A+ A A-

Spartak Trnawa - Legia 0-1: Cudu nie było

Niepowodzeniem zakończył się atak Legii na Ligę Mistrzów. W rewanżowym meczu drugiej rundy eliminacji nasza drużyna pokonała na wyjeździe mistrza Słowacji po bramce Iñakiego Astiza, ale było to za mało, by odrobić straty z meczu w Warszawie.

 

Trener Dean Klafurić postanowił nie wracać do systemu z trójką obrońców i mecz w Trnawie Legia rozpoczęła w składzie: Malarz – Wieteska, Astiz, Pazdan, Hloušek - Vešović, Mączyński, Radović, Antolić, Kucharczyk  – Kanté. Radoslav Látal nie dokonał żadnej zmiany w składzie swojego zespołu. Mistrzowie Słowacji rozpoczęli w następującym zestawieniu: Chudý – Kadlec, Tóth, Godál, Čonka – Jirka, Sloboda, Grendel, Rada, Greššák – Egho.

Legia zaczęła zdecydowanie lepiej niż w Warszawie. Nasza drużyna mogła objąć prowadzenie w 12. minucie, jednak po kiksie jednego z obrońców Spartaka piłka zdaniem sędziów nie przekroczyła linii bramkowej. W 14. minucie legioniści byli blisko skopiowania akcji z Kielc.  Hloušek dośrodkował, do strzału głową doszedł  Kanté, niestety piłka minęła bramkę gospodarzy.

W 17. minucie strzał z prawej strony oddał Jirka i Malarz odbił piłkę na rzut rożny. W grze Legii znów raziły indywidualne straty. Po jednej z nich w 26. minucie żółtą kartkę ujrzał Vešović. Słabo dysponowany Czarnogórzec w 37. minucie zaliczył kolejną stratę i ratował się faulem, po którym zobaczył drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Podochoceni gospodarze zaatakowali i w 40. minucie celny strzał na bramkę Legii oddał Greššák. Nasz bramkarz obronił to uderzenie. Mimo gry w osłabieniu, legioniści powinni schodzić na przerwę z prowadzeniem. W 42. minucie doskonałą szansę na zdobycie gola miał Kanté, ale źle przyjął piłkę i zmarnował okazję.

Do przerwy było 0:0. Legia nie zdobyła gola, za to straciła zawodnika. Nadzieje gasły z każdą minutą.

W drugiej połowie na boisku pojawił się Cafú, który zmienił Radovicia. Już osiem minut po przerwie Carlitos zmienił Pazdana. Legia osiągnęła dużą przewagę. W 63. minucie Carlitos dośrodkował z prawego skrzydła, bramkarza Spartaka wyprzedził Astiz i Legia prowadziła 1:0. W 68. minucie mogło być już 2:0 dla Legii, ale Słowacy wybili piłkę z pustej bramki po strzale Cafú. Chwilę później niezłą akcją popisał się Carlitos, niestety nie trafił w bramkę. W 75. minucie Malarz wyszedł z piłką poza pole karne przy wznawianiu gry. Rzut wolny dla Spartaka nie przyniósł zagrożenia dla naszej bramki. Na ostatnie dziesięć minut do gry wszedł Hämäläinen, który zmienił Mączyńskiego. Legia kończyła mecz w dziewiątkę. Indywidualny błąd popełnił Antolić, ratował się faulem, i on również otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. W końcówce meczu Słowacy mieli kilka szans na zdobycie gola, ale wszystkie je zmarnowali. To mogło na nich się zemścić, bo Legia nadal atakowała. W drugiej minucie doliczonego czasu gry strzał Kanté minął bramkę Spartaka, a w ostatniej akcji meczu dobrą okazję miał Carlitos, niestety nie trafił w bramkę z kilkunastu metrów.

Bez wątpienia byliśmy świadkami, nazywając rzeczy po imieniu, jednej z najgłupszych pucharowych porażek Legii w historii. Nasza drużyna przegrała dwumecz z bardzo przeciętnym zespołem, demonstrując katastrofalny futbol w pierwszym meczu, a mimo to wciąż mogąc myśleć o awansie. W Trnawie Legia rozegrała niezły mecz, była drużyną lepszą, grała ambitnie. Niestety przy takiej nieskuteczności pod bramką przeciwnika i takiej nieodpowiedzialności Vešovicia i Antolicia, wywalczenie awansu okazało się niemożliwe. Pozostaje walka o Ligę Europy. 

Dyskusja (9)
1wtorek, 31, lipca 2018 23:01
corazstarszy
@Gawin
'Niestety przy takiej nieskuteczności pod bramką przeciwnika i takiej nieodpowiedzialności Vešovicia i Antolicia, wywalczenie awansu okazało się niemożliwe.'

Taki był mecz w lutym Legia - Jagiellonia 0-2. Antolić również ujrzał w nim w 1. połowie czerwoną kartkę, a wcześniej taki sam los powinien stać się udziałem Vesovicia, tylko sędzia nie wiedzieć czemu go oszczędził. Obydwaj zawodnicy działali więc w warunkach recydywy. Nie znam regulaminu wynagrodzeń i kar w Legii, ale powinni odczuć to, co zrobili, jeden i drugi. Mocno odczuć.
Dziwnie się oglądało ostatnie chwile - wiadomo było, że dogrywki byśmy nie przetrwali, ale marzyła się ta bramka na 0-2.
Strasznych frajerów Legia pozatrudniała. Wszyscy się pewnie z nas śmieją i mają rację.
Najbardziej niezwykłe jest to, że z naprawdę gównianym rywalem przegraliśmy u siebie 0-2. Mniej niezwykłe to, ze w tydzień sobie zawodnicy przypomnieli, jak się gra. Tyle, że to akurat trąci amatorszczyzną.
Gdy Radovicia i Vesovicia zabrakło na boisku, Legia miała najlepsze momenty w tym meczu. Dla mnie Carlitos z każdym meczem lepiej wygląda. Oby tak dalej.
2wtorek, 31, lipca 2018 23:08
sektor212
WSTYDU NIE BYŁO. LEGIA POKAZAŁA CHARAKTER

Żegnamy się z LM z podniesioną głową. Wojskowi dali siebie wszystko i zapewne emocjonowalibyśmy się dogrywką gdyby nie idiotyczne zachowanie dwóch naszych zawodników. Obie drugie żółte kartki otrzymali po własnych błędach indywidualnych. Dali dupy po całości. Szkoda wielka szkoda niewykorzystanych sytuacji. Kolejny mecz kiedy gramy mądrze, a zawodzi skuteczność Legionistów. Dziękuje za heroiczna walka nawet w 9 na 11 rywali. Ostatni strzał Carlitosa zapewne zmroził 19 tysięczną publiczność na stadionie, jednak nam upragnionej dogrywki nie dał. To co koncertowo zawaliliśmy w Warszawie nie udało się odrobić. Dzisiejszy mecz niech będzie światełkiem w tunelu o dalszą walkę o fazę grupową LE.

PS. Różne myśli kołaczą mi się po głowie w sprawie chłopaków z Bałkanów. Szczególnie Vešović wku……ił mnie swoim głupim zachowaniem. Na początku meczu rzucił się z mordą na sędziego. Po co!!! Arbiter zapamiętał pyskującego mądralę i przy pierwszym faulu od razu wlepił żółty kartonik. A ten dalej niepotrzebnie gotował się w walce o piłkę. Druga jego żółć po błędzie indywidualnym kiedy zamotał się we własnych zwodach i po stracie faulował taktycznie. Izraelski sędzia tylko czekał na taka okazję i pyskacza usunął z boiska i miał święty spokój.
Natomiast gapiostwo Antolić wynikało ze zmęczenia, gdyż do drugiej żółtej kartki harował na całym boisku. Choć miał czas zagrać futbolówkę szybciej do lewej strony i nie powinien holować piły w strefie bezpośredniego zagrożenia kiedy rywal zaatakował nas wysokim pressingiem. Należy pamiętać że to nie pierwszy taki popis nieodpowiedzialności obu zawodników. Wiosną (nie pamiętam jaki to był mecz) Antolić szybko został wykluczony a Vešović tylko słabemu sędziowaniu zawdzięczał że nie został z boiska usunięty. Uważam, że obie głowy należy ostro opierdo…. w szatni.
3wtorek, 31, lipca 2018 23:22
sektor212
@corazstarszy

Coraz starszy, chylę czoło za doskonałą pamięć. Widzę, że również zapamiętałeś głupie zachowanie obu Jugoli wskazując nawet konkretny mecz. Podziwiam znakomitą sprawność twojego twardego dysku Smile
4wtorek, 31, lipca 2018 23:28
iocosus
Mhm, pomijając Jugoli to pozostałym Legionistom za ten mecz należy podziękować za wykazaną ambicję.

Natomiast w Warszawie w pierwszym meczu tyłka dała cała drużyna z sztabem szkoleniowym na czele i oby według mnie do niezbyt mądrych tłumaczeń o wirusie teraz nie dodano alibi w postaci czerwonych kartek jako przyczynie odpadnięcia z LM.
5środa, 01, sierpnia 2018 00:02
sektor212
@iocosus

W Warszawie Legioniści zlekceważyli rywala. Pycha została skarcona. Zapewne tak samo zlekceważył nas Sporting Lizbona i to Legia grała na wiosnę z Ajaxem, a nie Portugalczycy.
Tłumaczenie się (zasłanianie) po pierwszym meczu wirusem było słabiutkie wykonaniu naszego szkoleniowca. Pocieszające jest to, że w końcu chłop zrozumiał, że gra na trzech obrońców na Ł3 nie wypali. Drugi mecz z rzędu gramy w innym ustawieniu i z tyłu wygląda to lepiej. Jednak zaczyna mnie trochę mrozić nasza skuteczność pod bramką rywali. Kiedy stwarzamy sobie kilka sytuacji bramkowy to z kolei nie potrafimy ich wykorzystać. W Kielcach mieliśmy dwie i strzeliliśmy jedną bramkę (gol Mąki oby nie okazał się jedynym). Dziś kilkanaście i też strzelamy jedną bramkę.
6środa, 01, sierpnia 2018 01:18
czarnuch
Wstyd.

Wstyd,że piłkarze nie dali rady.
Wstyd,że Klauf tak ich przygotował.
Wstyd,że prezes tak zarządza.
Wstyd,że właściciel tak dogląda swoich włości..

Co dalej? Ano nic - to dopiero podsumowanie Mioduskiego. Brawo prezesie! Good job!
7środa, 01, sierpnia 2018 09:31
dalkub
Sektor - czy ty pisze serio, wstydu nie było? zdefiniuj proszę co byłoby dla ciebie wstydem?
Legia Warszawa mistrz polski odpadł po dwóch tragikomicznych meczach z ogórkami, który ma budżet na poziomie klubu pierwszej ligi, gdzie grają pierwsze skrzypce zawodnicy niechciani w klubach Eklapy bo byli za słabi.
Ja ten mecz oglądałem do pierwszej czerwonej kartki, potem tylko śledziłem wynik. Do momentu kartki chciało mi się rzygać jak obserwowałem wyczyny "korpulentnego nestora", który znowu uprawiał kiwanie w miejscu, dramatycznie słabego Vesovića, który z niezrozumiałych dla mnie względów pojawił się na boisku, totalnego bezhołowia i braku ruchu w momencie odzyskania piłki. Te wszystkie złe lub gorsze niż złe zagrania można mnożyć - jedyny zawodnik co coś chciał zrobić na boisku to Hlousek. To co zrobił Vesović kwalifikuje się na karę finansową i odsunięcie go na taki sam okres czasu jak Peszkę - inaczej nazwać go jak "idiota" nie jest możliwe, bo Legia grając padakę miała nadal szansę przejść ten śmieszny zespolik z Trnavy.
Od momentu meczu ze Sportinigiem, Legia zalicza sportowy zjazd, ten zjazd powodują ludzie zatrudnieni w klubie na różnych pozycjach oraz ich decyzje personalne i biznesowe. Stwierdzam to dobitnie - pan Mioduski nie sprawdził się na fotelu prezesa klub i powinien jak najszybciej się go pozbawić.
Tak wiem zdbyliśmy i MP i Puchar - i co z tego, jak w zeszłym roku lali nas Azerowie i Mołdawianie a w tym Słowacy, za rok dostaniemy od Litwinów Malty albo Gibraltaru, a Puchary zaczniemy w Czerwcu od rundy przedwstępnej
8środa, 01, sierpnia 2018 14:47
Mroova
druga żółta Antolicia była "dobrym wyborem" Domagoja. Owszem obciąża go strata, po której musiał ratować sytuację, ale decyzję podjął m.zd. słuszną w tej sytuacji. Śmierdziało 1:1 a to byłoby dużo gorsze. Legii 2:1 nic nie dawało, trzeba byłoby wbić jeszcze 2 bramki. nie w tym momencie. A i w 9kę tworzyli zagrożenie pod bramką Chudego, więc .... M.zd. decyzja, żeby zatrzymać kontrę nawet za cenę drugiej żółtej dobra, szkoda że była wymuszona wcześniejszym błędem. Ale nie pamiętam (strasznie się denerwowałem) pierwszej żółtej Domagoja, pewnie mógł sobie podarować .... Ale co do 2 żółtych Marko to ja nie znajduję usprawiedliwienia i Vesovic powinien zaliczyć solidny wp..dol.

Cholerna nieskuteczność ....
9środa, 01, sierpnia 2018 18:17
Zbyszek
W obliczu niektórych zupełnie bezrozumnych zdarzeń człowiek staje zdruzgotany i bezradny.Co powodowało Nawałką I Klafuriczem,aby zmienić to co funkcjonowało poprawnie, na niewidome - nie wiadomo.I jeden i drugi zamiast doskonalić,usprawniać, ulepszać, dobierać najlepszych wykonawców postanowili zburzyć i na gruzach budować inny obiekt,ale z tego samego materiału.Coś nieprawdopodobnego,a jednak się zdarzyło. Amok jaki ich dopadł czy inne licho?.Nawałka we wstępnym raporcie przyznaje się do błędu,a Chorwat zrzuca winę na sraczkę.Tylko straconego czasu się nie znajdzie. Niedawno czytałem artykuł , w którym autor powołuje się na tak wybitne autorytety trenerskie jak Kafarski i Podoliński,wielkich adoratorów systemu 3-5-2. Pomimo,że ich drużyny dawały ciała,aż miło, to oni nadal są przekonani o wyższości tego systemu nad innymi. Pomroczność to czy już zboczenie.Smile.

Po komentarzu Marka Jóźwiaka mam mocno mieszane uczucia. Gdyby było więcej takich komentatorów odbierających mi chleb, musiałbym pójść na nieroby .Ale przy kanalarzach i "kolegach" Marka byt mam zapewniony. Oni bowiem mówią w pierwszej osobie:ja bym tak nie zagrał, ja bym tak nie podał, ja bym tak nie strzelił, ja bym to inaczej rozwiązał, ja bym tego nie gwizdnął, ja bym to gwizdnął itd,itp. Oni mówią wyłącznie o sobie, ich mecz specjalnie nie interesuje, on jest tylko pretekstem do tokowania o sobie. A ten huncwot Jóźwiak mówi o meczu i to kompetentnie.Trafnie wskazał na czym polegała pozytywna zmiana w organizacji gry i równie trafnie zdiagnozował dlaczego nasza drużyna została wyeliminowana. Ustawienie z 4 obrońcami przeciwko słabiutkim napastnikom szybko zniechęciło rywali do ataków i zmusiło do skoncentrowania się na obronie własnej bramki .Z naszej strony zabrakło szybkich podań, szybkich wyjść za plecy obrońców, za mało było naszych graczy w ich polu karnym i za mało przed polem karnym oraz zawiedli w większości meczu Kante i Radovicz. Kante pracował bardzo dużo,ale nie tam, gdzie potrzeba, a więc w strefie obrony przeciwnika. Jak już się tam zawieruszył to marnował wszystko co było do zmarnowania, a nawet więcej. Jak to dowcipnie skomentował Jóźwiak. "gra lepiej głową jak nogami". Natomiast Miro sam nie pograł i innym kolegom też pograć nie dał. Jego "popisy" i "wyczyny" tak skomentuję :" w gębie to on jest mocny,ducha ma silnego,ale ciało mdłe". Dopiero wejście Carlitosa ożywiło naszą grę w ofensywie.Proste pytanie : dlaczego za późno?.

Po odejściu Jozaka Klafuricz ujął mnie takim prostym ,niewymuszonym pragmatyzmem, a mianowicie drużynie bezpieczeństwo z tyłu zapewniało 4 dobrych, zgranych obrońców,a przed nimi grali ci ,którzy byli w najwyższej formie fizycznej. To w jakim ustawieniu grali nie miało najmniejszego znaczenia.I to było kluczem do sukcesu. Od okresu przygotowawczego trener postawił na eksperymenty, co przypominało improwizowanie na żywym organiźmie, a skończyło się prowizorką i totalną klapą.Czy naprawdę nie było w drużynie zawodników w wyższej formie fizycznej niż Vesovicz i Antolicz. Przecież oni człapali, a nie biegali.Ich durne faule wynikały z tego,że nie nadążali za uciekającymi przeciwnikami.Nadto wyraźnie było widać,że wczoraj nieźle grała lewa strona z Hlouskiem i Kucharczykiem a nie grała prawa z Wieteską i Vesoviczem. Ja w ogóle po obejrzeniu kilku meczów z udziałem, Vesovicza z przykrością stwierdzam,że facet w ogóle nie umie bronić, w ataku robi dużo szumu ,ale efekty z tego żadne. Robi wszystkiego po trochu,ale niczego nie robi dobrze. Zresztą nie tylko on.

Nie chcę się znęcać nad Klafuriczem ,ale na tle niezbyt mocnego w zawodzie Latala wypadł jak mało rozgarnięty uczeń wobec profesora taktyki.Przy czym to co czynił Latal to takie pierwsze litery alfabetu taktycznego. W meczu u nas, do czego nie trzeba uczonych ksiąg, wiedząc,że mamy mocną jakościowo i liczebnie drugą linię nie wdawał się w walki o panowanie nad środkiem pola,ale przerzucał piłkę nad tą, strefą boiska. A nóż może ktoś nie zdąży,albo ktoś się potknie.I nie zdążył i się potknął.Pozwoliło to na zgromadzenie 5-6 zawodników broniących i 3 atakujących przy 1 w środku boiska.Naszych 5-6 zawodników w środku pola wojowało z jednym ich graczem. Paradne. Oczywiście nasi opanowali ten teren z wynikiem 0:2 dla przeciwnika.Gdybyśmy zagrali dojrzale, spokojnie i bezpiecznie to żadne przerzuty by nam nie zagroziły.ale nie zagraliśmy.Bo to Latal rządził w warszawie.
W meczu u siebie Latal znowu niczego nie odkrył, niczego nie wymyślił, bo nauka taktyki powiada,że ma być ona dostosowana do możliwości zawodników i do celu gry,a tym celem było nieprzegranie z Legią wyżej niż się z nią wygrało w Warszawie.Dlatego chroniąc się np. przed szybkim atakiem ich 3 obrońców, nawet jak piłka był pod naszym polem karnym stało stale w odległości 25 metrów od swojej bramki.Pilnowali przewagi i upilnowali. Gdybyśmy my tak chcieli od początku meczu jak w ostatnich 15 minutach to pewno by nie upilnowali. A tak akt komediodramatu się dokonał,tylko nie aktorzy,a widzowie czują wstyd.Można przegrać,ale żeby ze Słowakami. Nie uchodzi. Nie wypada. Szkoda gadać.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1