A+ A A-

Legia - Pogoń 3-0: Rogrzewka?

W ostatnim meczu rundy zasadniczej sezonu 2017/18 Legia pokonała Pogoń Szczecin 3:0. Bramowym łupem podzielili się Kasper Hämäläinen, Jarosław Niezgoda i Sebastian Szymański. Do fazy finałowej rozgrywek legioniści przystąpią z trzeciego miejsca w tabeli.

 

Romeo Jozak wystawił skład niemal identyczny jak ten, który rywalizował z Górnikiem w półfinale pucharu Polski. Jedyną zmianą był powrót Jarosława Niezgody do linii ataku. Legia rozpoczęła w składzie: Malarz - Jędrzejczyk, Rémy, Pazdan, Hloušek - Mączyński, Antolić - Vešović, Szymański,  Hämäläinen – Niezgoda. Skład gości wyglądał następująco: Załuska - Râpă, Dwali, Rudol, Nunes - Frączczak, Piotrowski, Drygas, Hołota, Delew – Buksa.

Mecz rozpoczął się z kilkunastominutowym opóźnieniem z powodu kibicowskiej akcji ‘ostatni gwizdek’. Serpentyny szybujące z trybun sprawiły, ze mecz w Warszawie rozpoczął się jako ostatni spośród meczów 30. kolejki.

W 7. minucie Delew mocno podał piłkę w pole karne Legii z rzutu wolnego, jednak nikt nie przeciął zagrania Bułgara. W 10. minucie prawą stroną boiska groźnie szarżował Piotrowski, ale Frączczak nie trafił w piłkę w polu karnym. Legia starała się grać aktywnie, wysoko atakować gości, niestety nie radziła sobie najlepiej w grze ofensywnej – do 26. minuty. Wtedy nasza drużyna objęła prowadzenie. Piłka kilka razy wracała pod pole karne gospodarzy, wreszcie dośrodkował Szymański, piłka spadła pod nogi Hämäläinena, który zdecydował się na strzał z woleja. Piłka odbiła się od Drygasa i wpadła do bramki gości.

W 30. minucie efektowną paradą po strzale Buksy popisał się Malarz. Minutę później nasz bramkarz również był na posterunku po strzale Nunesa z rzutu wolnego tuż zza linii pola karnego. W 36. minucie gościem mieli bodaj najlepszą sytuację przed przerwą. Z pola karnego płasko uderzył Frączczak i Malarz znów popisał się swoim kunsztem. Legia odpowiedziała atakiem w 41. minucie. Akcję naszej drużyny strzałem zakończył Szymański, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Gra Legii do przerwy pozostawiała wiele do życzenia, ale do przerwy nasza drużyna prowadziła 1:0.

Już niespełna trzy minuty po przerwie Legia podwyższyła prowadzenie. Prostopadła piłka trafiła do Niezgody, który wykorzystał niezdecydowanie obrony gości i płaskim strzałem pokonał Załuskę. W tej sytuacji drugi raz tego wieczoru autorowi gola dla Legii sprzyjało szczęście, bo piłka odbiła się od jednego z zawodników Pogoni. W 50. minucie efektownym strzałem popisał się Delew, ale Malarz kolejny raz był na posterunku. W 52. minucie drugą okazję po przerwie miał Niezgoda. Ostry strzał naszego napastnika w niewielkiej odległości minął bramkę gości. W 60. minucie Philipps zmienił Vešovicia. W 66. minucie Antolić uderzył z lewej nogi i trafił w poprzeczkę. Kilka minut później boisko opuścił poniewierany przez przeciwników Mączyński. Do gry wszedł Kucharczyk. W 71. minucie właśnie Kucharczyk i Szymański wzorowo rozegrali kontrę. Kucharczyk wystawił piłkę Szymańskiemu, któremu pozostało tylko dopełnić formalności. Było 3:0 i emocje zakończyły się. W 78. minucie Eduardo zmienił Niezgodę. Niestety Eduardo nie dograł meczu do końca, kilka minut przed jego zakończeniem opuszczając boisko z urazem.

Gra Legii nie budzi zaufania, ale ligowa tabela jasno dowodzi, że najważniejsze rozstrzygnięcia sezonu są dopiero przed nami. Legia ma tyle samo punktów co Jagiellonia i traci punkt do Lecha – to tyle co nic. Wprawdzie czekają nas wyjazdy do Białegostosku i i Poznania, gdzie w tym sezonie nie potrafiliśmy jeszcze strzelić gola, ale oznacza to tylko tyle, że jeżeli w tej drużynie tkwią jeszcze jakieś rezerwy, właśnie zbliża się najlepszy moment na to, by je ujawnić.

Dyskusja (13)
1niedziela, 08, kwietnia 2018 01:06
Senator
Widzę że ilość komentarzy odzwierciedla relację po meczu.
W przerwie stałe grono dyskutantów na promenadzie napisać że było złamane to nic nie napisać. Pierwsza połowa widziana że stadionu to obraz rozpaczliwy. W piłkę nie grał nikt ale szczecinianom nie można było przynajmniej odmówić ambicji. Byli szybsi, bardziej zdeterminowani czyli zwyczajnie ambitniejsi.
Szybko strzelona bramka w drugiej połowie spowodowała lekkie poprawienie nastrojów na trybunach a i na poczynania naszych gierojów można już było patrzeć.
Niby prawdą jest to co pisze sir Gawin w ostatnim akapicie ale jeśli tytuł przypadł by nam to byłby to niezbity dowód na to jak ta nasza liga jest cholernie słaba.
No nic o stylu zapomnimy szybko a wynik już poszedł w świat Wink
2niedziela, 08, kwietnia 2018 08:53
CTP
Uwielbiam naszą ligę za to, że robi skończonych idiotów z wszelkiej maści piłkarskich ekspertów. Najpierw był wielki szum wokół Górnika Zabrze, który już na jesieni przez niektórych dziennikarzy był koronowany na mistrza. Potem, na starcie rundy wiosennej wśród dziennikarskiej braci nagle zaroiło się od wiernych kibiców Jagiellonii. Teraz z kolei w mediach społecznościowych wszyscy przerzucają się oskarżeniami pt. "dlaczego zwalnialiście Bjelicę skoro to taki znakomity trener". A na koniec pewnie i tak, jak zwykle, wygra Legia. Very Happy

Napisałeś, Gawinie, że gra Legii nie budzi zaufania. Ja myślę, że wobec tego, co napisałem powyżej, nie ma takiego zespołu w naszej lidze, którego gra budzi zaufanie w kibicach. Powiem więcej, ciężko znaleźć taką ligę. Pewnie Bayern u naszych sąsiadów, może Barca w tym sezonie. To jest właśnie piękne w tym sporcie, że emocje są do końca. Że jednego dnia jesteśmy na maksa wkurzeni i tego "gupiego" Jozaka pogonilibyśmy na cztery wiatry a następnego patrzymy na tabelę i przecieramy oczy ze zdumienia.

Senator: "o stylu zapomnimy szybko". Jeszcze chwilę temu modliliśmy się, żeby Legia w końcu coś wygrała, nieważne w jakim stylu. Smile

Moim zdaniem, mecz naprawdę nie był zły, nawet pod względem stylu. Od jakiegoś czasu Legia w końcu zaczęła biegać, przede wszystkim do pressingu i to od razu widać i w posiadaniu i w liczbie sytuacji strzeleckich przeciwnika, których jest po prostu mniej. Gorzej jest z kreowaniem naszych okazji bramkowych ale tutaj trzeba pamiętać, że chwilę temu zmieniliśmy styl grania a i też nasza siła ofensywna nie została jakoś istotnie wzmocniona w ostatnim oknie transferowym.

Mnie osobiście martwi jedna rzecz: ta zmiana ustawienia i ten cały szum z Kuchym bardzo negatywnie wpłynęły na autorytet trenera. I to, moim zdaniem, tak bardzo, że Legia obecnie tego trenera praktycznie chyba nie ma. To niezbyt dobrze wróży w kontekście najbliższych 7 meczów.
3niedziela, 08, kwietnia 2018 09:35
kibic50
@Senator

Ani jednego zdania dzięki komu Legia zainkasowała 3 pkt ?
Oj nieładnie Wink
4niedziela, 08, kwietnia 2018 11:30
kibic50
Mecz z gatunku - dopisać 3 pkt i jak najszybciej zapomnieć.
W dalszym ciągu nie dostrzegam jakości u piłkarzy, którzy grę Legii powinni ciągnąć.
Gdyby nie Malarz...
Nawet Remy gra znacznie gorzej niż na początku, o Jędzy kompletnie nieprzydatnym w ataku i bardzo niepewnym w obronie nie ma co pisać. Dramat
Hamalainen do momentu strzelenia obrońcą gola całkowicie zagubiony i bezradny.
O wyczynie Eduardo, który "urwał" sobie nogę przy "strzale" na aut nie wspominając.
Najlepsi na boisku w mojej ocenie Polacy. Malarz, Szymański, Niezgoda i Kuchy dali Legii zwycięstwo.
Przed nami runda finałowa. Czas "pokazać pazurki" Wink
5niedziela, 08, kwietnia 2018 11:42
Baron
Z Eduardo to odnoszę wrażenie, że jest on już wypalony i się mu już nie chce, jest zblazowany. Jak mu coś wyjdzie to ok, jak nie to też ... ok. Nie widzę u niego boiskowej złości, która wynika chyba z tego, że na koniec kariery nie chce chyba odnieść kontuzji i gra bardzo delikatnie. Szkoda bo liczyłem, że będzie miał przebłyski i da nam coś więcej, że będzie to wartość dodana.
Co do meczu to zapamiętajmy wynik i to wystarczy. Nic odkrywczego nie napiszę, czeka nas runda prawdy, przy czym zbyt wiele sobie nie obiecuję po Legii, nie ma podstaw ku temu.
6niedziela, 08, kwietnia 2018 13:48
corazstarszy
Ten gol na 1-0 taki emblematyczny. Szymi się przedarł ... bo musiał się przedzierać, nie miał z kim grać. Adam Hlousek tak nieśmiało się tam kręcił, że nie było opcji, aby mu podawać, ani nie absorbował realnie uwagi obrony Pogoni, by zwolnić w ten sposób miejsce dla Sebastiana. Gra zespołowa Legii istnieje tylko w teorii.
Ba, dalszy ciąg też na zasadzie 'więcej szczęścia niż rozumu'. Super, że Hama nie kombinował, tylko od razu uderzył. Audaces fortuna iuvat. Ale właśnie - 'fortuna', bo więcej w tym farta było niż gry i pomyślunku. Z Pogonią się udało. Z innymi się nie uda.
Pierwszy raz odkąd jest dodatkowe 7 kolejek kończymy na 3. miejscu. Miał być atut w postaci niedzielenia punktów. 2018 zaczynaliśmy na 1. miejscu, przesunęliśmy się do tyłu o 2 miejsca.
10 porażek kiedyś starczyłoby na 2 i 1/5 sezonu.
Zupełnie nie widzę tej rundy dodatkowej w wykonaniu Legii. O naszych meczach wyjazdowych nie ma co mówić. A u siebie np. gramy z Wisłą Płock. Ostatnie wyniki z nimi w Warszawie to 2-2 i 0-2. Bez kłopotu goście poprawią dorobek, demonstrując taką grę jaką demonstrują tej wiosny.
Normalnie, można by rzucić hasło - 'ogrywajmy młodzieżowców'. Ale nawet to jest mrzonką. Tak jak nie lubię Pucharu Polski, tak w tym roku dosyć się cieszę, że w tych rozgrywkach możemy mieć szansę. Bo jeśli chodzi o ligę, to utrzymanie 3. miejsca uznaję za wyzwanie w sam raz na siły obecnej Legii.

'Uwielbiam naszą ligę za to, że robi skończonych idiotów z wszelkiej maści piłkarskich ekspertów'
Z pozdrowieniami dla ekspertów dostrzegających światełko w tunelu we wtorek Zabrzu.
7niedziela, 08, kwietnia 2018 14:54
świrekwampirek
Tak się zastanawiam jak to możliwe że ta "beznadziejna" Legia ma punk straty do galaktycznego Lecha, tyle samo punktów co mocarna Jagiellonia i 4 punkty przewagi nad Wisłą P. która nas lada dzień zmasakruje?!
I jeszcze ta bramka po rykoszecie, ja bym jej nie uznał co to za syf a nie gol!
2 lata temu w meczu o MP strzeliliśmy Pogoni 3 bramki po rykoszetach ale wtedy trenerem był "wielki" Czerczesow i to były zupełnie inne rykoszety, takie wypracowaneSmile
8niedziela, 08, kwietnia 2018 15:06
kibic50
Tak się zastanawiam kto w pełni rozumu może pisać o "galaktycznym Lechu" i "mocarnej Jagielloni" ?
Mnie by to do głowy nie przyszło, ale ja się nie znam to i "mocarnej galaktyki" dostrzec nie potrafię.
Zdobywanie goli po rykoszetach jest w statystykach równe tej, zdobytej ostatnio przez CR7, choć ta druga wprawiła w zachwyt nawet kibiców drużyny przeciwnej. Ot, taka różnica Wink
9niedziela, 08, kwietnia 2018 16:21
Zbyszek
Tym razem zacznę od pochwał pod adresem C-L za to,że jest.Od początku kwietnia w niedużej Firmie, w której pracuję zostało przyjętych 4 nowych pracowników. Pracownicy nowoprzyjęci nim dostaną ubrania robocze szyte na miarę przez parę dni chodzą,albo w dyżurnych albo we własnych i dwóch z nich chodziło w dresach i koszulkach Legii , będąc oczywiście wygolonymi na glans. Zapytałem o C-L. Odrzekli z uśmiechami na twarzy,że czytają, jak by to był jakiś obowiązek.No to ja im i innym podrzucam troszeczkę obroku.

O tym,że na pochyłe drzewo każda koza skacze.
Do meczu z Arką jeszcze pismactwo trzymało kubły pomyj nietknięte,ale po nim uznało,że może je na Jozaka wylać.Mnie trwogą przejęło,że nikt nie stanął w jego obronie, za to każdy prześcigał się w obelgach lub w quasi fachowych komentarzach.Pewno w swoim mniemaniu stali się tacy bohaterscy, pryncypialni i wszystkowiedzący.A ja chciałbym,aby Jozakowi się udało,żeby tym wszystkim nieukom, tumanom i innym głąbom jadaczki pozamykał.Atakowany był tak podle , nie tylko dlatego,że obcy, lecz przede wszystkim dlatego,że uczony.W innych sportach nie spotyka się na funkcjach trenerów osób bez wyższego wykształcenia,a w piłce nożnej to jest normą.Ba, w świecie komentatorów,żurnalistów o piłce nożnej wypowiada się każdy, tym ostrzej im mniej wykształcony.Natomiast ja dorastałem w czasach, w których zaczynały obowiązywać reguły doboru do zawodu trenera piłki nożnej opracowane od początku lat 60-tych przez Ryszarda Koncewicza w Wydziału Szkolenia PZPN.Aby w tamtym okresie być trenerem w I lidze trzeba było mieć kierunkowe studia wyższe, ukończyć roczny kurs trenerski i pracować w klubach niższych klas co najmniej 3 lata.Trenerzy z niższym wykształceniem zachowywali swoje uprawnienia,ale zalecano im uzupełnienie wykształcenia co większość,jak np. Górski i Gmoch uczyniła.To dobrze wykształceni trenerzy uczynili w tamtych latach z polskiej piłki światową potęgę.Obniżenie poziomu wykształcenia polskich trenerów prowadziło naszą piłkę coraz niżej, aż zaprowadziło do miejsca w którym jest teraz czyli nieco powyżej dna.I jeszcze do tej sromoty dorabia się taką pseudoliberalną ideologię,że oto każdy może, każdemu wolno, nikomu nie można zabronić.Komuś liberalizm pomylił się z anarchizmem. Liberalizm to triumf rozumu,a anarchizm hołoty.Nikt nie używa tej anarchistycznej nowomowy, gdy od nauczyciela, lekarza, psychologa, prawnika itd wymaga się przyzwoitego wykształcenia i jeszcze studiów podyplomowych. A w piłce ci którzy w nią grali chcą pozostać w niej w charakterze trenerów nie mając żadnych ku temu kwalifikacji, ani kompetencji. No i uczą tego co sami umieją,a że niewiele tego to i niewiele nauk.Ale nieudane podejścia dobrze wykształconych trenerów dają nieukom argumenty do ręki.Nie trzeba być silnie wykształconym, aby nie osiągać wyników.I taki Jozak nie mający doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu dorosłych drużyn szarpie się i miota, bo mu warsztatu brakuje.Do tego ma chyba przerost ambicji i takie przekonanie,że chcieć to móc.Granie systemem 4-3-3 kiedy się nie ma do niego dobranych, przygotowanych i zgranych ze sobą zawodników było rodzajem samobójstwa rozszerzonego. No i pokazał też,ze ma podły charakter. Te popisy medialne jakimi raczy gawiedź kosztem własnych zawodników są żenujące. Dlatego z jednej strony chciałbym ,aby udało mu się zdobyć Tytuł, głównie po to,aby durniom i wrogom Legii zamknąć buzie ,ale z drugiej uważam,że należy go po sezonie pożegnać.Niech cwaniakuje gdzie indziej.

O tym,że dobra informacja to zła informacja.
Ja łapię się na tym,że niestety,ale chyba przywykłem już do tego,że w tym naszym grajdole im gorzej to tym lepiej dla pismaczego rodu.Kiedy np. Legii nie idzie to następuje wręcz wysyp tekstów których autorzy nie kryjący się ze swoją antypatią wyciągają różne prawdziwe,albo zmyślone grzeszki, będące ich zdaniem przyczyną tego stanu.I ja od ludzi nisko wykształconych , pozbawionych kultury osobistej nie wymagam jakiejś refleksji, jakiegoś namysłu i jakoś rozumiem,że tak jak hieny rzucają się na żer. Tylko,że Legia jeszcze nie umarła, więc grzebanie jej jest przedwczesne.W tym drańskim chórze wyróżnił się wyjątkowym chamstwem i bezczelnością Mateusz Borek. I przy tych jego wypocinach się zatrzymam również dlatego,że od niego można wymagać więcej, niż od takich Kowalczykopodobnych. Ten Borek popełnił w PS dwa teksty . W jednym z nich zarzuca Jozakowi ,że nie wystawił w meczu z Arką Mączyńskiego i kpi z powodu takiej decyzji.Taki zarzut w normalnej dyskusji w ogóle nie ma prawa paść, bo nikt nie ma żadnego prawa narzucać trenerowi kto ma grać w meczu,a kto nie. To jest wyłączna jego prerogatywa.Mało tego na jakiej podstawie można podważać wiedzę trenera,że zawodnik po meczu reprezentacji był zmęczony. I to jest przykład czystego chamstwa.Nie da się zakłamać różnic pomiędzy ludźmi - jeden ma osiągnięcia,a ktoś jakoś nie. Ktoś ma autorytet,a ktoś inny nie wie co to jest i kompensuje sobie brak autorytetu pogardą dla autorytetów.Każdy wie,że nieuk i dureń nie jest mędrcem, rzępolenie i dudnienie nie jest filharmonią, pijackie ryki nie są kulturą osobistą.Bo poprzez wartości takie jak egalitaryzm i szacunek dla niego nie można nie odróżniać chamstwa i podłości od szlachetności czy nieuctwa od wykształcenia. Bo wolność to także wolność nazywania rzeczy po imieniu ,a więc np. chama chamem,nieuka nieukiem itp..
W drugim tekście Borek z pewnością godną tego kim jest twierdzi,że czegoś takiego jak zmęczenie nie ma i jeżeli zawodnik tak mówi, to znaczy,że łże.Można wiele,ale popisywać się publicznie tak głęboką niewiedzą to rzadkość.Otóż zmęczenie jest kategorią medyczną zdefiniowaną w "Encyklopedii zdrowia".W skrócie tę definicję przybliżę, bowiem obawiam się,że wielu kibiców uważa,że zawodnicy są niezniszczalni. Zmęczenie jest przejściowym zmniejszeniem sprawności ustroju spowodowane jego aktywnością.Zmęczenie stanowi mechanizm zabezpieczający ustrój przed nadmiernym obciążeniem wysiłkiem. Zmęczenie spowodowane pracą mięśniową związane jest nie tylko ze zmianami w mięśniach, lecz również w układzie nerwowym kierującym funkcją mięśni oraz ogólnymi zaburzeniami homeostazy. Spośród czynników przyczyniających się do rozwoju zmęczenia wymienić można : niedotlenienie tkanek i gromadzenie się produktów beztlenowej przemiany materii, głównie kwasu mlekowego, wyczerpanie glikogenu mięśniowego,odwodnienie komórek mięśniowych, przesunięcie jonowe, obniżenie stężenia glikozy we krwi. Zmiany zmęczeniowe wyrównywane są podczas wypoczynku. Trening fizyczny nie niweluje całkowicie przyczyn ani samego zmęczenia,ale prowadzi do takich zmian adaptacyjnych, które zmniejszają nasilenie zaburzeń warunkujących zmęczenie, poprawia tolerancję tych zaburzeń i w ten sposób umożliwia wykonywanie zwiększonego wysiłku.Niepełna likwidacja zmian zmęczeniowych wskutek niedostatecznego wypoczynku prowadzi do przewlekłych zakłóceń działania układów regulacyjnych i w konsekwencji zaburzeń funkcjonalnych wielu narządów. Kwestionowanie zmęczenia zawodnika jest zwykła głupotą,, natomiast zastanowienia wymaga czy zaordynowane treningi znacząco wpłynęły na procesy adaptacyjne do zwiększonego wysiłku. W przypadku zawodników Legii dawanie im paru dni wypoczynku po meczu świadczy o tym,że tego treningu było za mało,aby te procesy zaszły.

O tym,że są różne metody treningowe i jest metoda Jozaka.
Po przeczytaniu powyżej napisanych dwóch kawałków można dojść do wniosku,że niczym nie różnię się od pismactwa które krytykuję i że uprawiam czarnowidztwo . Otóż nie i jako dowód pochwalę Filipa Surmę z Kanału za wysoce merytoryczny wywiad jaki przeprowadził z trenerem Bjelicą przed meczem Wisła-Lech.Surma zapytał Bjelicę jaką metodę treningową preferuje w okresie przygotowawczym czy mocne ładowanie akumulatorów czy trening relaksacyjny. Bjelica odparł,że on wybrał trzecią drogę,a mianowicie trenuje tak jak ćwiczy w całym mikrocyklu międzymeczowym w sezonie.Bo tak naprawdę nie ma jednej metody gwarantującej bardzo dobre przygotowanie fizyczne na całą rundę.Dużo łatwiej jest zaprogramować przygotowania w okresie przerwy zimowej kiedy nie gra się w europejskich pucharach. Dlatego też każdy trener z fizjologiem
wybierają taką metodę , którą już sprawdzili i która przynosi pożądane efekty.W Legii w ostatnich latach mieliśmy trenerów, którzy stosowali różne metody.Stach Czerczesow po krótkim okresie adaptacji do wysiłku ordynował intensywny bieg ciągły , jednorazowo nie krótszy niż 20 kilometrów przez minimum 6 dni. Potem odpuszczał i zawodnicy mieli treningi wyrównawcze.Dzięki temu zawodnicy Legii mogli stosować wysoki pressing i przy nim rywale sobie nie pograli. Ale też na bardziej wyrafinowane taktyki oparte o wysoką dynamikę naszej drużyny nie było stać.Skorża z kolei bazował na krótkim,ale bardzo intensywnym treningu z elementami szybkościowymi, a więc z przewagą pracy beztlenowej i na dolnej granicy wydolności opartej o pracę tlenową.Niestety taki model jest silnie narażony na utratę mocy zawodników wskutek nadmiaru alkoholu w organizmie co i nastąpiło . Ja to w skrócie nazywam przepiciem Tytułu w 2012 roku.Z kolei Urban tak jak Bjelica w okresie przygotowawczym trenował dokładnie tak jak w mikrocyklu tygodniowym, przy czym nasilenie tych treningów nie było zbyt forsowne.Drużyna rundę zaczynała z niezbyt wysokiego pułapu,ale potem się rozkręcała.Lecz wydolności starczało na naszą ligę, bo na Europę było jej przymało.
Natomiast Jozak wprowadził swoją metodę. Zaprogramował co do minuty wszystkie jednostki treningowe, a potem planów nie zrealizował.Ze współpracownikami ratuje w mikrocyklu to co może uratować,a ponieważ zawodników nie przetrenował to różnice w przygotowaniach pomiędzy nami a najlepszymi powinny maleć.Przynajmniej doświadczenie na taki przebieg zdarzeń wskazuje.

O tym,że Jozak szukał, szukał i nie wiadomo czy już znalazł.
Drużyna Pogoni była kolejnym zespołem, który wiedział jak grać z naszą drużyną, aby nie rozwinęła ona skrzydeł.To takie stare powiedzenie stanowiące metaforę,że niby ptaki,aby latać muszą rozwinąć skrzydła. Więc i można to odnieść przez literackie porównanie do ludzi. Tylko,że mówiąc po piłkarsku jak Legia ma rozwijać skrzydła, jak nie ma skrzydłowych Smile. Wszyscy wiedzą,ze nasi piłkarze rozpoczynają budowę akcji ofensywnych od tyłu, więc rywale po stracie piłki nie odbudowują ustawienia, ale już na naszej połowie nam przeszkadzają,a następnie zagęszczają pole przed własna bramką, jednocześnie zmniejszając odległości pomiędzy formacjami.Zaś nasza drużyna niezależnie od ustawienia 4-3-3 czy wczorajszego 4-2-3-1 w ofensywie gra bardzo podobnie i w sumie przewidywalnie. Zmiana ustawienia spowodowała tak naprawdę tylko zdecydowana poprawę gry w środku pola . W tym rejonie gramy wreszcie w sposób wysoce uporządkowany, jesteśmy lepiej zorganizowani i chaos jeszcze do niedawna dominujący wkrada się tylko sporadycznie.Niestety nadal nie ma za co chwalić gry naszej drużyny tam ,gdzie to jest najbardziej pożądane a więc pod własną i wrażą bramką. Nasze akcje podbramkowe pozbawione są dynamiki i precyzji,gra obrońców nie jest wolna od rażących błędów,a cały nasz zespół za mało pracuje w defensywie.Pewną nadzieję na poprawę sytuacji w strefie ataku daje przestawienie Szymańskiego ze skrzydła na pozycje ofensywnego pomocnika.Jeszcze mu brakuje siły fizycznej, jeszcze gra zbyt bojaźliwie, jeszcze nie ma tak potrzebnej na tej pozycji pewności siebie, jeszcze nie w pełni kieruje całą grą ofensywna, ale kilkoma zgraniami pokazał,że drzemie w nim wielki talent i że tylko większego ogrania potrzeba,aby stał się liderem drużyny.
A Jozakowi mogę zadedykować jedną z końcowych strofek "Przygód Koziołka Matołka"
"Więc pożegnał nas serdecznie,
I znów poszedł biedaczysko,
Po szerokim szukać świecie
Tego co jest bardzo blisko".
Szukajcie,a znajdziecie, proście,a będzie wam dane. U Jozaka to szukanie optymalnego składu i odpowiedzialnego ustawienia trwało chyba zbyt długo. Zresztą może nadal poszukiwać. Byle tylko te zabawy w chowanego nie były tak kosztowne jak dotychczas.

O tym,że metafory bywają zawodne.
Trener Jozak przed meczem z Pogonią użył takiej przenośni,że Legia znalazła się na skrzyżowaniu dróg i wczorajszy mecz miał pokazać którą drogą pojedziemy dalej.Ja się na motoryzacji nie znam, na metaforach trochę tak, ale wydaje mi się,że samochód , nawet na skrzyżowaniu powinien mieć kierowcę.I to kierowca powinien wiedzieć gdzie chce jechać, dokąd dojechać i skręcić tam gdzie trzeba,Ale wracając do porównania to wczorajszy mecz nie był przełomem i nadal znajdujemy się na rozstajnych drogach.Powiem więcej, Wydaje mi się ,że nie jesteśmy na skrzyżowaniu dróg,ale wjechaliśmy na rondo i nie bardzo wiedząc na co nas stać kręcimy się po nim w kółko. Inaczej mówiąc o przełomie można będzie mówić dopiero wówczas kiedy wygramy z drużyną lepszą niż wczorajsza Pogoń.
10niedziela, 08, kwietnia 2018 23:23
Moros
No nie był to pokaz siły, który w Poznaniu czy Białymstoku mógł kogoś przestraszyć, ale szukając pozytywów:
- zwycięstwo,
- trener przestał rotować składem i ustawieniem,
- dużo strzelonych goli.

Były oczywiście też i mankamenty, które powodują że na rundę finałową patrzę ze sporymi obawami, jednak na obecną chwilę wszystko dalej mamy w swoich rękach. Faworytem nie jesteśmy, więc kto wie. Chciałbym tylko abyśmy do ostatniej kolejki byli w grze. Tylko tyle i aż tyle.
11poniedziałek, 09, kwietnia 2018 10:42
zibin55
Do mojego imiennika: znakomity tekst. Chylę głowę i proszę częściej.
Pozdrawiam
Zbyszek
12poniedziałek, 09, kwietnia 2018 16:33
iocosus
Zbyszku pozwolę sobie na cytat z twojego komentarza: „taki Jozak nie mający doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu dorosłych drużyn szarpie się i miota, bo mu warsztatu brakuje.Do tego ma chyba przerost ambicji i takie przekonanie,że chcieć to móc.Granie systemem 4-3-3 kiedy się nie ma do niego dobranych, przygotowanych i zgranych ze sobą zawodników było rodzajem samobójstwa rozszerzonego. No i pokazał też,ze ma podły charakter. Te popisy medialne jakimi raczy gawiedź kosztem własnych zawodników są żenujące.” – tak sobie czytam i nie mogę się powstrzymać, żeby nie zadać Tobie pytanka. Gdy po meczu z Górnikiem piszę w kontekście pierwotnych wiosennych taktycznych pomysłów Jozaka określając je jako „Waterloo trenera” to interpretujesz to tak: „ja mam wątpliwości czy to są Twoje przemyślenia, czy czasami nie uległeś presji medialnej chociażby poprzez wypowiedzi tych kretynów , którzy "popisywali " w studiu przed meczem jacy to oni wszystkowiedzący,a jaki ten Jozak głąb.” – natomiast gdy Ty podejmujesz krytykę w tym samym temacie w dosadnosci stwierdzeń raczej nie mniejszą od mojej to wszystko jest zda się ok.???
Na czym polega różnica że gdy iocosus pisze o „Waterloo Jozaka” to ulega presji medialnej, a Zbyszek może sobie pozwolić zdefiniować toż samą kwestię mianem – „samobójstwa rozszerzonego” i już nie ulega wpływom „pismaczego rodu”? Drobna kwestia, ale zaczyna troszkę mnie frapować na czym zasadza się taka rozbieżność interpretacyjna?
13poniedziałek, 09, kwietnia 2018 23:52
Senator
I mnie to frapuje, a jeszcze chciałbym poznać źródło 20 kilometrów.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1