A+ A A-

Rosja 2018: Zawód

Nie tak wyobrażaliśmy sobie pierwszy mecz Polaków na mistrzostwach świata. Po fatalnych błędach w defensywie nasza reprezentacja uległa Senegalowi 1:2 i w najbliższą niedzielę zmierzy się z Kolumbią w meczu, jakżeby inaczej, ‘o wszystko’. Kolumbia również zawiodła, niespodziewanie ulegając Japonii. W pierwszym meczu drugiej serii spotkań w grupie A Rosja łatwo pokonała Egipt 3:1.

Kilka dni temu napisałem, że na pewno mamy reprezentację silniejszą niż w latach 2002 i 2006. Niestety nie było tego widać na boisku. Mimo bramki zdobytej w końcówce spotkania przez Krychowiaka, pierwszy mecz Polski na mistrzostwach świata w Rosji nie wyglądał ani trochę lepiej niż tamte z Korei i Niemiec. Co się stało?

Nietrudno było zauważyć, że zaistniała rozbieżność między taktycznym planem nakreślonym na ten mecz, a faktycznymi możliwościami zawodników w zakresie jego realizacji. Sztab Nawałki trafnie przewidział, że Senegal będzie grał defensywnie. Wyjściowy skład Polaków sygnalizował gotowość do tego, by podjąć walkę ze skomasowaną defensywą drużyny z Afryki. Ustawienie z czterema obrońcami prawdopodobnie miało dać nam większą siłę uderzeniową na skrzydłach. Wobec oczywistego podwajania Lewandowskiego przez obrońców Senegalu, na boisku pojawili się jednocześnie Zieliński i Milik, zapewne po to, by wykorzystywać związanie kilku obrońców przeciwnika osobą naszego kapitana i nie tracić piłkarza środka pola na dodatkową asekurację tyłów, zbędną wobec rywala nacierającego jedynie dwoma lub trzema zawodnikami.

Szybko okazało się jednak, że mamy kolosalny problem z utrzymaniem się przy piłce na połowie Senegalu. Przeciwnicy byli zdecydowanie szybsi, silniejsi, nie pozostawiali naszym piłkarzom swobody. Polska atakowała schematycznie, mając znacznie większe posiadanie piłki, generowane jednak głównie przez bezproduktywne wymiany podań między środkowymi obrońcami a defensywnym pomocnikiem. Kiedy wreszcie Krychowiak lub Zieliński decydowali się na podanie do przodu, następowała błyskawiczna strata. To dodatkowo frustrowało naszych piłkarzy, którym tego dnia brakowało pewności siebie praktycznie od pierwszych kopnięć piłki. Źle w mecz wszedł Cionek, stratę okupioną żółtą kartką zanotował Krychowiak, fatalne decyzje podejmował Milik.

Wyświechtane powiedzenie mówi, że jeżeli meczu nie można wygrać, to trzeba go przynajmniej zremisować. Widząc, że nam nie idzie, być może należało oddać piłkę Senegalczykom i pozwolić im grać, tylko że to wymagałoby od trenera Nawałki roszad jeszcze przed końcem pierwszej połowy. Nie udało się, bo przed przerwą straciliśmy pechowego gola, który jeszcze dodatkowo ułatwił zadanie Senegalczykom i utrudnił je Polakom. Rzecz jasna trudno winić Cionka o to, że piłka odbiła się od niego przy tym golu. Znacznie większa bura należy się Piszczkowi za złe ustawienie chwilę wcześniej w walce o spadającą z wysoka piłkę. Zresztą druga bramka również byłą konsekwencją tego, że nasi zawodnicy nie potrafili poradzić sobie z piłką w powietrzu. Najpierw niezrozumiałą decyzję podjął Krychowiak, potem źle zareagował Bednarek (a właściwie – nie zareagował).

Poza konsekwentną grą defensywną, Senegal nie pokazał tego popołudnia nic ciekawego. Mané głównie biegał wszerz boiska, nie było też widać przewagi wzrostu naszych rywali przy stałych fragmentach gry pod bramką Polaków. Senegal po prostu spokojnie czekał na błędy przeciwnika – i niestety doczekał się aż dwóch kuriozalnych błędów.

W niedzielę mecz z Kolumbią, która również zawiodła na całej linii. Faworyci z Ameryki Południowej katastrofalnie zaczęli mecz z Japonią, szybko tracąc bramkę i zawodnika. Kiedy wyrównali, wydawało się, że wyższe umiejętności podopiecznych Pekermana zatriumfują, mimo gry w dziesiątkę. Po przerwie okazało się jednak, że Japonia jest tego dnia zwyczajnie lepsza. Azjaci zdominowali Kolumbijczyków, zabiegali ich i zasłużenie wygrali 2:1. W niedzielę Kolumbia, podobnie jak Polska, będzie zatem musiała grać o zwycięstwo. To dla nas dobra wiadomość, bo rywale przyjechali do Rosji z wielkimi nadziejami i nie będą czekać na ruch Polaków, tylko ruszą do ataku. Będziemy mogli przyjmować ich na swojej połowie i szukać okazji do kontr. Dwa lata temu potrafiliśmy w tak rozgrywanych meczach uniknąć porażki z drużynami na pewno nie słabszymi od Kolumbii – Niemcami i Portugalią. Oczywiście optymalnym wynikiem byłoby pokonanie Kolumbii, ale remis najprawdopodobniej także pozwoli nam na walkę o awans w ostatnim meczu przeciw Japonii. Pytanie tylko na ile nasza reprezentacja jest zdolna do odzyskania wiary we własne możliwości po tym jak piłkarze zobaczyli na boisku, że są fizycznie tłamszeni przez przeciętny Senegal, a zespół jako całość jest wstrząsany niespotykaną ilością indywidualnych błędów, zupełnie jakby wystąpił w nim osobliwy efekt domina.

W trzecim wtorkowym meczu Rosja gładko uporała się z Egiptem, którego nie odmienił powrót Salaha do składu. Podopieczni Czerczesowa mogą już przygotowywać się do rywalizacji w jednej ósmej finału.

W środę drugą serię meczów w grupie A uzupełni rywalizacja Urugwaju z Arabią Saudyjską. W grupie B Portugalia zmierzy się z Marokiem, a Hiszpania z Iranem.

Dyskusja (16)
1środa, 20, czerwca 2018 02:19
a-c10
O najistotniejszej rzeczy wspomniał już Na Aucie Dalkub: trzeba biegać. To jest warunek sine qua non myślenia o czymkolwiek we współczesnej piłce, a ten Mundial tylko to potwierdza. Na stojaka to nawet Argentyna z Messim w składzie nie jest w stanie wygrać meczu.

Przyznam, że jest to dla mnie kompletnie niepojęte. Znaczy postawa naszej ekipy, że Argentyna ma problem z wygrywaniem, to dawno temu się przyzwyczaiłem. Wiadomo, przegrać można zawsze i z każdym. Ale żeby przestać 85 minut meczu na MŚ...? Dlaczego...?! Żeby jasność była: nie wierzę ani w to, że im się nie chciało, ani w legendarne braki w przygotowaniu fizycznym. Pełne gacie? No może. Ale wszyscy...? Dla mnie to jakieś Archiwum X.

Niestety, równie niezrozumiały jest dla mnie upór naszego selekcjonera przy tym niezdarzonym eksperymencie z trzema stoperami. O, jasne, można tak grać. Przydałoby się jednak, aby przynajmniej jeden, a najlepiej dwóch z tej trójki umiało rozgrywać od tyłu. U nas nie potrafi tego nikt. Nie mamy nie tylko Sandro Nesty, czy Rio Ferdinanda (o pewnym Niemcu, wdzięcznie zwanym przez naszych komentatorów "Macumels", nie wspominając). Nie mamy nawet Tomasza Hajty. W związku z czym nasze próby budowania akcji od tyłu wyglądają właśnie tak, jak dziś: pyk, pyk, pyk, strata.

Zresztą, nie żebym chciał jakoś przesadnie obsobaczać naszych obrońców. Reszta składu też nadmiarem kreatywności nie grzeszy. Na 23 ludzi w kadrze do gry kombinacyjnej nadaje się jeden Zieliński, a i on z zastrzeżeniami. Reszta jest od biegania i strzelania. Tak, Lewandowski też. Biegajmy zatem i strzelajmy, a o tiki-tace i cierpliwych atakach pozycyjnych zapomnijmy przynajmniej do momentu, gdy takich Zielińskich będziemy mieli w kadrze sześciu-siedmiu.

Żeby skończyć pozytywną nutą: też uważam, że w niedzielę większa presja będzie ciążyć na Kolumbijczykach. W końcu dla nas ewentualny powrót do domu po trzech meczach będzie jedynie (zwyczajowym, niestety) rozczarowaniem, dla nich - biorąc pod uwagę te opowieści o medalach - całkowitą klęską. Falcao, James i s-ka nie wyglądają na ludzi, którzy z napięciem radzą sobie bez problemów. No i oni na pewno murować się nie będą, co powinno umożliwić nam kontry. Wbrew powszechnemu dzisiaj czarnowidztwu uważam zatem, że szanse mamy. Tylko najpierw, jak to ten Wasz niegdysiejszy serbski trener mawiał? Biegamo, biegamo...!
2środa, 20, czerwca 2018 08:55
corazstarszy
Głupio przegrali. Senegal, owszem, fajnie paraliżował poczynania ofensywne drużyny Nawałki. Ale w ofensywie nic specjalnego nie zaoferował. Bramka na 2-0 kuriozum, ale chyba przede wszystkim gratulacje temu zawodnikowi nr 19 się należą za przytomność i refleks.
Michał Pazdan dla mnie OK. Zastanawiałem się, czy nie spóźnił wyjścia przy golu na 1-0, ale chyba nie, bo ponoć ten strzał był niecelny zanim nie zainteresował się nim Cionek.
Najsympatyczniej zapamiętam doping kibiców Senegalu i jednego szpaczka: 'Jak nie kiedy, to teraz' (przed rozpoczęciem meczu).
Trudno mi sobie wyobrazić, żeby nagle się wiele zmieniło na lepsze do meczu z Kolumbią. Chyba Polska skończy ten mundial tak jak poprzednie w bieżącym stuleciu.
Rosja bardzo porządnie. W 1. połowie mecz wyglądał na wyrównany, ale widać, że potrafią poczekać na swoją szansę, a jak już doczekają, to nie zmarnują, tylko pójdą za ciosem.
Kolumbia - Japonia. A pomyśleć, że 4 lata temu pewni już awansu do 1/8 Kolumbijczycy roznieśli Japonię 4-1, czarując przy tym grą. Na pewno zdarzenie z początku meczu wszystko wywróciło do góry nogami, ale Japonia dowiodła, że potrafi grać mądrze i dobrze. Brawa dla niej.
3środa, 20, czerwca 2018 13:57
iocosus
Rozważania Świrka na temat Piszczka w „Na aucie” uświadomiły mi jak duże rozbieżności miedzy nami kibicami mogą być w ocenie gry, przydatności poszczególnych piłkarzy. Może warto wystawiać jednak indywidualne cenzurki za poszczególne mecze i na bieżąco wymieniać się poglądami!? Odnośnie Piszczka to jestem ‘za wczoraj’ totalnie rozczarowany, uważam że jeżeli rozegrał nie najgorszy to przynajmniej jeden ze słabszych meczów w kadrze, ale i właśnie dlatego kompletnie nie postrzegam go jako Gucia Warzychy bis poniewaź moim zdaniem ze swojej roli w reprezentacji poprzednio z reguły wywiązywał się bardzo dobrze lub przynajmniej poprawnie i na Euro i w trakcie ostatnich dwóch eliminacji stanowił wręcz o sile tej drużyny był pewnym jej punktem. Takie jest moje wrażenie odnośnie reprezentacyjnej przeszłosci Piszczka, natomiast kwestia jest o tyle ciekawa, że o ile w tym wczorajszym meczu, jestem zgodny ze Świrkiem i nawet gdy słyszę w jakichś innych komentarzach że Piszczek był „zdechlakiem” to akceptując tak dosadne określenia, zadaję sobie pytanie dlaczego piłkarz o którym wcześniej twierdzono że jest fizycznym fenomenem łączącym w sobie dynamikę z wytrzymałością, właśnie w kwestiach motorycznych wygladał wczoraj tak słabo, żeby nie rzec wręcz żenująco? Albo baterie u 33-latka wyczerpały się już na stałe i czasu nie zawrócisz, a pan Łukasz znalazł się właśnie na drugim brzegu rzeki swojej piłkarskiej kariery, albo przyczyny fizycznej zapaści były doraźne, a to by nam dawało asumpt do spekulacji czemu tak się własnie stało na Mundialu? Odpowiedź poznamy jesienią, jeżeli w Bundeslidze pan Łukasz jeszcze będzie śmigał w bocznym korytarzu boiska ja za dawnych lat, to znak że kwestia wczorajszej niedyspozycji fizycznej była funkcją … przygotowań firmowanych przez Nawałkę, jeżeli jednak w BVB na swojej pozycji zostanie zluzowany, to by z kolei oznaczało że fizyka jednak się wyczerpała. Odpowiedź odnośnie dyspozycji Piszczka może też być wskazówką dlaczego cała drużyna prezentowała się wczoraj raczej apatycznie, wręcz biernie, trochę tak na „zaciągniętym hamulcu”. Łapię się tej myśli jak tonący brzytwy bo jeżeli motorycznie jesteśmy stłumieni po przygotowaniach to może do niedzieli fizyka jednak trochę odpuści, odnajdziemy świeżość, a z nią dynamikę, agresję, intensywność gry.
Łudzę się? Pewnie tak, ale mam też świadomość że motoryka to nie jedyny grzech tej reprezentacji. Popełniłem mały felietonik, publikacja na c-L chyba wieczorem, w którym oberwało się naszemu kapitanowi. Teraz żeby być sprawiedliwym, chcę poruszyć inną sprawę i wziąć na warsztat innego agenta. Niestety muszę przerwać … c.d.n.
4środa, 20, czerwca 2018 14:28
dalkub
#Zawód - taki temat podsumowania - a ja nie jestem zawiedziony, bardziej jestem smutny i nie dlatego że widziałem to co widziałem, ale dlatego że zdaję sobie sprawę że poziom jaki pokazaliśmy wczoraj to jest niestety nasz poziom. To co graliśmy w Bukareszcie czy na ME to było grubo za dobrze jak na nas. Były momenty że akurat w pewnym momencie gro pierwszej jedenastki było w formie życia i to się jakoś pokryło, tylko że teraz to oni nie są w tej formie, albo są dwa lata starsi itd. - policzcie proszę ile zawodników przekroczyło 30 lat ilu jest w okolicy?

#Piszczek - no więc zgadzam się Iocsusem w całej rozciągłości. Inna spraw że polemika ze świrkiem w takich sprawach sensu nie ma - on wie swoje, a nawet jak rzeczywistośc jest nieco inna to i tak swoje wie.

#"Przegrali głupio" - niestety nie przegrali głupio, czyli grali solidnie, tworzyli akcje sytuacje, nie chciało wpaść a przeciwnik wykorzystał byki. Przegrali przede wszystkim fizyką, szybkością, dynamiką - to co nam dawało przewagę to nie funkcjonowało niestety.

#taktyka - on może ci pomóc jak jesteś w stanie fizycznie dotrzymać kroku rywalowi, jak nie masz przygotowania to nagle piłka odskakuje, podajesz źle nie trafiasz w piłke źle się ustawiasz - taktyka wtedy nie istnieje

#elektryczność czyli gacie pełne - niestety część zawodników nie uniosła tego psychicznie, a Cionek właśnie dostał szansę życia którą koncertowo zwalił, choć zwalić musiał. I tak trener który ciągnął go za uszy od lat utopił go w najważniejszym momencie
5środa, 20, czerwca 2018 18:39
iocosus
Wczoraj miałem sposobność żeby tak poukładać sobie dzień, aby z doniesieniami medialnymi z Rosji być na bieżąco. Rano wprawił mnie w zdziwienie Marek Jóźwiak w telewizyjnym studio, który na początku dopominał się o pokorę u Jana Tomaszewskiego - hurrra optymisty, ale nie to zwróciło moją uwagę. Ni z gruchy, ni z pietruchy Beret w pewnym momencie walnął że ma info z Soczi że Arek Milik „rywalizuje” z Robertem Lewandowskim i że to nie musi być pozytywne – mniej więcej w takim sensie była ta wypowiedź.
Mhm, to mnie trochę zdziwiło, zastanowiło ale w zalewie przedmeczowych newsów, analiz, komentarzy, uleciało i fakt głowy sobie tym za specjalnie nie zawracałem. Ot młody gniewny, rzuca w grupie wyzwanie starszemu doświadczonemu, coś co się zdarza nie pierwszy i nie ostatni raz. Później jednak, był już mecz i widzieliśmy to co widzieliśmy, również jak funkcjonował duet napastników, czyli Lewy z Milikiem. Podsumowaniem ich „współpracy” było odnotowane w statystykach a po meczu przywołane 1 słownie jedno podanie wymienione pomiędzy nimi. Ostatnim aktem tej historyjki jest natomiast relacja i komentarz Mateusza Skwierawskiego z WP poświęcony grze i zachowaniu Arka Milika w meczu z Senegalem. Od 2:20’’ w tym materiale: „https://video.wp.pl/i,mundial-2018-polska-senegal-ostry-komentarz-prosto-z-moskwy-drze-przed-niedzielnym-spotkaniem,mid,2021926,cid,2303878,klip.html?ticaid=11b809
Biorąc to wszystko do kupy okazuje się że idylliczna atmosfera na kadrze wcale nie musi być taką idyllą, ale co gorsze można podejrzewać że rzutuje to na współpracę zawodników na boisku w meczu. Gdyby Milik strzelał gola za golem, a Lewy pudłował i zawodził podskakiwanie młodego można by jeszcze jakoś zrozumieć, ale w sparingach to było raczej na odwrót. Milik gra piach, a według relacji aspiruje do przejęcia pałeczki lidera ataku w zespole. Rezultat jest taki, że trener desygnuje na plac w ustawieniu 4-4-2 lub jak kto woli 4-4-1-1 dwóch napadziorów, tyle tylko że oni nie współpracują a rywalizują ze sobą i mają na siebie potocznie rzecz ujmując – wywalone. Gdyby to wszystko było prawdą, a słaba gra i jedno podanie już przynajmniej jest prawdą, fochy Milika wobec Lewego też zostały zauważone, to niezłe kwiatki wyhodował w swoim ogródku perfekcyjny i skrupulatny trener Adam Nawałka!
Kontekst z trenerem też jest ciekawy, bo przecież Milika można uznawać za „synka” selekcjonera, jeszcze od czasów Górnika, a mając takie plecy, może i synalkowi palemka do głowy uderza. Faktem jest, że Nawałka ciągnie „synalka” za uszy do pierwszego składu bez względu na prezentowaną formę. W każdym razie oby tak prezentowana sytuacja to były przysłowiowe z igły widły.
Konflikty w grupie były są i będą, młody Boniek tez uderzał do doświadczonego Deyny, być może przez „podpuszczanie” Murzyna przestrzelił Kaka karnego z Argentyną. Zmiana struktury grupy, ról w niej przypisanych ma prawo zachodzić, ale wszystko powinno się odbywać w określonym czasie, z pewnością nie wtedy gdy grupa jest postawiona w sytuacji przed lub w trakcie wykonywanego zadania, żeby go osiągnąć grupa powinna być zintegrowana, a każdy jej członek winien znać swoje miejsce w szeregu i je akceptować bez tego jeżeli hierarchia w zespole będzie podważana zacznie postępować dezintegracja.
Dziwne to wszystko i to pod okiem trenera perfekcjonisty.
6środa, 20, czerwca 2018 18:50
Zbyszek
Nie będę dłużej ukrywał,że jestem rozczarowany.
Senegal, o czym pisałem to bardzo przeciętna drużyna, przewidywalna, mało wybiegana, statyczna, licząca "na drapane".Ktoś napisał,że to nasi piłkarze mało biegali. Może i za mało,ale więcej o ponad 3 kilometry od Senegalczyków i więcej o ok. 5 km średnio na mecz od drużyny Smudy z Euro 2012 i Nawałki z Euro 2016.
Ja napisałem,że trzeba się bardzo starać , aby z nimi przegrać i nasi postarali się aż za bardzo, gdyż błędów po których padły bramki nie wypada popełniać amatorom.
Dlatego tym razem zasadne jest pytanie, kto zawiódł.?.
Rozpocząć należy od początku czyli od stwierdzenia ,że we współczesnym futbolu w niskiej cenie są pomysły,bo liczy się wykonanie i oczywiście wykonawcy. Ponieważ w ogromnym stopniu za oba elementy odpowiada trener to odpowiedź nasuwa się sama. Nawalił na całej linii Nawałka.

Zacznijmy od doboru wykonawców.
Wielu stawia zarzuty Milikowi i Błaszczykowskiemu,że byli na boisku,ale nie grali,w każdym razie nie walczyli. Czytałem te wypowiadane przed Mundialem, całkiem poważnie głupoty świadczące o wyjątkowym nieuctwie autorów,że zwłaszcza Kuba jest na tyle dojrzały i odpowiedzialny,że jak powie ,że jest gotowy do gry na 100% to tak jest.Otóż on może sobie mówić co chce, bo jego wola kontroluje jego świadomość,a ta na poziomie chęci jest mu podległą. Tylko,że całe spektrum psychiki i działania człowieka podlega wpływowi podświadomości którą wola nie zarządza.I to pewnikiem ta wredna podświadomość wytworzyła mechanizm obronny przed wdawaniem się w walkę z której może być nowa kontuzja, ogromny ból i przerwa w grze. Nie wierzę,że Nawałka o tym nie wiedział.Zaryzykował i przegrał. Żeby było jasne, ja do Kuby i Arka pretensji nie mam, tylko do trenera.
Podobnie nie mam żalu do Zielińskiego. Nie rozumiem tych, którzy mówią,że on zawiódł.Żeby mówić o zawodzie to trzeba mieć jakiś wzorzec, którego się warunków się nie wypełnia. A Zieliński we wszystkich meczach w reprezentacji był jednym z najgorszych zawodników na boisku. Wczoraj tym najgorszym nie był, więc można by powiedzieć,że zagrał nawet lepiej.
Natomiast zawiódł Krychowiak. Facet za wszelką cenę chce udowodnić,że trenerzy w kolejnych klubach się mylą i ,że to on powinien być ich pierwszym wyborem i gwiazdorem.Więc w reprezentacji bierze się za rozgrywanie, wręcz kreowanie gry mocno zaniedbując obowiązki defensywnego pomocnika polegające głównie na rozbijaniu akcji rywali przed własnym polem karnym. I to rozdwojeni jaźni spowodowało,że był jednym z głównych sprawców błędów po których straciliśmy bramki i w efekcie przegraliśmy mecz do wygrania.
I wreszcie (nie) Szczęsny.Ja od meczu z Grecją na Euro 2012 nie ma do niego zaufania,że on wytrzyma presję wielkiej imprezy.Szczęsny broni wybornie jak jest na luzie, natomiast ogromna presja odpowiedzialności go paraliżuje.Widzieliśmy jak był spięty przy każdej interwencji i jak stał jak wmurowany, niezdolny do reakcji przy pierwszej bramce. Nie chodzi o to czy mógł obronić czy nie , raczej nie,ale o brak możliwości ruszenia się w inną stronę. Podobnie przy drugiej bramce, najpierw paraliż, potem odblokowanie się i pusty przebieg. Też go nie winię.On tak ma. pewno to nie jego wina,bo ojca się nie wybiera.

Kolejny zarzut do trenera to ustawienie zespołu.
Nasza drużyna najlepsze wyniki osiągała grając systemem 4-4-2 , na dwóch defensywnych pomocników, bez pomocnika ofensywnego.Ten system poznał Nawałka wybornie jako zawodnik i trener.Przed Mundialem nie wiedzieć czemu zaczął ekpsperymentować z systemem 3-2 . (wahadłowi). Pal diabli,że zawodnicy tym w klubach nie grali, a i dla trenera to była zupełna nowość. Ale z tych doświadczeń lepszych(4-4-2) i dużo gorszych ( 3-2 itd) nic nie wyszło, bo w rzekomo najważniejszym meczu zespół wyszedł na boisko w ustawieniu 4-1-3-2, którym ani razu nie zagrał. Jeżeli miało to być zaskoczenie, to w pełni się udało zaskoczyć własnych zawodników, którzy przez całą I połowę nie mogli się połapać o co w tym chodzi.

Wreszcie uwaga krytyczna odnośnie oceny drużyny Senegalu.
Ja starałem się zrozumieć to pieprzenie, o mocy rywali jako pobudzającego mobilizację i koncentrację.Tylko,że trener i analityk Małowiejski chyba też mieli takie przekonanie,że to silna drużyna. Na poziomie oglądania meczu z przekazy TV to rzeczywiście każdy przeciwnik jest groźny, każdy przecież gra i nie kładzie się na boisku. Tak też było w Legii za późnego Berga, który przed każdym meczem wmawiał nam,że kolejny przeciwnik jest trudny , bo mocny. Przeszedł Stach, wypieprzył analityka i skończyli się super trudni przeciwnicy. Natomiast nasi reprezentanci , zwłaszcza w I połowie mimo,że rywale nam dawali, to nie brali, jak by się obawiali,że to pułapka.
Senegal tylko teoretycznie grał średnim pressingiem , bo przy braku powrotów paru graczy na własną połowę ten sposób obrony był dziurawy. Trzeba było uwierzyć,że jak dają to nie mają nic innego do zaproponowania i należało ruszyć na nich wszystkimi siłami i albo ich dobić,albo mocno osłabić.A tak widząc ich nieporadność zamiast zdecydowanej ofensywy traciliśmy czas na granie do boku i do tyłu oraz utraciliśmy mobilizację i koncentrację.

Przed meczem z Senegalem słuchałem Antka Piechniczka. Był on całkowicie nieprzygotowany. Raczej na pewno nie widział żadnego meczu Senegalczyków, bo plótł androny jacy to oni nieobliczalni, mobilni, silni itd.. Pozwoliłem sobie zajrzeć do "Raportu z Mundialu 1982" kilkusetsronicowego opracowania sztabu Antka, gdzie znajduje się opis drużyny Kamerunu ( oczywiście obszerniejszy).On powtarzał tezy sprzed 36 lat tyczące innej epoki i innej drużyny.Dzisiaj na najwyższym etapie rozgrywek nie ma nieprzewidywalnych. Wszyscy o wszystkich wiedzą wszystko. Natomiast Antek wysunął tezę,że Kolumbia może być łatwiejszym rywalem z uwagi na wyższą kulturę gry niż Senegal i może on mieć rację. Paradoksalnie.
Ekspert czy farciarz.?.
Natomiast Antka można naśladować w jednym,że w 1982 roku zaczął od zaufanych i osobiście dobieranych,ale po zajrzeniu widma klęski do dupska zmienił wybrańców, odmienił zespół i odniósł sukces. Czekam na podobny ruch Nawałki.
7środa, 20, czerwca 2018 22:31
a-c10
@ Iocosus:

Proszę Cię. Ja rozumiem, że porażka to wyjątkowo pożywne żarełko - a w dodatku darmowe - nic więc dziwnego, że błyskawicznie zlatuje się doń mnóstwo sępów. Ale żeby od razu zaszczycać je aż taką uwagą?

Nie wiem czy Milika uwiera supremacja Lewandowskiego. Nie mam pojęcia, czy Lewandowski jest niekontent, że ktoś próbuje podkopać jego pozycję w kadrze. W obu przypadkach nawet bym się cieszył. Ambicja w sporcie rzecz nie do przecenienia.

Wiem za to, że gdyby panowie celowo nie zauważali się na boisku, byliby po prostu debilami. Nie są.

@ Zbyszek:

Ale dostrzegasz różnicę pomiędzy biegiem, a truchtem, prawda? Zawodowy sportowiec bez większych problemów może przeczłapać dziesięć kilometrów z okładem w półtorej godziny. Kurde, gdybym się bardziej postarał, może nawet i ja dałbym radę. Powiedz mi jednak, drogi Zbyszku, ile razy we wczorajszym meczu widziałeś naszych zawodników przemieszczających się s z y b k o? A ile razy zdarzyło się tak, że w tym samym momencie szybko przemieszczało się kilku reprezentantów Polski? Był chociaż jeden taki przypadek?
8środa, 20, czerwca 2018 23:12
dalkub
Zbyszek - czy ty oglądałeś ten mecz? oglądałeś drużynę Senegalu i nie widziałeś siły i wypracowanej motoryki w porównaniu do naszych orłów? nie na poziomie biegania jednostajnego w tempie spacerowym? a na zasadzie podejścia pod zawodników, pojedynków biegowych, startów itp. Można oczywiście spojrzeć na statystyki i tam było mnóstwo podań ale niestety nikt nie pyta ile do przodu a ile do tyłu. To samo jest z kilometrami - można biegać szybko i można wolno, ale zawsze 10 kilometrów.
Obejrzyj spokojnie jeszcze raz popatrz na pojedynki biegowe i jak to wyglądało.
9czwartek, 21, czerwca 2018 01:06
iocosus
Albicelete ale zobacz że Beret choć nie musiał to podał wytłumaczenie dla braku współpracy Milika z Lewym na 8-9 godzin przed meczem. Wizjoner!? A przecież gdyby obaj panowie strzelili po golu po wzajemnych do siebie asystach to wówczas Jóźwiak musiałby stwierdzić że jego informator z Soczi albo go wkręcił i plótł androny albo duet M&L może ambicjonalnie rywalizować na treningach, ale ma to w nosie gdy rozpoczyna się mecz.

Obojętnie jakie były przyczyny czy z premedytacją się unikali, czy też Senegalczycy i własna dyspozycja sportowa skutecznie im to uniemożliwiła, to tak funkcjonujący a w zasadzie dysfunkcyjny duet napastników w meczu z Kolumbią nie ma prawa powtórnie zaistnieć.

Dla mnie obecnie Milik ława, nie chcę żeby mi w tej chwili udowadniał że po jego podaniach Lewy może znaleźć drogę do bramki, po tym co zobaczyłem trudno mi w to uwierzyć. Kownacki za Błaszczykowskiego na skrzydle i ofensywny Zieliński za plecami Lewego, albo na odwrót, Zielu nominalnie z boku, a Kownaś w środku, takie widzę rozwiązanie i receptę na naszą inercję z przodu. No i żeby to funkcjonowało to z tyłu Krychowiak musi dostać asystenta w osobie Góralskiego lub Linettego, wolałbym chyba tego pierwszego.
10czwartek, 21, czerwca 2018 06:00
kibic50
"To samo jest z kilometrami - można biegać szybko i można wolno, ale zawsze 10 kilometrów"

Dosyć ciekawa koncepcja.
Pierwszy raz słyszę, żeby biegając wolniej można było w tym samym czasie przebiec większy dystans.
Polska 110 km, Senegal 107 km
11czwartek, 21, czerwca 2018 06:58
dalkub
staram się ignorować wpisy ulubieńca mojego, ale tym razem dam sobie tę bardzo wątpliwą przyjemność.

1. Nigdzie nie napisałem że "w tym samym czasie". Mimo że mecz trwa 90 minut żaden zawodnik nie biega takiego samego czasu.
2. Bieganie w piłce nożnej nie polega na bieganiu dużo czy bardzo dużo - maratończyk w 90 minut przebiegłby pewnie coś koło 30 kilometrów ostatnio Kuchy walnął 5 km w niecałe 20 minut to i pewnie dałby radę przebiec 15 km w 90 minut a pewnie więcej. Bieganie w piłce nożnej ma charakter interwałowy, gdzie momenty przyśpieszenia przeplatają się z momentami odpoczynku. Chodzi w tym o to by mieć tak wytrenowany organizm aby móc biegać z maks prędkością docelową i z odpowiednim startem możliwie jak najczęściej, szczególnie na dużym zmęczeniu.
3. Ilość przebiegniętych kilometrów jest też uzależniona od sposobu gry i umiejętności ustawienia na boisku - jak drużyna potrafi się ustawić to może biegać mniej bo łatwiej przesuwa się na boisku w strefy, formacje są bliżej, szybszy odbiór itd., a także od wytrenowania - Rosjanie przebiegli 115 km gdzie momentów przyśpieszenia było mnóstwo.
4. Hiszpanie i Portugalczycy przebiegli po 105 km jeszcze mniej niż Senegal i o czym to świadczy? że są słabsi?a może im się nie chce? - odpowiedzi nie oczekuję, jakoś nie wierzę że cokolwiek wniesie.

bez odbioru
12piątek, 22, czerwca 2018 07:01
kibic50
Naczytałem się tylu banałów i dalej nie wiem, jakim cudem biegając wolniej od przeciwnika przez 90 minut można przebiec 3 km więcej ?

"Mimo że mecz trwa 90 minut żaden zawodnik nie biega takiego samego czasu"

110 km to suma przebiegniętego dystansu wszystkich zawodników i nie zauważyłem, aby ktoś z naszych orłów wyróżniał się specjalnie. Nawet Grosik miał wyłączone turbo Smile

"Hiszpanie i Portugalczycy przebiegli po 105 km jeszcze mniej niż Senegal i o czym to świadczy?"

Może o tym, że nie grali z Polską Very Happy
13niedziela, 24, czerwca 2018 14:50
Zbyszek
A-C10 i @Dalkub.

Wasza wiedza o futbolu jest dalece niewystarczająca. Jakoś rozumiem Dalkuba , bo skąd on ma wiedzieć jak nic nie czyta,ale Ty A-C10 ?.
Od wielu lat prowadzone są bardzo dokładne badania wysiłku fizycznego zawodników w czasie meczu. Otóż zawodnicy z piłką pokonują tylko ok.2% dystansu i tyle czasu. Pozostałe 98% czasu biegają. Kamery telewizyjne pokazują tylko i prawie wyłącznie piłkę i zawodników z nią biegnących i o nią walczących. Więc wyciąganie wniosków na podstawie obejrzenia 2% meczu nie jest najmądrzejsze. Mało tego te same badania wykazują,że efektywny czas gry wynosi ok. 60% czasu nominalnego. Reszta to przestoje. Z kolei każdy zawodnik bierze aktywny udział w grze średnio przez ok. 60 % efektywnego czasu gry, a więc przez niewiele ponad 30 minut. Więc drogi A-C10 piłkarz przebiega te 10-11 kilometrów nie przez 90 minut,ale niewiele ponad 30 minut,a to chyba nieco zmienia postrzeganie jego wysiłku.
Co do Dalkuba to on nie tylko wie, tylko to co sam wymyśli ,ale nie przyjmuje do wiadomości,że tego jest ociupinkę za mało na to aby "Robić za eksperta" . W naszej lidze tak uważanej za słabą przebiegi poniżej 110 kilometrów meczu są rzadkością. Zdecydowana większość zawodników przebiega powyżej 110 km ,a zdarzają się i to nierzadko przebiegi w granicach 116-118 km.Więc jeżeli zespół Senegalu przebiegł 107 km i ktoś śmie nazywać to leniuchowanie super dynamiką i intensywnością to chyba kpi.Bo gdyby to była prawda to zabrakłoby superlatyw dla nazwania motoryki zawodników naszych klubów.Smile.

Oczywiście zawodnicy o wysokich umiejętnościach techniczno taktycznych mogą dzięki nim poważnie zniwelować ewentualną różnicę w wybieganiu rywali.Prof. Jan Chmura uważa np.,że jest to możliwe jeżeli różnica w wybieganiu nie przekracza 10 %. I tak było np. w meczu Kolumbii z Japonią. Kolumbijczycy od 3 minuty grali w 9 w polu i aby być w grze powinni wykonywać pracę biegową wyższą od Japończyków i dawali radę dopóki nie przestali nadążać. Sensacyjna wygrana Japonii wzięła się stąd,że przebiegi łącznie o ponad 15% dystansu więcej niż Kolumbijczycy.
Bo we współczesnej piłce w coraz większym stopniu o wyniku decyduje gra bez piłki niż z piłką. I tych faktów opowiadaniem bajeczek się nie zakłamie.
Oczywiście w podtekście jest ta zakłamana teza naszej "niezależnej" TVP, której mediaworkerzy nie przyjmują do wiadomości,że to my byliśmy w meczu z Senegalem słabsi kadrowo i taktycznie i lansują fałsz,że to rywale byli znakomici, szybcy, silni, świetni technicznie, itd. Ja jakoś nie dostrzegam wśród najlepszych szybkobiegaczy biegaczy z Afryki, jakoś w konkurencjach siłowych ( podnoszenie ciężarów, pchanie kulą , rzut młotem, dyskiem) nie widzę Afrykanów. Więc chyba Senegalczycy są nieodkrytymi talentami w tych dziedzinach, o czym nikt poza nami nie wie. Panowie pozwolą,ale ja pozostanę pełen wątpliwości. Drużyna Senegalu to co najwyżej Francja c, a może i d. I mówienie,że z takimi nie wstyd przegrać przynosi wstyd ,ale mówiącemu.W każdym razie ja do taniej propagandy się nie przyłączę.
14poniedziałek, 25, czerwca 2018 01:56
a-c10
@ Iocosus:

Beret niczym nie ryzykował. Gdybyśmy wygrali, jego rewelacje rozpłynęłyby się bez śladu w zalewie ochów i achów. A że przegraliśmy, mógł liczyć na swe nędzne pięć minut sławy. Nie on jeden zresztą. Zwłaszcza po tym, co stało się kilka godzin temu, już za chwilę przecież ruszy lawina wynurzeń najprzeróżniejszych znaffców, którzy ponad wszelką wątpliwość dowodzić będą, że nie było atmosfery, chemii, dobrych przygotowań, bla, bla, bla. Tymczasem tak naprawdę nie było formy i nie było farta. I to, niestety, wystarczyło.

@ Zbyszek:

Prawda jest jak kamień. W wodzie gadulstwa jej nie rozpuścisz. Nie mam pojęcia ile Dalkub czyta. Jakoś nigdy nie było okazji o tym pogadać, wszak Czarna-eLka to portal kibicowsko-piłkarski, nie (krytyczno)literacki. A przede wszystkim, ani dalkubowa erudycja, ani moja mniej, bądź bardziej wystarczająca wiedza nt. futbolu nie mają tu nic do rzeczy. To, o czym tutaj rozmawiamy, może dostrzec średnio rozgarnięty dzieciak. Ty też możesz, Zbyszku. Wystarczy, że zrzucisz zasłonę och-ach-jakże mądrych pojęć i spojrzysz na boisko. Nawet via skracający i zawężający telewizor. Ot, np. podczas takiego meczyku Japonia-Senegal. Jako już się parokrotnie rzekło, ani jedni, ani drudzy wirtuozami kopanej nie są. Ale gdy jeden z nich ma piłkę, to kilku jego kolegów biegnie dając mu możliwość podania. Niestety, we wtorek nasi chłopcy nie biegali. Dziś/wczoraj niby bardziej, wciąż jednak mało. Za mało.
15poniedziałek, 25, czerwca 2018 08:43
iocosus
Albiceleste Beret niczym nie ryzykował oprócz czegoś określanego jako własna piłkarska „twarz” czyli wiarygodność w tematach futbolowych. Mógł wyjść na „sensata” szukającego dziury w całym, przy puszczaniu takich sensacyjek, które gdyby okazywały się bez pokrycia, wcześniej czy później skutkowałyby tym, że ten który je rozpuszcza zaczyna być traktowany z przymrużeniem oka. O Berecie można mieć różne zdanie, nie zawsze pozytywne, ale w zestawieniu chociażby na przykład z takim Janem Tomaszewskim który plecie trzy po trzy, to pozostaje w miarę racjonalnym poważnym facetem, z którym nie trzeba się zgadzać, ale też ignorować i zupełnie puszczać mimo uszu tego co mówi nie należy.
16poniedziałek, 25, czerwca 2018 10:16
dalkub
Zbyszek

jako niewyedukowany pod każdym względem i nieczytający - apropos to że nie czytam dotyczyło twoich wywodów, które od jakiegoś czasu są mocno że się tak wyrażę "odjechane" - powiem tak.

1. ruch czyli tak zwany przez ciebie bieg jest mierzony piłkarzowi nawet jak robi 5 kroków w lewo lub w prawo - warto wiedzieć też takie rzeczy.
2. Nie ma znaczenia w piłce czy ktoś biega 110km czy 107 km - ważne czy robi to w optymalnym tempie, czy jest szybszy, czy jest bardziej wytrzymały i może biegać więcej nie człapiąc, a będąc od przeciwnika szybszym, bardziej dynamicznym.
3. Sensacyjna wygrana Japonii wzięła się stąd że przez 90 minut grali w 11 na 10, więc i więcej przebiegli to fakt, ale nie warto zapominać o faktach.
4. Siła Senegalczyków a pchanie kulą czy podnoszenie ciężarów - serio? jakoś nie słyszałem o francuskich kulomiotach czy sztangistach, albo szwedzkich sztangistach, albo duńskich, a może angielskich - oni tez nie mają siły - błagam o jakiś poziom
5. Polacy nie biegali - to nie znaczy że nie przemieszczali się po boisku, to znaczy że nie biegali w odpowiednim tempie, to znaczy byli ciągle spóźnieni, grali za daleko od przeciwnika, byli za mało agresywni w odbiorze itd. - my nie przegraliśmy taktyką, bo to była standardowa taktyka Nawałki - 442 - przegraliśmy tym że zostaliśmy zdominowani w środku pola - tylko tyle i aż tyle

mimo wszystko pozdrawiam mimo niewystarczającej wiedzy po mojej stronie

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1