A+ A A-

Legia - Zagłębie 0-1: Co by tu jeszcze?

Idealnie układały się dla Legii wyniki 31. kolejki sezonu. W piątek swój mecz przegrał Lech Poznań, a w sobotę Jagiellonia Białystok. Legia potrzebowała zwycięstwa nad Zagłębiem Lubin, by objąć prowadzenie w tabeli. Niestety nasza drużyna poszła w ślady konkurentów i również straciła komplet punktów.

 

Romeo Jozak dokonał jednej zmiany w składzie, który w poprzedniej kolejce pokonał Pogoń Szczecin. W miejsce kontuzjowanego Mączyńskiego w pierwszej jedenastce zameldował się Philipps. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz - Jędrzejczyk, Rémy, Pazdan, Hloušek - Philipps, Antolić - Vešović, Szymański,  Hämäläinen – Niezgoda. Zagłębie rozpoczęło w składzie: Hładun – Czerwiński, Guldan, Dąbrowski, Pietrzak – Ślisz, Matuszczyk – Jagiełło, Starzyński, Pawłowski – Mareš.

Legioniści w pierwszych minutach meczu zagrali agresywnie, starając się wysoko atakować gości. Niestety zabrakło wymiernych efektów tych starań i mecz szybko się wyrównał. Legia mogła objąć prowadzenie w 14. minucie. Po długim podaniu od Pazdana Vešović zgrał piłkę do Niezgody, ale nasz napastnik fatalnie przestrzelił z kilkunastu metrów. Dwie minuty później sam na bramkę Legii ruszył Mareš. Napastnik gości usiłował przelobować Malarza, jednak próba była bardzo nieudana i piłka wylądowała w dłoniach Malarza. W 23. minucie Hloušek dośrodkował z lewej strony boiska. Głową uderzył Jędrzejczyk, ale Hładun instynktownie odbił ten strzał. Za chwilę szczęścia próbował Szymański, jednak nie trafił w bramkę. Potem inicjatywę przejęli goście, którzy szybko ‘kasowali’ akcje naszego zespołu i dłużej utrzymywali się przy piłce. Najlepszą sytuację Zagłębie stworzyło sobie w 27. minucie meczu, kiedy ładnie z dystansu przymierzył Jagiełło i Malarz musiał przerzucić piłkę nad poprzeczką. W 35. minucie Niezgoda wyłuskał piłkę po akcji Szymańskiego, wbiegł w pole karne, ale trafił w boczną siatkę. W 44. minucie legioniści wyprowadzili obiecująco zapowiadającą się akcję, ale Szymański źle rozwiązał tę sytuację i praktycznie podał do Hładuna.

Do przerwy było 0:0. W grze Legii niejako tradycyjnie raził brak pewności i płynności, goście mieli niepokojąco dużo do powiedzenia na boisku, ale jednak to Legia stworzyła sobie znacznie lepsze sytuacje strzeleckie.

W 53. minucie Legia powinna objąć prowadzenie. Dwukrotnie na bramkę gości strzelał  Hämäläinen. Za pierwszym razem trafił w Hładuna, za drugim z kilku metrów przeniósł piłkę nad bramką. Goście odpowiedzieli strzałem Jagiełły, po którym Malarz ‘na raty’ złapał piłkę. W 56. minucie Vešović trafił do bramki gości, niestety sędziowie zasygnalizowali spalonego. W tej samej minucie Kucharczyk zmienił Hämäläinena. W 61. minucie Niezgoda popisał się dobrym dryblingiem, wbiegł w pole karne, ale źle uderzył.

Legia napierała, ale w 63. minucie to goście objęli prowadzenie. Nasi zawodnicy stracili piłkę pod polem karnym gości. Kontra Zagłębia nie została przeprowadzona w modelowy sposób, ale ostatecznie do strzału doszedł Starzyński i mocnym uderzeniem przełamał dłonie Malarza. Kilka minut później strzelec gola uderzył zza pola karnego i sprawił duże kłopoty Malarzowi. W 71. minucie Niezgoda nie trafił dobrze w piłkę głową po dośrodkowaniu Hlouška. W 75. minucie Pasquato zmienił Jędrzejczyka. Chwilę po tej zmianie kolejna kontra gości mogła zakończyć się golem, ale Pazdan w ostatniej chwili dogonił zawodników Zagłębia i wybił na rzut rożny. W 77. minucie dobrą akcją popisał się Kucharczyk, ale pomylił się w decydującym momencie. W 86. minucie Kucharczyk miał kolejną sytuację, uderzył płasko, niestety piłka odbiła się od słupka. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Mareš efektownie wymanewrował obronę Legii i oddał strzał na bramkę. Malarz wybił ten strzał na rzut rożny. Wkrótce potem sędzia Musiał zakończył mecz.

To wprost niewiarygodne, że klub dysponujący takimi środkami jak Legia, funduje sobie drużynę, która przegrywa średnio co trzeci ligowy mecz. Chyba jeszcze bardziej niewiarygodne jest, że ta drużyna nadal liczy się w walce (?) o mistrzostwo Polski.

W sobotni wieczór naszym piłkarzom trudno było odmówić chęci czy ambicji, za to trzeba odmówić im skuteczności, kreatywności, pewności siebie, a być może, po prostu – umiejętności. Eduardo i Radović leczą urazy, Cafú siedzi na ławce rezerwowych, trener Jozak foruje Szymańskiego i Vešovicia, którzy jedno dobre zagranie przeplatają z kilkoma złymi, a najbliżej zdobycia upragnionej bramki jest koniec końców nieśmiertelny ‘Kuchy’. Coś poszło bardzo nie tak.

Dyskusja (16)
1niedziela, 15, kwietnia 2018 00:06
Senator
A ja akurat po tym meczu nie potrafię się złościć na piłkarzy w sensie samej gry . Uważam że był to jeden z lepszych meczów naszej drużyny na wiosnę a sytuacji do strzelenia bramki w tym jednym meczu stworzyliśmy więcej niż w kilku poprzednich razem wziętych do kupy. Zawiodła skuteczność i zwykle szczęście.
Tak po prawdzie do bramki gości lubinianie nie stworzyli sobie żadnej setki. Ta akcja z próbą przerzucania Malarza była jedyna, kilka strzałów z 20 metrów. Pierwsza połowa może i wyrównana ale to my mieliśmy trzy bardzo dogodne sytuacje.
W drugiej właściwie wszyscy czekaliśmy kiedy a nie czy wpadnie. Wpadła tylko kuźwa nie do tej co trzeba.
Pytam więc spokojnie jaką to winę ponosi Jozak? On pudłował na potęgę? Ocxywiscie jest frustracja bo przy wynikach Lecha i Jagiellonii aż się prosiło wygrać, a tu jak na złość moim zdaniem po dobrym meczu przegraliśmy. Ot i cała piłka i śmiało napiszę cała Legia. Tak było i pewnie będzie takie nasze złe DNA.
PS
Dziś tzn w niedzielę!!!! o godz 12 konferencja prasowa właściciela pana Mioduskiego i i dyrektora technicznego Klubu Ivana Kepciji.

Słowo komentarza do tej informacji. Jeśli w niedzielę to o pierdołach nie będzie. Jeśli Jozak zostanie zwolniony zawiodę się na panu Mioduskim. Te sześć meczów trzeba dograć a sytuacja sama się rozwiąże.
2niedziela, 15, kwietnia 2018 00:16
ł apacz
Nie wnikając mocno w szczegóły widać po grze i wynikach, że od początku sezonu nie dość, że nie ma postępu to dzieje się coraz gorzej. Za przygotowanie drużyny, taktykę i motywację odpowiada p.o. trenera czyli tragiczny Romeo.

Na przyszłość jak sprowadzimy kogoś z bałkanów, a ten w pierwszym wywiadzie powie, że Legia zarobi na nim miliony (Anatolowicz) lub że kibice będą całować po piętach prezesa, za to że ten zatrudnił na stanowisko trenera przebierańca to powinna się wszystkim dobrze życzącym Legii zapalić CZERWONA LAMPKA.
3niedziela, 15, kwietnia 2018 00:33
Baron
"Źle się dzieje w państwie duńskim"

Tak beznadziejnej i bezstylowej Legii bardzo dawno nie widziałem, a zwłaszcza na własnym stadionie. Mioduski jako prezes dał Jozakowi prawie wszystkie zabawki przed sezonem i co widzimy?
No comment.
Oglądając dziś mecz w gronie znajomych ze smutkiem doszliśmy do wniosku, że Legia nie zasługuje na mistrzostwo, nie zasługuje nawet na puchary, bo niby z jakiego powodu?

Co dalej z Jozakiem? Jedziemy do końca sezonu, bo tu już nie da się nic wymyślić i zmienić. Poza tym chyba nie ma sensu dalej ciągnąć tej współpracy, a on i jego sztab niech się zawodu uczą ale ... gdzieś indziej i z dala od Legii, i oby w końcu Legii zatrudniani byli trenerzy z doświadczeniem, inni niedoświadczeni niech terminują ale z dala od naszego klubu i oby ta myśl przyświecała Mioduskiemu w przyszłości.

Czy stać nas na Puchar Polski? Szczerze? Wg. mnie to nie.
Widzę jeden pozytyw, nie spadniemy.
4niedziela, 15, kwietnia 2018 00:38
Baron
No i jest bomba atomowa:

"Zarząd klubu Legia Warszawa podjął decyzję o zwolnieniu Romeo Jozaka z funkcji trenera pierwszej drużyny. Obowiązki szkoleniowca do końca sezonu będzie pełnił Dean Klafurić, który od września ubiegłego roku jest II drugim trenerem zespołu. Informujemy, że w niedzielę o godz. 12:00 odbędzie się konferencja prasowa z udziałem prezesa Dariusza Mioduskiego i dyrektora technicznego Ivana Kepciji."

Nie powiem, jestem zaskoczony mimo wszystko.
5niedziela, 15, kwietnia 2018 00:52
Lasica
Ostatni gwizdek. Gdyby został, coś czuję, że i PP byłby stracony.
6niedziela, 15, kwietnia 2018 01:01
Senator
@Lasica
Ty naprawdę wierzysz, że to cokolwiek zmieni?
7niedziela, 15, kwietnia 2018 01:09
Baron
Deana Klafurića widzę jako Stefana Białasa czyli osobę, która niczego nie zmieni i w niczym nie pomoże. Czas się oswoić z myślą, że nic z tego nie będzie i ten sezon jest stracony. Chciałbym aby były puchary...
8niedziela, 15, kwietnia 2018 01:11
Lasica
@Senator

Jeśli był jakiś kwas między trenerem, a drużyną to pomoże. Jeśli nie, to pewnie nie, ale warto zaryzykować.
9niedziela, 15, kwietnia 2018 01:19
a-c10
@ Gawin:

To wprost niewiarygodne, że klub dysponujący takimi środkami jak Legia, funduje sobie drużynę, która przegrywa średnio co trzeci ligowy mecz.

Środki nie grają. Trzeba jeszcze umieć nimi zarządzać. Taki banał, ale jakże bolesny, nie? Żeby nie było: ja się z nikogo nie zamierzam natrząsać. Jakkolwiek by na to nie zerkać, mój ukochany klub też dysponuje niebagatelnymi - jak na warunki - możliwościami, które w zasadzie rokrocznie koncertowo marnuje. A przede wszystkim, dawno znudziły mnie wzajemne złośliwostki paskudnie osmolonych garnków i kotłów.

Warto jednak zauważyć, że Romeo Jozak to kolejny trener Legii "na lata", który nie przetrzymał nawet roku. Po Dariuszu Mioduskim powszechnie spodziewano się wysokich, zachodnich standardów zarządzania, kultury organizacyjnej, etc. Tymczasem wychodzi na to, że facet niespecjalnie różni się od Józia Wojciechowskiego. No, może w gadce gładszy, a i z gęby jakiś taki bardziej przyjemny, ale na tym jakby koniec.

Coś poszło bardzo nie tak.

Ale w zasadzie dlaczego tak twierdzisz? Nie, serio pytam. Zobacz, taki Jacek Magiera, zanim objął pierwszy zespół Legii, zdążył sobie przynajmniej potrenować Wasze rezerwy i sosnowieckie Zagłębie. Niby mało, ale zawsze coś. Tymczasem Romeo Jozak trafiając na Ł3 był kompletnie zielony. A nie no, jasne. Miał ogromną podbudowę teoretyczną. Szkoda tylko, że jakoś-takoś nie udało mu się zauważyć, że czas profesorowania się dla niego skończył (zresztą na jego własne życzenie przecież). Przychodząc do Legii ustawił się po tej mniej uprzywilejowanej stronie katedry i co parę dni musiał zdawać praktyczny egzamin. Bez terminów poprawkowych, bez warunków, bez szansy przerzucenia czegokolwiek na wrzesień. Trudno się zatem dziwić, że niejeden z tych egzaminów oblał, kilka nawet w sposób cokolwiek kompromitujący. OK, bolesne, ale przecież taki właśnie scenariusz należało poważnie brać pod uwagę. Jeśli Mioduski tego nie zrobił, jak na moje powinien się mocno nad sobą zastanowić.

Chyba jeszcze bardziej niewiarygodne jest, że ta drużyna nadal liczy się w walce (?) o mistrzostwo Polski.

Hmmm... no to może wreszcie uwierzmy, że tak naprawdę to żadnej "walki" nie ma? Jest co najwyżej bijatyka paru podpitych kolesi, którzy dorwali w ręce kije, kastety i inne sprzęty - niektóre nawet całkiem nie najgorszej jakości - ale zupełnie nie umieją się nimi posługiwać. Ta ich szamotanina ma nawet swój urok. No i to cały czas są nasi kolesie. Z naszej ośki. Dopóki jednak nie ogarną tematu choć na tyle, by przynajmniej sobie samym nie robić krzywdy, naprawdę trudno ich poważnie traktować.
10niedziela, 15, kwietnia 2018 02:12
a-c10
Jeszcze w temacie środków i umiejętności robienia z nich użytku: w poniedziałek w Płocku nadspodziewanie ciekawie zapowiadający się mecz klubów o wyjątkowo nieestetycznej nazwie. Jeśli tamtejsza Wisła puknie swą małopolską imienniczkę - czego przecież wykluczyć niepodobna - będzie miała ledwie trzy punkty straty do lidera i wcale realne widoki na tytuł. Ergo wyjdzie na to, że Mistrzem Polski może zostać klub, który absolutnie nie ukrywa, że mu się nie przelewa i tęskno-zazdrosnym okiem spoziera na stacjonujących nieopodal szczypiornistów. Klub, gdzie tuż przed sezonem, dosłownie za pięć dwunasta wywalono trenera, który zrobił dwa awanse i w ładnym stylu utrzymał Ekstraklasę, czym de facto pełnię władzy przekazano w ręce Dominika Furmana i Semira Stilicza - dwóch typów swego czasu bezceremonialnie przeżutych i wyplutych przez jakkolwiek rozumianą poważną piłkę.

A w tzw. międzyczasie wychodzi na to, że pewien baskijski emeryt, od jakiegoś czasu zamieszkały w Zabrzu, odnalazł chyba maść na korzonki, która wpadła mu za wersalkę jakoś jeszcze w zeszłym roku. A w związku z tym Mistrzem Polski może jednak zostać też i Górnik. Tak, dokładnie ten sam Górnik, który koniec z końcem wiąże jedynie dzięki rozrzutności zabrskich rajców, a równo rok temu zajmował 8. lokatę w tzw. I lidze.

Niewiarygodne? Państwo mili, tu Ekstraklasa jest, tu takie pojęcie nie istnieje.
11niedziela, 15, kwietnia 2018 02:21
corazstarszy
@Gawin
To wprost niewiarygodne, że klub dysponujący takimi środkami jak Legia, funduje sobie drużynę, która przegrywa średnio co trzeci ligowy mecz.

Porażkę w 'średnio co trzecim ligowym meczu' już przebiliśmy. Właśnie zanotowaliśmy jedenastą w 31 meczu sezonu, a to więcej niż 1/3. Skorża 2010/11 potrzebował o jeden mecz mniej, aby osiągnąć taki wynik.
To również 8 porażka w 23 ligowym meczu pod wodzą Jozaka. Potrzebowałby jeszcze jednego nieprzegranego meczu, aby wyszła równa 1/3. Gdyby mu jeszcze dano szansę, miałby szansę prześcignąć rekord Skorży.
Ja sądzę jednak, znając talenty organizacyjne włodarzy klubu (tych minionych, obecnych i przyszłych), że wkrótce nastanie facet, który bez kłopotu zdystansuje i Jozaka i Skorżę. Powtórzę się: wyciąganie wniosków to nie jest mocna strona naszego klubu.
Komu, komu, bo idę do domu.
12niedziela, 15, kwietnia 2018 09:35
CTP
"Uważam że był to jeden z lepszych meczów naszej drużyny na wiosnę"
Nie, Senatorze. To był jeden ze słabszych meczów. Dobry był jedynie fragment II połowy, gdzie nasze formacje zaczęły grać bliżej siebie, co zaowocowało sytuacją, gdzie fatalnie spudłował Hamalainen. Swoją drogą, kilka razy oglądałem powtórkę tej akcji i naprawdę, trzeba było mocno się postarać, żeby ją aż tak spartolić. Ja np. nie potrafiłbym w takiej pozycji, w jakiej był Fin tak ustawić nogi pod piłkę, żeby ta poleciała wysoko w trybuny.
Po tym meczu miałem wrażenie, że zespół nie za bardzo chciał go wygrać. Być może wszyscy już wiedzieli, że dymisja już leży na biurku i czeka na podpis i nie chcieli tego zmieniać.
13niedziela, 15, kwietnia 2018 09:47
sektor212
CZY FRAJERZY MOGĄ WYGRAĆ LIGĘ?

Wczoraj Legia rozegrała naprawdę dobry mecz. Stworzyliśmy 8 bramkowych sytuacji z czego 4 akcje było tak zwane setki. Kilka wyjść ze strefy średniej naprawdę dobrej jakości przy grze na jeden kontakt na dużej szybkości - mi się podobały. Wysoki pressing przednich formacji Legii doskwierał Lubinianom w fazie budowy gry. Zagłębie zmuszone było do szybkiego pozbywania się piłki przed własnym polem karnym gdyż co i raz wojskowi doskakiwali do rywali zmuszając ich do błędów przy wyprowadzaniu piłki ze strefy niskiej. Walka o piłkę i zaangażowanie Legionistów również na odpowiednim poziomie. Legioniści grali zadziornie nieustępliwie nie bojąc się kontaktu z rywalem. Mimo pozytywnej postawy Legii Ł3 opuszczaliśmy w złych nastrojach. Co zawiodło, że dziś jesteśmy w źli?

1. Skuteczność pod bramką rywala – uważam, że Legia wczoraj spokojnie mogła strzelić 3-4 bramki. Mogła jednak nie potrafiła. Legioniści często podejmowali złe decyzje oddając strzały na bramkę. Najczęściej z kilku metrów strzelali prosto w bramkarza Zagłębia. Innym razem odchyleni do tyłu przy strzale przenosili futbolówkę na bramką. Zamiast po długi rogu szukali krótkiego słupka. I na koniec zabrakło przysłowiowego szczęścia.
2. Graliśmy za wąsko – ja rozumie kiedy przeciwnik jest przy piłce dążymy do skracania i zawężania pola gry. Jednak kiedy Legia jest przy piłce w fazie budowy gry w strefie niskiej to ja nie rozumie dlaczego staramy się grać tak wąsko. Kiedy skrzydłowy schodzi do środka to w bocznej strefie musi pojawić się boczny obrońca. Czyżby w ten sposób zabezpieczaliśmy tyły że kiedy akcja toczyła się na lewej stronie to Jędza zostawał z tyłu i nie wykorzystywał wolnej przestrzeń choćby tylko po to by rozciągnąć linię obrony rywala.
3. Zbyt duża otwarta strefa pomiędzy linią ofensywną a defensywną – kiedy pierwsze linie zaczęły prasować rywala (pressing) to nasza linia obrony ustawiona była na naszej połowie. Dlaczego nie przesuwała się wyżej do linii środkowej boiska? Dlaczego nie skracała pola gry rywalowi? Dlaczego pozostawialiśmy tyle wolnej przestrzeni? Kiedy rywal udanie wychodził z pod naszego pressingu miał swobodę dalszego rozegrania piłki i na ogół oglądaliśmy rozpędzające się Zagłębie które bez problemu wchodziło w naszą strefę niską gdyż linia obrony cały czas nie dążyła do przerwania akcji (bo i nie mogła gdyż w pierwszej fazie stała za daleko) tylko wycofywała się nawet we własne pole karne. Brakuje mi tu zgodności taktycznej. Kiedy zespół zakłada pressing i wskakuje na rywala to robi to cały zespół a nie część drużyny. Wystarczy, że jeden zawodnik odpuści i zakładany rygiel na rywalu rozpada się po jednym rozsądnym zagraniu rywala.
4. Błędy indywidualne – odniosę się tylko do bramki. To ze strefy Vešovića wszedł Starzyński w pole karne i oddał celny strzał dając zwycięstwo Zagłębiu. Czarnogórzec zupełnie odpuścił całą akcję ograniczając się do roli statysty mimo że początkowej fazie akcji był zaledwie dwa metry od Starzyńskiego. Dlaczego nie poszedł za rywalem? Dlaczego odpuścił swoją strefę obrony pozostawiając Czecha samego w bocznym sektorze boiska? Zabrakło siły czy zwykły indywidualny błąd taktyczny Czarnogórca.
Czy frajerzy mogą wygrać ligę? Niestety NIE. Jeżeli Legia nie potrafi wykorzystywać klarownych sytuacji to jest zespołem frajerów która zapewne przerżnie tytuł mistrzowski.

Ps. Zwolnienie Jozaka z funkcji pierwszego trenera.
Dla mnie sytuacja jest zadziwiająca, że w takim momencie prezes podjął taką decyzję. Legia nie ma prawa grać pięknej piłki przy takiej przebudowie pierwszej drużyny. Za dużo zmiennych w tak krótkim czasie by maszyna funkcjonowała idealnie. Kolejny trener który nie otrzymał czasu na wykonanie swojej pracy. Legia zaczyna wyglądać jak Polonia za czasów Wojciechowskiego. Ja naprawdę od meczu z Górnikiem widzę zarys poprawy gry. Czy to trener nie potrafi 3 metrów strzelić celnie do siatki? Czy to trener zaplanował wyjazd turystyczny do USA w czasie przygotowań do sezonu?

Ja nie twierdzę, że Romeo jest idealnym trenerem dla Legii. Jednak skoro podjęto taką decyzję zatrudniając go, a następnie zaufano Jozakowi w kwestii totalnej przebudowy drużyny to zupełnie nie rozumie dlaczego nie dostał czasu na realizację reformy Legii zgodnej ze wspólną wizją trenera samego prezesa. Kurwa co zwolnienie Chorwata zmieni? Legia zdobędzie mistrzostwo? Naprawdę w to wierzycie? Latem przyjdzie nowa miotła i zacznie od punktu wyjściowego w jaki Legia była rok temu. Mija kolejny rok a my stoimy w miejscu. Nowy trener również będzie pracował do pierwszego potknięcia się i tak w koło. Jeżeli zmiana to na fachowca który dostanie odpowiedni czas na realizację własnych założeń. Jednak znając realia jakie panują w Legii możemy się spodziewać kolejnego ucznia. Tak więc nie rozumie tej radość jaka obecnie panuje na forach, że pozbyliśmy się Jozaka.
14niedziela, 15, kwietnia 2018 10:29
CTP
@sektor212
Szczerze, nie za bardzo cię rozumiem. Najpierw sam udowadniasz jego niekompetencję a chwilę później jęczysz nad jego zwolnieniem. Przecież punkty 2 i 3, to pełna odpowiedzialność trenera. To jego zadaniem jest na odprawach taktycznych wytłumaczenie drużynie jak ma się przesuwać w formacjach. Zamiast tego, podobno, zespół wysłuchuje jakiegoś motywacyjnego "shitu" rodem z podręczników dla akwizytorów. Jeszcze tylko, kuźwa, brakuje zajęć z jogi tak jak w Śląsku.

Ta opcja się już wyczerpała i Mioduski podjął jedyną słuszną decyzję. A że sam go zatrudnił? No, czasu raczej nie cofniemy.

"Nowy trener również będzie pracował do pierwszego potknięcia się i tak w koło"
To zależy, kto to będzie. Jeśli taki sam "noname", to zgadzam się. Ale może już pora skończyć z tą długoletnią legijną tradycją (która zaczęła się chyba od czasów pierwszego Urbana) i w końcu po kilkunastu latach eksperymentowania zatrudnić trenera, który już kilka poważnych klubów ma w swoim CV. Przypadek Czerczesowa pokazuje, że chyba warto. Może Legia nie grała wtedy widowiskowo ale przynajmniej grała tak jak chciał trener a nie tak jak się piłkarzom wydawało.
15niedziela, 15, kwietnia 2018 11:57
sektor212
CTP

„Jęczysz nad jego zwolnieniem”
Nie jęczę tylko ten ruch nic nie wniesie na obecną sytuację Legii. Z resztą już wcześniej pisałem, że ja jestem przygotowany na brak mistrzostwa kosztem budowy drużyny na przyszły sezon. Obecny ruch zarządu potwierdza że sama góra nie bardzo panuje nad sytuacją. Ja zwolnienie Jozaka odbieram zły trener a zawodnicy cacy. Więcej za skórą mają sami piłkarze niż trener. Wczoraj przy odrobine lepszej skuteczności dziś nie było by tematu.
„zespół wysłuchuje jakiegoś motywacyjnego "shitu" rodem z podręczników dla akwizytorów”.
Jak to prawda to zgadzam się z tobą. Jeżeli samym piłkarzom nie będzie zależało to żadne trener gadki motywacyjne nic nie wniosą. Dla mnie to chora sytuacja jeżeli Jozak musiał przed każdym meczem motywować zespół do gry. To piłkarze nie wiedzą o co grają? Trzeba ich niańczyć? Dla mnie system w szatni powinien obowiązywać jeden. Nie podoba się do zdaj sprzęt i wypie…….. . Już czas skończyć z szatnią Legii robiącą łaską czy wybierającą trenera.

Powtarzam dla mnie trener musi mieć czas zbudowanie drużyny grającej na odpowiednim poziomie. Przytoczę ci dwa przykłady:
Jürgen Klopp w Borussi od 2008 do 2015 roku. Potrzebował 4 lat by Dortmund ogrywał bogatszy Bayer. Liverpool 2015-2018 dwa lata zajoło mu poukładanie puzzli by trzeci sezon jego pracy Liverpool grał efektywnie i efektownie.
Alex Ferguson 1986 – 2013 potrzebował 7 lat by zdobyć mistrzostwo Anglii.

Jak widzisz wynik wymaga czasu. Jozak przez 7 miesięcy mógł zrobić niewiele. Dla mnie najważniejsze że Chorwat chciał wprowadzić w Legii nowoczesny system gry. Ledwo rozpoczął wdrażać swoją wizję i już go nie ma. CTP wejdź w buty trenera i w tak krótkim czasie zbuduj drużyną działającą dobrze i wygrywającą mecz za meczem. W Legii przy takim zarządzaniu sam Pep Guardiola nic by nie osiągnął gdyż ledwo by zaczął wprowadzać zmiany to szatnia natychmiast by go zwolniła. Przecież to trener zły i odpowiedzialny za brak mistrzostwa a nie panowie piłkarze. Czekam na kolejnego ucznia który popracuje na Ł3 7-10 miesięcy i tak dalej, dalej bez końca będziemy zmieniać trenerów.
16niedziela, 15, kwietnia 2018 13:34
Zbyszek
O tym,że na podsumowania nigdy nie jest za wcześnie.
Zacząć wypada od tego,że Prezes podsumował i wyszło mu,że dodając ujął,ale winny być musi..
Wszyscy pamiętamy zapewne złotoustego i jednocześnie niechlujnego w wypowiedziach Dariusza Szpakowskiego, który jak jeszcze w jakimś meczu był remis to z trudem,ale jakoś trzymał się wydarzeń i je relacjonował,lecz kiedy któraś z drużyn zdobyła bramkę to on już podsumowywał mecz wskazując dlaczego to ona go wygrała.Bywało,że u niego było już po meczu po paru minutach gry. Nasze rozgrywki ligowe są jeszcze w trakcie , a już co bardziej dociekliwi zaczęli podsumowania.Jedni wychwalają Lecha,że taki wspaniały,a inni odwrotnie powiadają,że to najsłabszy lider tabeli po rundzie zasadniczej w jej krótkiej historii.Ci pierwsi poza próbą stworzenia papierowych bożków żadnej sensownej argumentacji nie przytaczają,a drudzy przynajmniej przeliczyli punkty i wyszło im,że ma on ich mniej niż jego poprzednicy.Oni po próżnicy swe matematyczne mózgowia wysilają, bo nawet bez tych skomplikowanych wyliczeń powszechnie jest wiadomym,że Lech jest słaby,a już na pewno słabszy od Legii.Tylko,że nie sposób nie zwrócić uwagi na fakt,że jeżeli Lech ma tych punktów mniej, to inni mają ich więcej niż w przeszłości.Przy żonglowaniu liczbami występuje jeden problem,a mianowicie kiedy nie wiadomo co się z czym porównuje i zawsze przy pomocy kilku liczb można udowodnić wszystko i odwrotnie czyli dokładnie nic.Można więc mówić,że lider jest słaby,ale można też powiedzieć patrząc na niewielkie różnice w tabeli,że poziom się wyrównał.
I teraz powstaje kolejna wątpliwość : w górę czy w dół ?.Jest postęp czy regres?.Nieodżałowany prof. Franciszek Ryszka zwalczając natrętną propagandę lat 60-tych twierdził,że porównania w pionie , a więc np. porównania z poprzednimi latami są jałowe, gdyż logicznie da się uzasadnić porównania w poziomie,a więc w stosunku do otoczenia.Bo tylko na tle wyraźnie widać.Jest to podobne do ukazywania jak to ta Polska się rozwija. Nie można kwestionować,ale można zapytać : postęp to czy regres ?. A więc czy różnica pomiędzy nami, a np. Niemcami w zamożności rośnie czy maleje ?.Otóż nie mając Euro,aby Polska zmniejszała dystans do Niemieć to powinna rozwijać się co najmniej o ok.4,3 raza szybciej niż oni.Inaczej rozwijając się równocześnie traci dystans.Wydaje się,że podobnie dzieje się z naszą piłką ligową. Postęp jest widoczny, chociaż głownie w aspekcie przygotowania fizycznego.Wiele naszych zespołów przebiega ponad 115 km na przestrzeni kilku meczów,a to już jest średnia europejska.Wyraźnie też widać,że wykorzystując dobre przygotowanie fizyczne wiele drużyn podejmuje zwycięską walkę z wyżej notowanymi,bogatszymi i faworyzowanymi, co Legię dotyka mocno i boleśnie.W ten sposób punkty rozłożyły się równomierniej, gdyż konkurencja wzrosła.Ale też nie trzeba lupy,aby zaobserwować,że ten postęp nie przekłada się na sukcesy w rozgrywkach europejskich. Ba, notujemy w nich coroczny regres.Teraz wypada zastanowić się nad przyczynami tego zjawiska. Ja nie przyjmuję do wiadomości takiego myślenia,że winny jest brak infrastruktury , bo to jest zakłamywanie rzeczywistości.Liczne doświadczenia historyczne,w różnych dziedzinach dowodzą ponad wszelką wątpliwość,że sprawcami i twórcami dobrego i złego są ludzie.Wszyscy jesteśmy dziećmi kapitalizmu,a ten system od początku XVI wieku zaczęła wytwarzać niewielka grupa ludzi zamieszkała tereny północnych Włoch, północnej Francji i Niderlandów.To oni pieniądze dotychczas tam i gdzie indziej przeznaczane na konsumpcję zaczęli akumulować.W ten sposób zrodziła się nowoczesność,a w niej nasza piłeczka. Żeby nie sięgać za głęboko to wiedzę o tym,że do realizacji zadań potrzeba odpowiednich ludzi pojęła już ekipa Gierka, która zanim przystąpiła do programu budowy dużej ilości mieszkań najpierw zwiększyła kilka razy kształcenie architektów, inżynierów i techników budownictwa. Obok tego zbudowano wiele obiektów służących budowaniu.Piłka nożna również stoi na ludziach, właścicielach, prezesach, trenerach i zawodnikach. Dziś będzie tylko o piłkarzach i trenerach.Stało się regułą,że każdy piłkarz, który wyróżnia się na naszych boiskach, a jeszcze jest młody, natychmiast albo jeszcze szybciej jest sprzedawany za granicę.O kwotach nie ma co pisać, bo widocznie kosztują tyle ile są warci. Tylko,że to nasze kluby osłabia,a nie ich wzmacnia.Ich miejsc nie zajmują młodzi, uzdolnieni polscy piłkarze, bo ich ponoć nie ma,albo jest ich za mało.Ponieważ natura nie znosi pustki to sprowadza się piłkarzy z zagranicy.Trochę wyznaję się na piłce i na geografii,ale większości klubów z których ci gwiazdorzy do nas trafiają nie rozpoznaję.W każdym razie są to marni kopacze z kiepskich lig.Trzeba od razu dodać ,że trafiają się i zawodnicy z klubów , które coś w piłce znaczą jak Lazio czy FC Metz,ale oni w nich byli, bo przecież nie grali.Mówiąc kolokwialnie zawodników w naszych klubach mamy takich sobie. Aby jednak oni i ich kluby coś znaczyły to muszą tworzyć zespół, niekoniecznie grupę przyjaciół,ale maszynę, która indywidualne umiejętności zespala w wygrywający mechanizm.A do tego potrzeba określenia taktyki i organizacji gry czyli potrzeba trenera.Nie mam nic do trenerów zagranicznych, lecz trudno oprzeć się wrażeniu, ze jest ich dużo, a będzie więcej.Przecież nie dlatego,że nasi trenerzy tacy dobrzy.O poziomie naszych trenerów świadczą chociażby takie fakty,że trener nie radzący sobie w Serie C jest trenerem lidera rozgrywek,że trener zwolniony z zespołu II Bundesligi ratuje portowców przed spadkiem,że trener z III ligi niemieckiej pokonuje lidera na jego stadionie rezerwami,że szkoleniowcem najbogatszego klubu zostaje facet, który nigdy nie pracował z seniorami, i prowadzony przez niego zespół jest w czołówce.Czyli rodzimi trenerzy są jeszcze gorsi i żadne gadanie, narzekanie, chwalenie Broszy, Mamrotów, Stokowców tego nie zmieni. Ja namawiam , wbrew Probierzopodobnym, do inwestowania najpierw w ludzi.

O tym,że piłkarze do Legii lgną jak muchy do miodu.
Nie zamierzam komentować wypowiedzi byłych piłkarzy Legii jak Cyzio, Włodarczyk, Mięciel, Sokołowski, Czereszewski, którzy nagle odkryli w sobie prokuratorskie powołanie i rzucają na prawo i lewo oskarżeniami nie bardzo wiadomo wobec kogo i po co. Sytuacja w Legii nie jest ani lepsza, ani gorsza niż w innych klubach.Wszystkie one trawione są jedną chorobą, która próbuje zwalczać jeden Probierz.A ta choroba to minimalizm. Legia jest w o tyle gorszej sytuacji,że ze wszystkich naszych klubów płaci kopaczom najwięcej. Tak się jakoś przyjęło,że kluby płacą piłkarzom nie za ich wartość i przydatność,ale tyle ile mają pieniędzy w budżecie. I te dwie perspektywy się zbyt często rozchodzą.Odbywa się to w przedziwny sposób,a mianowicie wymienia się jednych na drugich bez żadnego pozytywnego efektu.Można się zastanawiać jak to się dzieje ,że do Legii trafiają zawodnicy z niezłym CV, lecz na boisku jego zapisów nie widać.Jest takie powiedzenie,że od mieszania łyżeczką w szklance herbata nie będzie słodsza.Najprostsza myśl jest taka,że tym cukrem powinny być pieniądze.Ale przecież Legia pod tym względem przebija każdy inny polski klub , więc chyba nie tędy droga.Jest to coś o czym mówią zawodnicy, którym w klubach zagranicznych się udało,a jest to samodoskonalenie się .To zawodnik musi chcieć więcej i ciężej pracować,aby być lepszym.I tej ambicji w Legii i innych klubach najbardziej brakuje.U nas można sporo zarobić i się nie narobić, bo u nas króluje zwisik i luzik.Jestem daleki od odsuwania zawodników po 30-tce od składu,ale oni powinni być wyjątkiem a nie regułą.Co oni, poza doświadczeniem wnoszą do gry?.Obawiać się należy,że tym co ich trzyma przy piłce to pieniądze i strach o przyszłość bez niej.Zaklinają więc rzeczywistość,że jeszcze pokażą,że jeszcze będą wartością dodaną,a tu kontuzja za kontuzją i gra coraz gorsza. Zadziwiało,że trener stawiał na paru z nich pomimo,że poruszali się jak muchy w miodzie.Ale takie stawianie ma i drugi, bardziej negatywny aspekt. W piłce najnormalniejszą rzeczą jest,że o miejsce w składzie toczy się rywalizacja. Przede wszystkim na treningu, ten ,który jest lepszy ten gra.Ale, aby ten łańcuch przyczynowo skutkowy następował to trening musi mieć charakter selekcyjny.Jak jest zabawowym to można dowolnie uznać,że i miś uszatek jest najlepszy.Ponadto jak można w takiej sytuacji wymagać zaangażowania podczas zajęć od każdego zawodnika skoro z góry wiadomo,że karty zostały wcześniej rozdane.Dlatego wielu tak fajnie się w tej Legii żyje,jak muchom w .... .

O tym,że grając przeciwko Legii wiele się można nauczyć.
Wielu trenerów wykorzystywało fakt gry przeciwko zawodnikom Legii do wystawiania w składach swoich zespołów młodych zawodników,aby w takim meczu mogli się uczyć od lepszych od siebie. Tą drogą poszedł i Mariusz Lewandowski. Legia przegrywała już z ambitnymi z Arki i Jagi, którzy poza punktami niczego z takich meczów nie wynieśli i nic im one nie dały.Sztuka jest uzyskać i jedno i drugie, tak jak wczoraj Zagłębiu. W Lubinie prowadzi się racjonalną i perspektywiczną politykę kadrową sprowadzającą się do tego ,aby promować własnych wychowanków i młodych piłkarzy.W przeciwnym przypadku ponad 50% budżetu wydawanego na szkolenie młodzieży byłoby wyrzucane.Te wydatki mają się spłacać i opłacać.Ale też trzeba podjąć to ryzyko,że ten młody nim się nauczy to popełni sporo błędów. Tylko,że on może się jeszcze rozwijać,a sprowadzony wiekowy cudzoziemiec już nie. I to jest ta różnica wymagająca czasu i cierpliwości. W naszych bujnych czasach nie tylko tego.Nie trzeba jakiejś wiedzy specjalnej,aby bez trudu dostrzec,że klasa wielu sprowadzanych graczy nijak się ma do do ilości pieniędzy na nich wydanych i im płaconych.
I nam się wmawia ,że młodzi są gorsi tylko dlatego,że im nie daje się grać.Stad moje mocne wsparcie dla działań Zagłębia i Górnika.
Zaś co się tyczy wczorajszego Zagłębia to w ich poczynaniach widać było rękę trenera, podczas gdy w naszych ręki trenera nie było śladu.

O tym,że nasza drużyna naraża widzów na stres.
We wczorajszym meczu od jego początku widać było,że naszą drużynę cechował głęboki spokój. Można powiedzieć,że zaczęliśmy cierpliwie.Tylko,że oczekiwania widzów były trochę inne.Okoliczności meczu były takie,że po stracie punktów przez Lecha i Jagę można się było spodziewać,że Legia przystąpi bardziej ochoczo do wyjścia na czoło tabeli. Im bardziej Legia kontynuowała ten usypiający styl gry , tym bardziej niecierpliwiła się publika.Ja nie mówię,że drużyna ma nadmiernie ryzykować,ale przecież bardzo ważne jest wejście w mecz i pokazanie kto tu dziś rządzi.A tak im dłużej teoretycznie słabszym rywalom pozwalamy na prowadzenie równorzędnej gry tym ich poczynania nabierają pewności , a u nas wkrada się nerwowość.Można powiedzieć,że popełniliśmy falstart. Powód bliżej nieznany.

O tym,że w I połowie nasz zespół wyglądał jak jeździec bez głowy.
Patrząc na nazwiska zawodników grających w naszej drużynie można śmiało powiedzieć,że mamy pakę.W powietrzu jednak zawisło dramatyczne pytanie : co jest grane?.Jaki drużna złożona z graczy o wysokich umiejętnościach ma plan gry, jak chce je wykorzystać ?.Nie tyle co chce osiągnąć, bo to raczej wiadomo,ale w jaki sposób zamierza ten cel zrealizować ?.W kolejnym już meczu najsłabiej idzie nam gra w obronie i w ataku. Na za dużo pozwalamy rywalom w pobliżu naszego pola karnego, dopuszczamy ich do obiegania naszej obrony skrzydłami,nie przeciwdziałamy wychodzeniu na wolne pole co skutkuje oddawaniem strzałów na naszą bramkę z dogodnych pozycji. W ataku nie jesteśmy w stanie celnie wymienić kilku podań i dzięki nim wymanewrować ich obronę.Jeżeli stwarzaliśmy zagrożenie to wynikało ono z przypadkowych zagrań oraz nieporadności ich obrońców.Nasz ofensywny pomocnik dwoił się i troił, był widoczny,ale jego zagrania nie spotykały się ze zrozumieniem partnerów co było ewidentnie spowodowane brakiem zgrania.,Oczywiście ogranie drużyny w tym samym zestawie personalnym musi przynieść poprawę w tej dziedzinie.Lecz ten proces jest za wolny.W tej sytuacji pytanie, a co robi nasz zespół na treningach ,aby to zrozumienie poprawić jest całkiem zasadne,a odpowiedz łatwa.

O tym,że mecz sam się nie wygra.
Nie ma rady,w piłce nożnej trzeba biegać,a w naszej lidze mecz trzeba wybiegać.Potrzebne są odpowiednie proporcje pomiędzy grą z piłką i grą bez piłki.Ta ostania jest niezbędna zarówno w obronie jak i ataku.I nie chodzi tu o jakąś szczególną aktywność, ambicję i zaangażowanie,ale o zupełnie oczywistą powinność,a mianowicie o to,żeby przestać stać czyli unikać gry. A u nas np. przy bramce dla zagłębia Philipps przegrywa pojedynek, traci piłkę i zamiast gonić rywala kładzie się na murawie udając trupa.Takiego zachowania trenerowi nie wolno tolerować. Gdyby nie padła bramka dla przeciwnika wystarczałoby opieprzyć go po meczu,ale skoro padła to obowiązkiem było zdjąć go z boiska.Gdy trener jest dla poniektórych zbyt pobłażliwy, vide Eduardo, Radovicz, Vesovicz , Antolicz czy Hamalainen, to do gry wkrada się bylejakość i brak koncentracji. Natomiast w ataku biegał tak naprawdę ten kto miał piłkę, bo ruchu partnerów było jak na lekarstwo.Ażeby rywala oszukać, zmusić do błędu to ten zawodnik który ma piłkę musi mieć w ruchu w kierunku bramki rywali co najmniej 3-4 kolegów. Wówczas przeciwnicy nie są w stanie każdego z nich dobrze pokryć i zagranie do akurat wolnego dezorganizuje ich system obronny.Właściwie pożytecznymi w ataku byli tylko Szymański, Niezgoda i po wejściu Kucharczyk. Gdzie był reszta ?.Chyba jeszcze nie obudziła się ze sny zimowego. Szkoda słów. Tym wszystkim którzy mówią o naszym dobrym meczu przypominam,że zagraliśmy z najsłabszą drużyną czołowej ósemki.

I na zakończenie , jak by to nie zabrzmiało i tekstu i pracy Jozaka fragment wiersza Jonasza Kofty :
"Jest hasło co optymizm sieje.
"Uśmiechnij się !Jutro będzie lepiej!"
Często to brzmi jak drętwa mowa.
Po co wyszczerzać się na próżno?.
Hasło inaczej czas zredagować.
"Uśmiechnij się. Jutro będzie za późno".
"

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1