A+ A A-

Legia - Korona 3-1: Gramy dalej

Spośród tercetu drużyn przewodzących Ekstraklasie to Legia pierwsza ruszyła do boju w 33. kolejce sezonu. Nasza drużyna stanęła na wysokości zadania i pewnie pokonała Koronę Kielce 3:1. Bramki dla Legii zdobyli Sebastian Szymański, Jarosław Niezgoda i Miroslav Radović.

 

Trener Klafurić postawił na następujących zawodników: Malarz – Vešović, Astiz, Pazdan, Hloušek – Philipps, Rémy – Pasquato, Szymański, Hämäläinen – Niezgoda. Korona rozpoczęła w składzie: Alomerović - Kosakiewicz, Rymaniak, Kovačević, Kallaste - Gardawski, Petrak, Możdżeń, Janjić - Kaczarawa, Soriano.

Mecz lepiej zaczęła Korona. W 6. minucie Janjić zaskakująco uderzył zza pola karnego. Malarz z trudem odbił piłkę. W następnej akcji gości Kaczarawa otrzymał podanie w polu karnym i mógł znaleźć się sam przed naszym bramkarzem, ale źle przyjął piłkę. W 16. minucie Legia miała rzut rożny. W zamieszaniu podbramkowym do strzału doszedł Astiz, niestety piłka odbiła się od słupka. Legia stopniowo uzyskiwała coraz większą przewagę. W 34. minucie Szymański uderzył z rzutu wolnego i Alomerović odbił strzał na rzut rożny. W 41. minucie wydawało się, że Legia wyszła na prowadzenie. Efektowną dwójkową akcją popisali się Niezgoda z Szymańskim i ten pierwszy z kilku metrów umieścił piłkę w bramce. Niestety Szymański był w tej akcji na minimalnym spalonym i sędziowie anulowali bramkę po analizie VAR.

Do przerwy było 0:0. W tym meczu liczyły się tylko trzy pumkty i ten wynik nie mógł nas satysfakcjonować.

Już dwie minuty po przerwie Legia zdobyła gola. Szymański przejął piłkę przed polem karnym gości, przełożył sobie piłkę na lewą nogę i precyzyjnym strzałem pokonał Alomerovicia. W 56. minucie Legia podwyższyła prowadzenie. Alomerović odbił strzał Hämäläinena, ale piłkę przejął Niezgoda i z kilku metrów wbił ją do bramki gości. W 60. minucie po kontrze gości stuprocentową sytuację miał Kaczarawa, ale doskonale interweniował Malarz. W Legii Cafú zmienił Pasquato. W 65. minucie kolejny raz tego wieczoru nie popisał się Kaczarawa. Gruzin dynamicznie ruszył w stronę bramki Legii, ale popełnił prosty błąd techniczny i piłka wyszła za boisko. W 68. minucie na boisku pojawił się Radović, który zmienił Hämäläinena. W 76. minucie Cafú miał dobrą okazję do zdobycia gola, minął dwóch rywali w polu karnym i został przewrócony przez Kallaste. Estończyk po analizie VAR otrzymał czerwoną kartkę, a do rzutu karnego podszedł Radović i pewnym strzałem pokonał bramkarza gości. Było 3:0. W 89. minucie goście zdobyli honorową bramkę. Efektownym strzałem popisał się Cvijanović. Korona zaatakowała jeszcze raz, mocno z dystansu uderzył Kosakiewicz i Malarz musiał wybić ten strzał na rzut rożny.

Legia zrobiła swoje. Na taką spokojnie zaliczoną ‘jazdę obowiązkową’ liczyliśmy w tym sezonie zdecydowanie częściej. Teraz przed naszą drużyną bardzo trudny i ważny tydzień. Najpierw finał pucharu Polski na Stadionie Narodowym, a następnie wyjazd do Białegostoku na starcie Jagiellonią.

Dyskusja (4)
1piątek, 27, kwietnia 2018 23:12
Moros
Na taką spokojnie zaliczoną ‘jazdę obowiązkową’ liczyliśmy w tym sezonie zdecydowanie częściej.

A ja przyznam szczerze, że się przez większość tego meczu denerwowałem. Wynik "na sucho" wygląda ok, ale nawet przy 2-0 miałem stracha, że zaraz coś stracimy. Było blisko, bo Kaczarawa dwa razy wychodził sam na sam. W sumie to tak na gorąco nie wiem do końca co o tym meczu myśleć. O ile po Wiśle byłem mocno podbudowany, to dzisiaj ta końcówka w 10 na 11 pozostawiła trochę niesmak. Jednak nie ma co wydziwiać i szukać dziury w całym. Mamy 3 punkty i dalej jesteśmy w grze.
2sobota, 28, kwietnia 2018 00:30
Senator
W przerwie meczu właściwie nie uczestniczyłem w dyskusji a to z tego powodu, że zdecydowana większość narzekała, a ja widziałem w tym sezonie na Ł3 dużo gorsze mecze. Brakowało ostatniego podania lub chcieli rozegrać akcję za koronkowo. Przewaga Legii była widoczna, brakowało bramki.
Kiedy w drugiej połowie jeszcze Legia przyspieszyła bramki padły i to szybko.
Bardzo dobry mecz Philipsa, chłopak ma 22 lata a inteligencją gry bije na głowę nie jednego starego wygę.
Cieszy szeroka kadra. W sytuacji kiedy Hama gra słabo ( musi taką sytuację wykorzystać, zwyczajnie musi) wchodzi Rado i doskonale daje radę. Fakt po 3:0,stanęli ale ich rozumiem, w środę finał który jeśli wygramy zmieni wg mnie bardzo dużo. Sezon będzie uratowany, łatwiejsza ścieżka eliminacji zagwarantowania . Presja psychiczna musi w takim przypadku zejść z nas, a przejść na rywali. My już nie będziemy musieli nic ratować, natomiast np Lech aby nie skompromitować się do cna będzie musiał obronić pierwsze miejsce. Warunek jeden trzeba w środę podnieść Puchar Polski.
3sobota, 28, kwietnia 2018 02:10
corazstarszy
Brawo Legia i ... brawo Korona. Ja uważam, że taryfy ulgowej od Koroniarzy nie dostaliśmy. Nie zgadzam się np. ze sposobem przedstawienia skali trudności na weszlo.com. Rywal potraktował spotkanie poważnie, a wiadomo, że dla niektórych drużyn w przeszłości sezon kończył się wraz z awansem do lepszej ósemki. Korona pod taki scenariusz nie podpada.
Nic jeszcze nie ugraliśmy (w sensie trofeów), ale na razie zmiana trenera daje wyniki lepsze niż chyba większość z nas sobie wyobrażała.
4sobota, 28, kwietnia 2018 10:44
Zbyszek
O tym,że wypada wiedzieć dlaczego jedni wygrywają, a drudzy przegrywają.
Warszawska Legia wygrała przed wczorajszym meczem dwa kolejne i cisza medialna po nich aż dzwoni w uszach.Nie jest to ani pierwsze,ani jedyne takie moje doświadczenie.Kiedyś mieszkałem z rodziną w sercu Grochowa, przy ul. Grochowskiej nieopodal pl.Szembeka,w miejscu w którym jeździły tramwaje, było przejście dla pieszych i był przystanek autobusowy i tramwajowy. Po przeprowadzce z Błonia nie mogliśmy przez dłuższy czas zasypiać i normalnie spać i stale byliśmy podenerwowani. Ale człek nawykł. Kiedy przenieśliśmy się na Mokotów do cichej okolicy przez jakiś czas czuliśmy niepokój, jak by czegoś brakowało, bo tylko cisza waliła po uszach.Dlatego mam odczucia ambiwalentne, bo chciałbym więcej poczytać o Legii,ale kiedy pomyślę,że piszą więcej kiedy Legia przegrywa - to może jednak nie.Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego nie piszą o naszych wygranych z należytym uznaniem.Odpowiedz wydaje się prosta na jedno i drugie. gdyż nie wiedzą dlaczego jedni wygrywają, a drudzy przegrywają.Po porażkach rozprawiają o złych rotacjach,wadliwym doborze personalnym, braku waleczności,niedoświadczonym trenerze czy o nieznającym się na piłce prezesie i innych pierdołach tak jak by to one decydowały o wyniku.Kiedy wygrywamy tych rzekomych przewin nie wymieniają, pomimo,że nowy-stary trener doświadczeniem nie grzeszy, prezes jak by ten sam, w drużynie następuje stała rotacja, zawodnikom jak brakowało przyśpieszenia tak go brakuje itd.Zaznaczam,że ja chcę wierzyć,że oni tak z niewiedzy,a nie że celowo żywią się padliną.Innymi słowy brakuje mi medialnego dopieszczenia.O tym dlaczego przegrywaliśmy mecz można było przeczytać na C-L po każdym z nich, ja krótkie resume przedstawiłem w felietonie cz.67.Nie ma co w tej materii strzępić języka po próżnicy.Natomiast nadal zagadkę stanowi nasze nagłe wygrywanie.Czy jednak można je wiązać wyłącznie z osobą nowego trenera.? Chyba nie tylko. Moim zdaniem na ten stan złożyły się dwa czynniki ; jeden leżący po naszej stronie i drugi po stronie rywali.Nasi przeciwnicy poza Lechem ,Jagą i Górnikiem, z którymi jeszcze nie graliśmy osiągnęli swoje cele i trudno w nich o pełną mobilizację. Kompromitacją dla Legii była porażka z Zagłębiem grającym w mocno odmłodzonym i eksperymentalnym składzie.Jednocześnie zadziałało stare powiedzenie,że czas jest najlepszym lekiem na całe zło . Po prostu narastające w czasie procesy zgrania, zrozumienia pomiędzy zawodnikami muszą zacząć przynosić profity.Legia ma zawodników o najwyższych kwalifikacjach piłkarskich w naszej lidze i tak po prawdzie, to na siłę można by z pozostałych drużyn dobrać do nas może z 4 graczy ( Novikovas, Piątek,Kurzawa i Michalak).Do przyśpieszenia procesów integracyjnych z pewnością przyczynił się ze swoja otwartą i przyjacielską osobowością trener Klafuricz.To on upodmiotowił zawodników.Przyznam,że mam trudności ze zrozumieniem tych trenerów, którym wydaje się,że są animatorami w teatrze lalkowym i że tak jak będą pociągać za sznureczki tak im kukiełki zagrają.W piłce to tak nie działa.Trener musi pojąc,że to zawodnik jest animatorem i kukiełką na boisku i że to on odgrywa główną,a właściwie jedyną rolę.Trener jest od tego,aby napisać scenariusz , przygotować aktorów do występu i dobrać najlepszych wykonawców.Kiedy się o tym pisze to wydaje się to tak łatwe,że aż razi banalnością.Tylko jak dowodzi praktyka w niej jest i złożone i trudne.

O tym,że u trenera Klafuricza zmiany nabrały charakteru funkcjonalnego, a nie pozycyjnego.
Cechą charakterystyczną naszej drużyny prowadzonej przez Jozaka,było to,że starał się on dopasować zawodników do sytemu jakim mieli grać, ze skutkiem bardzo miernym.Na słabo przygotowanych to działało,a na tych silnie wybieganych już nie.Ten system to najpierw 4-3-3 ,a po nim 4-2-3-1. ale szukanie właściwych wykonawców przypominało poszukiwanie kamienia filozoficznego. Jozak nie był uprzejmy wpaść na dość oczywisty pomysł,aby podpasować może nie samo ustawienie taktyczne,ale przede wszystkim organizację gry do możliwości i charakterystyki zawodników. Jego następcy takie myślenie wydaje się obce.Dziś widać,że Klafuricz i Jozak byli wyjątkowo niedobraną parą i z tej mąki chleba być nie mogło.Regułą jest ,że przy grze w stałym systemie wynikającym z ustawienia taktycznego zmiany na ogół wymuszone są okolicznościami zewnętrznymi ( kartki,kontuzje, zmęczenie) i dokonywane są na zasadzie,że zawodnika grającego na określonej pozycji wymienia zawodnik będący zastępcą na tej samej pozycji. System dopasowany jest do możliwości i w jego ramach gracze wypełniają zadania przypisane do gry na wyznaczonej pozycji.Również w trakcie meczu zmiany mają ten sam charakter , choć zależą głównie od wyniku, czasu pozostałego do końca, zagrożenia kartkami czy kontuzją.Zdarza się ,ze trenerzy dokonują takich zmian, które burzą ukształtowany porządek i cele gry.Lecz na ogół są to gesty rozpaczy, rzadko przynoszące pozytywne efekty. Generalnie zmiany w drużynie powinny być przemyślane i podlegać pewnym konwencjom. Natomiast Klafuricz wyłamuje się z tego schematu myślowego . On tak dobiera i ustawia zawodników,aby dać pograć wszystkim będącym w dobrej formie i zdrowym.Mało, albo wale nie interesują go ustawienia systemowe i zadania pozycyjne.I to co robi nadal zdaje egzamin.Już oczami wyobraźni widzę te problemy analityczne myślącego podręcznikowymi schematami trenera Ojrzyńskiego przed finałem PP, kiedy przyjdzie mu grać z tak nieprzewidywalnym facetem.

O tym,że zarzuty wobec Klafuricza o jego nielojalność to stek bredni.
Wrogowie Legii w rodzaju Stanowskiego, Bugajskiego są w stanie wymyśleć każdego kija, aby tylko móc nim przywalić Legii.Fałszywa teza o nielojalności Kafuricza ma służyć podważeniu morale tego trenera i stanowi w istocie zarzut nieuczciwości, wręcz zdrady.To się dobrze sprzedaje, gdyż bycie przeciwko Legii jest na czasie i jest w modzie. Lojalnośc jest ważną cechą człowieka świadczącą o jego wierności wartościom takim jak chociażby niedziałanie na niekorzyść.Tylko,że zawsze powstaje zasadnicze pytanie czy należy być lojalnym również wobec np. przestępcy. Bandyci odpowiedzą,że tak,ale ja mam odmienny pogląd być może dlatego,że nie potrafiłbym być lojalny wobec tego który czyni zło.W naszej piłce przyjęło się,że trenerzy pracują z dobranymi przez siebie współpracownikami i kiedy tzw. główny trener odchodzi to zwalniani są i oni.Przypomina to trochę system pogański i niewolniczy w którym wraz ze śmiercią patrona zgładzani byli i jego poddani.Wielu jak czytać tęskni za takimi czasy,tylko,że życzą go innym, nigdy sobie.Wolałbym,aby ludzie głosili takie poglądy których wypełnienie byłoby ich spełnieniem.Mówiąc konkretnie Jozak był samotnikiem i nigdy nie miał swojego sztabu, a mówiąc wprost to on pracując tak niechlujnie i nieprofesjonalnie zdradził ideały swoich współpracowników,a nie oni jego.Oni wszyscy mieli obowiązek być lojalnymi wobec Legii poprzez jak najlepsze działania w jej interesie i na jej korzyść.I Klafuricz jest bardzo lojalny.

O tym,że nadal za mało wykorzystuje się umiejętności indywidualne naszych zawodników.
Piłkarze Korony zaczęli wczorajszy mecz z dużym animuszem i w sposób bardzo niewygodny dla naszych zawodników.Posiadając piłkę rozbiegali się gwiaździście tak,że ten, który nią dysponował miał możliwość zagrania do 2-3 partnerów.Przed naszym polem karnym usiłowali grać starodawną uliczką czyli na wychodzącego prostopadle za linie obrony zawodnika. W defensywie stosowali minimalny pressing atakując i próbując odebrać piłkę temu naszemu graczowi, który ją posiadał.Ale nawet taki pressing wymaga ponad przeciętnego przygotowania wytrzymałościowego,a jak się go nie ma to należy oszczędniej gospodarować siłami.Takiemu aktywnemu graniu sprzyjało ich ustawienie 4-4-2. Spore problemy miał nasz zespół wówczas, kiedy rywale najpierw koncentrując wysiłki w jednej części boiska przerzucali piłkę w wolny rejon, słabo przez nas chroniony.Nie byliśmy w stanie przez większą część I polowy im takie granie uniemożliwić lub poważnie utrudnić,ani przejąć inicjatywy.Po raz enty wdawaliśmy się w przepychanki na to kto szybszy, kto silniejszy, zamiast wykorzystywania wyższych umiejętności techniczno-taktycznych.Wspomniał o tym w niedawnym wywiadzie Remy wskazując na bardzo słabe przygotowanie taktyczne zespołów naszej ligi. Niestety te słowa w dużym stopniu odnoszą się i do Legii.Lecz, aby większą wiedzę taktyczną wykorzystać to trzeba szybko przemieszczać się po boisku. A w pierwszej połowie jak Korona miała piłkę to było przyśpieszenie gry,a jak piłkę posiadała nasza drużyna to następowało natychmiastowe spowolnienie akcji.

O tym,że granie na dwóch rozgrywających ma umiarkowany sens.
Nie do końca zrozumiałe było pomieszczenie na boisku i Pasquato i Szymańskiego. Nie bardzo wiadomo było czemu taki układ miał służyć.. Można bowiem kwestionować schematy polegające na prowadzeniu akcji oboma skrzydłami tylko trzeba je chociaż próbować zastąpić skuteczniejszym sposobem gry.Nasza drużyna w I połowie takiej alternatywnej metody w swoim arsenale nie posiadała.O ile jeszcze Szymański brał aktywny udział w akacjach ofensywnych to Pasquato byl zagubiony, jak by szukał swojego miejsca na boisku i nie mógł go znaleźć.
W efekcie robiliśmy sporo szumu,ale pożytku z niego było tyle co kot napłakał.

O tym,że rywalom zabrakło sił i koncentracji,a nam nie brakowało szczęścia.
I bardzo dobrze. Bowiem nie gramy dobrze,ale wygrywamy. Zawodnicy Korony w II połowie byli cieniami samych siebie.Co im się przydarzyło w drugim meczu z kolei.Z Jagą szkoda, z nami dobrze.Ale to ich sprawa i ich trenera,że w I połowach tak szafują siłami,że w II połowach jadą na oparach. Dzięki sobie i słabości rywali w kolejnym meczu sprawujemy kontrolę nad wydarzeniami.Rywale starają się,ale są bezradni wobec dojrzałej gry naszych zawodników. A do tego mamy dużo szczęścia , które ponoć sprzyja lepszym,lecz ja do tego dodaję : pod warunkiem,że fartowi się czynnie pomaga.Po meczach za kadencji Jozka nasi zawodnicy dostawali dwa dni wolnego co słusznie wywoływało oburzenie i Sektora 212, Dzynka i Dalkuba. Zakłócało bowiem pracę treningową w mikrocyklu. Ja znowu nie potrafiłem pojąć,że Jozak, który szkoląc trenerów nauczał ich jaka metodyka pracy obowiązuje w jakim mikrocyklu sam tych zasad nie respektował.A praca w mikrocyklu tygodniowym jest prawie taka sama we wszystkich poważnych klubach i ma ona taki przebieg ,( powiedzmy,że mecz odbył się w niedzielę) : poniedziałek - trening regeneracyjny + odnowa, wtorek - dość intensywny trening wytrzymałościowy, środa - trening relaksacyjny, czwartek - dość intensywny trening szybkościowo wytrzymałościowy,piątek - szybkość + taktyka, sobota - taktyka + szybkość+ stałe fragmenty gry. Wielu trenerów na zakończenie treningów serwuje najprostsze ćwiczenia techniki, a więc przyjęcie piłki , jej precyzyjne podanie i celny strzał na bramkę.Sam okres przygotowawczy w przerwie w rozgrywkach nie jest w stanie naładować energią zawodników na całą rundę i koniecznie akumulatory należy doładowywać. Właściwie tylko przy meczach rozgrywanych co 3 dni taka możliwość nie istnieje.
Klafuricz pracuje w mikrocyklu jak należy i wreszcie poziom wytrenowania naszych zawodników nie ulega zmniejszeniu ,a na tle wyeksploatowanych rywali zaczynamy prezentować się pod tym względem korzystniej. Mnie boli najbardziej jedno.Dlaczego nie można było tego samego czynić dużo wcześniej ?.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1