A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Cracovia - Legia 0-0: Antyreklama

W meczu siódmej kolejki sezonu Legia udała się do Krakowa na mecz z Cracovią. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Przez większość meczu nasza drużyna musiała radzić sobie w dziesiątkę po tym jak czerwoną kartkę ujrzał Michał Pazdan.

 

W składzie Legii doszło do kilku zmian. Zamiast Malarza w bramce pojawił się Cierzniak, na prawej obronie zadebiutował Stolarski, a Jędrzejczyk zaczął mecz na środku obrony obok Pazdana. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Cierzniak – Stolarski, Jędrzejczyk, Pazdan, Hloušek - Szymański, Antolić, Cafú, Nagy  – Kanté, Carlitos. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Gostomski – Sipľak, Dytiatjew, Helik, Râpă – Ferraresso, Dimun, Hernández, Gol, Serderov – Cabrera.

Początek meczu ułożył się fatalnie dla Legii. W 12. minucie Pazdan starł się z Cabrerą na linii pola karnego. Nasz obrońca źle ocenił prostą sytuację, szarpnął wyprzedzającego go napastnika gości i zobaczył czerwoną kartkę. Za błąd Pazdana zmianą zapłacił Kanté, którego zastąpił Wieteska. Było to najbardziej emocjonujące wydarzenie przed przerwą. Gospodarze nie byli w stanie wykorzystać przewagi liczebnej, a Legia nie potrafiła groźnie zaatakować. Na boisku nie działo się nic ciekawego. Cierzniak został zmuszony do interwencji dopiero w 43. minucie meczu. Nasz bramkarz przerzucił nad poprzeczką sytuacyjny strzał Râpy.

Do przerwy, po bardzo słabym meczu, było 0:0.

W pierwszych minutach po przerwie Cracovia zdecydowanie przeważała. W 52. minucie Râpă uprzedził Cierzniaka przy rzucie rożnym, ale nie trafił w bramkę. W 61. minucie Carlitos usiłował z dystansu przelobować Gostomskiego, jednak chybił. W 71. minucie Kucharczyk zmienił Szymańskiego. W 77. minucie po rzucie wolnym dl Cracovii blisko szczęścia był Dytiatjew, ale spudłował. Legia odpowiedziała strzałem Carlitosa, niestety w sam środek bramki. W 81. minucie Carlitos opuścił boisko. W jego miejsce pojawił się Pasquato. W 89. minucie Legia wyprowadziła kontrę. Antolić doszedł do strzału w polu karnym, niestety trafił w Gostomskiego. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Cracovię uratowała poprzeczka. Po wrzucie z autu blisko szczęścia był Cafú, ale nie umieścił piłki w bramce. W ostatniej minucie meczu Cracovia miała piłkę meczową, na szczęście Hernández uderzył wysoko nad bramką.

W niedzielne popołudnie obejrzeliśmy nudny mecz z udziałem dwóch zespołów znajdujących się w bardzo słabej formie. Chyba wszyscy z ulgą witamy przerwę na mecze reprezentacji – obyśmy po nich ujrzeli zupełne inną Legię.

Dyskusja (35)
1niedziela, 02, września 2018 20:47
dalkub
Gawin - no ja pier......ę, nie mogę. Serio nie widziałeś różnicy po tym co Legia grała ostatnio i dzisiaj? Tak mecz dla kibica podskakującego po bramkach piękny nie był, ale kurna wreszcie było to czego nie można się doprosić od dwóch lat, podejścia pressingu, zabrania piłki, zamkniętych stref po obu stronach, kilku pewnych zawodników bez dużych błędów. Obie linie blisko siebie, odskok doskok jak mawiał tata Małowiejski( ojciec analityka kadry ), bez wielu strat, wybiegane solidnie - to że na boisku był Pazdan wynikało z tego że on będąc bez formy był lepszy od Wieteski zupełnie bez formy. Szkoda że nie wpadła jedna z dwóch piłek na koniec bo się należało jak psu buda. Legia jest po dwóch tygodniach obozu wygląda przyzwoicie, nie perfekcyjnie ale lepiej niż 2 tygodnie temu.
2niedziela, 02, września 2018 21:08
Senator
Dalkub rzeczywiście. Normalnie to remis z tak słabą Cracovią powinien być przyjęty ze smutkiem, ale właśnie normalnie nie jest.
Patrząc na ostatnie wyczyny naszych piłkarzy, biorąc pod uwagę fakt
że właściwie w trakcie sezonu Sa Pinto przeprowadza obóz i biorąc pod uwagę grę w dziesięciu przez 85 minut ten jeden punkt ja szanuję.
Co znamienne i szczerze nie wiem z czego wynika a spiskowych teorii tworzyć nie będę czerwone kartki dostają piłkarze najbardziej doświadczeni Vesovic, Astiz, Pazdan. O ile kartkę Vesovica można by przypisać nadmiernej agresji o tyle Astiz i Pazdan to zwykła głupota wynikająca z durnych błędów swoich lub kolegów.
Myślę też że grając w dziesięciu bardziej chcieli nie przegrać niż wygrać i też szczerze wcale się nie dziwię. Psychika do odbudowania każdy to wie więc lepszy remis niż porażka, także dla głów.
3niedziela, 02, września 2018 21:32
czarnuch
"Antyreklama" - idealne odniesienie do dzisiejszego spotkania.. Dodałbym jeszcze bagno, muł oraz dobre chęci.
Sprawdzanie każdego z piłkarzy w warunkach meczowych uważam za jako taki dowód na to,że Pinto przychodząc do Legii kompletnie, ale to kompletnie nie widział z kim przyjdzie mu wojować. Oby do zimy zdążył się zorientować,że niektórym choćby z racji wieku nie warto przedłużać kontraktu. Szkoda też,że wciąż nie mamy na stanowisku dyrektora sportowego,który pomógłby trenerowi nakreślić kierunek,w którym Legia powinna zmierzać przez co podziwiamy zupełnie niezrozumiałe decyzje np odnośnie Eduardo.


#koleje losu
Obawiam się,że jak tak dalej pójdzie to nasza defensywa co najmniej do lutego nie zazna zgrania. Miejmy nadzieję,że obciążenia nie wpłyną choćby na liczbę urazów.

PS. Prezes zamierza nie wychylać się z gabinetów aż do lepszych czasów bądź przerwy między rundami..? Czy może to,co zawarł w liście to wystarczający odezw do narodu..? Smile
4niedziela, 02, września 2018 21:32
dalkub
nic bardziej mylnego Senatorze. Czerwone kartki biorą się nie z głupoty ale z braku formy. Jak zawodnik się czuje źle to ma złe wybory i tyle. Pazdan popełnił w tym meczy 2 grube błędy, pierwszy jak złamał linię chyba w 3 czy 4 minucie a potem to. Inna sprawa że Wieteska jeszcze słabszy tylko Jędza go asekurował.
Oni wreszcie biegali, wreszcie byli agresywni wreszcie zablokowali skrzydła. Popatrz na twarz Stolarskiego - on jest wycieniowany, pewnie z 8,9% tłuszczy i ma parę, a jak czytam to zawodnicy wiedzieli że nie mają pary i zamiast trenować nawet indywidualnie to tyli - vide Radović. Jędza Stolarski Hlousek i szukamy czwartego, tych 4 w pomocy co dzisiaj i można grać. A i jeszcze jedno - dokładnie to powiedział trener - to słowo używam specjanie - najpierw fundament, potem ekscesy, czytaj najpierw w pizdeczkę potem będziemy budować
5niedziela, 02, września 2018 21:39
dalkub
a i jeszcze jedno - oglądam sobie jak grają Polacy w serie A - mowa o Beresiu i Linnetym przeciwko Zielińskiemu i Milikowi - jak ktoś ma możliwość to niech zobaczy jak oni zapierdalają - czyli się da, da się wytrenować nawet Polaka do totalnej wojny na małym boisku, a nie że się k.....a nie da bo się nie da. Można nie wymagać prostego kopania, ale zapierdalania wymagać trzeba.
6niedziela, 02, września 2018 21:42
czarnuch
@dalkub
"Czerwone kartki biorą się nie z głupoty ale z braku formy." - są też takie,które powinny obronić się choćby boiskowym doświadczeniem. Wtedy mówimy o głupocie.
7niedziela, 02, września 2018 21:58
Senator
@Czarnuch, Dalkub
Dokładnie, przy tej kartce żadna super forma by nie pomogła jeśli się nie myśli.
8niedziela, 02, września 2018 22:02
kibic50
"Co za dramatyczny mecz. poziom, poniżej poziomu przyzwoitości. Legia lepiej nieco lepiej motorycznie, niż ostatnio, w końcówce mogła to wygrać. Teraz dwa tygodnie prawdy i najlepszy sprawdzian z możliwych"
9niedziela, 02, września 2018 22:51
Senator
@kibic50
Jak kogoś cytujesz to ze zwykłej grzeczności powinno podać się kogo.
10poniedziałek, 03, września 2018 06:27
kibic50
A. Dawidziuk
11poniedziałek, 03, września 2018 07:01
sektor212
Jeżeli chodzi o ocenę meczu, to obecnie wszystko zależy od oczekiwań i nastawienia głów kibiców. Będą się ścierały dwa różne spojrzenia na to, co gra i będzie w kolejnych meczach prezentować Legia. Dziś dla jednych mecz z pasami był dnem i męczeniem buły, a dla drugich stanem faktycznym, w jaki punkcie przygotowań znajduje się Legia. Wczoraj zobaczyłem wyraźne światło w tunelu, że Legia jest na właściwej drodze.

Ja należę do osób zadowolonych z pracy nowego trenera. Wydaje się, że trafnie zdiagnozował problem, a co najważniejsze ma wiedzę i pomysł jak naprawić zaległości po poprzednikach. Dalej precyzyjnie wszystko opisał Dalkub, więc nie będę pisał tego samego. Jest lepiej i duża szansa, że z tej ekipy Portugalczyk stworzy sprawnie działający zespół.



Mam przykrą wiadomość dla kibiców, którzy oczekują pięknej gry Legii po przerwie na reprezentację. Nie zobaczycie jej. Jeszcze będzie za wcześnie. Jeżeli motoryka, zostanie ustabilizowana na odpowiednim poziomie, to następnym krokiem Pinto będzie wdrażanie założeń taktycznych, które są znacznie trudniejszy przyswoić zawodnikom. Szybko jest niemożliwe, gdyż nauczyć zespół kreować grę, czy też wytrenować odpowiednie reakcje piłkarzy na różne sytuacje boiskowe w danym systemie gry wymaga powtarzalności, którą Legia będzie budowała podczas meczów ligowych. Tak więc błędy będą, tylko mam nadzieje, że z meczu na mecz będzie ich mniej.


Senator
Gra w 10 od początku nowego sezonu, to widać, taka nasza nowa tradycja Smile
12poniedziałek, 03, września 2018 07:21
sektor212
Dalkub

Mecz Sampdoria vs Napoli rzeczywiście palce lizać. Teoretycznie słabszy zespół zabiegał tego lepszego nie pozwalając mu rozwinąć skrzydeł. Znakomity wysoki pressing obu zespołów praktycznie przez cały mecz. Jak napisałeś nawet piłkarza znad Wisły można wytrenować i nauczyć odpowiednio biegać taktycznie po boisku. Może doczekamy się kiedyś, tak grającej Legii na małej przestrzeni boiska. Nadziej mała, ale jest. Słuchy z Ł3 donoszą, że Pinto na każdym treningu zawęża pole gry legionistom.

Witeska również i u mnie wyczerpuje kredyt zaufania. Jednak tak jak piszesz kolejny wychowanek naszej akademii do odstrzału.
13poniedziałek, 03, września 2018 08:14
Zgred
Sektor - masz rację będziemy świadkami "plemiennej walki" w ocenach i pewnie jak zwykle wszystkie będą uprawnione...Wink
Ja aż takiej metamorfozy jak widzi to ( dalkub vide Sporting) nie widzę, natomiast widzę zmianę pewnych zachowań i ustawienia. Oczywiście, że gra o jednego mniej w dużym stopniu wpłynęła na zawężenie naszych linii, musieliśmy grać właściwie przez cały mecz obronnie.
Drugą ciekawą sprawą jest to, że paradoksalnie ( o czym rozprawiał Węgrzyn) czerwona kartka Pazdana wręcz zabiła taktykę Cracovii, która była przygotowana wyłącznie na grę z kontry z atakującą Legią.
Kiedy sami musieli "zrobić cokolwiek" w ataku pozycyjnym przestali istnieć. Kilka szybszych akcji w pierwszej części drugiej połowy, gdzie bardzo rozszerzyli grę na obu skrzydłach nie dała rezultatu...i wrócili do swojego "bylejactwa" w tzw. atakowaniu.
No cóż, nie straciliśmy bramki z latarnią eklapy, a nawet przy dawce szczęścia ( Cafu, Antolić) mogliśmy to wygrać, nie wiemy jednak jakby wyglądała nasza gra z lepszymi zespołami grając w osłabieniu.
Szkoda, bardzo szkoda tej poprzeczki Cafu gdyż wygrana, a co za tym idzie przełamanie, dodatkowo grając 95% czasu gry w osłabieniu, mentalnie mogłaby odwrócić ten mętlik w głowach naszych piłkarzy.

Teraz przerwa reprezentacyjna i ...praca, praca, praca i jeszcze raz praca. Sa Pinto podąża dobrą drogą, zaległości w przygotowaniach tak szybko się nie nadrobi, ale moim zdaniem idziemy właściwą drogą, boleśnie krwawą, ale jedyną. Z czasem wróci błysk i szybkość oraz co bardzo ważne w sporcie - pewność siebie.
14poniedziałek, 03, września 2018 09:01
dalkub
Panowie

trzeba rozumieć to co jest realne do zrobienia w 2 tygodnie i to co realne nie jest. Przyszedł chłop popatrzył w badania i się załamał, popatrzył na brzuch Radovića i porównał z wycieniowanym Stolarskim, który na szczęście przeszedł okres przygotowawczy gdzieś indziej. Pierwsze co poprawia to fizykę i ustawienie, do tego dokłada wstawki pressingu i agresywnego odbioru - obejrzyjcie ile razy Jędza czy Cafu czy Antolić doskakiwali krótko do swoich ludzi i były z tego odbiory. Czy to była idealna gra - nie, ona nawet nie była bardo dobra, ale to było coś czego oczekuje się od nowoczesnej piłki w fazie defensywnej, czyli odbudowania ustawienia, agresywnego podejścia, krótkiego pola gry itd.
Nie zrozumie niestety ten kto nie grał, pewność w grze jest wtedy kiedy człowiek czuje się dobrze i fizycznie i psychicznie, błędy popełniają wszyscy, kwestią jest ile ich się popełnia i w jaki sposób. Pazdan od dawna gra słabiej, a już ta runda to dziadostwo, pewnie też efekt frustracji że de facto nikt go nie chce zatrudnić nawet bez odstępnego. Jak będzie w formie fizycznej i oczyści mózg to będzie wzmocnieniem. Czekam na Remy w formie i wybieganego, na Niezgodę i na wyremontowanego Phillipsa i mam nadzieję że po tym sezonie liczba emerytów = 0
15poniedziałek, 03, września 2018 09:48
Zgred
Z Pazdanem jak sam mówił w wywiadach jest tak, że dobrze się czuje tylko wtedy gdy ma za sobą należycie przepracowane przygotowania fizyczne. Wtedy, mając odpowiednią fizykę ( wybieganie) ma szybkość reakcji, decyzji czy umiejętności ustawienia, czytania gry przeciwnika.
Wszyscy wiedzą, on to potwierdza, że "idzie na raz"...brak dynamiki powoduje błędy, a te powodują obawy o następne obcinki - i skuchy widzimy jak na dłoni.
Jest jeszcze coś pozytywnego. Mianowicie oby był to trend stały, powrót Jędrzejczyka na pozycję stopera. Tu więcej moim zdaniem da obronie, a przy wsparciu drugiego stopera w formie ( Remy, Pazdan) oraz bokach Hlousek, Stolarski - blok obronny wróci do gry na zero. Wypada także zwrócić uwagę na pewny występ Cierzniaka, jest zdecydowanie lepszy na przedpolu, a większa konkurencja w bramce także ma swoje plusy.
16poniedziałek, 03, września 2018 09:58
sektor212
Dalkub

"Pierwsze co poprawia to fizykę i ustawienie, do tego dokłada wstawki pressingu i agresywnego odbioru".

Takie działanie napawają mnie optymizmem co do samego trenera. Pinto, zaczął od podstaw i kolejne jego starania wydają się zaplanowanym cyklem, jaki przygotował dla Legii. Przyszedł — popatrzył — zdiagnozował — wybrał opcję i wziął się zapałem do pracy bez zbędnego narzekania. Jedyna prośba, z jaką zwraca się do kibiców to o niezbędny czas, jaki jest wymagany, by uporządkować cały ten bałagan, jaki zastał. Naprawdę mam dużą nadzieję, że to chłop, na jakiego Legia czekała. Może i jest kontrowersyjny, porywczy, i takie tam, ale z odpowiednią wiedzą jak trenować zespół mający aspiracje grać w LE.

Dlaczego stopniowo miejsce w pierwszym składzie traci Kucharczyk?
Porównaj grę Kucharczyka na szpicy i Carlitosa. Hiszpan był widoczny z przodu, starał się, szarpał naszą grę, choć czasami za egoistycznie, a mimo to cały czas wracał (odbudowywał ustawienie w obronie) i wywierał presję na rywalu, kiedy był w fazie budowy gry. Mało tego czasami podwajał atak na rywala, który już był zaatakowany przez naszego pomocnika. Kuchy mimo świeżości w porównaniu do krakusów grających w obronie od początku meczu nie potrafił / nie chciał naśladować Carlitosa. Ofensywnie Michał był gdzie trzeba jednak nie umiał sprostać zadaniom defensywnym tak jak w/w Hiszpan.
17poniedziałek, 03, września 2018 11:23
dalkub
Kucharczyk moim zdaniem tym występem stracił szansę na grę w najbliższym czasie. Klasyczne było jak stał i czekał na piłkę po podaniu do niego i z tego poszła groźna akcja. Jest to zawodnik - fenomen, ma dobre okresy i tragiczne okresy, jak jest w formie fizycznej to jego niedostatki techniczne da się ukryć, jak jest bez formy fizycznej to nagle okazuje się że król jest nagi. Przypadek podobny do Pazdana niestety.
18poniedziałek, 03, września 2018 12:47
gawin76
Dalkub, ja nie piszę, że nie było poprawy w grze Legii, tylko że mecz był dramatycznie słaby pod względem poziomu, wyłącznie o to chodziło mi z tą 'antyreklamą'.

Komentatorzy C+ słusznie (o dziwo Wink ) zauważyli, że czerwień dla Pazdana popsuła Cracovii plan, bo musieli przejąć inicjatywę i starać się coś wykreować. Oczywiście masz pełne prawo twierdzić, że nie udało im się, bo Legia zagrała najlepszy mecz od czasu tego ze Sportingiem, ja natomiast sądzę, że oni tam też są zupełnie bez formy, bez choćby porównywalnej do nas jakości w pierwszej jedenastce i niespecjalnie jestem w stanie po tym meczu cieszyć się z czegokolwiek.

Zjawisko jesiennej poprawy formy jest u nas tak powtarzalne, że trudno zakładać, że akurat Sa Pinto miałby dać plamę. Grę poprawiał Czereczesow po Bergu, Magiera po Hasim, nawet Jozak po Magierze, za każdym razem odbywało się to w inny sposób, bo zapewne odmienna była każdorazowo przyczyna problemów - ale scenariusz stały. Sa Pinto z niejednego pieca chleb jadł i na pewno prędzej czy później, w ten czy inny sposób, ustabilizuje tę drużynę, o to jestem spokojny. Dużo ciekawsze będzie obserwowanie jego pracy wiosną.
19poniedziałek, 03, września 2018 19:16
Zbyszek
O tym,że drużyna musi mieć kręgosłup.
Używam tego porównania nie bez istotnej przyczyny.Dla każdego człowieka i nie tylko ,kręgosłup stanowi najważniejszą część ciała, która gwarantuje poprawną egzystencję fizyczną.Trudno wyobrazić sobie ciało bez kręgosłupa.Składa się on z 4 części : odcinka szyjnego,odcinka piersiowego, krzyżowego i lędźwiowego.Teoretycznie każda drużyna piłkarska też posiada kręgosłup, a więc tych zawodników , którzy zajmują newralgiczne pozycje w pionowym przekroju boiska.Chodzi jednak o to jaki ten kręgosłup jest, całkiem zdrowy lub cokolwiek chory.W poważnych drużynach prowadzonych przez uznanych trenerów , czego koronnym przykładem był MU SAFa, zawodnicy stanowiący kręgosłup drużyny byli w zasadzie niezmienni, byli stali tylko inni się zmieniali.Trener starannie ich wyselekcjonował. dbał o nich i od nich zaczynał ustalanie składu.Nie sięgając zbyt głęboko w historię Legii to ostatni awans do LM był w głównej mierze zasługą zawodników grających w pionowym przekroju drużyny,a więc Malarza, Pazdana, VOO i Nikolicza. W reprezentacji do awansu na EURO 2016 i niezłej tam gry najwięcej wnieśli : Fabiański, Glik, Krychowiak i Lewandowski.Kiedy w Legii zabrakło tej klasy zawodników co VOO, Nikolicz czy Prijovicz zaczęły się problemy.Kręgosłup został poważnie osłabiony.W bieżącym sezonie trudno dostrzec dążenia do naprawy uszkodzonej części szkieletu drużyny. Wydawało się,że ostoją w bramce póki co jest Malarz i co ?. Wczoraj nie ma Malarza. Malarz jak na swoje lata, broni wyśmienicie,ale musi odejść od recenzowania poczynań kolegów i kolejnych trenerów.. Na środku obrony pewniakami byli Astiz i Wieteska, jeden 36 latek bez przyszłości,a drugi młokos bez przeszłości. Ani jeden ,ani drugi nie pasują do klubu z takimi aspiracjami jak Legia. Wczoraj trener wystawił Pazdana i Jędrzejczyka, z tym,że tego drugiego w roli kapitana. Gdyby dało się z nich dwóch stworzyć jednego to byłby to obrońca najlepszy, bo jeden jest piłkarskim mocarzem, choć fizycznie chuchro, a drugi ma dwa waleczne serca, nie jedno.Niestety Pazdan tak długo czekał w garderobie,że kiedy wyszedł na scenę to zapomniał roli .Na razie odcinek lędźwiowy jak chromał, tak kuleje.
Trener Sa Pinto na ogół gra systemem 4-4-2, moim zdaniem w jego przestarzałej wersji czyli na dwóch ofensywnych środkowych pomocników i żaden z nich ani Cafu,ani Antolicz nie pełnią wiodącej roli w zespole. W moim przekonaniu jest to poważny błąd.System 4-4-2 u swego zarania nieco ponad 40 lat temu powstał z przesunięcia jednego z napastników w systemie 4-3-3- do środkowej linii obok rozgrywającego. Wówczas w tej formacji było dwóch środkowych ofensywnych pomocników i dwóch skrajnych. Ale już na początku lat 80-tych w środkowej linii grano jednym typowo ofensywnym i jednym defensywnym. W połowie lat 90-tych generalnie grano na dwóch defensywnych pomocników i dwóch skrzydłowych.Niejako w sposób naturalny ci dwaj defensywni przekształcili się w oddzielną formację do systemu 4-2-3-1.Oczywiście w dzisiejszej piłce nie ma dogmatów , o czym wielokrotnie pisałem ale też ewolucje taktyki nie wynikały z jakiś abstrakcyjnych założeń,ale stanowiły odpowiedz na konkretne zapotrzebowanie wynikające ze stale zmieniającej się samej gry i jej szybkości.Niezależnie od tej konstatacji trzeba powiedzieć,,że można rozkładać akcenty prowadzenie gry ofensywnej na dwóch lub nawet więcej zawodników,ale historia dowodzi,że dla drużyny jest korzystniej jeżeli ma tylko jednego kierownika.
Dość podobną sytuację mamy w ataku.W już klasycznym ustawieniu 4-2-3-1 gra się na jednego napastnika,a my gramy na dwóch.Czego do błędów zaliczyć nie można , bo taki zestaw ma swoje plusy. Tylko,że generalnie czy to ustawieniu 4-4-2, 3-5-2,4-2-2-2 , 4-3-1-2 czy podobnym w ataku grają dwaj napastnicy o różnej charakterystyce. Jeden jest dogrywającym ,a drugi kończącym. Najbardziej charakterystyczny duet stanowili w lidze Niedzielan i Rasiak. W naszej drużynie i Carlitos i Kante są zawodnikami o zbliżonej charakterystyce i nie stanowią oni duetu, ale się dublują i niejako z konieczności rywalizują pomiędzy sobą o to kto ma wykańczać akcje.W moim przekonaniu nie służy to dobrze drużynie. Bowiem o skuteczności ataku nie świadczy liczba napastników,ale liczba strzelonych bramek.
Oczywiście doceniam zwiększenie natężenia treningów, o ile rzeczywiście nastąpiło, gdyż trener Sa Pinto pracuje w mikrocyklu tygodniowym według dobrze rozpracowanego schematu metodologicznego. W niedzielę mecz, w poniedziałek wolne,albo regeneracja,we wtorek mocny trening wytrzymałościowo-szybkościowy, w środę też mocny trening szybkościowo- wytrzymałościowy, w czwartek trening relaksacyjny,w piątek szybkość oraz taktyka, w sobotę szybkość startowa, taktyka i stałe fragmenty gry. Kiedy pisze się o tym w kategoriach objawienia i odkrycia to nie najlepiej to świadczy o wiedzy piłkarskiej autorów. W cyklu dwóch meczów w tygodniu takich możliwości treningowych po prostu nie ma.Jest czas tylko na regenerację, lekki trening podtrzymujący oraz trening szybkościowo taktyczny przygotowujący do meczu i na nic więcej.Ja cały czas mam nieustającą nadzieję,że trener nie poprzestanie na poprawie motoryki piłkarzy,ale zadba o jej kręgosłup. Moim zdaniem materiał ma.

O tym,że napastnik musi być wkomponowany w zespół.
Z góry przepraszam za to początkowe stwierdzenie, które jest banałem. Lecz dla mnie jest zupełnie niezrozumiałym,że Carlitos w Legii gra bardzo źle. Wszyscy komentatorzy i trenerzy przed sezonem na pytanie kto będzie królem strzelców zgodnie odpowiadali,że Carlos Lopez. Uzasadnienie było banalne. Skoro w marnej Wiśle był najlepszym i najskuteczniejszym zawodnikiem ligi to w mocnej kadrowo Legii musi być jeszcze lepszy.A tu klapa na całej linii.Część komentatorów obwinia o ten stan rzeczy samego piłkarza,a są i tacy,którzy zarzucają mu mało sportowy tryb życia skutkujący rzekomą nadwagą.Przyznam,że otyłości u Carlitosa nie zauważyłem, natomiast dostrzegłem jego wyobcowanie.Przypomnę w tym miejscu,że krakowską Wisłę prowadził bardzo dobry trener Joan Carrillo i to on ustawił drużynę pod Carlitosa.Być może w tym dziele bardzo pomocnym był fakt,że obaj są Hiszpanami.Faktem jest,że pozycja Carlitosa jako jedynego napastnika była niezagrożona. W Legii nie zdecydowano się na grę jednym napastnikiem i być może stąd jego problemy, oby przejściowe i adaptacyjne. Tylko,że problem Carlitosa ze skutecznością stał się problemem Legii. Nie sposób nie zauważyć,że kiedy drużyna taka jak nasza traci sporo bramek to, aby wygrywać mecze musi ich zdobywać więcej od rywali. A bramki muszą strzelać głównie napastnicy. I w ten sposób kółeczko się nie domyka.

O tym,że retoryka wojenna nie przystaje do sportu.
Być może słowa trenera Sa Pinto przed meczem z Cracovia zostały źle przetłumaczone, bo nie sadzę,aby ktoś na poważnie mówił,że wybiera się na wojnę,a nie na zabawę zwaną meczem piłkarskim.Ktoś kto pobieżnie zna historię naszej piłki wskaże, że o wojence mówił także Jacek Gmoch. Tyle tylko,że Gmoch nie mówił o wojnie,ale o grze wojennej. A są to dwa zupełnie odmienne pojęcia.Gmoch wspomina to tak :" Nie przypominam sobie już dokładnie , kiedy to było, ale zupełnie świadomie sięgnąłem do literatury fachowej dotyczącej sztuki wojennej i znalazłem tam szereg świetnych wskazań do zastosowania w mojej pracy trenerskiej.Gra wojenna to w końcu nic innego , jak sztuka przewidywania działań przeciwnika i jak najlepszego, jak najmądrzejszego wykorzystania własnych sił". Tak o tym pisał literat i napoleonista Waldemar Łysiak w "Literaturze" :" Pożyczyłem mu napoleończyka Jominiego :"Zarys sztuki wojennej ". Drugiego z wielkich teoretyków - Clausewitza nie chciał, bo już znał .Jego pasja w pochłanianiu wielkiej literatury o strategii i taktyce nie owocuje salonowym cytowaniem, tylko adaptacją - wyciąga wnioski i to co uzna za cenne adaptuje do swoich potrzeb.
W przerwie meczu z Danią , w szatni pełnej umorusanych piłkarzy, nagle uklęknie na posadzce, która będzie dlań szachownicą porucznika von Reisswitza ( jeden z wynalazców Gry Wojennej), rozejrzy się szukając figur i z ich braku chwyci kilkanaście białych kubków do herbaty i w ciągu 2 minut rozegra nimi symulacje układu taktycznego podczas drugiej połowy. Na ich twarzach nie drgnął ani jeden mięsień i to wcale nie przez zmęczenie , nie dziwili się - ich już nie zaskoczy.Zaskoczyć mógł swoją drużynę tylko tym, gdyby przestał pracować nad coraz to nowymi sposobami optymalizowania gry. On chce nauczyć ich jednego - jak mają być najlepszymi.." . Tak się kiedyś pisało o piłce i ja się na tej literaturze wychowałem.
W sztuce wojennej jest ogrom twórczego, w samej wojnie jest tylko tępa destrukcja. Oto zasadnicza różnica.
A iść na wojnę ze słabeuszami i jej nie wygrać to żadna zasługa.

O tym,że Cracovia nie jest miarodajnym rywalem.
Probierz jak przyszedł do Cracovii to stwierdził,że zastał ją drewnianą i zapowiedział,że zbuduje ją murowaną,a uczynił ją zrujnowaną. Wszystkich, którzy choć trochę potrafili grać w piłkę się pozbył, albo sami od niego uciekli. Zostali zastąpieni miernymi biegaczami.Nawet w naszej lidze nie ma takich cudów,aby bez umiejętności grania odnosić jakieś sukcesy, więc Cracovia zaczęła robić za batyskaf. Widmo katastrofy wymusiło sięganie po zawodników z jakimiś nazwiskami, więc wejście Gola na boisko stało się żałosną koniecznością.Cracovia miał być zespołem złożonym głównie z młodych polskich zawodników, a staje się domem niespokojniej starości dla cudzoziemców.Tylko,że wczoraj mecz tak się ułożył ,po zejściu Pazdana,że każdy nasz zawodnik, aby pod względem wybiegania dorównać rywalom musiał przebiec o ok.10% więcej kilometrów od nich.Nasi przeciwnicy tym sposobem niejako wyrównali z nami swe niedostatki wykształcenia piłkarskiego i grali z nami na swoich warunkach.Nasi zaś gracze zamiast wykazywać swą wyższość klasy wykazywali się niepotrzebną i nadmierną agresją . Poszliśmy na wojnę z samymi sobą i tę wymyśloną przez siebie wojnę na własne życzenie zremisowaliśmy.

O tym,że mecz się odbył.
Ja nie wiem czy obu drużynom tak naprawdę zależało na wygranej. Oczywiście deklaracje przedmeczowe trenerów i zawodników były buńczuczne,że dadzą z siebie wszystko,albo jeszcze więcej,że będą walczyć jak o życie i inne ble, ble. Rzeczywistość boiskowa twardo zweryfikowała te puste gadki pod publikę. Cracovianom nawet się nie dziwię, bo kim oni maja wygrywać jak na poziomie ESy mają tylko Gostomskiego i Helika. Reszta ma potężne problemy z przyjęciem piłki, jej celnym kopnięciem i oddaniem strzału.Do tego rywale ospale przechodzą z obrony do ataku i odwrotnie. Nie można się dziwić,że remis to dla nich świetny wynik. Natomiast nie rozumiem nastawienia Legionistów do wczorajszego meczu. Pomijając czerwień Pazdana to do jego zejścia z boiska graliśmy głównie w poprzek i do tyłu, jak by prowokując rywali do napaści na nas,aby wówczas przeprowadzić jakiś kontratak.Ale oni nie mieli takich zaborczych zamiarów to i my zadowoliliśmy się tym,że nas nie niepokoją. I pomimo,że Cracovia miała przewagę liczebną to nie umiała jej wykorzystać, nasza drużyna liczyła zaś na błąd przeciwnika, aby zdobyć bramkę. Sami w tym kierunku niewiele robiliśmy.A już gra Carlitosa na utrzymanie piłki z dala od naszej i ich bramki, nakierowana na kradzenie czasu, była nastawiona na zremisowanie meczu. Tak naprawdę to nie wiadomo czy to oni nie przegrali czy my nie wygraliśmy,a może odwrotnie.
W każdym razie nie było to widowisko,ale dziadowisko.
20poniedziałek, 03, września 2018 21:22
CTP
@Zbyszek
"Trener Sa Pinto na ogół gra systemem 4-4-2, moim zdaniem w jego przestarzałej wersji czyli na dwóch ofensywnych środkowych pomocników i żaden z nich ani Cafu,ani Antolicz nie pełnią wiodącej roli w zespole"

Trafna uwaga ale warto zauważyć, że trener tak właściwie nie ma innego wyboru. W teorii, za Carlitosem mógłby grać Radovic, Hamalainen i nawet Mączyński ale w praktyce wymieniona trójka wychodząc na murawę zamiast grać w piłkę zajmuje się zwykle jej sabotowaniem. I to takim dość ordynarnym. Ja na miejscu Sa Pinto odbyłbym z nimi bardzo poważną rozmowę dotyczącą ich przyszłości w Legii. Być może parę meczów w rezerwach przestawiłoby ich na właściwe tory.

Nasza sytuacja ofensywna powinna się poprawić, gdy do gry wrócą Vesovic i Niezgoda. Zwłaszcza ten drugi powinien stworzyć skuteczną parę z Carlitosem, mam nadzieję, że na miarę Prijo i Niko.
21poniedziałek, 03, września 2018 21:47
Senator
Dalkub użył słowa sabotowanie. Mam Panowie więc pytanie do was.
Ile razy i w ilu meczach poczynając od tych eliminacyjnych do LM i LE
na ligowych kończąc pomyśleliście i użyliscie słowa sabotaż ? Ja muszą się przyznać że niestety dość często przychodziło mi na myśl te słowo.
22poniedziałek, 03, września 2018 23:23
CTP
@Senator
Wbrew pozorom Dalkub i ja nie jesteśmy tą samą osobą. Smile
Odpowiadając na Twoje pytanie: ostatni raz tak pomyślałem w niedzielę oglądając grę Kucharczyka. Moim zdaniem nie ma żadnego przypadku w tym, że kilku piłkarzy u obecnego trenera gra bardzo mało a ten najsłynniejszy, zdaje się, że nie zagrał ani sekundy.

Ja osobiście w tej próbie sił zdecydowanie kibicuję Sa Pinto.
23wtorek, 04, września 2018 06:20
kibic50
" pomyśleliście i użyliscie słowa sabotaż ?"

Ostatnio po "interwencji" Pazdana, po której obejrzał czerwoną kartkę czym ukarał drużynę przymusem gry w 10.
Co ich nie zabiło (remis) to ich wzmocni (3 pkt z Lechem) Wink
24wtorek, 04, września 2018 09:35
dalkub
#sabotowanie - to chyba mimo wszystko nie ja

#Zbyszkowe wpisy

Staram się je czytać, choć czasem mam nie dojeżdżam do końca - tak jest dzisiaj, bo frapuje mnie ten tekst o taktyce. Postaram się polemicznie i poprawić kilka nieścisłości oraz niedopowiedzeń.
To prawda że system 442 powstał w latach 70 ale był on zupełnie inny niż teraz. W systemie tym obrońcy środkowi grali ustawieni w pionie a nie w poziomie, stąd takie chyba juz trochę zapomniane funkcje na boisku jak libero i forstoper - pierwszym takim "wielkim libero" była Beckenbauer jeszcze w latach 70 a potem Baresi w Milanie w latach 80. System ten przewidywał że libero, nazywany u nas często ostatnim stoperem, był bez przydziału krycia i miał zadania asekurować grę obronną oraz jak pozwalały umiejętności brać udział w rozegraniu piłki do przodu. Forstoper to typowy kryjący obrońca. Jeszcze jedno było ważne to jest stoper zawsze zachowywał tzw. głębie, czyli nie grano w linii w bloku obronnym. Również pomocnicy byli ustawiani różnie - nie było jak to pisze Zbigniew ustawień starych czy nowych czy klasycznych czy innych - grano w taki sposób jakich miano zawodników, często zwyczajnie zachowując balans pomiędzy siłą ataku i siłą obrony. Najczęstszym schematem była gra w układzie pomocnik ofensywny i pomocnik defensywny oraz dwóch bocznych którzy niekiedy mając inklinacje ofensywne mogli uchodzić za dzisiejszych skrzydłowych, ale wcale nie koniecznie tak bywało zawsze.
Na przełomie lat 80-90 zaczęto gra 3-5-2 i znowu nie tak jak obecnie a dalej był ostatni stoper - najlepszy przykład to w Legii grający Zieliński oraz dwóch kryjących o ile dobrze pamiętam Jóźwiak i Choto - to chyba ostatni raz tak grano w Warszawie. Dalej 5 pomocników w tym dwa wahadła, jeden stricte defensywny, jeden 50 na 50 i jeden ofensywny i potem dwóch napastników. Dlaczego tak zaczęto grać? ano okazało się że jest problem z kryciem kiedy dwóch napastników gra blisko siebie i nie wiadomo kogo kto miał kryć, a krycie indywidualne zawsze jest prostsze - ma swojego gościa i go trzymam krótko na swojej połowie.
Tyle historii - teraz to co grała Legia - ano ja akurat nie widziałem 2 ofensywnych pomocników a widziałem dwóch pomocników środkowych grających 50-50 i nie za bardzo rozumiem co oznacza że jest to system przestarzały. Posiadanie dwóch zawodników do środka potrafiących agresywnie odebrać piłkę ale też ją rozegrać to ogromna przewaga, pod warunkiem że jest zachowany balans w grze, to znaczy, że akcja ofensywna jednego powoduje większą uwagę defensywną drugiego - to musi działać automatycznie, bo strata w środku pola przy dwóch zapędzonych do przodu pomocnikach może być straszne w skutkach. Dalej było widać, że granie do przodu będzie się opierać na bocznych pomocnikach tylko że czerwona kartka zdecydowanie to uniemożliwiła, bo brakowało przytrzymania z przodu, podejścia i szybszego zorganizowania akcji w ataku pozycyjnym.
Charakterystyka naszych napastników - tu jestem bardzo zdziwiony tym co Zbyszek pisze - ci zawodnicy są o innej charakterystyce ewidentnie - Carlitos to napastnik który kocha piłkę lubi ją prowadzić mieć przy nodze, Cante to raczej gość od grania w polu karnym i czekający na podanie z bocznego sektora boiska - nieźle gra w powietrzu. Dlatego też to właśnie on został zdjęty z boiska bo potrzeba było bardziej mobilnego Carlitosa, wchodzącego w pojedynki 1 na 1 stworzenie stałego fragmentu gry, może faulu blisko lub w polu karnym.

to tyle na tą chwilę
25wtorek, 04, września 2018 15:35
świrekwampirek
O i takiego Dalkuba miło poczytaćSmile
26wtorek, 04, września 2018 23:43
a-c10
Co do tytułu, Gawin dobrał go naprawdę trafnie. Ten mecz w rzeczy samej był antyreklamą Ekstraklasy. A przy okazji świetnym (?) tłem dla dyskusji, jakie toczą się tutaj już od ładnych kilku tygodni.

Zresztą, czy mogło być inaczej? Spotkały się przecież dwie firmy, którym w obecnym ich stanie należałoby zalecić natychmiastowe porzucenie działalności sportowej (bo wychodzi im ona, cóż, jak wychodzi) i przebranżowienie się na produkcję filmów dla dorosłych. Ostatnimi czasy bowiem tak Cracovia, jak i Legia zajmują się głównie pieprzeniem. U nas pieprzy przede wszystkim trener. Pieprzy o szkoleniu, o wprowadzaniu młodzieży i innych takich, po czym mieści w wyjściowym składzie dwóch trzydziesto(paro)latków, którzy w klubie zameldowali się dosłownie parę godzin wcześniej. No brawo, brawo dla tego pana! Cóż za motywujący przekaz dla tych wszystkich młodych, podobno zdolnych futbolistów zalegających w kadrze Cracovii! U Was z kolei od dłuższego już czasu pieprzy prezes. Pieprzy o wizjach, deenach, długofalowych politykach, etc. A efekt tego taki, że po sześciu kolejkach nowego sezonu nie miał (nadal zresztą nie ma) zespołu, tylko zlepek przypadkowych ludzi prowadzonych przez trenera z łapanki. A tak, jasne. Lepszy trener z łapanki, niż żaden.

Oczywiście, można to spotkanie opisać używając starych, dobrze (?) nam wszystkim znanych, ekstraklasowych zaklęć. Pazdan się wysypał (wariant: dekoncentracja? fizyka?). Cracovia nie miała żadnego pomysłu na to, co począć z takim nieoczekiwanym prezentem. Legia, grając w dziesiątkę, szanowała punkt. Wyszło jak wyszło.

Problem w tym, że poza małym, hermetycznie zamkniętym, zatęchłym światkiem polskiej kopanej nikt tych zaklęć nie rozumie. Bo też i trudno racjonalnie wytłumaczyć dlaczegóż to niby uważany za autentyczną gwiazdę ligi, doświadczony stoper, reprezentant kraju, niepokojąco często strzela takie farfocle. Jeszcze trudniej wyłożyć zachowanie całego zespołu Pasów. Przecież na ich miejscu każdy normalny zespół zacierałby łapki z uciechy. "Chłopaki, gramy ze swoją bestią negrą, a oni nie dość, że pod formą, to jeszcze tak się wykładają! Plan jest prosty: cierpliwie ich rozciągamy, męczymy, a jak trochę oklapną, przyspieszamy i strzelamy gola. Potem pójdą do przodu, wiadomo, a że jest ich mniej, to szybka konterka, 2:0, dziękuję, dobrej nocy!"

Niestety, Cracovia nie jest normalnym zespołem. Jest nieodrodną córą polskiej piłki, której cały właściwie pomysł na istnienie opiera się na destrukcji i strachu przed porażką. Bronić się, przeszkadzać, wybijać (z rytmu) - o taaak, w tym jesteśmy dobrzy. To umiemy. To mamy. Nabija się Na Aucie kol. Zgred z "raportu Nawałki". I słusznie, przecież już sama idea powstania takiego dokumentu to jakieś kuriozum (w razie czego - tak, raport Loewa też uważam za kuriozalny). Z drugiej jednak strony, cóż ten bidny eksselekcjoner miał napisać? Przecież sprawa jest banalna: potężna większość zawodników, jakich miał do dyspozycji, zwyczajnie nie umie grać w piłkę. Umie przeszkadzać innym w graniu. Dopóki to wystarczało, było świetnie. Gdy tylko wystarczać przestało, gdy trzeba było zacząć konstruować, zaczęły się schody.

Wracając z reprezentacyjnych wyżyn do ligowego bagienka: w pierwszej jedenastce Pasów trener Probierz zmieścił dwóch defensywnych pomocników (z czego jednego kompletnie bez zgrania z zespołem - patrz wyżej) i obrońcę na skrzydle. Ot, kolejne ekstraklasowe zaklęcie. Kolejny chochoł: strach przed porażką. A co by się, kuźwa, stało, gdybyśmy przegrali? Wszak nie pierwszy to raz i - nie oszukujmy się - bez wątpienia nie ostatni. Ot, mielibyśmy o ten punkcik mniej, co na trzydzieści kolejek przed końcem nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia.

Zachęcał mnie niedawno kol. Sektor do - buahaha - namawiania innych, by przychodzili na stadion. Sorry, nakłanianie kogokolwiek do oglądania czegoś takiego powinno być karalne. Zespół źle, bardzo źle zaczął sezon. Nadwyrężył zaufanie tych nielicznych kibiców, jacy mu jeszcze zostali. W takiej sytuacji oczywista wydaje się próba odbudowania tego zaufania. Odwdzięczenia się za nie. Zagrania z otwartą przyłbicą, z takim polotem, na jaki tylko nas stać. Zamiast tego dostaliśmy skrajny minimalizm.

Co nawet w ekstraklasowych warunkach zakrawa na jakąś parodię, po meczu kibice dziękowali piłkarzom Pasów za walkę. Za co, kurwa...?! Jakby się który spec od "walczyć, próbować!" rozejrzał wokół, być może by zauważył, że pustych krzesełek jest na stadionie +/- tyle samo, co zajętych. A przecież Ziemia Święta pojemnością nie poraża. Cóż, kolejny dowód na to, że ekstraklasowy jest językiem nie tylko magicznym, ale też bardzo endemicznym.

Dlatego ja np. rozumiem o co Senatorowi chodzi z szanowaniem punktu. Tyle, że takich jak my jest ledwie garstka. I wcale nie stanowi to powodu do dumy.

Pyta mnie Na Aucie kol. Kibic50 co sprawia, że jestem kibicem Cracovii. Nie wiem. Dokładnie tak samo nie wiem co sprawia, że kocham moją żonę. No przecież gdybym wiedział, to co to by była za miłość...? Wiem za to, że na pytanie o nadzieję można odpowiedzieć w dwóch językach. Otóż po ekstraklasowemu, to my nadzieję możemy mieć zawsze. Paździerz, nie paździerz, ganz egal. Rezultatami w tej lidze niepodzielnie rządzi Imperator Przypadek. Jeśli spojrzy na nas przyjaźniej, to mimo kiepskiego startu możemy nawet zostać Mistrzem Polski. Że co...? Niemożliwe? Niemożliwe to jest wieczne trwanie farta Legii. A wbrew kwiecistym opisom niezrównanego kol. Zbyszka, różnice w umiejętnościach - czy raczej ich braku - piłkarskich poszczególnych składów Ekstraklasy dążą do zera. Oczywiście, jeśli spojrzy na nas nieprzyjaźnie, wylądujemy w tzw. I lidze. Ale dlaczego od razu zakładać czarny scenariusz? Koniec końców i tak pewnie wylądujemy gdziesik pośrodku.

Po ludzku jednak warto zauważyć, że kibicowanie od relacji damsko-męskich różni przesunięcie suwaka z wyłączności maksymalnie w stronę masowości. No proste, prawda? Im mniej typów podkochuje się w mojej małżonce, tym lepiej (dla nich). Im więcej ludzi kibicuje Pasom (Wojskowym, Kolejorzowi, Miedziowym, itp.), tym lepiej. Dla mnie, dla Was, dla nich. My sobie możemy opowiadać ckliwe historyjki o tym, jak to pięknie jest kibicować Cracovii, Legii, Warcie, Pcimiance, czy inszemu Sadownikowi Błędów. Prawda, pięknie. Nie przeczę. Niemniej w dzisiejszych czasach dla większości odbiorców mecz piłkarski to nie jest jakiś szał duchowych uniesień, tylko rozrywka. Taka sama, jak wyjście do kina, do knajpy, na festyn. Jak obejrzenie w tv najnowszego filmu z ulubioną aktorką, albo festiwalu kabaretów. Możemy tych ludzi wyzywać od pikników, sezonowców, klientów, konsumentów (niepotrzebne skreślić, konieczne dopisać). Możemy się z nich śmiać. Sęk w tym, że ich jest więcej. Znacznie więcej. I to oni będą śmiać się ostatni. Bo jeśli my wciąż będziemy klepać o szanowaniu punktu, oni będą szanować swój czas i na pewno nie poświęcą go na śledzenie takich, za przeproszeniem, widowisk, jak to przedwczorajsze. A bez nich, bez ich udziału, bez ich obecności na stadionach i przed telewizorami, prawdziwej nadziei nie będzie ani dla mnie, ani dla Was.
27niedziela, 09, września 2018 12:38
Zbyszek
@A-c10.
Jest taki stary dowcip jak to profesor kazał otworzyć studentom okno,bo nie są orłami i nie wylecą, zaś po zakończonych zajęciach studenci pytają "A pan profesor też drzwiami?". To tyle co do kwiecistości stylu,co jak rozumiem stanowi komplement. I co w skromności swojej przyznaję,że należny.
Ja, o czym wielokrotnie raportowałem jestem wychowany na autorach, którzy pisali w pięknym , wielobarwnym polskim języku. Onegdaj nikt by tych ogłupiających tekścików np.w PS nie puścił, bo nie tylko nie wiadomo o co w nich chodzi,ale napisane są w jakimś dziwacznym barbarzyńskim narzeczu.
Wymienię kilka nazwisk dawnych autorów : Łysiak,Mętrak, Sprusiński, Cergowski, Zmarzlik,Wyrzykowski, Jucewicz,Aleksandrowicz, Lechowski, Sieniarski, Smaczny, Atlas, Zarzeczny, Szczepłek czy Petruczenko.
W nawiązaniu do dawnych obyczajów nie zgadzam się,że raport z Mundialu jest zbędny. Tylko,że dla mnie wzorcowym był raport sporządzony po Mundialu z 1982 roku przy współudziale naukowców. Raport części sztabu Nawałki ma charakter PIjaRowy i do rzetelnych nie należy. Zresztą trudno od ludzi wymagać ekspiacji i z doświadczenia życiowego wiemy,że raczej w przypadku niepowodzenia będą szukać bardziej usprawiedliwienia niż samooskarżania się. Tylko czy aby na pewno było to niepowodzenie ?. To raczej tzw. szeroka opinia publiczna została napompowana durnymi przekonaniami pismaków i reklamami w mediach ,że jesteśmy mocarstwem. A to o czym piszesz i co wiadomo po starciach naszych drużyn w europejskich pucharach jest bujdą na resorach. Stan naszej kopanej jest kiepski i stale się pogarsza. Nie ma napływu młodych zdolnych, polskich piłkarzy. W czasach o których mało kto pamięta mówiąc językiem ekonomii występowała nadpodaż polskich graczy wysokiej klasy, w klubach grali tylko polscy zawodnicy ,a reprezentacja i kluby były w wysoko notowane.
Czynnikiem sprawczym była wysoka jakość szkolenia młodzieży i stała selekcja. Dziś szkolenie leży i kwiczy. Nie należy więc dziwić się trenerom klubowym,że zmuszeni są sięgać po byle jakich graczy zagranicznych,a i tak lepszych od naszego narybku. Bo przecież ktoś musi grać.
Oczywiście masz rację,że Mioduski pobłądził,ale dał się nabrać, nie on jeden na lep takiego przyszłościowego myślenia, ,że jutro będzie lepsze, a przecież piłka nożna to sport wynikowy. O tym czy klub jest dobry decyduje dzisiejszy wynik.
Spadek frekwencji na naszych stadionach jest faktem,i oby był to stan przejściowy,ale trudno się temu dziwić po kiepskiej grze reprezentacji i fatalnych wynikach eliminacji pucharów europejskich.Lecz też do tego stanu przyczyniają się sami prezesi i trenerzy klubowi, którzy mamią kibiców wizją sukcesów, nie mając ku temu żadnych podstaw.Kiedy ich brak, kibice czują się i słusznie oszukani ,a ich reakcji nie należy się dziwić.
Ja od wielu już lat patrzę na stan naszej piłki i jej otoczenia bardziej racjonalnie,niż emocjonalnie ,więc on mnie nie dziwi. W każdym razie dopóki zdecydowanie i radykalnie nie poprawimy szkolenia młodzieży to coraz bardziej będziemy odstawali ,nawet od średniaków,a poziom gry będzie się pogarszał.Bo stare powiedzenie powiada,że jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Pozdrawiam.
28niedziela, 09, września 2018 16:52
Zbyszek
@dalkub.
Wybacz mi podwójnie raz,że nie od razu się odniosłem,ale czasu mam stały niedostatek ,a dwa wybacz mi impertynencję,ale ja mogę ufać swojej pamięci, bo mnie nie zawodzi,natomiast Ty powinieneś ją weryfikować. W dobie dostępu do internetu to żaden wstyd. Akurat o czasach o których piszesz,a więc z przełomu lat 80 i 90-tych pamiętam prawie wszystko, bo przez blisko 10 lat wraz z Gawinem nie opuściliśmy żadnego meczu Legii. Otóż Legia w tamtym czasie grała ustawieniem 4-4-2, a podstawowy skład obrony to Kaczmarek, Budka, Kruszankin i Wdowczyk. Jacek Zieliński trafił do Legii jesienią 1992 roku i grał jako prawy obrońca. Dopiero trener Wójcik przekwalifikował go na środkowego obrońcę. Legia ustawieniem 3-5-2 grała w historii tylko w czasie kiedy jej trenerem był Okuka i to nie w każdym meczu,a jej skład obrony to Szala(Jóźwiak), Zieliński i Jarzębowski. Dicson Choto trafił do Legii jesienią 2003 roku,a grać zaczął wiosną 2004 roku ,a wtedy Legia grała znowu 4-4-2, a skład obrony to Szala, Choto, Zieliński i Kiełbowicz. Czyli prawie dobrze, tylko poślizg 10 lat Smile.
Zaś ustawienie 4-4-2 z dwoma ofensywnymi pomocnikami w tym sensie cuchnie naftaliną,że było obecne w piłce trzydzieści kilka lat temu i trenerzy od niego odeszli, nie bez przyczyny i wracanie do niego to tak jak zawracanie kijem Wisły. Niby można tylko chleba z tego nie będzie. I tu nie chodzi o to,że to samo w sobie jest błędne,ale zakłóca balans o którym sam piszesz. Nie jest tak,że zadania ofensywne i defensywne muszą się równoważyć również jeżeli idzie o ilość wykonawców,ale w Legii nawet jak zadania ofensywne przeważają, to w jej grze , nie tylko przeciw Cracovii widać,że obrona źle współpracuje z II linią w ofensywie, a pomocnicy nie wspierają obrońców. Tym samym komunikacja pomiędzy formacjami jest zakłócona, gra nie jest płynna, tylko szarpana i więcej nasi zawodnicy biegają niż grają piłką.Tym samym ważny element zaskoczenia rywala praktycznie nie istnieje i nie wytwarzamy dogodnych sytuacji do zdobycia bramek. A co do Carlitosa i Kante do zostaniemy przy swoich zdaniach, bowiem po obserwacji ich gry na boisku na stadionie przy Ł3 żadnej różnicy w ich grze nie dostrzegłem,ale być może na stare lata oślepłem Smile.Inaczej mówiąc zamiast ich obu wystarczył by jeden nieudacznik. Smile. Pozdrawiam.
29poniedziałek, 10, września 2018 00:15
Senator
@Zbyszek
Spadek frekwencji może tylko zatrzymać podniesienie poziomu jako rzecz najważniejsza i kilka pomniejszych jak choćby kultura kibicowania. Moim zdaniem ma też znaczenie rdzennośc samych zawodników.
W dobie tak wielu transmisji tv kibice widzowie o których wspominał a-c10 mają możliwość wyboru, a ten jest nielichy. Anglia, Francja, Hiszpania, Holandia, Belgia, Austria, MLS to tak na szybko co mi przychodzi do głowy. Kiedy masz możliwość podglądania aż tylu lig to naprawdę trudno już jest kogoś nabrać choćby nie wiem jak Pan Węgrzyn i inni zachwalali.
Naprawdę te dwa artykuły które ostatnio się ukazały w dużym, ba bardzo dużym producencie są prawdziwe.
Mam tu na myśli ten zalinkowany przeze mnie na aucie i drugi mówiący o stworzeniu super ligi czy jak kto woli zmiany Ligi Mistrzów w elitarny tylko dla bogatych generujacy kasę biznes.
Sam Pan pisał na f widz , kibic staje się wybredny, na kanapie przed telewizorem lepiej.
@a-c10
Tak ten punkt szanuję bo ostatni wywiad z Malarzem tylko potwierdza moje przypuszczenia. Tak obsranego ( sory ale najlepiej pasuje) zespołu to ja żyjąc 57 lat jeszcze nie widziałem.
Tak na marginesie ale w sumie chyba na temat to porównał bym kibiców mojego klubu do zawodu który wykonuje.
Wiesz raz na parę lat , no ok niektórym raz w roku trafi się kurs do miasta Łodzi czy innych Bartoszyc. I wiesz co ? Można tym żyć i się wkurzać dlaczego nie raz na tydzień, a najlepiej w ogóle dzień w dzień. Nakręcać się , denerwować że jednak nie Łódź tylko z Centralnego na Pańską, jednym słowem psuć se zdrowie i szargać nerwy. Ale można też i trzeba aby nie zwariować Łódź traktować jako coś ekstra a pamiętać o tym że średni kurs to jednak 25 zł bo jesteś tylko biedny żuczek.
30poniedziałek, 10, września 2018 15:24
dalkub
Zbyszek

ja mniej więcej wiem kiedy ostatnio grał w Legii Choto i Jóźwiak - pisałem że ostatni raz 3 obrońcami Legia grała własnie wtedy czyli w okolicy 2003 roku - sięgnij prosze nawet do LN tam są artykuły jak to Choto ma zastąpić Zielińskiego na ostatnim stoperze z 2004 ale tez są z 2003 roku, a Szala drogi Zbyszku grał u Okuki na wahadełku
31czwartek, 13, września 2018 02:29
a-c10
@ Zbyszek, Senator:

Przeczytałem, dziękuję. Odniosę się jak tylko złapię trochę czasu.
32sobota, 15, września 2018 00:15
a-c10
@ Zbyszek:

Nie wiem, być może raport z osiemdziesiątego drugiego miał sens. Nie mam szans tego pamiętać, nie zamierzam się sprzeczać. Wiem za to, że dziś należałoby zacząć od prostej kwestii, którą zresztą sam zwerbalizowałeś: Tylko czy aby na pewno było to niepowodzenie? Jeśli sami sobie udzielimy uczciwej odpowiedzi na to pytanie, to raport z występu naszej kadry na MŚ'18 da się zamknąć nie tyle w dwóch zdaniach, co zgoła w dwóch słowach, w dodatku bardzo krótkich: bo tak. Bo mamy bardzo przeciętny zespół, któremu akurat tym razem się nie przyfarciło. Koniec, kropka, wszelka filozofia jest tu zbędna.

Co zaś się tyczy występ(k)ów naszych klubów: Dziś szkolenie leży i kwiczy. Ooo... Za to skauting stoi prosty jak struna, brodę zawadiacko zadarł do góry i pełnym ognia, przeczystym tenorem wyśpiewuje w pełni zasłużone hymny ku własnej chwale Very Happy Powiedz mi, Zbyszku, kogo tak naprawdę interesują obecne, importowane "gwiazdy" Ekstraklasy? Komu zaświecą się oczy na myśl, że za chwilę obejrzy mecz z udziałem, ekhem, samego Carlitosa, Gytkjaera, Bezjaka...? (O Żenjowie nawet nie wspomnę) W zamierzchłych czasach wspomnianej przez Ciebie nadpodaży talentów szkolenie odbywało się w sposób naturalny. Ot, od rana do nocy gromady dzieciaków kopały piłkę (a pewnie nawet częściej coś piłkopodobnego) po podwórkach. Kształtowała się w ten sposób technika i koordynacja, przez co kluby dostawały w zasadzie gotowy materiał na piłkarzy i mogły sobie robić ostrą selekcję. Tyle że to wszystko - no właśnie - zamierzchła przeszłość. Piłkę (ładną, markową) możesz sobie kupić w każdym sklepie. Tylko co z tego, skoro podwórka umarły dekady temu, a my dopiero niedawno, powoli i w wielkich bólach zaczęliśmy wymyślać jakieś dla nich zastępstwo? To wszystko prawda. Podobnie jak opowieści o "akademiach", w których ćwiczyć mogą największe nawet beztalencia, byleby tylko ich rodzice gotowi byli odpowiednio zapłacić. Tylko znów: co z tego? Trochę jednak tych zdolnych młodziaków mamy. Czy aby nie lepiej byłoby wpuszczać ich na boisko, zamiast zastawiać im drogę importowanym szrotem siódmego sortu...?

Wynik, powiadasz. A kogo niby ten wynik obchodzi? Mnie. Ciebie. Jaśka z Gliwic, Marka z Gdańska, Jolkę z Białegostoku... Ile nas się tak zusammen do kupy uzbiera? Trzysta tysięcy? No, może czterysta, jeśli dorzucić kibiców z całej piramidy ligowej. Norrrmalnie dziki tłum jak na trzydziestoośmiomilionowy naród, który podobno kocha futbol;] Idźmy dalej tym tropem. Nie dziwmy się tylko, że ta nasza garstka będzie stale topnieć.
33sobota, 15, września 2018 01:46
a-c10
@ Senator:

Realia Twojego zawodu znam niemal wyłącznie z perspektywy klienta. Dlatego mogę sobie wyobrazić Ekstraklasę jako korporację taksówkową, która ma... ładne samochody. No dobra, raz za czas zdarzy się jakiś wyjątek, ale generalnie z wierzchu to wszystko wygląda co najmniej przyzwoicie. Gdybym tylko nie wiedział, co kryje się wewnątrz, to może nawet miałbym nadzieję na jakaś miłą przejażdżkę.

Ale przecież wiem. Wsiadam do środka i na samo dzień dobry z obrzydzeniem odkrywam, że poprzedni pasażer zarzygał siedzenie. Teraz całe spodnie mam oblepione cudzymi wymiocinami. Nie pytam kierowcy dlaczego tego nie sprzątnął, dlaczego w ogóle wozi takich klientów, bo przecież i tak nie usłyszę nic sensownego w odpowiedzi. Zresztą, gdyby to tylko o te rzygi chodziło... Szybko okazuje się, że pan szofer... nie umie jeździć. Samo tylko ruszenie z miejsca pochłania mu ładnych kilka minut, wypełnionych myleniem gazu ze sprzęgłem, drążka od skrzyni z wajchą od kierunków i czegokolwiek jeszcze się da. Facet jest też wyraźnie na bakier z przepisami ruchu drogowego, a jego pojęcie o mieście jest mniej więcej takie, jak moje o astrofizyce. Ale za to mniemanie o samym sobie posiada wyjątkowo wybujałe. Ze swadą opowiada jaki to z niego fenomenalny kierowca i jaki mnie zaszczyt niezasłużony trącił, że w ogóle mogę z nim jechać. Ostatecznie kurs, który powinien był się zamknąć w kwadransie, przeciąga się grubo powyżej godziny. I pewnie byłaby to jedna z najpaskudniej spędzonych godzin w moim życiu, gdyby nie to, że jestem nieuleczalnie chory na tę taksówkę i po prostu muszę nią jeździć trzydzieści parę razy do roku.

Widzisz, Senatorze, ja nie muszę podróżować Bentleyem. Myślę, że wiele osób wcale nie ma takiej potrzeby. W zupełności wystarczyłoby im uprzątnięte auto. I kierowca, który może i nie zapędzi w kozi róg Sebastiena Ogiera, ale po prostu dowiezie pasażera na miejsce. Najlepiej w miłej atmosferze.
34sobota, 15, września 2018 12:29
kibic50
@ a-c10

Taksówka vs futbol

Wydaje mi się że tym razem to Ty zupełnie nie zrozumiałeś Senatora.
Jako dziecko i brat taksówkarza jestem niemal pewny, że pomyliłeś pojęcia.
Senator w swoim wpisie chciał powiedzieć, że dla niego (kibica) takie mecze jak z Realem, Spartakiem czy Sportingiem są jak (taksówkarza) kurs do Łodzi czy Bartoszyc.
Cała reszta to kursy z Centralnego na Pańską za 25 zł i taką też mamy ligę, co nie znaczy, że z zawodu (kibicowania) możemy zrezygnować.

Taksówkarz, choćby w czyściuteńkimi pachnącym Bentleyu z niezwykłą wręcz znajomością topografii i o umiejętnościach Hołołowczyca o codziennych kursach do Łodzi czy Bartoszyc może co najwyżej pomarzyć.
35sobota, 15, września 2018 21:39
a-c10
@ Kibic50:

Nie tyle może nie zrozumiałem, co sam (chyba) niezrozumiale się wyraziłem. Przepraszam. Szło mi o to, że gdybyśmy posprzątali te nasze ligowe taksówki, a za fajerami posadzili ludzi, którzy potrafią więcej, niż tylko ściemniać, to za czas jakiś kursy do Łodzi i Bartoszyc przestałyby uchodzić za rarytas. Natomiast jeśli tego nie zrobimy, możemy powoli wybierać komis, do którego powstawiamy nasze wózki. Bo chwila-moment i nawet chętnych do jeżdżenia z Centralnego na Pańską zabraknie.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1