A+ A A-

Jagiellonia - Legia 0-0: Z dużej chmury mały deszcz

Status quo w tabeli Ekstraklasy. W 34. kolejce sezonu Legia zremisowała w Białymstoku 0:0. Dzień wcześniej taki sam wynik osiągnął w Płocku Lech. Tym samym Legia utrzymała dwa punkty przewagi nad Lechem i trzy punkty nad Jagiellonią.

 

Dean Klafurić postawił na następujących zawodników: Malarz – Vešović, Astiz, Pazdan, Hloušek – Antolić, Rémy – Kucharczyk, Szymański, Hämäläinen – Niezgoda. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kelemen – Burliga, Runje, Mitrović, Guilherme – Frankowski, Wlazło, Pospíšil, Novikovas – Świderski, Bezjak.

Od pierwszych minut przewagę miała Jagiellonia. Gospodarze wysoko atakowali legionistów i skutecznie utrudniali naszym piłkarzom rozgrywanie piłki. Sytuacji bramkowych jednak nie było. W 18. minucie odważnym rajdem popisał się Guilherme. Rozpędzonego obrońcę gospodarzy na ziemie powalił Hloušek i sędzia Musiał ukarał naszego obrońcę żółtą kartką. Rzut wolny nie przyniósł zagrożenia dla naszej bramki. Kilka minut później zza pola karnego uderzył Bezjak. Strzał był bardzo niecelny. Legia grała ostrożnie. Niepokoiła ilość niedokładności w zagraniach naszych zawodników. W 35. strzał głową oddał Świderski, jednak uderzenie było słabe i nie mogło zaskoczyć Malarza.

Do przerwy było 0:0. Mecz toczył się pod dyktando Jagiellonii, natomiast zagrożenia dla bramki Legii praktycznie nie było.

Drugą połowę Legia rozpoczęła z jedną zmianą w składzie. Boisko opuścił Niezgoda, którego zastąpił Philipps. Do ataku przesunięty został Kucharczyk. Już w pierwszej akcji po przerwie Jagiellonia stworzyła sobie groźną sytuację. W polu karnym do strzału doszedł Pospíšil, na szczęście skiksował. W 52. minucie ostry ful na Pospíšilu żółtą kartką przypłacił Astiz. W 60. minucie dwójkową akcją popisali się Antolić i Szymański. W kluczowym momencie Runje uprzedził Antolicia. Piłka odbiła się jeszcze od naszego pomocnika, ale minęła bramkę Jagiellonii. Wśród gospodarzy na boisku pojawił się Sheridan. W Legii w 72. minucie Radović zmienił Hämäläinena, a kilka minut później Eduardo Kucharczyka. W 86. minucie błąd popełnił Radović. Sytuację faulem ratował Philipps, za co otrzymał żółtą kartkę. Do rzutu wolnego podszedł Guilherme, ale jego uderzenie poszybowało nad poprzeczką. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry potężny strzał na bramkę Legii oddał Kwiecień, na szczęście minimalnie chybił.

Mecz ‘na szczycie’ Ekstraklasy stał na bardzo słabym poziomie. Obie drużyny raziły ilością strat i brakiem umiejętności zawiązania składnej akcji. Jagiellonia robiła na boisku nieco więcej, by wygrać, ale jednak nie na tyle, by zasłużyć na zwycięstwo. Z wyniku bardziej zadowolona może być Legia. Naszą drużynę czekają teraz dwa mecze na własnym boisku – z Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze.

Dyskusja (17)
1niedziela, 06, maja 2018 20:22
Senator
Napiszę bardzo krótko, głowy spętały nogi nam i rywalowi.
2niedziela, 06, maja 2018 20:49
świrekwampirek
Według żelaznej zasady, jeśli nie możesz meczu wygrać to go zremisuj. Na pewno poprawiliśmy organizację i dyscyplinę w obronie dzięki temu mimo przewagi Jagiellonii nic klarownego nie stworzyli.
Na pewno jeśli chodzi o sytuację na 3 kolejki do końca Legia z trzech drużyn walczących o MP na tym remisie wyszła na dziś najlepiej.
Ufff.

P.S. Gdzie czerwona kartka za faul na Pazdanie?! A reakcja ławki Białegostoku krzyczącej Bravo po tym faulu to objaw jakiegoś zdziczenia.
3niedziela, 06, maja 2018 20:54
dalkub
najważniejsze dla obu drużyn było nie przegrać no i nie przegrały, są dalej w grze - i na tym zakończę
4niedziela, 06, maja 2018 21:03
Oley
Chłopcy chyba zbyt hucznie świętowali PP Wink
5niedziela, 06, maja 2018 21:04
CTP
A ja przyznam nieskromnie, że spodziewałem się takiego meczu. A już zupełnie byłem tego pewien, gdy zobaczyłem Remy'ego w wyjściowej 11-tce na pozycji nr "6". Jeśli mam być szczery, to nie za bardzo rozumiem taką decyzję Klafurica, bo Phillips jest od Francuza bardziej mobilny i kreatywny a Jaga raczej nie gra górnymi piłkami, żeby w środku ustawiać takiego wieżowca. No ale Legia przyjechała do Białegostoku po remis, swój cel osiągnęła i chyba nie ma co narzekać.
A mokre sny o potędze i odprawianiu każdego przeciwnika z bagażem kilku bramek radziłbym odłożyć może na następny sezon jak zaszalejemy z transferami. Do dzisiejszego meczu mieliśmy 3 wygrane z rzędu, a żeby spełnić wymagania co poniektórych kibiców musielibyśmy pobijać rekordy z sezonów, gdy ten skład był o wiele, wiele silniejszy. W obecnej sytuacji zespół i tak już dużo osiągnął zdobywając PP i wskakując na pozycję lidera.
Nie zapominajmy o tym, że nasza siła ofensywna cały czas opiera się na poczciwym Kucharczyku.
6niedziela, 06, maja 2018 23:05
ave
Oley, dokładnie tak to wyglądało.
7niedziela, 06, maja 2018 23:52
Moros
Myślę, że ten mecz ostudzi nieco rozgrzane głowy części kibiców naszego klubu, bo po wczorajszym remisie Lecha, sporo było komentarzy o możliwości fety już po meczu z Górnikiem Zabrze. Nie, tak łatwo to nie będzie.

Oglądając dzisiejszy mecz i piłkarzy Jagiellonii, widać było że duch Michała Probierza ciągle tam po szatni piłkarzy krąży. Myślę, że trener Mamrot nie musiał ich zbytnio mobilizować, bo kadencja trenera Probierza, wszczepiła w DNA zespołu z Białegostoku walkę do upadłego gdy na Podlasie przyjeżdża rywal ze stolicy. Oglądając piłkarzy Jagiellonii dzisiaj i rok temu (bo to były moim zdaniem bliźniacze mecze) miałem wrażenie, że ci grają z plastrami pod nosem, nasączonymi tym co wąchają sztangiści przed podejściem do sztangi. Dlatego znając naszą sytuację w tabeli i mając na uwadze, że Legii zawsze bardzo trudno gra się z tak nabuzowanymi rywalami, ja ten punkt szanuję.

Szanując punkt, trudno jednak przejść obojętnie obok momentami katastrofalnej gry. Nie przypominam sobie za wielu fragmentów, w których potrafiliśmy na połowie rywala wymienić ze 2-3 podania. Zero interwencji Kelemena po naszych strzałach jest wymowne. Wiem, że Malarz też miał mało pracy (o dziwo jak na tak jednostronny mecz) ale to słabe pocieszenie, bo w następnych meczach trzeba szukać zwycięstw. Trener Klafurić usprawiedliwiał się finałem Pucharu Polski. Jeśli rzeczywiście miał to taki wpływ, to w środę lepiej może nie być. Znowu mecz w środku tygodnia, a Wisła ma jeden dzień odpoczynku więcej. Także oby to nie był główny powód.

Przyznam, że choć po tej kolejce sytuacja w tabeli jest korzystniejsza (status quo zachowane, a o jedną kolejkę mniej), to nie powiem abym po takim meczu był spokojniejszy, niż przed jej rozpoczęciem.
8poniedziałek, 07, maja 2018 00:47
QD
A ja mimo wszystko jestem spokojniejszy (nie znaczy spokojny). Po meczach pucharowych przeważnie mieliśmy słabszy ligowy, a tym razem udało się go przetrzymać. Graliśmy z bardziej wypoczętym i przygotowanym rywalem, a nie daliśmy mu oddać nawet jednego groźnego, celnego strzału. Niestety martwi marazm ofensywy. Bez Niezgody jest bida. Nawet zastanawiałem się kogo byłoby sensownie wprowadzić i nie znalazłem na ławce nikogo kto dawał by nadzieję odmienić naszą postawę. Wejście Philipsa było IMHO zaskakująco skuteczne w tym kontekście.

Teraz gramy z Wisłą, która ma jeden dzień więcej na odpoczynek, ale absolutnie nie zna rytmu gry co 3 dni i ma krótszą, mniej doświadczoną ławkę. Zresztą to co pokazali z Lechem nie napawa obawami, chociaż w naszej lidze to akurat żaden argument.
9poniedziałek, 07, maja 2018 02:32
iocosus
Jeżeli chodzi o trafność przewidywań to nie mogę się powstrzymać żeby nie zacytować: „Co do meczu w Białymstoku, to zapewniam, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. (…) Większość drużyn leci już na oparach, czego nie widać po Legii.” a ponieważ takie proroctwa w odniesieniu do Legii przeważnie budzą u mnie czarne myśli dlatego ten remis biorę z podziękowaniem i z dobrodziejstwem całego inwentarza. Wink
Oglądając pierwszą połowę to sądziłem że jeżeli utrzyma się 0:0 do przerwy, to w drugich czterdziestu pięciu minutach Jaga zejdzie z intensywności swojej gry, a my zrobimy jakiś sztych i wywieziemy trzy punkty, niestety choć obraz gry uległ nieco zmianie, to tego drugiego nie byliśmy w stanie zrealizować i tym samym i moje przewidywania okazały się płonne.
Błędnych prognoz ciąg dalszy! Klaf przed meczem: „Dysponujemy najlepszymi zawodnikami w Polsce i chcemy zdominować rywali w niedzielę. Zależy nam na narzuceniu własnego stylu gry. Wówczas będzie to dla nas przewaga.” versus Klaf po meczu: „Widowisko nie stało na wysokim poziomie, ja nie lubię oglądać takich spotkań. Czemu tak wyglądaliśmy, czemu nie oddaliśmy jednego celnego strzału? Już powiedziałem, że ślad na nas zostawił finał Pucharu Polski.” Kiedy ci bałkańscy trenerzy przestaną bajdurzyć o tej „mitycznej dominacji”, czemu tak uwielbiają się kompromitować?
Tu nie chodzi tylko o werbalne deklaracje, w dwóch najbliższych spotkaniach zmierzymy się z zespołami które bardzo lubią być „zdominowane” nic im to nie wadzi, a wręcz przeciwnie niekiedy potrafi być wodą na młyn ich koncepcji gry. Dlatego może na koniec sezonu w końcu zaprzestańmy pleść trzy po trzy o dominacji, o tym jakich to wspaniałych zawodników posiadamy, a zastąpmy to dążeniem do efektywnej i skutecznej gry, w której bez zapieprzania (miało być dosadniej ale uległem autocenzurze) bez orania murawy własnym tyłkiem nic nie osiągniemy, a nasze gwiazdy pospadają z hukiem na ziemię.
10poniedziałek, 07, maja 2018 06:18
kibic50
"Jeżeli chodzi o trafność przewidywań to nie mogę się powstrzymać żeby nie zacytować"

Miło, że jednak ktoś czyta moje wypociny, które jedynie mają na celu wlać na to forum nutkę optymizmu w zalewie obaw, spisków, i czarnowidztwa wszelkiej maści.
Oczywiście przed meczem mogłem napisać:

"Przyznaję się, że gdy zobaczyłem skład to trochę zacząłem się obawiać ponieważ sądziłem że w zapodanym układzie taktyczno-personalnym mamy potencjalne miny, które mogą detonować podczas meczu. Na szczęście moje obawy okazały się płonne", ale wtedy byłbym posądzony o plagiat.

Ciekawy jestem drogi iocosusie, czy gdyby Legia wygrała lekko, łatwo i przyjemnie to z równą życzliwością byś mnie zacytował ?
Mecz się odbył, choć nie wiele na to wskazuje. Po jednym celnym strzale to za mało jak na drużyny aspirujące do zdobycia MP.
Status quo zachowane, choć po finałach PP różnie to z naszą drużyną bywało.
Co do słów naszego trenera, to jak rozumiem powinien przed meczem powiedzieć:

"Jedziemy do Białegostoku pełni obaw bowiem w finał PP włożyliśmy dużo wysiłku. Kilku piłkarzy jest poobijanych i przemęczonych sezonem. W dodatku nasz jedyny napastnik ma lekką kontuzję i jeśli będzie grał to na blokadzie, a młodziutki Szymański ma jeszcze uraz psychiczny po wejściu Piesia, które mogło zakończyć jego karierę. Pamiętając ostatni mecz przy Łazienkowskiej, w którym zostaliśmy całkowicie rozbici przez Jagę, w najlepszym wypadku liczę na remis, który pozwoli zachować status quo" Wtedy by było "po Twojemu" ?

Pokonać Wisłę i odskoczyć, tym bardziej, że konkurenci grają ze sobą.
Miłego dnia Wink
11poniedziałek, 07, maja 2018 07:56
Dzynek
A jednak daliśmy sobie wejść na głowę i jedyne co mnie cieszy to wynik. Z pewnością nie jest to wyłącznie zasługa graczy Jagiellonii. Dołożyliśmy trochę bierności w ofensywie, stanęliśmy na własnej połowie i o mało nas nie pokarali.
Zważywszy na wszystkie okoliczności przemawiające za defensywną taktyką jednak wypadało także realizować drugą część planu czyli kontrataki. A tu klops. Nie bardzo rozumiem co tu się wydarzyło, bo wyglądało jakbyśmy w ogóle tego nie umieli robić. I o to mam pretensje do piłkarzy.

A trener to ewidentnie zawalił dobór składu. Kto w ogóle dopuścił do gry Niezgodę? Nauczeni doświadczeniem byłem pewien, że skończyło się granie "na własną odpowiedzialność". Chłopak nie nadaje się do gry, bo widać że się oszczędza. Jak się rozsypie na pół roku to dopiero będą żałować. Poza tym do naszego planu gry idealnie nadawał się Kucharczyk na szpicy. Dalej nie rozumiem czemu Vesovic nie gra wyżej skoro Broz już gotowy do gry. Czemu Remy nie ma stałej pozycji przy tylu zdolnych do gry zawodnikach? I jakim cudem mieliśmy ich skontrować Radovicem i Eduardo? Trener nie zapewnił sobie szybkości z ławki. Jak już mamy się bronić to chociaż nie odbierajmy sobie atutów z przodu.
12poniedziałek, 07, maja 2018 08:01
świrekwampirek
Z typowaniem wyników w naszej lidze jest jak z prognozami pogody długoterminowymiSmile
Ja nadal twardo stawiam na dublet ale jak i kiedy to nastąpi nie mam pojęcia.
Nic nam innego nie pozostało jak usiąść wygodnie i jak to mówił mój kolega "ty się nie denerwuj, jedz kaszankę i obserwuj"Smile
13poniedziałek, 07, maja 2018 11:47
corazstarszy
@Moros
Oglądając dzisiejszy mecz i piłkarzy Jagiellonii, widać było że duch Michała Probierza ciągle tam po szatni piłkarzy krąży.

U nich to się dużo wcześniej objawiło. Za Skorży w 2011/12 taki był mecz, pod koniec rozgrywek (chyba 28 kolejka) Legia - Jagiellonia 1-1. Oni nie grali już o nic, a Legia starała się utrzymać na 1. miejscu. Wtedy walczyli jakby 20 minut ich dzieliło od awansu do fazy grupowej ChL. Nie pamiętam, kto był ich trenerem wówczas - Tomasz Hajto?, czy ktoś. Raczej nie Probierz.

Mecz do zapomnienia. Ewentualnie po 37. kolejce może się okazać, jak ważny był wczoraj uzyskany 1 punkt (bądź dwa stracone). Teraz tylko mecz z Wisłą Płock się liczy. Trzeba wygrać, ale jest potrzebna dużo lepsza gra. Wieści o Jarosławie Niezgodzie - wręcz hiobowe. Ja w Eduardo nie wierzę zupełnie, a liczyć na przebłyski Kacpra Hamalainena czy Michała Kucharczyka, owszem, można, ale czasem mogą to być rachuby płonne.
A gra rywala i praca Brzęczka w tym sezonie mocno przypadły mi do gustu.
Uważam, że powinna być czerwona za faul na Pazdanie.
14poniedziałek, 07, maja 2018 19:10
Zbyszek
O tym,że piłka nożna dzieli, nie łączy.
Przed 40 laty Jacek Gmoch w książce "Alchemia futbolu" zamieścił takie oto zdanie :" Futbol jest grą wojenną. Co nie znaczy,że sport jest wojną. Sport nie ma nic wspólnego z wojną, jest wręcz jej zaprzeczeniem, bez względu jak twarda i ostra będzie gra na boisku.Z istoty sportu wywodzi się cała pokojowa ideologia twórcy nowożytnych igrzysk olimpijskich barona de Coubertena. To on powiedział, : stadiony zamiast armat.Co innego gra wojenna.To pozorowanie działań , kroków przeciwnika, ważenie sił, określenie zadań i celów. Istotą sportu jest jedno, dążenie do zwycięstwa i aby to uzyskać trzeba we współczesnym świecie czerpać wiedzę ze wszystkich dziedzin".
Gmoch nie napisał oddzielnego rozdziału o kibicach, chyba dlatego,że temat to zbyt rozległy,a w owym czasie opracowań było bardzo mało.Piłka nożna przez te 40 lat nie tyle się rozwinęła , co stała się .najpopularniejszym sportem na świecie,ale nie dzięki budowie stadionów, bo te nowe mieszczą mniej widzów niż te stare,ale dzięki telewizji.Piłka nożna stała się grą telewizyjną.Mecze ogląda wielokrotnie więcej telewidzów niż kibiców na trybunach. Co rodzi również konsekwencje w źródłach finansowania futbolu i ich wysokości.W wielu krajach raczej podświadomie kibice uzmysłowili sobie,że kluby mogą się doskonale obyć bez nich, bo przecież nie bez boisk i stali się pokorniejsi.Ten światowy trend jak zwykle dotrze do nas z opóźnieniem.Póki co,kiedy badacze jak choćby dr Antonowicz pytają kibiców o wartości jakie im przyświecają to oni wskazują na te pozytywne,a dopiero w dalszej kolejności na niechęć wobec rywali.Wydawało by się ,że skoro wszyscy deklarują wspólnotę wartości to właściwie nie ma o czym mówić.Bowiem w piłce dążenie do wygranej polega na pokonaniu przeciwnika, a więc na rywalizacji i trudno wymagać od kibiców jednej drużyny,aby pałali miłością do tej drugiej.Niestety obok, a nader często zamiast rozwija się inny nurt, który nie jest przejawem zdrowej konkurencji,ale stanowi wyraz ciężkich chorób w postaci rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu, szowinizmu i faszyzmu.Jest tematem dla badaczy dlaczego w otoczeniu piłki nożnej generowane są takie antyhumanistyczne ideologie.Przy czym dotychczas te różnego rodzaju przejawy wrogości , często nienawiści były udziałem kibiców, bo władze klubowe przynajmniej publicznie deklarowały,że ich nie podzielają. I oto na naszych oczach dokonuje się kolejny wyłom. Wrogość i nienawiść włażą na salony.Oto klub Jagiellonia zrealizował zapowiedz,że wpuści kibiców Legii jako całkiem prywatne osoby, bowiem symbole klubu z Warszawy wzbudzają w nich taką nienawiść,że patrzeć na nie nie mogą.Jest to niestety również przejaw szerszego zjawiska, które zaczęło się od Wielkiej Rewolucji Francuskiej pod koniec XVIII wieku, a mianowicie wrogości większości wobec elit.Przed ponad 200 laty rozpoczął się proces demontażu arystokracji jako władzy nad ludem, który zakończył się wraz z I wojną światową.A ponieważ życie nie znosi próżni to w miejsce obalonej arystokracji ducha wdarła się elita bogaczy. Od kilku lat , także i w Polsce, obserwujemy narastający proces buntu tych, którzy uważają się za biednych i pokrzywdzonych przeciw tym ,których uważają za krezusów. Tematu nie rozwijam.Wracając do naszego grajdoła to jedną z przyczyn nienawiści do Legii jest jej elitarność i względne bogactwo.Niektórzy usiłują w tej materii sięgać do historii mówiąc,że Legia ściągała najlepszych zawodników z innych klubów.Było tak ,ale tylko w latach 1954-55, bo później nic takiego nie miało miejsca.Do Legii trafiał tylko ten kto chciał do niej trafić. Co prawda zasadnicza służba wojskowa była obowiązkowa,ale obowiązująca od 1956 roku ustawa dawała tyle możliwości wyreklamowania od wojska,że każdy klub mógł z tej furtki skorzystać. Zresztą był to jeden z paradoksów PRL,gdzie wszyscy wiedzieli,że żaden z piłkarzy nie pracuje w zakładzie pracy,a mimo piłkarze byli reklamowani jako hutnicy, górnicy,włókiennicy, szklarze, murarze itd.. Prawdziwa przyczyna tkwi w warszawskości Legii, która to cecha utożsamiana jest z butą, arogancją i poczuciem wyższości oraz z finansami.Nie z samym szmalem a,e z tym co Legia z nim robi.Przed 25 laty kiedy w kwietniu 1993 roku ówczesny prezes Korony Kielce powiedział mi,że Legia nie będzie Mistrzem pomimo,że je wywalczy , bo kluby do tego nie dopuszczą zapytałem co jest powodem.Odparł :" Ano to,że Legia ma szmal,ale się nim z innymi klubami nie dzieli.Zamiast kupować mecze od klubów za pieniądze to woli wchodzić w sędziów".Dziś mamy bardzo zbliżoną sytuację,Legia zamiast kupować piłkarzy w kraju i płacić klubom woli czekać na koniec kontraktów,albo kupować graczy za granicą.Czyli ma pieniądze,ale się nimi z innymi nie dzieli.
Przy czym tak łatwo ci prowincjonalni kacykowie przeciw Legii by nie gardłowali i nie działali, gdyby Legia na boisku pokazywała,że to ona rządzi.Taki głąb z Podlasia pewno na swój upiorny pomysł by nie wpadł , gdyby Jaga była o parę pięter pod Legią,a tak jak jest wierzy,że jego klub będzie nad Legią i na swój zbójecki sposób chce to wspomóc.
I tu znowu mam pretensję do Jozaka,że zamiast być normalnym chciał być oryginalnym.Zamiast przygotowywać zespół jak Bóg przykazał w Turcji, Hiszpanii albo chociaż w Warce to wybrał się za Wielką Wodę, zamiast grać znanym systemem to wybrał utopię, zamiast dać chłopakom pograć to ich bzdurnymi pomysłami ograniczał, zamiast grać w jednej ekipie z chłopakami to wolał ich zdradzać z wrednymi pismakami,.
Ten cały powyższy wywód stanowi jedno wołanie o powrót normalności.

O tym,że trener Jagiellonii wyciągnął wnioski z porażek w Białymstoku.
Były w naszej lidze dwie drużyny grające prawie identycznie i tak samo schematycznie czyli Jaga i Arka.Ta pierwsza jest wyżej w tabeli , bo ma lepszych wykonawców.Obie bazują na bardzo wysokich parametrach motorycznych.Jagiellonia dotychczas grała ustawieniem 4-2-3-1 i w trakcie meczu tego systemu nie zmieniała.To ustawienie pozwalało jej na prostą,ale skuteczną grę.Poczynania ofensywne rozpoczynała od bocznych obrońców, przegrywała piłkę przez środek, głównie na Romańczuka,a stąd znowu piłka była rzucana na skrzydła do Novikovasa lub Frankowskiego. Z tyłu ataki asekurowali boczni obrońcy , z boku do linii pola karnego któryś z defensywnych pomocników,a dalej ofensywny pomocnik Pospiszil. Wszyscy obrońcy podłączali się do gry ofensywnej tworząc formacje grające blisko siebie w pionie.W defensywie nie odbudowali po stracie piłki ustawienia,ale bronili konsekwentnie strefą. Cofali się pod naporem rywali i zdobywanym przez nich terenem.Ten sposób gry został rozszyfrowany i rywale zaczęli wykorzystywać fakt,że za plecami atakującej całej drużyny wytwarzało się dużo wolnego miejsca.Obrońcy Jagi nie okazywali się na tyle szybcy i na tyle mocni piłkarsko,aby szarżujących napastników powstrzymać. Często dawali się ogrywać i wówczas zachodził efekt domina i cała obrona strefowa chwiała się w posadach, bo inni gracze defensywy ruszali na ratunek, aby zapełnić wyrwy co tworzyło kolejne luki. I nieszczęście gotowe.
Wczoraj Jaga zgrała 4-1-3-2 tworząc dwa bloki, jeden defensywny ,drugi ofensywny i trzymała konsekwentnie głębię obrony.Nasza drużyna była chyba silnie zaskoczona taką zmianą utrwalonej taktyki,że przez I połowę nie była wstanie się pozbierać i znaleźć jakiegoś antidotum, bowiem ich ustawienie było bardziej funkcjonale od naszego.

O tym,że nasza drużyna zagrała dojrzale i odpowiedzialnie.
Nasz zespół wyszedł na plac gry w ustawieniu 4-2-3-1 z oparciem defensywy na rozbijającym ataki rywali w środkowej strefie Remym i organizującym akcje ofensywne Szymańskim.O ile w I połowie Remy wywiązywał się ze swego zadania wyśmienicie, gdyż zawodnicy Jagi przed naszym polem karnym nie byli wstanie przegrywać piłek z jednego skrzydła na drugie przez środek boiska, gdyż nasz defensywny pomocnik im taką grę uniemożliwiał to w ataku Szymański nie potrafił utrzymać piłki, podać jej celnie do przodu i zbyt często grał do tyłu.W efekcie Jaga grała,albo jednym ,albo drugim skrzydłem,ale ich dośrodkowania były bezproduktywne, natomiast nasza drużyna nie wytworzyła ani jednej sytuacji bramkowej.Wbrew opiniom komentujących Jaga nie miała więcej z gry, gdyż przebiegi kilometrów I połowie były bardzo zbliżone. Oni grali więcej piłką,a my bez piłki.
Na tę nieukładającą się dla nas korzystnie grę zareagował trener Klafuricz od początku II polowy wzmacniając drugą linię kosztem osłabienia liczebnego atakujących co zmieniło ustawienie na 4-3-2-1 tzw. choinkę.Spowodowało to trochę inne rozłożenie akcentów poprzez zmniejszenie nacisku na naszą obronę z jednoczesnym utrzymywaniem przez nas piłki nieco dalej od własnej bramki.Gra się wyrównała zarówno jeżeli chodzi o grę z piłką, jak i bez piłki.Gdyby to był boks to można by takie granie skwitować stwierdzeniem ; obustronny klincz. O ile w dwóch poprzednich meczach odstawaliśmy przebiegami od Jagi o 10% i 20% ( graliśmy przez 85% meczu w 9 w polu) to teraz ta różnica wyniosła niecałe 2%. Taki wynik to efekt tego,że nasz zespół zwiększył kilometraż o ponad 3% w stosunku do poprzednich meczów,a drużyna Jagi zmniejszyła go o ok.6%.Można by rzec , jakie bieganie taki wynik.

O tym,że nadal nie stać naszej drużyny na radykalne zdynamizowanie gry.
Jest truizmem powtarzanie,że w takich meczach jak wczoraj o wyniku mogła zadecydować jedna akcja. Moim zdaniem zawodnicy ofensywni Jagi byli za słabi na to,aby naszych obrońców wspartych Remym ograć. Obrona w składzie : Hlouszek,Astiz,Pazdan,Vesovicz wydaje się na dziś optymalnie zestawiona, grająca bardzo odpowiedzialnie i skutecznie.U przeciwnika tej klasy obrońców nie ma,ale , aby nawet tych trochę słabszych zmusić do błędu , wymanewrować, przedryblować czy ograć kombinacyjnie to potrzeba znacznie większej dynamiki akcji i szybkości indywidualnej zawodników.Natomiast po naszej stronie niezłą szybkość i spore wybieganie pokazał tylko Szymański, natomiast Niezgoda w I połowie , chyba z powodu urazu był niewidoczny, a zastępujący go po przerwie Kucharczyk szybkość demonstruje na skrzydle,bo na szpicy, w tłoku grać nie lubi i nie potrafi.Porównanie naszych ataków z z bezzębnym i wyleniałym tygrysem nasuwa się samo
A czy wynik remisowy jest korzystny dla nas to tego nie wiadomo, bowiem efekt końcowy zależy od jakości gry naszej drużyny,a z tym za różowo nie jest.
15wtorek, 08, maja 2018 08:59
iocosus
Kibic50, potrafię być wrednym, upierdliwym typem, mam świadomość tej ułomności mojego charakteru, na Twoje pytanie: „czy gdyby Legia wygrała lekko, łatwo i przyjemnie to z równą życzliwością byś mnie zacytował?” odpowiem, że zapewne bym nie zdołał, po prostu bym nie zdążył, bo zaraz po meczu gdyby taka prognoza okazała się trafna, to na naszym forum bezzwłocznie by się „ktoś” pojawił, kto te słowa by przywołał i się nimi napawał, ku chwale własnej, a na pohybel wszelkiej maści tych, którzy z autorem prognozy nie zawsze w legijnych kwestiach się zgadzają.
I ta moja „niewinna” powyższa uszczypliwość niech będzie dowodem, że złośliwe ze mnie bydle, mam tego świadomość, tylko czy Kibicu50 Ty zdajesz sobie na równi sprawę, że tym sposobem iocosus czepnął się jednego z większych „czepialskich” na stronie, który nie tylko się czepia innych, ale niekiedy jak się przypnie to niczym rzep psiego ogona? Masz świadomość procederu czepialstwa owego „Ktosia”, czy też uważasz że jest Bogu ducha winny, zawsze kieruje się tylko dobrymi intencjami, albo jest w stanie wytłumaczyć się emocjami, a tylko owi inni tego nie rozumieją, ba na „Ktosia” bezzasadnie za jego okazaną „dobrą wolę w zbożnym trudzie” napadają?
Kibicu50 możemy teraz uskuteczniać wzajemną „wymianę komplementów”, przepraszam nazwijmy rzeczy po imieniu, czyli to nasze czepialstwo, ze zgrozą stwierdzam że mnie to może nawet dostarczać nikczemnej satysfakcji, tylko czy aby w ten sposób i w analogicznych przypadkach będziemy dowodzić tym samym wielkości naszych charakterów, czy też czegoś wręcz przeciwnego?
P.S.
Chcę się pozbyć uszczypliwości i na poważnie napiszę, że niepotrzebnie uwagę o Klafie odebrałeś do siebie. Klaf nie jest doświadczonym trenerem i popełnia błędy, które wszak są i udziałem innych niekiedy, nestorów trenerskiego fachu. Ta profesja nie zna nieomylnych. Moim zdaniem na przedmeczowej konferencji przytoczonymi słowami o „najlepszych zawodnikach w Polsce” o „dominacji” i „narzucanym stylu” tylko zmobilizował rywala, którego przecież nie wystraszył, który miał w pamięci jak tych „najlepszych” może powieźć i to na ich podwórku, a co dopiero na własnym. Można okazać pewność siebie, ba nawet i pewną dozę arogancji, ale tylko wówczas gdy słowa mają odbicie w rzeczywistości, gdy okazują się tylko i wyłącznie zaklinaniem tejże, to ten, który je wypowiada traci na swojej wiarygodności. Oby Klaf sobie to zapamiętał i na darmo w medialnym przekazie języka nie strzępił.
16wtorek, 08, maja 2018 14:49
Oley
Jak Janek Osasuna przed kazym meczem (nawet z wybitnie "nie-leżącą-nam" Odrą Wodzisław) mówił, że szanujemy przeciwnika, że czeka nas trudny mecz, że rywal umie grać w piłkę, że nie można go lekceważyć, to wszyscy wieszali na Nim psy, że Legia, jak na krajowe warunki, nie powinna się nikogo obawiać, i (cytując Ś.P. Wójta) golić frajerów... nie dogodzisz, Panie kochany, nie dogodzisz...
17wtorek, 08, maja 2018 15:13
Moros
Pytanie jest, czy wiedząc, że zespół nie gra w tej chwili jakiejś wielkiej piłki, warto jeszcze bardziej mobilizować przeciwnika buńczucznymi wypowiedziami. Kibice mogą sobie na to pozwolić, trener już niekoniecznie. Ja tam zawsze bardziej wolałem stonowane wypowiedzi coś a'la konferencje Adama Nawałki, niż zapewnienia iż będziemy dominować i takie tam. Pokażmy na boisku tę dominację. W Białymstoku mimo zapowiedzi naszego trenera, dominował ktoś inny. Na szczęście obyło się bez katastrofy, ale gdyby Kwietniowi pod koniec wyszedł strzał, to słowa trenera Klafuricia z piątku, niechybnie by do niego wróciły i uderzyły ze zdwojoną siłą.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1