutecznie wykończyć akcję.

W pierwszej połowie meczu z Cracovią (jak i w poprzednich) gra naszych bocznych obrońców wołała o pomstę do nieba. W sobotę szczególnie Hlousek prezentował się beznadziejnie. Zupełnie nie w tempo pokazywał się do gry, a w obronie objeżdżany był nie miłosiernie. Przy stałych fragmentach gry ani razu nie wygrał walki o pozycję przez co był zupełnie wyłączony z gry o górne piłki. Trener Widząc jego nieporadność po 45 minutach zdjął go z boiska przesuwając Jędrzejczyka na lewo a Vesović wycofał z przedniej formacji do prawej obrony. Zawodnik z Czarnogóry dobrze sobie radził w ataku w pierwszej połowie, ale zdecydowanie bardziej widzę go na prawej flance w defensywie. Umiejętnie kasował akcję rywali kiedy próbowali rozgrywać piłkę w jego sektorze boiska, a jego ofensywne wejścia (palce lizać) zawsze kończyły się dobry dośrodkowaniem w pole karne. Nie ma większego problemu w grze jeden na jeden oraz sporo widzi na boisku. Jędrzejczyk okazał się jego przeciwieństwem. Każda akcja (dosłownie każda) rywali w jego strefie kończyła się wrzuceniem piłki w nasze pole karne. Kompletnie nie potrafił przerwać, wyprzedzić czy zablokować dośrodkowań Krakusów. Co i raz rywale groźnie atakowali jego stroną, a Jędza cały czas za daleko od rywala (gra taka na alibi). Brakował ataku na piłkę. Ofensywnie lepiej tylko jego dośrodkowania mają problem minąć pierwszy słupek. Najlepiej spisuje się przy naszych rzutach rożnych. Aktywny szukający uderzenia głową. Podsumowując to i tak lepiej zaprezentował się dwóch meczach od w/w Czech.

Zdecydowanym liderem środka obrony jest nowo pozyskany Remy. W każdym meczy gra pewnie znakomicie czytając grę. Szczególnie imponuje mi jego wprowadzanie piłki do gry kiedy często potrafi prostopadłym podaniem minąć dwie formacje rywala. Również sam udanie potrafi wjechać z piłkę na połowę rywala i celnie zagrać do wychodzącego do gry kolegi. Mało notuje strat. Pazdan słabiej wygląda na tle Francuza choć odnoszę wrażenie, że z meczu na mecz prezentuje się pewniej jeżeli chodzi o rozbijanie ataków przeciwnika. Również poprawił wyprowadzenie piłki w fazie budowy gry gdzie częściej szuka podania do przodu niż gry w poprzek czy do bramkarza.

Malarz bez zmian na swoim poziomie choć ja wymagam więcej od niego. W dalszym ciągu nie poprawia gry na przedpolu, a i niektóre strzały wypadało by nadzwyczajnie w świecie złapać niż sparować do boku.

Również na uznanie zasługuje Eduardo który potrafi idealnie obsłużyć kolegę dając otwierające podanie do bramki rywala. Przyjąć piłkę z obrońcą na plecach i rozegrać ją bez straty to dla niego nie jest problem. Przydatny zawodnik w ofensywie jak i w grze obronnej.
Obiektywnie należy przyznać, że zimowe transfery okazały się udane gdyż każdy z wymienionych (grających) nowych zawodników podniósł wartość techniczną i taktyczną Legii. Trener Romeo Jozak wykazał się dobrą oceną kadry jaką posiadał sprowadzając zawodników na odpowiednie pozycję. Oczywiści brakuje jeszcze przynajmniej lewego obrońcy i skrzydłowego by nowy system gry mógł funkcjonować jeszcze bardziej wydajnie niż obecnie. Na letnie okno transferowe priorytety jeżeli chodzi o pozycje już znamy. Ale wzmocnienia będą możliwe dopiero za 4 miesiące więc z obecnej kadry trzeba wycisnąć maxa i walczyć o MP. Na razie Radović jest daleki od swoje optymalnej formy. Załatwił nam wygraną w Lubinie ale to wszystko. Ze Śląskiem niczym specjalnie się nie wyróżniał, a z Krakowa zapamiętamy go z dużej ilości strat oraz zupełnie niepotrzebnych pięknych akrobatycznych padów (symulek) na które sędzia nie dawał się nabierać.

Reasumując podoba mi się filozofia gry jaką wprowadza do Legii trener Jozak. A że system jest w fazie budowy i doskonalenia więc słabsze mecze mogą się przytrafić jak ten z Cracovią.

Edit. Kucharczyk chyba musi się pogodzić z rolą zmiennika gdyż sama szybkość to jest za mała jeżeli chodzi o wymagania trenera Jozaka. Natomiast Broź nie składa broni i w meczu ze Śląskiem zaimponował mi walecznością mimo gry w Legii tylko do końca sezonu. Szczerze przyzwoicie (a może i lepiej) zastąpił Jędrzejczyka na prawej flance. Jednak z Czarnogórcem nie ma szans wygrania rywalizacji o wyjściową jedenastkę. Jednak za sama jego postawę należą się mu brawa.
5niedziela, 25, lutego 2018 08:33
świrekwampirek
Bardzo szkoda tych straconych punktów szczególnie przed tak dwoma kluczowymi spotkaniami. Bezsprzecznie bardzo słabe tym razem zawody Szymańskiego i Niezgody i muszę napisać według mnie tym razem zła reakcja Josaka na ich grę. Obaj byli do zmiany a cofnięcie Vesovica jeszcze bardziej osłabiło tym razem słabo grającą naszą ofensywę.
O Jędrzejczyku szkoda pisać, Broź przy nim to profesor, nic nie dały pogadanki ani sygnały wysyłane przez Mioduskiego.
Nadal się będę upierać że rozgrywanie w Polsce w lutym spotkań to kompletna porażka, niestety ale klimatu nie da się oszukać. Ciekawe kiedy kluby zaczną się buntować będąc zmuszane do organizacji spotkań w takich warunkach ponosząc olbrzymie koszty a grając przy prawie pustych trybunach.
Do tych co piszą że dawniej grano i nikt nie marudził przypomnę że kiedyś liga ruszała w okolicy połowy marca.

No cóż teraz nie ma wyboru i trzeba skasować 6 punktów w dwóch najbliższych meczach. Ciekawe jak zareagują organizmy piłkarzy po dawce 3 spotkań w ciągu 10 dni rozgrywanych w arktycznych mrozach.

LM

P.S. Remy to nasze nowe Czarne Złoto jak daw

P.S.2Podpisuję się pod wpisem Kolegi Sektor
6niedziela, 25, lutego 2018 09:32
kibic50
W kontekście wczorajszego meczu inaczej wygląda 4:0 z Górnikiem na koniec rundy jesiennej. Widać, że Cracovia potrafi spiąć się na najlepszych.
Mecz mógł sie podobać, choć gra przy -14 jest absurdem, szczególnie dla drużyny grającej futbol techniczny.
Szkoda dwóch setek Hamy i Szymańskiego, bo dziś humory byłyby inne.
Nie mam bladego pojęcia jak się czuje piłkarz ubrany w krótkie spodenki przy takim mrozie. Mnie już sama perspektywa 2 godz we wtorek przy Ł3 wprawia w dreszcze.

Mecz jeszcze raz potwierdził dużą jakość naszych nowych nabytków.
7niedziela, 25, lutego 2018 10:08
CTP
"gra przy -14 jest absurdem, szczególnie dla drużyny grającej futbol techniczny"

Zwłaszcza, gdy dodatkowo wyłączy się podgrzewanie płyty, co, podobno miało miejsce, podobno na wniosek Probierza.
Swoją drogą, zastanawiam się, jak długo wytrzyma Profesor z zespołem, który spina się na jednych a przed drugimi rozkłada nogi. Przy takim stylu gry, to raczej na koniec nie powinien liczyć na więcej, niż utrzymanie.

A jeśli chodzi o Legię, to we wczorajszym meczu mnie osobiście zabrakło przede wszystkim pressingu z naszej strony. Być może rzeczywiście stan murawy nie pozwalał na zbyt aktywne bieganie po boisku.
8niedziela, 25, lutego 2018 10:23
kibic50
@ CTP

"Zwłaszcza, gdy dodatkowo wyłączy się podgrzewanie płyty, co, podobno miało miejsce, podobno na wniosek Probierza"

Nie wpadaj w paranoję Wink

- Powoli wpadamy w paranoję. Po jednym tweecie, który dziś się ukazał, przeprowadzono kontrolę, czy wyłączyliśmy podgrzewanie murawy. Probierz to nie jest nalepka na jabola. To już zaczyna mnie irytować - mówił wściekły.
Z Legii wydzwaniają dziesięć razy do delegata i przez ekstraklasę sugerują, że my coś kombinujemy. To już jest lekka przesada. Czasami warto się zastanowić. My też jesteśmy ludźmi, mamy rodziny. Nie obrażajcie nas. To przesada, że ktoś z Legii dzwoni i cała Polska musi się przed nimi tłumaczyć. Nie moja wina, że jest taka pogoda i boisko jest, jakie jest - stwierdził.
9niedziela, 25, lutego 2018 10:44
świrekwampirek
Kibic mróz ścisnął w całym kraju a tylko boisko w Krakowie wyglądało jak wieczna zmarzlina. Oczywiście w Szczecinie mamy łagodniejszy klimat ale już Nieciecza jest rzut beretem od Krakowa.
W sumie trudno oczekiwać że Probierz stanie przed kamerami i powie, tak rzeczywiście kazałem wyłączyć podgrzewanie murawy, no litościSmile
10niedziela, 25, lutego 2018 10:59
corazstarszy
Cóż, zwłaszcza Śląsk, ale i Zagłębie nie zawiesiły wysoko poprzeczki. Wiadomo było, że kiedyś trafi się rywal bardzo wymagający i wtedy ochów i achów nie będzie. Cracovia właśnie takim rywalem się okazała.
W porównaniu z majowym meczem w Białymstoku, Probierz bardziej postawił na piłkę nożną. Mecz na dobrym poziomie. Podziwiam, że Cracovia wytrzymała taki agresywny sposób grania. Jesienią Arka w Warszawie zaczęła z bardzo wysokiego C, ale długo nie wytrzymała. Dopóki wytrzymywała, Legia miała kłopoty. Wczoraj też przez cały mecz właściwie miała, ale jednocześnie długimi fragmentami umiała i rywalom napędzić stracha, podejmując cały czas walkę, grając momentami swoje. I całkiem fajna gra z tego wyszła. Sadzę, że był to jeden z trudniejszych meczów, jakie przyjdzie rozegrać Legii do 30. kolejki. Z indywidualnych wyróżnień, bardzo mi się podobała przez cały mecz gra Michała Pazdana – jak jest skoncentrowany, to gra kapitalnie. A z Piątkiem przecież łatwo nie miał. W ogóle ciekawa sytuacja – bo i chyba my możemy być zadowoleni z Pazdana, i Cracovia z Piątka. To rzadkość – na ogół, jak jeden z takiej pary dobrze się spisze, to na drugiego są narzekania.
11niedziela, 25, lutego 2018 11:11
kibic50
@ świrek

Trzeba być kompletnym idiotą, aby narażać własną drużynę, z krótką ławką na kontuzje wynikające z grania na zmrożonym boisku.
Po drugie, nie słyszałem od żadnego piłkarza Legii czy ze strony sztabu szkoleniowego aby murawa w Krakowie była źle przygotowana. No litości Smile
12niedziela, 25, lutego 2018 11:21
CTP
@kibic50
Po Probierzu można się wszystkiego spodziewać.
13niedziela, 25, lutego 2018 11:24
Monrooe
Widzę, że mam podobne odczucia jak niektórzy komentatorzy. Z tym, że ja nie będę "leciał" po nazwiskach. Po prostu nie wiem czy zabrakło akurat Phillipsa, natomiast wydaje mi się, że zabrakło po prostu typowej "szóstki", lub po prostu trzeciego, bardzo odpowiedzialnego za defensywę piłkarza środka pola. W efekcie czego nie mieliśmy żadnego remedium na grę Miroslava Covilo i prowadzonej przez niego linii pomocy rywali (kurcze, ten chłopak czasami mnie zachwyca, aby zaraz potem wrócić do ligowej szarzyzny, ot tak).

Okazało się, że pomimo bogatego arsenału umiejętności Domagoj Antolić nie jest w stanie zagrać w pełni odpowiedzialnie na pozycji defensywnego pomocnika (zbyt częste wyjścia do przodu, aby pomóc w rozgrywaniu). Na domiar złego drugi defensywny (przynajmniej z nazwy) pomocnik, Krzysztof Mączyński pod nieobecność zabezpieczającego tyły kolegi zostawiał za sobą dziury jak po bombardowaniu. Gdy dodamy do tego zbyt często biegającego do przodu Szymańskiego to łatwiej będzie nam zrozumieć kłopoty jakie mieliśmy w środku pola.

To właśnie tam zaczynały się nasze kłopoty, które po raz kolejny kończyły się dopiero w polu karnym Arkadiusza Malarza. To niestety martwi, bo kolejni rywale mogą już nie być tak nieporadni w "szesnastce" jak ferajna Probierza.

Z drugiej strony, poza wyżej opisanymi mankamentami, całkiem podobała mi się nasza gra (poza zupełnie niepotrzebnymi centrami w pole karne rywali). Pomimo tego, że ani aura, ani boisko, ani niestety nasza dyspozycja nie były naszymi sprzymierzeńcami to my i tak staraliśmy się grać "swoją" piłkę. I trzeba przyznać, że kilka razy nasze poczynania mogły przynieść oczekiwany rezultat. Zabrakło odrobiny precyzji lub po prostu zimnej krwi. Wydaje się jednak, że taka gra powinna przynosić rezultaty.

ps: Swoją drogą jeśli trener Cracovii faktycznie kombinował ze stanem murawy (nie mam pojęcia czy tak było), to należą mu się wielkie brawa, bo nazywanie boiska przy Kałuży murawą byłoby zdecydowanie na wyrost. A taki plac zdecydowanie sprzyjał stylowi gry jaki na ten mecz obrała sobie drużyna z Krakowa. Obowiązkiem trenera jest zwiększanie szans swojej drużyny i takie "numery" znane są na całym świecie. Oczywiście nie wierze aby stan murawy zagrażał zdrowiu i życiu zawodników, bo po pierwsze nikt by takiej nie dopuścił do gry (sędzia też tam biegał) a po drugie działało by to w obie strony.
14niedziela, 25, lutego 2018 12:41
ł apacz
ten mecz nie różnił się od dwóch poprzednich, stworzyliśmy sobie kilka bardzo dobrych sytuacji oraz dopuściliśmy do zagrożenia pod własną bramką

wtedy się udało teraz nic nie wpadło

po meczu można też sobie pospekulować czy Romeo nie mógł inaczej zestawić drużyny, np;
- w miejsce Phillipsa przesunąć Remy'ego, a na jego miejsce wstawić wysokiego Dąbrowskiego do krycia Czowilo (wiem nie było go nawet w 18, za to był niższy Astiz)
- Hlousek też jest obecnie w słabszej formie i wyraźnie wypadł słabiej od Brozia
- filigranowy Szymański też nic nie pokazał z przodu, a jednocześnie przegrywał każdy fizyczny pojedynek i przebitkę

oczywiście teraz to tylko gdybanie i inaczej zestawiona drużyna (Malarz-Broź,Dąbrowski,Pazdan,Jędza-Mąka,Remy,Antolić-Vesović,Niezgoda,Hamalainen) mogłaby nawet przegrać

widać też, że Jozak nie lubi nic zmieniać w jedenastce bez wyraźnej przyczyny- kontuzja/kartki
a mógłby mając teraz w krótkim czasie 2 mecze z najgroźniejszymi rywalami
15niedziela, 25, lutego 2018 14:13
sektor212
Monrooe

Zgadzam się, że Antolić nie do końca sprostał wymaganiom w defensywie. Mączyński również. Tak patrzę na statystyki (średnie pozycje piłkarzy) Antolić i Mączyński grali w jednej linii (a nie powinni) dość wysoko do ustawienia środkowych obrońców. Wydaje mi się, że zbyt duża odległość była pomiędzy dwoma formacjami środkiem pomocy a środkiem obrony. W tą wolną przestrzeń piłkarze Cracovii za łatwo wchodzili. Orientujesz się czy ten nowy Cafu to typowa 6? Jeżeli tak to może znacznie pomóc trenerom bo jak widzimy zabrakło Philipsa i już nasza gra w ataku pozycyjnym się nie klei i zaczynamy szukać ataku szybkiego w kontrze.

Trafnie zauważyłeś zbyt wysoką grę Szymańskiego. Zbyt często dublował pozycję Hamalainena schodząc do środka w jego strefę działań kiedy brakowało wejścia po linii lewego obrońcy. Jego złe przemieszczanie się po boisku bez piłki powodowały wyłomy z systemu gry (straty piłki) jak i brak odbudowy ustawienia w obronie. Błędy Szymańskiego i mamy pełen obraz którą stroną atakowali rywale. Częściej było widać Fina asekurującego boczny sektor boiska w strefie niskiej niż Sebastiana. Ogólnie młody jakoś się pogubił na lewej stronie. Na prawej flance lepiej funkcjonował chociażby w takim elemencie jak wymienność pozycji gdzie często zmieniał się z Mączyńskim czy Jędrzejczykiem kiedy szedł do przodu a on zajmował jego pozycję. Na lewej wykazał mniejsze czytanie gry i założeń taktycznych. Trochę zadanie utrudniał mu Czech gdyż zbyt rzadko podłączał się do gry przez co była zbyt duża odległość między nimi i miał kłopoty zdążyć z asekuracją. Zresztą wystarczy, że jeden element z taktyki szwankuje to lawinowo sypią się pozostałe i gra zaczyna się nie zazębiać.
16niedziela, 25, lutego 2018 15:23
Monrooe
@ sektor212
Zacznę od tego, że ja nie zrozumiałem wczorajszego zestawienia naszego zespołu, stąd moje pyanie Na Aucie.

- "Antolić i Mączyński grali w jednej linii (a nie powinni) "
To fakt, jednak prawdą też jest, że ja nie wiem czy nie powinni, może my naprawdę pojechaliśmy tam zagrać baardzo ofensywny futbol. Taki z dwoma "ósemkami" i krzywą "prawie dziesiątką" w wykonaniu zażartego i w założeniu wszędobylskiego Sebastiana Szymańskiego. Plan, planem, mógł być całkiem dobry co pokazały pierwsze akcje legionistów. Ale już na boisku okazało się, że "młody" może i jest zadziorny, ale ten poziom fizyczności gry jest jednak nie dla niego. Wygląda też na to, że zdecydowanie zapędzaliśmy się w ofensywie, tworząc za sobą ograne przestrzenie, które wykorzystywała Cracovia. Te dziury w naszym wykonaniu to nic nowego, bo zarówno w meczu z Zagłębiam, jak i Śląskiem robiliśmy to samo, ale w tamtych spotkaniach zdawaliśmy się mieć nieco większą kontrolę nad wydarzeniami w środku pola. Wczoraj tej kontroli zabrakło zupełnie.

- "Orientujesz się czy ten nowy Cafu to typowa 6? "
Nie mam bladego pojęcia, z szybkiego rozeznania wynika jednak, że owszem, zdecydowanie to gracz o walorach defensywnych. Co ciekawe wygląda na to, że źle pokierował swoją karierą i to, że wyląduje u nas może być dla nas nielichym fartem. Gość cały czas gdy grał w Portugalii znajdował się w kręgu zainteresowań kolejnych selekcjonerów drużyn młodzieżowych, dopiero przejście do będącego w kłopotach Lorient skutecznie zahamowało te zapędy. Gra w fatalnym na tamten czas zespole "Morszczuków" skutkowała spadkiem. Co prawda przejście do Metz pozwoliło na wspięcie się do elity francuskiej piłki, ale jak widać gra w tamtejszej ekstraklasie przerasta tę drużynę zdecydowanie. Na dodatek tamtejszy trener wydaje się wciąż szukać optymalnego zestawiania i Cafu popadł w niełaskę równie szybko jak znany nam Phillips. Może stąd wzięła się ta cała frustracja, a co za tym idzie awantura z trenerem i szansa na jego pojawienie się w Warszawie.

(Z innej beczki, jeśli faktycznie zakontraktujemy Cafu, to po pierwsze ja będę w szoku, a po drugie w nie mniejszym szoku będzie Michał Kopczyński. Bo wszystko wskazuje na to, że Portugalczyk to piłkarz z rodzaju nie trafiających zwykle do Ekstraklasy.)

Wracając do meczu, wyglądało to trochę tak..... jakby piłkarze nie do końca zrozumieli założenia trenera, bo ja nie podejrzewam, żeby trener Jozak kazał wszystkim na raz przemieszczać się do strefy defensywnej rywala.... co owocowało odległościami i wspomnianymi przez ciebie brakiem asekuracji. W efekcie czego oglądaliśmy coś na wzór meczu tenisowego a nie zawody piłki kopanej, zwyczajowo nazywanej nożną. Dużo wody upłynie zanim przyzwyczaimy się do gry w tym zestawieniu. Pytanie ile po drodze będzie spotkań podobnych do tych ze Śląskiem, a ile takich jak z Vitorią Pilzno (które wyglądało w zasadzie identycznie do tego wczorajszego, tylko Czesi byli zdecydowanie bardziej bezwzględni od Krakusów).
17niedziela, 25, lutego 2018 17:31
Zbyszek
O tym,że Probierz nie jest rewolucjonistą.
W "Skarbie kibica" dziennikarz Michał Trela twierdzi,że w Cracovii odbywa się prawdziwa rewolucja z zanegowaniem wszystkiego co do tej pory robiono.I konkluduje,że nie sposób przewidzieć efektów i że rewolucje pożerają własne dzieci.Osobiście mam złe zdanie o Probierzu od czasu jak przeczytałem złożone w Prokuraturze we Wrocławiu przez Piotra Dziurowicza zeznania o nim.Nie dlatego,że pobłądził i nie dlatego,że w procederze korupcyjnym pełnił jedną z ról organizatorskich, bo akceptuję biblijną przypowieść o synu marnotrawnym . Problem z Probierzem jest taki,że cwaniactwo, bezczelność i cynizm są jego atrybutami po dziś dzień,że wspomnę tylko o namówieniu kibiców Jagiellonii do przerwania meczu ostatniej kolejki sezonu 2016/17 po to, aby rywale,a w zasadzie Legia ukończyli swoje mecze,a jego drużyna,żeby mogła zareagować na wyniki.Dzięki sportowej postawie Lechitów ten oszukańczy plan poniósł fiasko.
Natomiast kategorycznie nie zgadzam się z tezą Treli, bowiem to co robi trener Probierz w Cracovii to jest przywracanie normalności.Wielkim nieszczęściem polskiej piłki jest odwrócenie hierarchii i pojęć.Warunki dyktują piłkarze, którzy powinni spełniać role wykonawców i to przez nich właściciele zostali sprowadzeni do roli dostarczycieli kasy,a trenerzy do udawania przełożonych.W normalnej firmie pracownik przychodzi do pracy,aby jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki. Natomiast piłkarze w naszych klubach postępują często jak by robili komuś łaskę,że w ogóle trenują i grają.Mają oni w większości tak niskie umiejętności techniczne i taktyczne,że aby te braki nadrobić powinni zasuwać na maksa.A im się wydaje,że są gwiazdami i zapieprzać nie muszą.Ponadto nie dbają o swoje narzędzie pracy czyli ciało / obżarstwo, pijaństwo itp/.I w takiej sytuacji trener jest bezradny, bo nie ma narzędzi do wymuszenia zmiany postawy. Jedyną metodą pozostaje pozbycie się zarozumiałych obiboków. Tak zrobiono w Zabrzu, bez większego rozgłosu i tak zrobił Probierz w Cracovii i jak to u niego głośno i z przytupem. Tylko czy nie należy przyznać mu racji i życzyć powodzenia ?.Czy to co robi nie leży w interesie naszej piłki klubowej?.Jednak on sam nie uleczy z chorób i innych nowotworów,ale ktoś przecież musi być drogowskazem pokazującym ,którędy biegnie normalna droga,a w którą inna prowadząca na manowce.Nie chodzi już o to,że większość piłkarzy ma mierne umiejętności,ale i o to,że nie chce ich poprawić.Probierz pyta :"A kto naszym zabrania pracować tak jak w silniejszych ligach". No, kto?.Nie chcę wytykać,ale np. taki Kucharczyk jak przed 8 laty był surowy technicznie tak jest do dziś.I też nie chodzi do końca o to,że przykładowo piłkarze masowo nie potrafią przyjąć piłki i ona im odskakuje na parę metrów oraz,że problemem jest celne podanie lub dogranie piłki,ale idzie o to,że po takich babolach oni nie starają się szkody nadrobić. Rywal przejmuje piłkę,a oni zamiast za nim gonić stoją.Na naszych boiskach grający w defensywie w większości nie starają się zawsze znajdować bliżej swojej bramki niż obcy gracz z piłką, już nie mówiąc o umiejętności przyjęcia właściwej postawy pozwalającej na kontrolę przestrzeni.Nie wierzę,żeby nie wiedzieli co mają robić w takich sytuacjach,ale nie chcą, bo to wymaga wysiłku.Podobnie jak atakowanie przeciwnika będącego z piłką w świetle bramki. Wyliczać błędy techniczno- taktyczne można by bez końca.Oddzielną kwestią,ale równie ważną jest dbanie zawodników o samych siebie.Nie mówię tylko o nadwadze,ale o niesportowym trybie życia.Od czasu do czasu wstrząsają opinią publiczną smaczki w rodzaju Peszki.Lecz przecież to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Tylko,że przecież on sam nie chlał.Więc dołująca Lechia nie powinna nikogo dziwić,a za ekscesy zapłaci rachunek trener. Różnica pomiędzy nią a Cracovią jest taka,że w Krakowie Probierz nie czeka aż go pijaki zwolnią,ale sam stajnię Augiaszową czyści.Robi to konsekwentnie i pryncypialnie, ale żeby to miało ozdrowieńcze zadziałanie dla naszej piłki to we wszystkich klubach trenerzy powinni mieć taki komfort,że ich zostawią,a szkodników wywalą.
W tym sensie to co robi Probierz jest przykładem do naśladowania w innych klubach.Pokazuje bowiem,że należy uniezależnić się od opilstwa czy zachcianek panów piłkarzy. Gdyż trenerzy nazbyt często odpowiadają nie za swoje grzechy. A on działa zgodnie z przysłowiem:"Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".

Nawiązuję do swojego komentarza po meczu ze Śląskiem to życie dopisało zakończenie czyli zwolniono Urbana. To,że to już drugi po kolei trener, który traci pracę w tym klubie po porażce z Legią można skomentować subtelnie ,że moment jest co najmniej niefortunny, bo to wygląda na to,że Śląsk może dać dupy każdemu , byle nie Legii i bardziej dosadnie,że w tym Wrocławiu to oni z kutasem na łebki się pozamieniali.

O tym,że Legia powoli się profesjonalizuje i wybiera swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym.
Futbol był zawsze w rozwoju zapóźniony w stosunku do innych dyscyplin sportu, nie mówiąc o zastosowaniu zdobyczy nauki i techniki.Jedną z przyczyn była nadreprezentacja w nim niedouczonych, byłych piłkarzy, którzy po zakończeniu karier w różnym charakterze zostawali w piłce.Powielali oni to co znali,a co było stare , nierozwojowe i nienowoczesne. Zamiast posuwać piłkę do przodu cofali ją do tyłu.Szczególnie boleśnie procesy te dotknęły naszą piłkę od lat 80-tych,pogłębione zostały przez korupcję,a skumulowały się na początku lat 90-tych odcięciem państwowych środków.Właściwie zostały w większości klubów nieprzezwyciężone do dziś.Świat poszedł naprzód bez naszego udziału. Wiele krajów prześcignęło nas o dekady nie tylko w infrastrukturze szkoleniowej,ale przede wszystkim w zarządzaniu czyli doborze takich środków i metod,aby postawiony cel można było urzeczywistnić.Mnie wręcz żal tych biznesmenów łożących na piłkę ciężko zarobione pieniądze.Oni wiedzą jak zarabiać pieniądze i na piłce nie muszą się znać.Wiedzą jednak,że jak zatrudniają pracowników, zwłaszcza na stanowiska kierownicze to są to fachowcy, którzy znają na wylot procesy produkcyjne i potrafią kierować ludźmi.Oni w naiwności swojej myśleli,że w piłce jest podobnie i zderzyli się ze ścianą ignorancji, nieróbstwa i pazerności.A najgorsze w tym przekazie jest to,że media uznają,że to oni są ci źli, a nie ci, którzy zawiedli.Przykładowo w naszym klubie od bardzo wielu lat królowała bylejakość, doraźność i tymczasowość.Nie było żadnej myśli przewodniej, ani określenia jakim klubem ma być Legia, jak ma być budowana,ani w doborze kadry zarządzającej,ani w doborze trenerów i zawodników.Nie jest moją intencją ośmieszanie poprzedników, bo nie do końca te szkodliwe braki zostały przez nich zawinione.Ten horyzont myślowy ludzi naszej piłki był tak zaściankowy,że nie widzieli oni wyzwań , więc jak mogli się z nimi mierzyć.Przypomnijmy sobie tylko jak ITI w osobie Mariusza Waltera ,który traktując Legię jak zabawkę zaproponował robotę dyrektora Mirosławowi Trzeciakowi i następnie trenera Urbanowi. Można mieć pretensje do Waltera, ale to oni powinni wiedzieć,że są kompletnie do tych funkcji nieprzygotowani. W efekcie odrzucili Roberta Lewandowskiego.Podobnie zaufano Jóźwiakowi i Skorży i wydano latem 2010 roku wielkie pieniądze na szrot.Pewna poprawa nastąpiła jak prezesem został Leśnodorski,ale tylko w zakresie znacznego powiększenia budżetu, bo nadal środki były wydawano nieefektywnie,a w klubie panoszyli się byli kopacze.Wielkie nadzieje wiązałem z przejęciem klubu przez pana Mioduskiego,ale od razu doznałem rozczarowania , gdyż pozostawił on na kluczowych stanowiskach dyletantów Żewłakowa i Magierę. Zakończyło się to tak jak musiało, stratą co najmniej kilkudziesięciu milionów złotych. Dopiero ten fakt uzmysłowił Mioduskiemu,że dalszy marsz tą drogą grozi upadkiem. Tym razem dobór kadry zarządzająco - szkoleniowej nie jest przypadkowy, gdyż każdy z nich ma dużą wiedzę o piłce i jest porządnie wykształcony.Bo dziś nie intuicja,ale nauka i wiedza z niej wyniesiona decydują co jest dobre a co złe, co przynosi sukcesy a co klęski. Teraz doradcą prezesa został b. prezes wyśmienicie zarządzanego klubu FC Bassel Bernard Heusler.To dobrze, bo Mioduski nie ma czasu na nauki piłki, ale decyzja zapadła trochę za późno, bo pewnikiem Heusler nie dopuściłby do szkodliwego wyjazdu do USA, gdzie piłkarze zamiast trenować latali bez sensu samolotami.Z nowym doradcą wiązać należy nadzieję na to,że wreszcie pieniądze w Legii zaczną pracować jak należy i wytwarzać wieloraki zysk.Może za przykładem Legii nasza piłka klubowa zacznie wydobywać się z marazmu poznawczego. Dobre byłoby to i dla Legii, bo tylko konkurencja jest warunkiem rzeczywistego rozwoju.

O tym,że Probierz wchodzi nie w swoje buty.
Ma on prawo ocenić negatywnie te pozorowaną reformę rozgrywek, szczególnie w kontekście spadku 3 drużyn do I ligi.Chociaż z drugiej strony o czym wiele razy pisałem prezesi 16 klubów nie chcą powiększenia ligi, bo uszczupliło by to ich dochody z praw telewizyjnych. Wolą dzielić biedę niż dbać o poprawę w szkoleniu młodzieży i bezpiecznym wprowadzaniu jej do klubów. Tylko,że tej akurat materii głos Probierza jest dziwaczny, bo Cracovia nie ma Akademii, ba, nie ma II drużyny,a w pierwszej zdecydowaną większość stanowią obcokrajowcy.Chyba,że jest to otwarta krytyka dotychczasowej polityki Filipiaka wskazująca na konieczność zbudowania trwałych fundamentów klubu. Ale użycie w takim kontekście nazwiska Eduardo jest chamstwem. Co obchodzi takiego Probierza kogo zatrudnia Legia czy inny klub.Dodatkowo takie logiczne niechlujstwo obniża wiarygodność jego innych wypowiedzi.

O tym,że ogromnym atutem Cracovii była agresywna gra.
Gracze Cracovii od początku wczorajszego spotkania dążyli do fizycznej konfrontacji z naszymi zawodnikami. Starali się biegać blisko naszych zawodników i ograniczać nasze poczynania.Naszym zadaniem powinno być nie unikanie gry,ale unikanie bójek. Niby proste,ale na boisku nasi zawodnicy zwłaszcza Remy, Pazdan i Szymański wdawali się w potyczki z rywalami,a cała nasza drużyna znajdowała się w pod permanentną presją z której tylko chwilami potrafiliśmy się uwolnić.Żaden z naszych zawodników , poza Eduardo i Radoviczem w II połowie nie potrafił utrzymać się przy piłce . Każda taka próba kończyła się stratą piłki w postaci jej odbioru lub przechwytu po niecelnym podaniu. Wielka szkoda,że pierwsza nasz akcja nie zakończyła się powodzeniem,bo to mogło ustawić mecz.

O tymże stwarzane sytuacje trzeba wykorzystywać.
W 2 poprzednich spotkaniach nasi zawodnicy imponowali skutecznością, każdy prawie strzał na bramkę rywali to była bramka. Wczoraj było odwrotnie. Z czego to wynikało nie ustalimy na 100 %.Oczywista przyczyna to brak koncentracji co by świadczyło,że praca mentalna nie była należycie wykonana . Ja się jeszcze dopatrzyłem takiego ciągu na zespołowość tak jak by bramka najlepiej smakowała jak by przy jej zdobyciu brała udział jak największa ilość zawodników. W efekcie obeszliśmy się smakiem.A przecież postawę napastnika powinny cechować dwie cechy ; pozytywny egoizm i opłacalne ryzyko.Nie wiem więc czy gdyby np. Niezgoda, Vesovicz czy Hamalainen w paru sytuacjach poszli sami przebojem i oddali strzały na bramkę to byłoby lepiej,ale gorzej by na pewno nie było.A tak to wyglądało czasami jak poszukiwanie zupełnie czystej sytuacji w ich polu karnym.No i się nie doczekaliśmy.Takie hopsztosy dziwiły mnie tym bardziej,że przecież ci gracze Cracovii to do artystów futbolu nie należą i może warto było dać im szansę na popełnienie błędu.

O tym,że w I połowie nie potrafiliśmy złapać właściwego rytmu gry.
Można było odnieść wrażenie jak by nasza drużyna była zaskoczona taktyką, organizacją gry i oparciem jej na wybieganiu przez rywali.A przecież Cracovia tak grała w 2 poprzednich meczach. Rywale zagrali ustawieniem 4-4-2 ,ale było ono tylko na papierze, bo tak naprawdę zagrali dwoma formacjami z łącznikiem pomiędzy nimi w osobie 32 letniego Covilo. On robił grę Cracovii i moim zdaniem zamiast kryć indywidualnie Piątka przez Remyego i Rakelsa przez Pazdana należało jemu ograniczyć przestrzeń.Gracze Cracovii zostawili środek boiska przerzucając piłkę do linii ataku ponad tą strefą i z drugiej strony koncentrując się w obronie na zabezpieczeniu przedpola przed własną bramką, trochę zaniedbując skrzydła.Ich zaletą było szybkie przechodzenie z obrony kilkoma zawodnikami do ataku również opartego na 5-6 graczach.Niestety nasi zawodnicy poprzestali na dostosowaniu się do ich rytmu i sposobu gry. Nie potrafiliśmy w sposób trwały przejąć inicjatywy.Tutaj najwięcej zastrzeżeń można mieć do bocznych obrońców, zwłaszcza w I połowie Hlouszka, którzy trzymali się za bardzo z tyłu i koncentrowali się na grze obronnej nie wychodząc do przodu pod ich bramkę.Miało to ten skutek,że zawodnicy Cracovii nie musieli wracać w większej liczbie pod własną bramkę i mogli grac wyżej oraz szybciej i bliżej naszej bramki ponawiać ataki. Takie granie naszej drużyny wskazywało na bojaźń i im dłużej trwało tym bardziej rosła pewność siebie rywali.

O tym,że na tak grający zespół jak wczoraj Cracovia najlepszą metodą jest wysoki pressing.
Niestety nim nie gramy, pewno dlatego,że fizycznie nie jesteśmy do niego przygotowani.W najbliższym felietonie, który już ma Naczelny piszę o warunkach i zasadach jego stosowania.
Tutaj wypada tylko zaznaczyć,że o tym, iż nie gramy pressingiem i dlaczego wie każde dziecko w Polsce, więc i Probierz jako stary wyjadacz , znany z dokładnych analiz gry rywali na tej podstawie opracował plan taktyczny na wczorajszy mecz.Potrafi on dostrzec słabe strony gry każdego przeciwnika i je starać się wykorzystać , jednocześnie neutralizując jego mocne strony.Co w przypadku Legii zbyt skomplikowane nie było, bo nasza drużyna o czym pisałem po obu meczach gra zbyt czytelnie i ma duże braki w zgraniu poszczególnych zawodników jak i formacji.Wczorajszy mecz wykazał,że euforia po dwóch poprzednich meczach była nadmierna.Do miana klasowej drużyny Legii jeszcze sporo brakuje.

O tym,że trener Jozak dobrze zareagował w przerwie meczu.
Problemy Legii w I połowie miały swoje źródło w mało aktywnej grze bocznych obrońców, zwłaszcza Hlouszka co zmuszało skrzydłowych do powrotu za atakującymi rywalami na własną połowę. Niestety nie był w stanie tak zmienić zawodników,aby środkowa część przedpola przed polem karnym była lepiej chroniona. Okazało się,że Antolicz jest zawodnikiem dość jednostronnym i o ile w meczach z Zagłębiem i Śląskiem grając bardziej ofensywnie radził sobie dobrze, to wczoraj kiedy miał za zadanie rozbijanie akcji rywali w środku boiska i kilka razy się pogubił.Trener widząc rosnącą przewagę Cracovii nie wzmocnił obrony,ale wprowadził Eduardo i Radovicza co z jednej strony trochę uspokoiło grę a z drugie spowodowało jej wyrównanie.

O tym,że statystyki mają swoją wartość ocenną.
Z pozycji widza widać było,że zawodnicy Cracovii przechwytywali dużą część naszych podań.Wdaliśmy się w bitwę na to kto silniejszy,szybszy. W takiej grze giną umiejętności czysto piłkarskie u tych, którzy je mają, a rządy sprawuje chaos.Wydawało się celowym aby za wszelką ceną uspokoić grę, nawet kosztem jej spowolnienia.Byłoby to też korzystne dla nas, bo Cracovia miałaby mniej okazji do wytwarzania groźnych sytuacji. Tylko,że chyba naprawdę nasz zespół został zupełnie zaskoczony dobrą i bojową grą Cracovii.
Kiedyś Leśnodorski dziwił się jak to jest możliwe,że zawodnik za 5 tys zł miesięcznie powstrzymuje i ogrywa gracza za 200 tys, zł miesięcznie. Jest to pytanie o to czy pieniądze grają czy nie bardzo?.Kwestia jest nie do końca w pieniądzu,ale w przygotowaniu fizycznym do gry.
Statystyki pomeczowe wskazują,że Legia miał o 50% więcej posiadania piłki ,wymieniła o ponad 60% więcej podań, z których 1/4 była niecelna .Piłkarze Cracovii przebiegli natomiast ogółem o 4,5 km więcej niż zawodnicy Legii. A to oznacza,że Legia lepiej grała piłką,ale to gracze Cracovii wykonali większą pracę bez piłki. I to było tym co zniwelowało naszą przewagę umiejętności piłkarskich.
Oczywiście jest przedwcześnie oceniać skuteczność systemu 4-3-3 jakim gramy,ale w swoim ostatnim felietonie wykazuję,że nim grają tylko najlepsi trenerzy dysponujący bardzo dobrymi zawodnikami. Bowiem wymaga on graczy o odpowiedniej charakterystyce, dużej klasie i znakomicie przygotowanych fizycznie. A jako system z gruntu ofensywny jest mocno ryzykowny w stosowaniu. Ja nie wiem czy przygotowanie fizyczne u nas jest na odpowiednim poziomie i czy by nie pomyśleć o bardziej bezpiecznym systemie taktycznym.
18niedziela, 25, lutego 2018 18:31
a-c10
Nieco w kontrze do opinii Senatora pozwolę sobie stwierdzić, że choć generalnie nie jestem zwolennikiem rozgrywania meczów piłkarskich w siarczystym mrozie, tak akurat w tym konkretnym przypadku uważam, że aura pomogła widowisku. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów widziałem mecz Ekstraklasy, w którym od startu do mety tempo było albo wysokie, albo bardzo wysokie. Osobliwy opad szczęki spowodował u mnie futbolista Hernandez. Gdyby jeszcze wczoraj koło dwudziestej ktoś mi próbował wcisnąć, że w/w potrafi nie tylko biegać, ale nawet wracać do obrony, zacząłbym się głośno śmiać. A tu proszę.

Generalnie mecz dobry. Jak na Ekstraklasę, to chyba nawet bardzo dobry. Patrząc na ilość stwarzanych okazji, wynikowo powinno być bliżej 3:3, niż 0:0, ogółem jednak remis w miarę oddaje to, co działo się na placu. Po Was widać było wyższe umiejętności poszczególnych zawodników (w niektórych przypadkach nieporównywalnie wyższe, o czym jeszcze za chwilę). Po nas - (znacznie) rozsądniejszy, a przede wszystkim lepiej dostosowany do personelu pomysł na to spotkanie. Niech mi to będzie wybaczone, ale jakiś czas temu, podczas swej polemiki bodaj z Dalkubem, Sz. Kol. Zbyszek serdecznie mnie rozbawił wychwalając pod niebiosa Romeo Jozaka, bo niby taki szkolony. Cóż, wyszło na to - i nie po raz pierwszy przecież - że papiery sobie, życie sobie. Mógłby mi któryś z Was wyklarować o co konkretnie panu R.J. szło z wyjściowym zestawieniem na wczorajsze spotkanie? Bo ja jako żywo nie jestem w stanie tego odgadnąć. O Michale Probierzu można pisać to i owo, na pewno jest to postać wielowymiarowa i nie zawsze pozytywna. Prostym faktem jednak pozostaje, że wczoraj trener Pasów swojego vis-a-vis zwyczajnie przykrył czapką.

Co do personelu kopiącego: u nas na pewno na duży plus Covilo. Wygląda na to, że wreszcie (!!!) jest zdrów, tak fizycznie, jak i mentalnie. Stary dobry Mirek. Zabrakło tylko jakiegoś udanego pociągnięcia z dyńki, ale może nie można mieć wszystkiego. Przy czym dla mnie cichym bohaterem wczorajszego spotkania był Milan Dimun. W ogóle dziwna historia, bo chłopak jest już u nas od dosyć dawna, jednak do niedawna w zasadzie nie bardzo było wiadomo po co. Tymczasem już pod koniec ubiegłego roku zagrał świetny mecz w Zabrzu. Wczoraj też zaprezentował się kapitalnie i mam nadzieję, że już na trwałe zluzuje w pierwszym składzie Cracovii tego zawodnika, co to wyróżnia się jedynie idealnie dopasowanym do prezentowanego poziomu nazwiskiem.

Na duży plus także cały nasz blok obronny, z Peskoviczem na czele. Poza jednym niefortunnym bilardzikiem na samym początku, sytuacje dla Legii brały się z klasy Waszych piłkarzy, nie z zatrważająco dotąd częstych, żałosnych kiksów i nieporozumień naszej defensywy. Oby tak dalej.

Jeśli chodzi o plusy w Waszej ekipie, nie będę oryginalny i dołączę do chóru chwalców Antolicza. Na tle zarówno rywali, jak i większości partnerów z drużyny, Chorwat pokazał się niczym postać z zupełnie innej, znacznie lepiej napisanej bajki. Cieszcie się tym chłopakiem póki go macie, bo w takiej formie to on za długo u Was nie pogra. Fajnie zaprezentował się też Vesović. Przy czym tutaj w pełni zgadzam się z Sektorem. O ile do przerwy było OK, tak po przesunięciu po przerwie do defensywy zaczęło być super. No i jeszcze Remy. On na pewno ma swoje braki. Widać jednak, że wychował się w kraju, gdzie taktyka nie jest pustym słowem, a jej prawidła wpajane są adeptom kopanej od najmłodszych lat.

Na minus po obu stronach skuteczność. No i, niestety, ekhem, ekhem, praca sędziego. Nie chodzi nawet o to, że zapragnął konkurować z Helikiem o miano autora interwencji meczu (choć gdzie on dostrzegł faul Piątka na Pazdanie, to ja zupełnie nie kumam). Ilość jego błędów - również na Waszą niekorzyść - była po prostu porażająca.

Co do poruszanych wyżej wątków: tu wcale nie chodzi o jakąś wyjątkową spinkę Cracovii na wyżej notowanych rywali. My po prostu mamy - a przynajmniej do tej pory mieliśmy - gigantyczne problemy z powtarzalnością. Ot, np. po niezłym meczu ze Śląskiem (żadna potęga, chciałbym zauważyć) przytrafił nam się wyjazd do Białegostoku, na który wyszliśmy - trzymając się pornograficznej metaforyki - jak zahukana uczennica przyklasztornego gimnazjum, która zupełnym przypadkiem zaplątała się na studenckiej orgietce. A przecież Jaga też rywal nie w kij dmuchał. Działo się tak, w mojej opinii, w dużej mierze poprzez brak boiskowego lidera. Mam nadzieję, że wspomniany już powrót Covilo do pełnej dyspozycji coś w tym temacie poprawi. Sposób, w jaki Mirek opier-ten-tego Piątka tuż przed przerwą, wywołał u mnie szeroki uśmiech.

Pogłosek o rzekomo celowym mrożeniu murawy nawet nie będę tykać. Moim zdaniem podobne idiotyzmy świadczą przede wszystkim o tych, którzy je rozprzestrzeniają.

I jeszcze odnośnie opinii Zbyszka o nierewolucyjnej rewolucji Probierza - w pełni się zgadzam. Dziwi mnie natomiast wytykanie Cracovii, że nie ma akademii. A Legia to niby ma? Ba, generalnie wcale nie będę zaskoczony, jeśli nasza powstanie prędzej od Waszej. Choć oczywiście w pierwszej kolejności i sobie, i Wam życzę, aby obie jak najprędzej zaczęły sprawnie i efektywnie funkcjonować. A, jeszcze jedno: zupełnie nie rozumiem dlaczegóż to niby wspominanie przez Probierza o Eduardo to "chamstwo". Jakieś, przepraszam, moratorium ogłoszono na wypowiedzi o transferach do Legii...?
19niedziela, 25, lutego 2018 18:49
sektor212
Łapacz

Dość kontrowersyjne zestawienie podałeś (Malarz-Broź, Dąbrowski, Pazdan, Jędza - Mąka, Remy, Antolić - Vesović, Niezgoda, Hamalainen).
Tak po fakcie ja do gry wystawił bym następujących zawodników: Malarz – Vesović, Jędrzejczyk, Pazdan, Hlousek – Remy, Mączyński, Antolić – Eduardo, Niezgoda, Hamalainen. Pomysł Francuza przesunąć wyżej na pozycję nr 6 wydaje się zasadny. Dobry odbiór jak i wprowadzanie piłki na połowę rywali to jego atuty. Mąka z Chorwatem na swoich typowych pozycjach 8, 10 i rzeczywiście można by było uzyskać większą przewagę w środkowej strefie boiska i bardziej panować nad grą.

Oczywiście to tylko gdybanie, gdyż Jędza w środku obrony mógłby nie być tak skuteczny jak Remy. O wprowadzaniu piłki Jędrzejczyka do gry ze strefy niskiej do wysokiej to też duże ryzyko w jego wykonaniu. Tak naprawdę Romeo nie miał za dużego pola manewru. Spróbował takiego ustawienie i już wie, że szwankuje i trzeba szukać innego rozwiązania. W czasie meczu sztab szkoleniowy odpowiednio reagował na wydarzenia boiskowe. Grę ofensywną starali się kreować poprzez wszystkie formy ataku. Jeżeli Legia miała problem kontrolować grę poprzez posiadanie piłki trenera nakazał zaskoczyć rywali atakiem szybkim (sytuacja Czarnogórca).
20niedziela, 25, lutego 2018 19:32
świrekwampirek
Przepraszam ale na czym polegało to nakrycie przez Probierza czapką Josaka?
Wynik 0-0, statystyki jeśli chodzi o sytuacje też właściwie na remis, znacznie większe posiadanie piłki przez Legię. Cracovia w anormalnych warunkach walczyła jak o życie czego skutkiem będą teraz jej dwie porażki z rzędu. To bardziej Josak przekombinował z przodu niż Probierz coś wymyślił.
21niedziela, 25, lutego 2018 20:01
sektor212
Monrooe

Analizując grę Legii (zbieram materiały do dwóch artykułów) zaczyna widzieć dość widoczne zależności przemieszczania się zawodników na ustalone pozycję w fazie budowy gry. Jozak ma treningach ćwiczy tworzenie gry poprzez tworzenie pozycji wyjściowych w figury geometryczne trójkąty. Udane nasze akcje z dwóch pierwszych meczy charakteryzują się ustawieniem zawodników do gry w trójkątach tak by linia podania była między dwoma zawodnikami drużyny przeciwnej. Kiedy następuje otwarcie gry na połowie rywala w strefie średniej zawodnik tzw. 9 lub 11 otrzymując prostopadłe podanie od środkowego obrońcy mają mieć możliwość minimum od dwóch do nawet czterech wariantów dalszego rozegrania akcji. Może grę przenieść w boczny prawy sektor, środkowy lub wycofać piłkę do tzw. 6 gdzie defensywny pomocnik przenosi ciężar gry na drugą stronę boiska wolny lewy boczny korytarz. Każde zagranie ma być maksymalnie na dwa kontakty. Romeo rezygnuje z gry z wykorzystaniem Malarza tylko środkowi obrońcy wraz wchodzącym w ich linię Philipsem mają tak wymienić podania między sobą by powstała wolna przestrzeń do wprowadzenia piłki przez jednego z nich w strefę średnią lub odrazy w strefę wysoką rywala. Jak był Philips na boisku on najczęściej wycofywał się do kreowania gry. Czasami zamieniał się pozycjami z Mączyńskim i to nasz reprezentant pomagał obrońcą w rozprowadzeniu piłki. Jeżeli Remy lub Pazdan zagrywali piłkę w boczne korytarze do 2 lub 5 to Philips czy Mąka natychmiast schodzi ze środka boiska na boki tworząc grę w dwóch trójkątach przykładowo (prawa strona) Jędrzejczyk ma piłkę defensywny trójkąt Jędza – Remy – Philips lub ofensywny trójkąt Jędrzejczyk – Eduardo – Niezgoda. W odwodzie pozostawał cały czas Philips gdzie mógł rozegrać piłkę w środku tworząc trzeci trójkąt Jędza – Niezgoda – Philips. Przyznam uczciwie że w pierwszych 30 minutach w meczach Zagłębiem i Śląskiem dość często Legioniści potrafili tak prowadzić grę kiedy wymieniali piłkę przenosząc grę z jednego trójkąta do drugiego. Wydaje mi się że to jest myśl przewodnia do kreowania gry trenera Jozaka. Kiedy rozrysowałem schematy do stop klatek (moment zatrzymania meczu) kiedy Legia była w fazie budowy gry ataku pozycyjnego Legioniści wyraźnie tworzyli trójkąty w których skutecznie kreowali groźne akcję. I tu środkowa formacja grała jednym z tyłu 6 i dwoma z przodu 8, 10 a nie w jednej linii.
W meczu z Cracovia takich fragmentów gry było bardzo mało. Powstawały pojedyncze trójkąty ale nigdy dwa czy trzy jednocześnie. Jedną z przyczyn był Szymański który rzadko schodził pod boczny prawy sektor boiska. Głównie operował na lewej stronie. Hlousek też jakby nie obecny w kreowaniu gry. Również do powielania takiej taktyki w I połowie nie sprzyjał Vesović. Był to jego pierwszy mecz i on często źle przesuwał się po boisku (był lekko zagubiony) nie w te strefy co potrzeba w danej chwili. Kiedy został wycofany do obrony to zdecydowanie lepiej poruszał się wzdłuż linii. Gra w środku w tym systemie jeszcze sprawia mu za dużo kłopotu.

Wyraźnie szwankował schemat który trenowali więc gra się posypała. Mąka wolał zostawać w tyle i asekurować w środku Antolić. Odległości wrosły między formacjami i ciężej było nam założyć wysoki pressing. Były momenty że powracaliśmy do prawidłowego ustawienia przykład strata piłki przez Hamalainena przed polem karnym rywala (nieporozumienie z Niezgodą który zaspał i nie pokazał mu się do gry). Fin po stracie szybko podwoił atak na rywala którego zatrzymał chyba Mączyński odebrał piłkę i natychmiast uruchomił Szymańskiego na prawej stronie. Młody jednak nie wykorzystał 100% sytuacji. Tylko to było pojedyncze fragmenty gry kiedy Legia próbowała narzucić swój styl.

Jeden punkt zdobuty na Cracovii okazuje się bardzo cenny. Górnik zremisował a Lech przegrał w Kielcach. We wtorek musimy wygrać z Jagiellonią i do meczu z Lechem będziemy w dobrej sytuacji wyjściowej.
22niedziela, 25, lutego 2018 20:31
Monrooe
@ sekto212

Nie mam uwag co do opisu naszej gry. Mało tego, pokrywa się on z moją wizją Legii Jozaka, o której pisałem przy analizach naszego możliwego systemu gry. Tym bardziej dziwiłem się wczorajszej matematyce personalnej, z której nijak mi nie wychodziło, że 2+2 to 4. Brakowało mi piłkarza o cechach zawodnika zarówno zdyscyplinowanego w defensywie, jak i potrafiącego rozegrać piłkę w środku pola. Pierwsza plansza za Hamalainenem wprawiła mnie w ogromne zdziwienie, a rzeczywiste wrzucenie tam zadziornego Szymańskiego zaciekawiło. Wyszło jak wyszło, jak sam to napiąłem wyżej w tych warunkach i tak całkiem nieźle. Zastanawia mnie jednak co się dzieje z Michałem Kopczyńskim, jest aż tak źle oceniany przez naszego szkoleniowca, że zastąpienie Phillipsa przez Kopę było nie możliwe? Jasne, Michał nie potrafi rozegrać tak piłki jak reprezentant Luksemburga, ale umiejętności taktyczne umożliwiają mu zapewnienie spokoju w tyłach. A jednak trener wolał bardziej ryzykowne rozwiązanie... to bardzo zły sygnał dla Kopczyńskiego, który połączony z wieściami dotyczącymi Cafu oznacza alarm ostateczny.

Ciekaw jestem rozwiązania na Jagiellonię, bo Chris Phillips nadal nie będzie dostępny, a ja Remiego "trzymałbym" jednak z tyłu, bo Michał Pazdan bardziej wygląda na beczkę prochu, niż na ostoję legijnej defensywy. Ostatni dzwonek dla Kopczyńskiego, jeśli nie to wydaje się, że nie zobaczmy już naszego wychowanka w stołecznych barwach.
23niedziela, 25, lutego 2018 21:00
crrille
Tu jest problem z Kopczyńskim, nawet jeśli potrafi dobrze wypełnić założenia 6stki, w 433 Jozaka nie spełni roli Philippsa, który jest dużo bardziej przydatny w grze ofensywnej niż Kopa. To nie 4231 Magiery kiedy tylko dbał o asekuracje stref i wywiązał się z tego dobrze. Może to dziwnie zabrzmi ale jeśli Jozak nadal bedzie forsował swoje 433 a zabraknie Philippsa, i lepszego lewego obrońcy który jest bardziej wszechstronny niż Hlousek, to liga szybko się nauczy jak nas zastopować.
24niedziela, 25, lutego 2018 21:15
sektor212
Monrooe

Kopczyński nie wiem dlaczego jest pomijany przez sztab szkoleniowy. A w obecnej sytuacji warto jego kandydaturę rozważyć. Problem pozycji nr 6 jest i cos z tym trzeba zrobić.

Na Jagiellonie widzę dwa rozwiązania.
Pierwsze - środek będzie bez zmian. Szymański może być zastąpiony przez Pasquato, Jędrzejczyk za Hlouseka, na prawej obronie Vesović. Środek obrony bez zmian Remy i Pazdan. Na szpicy Eduardo, Niezgoda i wspomniany Włoch.
Drugie - zagramy innym systemie na przykład 1-4-2-3-1.
Kopczyńskiemu daje 10% szansy na występ.
25niedziela, 25, lutego 2018 21:24
Monrooe
@ sektor212
Nie wiem, nie jestem na treningach, ewidentnie Michał Kopczyński nie spełnia wymagań trenera Jozaka. No chyba, że jest kolejnym zawodnikiem, który narzeka na jakiś drobny uraz. Pożyjemy, zobaczymy na pewno nasz szkoleniowiec ma niemały ból głowy.
26wtorek, 27, lutego 2018 00:59
gawin76
Przy 4-3-3 cała pomoc musi trzymać się blisko, i w ataku, i w obronie. Z Cracovią dużo czasu traciliśmy właśnie przez to, że brakowało spójności wewnątrz formacji, było za mało opcji do rozegrania i szła długa piłka, z łatwością kasowana przez Covilo i spółkę. Kopa za Philippsa - cóż, wygląda na to, że to zbyt proste rozwiązanie zdaniem Jozaka, zapewne dlatego, że Kopa nie gwarantuje kompatybilności z Antoliciem i Mączyńskim. Tyle że Szymański czy Hama też jej nie gwarantują.

Ale, ale... Cracovia zneutralizowała nasz środek pola, odcięła ofensywnych zawodników od podań z linii pomocy, zdarza się. Powinien pojawić się 'plan B', tego zabrakło. Nie mniej niż o Philippsa martwię się zatem o Eduardo czy Radovicia, bo pierwszy trochę nie ma z kim grać, a drugi - w tym momencie fizycznie nie jest w stanie.
27wtorek, 27, lutego 2018 10:50
Monrooe
@ gawin76
Widzę dwa problemy z Twoim wpisem gawinie, po pierwsze szkoda, że tak późno znalazłeś czas, drugi - nie mam z czym polemizować - pełna zgoda Wink

Jedna, jedyna uwaga - u mnie pojawia się zrozumienie na brak planu B, mamy tak wiele problemów z planem A, że alternatywy musimy chyba zostawić na później.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1