A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Wisła Kraków - Legia 0-1: Legia zmienną jest

W poprzedniej kolejce tercet drużyn liderujących Ekstraklasie solidarnie przegrał swoje mecze. Tym razem drużyny Lecha i Jagiellonii wygrały. Legia nie okazała się gorsza, w niedzielny wieczór pokonując w Krakowie Wisłę 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Cristian Pasquato.

 

Trener Dean Klafurić dokonał kilku zmian w składzie naszej drużyny. W obronie pojawił się Iñaki Astiz, a od pierwszej minuty na boisku zameldował się Pasquato. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz - Vešović, Astiz, Pazdan, Hloušek - Philipps, Antolić - Kucharczyk, Pasquato, Hämäläinen – Niezgoda. Wisła rozpoczęła w składzie: Cuesta - Palčič, Vélez, Wasilewski, Arsenić - Halilović, Cywka, Mitrović, Brlek, Jesús Imaz – Carlitos.

Legia zaczęła obiecująco. Nasi zawodnicy spokojnie utrzymywali się przy piłce i próbowali zaskoczyć gospodarzy prostopadłymi podaniami. W pierwszych minutach meczu dwukrotnie do takich podań ruszał Kucharczyk, ale obyło się bez zagrożenia dla bramki gospodarzy. Trener Wisły szybko musiał dokonać zmiany. W 9. minucie Košťál zmienił kontuzjowanego Palčicia.

Wiślacy pierwszy raz groźnie zaatakowali w 14. minucie. Do strzału w polu karnym doszedł Imaz i po interwencji Pazdana piłka wyszła na rzut rożny. W 17. minucie Pasquato dobrze podał z rzutu wolnego. Mitrović w ostatniej chwili wybił piłkę sprzed nóg Niezgody. W 23. minucie Hloušek dośrodkował z lewej strony. Akcję zamknął Kucharczyk, jednak huknął w trybuny. Minutę później w pole karne Wisły wbiegł Niezgoda, ale skiksował w momencie oddawania strzału. W 39. minucie strzał Niezgody trafił w rękę padającego na murawę Wasilewskiego. Tę sytuację weryfikowano systemem VAR, jednak sędziowie nie zdecydowali się na podyktowanie rzutu karnego. W 41. minucie potężnie zza pola karnego uderzył Kucharczyk. Piłka trafiła w poprzeczkę. W 43. minucie Legia objęła prowadzenie. Efektownym dryblingiem i doskonałym strzałem popisał się Pasquato. Było 0:1. Niespełna dwie minuty później dobrą okazję miała Wisła. Malarz obronił strzał Carlitosa. Malarz raz jeszcze popisał się swoim kunsztem w ostatniej akcji przed przerwą, kiedy po dośrodkowaniu Carlitosa głową uderzył Wasilewski. Znakomita parada naszego bramkarza uchroniła Legię przed stratą bramki.

Do przerwy Legia prowadziła jedną bramką. Nasza drużyna była minimalnie lepsza od Wisły, nie tylko pod względem wyniku, ale też jakości gry.

W 52. minucie dużo miejsca na prawej stronie boiska miał Košťál. Obrońca gospodarzy zdecydował się na mocne wstrzelenie piłki w pole karne, na szczęście nikt nie przeciął tego zagrania. Minutę później przed szansą na skuteczny strzał zza pola karnego znów stanął Pasquato, ale tym razem Cuesta obronił strzał Włocha. W 61. minucie Niezgoda minął Wasilewskiego i runął na ziemię. Sędzia Złotek postanowił ukarać naszego napastnika żółtą kartką za próbę wymuszenia rzutu karnego. Była to druga żółta kartka Niezgody i nasza drużyna musiała kończyć w dziesiątkę. W 65. minucie Rémy zmienił Antolicia, a trzy minuty później Szymański pojawił się za Pasquato. Trener Wisły wprowadził do gry Ondráška i Małeckiego. W 75. minucie udanym wyprzedzeniem popisał się Pazdan, oddał piłkę Szymańskiemu, ten znalazł się sam przed bramkarzem Wisły, ale nieznacznie przestrzelił z ostrego kąta.

Mimo straty piłkarza Legia grała po prostu dobrze. Nasza drużyna pewnie powstrzymywała ataki Wisły, potrafiła utrzymać się przy piłce na połowie gospodarzy i bez większych kłopotów utrzymała korzystny wynik.

Można było obawiać się, że starcie z Wisłą w Krakowie doprowadzi do utraty dystansu do dwójki ligowych liderów. Legia jednak zaskoczyła pesymistów i po solidnym meczu wciąż pozostaje w rywalizacji o mistrzostwo Polski. Kolejne wyzwanie już w piątek – do Warszawy przyjedzie Korona Kielce.

Dyskusja (18)
1niedziela, 22, kwietnia 2018 20:29
Dzynek
Powiem więcej. Legia zagrała najlepiej ze wszystkich kandydatów do mistrzostwa, co powinno w końcu zmącić poczucie pewności u konkurentów. W dziesięciu zdominować przeciwnika musi budzi respekt. Brawo.
Szczerze nie spodziewałem się takiej postawy i bardzo mnie zastanawia czemu dopiero teraz.
Zaczęła tlić się nadziejaSmile
2niedziela, 22, kwietnia 2018 20:35
anonimowy_legionista
Ja to liczyłem, że na 0:2 strzelą ;P Trener Klafurić znowu dał dobre zmiany i pomógł drużynie. No i mentalnie odżyli.

Brzydko jak Vuko dostał napojem z trybun, ale może dobrze, że nie maczetą bo tam jest to modne.
3niedziela, 22, kwietnia 2018 21:26
Mroova
@Dzynek

Absolutna zgoda. Jak Lechowi udało się wygrać, wiedzą pewnie tylko w Poznaniu (a tam jest to oczywiste). Jaga wykorzystała to, że się Koroniarze pogubili, ale też ten mecz nie był tak równy jak mecz Legii. usiadłem przed telewizorem z obawami (i po wywaleniu Niezgody te obawy na chwilę - powtarzam - na chwilę) wróciły. Wkurzające były głupie straty, ale mnie laikowi podobała się gra w obronie, w końcu ....

@anonimowy_legionista
Zmiany rzeczywiście były ok, a śmiać mi się chciało, gdy Legia w ultra defensywnym składzie atakowała Smile .... i ta szarża Pazdana ! tak nie robią spietrani kopacze, kawałek charakteru dziś można było tu i ówdzie zobaczyć.

No i taaaak.... Kazio Węgrzyn za dużo przebywał na słońcu, czy jak ?.....

A Pan Sławek miał bardzo nieszczęśliwą minę, kiedy orzekł, że nie Niezgoda powinien dostać drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną, a Wasyl bezpośrednią czerwoną. Tym razem uważam, że może i coś jest na rzeczy w tym, co powiedział Smile .
4niedziela, 22, kwietnia 2018 21:42
corazstarszy
Mioduski dziękował zawodnikom, gdy schodzili do szatni. Musi gość mocno przeżywać.
Duża niespodzianka. Dla mnie większa niż wygrana w październiku. Ale chyba już za późno.
Hmm, momentami przecierałem oczy ze zdumienia, że może być tak dobrze w wykonaniu OBECNEJ Legii. To gdybologia i już się nie dowiemy, ale ciekawe, jak by się potoczyło z Jozakiem jako trenerem. Piłkarze teraz zagrali tak, jakby mieli zaufanie do Klafuricia. Za schyłkowego Jozaka grali tak, jakby nie mieli do niego zaufania. A może to absencje u miejscowych nam pomogły?
Stres był. Najpierw gdy Szymi spudłował, sądziłem, że to się zemści. No i pamiętałem końcowe minuty 1. części i sytuacje wiślaków, ale 2. połowę Legia dokończyła w stylu pewnym. Brawo (jak miło to napisać).
Złotka Wisła powinna umieścić w swoim herbie zamiast białej gwiazdy. Robił wszystko, by im pomóc. Dla mnie druga żółta JN mocno polemiczna. Skąd Mielcarski wie, że próba wymuszenia karnego? Przewrócił się, bo mu obrońca podstawił nogę.
Za rękę Wasilewskiego natomiast należał się rzut karny. Przeciwko Legii takie były dyktowane (Górnik Ł. – Legia za Hasiego). Już widzę, jak zawrzałoby, gdyby to Astiz tak zagrał jak Wasyl i nie było karnego.
Pasquato ma smykałkę do ładnych goli. Poprzednio na 2-0 z Termaliką, też palce lizać. Cieszę się, że mu wyszło – uważam, że kilka razy wniósł pozytywne rzeczy do gry zespołu. Z drugiej strony pomyślałem sobie, że ostatnio w podstawowym składzie wyszedł w Gdyni. I wtedy było źle.
Podobało mi się, ale poczucia bezpieczeństwa nie mam. Nie wiem, co Legia zmaluje w piątek. Ten sezon jest mniej normalny niż inne. Już jestem nerwowy.
5niedziela, 22, kwietnia 2018 22:20
Moros
Mnie trener Klafurić bardzo zaskoczył składem. Jak zobaczyłem, że bez Remyego, znowu z bezbarwnym ostatnio Philipsem i z Vesoviciem na prawej obronie, to napisałem na twitterze, że chyba jest tak bardzo pewny wygranej, że daje Wiśle handicap.A tutaj wyszło na jego i to jeszcze dosyć przekonywująco.

Co mi się podobało poza walką i zaangażowaniem. W końcu Philips wychodziło do pary środkowych obrońców i można było jakoś próbować rozgrywać piłkę od tyłu. Wreszcie nie było nerwowych wykopów do przodu czy wycofywania do Arkadiusza Malarza. Wreszcie też rywale nie mieli tyle miejsca w środku pola. Formacje grały blisko siebie i był doskok do przeciwnika. Carlitos został wyłączony i Wisła nie była już tak groźna. Piłkarze wykonali jednak ogromną pracę, aby tego dokonać. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli.

Po meczu z Pogonią trener Jozak buńczucnie powiedział, że Legia wysłała do Poznania i Białegostoku sygnał, iż wraca do gry. Wtedy uznałem to za zbyt wielkie słowa i jak się później okazało, nie bezpodstawnie. Dzisiaj jednak powrócił bym do tamtego stwierdzenia. Dzisiaj wysłaliśmy sygnał, że jeszcze Legia nie zginęła. I narazie tyle. Nie ufam naszemu zespołowi na tyle, aby być spokojnym iż taką samą walkę i determinację zobaczymy w piątek z Koroną.
6poniedziałek, 23, kwietnia 2018 00:13
pafko
zobaczymy, zobaczymy. Po prostu "trener" Romeo przesadził mówiąc, że forma dojedzie na marzec/kwiecieńVery Happy

Pewnie zorganizowanie, swobodnie tak grała dziś Legia. Z taką grą można jechać do Whitestoku czy innego Poznania. Czy wygramy tego nie jestem pewny, ale z pewnością powalczymy jak na Mistrza przystało.

I, żeby nie było nie uważam, że Klaff jest trenerem na Legie o to to nie, natomiast wiem, że puki co Legia musi dostosowywać taktykę do przeciwnika, co dziś pięknie zaprezentowała.
Generalnie było im łatwo bo sami przez kilka kolejek próbowali grać ustawieniem Wisły, a dziś tylko wykorzystali słabości przeciwnika.

Tak czy inaczej wiara w Misia powróciła choć dalej jest to oparte na papierowych podstawach, ale lepsze to niż Jozakowanie bez składu i ładu.
7poniedziałek, 23, kwietnia 2018 00:20
ł apacz
(corazstarszy)
...ale ciekawe, jak by się potoczyło z Jozakiem jako trenerem...

a jeszcze bardziej ciekawe gdzie byśmy teraz byli gdyby tego przebierańca wyp....olono dużo wcześniej ale tego też się już nie dowiemy
8poniedziałek, 23, kwietnia 2018 00:42
QD
Taka ciekawostka: Legia grała 0,5h w osłabieniu a i tak przebiegła blisko 10km mniej niż Wisła (114,1 - 105,7 za Legia.net). Pamiętam jaka jazda była po Legii za tą statystykę po poprzednim meczu tych drużyn i teraz co?
Ale dowód na to co znaczy trener. Powtarzam: tu nawet po Jego zachowaniu przy ławce widać że wie co chce od zawodników i im to przekazuje, a Ci raz że rozumieją, dwa że ufają i chcą realizować. Jozak musiał naprawdę odlecieć do strstosfery, że nie chciał korzystać z takiej wiedzy i umiejętności swojej niby "prawej ręki"

PS
Fajnie się słuchało jak niektórym ledwie przez gardło przechodziły stwierdzenia o rzeczywistej wyższości Legii. Eksperci....
9poniedziałek, 23, kwietnia 2018 01:29
Senator
Oglądam powtórkę i łapię się za głowę co komentatorzy wygadują przy faulu Wasilewskiego ( czerwona kartka dla Niezgody).
Rety jeśli oglądają powtórkę i siebie słuchają to z rozpaczy zaleją swoje głupie łby w pestkę i jutro będą się tak czuć jak Hajto w Polacie. Nie współczuję im wcale kara musi być.
Panowie naprawdę tak trudno powiedzieć w tym przypadku sędzia popełnił błąd. Tylko tyle i aż tyle. Przecież nie trzeba rozwodzić się nad sytuacją 10 minut. Ta obrona decyzji sędziego Złotka to większa kompromitacja niż decyzja o żółtej kartce.
Wraca u Was nadzieja? Ja raczej tak jak Corazstarszy już się boję piątku. Kurde ile to zdrowia potrzeba aby być kibicem.
10poniedziałek, 23, kwietnia 2018 08:20
anonimowy_legionista
Komentarz w C+ to dno, muł i kamieni kupa.

Wiślacy nawet fajnie zagrali, ale Vesović wyblokował elegancko zawodnika przy linii końcowej i miał pełną kontrolę nad akcją ... ale zaraz zaczęły się spazmy nad tym jak Wiślacy pięknie zagrali i etc.

Zero, null, zero o udanej akcji obronnej Vesovicia. To jest k...a chore. Tak sami jacyś pomyleni goście i tyle.

Biorą po 8-20k zł miesięcznie, a nawet podręcznika do gry w piłkę nożną nie są w stanie przeczytać, za to bejowskie sweet focie z innym facetami w rurkach to sobie wstawiają na portale bejowskie.

Gorszy komentarz oferuje tylko Iwanow. Na kogo on ma kwity w Polsacie?

------------------------------------

Ja mam trochę obawy, że Wisła mogła trochę odpuścić, ale ... z Legią to święta wojna.

Co do Remyego to może i dobrze bo jak się przyjrzeć to wiosną, a to faul, a to obcinka i był zamieszany w kilka akcji po których Legia straciła gola.

Klafurić jak widać ma swoje obserwacje o drużynie i najwyraźniej trafne. Zobaczymy na ile to starczy.
11poniedziałek, 23, kwietnia 2018 12:26
QD
Mnie to śmieszy akcje typu: Vesović na skrzydle dostał z barku - "bardzo złe zachowanie, większa korzyść byłaby jakby się przewrócił, bo to i kartka dla obrońcy", a później jak Niezgodę wycięli, albo we wcześniejszych meczach Szymańskiego kopali "nie wolno się przewracać przy byle kontakcie fizycznym, to twarda gra, słuszna żółta kartka. trzeba walczyć z symulowaniem"
12poniedziałek, 23, kwietnia 2018 12:39
Moros
Wisła nam raczej nie odpuściła, to nie w stylu ekstraklasowych drużyn grających z nami u siebie. Jeśli miałbym szukać jakiejś "dziury w całym" we wczorajszym meczu, to w składzie personalnym Wisły. Tutaj mieli spore problemy, a dodatkowo doszyły kontuzje i konieczność posiłkowania się, odstawionym od dawna Małeckim. Nic bym nam to jednak pewnie nie dało gdybyśmy jako zespół nie zagrali lepiej, niż w ostatnich meczach. Nawet zmiany były przeprowadzone z sensem i dowiodły, że sztab szkoleniowy trzeźwo oceniał sytuację na boisku. Teraz oby tylko nikt tam nie odpłynął mentalnie i trzeba walczyć dalej.
13poniedziałek, 23, kwietnia 2018 12:56
Dzynek
Panowie nasza liga to przecież bajka o złym smoku i dobrych rycerzach.
Zgadnijcie w której roli występujemyWink Nie łudźmy się, że ktoś smoka będzie próbował zrozumieć, skoro to jedyny sposób żeby pobudzać emocje w tej lidze. Ten antagonizm jest jednym z fundamentów polskiej piłki. Po prostu grajmy swoje, bo na tą gawiedź nie mamy wpływu. Choć zabawnym jest wiedzieć, że bez nas nie potrafią normalnie funkcjonować.
14poniedziałek, 23, kwietnia 2018 13:01
Mroova
@Dzynek
dałbym Ci "lajka", ale to tutaj tak nie chodzi Smile
15poniedziałek, 23, kwietnia 2018 14:55
QD
@Moros
Teraz oby tylko nikt tam nie odpłynął mentalnie i trzeba walczyć dalej.

To ja tak delikatnie przypomnę, że rok zaczęliśmy podobnie jak teraz - ciężki mecz z Zagłębiem (teraz Górnik) i fajny ze Śląskiem (teraz Wisła). Wtedy też sądziłem "może jednak z tego Jozaka zrobimy trenera.." i jak się skończyło?

@Dzynek
Rzeźniczak na TT twierdził, że może skończy się narzekanie na sędziowskie wsparcie dla Legii Smile
16poniedziałek, 23, kwietnia 2018 16:21
dalkub
Po pierwsze nowy trener wrócił do starej taktyki - 4-2-3-1. Widać że zawodnicy dużo lepiej w niej funkcjonują. Po drugie warto popatrzeć na zachowanie trenera - pozytywna motywacja, życie meczem, uwagi na gorąco. Po trzecie Legia była dużo lepiej ustawiona, grała bliżej siebie formacjami, a kilometry nabijał Imaz i Lopez, czyli zawodnicy co raczej powinni biegać mniej. Legia wytrzymała mecz fizycznie grając w 10, to cieszy.
Nadal uważam że kluczowy dla Legii jest mecz 2 maja.
17poniedziałek, 23, kwietnia 2018 18:00
Zgred
@QD

Nie można utożsamiać gier z początku roku do obecnych. Wtedy porażka, czy remis był tylko suchym wynikiem, owszem ważnym, ale odległym czasowo...
Teraz jest zupełnie inna sytuacja i każda przegrana czy nawet remis właściwie przekreśla mistrzostwo, dlatego mając to na względzie uważam, że Legia "spięła pośladki wymownie" i prawidłowo. Trener jest że tak powiem bliżej swoich ludzi i progres widać, dodatkowo wychodzi na to, że sam wie, widzi i czuje więcej niż Jozak...
Czy wygrają wszystkie mecze do końca ? Tego nie wiem...ale widząc zmianę w grze jestem pewny, że będą do tego dążyć.
I tu przechodzę do - dalkuba
Który słusznie twierdzi, że najważniejszym meczem teraz jest finał PP
Zdobycie trofeum w dużym stopniu zdejmie z piłkarzy presję całkowitej porażki sezonu. Mało tego, że zdejmie, spowoduje zupełnie inne psychiczne podejście do reszty najważniejszych spotkań. Bez ciążącej nad głową "gilotyny" gra się zupełnie inaczej, luźniej, przyjemniej, lepiej, a wtedy może się wydarzyć dużo ciekawych rzeczy...oj dużo.
18poniedziałek, 23, kwietnia 2018 19:42
Zbyszek
O tym,że 25 lat to piękny wiek.

Kibice Wisły Kraków przygotowali oprawę,która miała ich zdaniem pokazać,że Wisłą ma 13 Tytułów Mistrzowskich ,a Legia tylko 12, bo tytuł zdobyty w 1993 roku, a więc 25 lat temu został nam odebrany. Przypomnieć wypada tamte wydarzenia pamiętając,że meczem, który stał się pretekstem do dintojry był rozegrany 21.06.1993 roku w Krakowie pomiędzy Legią a Wisłą zakończony wynikiem 6:0.
Z początkiem lipca 1992 roku do Legii jako współwłaściciel zawitał wielce ambitny Janusz Romanowski.On to po udanych dla naszej reprezentacji olimpijskiej Igrzyskach w Barcelonie zatrudnił w Legii trenera srebrnych medalistów Janusza Wójcika. Jego asystentem został Paweł Janas.Wójcik sobie i zespołowi zawiesił wysoko poprzeczkę mówiąc w sierpniu :" Jestem warszawiakiem z krwi i kości i chcę przywrócić Legii dawną świetność".Wójcik jak to on energicznie wziął się do pracy, ustalił warunki finansowe zawodników, których głównym składnikiem były wysokie premie,zażądał wzmocnień i je choćby w postaci Pisza czy Śliwowskiego otrzymał . Od zawodników wymagał ciężkiej pracy i dyscypliny na boisku.
Jak przejmował Legię była ona na 10 miejscu w tabeli.Jesienną rundę Legia miała taką sobie,ale doświadczała istnienia "spółdzielni", której członkowie grając pomiędzy sobą ustalały wyniki, a z wrogami grały jak o życie. Takim meczem było spotkanie z Szombierkami znane z tego ,że Wójcik tak umotywował zawodników w przerwie "Nieważne jak,ale macie k... to wygrać".Liderem po jesieni liderem był Lech, drugi ŁKS, Legia piąta. Zimę drużyna przepracowała bardzo ciężko i szybko wspinała się w tabeli.Na 4 kolejki do końca Legia wyszła na czoło z takim samym dorobkiem jak ŁKS.Losy tytułu decydowały się w ostatniej kolejce w której Legia grała z Wisłą w Krakowie , ŁKS z Olimpią Poznań w Łodzi.Obie drużyny wygrały :Legia 6:0 ,a ŁKS 7:1, o trzy bramki za nisko i Legia zdobyła Tytuł.
Już po meczu redaktor Niemiec z "Tempa" i prezes Wisły Mięta Mikołajewicz sugerowali,że Legia wymusiła na wiślakach puszczenie meczu.
Ażeby dowieść absurdalności takich oskarżeń wystarczy wymienić składy obu drużyn : Wisła : Bobrowicz,Włodarz,Gałuszka,Giszka, G. Lewandowski, Kozak, Gręda, Lament , Marzec, Kaliciak, Szeliga . Z piłkarzy jakoś znanych byli tam tylko Lewandowski i Kaliciak. Skład Legii :Robakiewicz, Jóźwiak,Zieliński, Ratajczyk ,Grzesiak,Michalski, Kruszankin,Pisz,Czykier, Śliwowski i Kowalczyk.Sama śmietanka polskiej piłki. Legii zarzucano,że kupiła mecz i nawet podawano kwotę, tylko,że ani jeden z piłkarzy Wisły nawet po latach nie przyznał,że dostał choćby złotówkę.
Redaktor Niemiec na łamach "Sportowca' wszczął całą kampanię straszenia,że jak Legia wejdzie do Ligi Mistrzów to zdominuje na lata całą naszą piłkę do czego jego zdaniem nie wolno było dopuścić. Zarząd PZPN zebrał się w czerwcu,ale wyniki utrzymał w mocy. Na nieszczęście dla Legii pod koniec czerwca w Sejmie uchwalono wotum nieufności dla Rządu i Prezydent Wałęsa rozwiązał parlament.Czołowi politycy jednej z partii brali udział w kampanii wyborczej w Poznaniu i tamtejsi kibice domagali się ukarania Legii i ŁKS oraz przyznania tytułu Lechowi, który rozgrywki zakończył na 3 miejscu.W Urzędzie Rady Ministrów jeden z polityków z Krakowa wymyślił intrygę polegającą na tym,że to rzekomo "ludzie" domagają się sprawiedliwości,a za trybuna ludu robił niejaki Ryszard Kulesza, który w I programie TVP wykrzykiwał "Cała Polska widziała skandal, jak Legia strzelała bramki jak na zamówienie". Tragikomiczne było,że Kulesza nie był na meczu, darł się tylko o Legii, pomijając ŁKS,a poza tym Polska meczów nie widziała, bo ich telewizja nie transmitowała. Mimo to PZPN poczuł się zobowiązany do zwołania zjazdu delegatów, który odebrał punkty Legii i ŁKS i tym samym Tytuł przypadł Lechowi.A czołowi politycy ówczesnej Unii Demokratycznej startujący z Poznania w wyborach we wrześniu 1993 roku z łatwością dostali się do Sejmu.Janusz Wójcik z uporem o taki przebieg zdarzeń obwiniał ŁKS i prezesa Górskiego zapominając o starej łacińskiej maksymie "Cui bono (fuerit), która oznacza, że ten uczynił, komu to przyniosło korzyść.Legia zwróciła się do PZPN i Prokuratury o zbadanie sprawy. PZPN powołał Komisję,która niczego nagannego nie stwierdziła,a Prokuratura umorzyła postępowanie z powodu braku jakichkolwiek poszlak świadczących o popełnieniu przestępstwa. Oczywiście najbardziej poszkodowana w tej rzekomej aferze była Legia,ale mnie jest szkoda i piłkarzy Wisły biorących udział w tamtym meczu którym złamał on kariery. Wielu powiada,że tamte mecze nie były uczciwe tylko,że ich przekonanie nie ma nic do rzeczy, bo albo mamy dowody,albo dominuje domniemanie niewinności.Po latach Krakusi odgrzewają kotlecik mocno nieświeży i odwracają kota ogonem. Jeżeli tak było,że Legii tamten Tytuł się nie należał, to dlatego,że ich klub dał d.. za pieniądze z czego chluby nie ma żadnej.

O tym,że frazeologizm "Wszystkie ręce" na pokład stał się ciałem.Tylko czy aby nie o jeden mecz za późno?.
Intuicyjnie wiemy co znaczy sformułowanie "wszystkie ręce na pokład'. Ręce w nim oznaczają oddanie wszystkiego co się ma najlepszego dla ratowania tego co najcenniejsze.Jego desygnatami nie są sami ludzie,ale ich umiejętności, zdolności i chęci. We współczesnej piłce mamy takie dwie tendencje, jedna stawiająca na cechy zwane zawodowstwem i druga obstawiającą cechy psychiczne takie jak entuzjazm i poświęcenie. Najlepiej kiedy obie te szkoły wzajemnie się uzupełniają, a zwłaszcza kiedy psychika nie musi zastępować przygotowania do dobrego wykonywania zawodu. Piłkarz to wszak ściśle określony zawód wymagający ściśle określonych umiejętności,ale jakże często stajemy przed zagadkami, których racjonalnie rozwiązać nie można.Tak jak to co się stało z Legią na przestrzeni tygodnia.Z ofermy , którą każdy ogrywa jak chce, stała się zespołem walczaków, którym nie jest wszystko jedno. Bo o tym czy ręce są na pokładzie czy tkwią w kieszeni decyduje kapitan to on nadaje ton, to on przekonuje,że każdy w dziele ratowania jest potrzebny . Wystarczyło zmienić kapitana statku,a załoga znowu uwierzyła.Tylko czy o "Jeden most nie za daleko".

O tym,że ustawienie taktyczne pozostało na papierze.
We wczorajszym meczu mieliśmy przykład tego,że ustawienie taktyczne w dzisiejszej piłce sprowadza się do zapisania jego dla potrzeb telewizji,aby gdzieś , na jakiś pozycjach umieścić 10 zawodników. Bo z tym co oni robią faktycznie na boisku niewiele te zapisy mają wspólnego. I tak jeżeli już chcielibyśmy jakiegoś schematycznego uporządkowania to Legia grała ustawieniem 4-5-1, a w zasadzie 3-6-1, bo przecież nie 4-2-3-1. Trudno bowiem Philippsa i Antolicza zaliczyć do klasycznych defensywnych pomocników,a Vesovicza do bocznych obrońców.Tak ustawia drużynę albo trener który ma marne pojęcie o taktyce,albo taki, który jej nie nauczył i nie przećwiczył ,albo wreszcie trener w stanie silnej desperacji i po prostu rzuca na boisko to co ma najlepszego.I chyba ta 3 opcja dominowała, bo przecież tylko wygrana przedłużała życie Legii w walce o Tytuł.
Wisła zresztą nie pozostałą nam dłużna i ich trener uznając,że jego drużyna nie ma czego bronić ustawił ją ofensywnie 4-3-3.
Przy tak zwodniczych ustawieniach o uporządkowanej grze z obu stron mowy być nie mogło.O jakości gry i wyniku musiały zadecydować indywidualności.Mnie to przypomniało granie w latach mojej młodości, dziś już uznawane za archaiczne, ba za podwórkowe i pewno takie ono jest,ale czasem wolę takie od tych chińskich kombinacji, których nie tylko widzowie,ale i sami zawodnicy nie rozumieją.

O tym,że to nasz zespół narzucał styl gry.
Od początku meczu nasza drużyna przejęła inicjatywę i postawiła zawodników Wisły w sytuacji reagujących na to co my zrobimy.Dobrym pomysłem było wystawienie w II linii w sumie 6 zawodników. Zdobyliśmy i utrzymaliśmy przewagę liczebną w środkowych rejonach boiska. Ta formacja kontrolowała grę wzdłuż i wszerz boiska.Dobrym pomysłem okazało się ustawienie Pasguato na pozycji rozgrywającego,ale przy tym chyba za bardzo przejął się rolą,bo czasami cofał się zbyt głęboko i zapłacił za to wielkim zmęczeniem. Ale zaimponował pracowitością i zaangażowaniem. Dla mnie jego gra to wielkie i pozytywne zaskoczenie.

O tym,że nasi zawodnicy za szybko pozbywali się piłki.
Był to mecz rozgrywany bardziej na entuzjazmie niż na rozumie.Brakowało wyrachowania i spokoju. Ten brak był widoczny zwłaszcza kiedy nasi zawodnicy mieli piłkę i trochę miejsca, głównie Vesovicz, Kucharczyk, Hlousek i Hamalainen to zamiast poczekać na atak przeciwnika natychmiast zagrywali piłkę.Tylko,że ich partnerzy byli na ogół dość ściśle pokryci i te piłki do nich nie docierały.Wiem,że nasi chcieli dobrze,ale jak by zechcieli gorzej to może wynik byłby jeszcze lepszy.
Częściowym usprawiedliwieniem takich zagrań była widoczna różnica na korzyść zawodników Wisły szybkości indywidualnej.Nawet tak szybcy zawodnicy jak Niezgoda czy Kucharczyk przegrywali pojedynki biegowe.
Nasi starli się te niedomogi nadrabiać ambicją i absorbowaniem rywali walkami o piłkę,ale niestety będąc w kilku pojedynkach jeden na jednego spóźnionymi niepotrzebnie faulowali. Generalnie nasi byli trochę za bardzo spięci. W następnych meczach zalecałbym więcej luzu.

O tym,że grać na utrzymanie korzystnego wyniku jest sztuką.
Nie wiemy czy w II połowie były takie założenia,że nasza drużyna ma się cofnąć i bronić wyniku, czy po prostu zagraliśmy na miarę słabnących sił.Ale zagraliśmy bardzo dobrze.Trener Klafuricz dużo rozmawiał z zawodnikami i można efekty tych rozmów było dostrzec w składzie.Można powiedzieć,że Remy jest lepszym zawodnikiem od Astiza,ale jego tandem z Pazdanem był silnie niepewny.Pewnikiem Pazdan zasugerował,że pewniej się czuje w otoczeniu Astiza i stąd taki wybór. lecz jakże korzystny. W II połowie Astiz z Pazdanem nie dopuścili do stworzenia ani jednej groźnej sytuacji na naszym polu karnym, a cała obrona wzmocniona w środkowej części przedpola Remym i na boku Broziem stałą się fortecą nie do zdobycia. Wiślacy owszem bawili się piłeczką ,tym lepiej im dalej od naszej bramki ,bo im bliżej tym było dla nich gorzej. Tak trzymać.

O tym,że jest różnica pomiędzy zawodowcem a amatorem.
Taka jak różnica pomiędzy Malarzem ,a Niezgodą.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1